Avatar @MAD_ABOUT_YOU

@MAD_ABOUT_YOU

Bibliotekarz
68 obserwujących. 46 obserwowanych.
Kanapowicz od 2 lat. Ostatnio tutaj około 3 godziny temu.
{} blog_8_dzien_tygodnia
{} Napisz wiadomość
68 obserwujących.
46 obserwowanych.
Kanapowicz od 2 lat. Ostatnio tutaj około 3 godziny temu.
wtorek, 4 sierpnia 2020

Morda w kubeł i ani mru mru...

Dziś zobaczyłam nowy konkurs w naszym kanapowym dziale rozrywki i przypomniał mi się pech nad pechy, więc postanowiłam się nim podzielić. A że większość jednak nie odwiedza strony konkursowej, to zamieszczam go również tu. Ku radości innych i ku mojej pamięci.
Czerwiec 2020, Boże Ciało, weekend w pełni, grill, kiełbaski i armagedon.
Moje najmłodsze ADHD znów złamało rękę (od września 2019 to już trzeci raz). Jak tylko usłyszałam wrzaski przed domem wiedziałam, że nie jest dobrze. Pomijam moją histerię, w którą wpadłam jak go zobaczyłam, "męża", który stojąc nad ryczącą mną nie wiedział, czy najpierw "mordować" niedobre dziecko, czy pocieszać, płaczącą córkę i wrzeszczącego ze złości najstarszego. Najgorzej było potem.
Domowi mężczyźni byli po piwie, więc goszcząca u mnie koleżanka, która jest prokuratorem, zaoferowała się, że zawiezie mnie do szpitala. Ja nie mam prawa jazdy, a "mąż" przecież nie pojedzie. Więc wszyscy wpakowaliśmy się do samochodu i jedziemy. Mówię do znajomej:
ja: O boże, to już trzeci raz, niecały rok, boże, jestem okropną matką, zobaczysz, pewnie lekarze pomyślą, że go biję i wezwą kogoś z pomocy społecznej żeby odebrać mi dziecko. O boże, jakby co, to będę cię wołać na pomoc.
ona: Głupia jedna, oszalałaś, nikt tak nie pomyśli, to był upadek, poprzednie złamanie nie zdążyło się jeszcze zrosnąć (od kwietnia), takie rzeczy się zdarzają, nie przywiążesz go przecież do kaloryfera, choć nie zaszkodzi spróbować ;)p
Dojechalismy na SOR, przeszliśmy "odprawę covidovą", zostaliśmy przyjęci (ale tylko my, reszta została przed szpitalem) i wysłani na rentgen. Jeszcze trochę i młody zacznie świecić, tak często nas na niego wysyłają.
Wróciliśmy, czekamy pod gabinetem na ponowne przyjęcie. Nagle otwierają się drzwi, a z SOR-u wychodzi dwoje policjantów. Zbladłam, zrobiło mi się niedobrze i słabo, na szczęście siedziałam, bo chyba bym się przewróciła.
Wyszli, popatrzyli na mnie, odeszli na bok i gdzieś dzwonią. Pan p. co chwilkę na mnie zerka i coś do pani p. szepcze. Ja cała w nerwach, pot zalewa mi oczy, ręce się trzęsą, nie wiem co robić. W końcu pan p. podchodzi do mnie i młodego. Oczami wyobraźni widzę jak wyprowadzają mnie w kajdankach, a dookoła tłum paparazzi, którzy wrzeszczą: dlaczego pani to zrobiła??? O mało się tam nie popłakałam.
Pan p. patrzy na mnie i zapewne się dziwi, dlaczego zachowuję się tak dziwnie i w końcu pyta:
- Czy pani jest może żoną X ?? (tu padło nieznane mi nazwisko)
ja: Że co? Słucham? Nie bardzo rozumiem.
pan p.: - Pytałem, czy pani jest żoną tego pana, który został tu przywieziony po bójce i zachowywał się agresywnie w gabinecie.
Ja, nadal patrząc na niego jakby mówił do mnie po chińsku, w końcu załapałam (kulki się zderzyły i mnie olśniło), z głośnym świstem i ewidentnym poczuciem ulgi wypuściłam powietrze z płuc i rzekłam: Nie, ja tu tylko z synem przyjechałam, a potem się popłakałam.

Nie licząc pechowego prima aprillis, po którym odkochałam się w ciągu sekundy i o którym pisałam przy okazji jakiegoś konkursu kanapy, to wydarzenie było najbardziej pechowym z pechowych, choć tak naprawdę wszystko dobrze się skończyło. Interwencja znajomej prokuratorki nie była potrzebna, policjanci okazali się bardzo sympatyczni i pocieszali, że przecież dzieci co chwilę coś łamią i żebym się nie martwiła, a niektórzy lekarze podeszli do tego bez większych emocji. Pewnie widzieli w jakim jestem stanie i woleli już się nie pastwic nad roztrzęsioną matką. Za co im dziękuję. Nawet próbowali żartować, żebym się im tam nie załamała, bo mieliby kolejny kłopot.
Ale jak pech to pech, czasem pech do sześcianu. Tylko dlaczego zawsze u mnie.

A nauka płynąca z tego wydarzenia: Morda w kubeł i żadnej wizualizacji najgorszych scenariuszy, bo nigdy nie wiesz, kiedy się zrealizują.

#mlody
{}× 13
Komentarze
@LetMeRead
@LetMeRead · około rok temu
No zagłosowałabym na tę historię, ale już wcześniej oddałam głos. :-/
{}× 3
@Airain
@Airain · około rok temu
Zagłosowałam :) A swoją drogą, niektóre dzieciaki tak mają... w rodzinie mamy chłopaka, który PIERWSZY raz złamał kość w wieku dwóch lat, po czym zaliczył serię złamań, wybite zęby, przeciętą brodę (blizna jest do dziś) i bezlik pomniejszych kontuzji. Ale i tak wyrósł z niego chłop na schwał, czego i Twojemu życzę :).
{}× 2
@MAD_ABOUT_YOU
@MAD_ABOUT_YOU · około rok temu
Jeśli chodzi o młodego to ran ciętych do 9 roku życia nazbierał tyle, że obecnie jestem mistrzem jeśli chodzi o zakładanie stripów.
{}× 1
@jatymyoni
@jatymyoni · około rok temu
Chyba zacznę zaglądać na konkursy. Żeby to było takie proste, najgorsze scenariusze mają największą siłę przebicia.
{}× 1
@MAD_ABOUT_YOU
@MAD_ABOUT_YOU · około rok temu
Za każdym razem jak sobie wyobrażam, że coś się stanie, to niestety to się dzieje. Konsekwencje bywają różne. Na studiach było to opłacalne, bo jak wymyśliłam sobie, że nie uczę się dalej do egzaminu, bo pytanie, które dostanę już jest w tych przerobionych, to wierzcie lub nie, ale zawsze trafiałam. Oczywiście w zależności od widzimisię profesora było to 5,4 lub 3. Ale zdawałam. Czasami jak nie zdążyłam się czegoś douczyć to też wiedziałam, że dostanę to, czego akurat nie wykułam. I tak było.
{}× 3

Archiwum

  • O nas
  • Kontakt
  • Pomoc
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • © 2021 nakanapie.pl
    Zrobione z {} na Pradze Południe