Książki i jak to się u mnie zaczęło...

Zaczynam od książki, która tak jak wspomniałam, zaczęła moją przygodę z czytaniem. To nie tak, że nie czytałam zupełnie nic, tylko po prostu nie czerpałam z tego radości, a jedyne co od początku czytałam to były lektury, wiem że każdy uczeń i student zna to uczucie, kiedy trzeba przeczytać coś co zupełnie nas nie ciekawi, jest do bani. Wracając do tematu, ach więc zaczęło się od filmu...
    Pewnego dnia, przemierzając po kolei programy telewizyjne z nadzieją, że wreszcie znajdę coś co nie wypali mi gałek ocznych, natknęłam się na film pod dość specyficzną nazwą, a mowa tu o ''Mieście Kości'', choć wierzcie mi horrory i filmy science-fiction znajdowały się u mnie na pierwszych rankingach moich ulubionych rodzaji  filmowych, to i tak nie byłam przekonana co do tego czy zmusić się, aby to obejrzeć. Myślałam, że to będzie coś w stylu ''Batmana'' z 1989, kto oglądał czy nie, ja już go wyłączyłam po pierwszych 25 minutach. Mogę się założyć o 99 procent, że Bóg czy coś innego maczało w tym palce, zapewne mając na myśli, by wreszcie zrobić coś żeby odciągnąć mnie od komputera i amerykańskich talk-show, chociaż nawiasem mówiąc nic nie zdoła mnie od tego odciągnąć, no chyba że paczka 50 nowiuśkich książek prosto z księgarni. 
    Po stwierdzeniu, że film był odlotowy, przeleciałam caluśki internet w poszukiwaniu choćby najmniejszej wzmianki o drugiej części, ku mojemu nie zadowoleniu, NIC NIE ZNALAZŁAM, ale się okazało, że jednak jest druga część i nawet więcej części...ale w formie papierowej. O dziwo, nie miałam żadnych pretensji, bo znalazłam wreszcie coś co mi się podoba. Z tą nagłą satysfakcją miałam ochotę jeszcze w ten sam dzień wykupić wszystkie tomy, po mimo że była 23.00. Wyobraźcie sobie jaka byłam zafiksowana na punkcie tego filmu skoro już śniłam o tych książkach.
Następnego dnia pojechałam z mamą do księgarni i...boże ta jej mina, spytała czy dobrze się czuje i czy na pewno wiem że właśnie byłyśmy w księgarni. Pomimo tego mojego zahartowania, mogłam kupić tylko jedną książkę, bo moja mama nie wierzyła że przeczytam chociaż jedną. Tą samą książkę wchłonęłam w półtorej dnia...

serce

Komentarze: