Avatar @MAD_ABOUT_YOU

@MAD_ABOUT_YOU

Bibliotekarz
70 obserwujących. 45 obserwowanych.
Kanapowicz od ponad roku. Ostatnio tutaj około 8 godzin temu.
{} blog_8_dzien_tygodnia
{} Napisz wiadomość
70 obserwujących.
45 obserwowanych.
Kanapowicz od ponad roku. Ostatnio tutaj około 8 godzin temu.

Blog

wtorek, 13 lipca 2021

Bieguni

Te wahania nastrojów kiedyś mnie wykończą...
Zadziwiające jak od radosnych uniesień i pełnej ekscytacji nagle lecisz na łeb na szyję w najniższe rejony szaleństwa...
Czy ta dwubiegunowość kiedyś się wyrówna? Nie oczekuję pełni szczęścia, ale na miłość boską naprawdę nie pogardzę odrobiną normalności.

Jeszcze niedawno miałam wrażenie, że wszystko, co przydarzyło mi się w ciągu ostatniego półrocza, miało być po coś, miało jakiś sens, może nie głębszy, bo nie ma co się doszukiwać niewiadomo czego w kilku słowach czy gestach wykonanych przez ludzi w naszą stronę, ale było po coś.
Teraz już nie jestem tego taka pewna. No zobaczymy. Na razie czekam. Cierpliwa jestem, przynajmniej umiem być, a dzień się jeszcze nie skończył...

Tagi:
#takieTam
{}× 16
sobota, 19 czerwca 2021

Atlanta, czyli przygoda na lotnisku

Trochę tę relację z naszego wypadu na kontynent amerykański zaczęłam nie po kolei, bo najpierw pokazałam wam wschód słońca na Florydzie, a to był w sumie nasz trzeci dzień pobytu, ale co się odwlecze, to nie uciecze, więc wracam do początku.
Pierwszego dnia woleliśmy wówczas nie pamiętać, ponieważ nie skończył się dla nas za dobrze, ale teraz jest jedną z tych opowieści, której inni słuchają najchętniej i przy której wszyscy się śmiejemy.
Po wylądowaniu trochę nam zeszło na odprawie wizowej, która szła w ślimaczym tempie, a czas, że tak powiem, trochę niestety nas gonił, bo do kolejnej przesiadki mieliśmy raptem dwie godzinki. Poinformowanie pań, które kierowały podróżnych do konkretnych stanowisk celnych, że jeszcze trochę i tu utkniemy, bo ucieknie nam samolot, nie miało większego sensu, bo i tak nie zrobiły nic, by skierować nas do krótszego ogonka. No ale dobra, jakoś przeszliśmy odprawę, dostaliśmy wizy na całe pół roku (szaleństwo normalnie ) i biegusiem dalej. Natomiast muszę dodać, że troje dzieci i bagaże podręczne nie ułatwiają tej dyscypliny. I żeby nie było tak prosto, to okazało się, że lotnisko w Atlancie jest tak gigantyczne, że nasz terminal C, znajduje się na końcu świata i jeszcze dalej i  trzeba szukać jakiegoś środka lokomocji, żeby się na niego dostać, a czas wciąż ucieka...
Po przebiegnięciu 400 metrów w poszukiwaniu terminalu, nawrotce i pokonaniu tych samych 400 metrów wraz z innymi naiwnymi, którzy jak my myśleli, że dadzą radę na piechotę, dotarliśmy w końcu do "pociągu". Po 10 (!!!) minutach jazdy kolejką (do odlotu mamy raptem 30 minut), podczas której najpierw co sekundę liczyłam dzieciaki, czy na pewno są wszytskie, co trzy sekundy sprawdzałam czy bilety i paszporty również, a co pięć zerkałam na zegarek próbując jakoś zwolnić ten zapieprzający czas, wysiedliśmy w końcu na docelowej stacji. 

I jeśli myślicie, że to był wreszcie koniec naszych przygód, to się grubo mylicie, bo teraz to się dopiero zaczęło. Ja i dwóka starszych biegiem po schodach (a schodów tak wiele, że końca nie widać) by dotrzeć na czas do odprawy, a młody co? No młody, jak typowe wiejskie dziecko, on schodami ruchomymi, które jadą wolniej, niż on je pizzę. No to ja za fraki młodego i targam przez poręcz odgradzającą nasze zwyczajne schody od jego nowoczesnych, najstarszy targa bagaż i dalej biegniemy. I już jesteśmy prawie u celu, już widzę nasze linie lotnicze i panie przy odprawie, więc znów liczę dzieci i bagaże, w ręce ściskam bilety i paszporty. Dobiegamy, a za sobą słyszę płacz najmłodszego wówczas dziewięcioletniego, że on już dalej nie może bo...siku. No oczywiście. W takich momentach zawsze wszystkim dzieciom przecież chce się siku. No więc znów zerkam na zegarek, 20 minut do odlotu.
-W samolocie skorzystasz jak wystartujemy- mówię.
-Mama, ale ja naprawdę nie wytrzymam, ja się zesikam zaraz- płacze już niemal rzewnymi łzami.

I teraz kalkulacja, czy pozwolić mu się zlać w spodnie, ale w samolocie, czy poświęcić minutkę na odwiedzenie łazienki za rogiem. No więc pytam kto jeszcze potrzebuje i okazuje się, że z sikaniem jest jak ze zbiorową histerią albo ziewaniem. Jak jeden to ma, to udziela się natychmiast i po równo też innym. 
No więc chłopaki na lewo, dziewczyny na prawo. 15 minut do godziny 0.
Udało się myślę,  dzieciary niezagubione, wysikane, paszporty i bilety nadal są, więc idziemy z uśmiechem do stanowiska, wręczam pani nasze karty pokładowe, a pani do mnie: You missed your flight.

Ożeż ty myślę, co jest grane. No przecież to proste zdanie, nie mogłam nie zrozumieć. No więc pytam paniusię, która patrzy na nas smutnym wzrokiem, że przecież my nic nie przegapiliśmy, bo do odlotu jest 15 minut. A ona swoje i że mam pójść sobie przebukować bilet na inny termin.
Inny czyli jaki ku...wa? Za ile? Godzinkę, dzień czy za tydzień? Bo w sumie co mi tam, prawie miesięczny urlop mogę spędzić zwiedzając lotnisko zamiast włóczyć się samochodem po bezdrożach Ameryki. Na jedno wyjdzie :))
Ale żebyś jeszcze znalazł człowieku kogoś, kto przy informacji ci ten bilet przebukuje, ale nie, nikogo nie ma, bo to przecież już po 21 i pozostaje tylko infolinia. A na infolinii w telefonie słyszysz jeden nieustający bulgot i ni w ząb nie wiesz, co ten hamerykanin z dziwnym hinduskim zapewne akcentem do ciebie mówi.
Usadziłam dzieciaki w jednym miejscu i poszłam szukać kogoś kompetentnego. W końcu znalazłam jednego, ale tak w dupę uprzejmego, że musiałam prawie nakrzyczeć na niego, by mi te nowe bilety zalatwił. Załatwił. Odlot na drugi dzień około 10 rano, więc przed nami cudowna perspektywa spędzenia nocy na lotnisku. 
A żeby było śmieszniej, to o 22 pokazuje, że ten "nasz" samolot będzie gate 3, ale jak poinformowała mnie jedna pani, muszę sobie to aktualizować, bo rano może być już gate milion pięćset sto dziewięćset na drugim końcu tego hangaru.

No tak, ale mój brat czeka na nas gdzieś 200 km dalej i nie wie co się dzieje, bo nawet nie mamy go jak zawiadomić. Nie miałam nawet jego nr telefonu. O 5 rano czasu polskiego wydzwaniałam do męża by szukał gdzieś w notesach jakiegokolwiek nr do znajomych, którzy mogliby zawiadomić brata, że utknęliśmy. Nie znalazł. Pozostało mi tylko wysyłać maila. Proste niby, nie? Ale nie w Ameryce, kraju dobrobytu i hulającego wszędzie bezprzewodowego WiFi, bo przecież nie połączysz się nigdzie z siecią jak nie wpiszesz hasła. A oficjalnego hasła lotniska brak na widoku no i obsługa już się ulotniła, bo wybiła właśnie 23.
Dzieciaki płaczą, bo głodne, a ja dostaję białej gorączki z nerwów. W końcu znaleźliśmy jakąś kafejkę i jeden przesympatyczny pan podał mi hasło, które spisał gdzieś w lokalu. Natomiast nie kupiliśmy nic do jedzenia bo "kuchnia" o tej porze już nie działała, a oni właśnie zamykali.

No i na koniec po prostu wisienka na torcie. O 23. 30 siedzimy na tych niewygodnych fotelach, młody zasmarkany, najstarszy zdenerwowany, córka jakby w transie. Wychodzi pani stewardesa, która zakończyła porządkowanie stanowisk i która jakieś 3 godziny wcześniej oznajmiła nam owe "miśnięcie" lotu i coś zagaduje. I tak od słowa do słowa dochodzimy do konkluzji tego całego zamieszania i naszego przymusowego waletowania na podłodze. Niestety kiedy ja byłam jeszcze w łazience, moja córka niefortynnie stanęła zbyt blisko odprawy. Dziecko, niedawno skończyła 12 lat. Nie wie co się dzieje, nie zna miejsca, stoi tylko i patrzy i czeka na mnie.
I co się okazuje? Ano okazuje się, że owa pani stewardesa (niech ją piekło pochłonie) zapytała (albo raczej wybulgotała, bo to ten sam hinduski akcent, co w telefonie) moje wystrachane dziecko, czy ona leci do Raleigh-Durham. A jak dziecko odpowiedziało monosylabą "No" i nie zdążyło jeszcze dodać "I don't understand" to pani stwierdziła, że oczekiwani ostatni pasażerowie (czyli właśnie MY) nie dotrą i zakończyła odprawę.
A dopiero potem, trzy godziny później, skojarzyła, że ja jestem od tego dziecka, które na jej bulgot odpowiedziało "no", bo zobaczyła jak razem siedzimy i rozmawiamy.

Ależ mnie taki czteroliterowiec trafił. Jak ktoś o zdrowych zmysłach, po rozmowie z dzieckiem, niepełnoletnim, może podjąć decyzję o anulowaniu rezerwacji? Natomiast takich idiotów jest więcej, osobiście znam przynajmniej dwoje. Mój szef, były już na szczęście, w podobny sposób kiedyś postąpił. I tym też sposobem oraz innymi zagrywkami poniżej pasa stracił świetnego pracownika. Jego strata, mój zysk. Przynajmniej teoretycznie nie muszę się z nim więcej męczyć. Praktyka wygląda trochę gorzej niestety :(

Ale oczywiście nie wiedziałam tego w tamtym czasie, dowiedziałam się kilka godzin później i już niewiele mogłam zrobić, bo pewnie próbowałabym się kłócić, albo gdzieś to zgłosić i zażądać rozmowy z "kierownikiem" tego burdelu, a tak to przepadło.

Jedyny pożytek z tego spotkania z tą babką (choć wówczas żałowałam, że się dowiedziałam, bo byłam niepotrzebnie zła na niewinne dziecko), był taki, że przyniosła nam koce i prowiant, który rozdają pasażerom w samolocie i nie umarliśmy do rana z głodu.

Nocy nie przespałam, bo pilnowałam dzieci i bagaży.

W drodze powrotnej do Polski zabroniłam otwierać im gęby i kręcić się koło odprawy.

Tagi:
#USA
{}× 14
sobota, 5 czerwca 2021

Sunrise Sunset

Tegoroczne wakacje stoją pod dużym znakiem zapytania, jeśli chodzi o moje wyjazdy za granicę.
Co prawda, jak wszystko pójdzie dobrze i nic się nie wydarzy, to trafią mi się dwa tygodniowe urlopu i oba bez dzieci (coś cudownego), ale w kraju. Dodatkowo tydzień z przyjaciółmi w górach i liczę, że mnie nie zawiodą ;)p i dotrą oraz kilka dni z dzieciakami na mojej ukochanej Lubelszczyźnie, co wymyśliłam sobie zaledwie wczoraj.

A póki tkwię, gdzie tkwię, to postanowiłam wrócić, choć wspomnieniami, do rodzinnego wypadu do USA sprzed trzech lat (kwiecień/maj 2019) i pokazać wam Stany moimi oczami.
Co jakiś czas wrzucę relację z podróży po wschodnim wybrzeżu od Florydy, aż po Niagarę.

Dziś podobno najsłynniejsza amerykańska plaża, choć jak dla mnie trochę przereklamowana jednak, i jeden z najcudowniejszych wschodów słońca jaki widziałam.

Welcome to Florida: Daytona beach.
















A to wszystko najlepiej oglądać w takt muzyki z cudownego "Skrzypka na dachu"



Następny przystanek? Universal Studios w Orlando. Do zobaczenia.
Tagi:
#USA, #music
{}× 20
piątek, 14 maja 2021

No ale on przecież i tak wie lepiej...

Obudziłam młodego i wyścigałam przed komputer na lekcje.
-Co teraz mam?
-Angielski.
-Po co?
-Po złoto. Siadaj i słuchaj, notuj, bo nic nie umiesz z tego angielskiego.
-Mama, jak to nie umiem? Ty mnie zapytaj o cokolwiek. Ja ci wszystko powiem. Jak jest siła, wytrzymałość, ostrość, płomień, ciernie, niezniszczalność, nieskończoność, grabież, oddychanie pod wodą...
-No taaaa, super, bo przecież to ci się niezwykle przyda jak będziesz chciał kogoś zapytać jak dojść do poczty. Po prostu jak znalazł będziesz mieć 🤦‍♀️
No i poszłam robić śniadanie, bo nie będę dyskutować, skoro on i tak wie lepiej...😩🤣
Tagi:
#mlody, #eSzkola
{}× 15
sobota, 8 maja 2021

Rozmowy kontrolowane

Dziś była wyprawa busikiem do grodu Kraka w ramach celebrowania trzeciego sakramentu takiego jednego.
Na szczęście drogę powrotną odbyliśmy już w bardziej komfortowych warunkach moszcząc się na tylnym siedzeniu brązowego terenowego trzyliterowca.
No i ten luksusowy komfort podziałał dość rozprężająco na syna mego najmłodszego.
Podczas jazdy rozgorzała dyskusja pokoleniowa dziadek-wnuk na temat religii, by zakończyć się na pomnażaniu majątku.
-Dziadziu, a po co ty się modlisz przed każdą jazdą, przecież to jakaś ściema. (Matka skurczyła się na tylnym siedzeniu i rozpłaszczyła na podłodze)
-A dlaczego uważasz, że ściema?
-Bo pamiętasz jak babcia miała wypadek? Też się pomodliła, a potem dachowała. Czyli ściema, bo się jednak rozbiła.
-No tak, masz rację, ale może gdyby się nie pomodliła, to byłoby gorzej? Nie pomyślałeś o tym?
-Nie czepiajmy się takich szczegółów- odparł młody i wsadził nos w telefon.

Po 10 minutach syn jednak przypomniał sobie, że nie wyczerpali jeszcze wszystkich tematów i postanowił znów uderzyć:
-Dziadziu, a co ty myślisz na temat Boga? Czy to prawda, że Boga wymyślono dla pieniędzy?
Tu dziadek trochę zignorował wnuka, bo zaczął delikatnie zmieniać temat i okrężną drogą przeszedł do zbliżającego się wielkimi krokami końca roku, świadectw, ocen oraz grzecznych i pilnych dzieci, które za swe starania mogą liczyć na wiele nagród, zazwyczaj pieniężnych, co bynajmniej nie wyszło mu na dobre, bo pieniądze to ulubiony temat najmłodszego.
-Wiesz M., że dziadziu z babcią już odkładają pieniążki na wasze świadectwa? Jak tam u ciebie?
-Nooo, jakoś- odburknął młody.- A dziadziu, ty pamiętasz, ile płaciłeś w zeszłym roku? Bo wiesz, że za czwórkę to było 10 zł, za 5 20 zł, a za 6 to już 50 zł (tu nastąpiło konspiracyjne mrugnięcie do matki, żeby się nie wyrywała i nie uświadamiała dziadka, że jednak stawki były niższe).
-No pewnie tak, skoro tak mówisz- odparł dziadek- a wiesz, że jak będziesz miał świadectwo z paskiem, to wszystko mnożymy przez dwa?
-Coooo?😱 Czemu nikt mi o tym nie przypomniał- wrzasnął młody- przecież jakbym wiedział, no to ja bym się uczył w tym roku, a tak to będę biedny.
-Niewiele by ci to dało z twoim zapałem- ośmieliła się wtrącić matka, ale została porażona wzrokiem bazyliszka, więc dyplomatycznie zamilkła.
-Ale nie martw się M.- kontynuował dziadek- bo przecież za udział w jakiś aktywnościach, przynależność do klubów sportowych, zaangażowanie w działalność szkolną itd. to też jest szansa na nagrodę.
Po tym zdaniu wybrzmiało najistotniejsze pytanie egzystencjalne:
-A ile?
-Co ile?
-No ile mi dasz za to, że chodzę na kajaki?
-A jak długo chodzisz? Ile zawodów wygrałeś, jakieś dyplomy, puchary pokażesz?
-A co to ma do tego ile mi dasz? A jak wrócę jeszcze do klubu piłkarskiego to będzie szansa na więcej?
Tu nastąpiły dłuższe wywody seniora dotyczące zaangażowania, dyscypliny i potrzeby sukcesu, których młody raczej nie zarejestrował do końca, bo przewrócił oczami i wsadził znów łeb w komórkę.
-No i wiesz, nie można oczywiście być łobuzem- kontynuował dziadek- co to kopiąc piłkę rozbija sąsiadom okna...
-Ej no, dziadziu, szanujmy się. Ja tak nie robię. Jak się rozbija, to wiadomo, że przez przypadek.
(Matka zakrztusiła się pitą wodą i o mało nie utopiła, a jak wszyscy wiedzą, nawet w łyżce wody można ponieść śmierć, a co dopiero po takim hauście).
Dobrze, że te 1,5 godziny minęło dość szybko, bo wysiadając nie wiedziałam jak spojrzeć teściowi w oczy. Na szczęście zna on swego wnuka na tyle dobrze, by wiedzieć, że matka do jego edukacji przyłożyła rękę tylko czytając mu książki na dobranoc, a szkoła w ogóle, więc pretensje tylko do klasyków i pisarzy współczesnych 🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣
Tagi:
#mlody
{}× 19
czwartek, 6 maja 2021

Nudzę się 😩

Wszystko na co mam dziś ochotę jest niemoralne, nielegalne, albo tuczące...

Nie bardzo jednak wiem co mogłabym podciągnąć pod te niemoralne i nielegalne. W moim wieku, to już niewiele rzeczy jest niemoralnych, a jeszcze mniej nielegalnych. Pozostaje mi tylko nażreć się czekolady, zapić czymś i wyskoczyć na fajkę najlepiej w samej bieliźnie, żeby choc trochę zadośćuczynić kwestii pierwszej.

A że mi się nie chce, to nadal tkwię na kanapie, gapię się bez sensu w TV i przeglądam po raz tysięczny maile na telefonie licząc na to, że może sobie ktoś o mnie w końcu przypomni.
Eh, chyba trzeba się zbierać do łóżka...
Tagi:
#takieTam
{}× 15
czwartek, 1 kwietnia 2021

W przerwie pomiędzy słowami...

Człowiek nie potrafi ocenić swoich błędów tak długo, jak opowiadanie leży w szufladzie biurka; trzeba je opublikować i zacząć wstydzić się za nie; to jest jedyna możliwość nauczenia się czegokolwiek na przyszłość.
Tak w „
Pięknych dwudziestoletnich” napisał mój najukochańszy Marek.
No więc idąc za jego radą postanowiłam kontynuować tę zabawę w „książkę”.
Dodatkowo zostałam zainspirowana nie tak dawnym postem na blogu @LetMeRead i uznałam, że dotychczasowa terapia słowem przyniosła dobre efekty.
I choć do końca nie wiem (nie czuję), czy taka forma literatury jest mi bliska i mi odpowiada, to zaryzykuję i dokończę, a przynajmniej spróbuję dokończyć tę historię.
Czasem lubię i mogę poczytać coś obyczajowego, ale raczej bym jej nie uprawiała, gdybym mogła wybierać.
Moim celem jest literatura dla dzieci. Choć przyjaciółka śmieje się ze mnie, żebym nie wyszła na tym jak Andersen. On zawsze marzył, by pisać dla dorosłych, a stał się najpopularniejszym pisarzem dla dzieci. Ja chcę pisać dla dzieci, a zadebiutuję w literaturze dla dorosłych.
Choć nie mam takich ambicji.

Natomiast wiem jedno, że nie zamierzam w tej historii pójść w stronę erotyki jako takiej, co mógłby sugerować poprzedni wpis. Więc bez obaw, nie będę was zamęczać jakimiś szczegółowymi i pikantnymi opisami, bo nawet nie wiem, czy umiałabym to dobrze zrobić, a jeśli cokolwiek już się pojawi, to na zasadzie niedopowiedzeń. Resztę pozostawię waszej wyobraźni.
Napisanie prawdziwego erotyku to już działka @Maćkowy i @Fredkowski, bo po dzisiejszej dyskusji widać, że aż się palą do tego 😉

Pomysł mam na kilka fragmentów, częściowo napisanych, ale nie będę ich wrzucać częściej niż raz w tygodniu, żeby nie było przesytu. Co za dużo, to czasem niezdrowo i też nie chcę się za szybko znudzić. No chyba że takie rozwleczenie będzie niekorzystne dla samej historii, to wówczas zrobię wyjątek.
Nad resztą będę myśleć w miarę rozwoju fabuły i poszczególnych wątków.
Każdy fragment to odrębna scena, której zakończenie będzie cliffhangerem, a jego rozwinięcie pojawi się w kolejnym „odcinku”.
Nie gwarantuję jednak, że starczy mi zapału na jej skończenie. Może się okazać, że w pewnym momencie będę miała tak bardzo dość, że zawieszę pisanie dalszych części.

Jak wszem i wobec wiadomo, najlepsze opowieści pisze samo życie, więc w tych tekstach będzie jakiś ułamek procenta prawdy, ale reszta to już czysta fikcja.
Bohaterka NIE JEST mną, proszę o tym pamiętać, choć nie będę kłamać, że przy jej kreacji wykorzystałam kilka własnych doświadczeń (natomiast nie jest do mnie podobna). Ale nie zamierzam zdradzać, które z nich były moim udziałem, nawet nie pytajcie. Żaden inny z bohaterów, może jeszcze prócz motocyklisty, nie jest wzorowany na postaci rzeczywistej.
Wagner, którego kolega @Johnson zbyt pochopnie posądza o bycie niemęskim, jest literackim alter ego postaci, którą wymyśliłam sobie kiedyś na własne potrzeby w trudnym okresie życia, gdy przez prawie pół roku byłam przykuta do wózka inwalidzkiego i kul. Tylko tu trochę go przerysowałam.
Kilka, a może więcej niż kilka rozmów odbyło się naprawdę, choć nigdy w takiej scenerii, kontekście i przez osoby przypominające te, które wypowiadają je w tekście. Większość z nich również została przeze mnie przerobiona czy podkoloryzowana.

Założenie jest jedno, by było trochę zabawnie i trochę z przymrużeniem oka. Ale będzie też i na poważnie i z jakąś dozą smutku. Nigdy nie jest tylko wesoło.
Mam się dobrze bawić przy pisaniu, a nie spinać i silić na niewiadomo jakie mądrości.
A czy Wy też będziecie się przy tym dobrze bawić? Nie wiem, ale mam nadzieję, że tak.
Natomiast liczę się z tym, że ilu czytelników, tyle gustów i nie dogodzę każdemu. Nie zamierzam jednak mówić wam „co poeta miał na myśli” i jak macie zrozumieć i interpretować to, co naskrobałam.

I uprzedzając przyszłe ewentualne pytania, nie, to nie nadaje się do szerszej publikacji, to jest moja własna forma „terapii” wychodzenia z różnych rzeczy, które wydarzyły się w ciągu ostatnich 6 lat i sprowadziły mnie do poziomu podłogi ...
oraz ćwiczenie warsztatu, by w końcu zebrać się do kupy i skończyć te cztery książki dla dzieciaków, które mam rozgrzebane na dysku.

A całą akcję postępowania mojej pisaniny można śledzić tu: "Opowieść bez tytułu"
Tagi:
#pisanina, #takieTam
{}× 15
piątek, 26 marca 2021

Kobieta prawdę ci powie...

Wyciągnęłam dzieci na spacer, bo już zaczęły normalnie śmierdzieć przy tych komputerach. Trzeba przewietrzć trupy, póki cały dom jeszcze nie przeszedł tą stęchlizną.
Oczywiście wysłuchałam wielu standardowych pytań w stylu: a po co? a na co? a dlaczego? a gdzie? dlaczego tam? dlaczego tak daleko? dlaczego z nimi?
No rutyna po prostu.
W połowie trasy dzwoni jedna koleżanka, że się przyłączy i zaraz nas dogoni. Pod koniec dzwoni druga: gdzie jesteśmy, bo też by chciała.
A że to koniec spaceru był, więc umówiłyśmy się na ławeczkach nad rzeką i czekamy. Jak nie pospacerujemy, to przyjanmniej poplotkujemy. Wyjdzie na to samo, bo świeże powietrze do płuc i tak dojdzie, przynajmniej pomiędzy jednym, a drugim dymkiem.
Dzieci na wszelki wypadek usadziło się w bezpiecznej odległości by nie podsłuchiwały. Bo jak wiadomo, to co mówi się w domu, poza dom nie wychodzi. Ale na deptaku to wolna amerykanka i wszyscy uszy mają jak radary.

Jest. Białe małe coś tam francuskie zatrzymało się na górce i czeka, aż będzie mogło skręcić. Jedzie dalej i parkuje przy płocie. Z auta wyskakuje wkór....na jak sto diabłów koleżanka i zanim przejdzie do meritum sprawy, która zatrzymała nas w tym miejscu, zdąrzy jeszcze rzucić komplementem w twoją stronę:

"Mad, no cudownie cię widzieć, cudownie. Świetnie stamtąd wyglądałaś. No po prostu uroczo kochana."

STAMTĄD????!!!! No żesz kur...a STAMTĄD????? Czyli skąd????? Z 300 metrów?
Tagi:
#takieTam
{}× 15
wtorek, 16 marca 2021

Milion w rozumie 👍

W związku z brakiem jakiejkolwiek sensownej alternatywy spędzenia dzisiejszego wieczoru załączyłam tv i akurat trafiłam na milionerów.
Hubercik zdążył zadać już kilka pytań, pani zgrabnie wybrnęła z opresji, na koncie stuknęło jej 20 tysięcy. Wszystko ładnie i pięknie.
Nie powiem, żebym jakoś specjalnie się skupiała, bo równocześnie grałam w kulki na telefonie, ale że mam bardzo podzielną uwagę 😁, więc ostatnie pytanie zarejestrowałam: Czym są adenina, guanina, cytozyna, tymina i uracyl?
W pewnym momencie słyszę huk, kilka baaardzo niecenzuralnych jak na ten wiek słów, po czym tupot bosych stóp i do salonu wpada córka:
-Wiem, wiem, to łatwe.
-Łatwe? Czy my usłyszałyśmy to samo pytanie?
-No, przecież to zasady azotowe.
-Skąd wiesz?
-No bo tymina łączy się z adeniną, a cytozyna z guaniną w DNA, za to w RNA tymina zamienia się na uracyl, adenina łączy się z uracylem, a guanina z cytozyną.... (aż się zapowietrzyła z tej radości) Spojrzałam z podziwem.
-Czasem opłaca się uważać na chemii- wyszczerzyła się i klapnęła na kanapie tuż obok mnie. - Posuń się, może będę znała więcej odpowiedzi.

No dumna jestem (a nawet nadęta), ja z chemii pamiętam tylko tyle, że były jakieś kwasy i zasady.
Tagi:
#takieTam, #ONA
{}× 24
poniedziałek, 15 marca 2021

Autorytet... kto zacz?

No i się doczekałam. W końcu. Miód na me serce i nerwy zszargane.
Ale może od początku...
Pan domu wrócił, bo teraz jego kolej na pracę zdalną, a że ewidentnie nudzi mu się w mieście, więc postanowił zburzyć nasz spokój i uświęconą tradycję odkładania na później tego, co ma być zrobione teraz i nagle na nowo chce wtłoczyć nas w jakieś sztywne ramy funkcjonowania, z kórych już dawno temu wypadliśmy.
Jestem perfekcyjną panią domu, choć mam też nieperfekcyjne zrywy, których przykładem mogą być np. ziemniaki leżakujące tydzień w zlewie i czekające chyba tylko na to, aż się same obiorą.🤫Dobrze, że nam nie zakiełkowały. Ale skoro leżały, to znaczy, że nie były potrzebne, to najwidoczniej nie był ich czas.🤣
No więc ów pan domu powrócił i od razu jakoś tak się obowiązkowo zrobiło. Taki dochodzący autorytet, przed którym jeszcze czuje się respekt. No to nie mam skrupułów, wykorzystuję na maksa.

Ja: Słuchajcie chłopaki, macie zrobić te zadania w ćwiczeniach do geometrii, trzy strony, w sumie 6 zadań, jutro sprawdzian.
M: Co tak dużo?
Ja: No, ale nie musicie zrobić wszystkiego od razu, możecie sobie to rozłożyć na kilka godzin.
M: Słyszałeś tata, co powiedziała mama? NIE MUSIMY robić...
Ja: Nie przekręcaj moich słow. Mówiłam, że nie od razu, ale jeśli okaże się, że to proste, to przecież korona ci z głowy nie spadnie jak odbębnisz to od razu.

Po 10 minutach, gdy ojciec znów zawisł na telefonie...

M: Mama, chodź
Ja: Po co?
M: Chodź, pomóż mi.
Ja: Ja? Ja mam ci pomóc z matematyki? Chyba źle się czujesz. Przecież ja ni w ząb nie rozumiem geometrii. To jeszcze gorsze niż algebra.
M: Tata, a nie możemy zostawić tego na później?
O: Nie, bo wychodzę.
M: A gdzie idziesz?
O: Do K.
M: A mogę z tobą?
O: Nie
M: Czemu?
O: Bo ja tak mówię.

Ho ho i to jest właśnie ten ów mityczny autorytet, którego jak złotego runa poszukuje każda znękana i przepracowana matka. Gdybym ja tak powiedziała, to zaraz by było, że "bo nie" to nie jest odpowiedź. Ale jak ojciec powie, to żadnego szemrania. Niczewo. Cisza i pełna zgoda.

-Złaź ze mnie- wrzasnęłam, gdy moje najmłodsze z impetem skoczyło na łóżko, gdzie czytałam. Przecież miałeś uczyć się z tatą.
- No uczę się przecież, tylko tata źle mi coś wytłumaczył i teraz kombinuje jak to odkręcić, więc mam przerwę.
- Aha, a nie mógłbyś mu potowarzyszyć i popatrzeć, gdzie jest błąd i jak go naprawić?
- Raczej nie, nie chcę mu przeszkadzać, jeszcze sie pomyli...

Korzystając z okazji postanowiłam wmanewrować ojca też w naukę religii. Te najkrótsze modlitwy to ja już wezmę na siebie, nie będę żyła, ogarnę. A jemu "Stacje drogi krzyżowej" i "Wierzę w Boga Ojca". Niechże doceni fakt, że to i tak ja ogarniam większość lekcji. Przy dłuższych tekstach młody dosłownie staje na głowie i wychodzi ze skóry, by się nie uczyć, więc ten jego autorytet będzie tu jak znalazł 😉🤣

I tak się zastanawiałam i obstawiałam ile czasu minie, zanim młody doprowadzi ojca do szewskiej pasji. No, dziś padł rekord. Udało mu się w zaledwie 20 minut:
-Tata nie gadaj do mnie teraz, bo chyba widzisz, że mam skupienie level max...
Młody rechocze, ojciec na zmianę blednie i czerwienieje. No przednia zabawa.😁
Już dawno się tak dobrze nie bawiłam. Nawet książkę odłożyłam, by posłuchać o prostych prostopadłych i równoległych. Toż to taki zajmujący temat.🤪
Wyborny sposób na spędzenie wieczoru.
Miód na me serce...😍
Tagi:
#mlody, #eSzkola
{}× 20
środa, 10 marca 2021

Matriarchat 🤫

Piękny choć mroźny dzień, ale uznałam, że szkoda siedzieć w domu i trzeba przewietrzyć e-uczniów.
Przy okazji zgarnęłam też tych sąsiadowych.
Wracając mieliśmy okazję podziwiać trening pierwszych kajakarzy na Dunajcu. A że pół wsi na tych kajakach od pokoleń pływało i pływa, to każdy ma w swojej rodzinie jakiegoś kajakarza. U sąsiadów mistrz Polski, u mnie wicemistrz, a ja sama też trochę wiosłem machałam. Przynajmniej do pierwszych zawodów, na które nie poszłam i mnie wyrzucili 🤦‍♀️😝
Ale nieistotne. Istotne jest to, że moje najmłodsze się zainteresowało i wyraziło chęć zapisania się na kajaki.
Ale nie, nie, nie... to bynajmniej nie było podyktowane chęcią uprawiana sportu, zażywania ruchu, współrywalizacją, sukcesami i medalami. O nie, z tak przyziemnych pobudek moje dziecko nie zaryzykowałoby odcięciem od komputera i Internetu.
Kolega, z którym szliśmy, opowiadał mu właśnie jak to poszedł na pierwsze treningi i już na drugim pan kazał im robić eskimoski ( technika obrotu pod wodą i powrotu do pozycji pionowej w kajaku bez wysiadania z niego).
Nigdy w życiu jej nie próbowałam, ponieważ jak głupia wmawiałam sobie, że najpierw rozwalę sobie głowę o wystające pod wodą skały, a potem się utopię.
Młody słuchał jak urzeczony, szelmowski uśmieszek rozciągnął mu usta, a w oczętach zagrały te diabelskie ogniki 🤩 Ryzyko i adrenalina to jest coś, co go napędza. Nie przewiduje skutków, nie wyciaga wniosków. Liczą się tylko ogromne emocje, a konsekwencje, choć bywają bolesne, niewiele go uczą. Czego przykładem jest trzykrotnie w ciagu roku złamana ręka.
- Mama będę mógł się zapisać, będę? Ja też tak chcę, takie eskimoski robić. Jasiek, ty też się znów zapisz, zapisz, Będziemy się razem eskimosować. Zapytasz mamę, czy ci pozwoli? Zapytasz?- skacząc wokół Jaśka wykrzykiwało najmłodsze...
- Zapytam tatę...
- Mamę zapytaj- nalegał młody
- E... tatę zapytam- upierał się tamten
- A ja zapytam jednak mamę- zawołał młody i pobiegł za mną.

Wiadomo, kto u nas w domu jest patriarchą...matriarcha 😆



Tagi:
#mlody
{}× 13
sobota, 6 marca 2021

Śmiechołki i pocieszki

W ostatnim czasie dzieciaki dostarczyły mi kilku fajnych tematów.

Córka:

Porozumienie:
-Mami, prawda, że lepiej jest zakopać niż utopić w wodzie?
-No, czy ja wiem. Jak się przebije nerki i wątrobę, to jest pewność, że delikwent nie wypłynie.
-Mamo, o czym ty mówisz?
-A ty?
-No o pistolecie.
-A ja o trupie 🤣🤣🤣

Kultura osobista:
-Mamo, ten kot jest niewychowany!
-Hę? Że co?
-No ja do niego mówię, a on nic. Nawet nie raczył na mnie spojrzeć 😡

Suspens:
-Teraz to on ją pewnie zabije.
-Albo zrzuci z dachu...
-E, moja wersja lepsza.
-Ale przy twojej wersji powinnyśmy czytać już napisy końcowe, a nadal mamy 40 minut do końca. 😉

Dyplomacja:
-To nieprawda co powiedział ten glina...
-A co takiego powiedział?
- Że córki są podobne do matek.
-A nie są?
-No przecież ja nie jestem do ciebie podobna...
-A to źle czy dobrze? Bo nie wiem...
(Odpowiedzi się nie doczekałam, mam dyplomatyczne dziecko 😁)

Dylemat:
-Cicho, cicho bo on ją teraz pocałuje...
-A nie lepiej by było, jakby ją zrzucił z dachu?
-Co? Zwariowałaś?
-Przecież to by było atrakcyjniejsze dla widza.
-Ale my im kibicujemy, zapomniałaś? Nie możemy uśmiercać najfajniejszych bohaterów.

Zrozumienie:
-Dżizys, mama, ale oni mają problemy w tej książce. No naprawdę...
-Yhym.
-Nie yhymkaj mi tu, to poważna sprawa.

Metodyka:
-To na bank on ją zabił, na bank.
-On? Przecież 15 minut temu mówiłaś, że to ksiądz, a w poprzednim odcinku podejrzewałaś żołnierzy.
-Bo działam metodycznie, eliminuję podejrzanych...

Nieproszeni goście:
Córka przyszła akurat jak skończyłam rozmawiać z mężem i usłyszała tylko ostatnie dwa słowa.
-
Kto do nas dziś przyjeżdża?
- No Z. z dzieciakami.
-Znowu? Przecież byli u nas niedawno...
-No, jakieś pół roku temu, faktycznie niedawno.
-Ale mieli przyjechać dopiero na majówkę? Po co zjawiają się tak wcześnie?
-Bo chcą się zobaczyć jeszcze z tatą, przecież on już jutro wraca do Warszawy.
-Aha, i może mi jeszcze powiesz, że będą u nas nocować?
-No będą...
-Oczywiście. Jak zwykle. I jak zwykle nikt nie raczył mnie o tym nawet poinformować.
-🥴
-No bo przecież ja teraz muszę się jakoś przygotować. Będę musiała posprzątać pokój, czego nie miałam w planach, pochować moje słodycze i zostawić tylko te, którymi ewentualnie chciałabym się podzielić, no i muszę umyć włosy, bo wyglądają okropnie.
Ojciec:
-A po co? 🤔 Przecież to nie sanepid?
Niestety ojciec nie skumał powagi sytuacji, czym zirytował ją jeszcze bardziej 🤣🤣🤣

Najstarszy:

Problemy współczesnych nastolatków:
Dlaczego moje klapki same nie teleportują się do pokoju? Przecież mamy 21 wiek.
🤦‍♀️🤣

Młody:

Są sprawy ważne i ważniejsze:
Lekcja przyrody w klasie 4.
„Omawiamy” układ rozrodczy, choć dość nietypowo, bo zaczynamy trochę od końca, kiedy efekt jest już na świecie.
Pani pyta: jakie może być najmilsze wspomnienie waszej mamy?
Jeden orzeł, tym razem na szczęście nie mój, stwierdził, że był to dzień wypłaty 🤣

Kuracja:
-Mama, pamiętasz to coś, co mi dałaś, niby taki cudowny specyfik, jak mówiłaś, co miało mi odetkać nos?
-
No.
-To jednak nie pykło. Nadal mam zatkany.
Tagi:
#takieTam, #mlody, #ONA
{}× 18
wtorek, 2 marca 2021

Popołudniowa chwila

Poranny telefon przed ósmą zwiastuje zazwyczaj kłopoty, bo przecież kto to widział dzwonić w środku nocy 😳🤭
Tym razem akurat ten zapowiadał miłe spędzenie dnia w jeszcze milszym towarzystwie.
Chłopaki obwieścili, że nigdzie nie jadą, bo: warunki nie sprzyjają; chcą spokojnie posiedzieć w domu i są przemęczeni e-lekcjami, a ja śmiem im jeszcze proponować szwędanie się po lesie; czują się wykorzytywani i gnębieni ciągłymi wycieczkami...
Dobrze, że ostatnie mnie nie zawiodło i po kilku minutach przekonywania: nie, nie musisz się dziś uczyć tak intensywnie, zwalniam cię z tego; świat naprawdę się nie zawali, jak się nie nauczysz; napiszę ci usprawiedliwienie, a nawet zwolnię z ostatniej lekcji, ale jedź ze mną...
No i równiutko o 15.00 zapakowałyśmy pięć dusz do jeepa i wyruszyłyśy na szybką popołudniową przejażdżkę.
Ogólny cel: Niedzica. Bardzej szczegółowy: Kirkut, zamek, Jezioro Czorsztyńskie.

Kirkut

Cmentarz żydowski w Niedzicy znajduje się na południowy wschód od miejscowości, w przysiółku Podgłębokie, na zboczu wzgórza Jędras (od głównej drogi jakieś 300 m)i zajmuje powierzchnię 58 m², na której, pomimo dewastacji z czasów II wojny światowej, zachowało się siedem nagrobków z przełomu XIX i XX wieku. Wykonane są z piaskowca i posiadają inskrypcje w języku hebrajskim.

W społeczności niedzickiej do 1942 roku mieszkali wyznawcy judaizmu. Były to następujące rodziny: Ingiel, Lewy, Fraj, Kraufus, Najmen, Krochmal, Mangiel, Korgut i Śternia.

Dwór 

Cmentarz rodziny Salomonów

Cmentarz rodziny Salamonów w Niedzicy u podnóża wapiennej skały Groby (604 m n.p.m.). W 1936 założyła go Ilona Bethlen Salamon i przeniosła tam prochy swego męża Gezy i jego brata Andora.
W latach 50-tych XIX wieku zmarł ostatni męski przedstawiciel rodu Horváthów i zamek przeszedł, drogą dziedziczenia, w ręce rodziny Salamonów, którzy mieszkali tu, głównie latem, do 1943r. Po drugiej wojnie światowej obiekt stał się własnością państwa.
Los okazał się okrutny dla właścicieli Niedzicy. Po zakończeniu II wojny światowej byli represjonowani przez władze komunistyczne, a ostatnia właścicielka zamku, hrabina Ilona Salamon, zmarła w przytułku dla starców.
Jej zięć – hrabia Laszlo Teleka został uwięziony przez komunistów, a dzieci jego i Ewy Salamon wywieziono do sierocińca w Szwajcarii. Po odzyskaniu przez Laszlo wolności jego znajomym w 1962 udało się sprowadzić dzieci do Warszawy. Po 10 latach rozłąki rodzice wyjechali na spotkanie z nimi pociągiem z Katowic. Niestety, nigdy ich nie zobaczyli – zginęli w katastrofie kolejowej.
Syn Ilony Salamon – Geza potajemnie przeniósł w 1977r. prochy swej matki i brata Istvana na cmentarz rodzinny w Niedzicy.

Jezioro Czorsztyńskie

Babska piątka w promieniach zachodzącego słońca 😍


A za wodą, po drugiej stronie, widać ruiny zamku w Czorsztynie. Kiedyś też zabiorę was tam na wycieczkę.






Zamek w Niedzicy:






Nawet duchy straszą w reżimie sanitarnym 🤣



O historii niedzickiego zamku można przeczytać w wielu przewodnikach, więc nie będę się rozpisywać. Dla tych, którzy lubią ciekawostki podam tylko, że według legendy pod koniec XVIII wieku na zamku i w jego okolicy rezydowali Inkowie: potomkowie Tupaca Amaru II oraz część arystokracji, uciekający przed hiszpańskimi prześladowaniami. Na terenie zamku inkascy zbiegowie mieli też ukryć część skarbu przeznaczonego – prawdopodobnie – na sfinansowanie powstania przeciw Hiszpanii.

To było bardzo miłe popołudnie, oby więcej takich😊

Tagi:
#Pieniny, #mojDom, #Judaica
{}× 23
piątek, 26 lutego 2021

Uderz w stół, a nożyce się odezwą...

Nasz poranek zaczął się wizerunkową katastrofą😭
Pierwsza lekcja. Ksiądz na religii mówi o grzechach. Młody jeszcze zakopany pod kołdrą słucha jednym uchem, ja w łazience doprowadzam się do jako takiej używalności 😁
Ksiądz mówi o tym, że czasem zdarzy się tak, że ktoś namówi nas do złego i zgrzeszymy.
Niestety wybrał najbardziej niefortunny przykład na ziemi, który mego syna zmusił do przemyśleń i zabrania głosu (jak trzeba, to się menda nie odezwie😡)
Ksiądz: No i kolega mówi ci, żebyś zapalił sobie papieroska, bo to takie cool, modne i jeszcze najlepiej mentolowego, takie miętowe smaczki to fajne smaczki.
Syn: Proszę księdza (wydarł się młody) przecież nie ma już papierosów mentolowych, od roku prawie. Nie wiedział ksiądz? Mama powiedziała, że to skandal i że skoro je wycofali, to ona nie będzie palić tego zwykłego syfu i kupiła elektronicznego, bo tu już mentolowe są 🧐

Szczoteczka do zębów uderzyła o umywalkę, a ja z gębą pełną piany (tej dosłownej i metaforycznej) rzuciłam się by wyciszyć mikrofon. Nie zdążyłam, poszło w eter...😱😭😭😭
Tagi:
#mlody, #eSzkola
{}× 19
czwartek, 25 lutego 2021

Skrzywienie zawodowe

Czasem człowiek skacze po tym Internecie w poszukiwaniu jakichś newsów, jak już mu się książki znudzą. A czasem newsy same wyskakują gdzieś z odmętów sieci i atakują zmordowanego czytelnika, który tylko na sekundę włączył to dobrodziejstwo cywilizacji, by pocztę przejrzeć.
No więc dziś po oczach walnął mnie nowy artykuł na pudlu, który dużymi literami krzyczał do mnie, że czerwonowłosy Wiśniewski pozuje na tle kolekcji PIW. Przetarłam oczy ze zdziwienia i weszłam zobaczyć, co też może czytać taki Wiśnia, skoro zebrał całą kolekcję PIW. Nie doszukałam i nie dopatrzyłam się niczego.
A dlaczego? Bo ja głupia szukałam kolekcji Państwowego Instytutu Wydawniczego, a ten pan po prostu ustawił na półce kilkanaście flaszek browaru, czyli piw...🤣🤣

Wiedziałam, że przez to moje nałogowe czytelnictwo kiedyś wyjdę na głupka 🤭🥴🤦‍♀️🤭

PS. Wchodzę na pudla raz jeszcze, kilka godzin później, i co widzę w komentarzach? Że nie tylko ja szukałam książek 🤣🤣🤣
Tagi:
#takieTam
{}× 20

Archiwum

O nas Kontakt Pomoc Polityka prywatności Regulamin
© 2021 nakanapie.pl
Zrobione z {} na Pradze Południe