Jak chodzić po księżycu (1)

Na początku chciałbym serdecznie powitać wszystkich tu zgromadzonych niepoprawnych marzycieli, wyrzutków społecznych, kawowych/herbacianych maniaków i książkowych szaleńców. Nim zaczniemy pierwszy wykład czuję się zobowiązany do opowiedzenia wam o sobie. ​ Na imię mi Dominik. Posiadam dwadzieścia dwa lata, kolekcjonuję je od lat dwudziestu dwóch i mimo, iż nigdy nie zrobiłem nic aby zebrać ich więcej, ciągle przybywają nowe. Na księżycu pierwszy raz znalazłem się nie pamiętam kiedy. W sumie nie sądze, aby ktokolwiek mi podobny pamiętał. Bardzo szybko się rozpraszam i nie wiem co jeszcze chciałem napisać w tym zdaniu. Na koniec wspomnę jeszcze tylko, że poznałem ostatnio swojego wewnętrznego krytyka, który okazał się zwykłą szują, a do tego skretyniałym palantem. ​ LEKCJA 1 ​ Nim ktokolwiek z was pomyśli o wyprawie na ziemskiego naturalnego satelitę, musi wpierw opanować czynność do takiej wyprawy najnajnajpotrzebniejszą. Mianowicie - oddychanie niczym. "TOŻ TO NIEMOŻLIWE JEST!" - ktoś niesłusznie zauważy. Niemożliwe wydaje się to jedynie na pierwszy rzut płuca. Musicie sobie bowiem uświadomić (szczególnie mieszkańcy Krakowa i okolic), że na codzień oddychacie czymś znacznie gorszym. No cóż, taki mamy klimat. Oddychanie niczym, zaprawdę powiadam wam, jest bananalnie proste. Poniżej przedstawiam trzy główne techniki, polecam skrupulatne notowanie, to może pojawić się na egzaminie. - Oddychanie niczym wiatr - Oddychanie niczym sportowiec - Oddychanie niczym innym jak płucami Więcej o tych technikach opowiem wam na zajęciach praktycznych. ​ Na dziś to koniec, nie chciałbym przemęczać waszych główek, do zobaczenia na kolejnej lekcji! ​ Uczcie się pilnie, mówię wam, nie ma nic tak pięknego jak wschód ziemi widziany z księżyca. ​

Komentarze: