Avatar @Christina

@Christina

47 obserwujących. 47 obserwowanych.
Kanapowicz od 2 lat. Ostatnio tutaj około 10 godzin temu.
{} opera.ghosts
{} Napisz wiadomość
47 obserwujących.
47 obserwowanych.
Kanapowicz od 2 lat. Ostatnio tutaj około 10 godzin temu.
środa, 18 sierpnia 2021

Bajki bretońskie

 

Morgenowie są mieszkańcami morza w folklorze bretońskim i walijskim. Są dość przyjaźnie nastawieni do ludzi, ale nie mają nic przeciwko płataniu figli, a także – często kradną kapryśne i niegrzeczne dzieci. Francusko - bretoński folklorysta François-Marie Luzel zebrał w marcu 1873 roku na wyspie Ouessant zapisy Morgenów i twierdził, że ta wyspa jest jedynym miejscem, gdzie ich ślady zachowały się w legendach ludowych. Dawno, dawno temu Morgenowie od czasu do czasu spotykali się na naszej wyspie i nawet dzisiaj nadal można ich zobaczyć, jednak rzadko: zbyt często ludzie ich oszukiwali.

Zauważano ich głównie w świetle księżyca: bawili się i igrali na drobnym piasku i wodorostach pokrywających brzeg, a ich blond włosy czesali grzebieniami ze złota i kości słoniowej. W ciągu dnia kładli się na pięknych białych obrusach i suszyli na słońcu różne skarby: złoto, wyselekcjonowane perły, kamienie szlachetne i bogate tkaniny jedwabne. Można było je podziwiać tak długo, jak chciałeś, o ile nie mrugnąłeś, jak tylko mrugnąłeś wszystko znikało jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – zarówno Morgeny, jak i ich skarby.

Morgeni to drobni mężczyźni i kobiety o różowych policzkach, blond kręconych włosach i wielkich niebieskich błyszczących oczach; są mili i czuli, jak anioły. Niestety nie są ochrzczeni, więc nie mogą pójść do nieba, a szkoda: są tacy chwalebni i tacy mili z wyglądu!

Słyszałem, że kiedyś Matka Boska została sama w domu i musiała wyjść na chwilę - iść po wodę, a nie wiedziała, co robić: nie mogła zostawić dziecka, które spało w swojej kołysce!

  – Co robić? Studnia jest daleko, a dziecka nie można zostawić samego w domu... – rozważała w duchu.

A potem słyszy czysty i wyraźny głos, który mówi: - Zostaw to mnie: zajmę się nim właściwie.

Odwróciła się i zobaczyła małego mężczyznę na progu: uśmiechał się, a jego twarz była tak słodka, że ją podziwiała. Powierzyła mu bezpiecznie dziecko i poszła po wodę.

„Genet ha Morganed”, powiedział mały człowieczek, co oznaczało „Piękno i dzieci – Morgenów”.

Jego prośba została spełniona, dlatego Morgenowie są tak przystojni, a w dawnych czasach było ich tak wielu. Ale byłoby lepiej, gdyby prosił o chrzest: wtedy on sam i jego krewni poszliby do nieba, do aniołów, których tak bardzo przypominają.

 

„Morgen i córka ziemi”

 

Kiedyś dwie dziewczyny z naszej wyspy szukały muszelek na brzegu morza i zauważyły Morgenę, która suszyła na słońcu swoje skarby, rozkładając je na dwóch pięknych śnieżnobiałych obrusach. Zaciekawione dziewczyny, schylając się i chowając za skałami, niepostrzeżenie podkradały się do niej.

Zaskoczona Morgena, widząc, że dziewczęta zachowują się przyzwoicie i wydają się uprzejme i rozsądne, nie rzuciła się do wody, zabierając ze sobą skarby, ale zapakowała wszystkie drogocenne rzeczy, które zostały ułożone na dwóch obrusach, i dała obu dziewczynkom obrus , ale kazała nie zaglądać do tobołków, dopóki nie wrócą do domu do rodziców.

Nasze dwie młode wyspiarki pobiegły do domu, niosąc na swoich barkach cenny ciężar. Ale jedna z nich chciała spojrzeć na diamenty i piękną biżuterię, które uważała za prawdziwe, i dotknąć ich rękami. Nie mogła oprzeć się pokusie. Po rozstaniu z towarzyszką, która musiała iść w innym kierunku, położyła obrus na trawę, rozłożyła go, wstrzymując oddech i znalazła tam... koński nawóz. Łzy płynęły z jej oczu z żalu i rozczarowania ...

Druga dziewczyna, nie zatrzymując się, pobiegła prosto do domu i dopiero w swojej nędznej chacie wraz z ojcem i matką otworzyła obrus. A ich oczy oślepił blask skarbów, które leżały w zawiniątku: były tam drogocenne kamienie, wybrane perły, złoto i luksusowe tkaniny! Rodzina błyskawicznie się wzbogaciła. Zbudowali piękny dom, kupili ziemię i mówią, że ich potomkowie, którzy nadal mieszkają na wyspie, nadal przechowują resztki skarbów przekazanych przez Morgenę, chociaż było to bardzo dawno temu.

*Najwyraźniej narratorka Marie Thualle naprawdę wierzyła, że jedna z rodzin na wyspie Ouessant przechowuje biżuterię i tkaniny, które ludzie odziedziczyli po Morgenach. „W tym domu” – dodaje – „wszystkiego jest pod dostatkiem: są bogaci; kiedy wypływają na morze, ich statek wraca zawsze pełen ryb, a nikt z tej rodziny nigdy nie zginął na morzu, a tego nie można powiedzieć o żadnej innej rodzinie na naszej wyspie ”.

 

 

Dawno, bardzo dawno temu, być może w tych dniach, kiedy św. Paweł przybył z kraju Irlandii na naszą wyspę, żyła więc na wyspie Ouessant piękna dziewczyna w wieku około szesnastu lub siedemnastu lat, imieniem Mona Kerbili. Była tak ładna, że wszyscy, którzy ją widzieli, podziwiali ją i mówili do jej matki:

— Jaką masz piękną córkę, Jeanne! Jest tak ładna jak Morgana, takich piękności na wyspie nie mieliśmy od niepamiętnych czasów; możesz pomyśleć, że jej ojcem jest Morgen.

— „Nie mów tak”, sprzeciwiła się chwalebna kobieta, „Bóg wie, że jej ojcem jest Fanch Kerbili, mój mąż, a to jest tak samo prawdziwe, jak fakt, że jestem jej matką.

Ojciec Mony był rybakiem i prawie całe życie spędził na morzu, matka uprawiała kawałek ziemi wokół domu, a przy złej pogodzie przędła len.

Mona poszła na plażę z młodymi dziewczynami w jej wieku, aby szukać małży, które były stałym pożywieniem rodziny. Przypuszczalnie Morgen, których było bardzo dużo na całej wyspie, zauważył ją i był również zdumiony jej urodą.

Będąc na płyciznach dziewczęta zaczęły opowiadać o swoim ukochanym: każda chwaliła przyjaciółkę za zręczność, z jaką łowi ryby i pływa łodzią, prowadząc ją przez liczne rafy otaczające wyspę.

— Na próżno, Mona - powiedziała Marc’harit ar Fur do córki Fanch Kerbili - na próżno odtrącasz Ervoana Kerdudala: jest przystojnym mężczyzną, niepijącym, zawsze dogaduje się z przyjaciółmi i nikt lepiej od niego wie się, jak prowadzić łódź po niebezpiecznych kanałach obok Vieille-Jument i Stiff...

— Nigdy - odpowiedziała pogardliwie Mona, która ciągle słysząc o swojej urodzie, stała się dumna i próżna - Nigdy nie wyjdę za rybaka. Nie ustępuję pięknem Morgenowi i poślubię tylko księcia lub, w najgorszym przypadku, syna ważnego lorda, bogatego i potężnego, albo na przykład Morgena.

Prawdopodobnie podsłuchał ją stary Morgen, który ukrywał się w pobliżu, albo za skałami, albo pod wodorostami - rzucił się na dziewczynę i wciągnął ją pod wodę. Towarzyszki pobiegły i opowiedziały matce o wszystkim.

Jeanne Kerbili siedziała na progu swojego domu; porzuciła wrzeciono i przędzę i pobiegła na brzeg. Wołała córkę donośnym głosem, nawet wbiegła do wody w miejscu, w którym zniknęła Mona, tak głęboko, jak tylko mogła. Ale wszystko poszło na marne i żaden głos nie odpowiedział ani na jej płacz, ani na jej rozpaczliwe wołania.

Plotka, że Mona zniknęła, szybko rozeszła się po wyspie i nikt nie był szczególnie zaskoczony. „Mona była córką Morgena”, mówiono, „więc ojciec ją zabrał”.

Porywacz dziewczyny był królem Morgenów, który mieszkał w tych stronach, i zabrał młodą wyspiarkę do swojego pałacu, a ten pałac był prawdziwym cudem; nie znajdziesz nic podobnego w pięknie na ziemi, nawet wśród królewskich pałaców.

Stary Morgen miał syna, najpiękniejszego z młodych, a ten syn zakochał się w Monie i zaczął prosić ojca, aby pozwolił mu poślubić dziewczynę. Ale sam król miał wobec niej te same intencje i powiedział synowi, że nigdy nie pozwoli mu poślubić córki ziemi. Mówią, że w królestwie Morgenów jest wystarczająco dużo pięknych dziewczyn, które chętnie poślubią księcia, a on, król Morgenów, nie odmówi swojemu synowi, jeśli wybierze jedną z nich.

Młody Morgen stał się zdesperowany, odpowiedział ojcu, że nigdy się nie ożeni, jeśli nie pozwoli mu się poślubić tej, którą kochał, Monę, córkę ziemi.

Widząc, że jego syn był wyczerpany żalem, stary Morgen zmusił go do poślubienia córki dworskiego szlachcica, która słynęła z urody.

Wyznaczono dzień ślubu, zaproszono wielu gości. Państwo młodzi udali się do kościoła w towarzystwie wielkiej, wspaniałej procesji; mówią, że ludzie morza mają własną wiarę i swoje kościoły pod wodą, wszystko jest takie jak u nas na ziemi, chociaż Morganowie nie są chrześcijanami; twierdzą, że mają nawet własnych biskupów, a Goulven Penduff, doświadczony żeglarz z naszej wyspy, który pływał po wszystkich morzach świata, przysiągł mi, że widział ich wielokrotnie.

Biedna Mona otrzymała od starego Morgena polecenie, aby została w domu i przygotowała ucztę weselną. Ale nie dostała niczego, co było potrzebne do tego, absolutnie nic, z wyjątkiem pustych garnków i kotłów, za które służyły jako duże muszle; Ponadto powiedziano jej, że jeśli nie przygotuje wykwintnego posiłku do czasu, gdy wszyscy wrócą z kościoła, zostanie natychmiast skazana na śmierć. Oczywiste jest, że biedna dziewczyna nie miała pojęcia, co robić i była kompletnie przygnębiona! Ale sam pan młody był zdezorientowany i przygnębiony.

Gdy procesja zmierzała do kościoła, pan młody nagle przypomniał sobie:

— Zapomniałem pierścionka, który panna młoda powinna nosić na palcu!

— „Powiedz mi, gdzie on jest, poślę po niego” – powiedział ojciec.

— Nie, nie, pójdę sam, położyłem go w takim miejscu, żeby nikt oprócz mnie go nie znalazł.

Pójdę go przynieść i wkrótce wrócę. Pospieszył więc do domu, nie pozwalając nikomu towarzyszyć . Poszedł prosto do kuchni, gdzie biedna Mona płakała z rozpaczy.

– Uspokój się – mówi – posiłek będzie gotowy na czas, i będzie tak smaczny, że wszyscy będą palce lizać. Polegaj na mnie we wszystkim.

Podszedł do paleniska i powiedział: „Dobry ogień, pal w palenisku!” I natychmiast wybuchł ogień.

Potem z kolei dotknął ręką wszystkich kotłów, garnków, szaszłyków i naczyń, mówiąc: „W tym kotle będzie łosoś, w tym kotle ostrygi, tu jest kaczka na rożnie, jest smażona makrela, a w tych naczyniach są najlepsze wina... ”A kotły, garnki, naczynia i butelki z mocą magii napełniały się jedzeniem i napojami, gdy tylko dotknął ich ręką. Mona nie mogła opamiętać się ze zdumienia, widząc, jak całe jedzenie zostało ugotowane w jednej chwili, a ona nie musiała przykładać do tego ręki!

Potem młody Morgen udał się za procesją ślubną, wszyscy weszli do kościoła. Ceremonię odprawił biskup morski. Potem wszyscy wrócili do pałacu. Stary Morgen poszedł prosto do kuchni i powiedział do Mony:

— Wróciliśmy, czy wszystko jest gotowe?

„Wszystko gotowe” – odpowiada Mona, jakby nic się nie stało. Zdziwił się słysząc taką odpowiedź, zajrzał do garnków i rondli, do naczyń i do butelek, po czym powiedział, nie kryjąc niezadowolenia:

— Ktoś ci pomógł, ale jeszcze policzę się z Tobą.

Usiedliśmy przy stole, jedliśmy, piliśmy dużo, potem śpiewaliśmy i tańczyliśmy całą noc.

O północy nowożeńcy udali się do luksusowo udekorowanej sypialni, a stary Morgen kazał Monie towarzyszyć im i pozostać w sypialni z zapaloną świecą w ręku. Kiedy świeca wypali się do jej palców, dziewczyna zostanie zabita.

Biedna Mona była posłuszna, co innego mogła zrobić. A stary Morgen czeka w sąsiednim pokoju i od czasu do czasu pyta:

—Czy świeca wypaliła się po same palce?

—„Nie, jeszcze się nie wypaliła” – odpowiada Mona.

Pytał wiele razy. A świeca prawie całkowicie się wypaliła.

Nowożeniec mówi do swojej młodej żony:

— Weź świeczkę od Mony na minutę i trzymaj ją, podczas gdy ona zapali dla nas kolejną.

— Młoda Morgena nie wiedziała, co zamierza jej teść, i wzięła świecę.

W tym momencie stary Morgen pyta ponownie:

— Czy świeca wypaliła się po same palce?

— „Powiedz mu, że się wypaliła” — podpowiada młody Morgen.

— „Wypaliła” – odpowiada Morgena.

Stary Morgen wbiega do pokoju, nie patrząc na tę, która trzyma świecę w ręku, ciosem szabli odcina jej głowę i odchodzi.

Gdy tylko nastał świt, nowożeniec przyszedł do ojca i powiedział:

— Ojcze, proszę o pozwolenie na ślub.

— Pozwolenie na zawarcie małżeństwa? Nie ożeniłeś się wczoraj?

— Ożeniłem się, Ojcze, ale moja żona nie żyje.

— Umarła!.. Zabiłeś ją, łotrze?...

— Nie, Ojcze, Ty ją zabiłeś.

— Zabiłem twoją żonę?

— „Tak, ojcze: czy nie odciąłeś głowę tej, która wczoraj wieczorem trzymała zapaloną świecę przy moim łóżku?”

— Tak, to była córka ziemi...

— „Nie, ojcze, to była młoda Morgena, poślubiłem ją, żeby cię zadowolić, a teraz jestem wdowcem. Jeśli mi nie wierzysz, idź i przekonaj się sam, jej ciało jest w mojej sypialni."

Stary Morgen pospieszył do sypialni nowożeńców i przekonał się o swoim błędzie. Jego gniew nie znał granic.

— Kogo chcesz poślubić? - pyta syna, kiedy trochę się uspokoił.

— Córkę ziemi, Ojcze.

Starzec nic nie powiedział, odwrócił się i wyszedł. Minęło jednak kilka dni i prawdopodobnie zdał sobie sprawę, jak nierozsądne jest konkurowanie z własnym synem z powodu dziewczyny. Wyraził zgodę, urządził wspaniały ślub.

Młody Morgen dbał o swoją żonę, myślał tylko o tym, jak ją zadowolić. Karmił ją delikatnymi rybkami, które sam łapał, robił dla niej biżuterię z wyselekcjonowanych pereł, szukał dla niej muszelek, złotej masy perłowej w prezencie, zbierał trawy morskie i kwiaty o niespotykanej urodzie. Ale Mona wciąż marzyła o powrocie na ziemię, do ojca i matki, do ciasnej chaty nad brzegiem morza.

Mąż nie chciał jej wpuścić, bał się, że nie wróci. Więc dotknęła ją melancholia, dzień i noc Mona nie robiła nic poza ronieniem łez.

Pewnego dnia młody Morgen mówi do swojej żony:

— Uśmiechnij się do mnie, moja droga, a zabiorę cię do domu twego Ojca.

Mona uśmiechnęła się, po czym Morgen, który również był czarodziejem, mówi:

— Moście pojaw się.

A potem pojawił się piękny kryształowy most, który prowadził z dna morza do samej ziemi.

Stary Morgen zobaczył to, zdał sobie sprawę, że jego syn zna czary nie mniej niż on i powiedział:

— Pójdę z wami.

Cała trójka weszła na mostek: Mona z przodu, jej mąż za nią, a stary Morgen kilka kroków z tyłu.

Zanim Mona i jej mąż zdążyli stanąć na ziemi, młody Morgen powiedział:

— Moście, zniknij!

A most zniknął na dnie morza, a wraz z nim stary Morgen.

Mąż nie mógł towarzyszyć Monie przez całą drogę do domu jej rodziców; puścił ją samą i dał jej następujące instrukcje:

—Wracaj o zachodzie słońca, będę tu na ciebie czekać, ale tylko nie pozwól, aby ktokolwiek cię pocałował, ani nawet nie dotknął twojej ręki.

Mona obiecała, że to uczyni i pobiegła do domu ojca. Była pora obiadu i cała mała rodzina zebrała się przy stole.

Mona wbiegła do chaty i powiedziała:

— Witaj, matko i ojcze! Witajcie bracia i siostry!

Życzliwi ludzie patrzą na nią z zakłopotaniem i nikt jej nie rozpoznaje. Jest taka piękna, wysoka i mądra! Mona była zdenerwowana, a do jej oczu napłynęły łzy. Zaczęła chodzić po domu, dotykając wszystkiego ręką i mówiąc:

— Tu jest głaz morski, siedziałem na nim przy palenisku, tu jest łóżeczko, spałem w nim, tu jest drewniana miska, jadłam z niej zupę, a tam za drzwiami widzę miotłę janowca, a tu jest dzbanek, chodziłam z nim po wodę do źródła.

Usłyszawszy, jak to mówi jej krewni w końcu rozpoznali Monę, zaczęli ją całować, płacząc z radości i wszyscy byli szczęśliwi, że znów się spotkali.

Ale nie na próżno jej mąż przestrzegał Monę, aby nie pozwoliła żadnemu mężczyźnie ją pocałować: w tej samej chwili zapomniała o wszystkim - zarówno o swoim małżeństwie, jak i o tym, jak mieszkała z Morganem. Została z rodziną, a wkrótce jej adoratorzy odeszli. Ale nie chciała ich słuchać i nie zamierzała wyjść za mąż.

Jak każda rodzina na wyspie, mieli małą działkę, na której uprawiali ziemniaki, trochę warzyw, trochę jęczmienia, a wszystko to wraz z codziennym połowem morskim, rybami i muszlami dostarczało im pożywienia.

Przed domem znajdował się omłot do młócenia zboża i młyn do słomy jęczmiennej. Często w nocy, gdy Mona leżała w łóżku, wśród wycia wiatru i przytłumionego szumu fal uderzających o przybrzeżne skały, wyobrażała sobie jęki i skargi pod drzwiami chaty, ale myślała że to biedne dusze zabitych rozbitków proszą żywych, aby nie zapomnieli modlić się za nich, i czytała De profundis o ich spokój, żałowała marynarzy na morzu, a potem spokojnie zasypiała.

Ale pewnej nocy wyraźnie usłyszała łamiący serce, żałosny głos mówiący te słowa:

— Mona, Mona, czy naprawdę zapomniałeś swojego małżonka Morgena, który kocha cię bardziej niż cokolwiek innego i uratował cię przed śmiercią? Obiecałeś, że niedługo wrócisz, ale sama każesz mu czekać tak długo, skazujesz go na takie męki! Ach, Mona, Mona, ulituj się nade mną, wróć do mnie jak najszybciej!...

Wtedy Mona wszystko sobie przypomniała. Wstała, wyszła z domu i odnalazła męża, Morgena: to on rozpaczał i lamentował u jej drzwi. Rzuciła mu się w ramiona... i od tej pory nikt jej już nie widział.

 

#Morgen#Morgan#Mona#Bajka_bretonska#Gamle_Eryk#Folklor#Skandynawia#Bretania
{}× 11
Komentarze
@wybrana84
@wybrana84 · 2 miesiące temu
Cudne 👏👏🤩🤩
{}× 4
@Christina
@Christina · 2 miesiące temu
Dziękuję. Wreszcie coś znalazłam. Coś innego niż przepis na fasolkę po bretońsku :)
{}× 4
@Tanashiri
@Tanashiri · 2 miesiące temu
Jak Ty zawsze umiesz zaskoczyć!☺️ Bardzo lubię takie legendy, a tej naprawdę nigdy nie słyszałam, fajna!🙂
{}× 2
@Christina
@Christina · 2 miesiące temu
@Tanashiri Podobnie jak Ty uwielbiam baśnie, legendy i opowieści. Dlatego pomyślałam, że się będę dzielić (jeśli odkryję coś wartego uwagi) 🙂
{}× 1
@Tanashiri
@Tanashiri · 2 miesiące temu
Dziel się🙂 chętnie będziemy czytać ☺️
{}× 1
@Vernau
@Vernau · 2 miesiące temu
Niezwykła historia 😊
{}× 1
@Christina
@Christina · 2 miesiące temu
Dziękuję 😊
{}× 1
@jatymyoni
@jatymyoni · 2 miesiące temu
Piękna historia.
{}
@Christina
@Christina · 2 miesiące temu
Dziękuję :)
{}× 1

Archiwum

{}

2020

  • O nas
  • Kontakt
  • Pomoc
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • © 2021 nakanapie.pl
    Zrobione z {} na Pradze Południe