Avatar @Nemo

@Nemo

21 obserwujących. 24 obserwowanych.
Kanapowicz od 2 lat. Ostatnio tutaj około 4 godziny temu.
{} ksiazkowa_osoba
{} Napisz wiadomość
21 obserwujących.
24 obserwowanych.
Kanapowicz od 2 lat. Ostatnio tutaj około 4 godziny temu.

Blog

poniedziałek, 14 czerwca 2021

Na marginesie (1)

Scrolluj dalej, nic ciekawego.

 

 

Długi, bezsensowny i nudny wstęp, w którym osoba pisząca tłumaczy się rozwlekle i kwieciście, dlaczego na wypowiedzenie pierwszego zdania na głos osobie o przeciętnej, całkowitej pojemności płuc (to jest 5200 ml) może zabraknąć powietrza oraz na temat powstania Na marginesie, o czym ma traktować, czego się spodziewać i dlaczego nie stawia już kropki kończąc te przydługie zdanie.

Dobrze, trochę minęło mi się z prawdą w tym pierwszym zdaniu (pardon, w celach humorystycznych). Żadnego traktatu o pojemności płuc, obiecuję. Szybko i bezboleśnie, jak pobieranie krwi (bez pobierania, oczywiście) przyjdę do rzeczy.

Jeśli osoby piszącej znów nie dopadnie zdecydowanie za niskie poczucie własnej wartości lub echo jakiegoś zaburzenia lękowego, ma zamiar raz na jakiś czas podzielić się fragmentem wyrzutów swojego umysłu. Jakoś nigdzie nie potrafi odnaleźć przytulnej nory dla swoich nieokiełznanych myśli. Może tu (z cichą nadzieją, że nikt nie będzie brnął w przebijanie się przez zwały tekstu) takie miejsce się znajdzie.

Głęboki wdech (całe 4000 ml) i kurtyna w górę.

Ah…mam obowiązek ostrzec, że nieokiełznanie myśli dotyczy braku ogólnego sensu przytoczonego fragmentu.

 

(1)

Krótka rozmowa trzech osób: Upiora, Kapitana i Profesora

Osoby:

Kapitan: człowiek skrajnie racjonalny, choć marzycielski. Po pojawieniu się Upiora na jego statku wpada w obsesję wypędzenia intruza. Dochodzi nawet do tego, że chce podpalić pokój z książkami. Znokautowany przez strażaka zaczyna rozumieć, że Upiór wcale nie jest groźny a jego obecność staje się niezbędna do funkcjonowania statku. W samym sobie odkrywa ciekawość świata, który porzucił jako dziecko.

Profesor: mężczyzna o krótszej nodze, kulejący, rozsądniejszy przyjaciel Kapitana. Od razu akceptuje, choć nie dowierza, obecności Upiora na statku. Początkowe ignorowanie go utwierdza, w przekonaniu, że istota nie jest groźna i całkowicie pożyteczna. Wkrótce zaczyna być akceptowana jako część rzeczywistości.

Upiór: osobliwe zjawisko charakteryzujące się targaniem ze sobą obitej w materiał brązowej książki. Ten sam przedmiot, w razie zagrożenia otwarty i szybko zamknięty przyczynie się do niespodziewanego znikania postaci. W życie statku pozbawione miłośników beletrystycznych lektur (o ile, jakichkolwiek lektur) wprowadza zamieszanie zaprzeczające czystemu racjonalizmowi. Zagnieżdża się w magazynie, w którym trzyma się książki wyłowione z wraków i po niedługim czasie przekształca je w bibliotekę.

 

— Nie powinno się uprzedmiotawiać książek.

— Absurd! Przecież książki są przedmiotami — wykrzyknął Profesor z nieskrywanym oburzeniem.

— Ależ skąd. Blisko im do ludzi. Noszą w sobie tylko trochę mniej historii. Tak naprawdę, trudno powiedzieć, czy to człowiek czyta książkę czy książka człowieka przenikając na wskroś jego myśli, duszę i uczucia.

Ten argument jakoś nie przemówił do kulejącego osobnika, ale zaintrygował Kapitana. Ujął on najbliżej leżącą lekturę, by przekonać się o prawdziwości słów kobiety. Jak na złość egzemplarz uparcie milczał.

— Jednak książki nie mówią — westchnął z rezygnacją mężczyzna.

— Trzeba umieć ich słuchać. Czy z każdym człowiekiem rozmawia się panu dobrze, czy przy niektórych kontaktach nie odczuwa pan nawet odrobiny satysfakcji z rozmowy?

Profesor dalej nie wydawał się przekonany tą argumentacją. Pochylił się w stronę mówiącej przez stół i długo układał swoje słowa:

— Jestem koneserem i żadna książka nigdy do mnie nie przemówiła.

— Albo pan nie słuchał, albo nie rozpoznał swojego rozmówcy. Papier, który dzieli bohatera i czytelnika jest nie raz bardzo cienki. Czasem, nie ma nawet papieru. [...]

_ _ _ _

Jeśli jesteś w tym miejscu to gratuluję zawzięcia (osoba pisząca ma nadzieję, że pisze to do siebie rozważającego, czy usunąć ten tekst). Pozostaje mi życzyć miłego dnia a potem otworzyć i zamknąć szybko książkę w brązowej, materiałowej oprawie...

{}× 9
środa, 31 marca 2021

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Dobrze będzie!

Jak to dobrze? Przecież od wieków ciemność kojarzyła się ze śmiercią i, nie przesadzając, wszystkim co najgorsze. Całe plugastwo, kreatury, złoczyńcy… wspólną domeną tego zbioru był mrok. Temu nie da się zaprzeczyć.

Ta dziwaczna historia ma przecież happyend. Z czasem ludzie pokonali ciemność. Stał się ogień a potem światło sztuczne i potwory z mroku przestały grozić biednemu, bezbronnemu człowiekowi. Teraz mamy oświetlone miasta, wsie a nawet pokoje, o ile ktoś sobie tego zażyczy. Utrata światła kojarzy się wprost z końcem świata (no przecież tak objawia się zazwyczaj brak prądu, a wszyscy wiem, że brak prądu to naprawdę koniec świata!). Problem polega na tym, że rozświetlając całą dostępną nam przestrzeń szkodzimy sobie bardziej, niż pomagamy.

Nie, to nie jest wstęp do opowieści Science Fiction lub Fantasy (proszę o wybaczenie, jeśli to faktycznie tak zabrzmiało). Problem jest jak najbardziej realny i dotyczy zanieczyszczenia światłem.

Jaaasne. Wydumane lub wymyślone na poczekaniu, co? Niestety, nie. Zanieczyszczenie światłem jest jak najbardziej realne a doskwiera nie tylko miłośnikom obserwacji nocnego nieba. Ma duży wpływ na cykl dzienny zwierząt i nie tylko. Może poważnie zaburzyć ich prawidłowe funkcjonowanie, nie mówiąc już o istotach, dla których bywa przyczyną przedwczesnej śmierci. To samo dotyczy kwiatów, których procesy życiowe są regulowane długością dnia i nocy. W skrajnych przypadkach takie okazy nie będą mogły się rozmnażać. O! Żeby jeszcze tego było mało brak ciemności może mieć też zły wpływ na ludzi. Należy obwiniać go np. o stres, zmęczenie, bezsenność czy osłabienie pracy układu odpornościowego.

Brzmi strasznie, prawda? Tak niewinna rzecz, jak strach przed ciemnością może prowadzić do takiego spustoszenia. Oczywiście, to nie oznacza, że powinniśmy wyjść na ulice i wyrwać z posad wszystkie latarnie miejskie. Wystarczy coś zmienić. Tylko co?

Całym złem jest nieodpowiednie sztuczne oświetlenie. Może jest zbędne? Może klosz jest źle zbudowany? Wszystko to generuje problem z zanieczyszczeniem światłem. Wystarczy np. zaopatrzyć się w lampy z płaskim kloszem, w ogóle zmienić rodzaj lampy lub zrezygnować z oświetlenia (po dalsze przykłady odsyłam do źródła). Od razu część promieniowania przestaje uciekać ku niebu i…no proszę, oszczędza się energię elektryczną.

Tymczasem, jeśli faktycznie kogoś najdzie ochota zobaczenia prawdziwego, ciemnego nieba fundacja zajmująca się tym problemem zaprasza do jednej z pięciu zlokalizowanych w Polsce obszarów ochrony ciemnego nieba. Tam naprawdę można zobaczyć prawdziwie rozgwieżdżone niebo.

Reklama - była. Ważny temat - był. Teraz według planu powinna być pointa, ale zanim. Co jeszcze Ja, Ty, My i szary J. Kowalski może zrobić w tej sprawie? Pomysłów jest dużo a najważniejszy i najprostszy z nich to po prostu MÓWIĆ. Słowo, jak niejednokrotnie zaznaczam z uporem maniaka, ma moc. To właśnie dlatego mówię (mówię przez pismo) właśnie o tym, bo to jest warte powiedzenia (i będę mieć na ten temat prezentację (mam nadzieję, że nie ma tu nikogo z mojej grupy - to byłby brzydki spoiler)). Ciemność, po namyśle, nie jest aż taka zła.

Miłej Niedzieli (lub innego dnia tygodnia),
N.

Ps.
Warto zajrzeć: Ciemne Niebo - Strona główna Tu można zobaczyć jak wiele traci się przez zanieczyszczenie światłem, jak mu przeciwdziałać i gdzie znajdują się obszary ochrony ciemnego nieba.

Jeśli masz taką możliwość i ochotę, Czytelniku, podaj dalej!
wtorek, 30 marca 2021

tak ze marz…

Już widzę ten natłok wielbicieli ojczystego języka, estetów, znudzonych hejterów i ciekawskich. „Zdanie zaczyna się dużą literą!”, „To się pisze łącznie”, „Gdzie się podziała ta kropka?”, „Masz a nie marz” i cała lawina innych, możliwych do wynalezienia błędów. Tak, czekam na całą chmarę kamieni. Bardzo proszę.

Ta naprawdę wszystkim, którzy tak jak ja, mają na bakier z ortografią cztery litery regularnie ratuje autokorekta. Nie wiesz, jak napisać coś poprawnie? Nie ma sprawy – komputer poprawia. Niebo! Żadnych więcej problemów z trollami, które żywią się cudzymi błędami. Od dzisiaj jestem królem ortografii.

No nie. Tak kolorowo to nie jest. Autokorekta, szczególne przy nieuważnym pisaniu czy pełnej ekspresji kłótni może być utrapieniem. „Przegotowaliśmy” zamiast „przygotowaliśmy”, „że” zamiast „ze”. Tak więc: „Przegotowaliśmy książki że skupu”. Tak enigmatycznie brzmiące zdanie może wprawić w osłupienie nie jednego czytającego. Po kiego gotować książki? Gdzie tu jakiś sens w tym zdaniu. I, o ile kilka drobnych błędów nie dyskwalifikuje z pełnego rozumienia tego, co autor miał na myśli, gorzej, gdy plątanina słów nie przypomina żadnego znanego dialektu. Może ludzkość już opanowała fantastyczne języki wróżek, elfów itp. (trzeba zapytać Artemisa – powinien coś wiedzieć w tym temacie)?

Wiele osób twierdzi, że przez nieustanne pisanie na komputerach i tych małych i tych dużych stajemy się analfabetami. Nie oszukujmy się, kochamy automatyzację, brak przymusu podejmowania zawrotnych liczby decyzji. Wszystko, dzięki czemu nie musimy myśleć. W tym momencie to zaczyna się zbliżać do przerażających, wyjętych żywcem z powieści Wells’a obrazów. Nie, nie, nie. Zapomnijmy o tym.

Pisząc, z czystego poczucia estetyki powinniśmy zwracać uwagę na poprawność. To dość uciążliwe (wiem, co piszę), ale warto. Nie chodzi już nawet o satysfakcję tych estetów, miłośników poprawności językowej itpeków. Nie. Po prostu, czy chcielibyśmy być źle zrozumiani? Nie sądzę.

Pozdrawiam,
N

PS. Prawdopodobnie ten tekst nie trafi do większości czytających - zakładam, że wszyscy tu szanują uczucia, oraz zdrowie psychiczne językowych pedantów.
PS.2.Nadal czekam na te kamienie.
{}× 8
wtorek, 16 marca 2021

Pusty dom... - książka z misją, nie pierwsza i nie ostatnia

Ostrzeżenie: autor tego bloga zazwyczaj wpada w słowotok, gdy mówi o książkach. Nie ma gwarancji, że wszystko będzie miało sens. Jakikolwiek sens.

Bardzo korciło mnie (czy nas czy osobę piszącą, jak kto woli), by nie pisać po raz kolejny. Ku mojemu przerażeniu, informacja o opublikowaniu wpisu pojawiła się na głównej (tak, są ludzie, których przerażają takie rzeczy). Jednak, czasem pojawia się coś, co zupełnie zaburza działanie mojego zdrowego rozsądku (można go wtedy nazwać chorym i to byłoby zupełnie odpowiednie). W przypływie tak osobliwego natchnienia, pozwalam sobie przedstawić Ci, czytająca osobo, ten oto zbiór:


fot. autora
W tym momencie zapewne masz mieszane uczucia. Prawdopodobnie jedno z poniższych:
  • - Sherlock Holmes? Znowu?! Ile można??
  • - O, tego jeszcze nie znam. Ale poznam.
  • - Ale zjechana książka (z góry przepraszam, mi nie robi różnicy, czy egzemplarz jest z drugiej czy trzeciej, czy piętnastej ręki)
Niezależnie od tego, która z odpowiedzi padła, pozwolę sobie powiedzieć (no, napisać) kilka słów.

Undershaw (Surrey) to posiadłość, w której mieszkał sir Arthur Conan Doyle. W tym domu powstał na przykład Pies Baskervillów - jak możemy dowiedzieć się z wprowadzenia. Sam dom ma ciekawą elewację (widać ją na okładce), co więcej pisarz miał duży wpływ na jego projekt. Przez lata służył jako hotel, jednak w 2004 roku został on zamknięty. Pustostan zdano na niełaskę chuliganów a w planach była przebudowa i podzielenie na domy mieszkalne. I właśnie w tym momencie pojawił się ruch, który postanowił się temu sprzeciwić.




Według wszelkich dostępnych informacji zbiór wydano w 2012 roku i miał on na celu zwrócenie uwagi na wagę tak niezwykłego miejsca. Domy wielu znanych pisarzy chroniono i otaczano szczególną troską a Undershaw nie. Gdzie tu sprawiedliwość, skoro A. C. Doyle stworzył tak ważne nie tylko dla literatury angielskiej postacie. Gdzie byłyby powieści detektywistyczne, gdyby nie Holmes?

Tak więc zebrano opowieści i wiersze pisane przez wielu autorów o Sherlocku. To coś, co można by wydać pod tytułem: Balsam dla duszy fana Sherlocka Holmesa (swoją drogą, Wydawnictwo Rebis. Coś, ktoś?). Znalazły się tu nie tylko typowe historie osadzone w Wiktoriańskiej Anglii, ale też opowieści mające swoją akcję w współczesności i przyszłości (rozpiętość tematyczna jak fanfiction na Wattpadzie). Przekonywać dalej?

Co teraz dzieje się z posiadłością? Na dzień obecny znajduje się tam szkoła. Czy jest to dobry kompromis biorąc pod uwagę to, że budynek odnowiono a w weekendy służy jako piękna lokacja na imprezy czy zwiedzanie? Nie mam pojęcia. Tu można zobaczyć stronę internetową posiadłości ( Undershaw ).

Gdyby każda taka historia miejsca, które samo nie może się bronić przed zapomnieniem, kończyła się happy endem... Czytałoby się z przyjemnością.

Masz inne zdanie? Zapraszam do dyskusji.

Pozdrawiam (niezmiennie i bardzo serdecznie),
Nemo
{}× 6
poniedziałek, 15 lutego 2021

Jak czytać, Panie, i jak pisać? czyli nawet nie na temat luźna pogadanka bez sensu

15.02 - 21.02.
(Osoba pisząca z góry przeprasza, za zastraszającą ilość nawiasów i inne niedogodności w tym notoryczne odbieganie od tematu)

Wena bywa, jak powszechnie wiadomo, całkiem ludzko złośliwa. Bywa obecna w środku nocy jako przerywnik między dwoma snami (bo pierwszy nie kwapi pofatygować się na bis a show musi trwać). Bywa w basenie, gdy ni jak nie da się zrobić notatek (szkoda, pisanie pod wodą to by było coś). W końcu, bywa za kierownicą (ani mi się waż prowadzić i pisać jednocześnie!). Nie zamierza natomiast, pojawić się gdy jest najbardziej potrzebna. Można w ten sposób naszykować sobie kawusię (herbatkę, jak kto woli), zasiąść wygodnie, w otulinie kocyka, wiernego towarzysza i…jak na złość zupełnie nic. Nawet zaklinanie nic nie daje. Z weny musi być strasznie kapryśna istota.

Skoro jest już z głowy pierwszy akapit można by zrezygnować z narzekania na problemy z rozpoczęciem. No bo jak wykonać ten pierwszy krok, nie wywrócić się i jeszcze przyciągnąć potencjalnego czytelnika? Czy muszę przypominać, że robienie wielu rzeczy na raz może się źle skończyć? Może, ale nie musi. Nie łatwo jest lawirować pomiędzy dobrym smakiem a kiczem, między własnymi wizjami a rzeczywistością (co autorowi tego tekstu najwyraźniej nie wychodzi). Koniec końców jest. W pocie czoła wyłania się pierwszy, niezaprzeczalnie godny Nagrody Literackiej akapit. Ufff…

Jeszcze nie czas na odpoczynek. Na arenie rozegrała się dopiero pierwsza runda… W praaaawym narożniku stoją oczekiwania, plany i szkic a naprzeciw nich, w leeeeewym narożniku rzeczywistość i umiejętności. Proszę państwa, ta potyczka będzie epicka, będzie krew, pot i łzy, będzie rzeź. Będzie się działo…Dzieje się. Odbywa się niema rozmowa pomiędzy kartką (komputerem) a piszącym. Następuje chaos, z którego wyłania się świat, obraz, rzeczywistość. Ale słowa są jeszcze martwe. Brakuje im ciała, którego nie może dać im autor. Na to będą musiały poczekać, o ile w ogóle to nastąpi. Nie wszystkie dostąpią tego zaszczytu.

Powstaje. Trwa istna burza napędzająca proces twórczy. Ściany słów zasnuwają białą kartkę sprawiając, że obraz coraz mocniej wyłania się w poza rzeczywistością. Jeszcze wszystkiego nie widać. Zwykle jest trochę za mało, by pozostawić szczyptę niedosytu. Tu otwiera się pole popisu dla wyobraźni czytelnika. To, właściwie, jest fenomen: patrzenie w zadrukowaną kartkę zmienia się (w chyba niewyjaśniany naukowo sposób) na ożywianie innej rzeczywistości. Słowa stają się ciałem (nie materialnym, ale ciałem)! W takim razie po co komu badania nad podróżami w czasoprzestrzeni? Już potrafimy to robić. Wystarczy wziąć do ręki książkę!

Jest w tym też coś smutnego. Nie ma rzeczy trwających wiecznie (spójrzmy prawdzie w oczy, nawet Wspaniałe Stulecie się w końcu skończyło). Nadchodzi moment, gdy dalej się już nie da. Temat się wyczerpał, wszyscy bohaterzy zostali zabici (i nie ma kogo zabić) a kontynuowanie byłoby raczej zbędne. Z ogromnym bólem trzeba postawić tą ostatnią kropkę. W takim razie, należy to zrobić tak, by nie zawieść czytelnika (wielu autorów raczej o to nie dba, przez co zakończenie pozostawia gorzki posmak). Znów (bo nie dość, że na początku to jeszcze na końcu) trzeba prześlizgnąć się po temacie (źle byłoby stać się słoniem w składzie porcelany, w czym osoba pisząca jest bardzo dobra a więc: ) i kropka.

Miłego dnia,
N




{}× 5
piątek, 2 sierpnia 2019

Pochylmy się nad muzyką

Pozwolę sobie zająć wam chwilę. Właściwie nie zrobię tego ja. Zrobi to Z. Wodecki i jego niesamowity głos. 

Czy my kiedykolwiek zastanawiamy się nad tekstem piosenek, których słuchamy?  Czy ten tekst ma sens czy jest bezmyślną paplaniną? 
Mówi się, że kiedyś to były piosenki. Może nadal są, a nikt o tym nie wie? 
Przed wami tekst piosenki "Nauczmy się żyć obok siebie", który zawdzięczamy panu W. Kejne. 

Umiemy żyć obok zła 
nie widzieć krzywd ani łez ani biedy 
Tysiące spraw każdy ma 
a przecież nikt czasu nie da na kredyt 

Lecz po dniu wiecznie zdyszanym 
gdy zamilknie zamków szczęk 
Słychać przez zbrojone ściany 
jak drży nasz własny lęk 

Umiemy żyć obok zła 
nauczmy się wreszcie żyć obok siebie 
Kłopotów moc każdy ma 
o których nikt oprócz niego nic nie wie 

Dzielmy się chlebem i troską 
niech już nikt nie będzie sam 
Ziemia jest globalną wioską 
tym bardziej więc się uda nam 

Razem być 
Ładniej żyć 
Przestańmy kryć 
Sympatii nić 

Dzielmy się chlebem i troską 
niech już nikt nie będzie sam 
Ziemia jest globalną wioską 
tym bardziej więc się uda nam 

Razem być 
Ładniej żyć 
Przestańmy kryć 
Sympatii nić



Dziękuję z uwagę 
Nemo
{}× 2
czwartek, 1 sierpnia 2019

Pochylmy się nad muzyką

Kompozytorzy : David Arnold i Michael Price.

Dziękuję.
Nemo
poniedziałek, 29 lipca 2019

Pochylmy się nad muzyką

Do rzeczy, bez zbędnych słów.
Wykonawca: Katarzryna Sobczyk
Słowa:Krzysztof Dzikowski

Gdzie jesteś, Mały Książę? Gdzie
Odszedłeś z mej książeczki kart?
Czy po pustyni błądzisz?
Znów,rozmawiasz z echem pośród skał?

Czy tam, gdzie świeci złoty wóz
Oglądasz Ziemię w swoich snach,
Gdzie pozostała z dawnych dni
Niby wspomnienie bajka ta.

W maleńkiej Róży kochał się
Książę na jednej z wielu gwiazd.
Nie widział przedtem innych róż,
Kiedy w daleki poszedł świat.

Na Ziemi zwątpił w miłość swą,
Tę najpiękniejszą z wszystkich snów,
Bo jak miał w jednej kochać się,
Gdy ujrzał park z tysiącem róż?

Nie wierz swym oczom - szepnął wiatr,
Jeżeli kochasz, sercem patrz.

Zrozumiał wtedy Książę to,
Że tylko jedna w świecie jest,
Ta, którą kochał w wszystkie dni
I wrócił znów do Róży swej.

Gdzie jesteś, Mały Książę, gdzie?
Odszedłeś z mej książeczki kart.
W świecie, gdzie nikt nie kocha róż
Na zawsze ktoś pozostał sam.

W świecie, gdzie nikt nie kocha róż
Na zawsze ktoś pozostał sam.



Dziękuję.
Nemo
{}× 3
wtorek, 23 lipca 2019

Pochylmy się nad muzyką

Kompozytor: Nino Rota.

Dziękuję. 
Nemo 
czwartek, 18 lipca 2019

Pochylmy się nad muzyką

Kompozytor : Carlos Gardela

Dziękuję,
Nemo
poniedziałek, 15 lipca 2019

Pochylmy się nad muzyką

Dzisiaj w towarzystwie Zdzisławy Sosnickiej i Pamięci. Tak, nie myli was wzrok. Ten utwór to cover znanego z musicalu Koty utworu Memory. Autor tekstu: Jacek Cygan. 
Północ sen w ukłonach się łamie
Wszechpotężna jest pamięć
Gdy wstępuje na tron
Na jej twarzy kochanek
Czas zostawił swój ślad
Szuka winnych w księgach lat
Pamięć jak okrutnie nie kłamie
Gdy przesuwa przed nami
To co sprawia nam ból
Gdy bezsenność rozciąga
Ponad noce i dnie
W gorzką przeszłość posłów śle
Oto jesteś pierwszą łzą
Co płynie w głąb i boli
Oto jestem nieprzytomnym gestem
Złym snem i resztką woli
Przerwij moje noce koszmarów
Jeśli pamięć jest karą
Czemu weszła w nasz dom
Jeśli błądzi co noc
Po drogach smutku i zła
Co tu znajdzie w kilka dat
Oto drży od rozmów stół
Przyjaciół śmiech łagodny
Lecz oto lęk
Biegnę przez mrok i zamieć
Zdradzona zła i sama
Pamięć wciąż osłania i rani
Zawsze wierna jak kamień
Zawsze czuła jak mgła
Zgodny taniec
W przedświcie krążą
Pamięć i wiatr
Spójrz za siebie
Żyć już czas



Dziękuję 
Nemo
piątek, 5 lipca 2019

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie

KTO: najprawdopodobniej książka o tytule "Skałka". Autorka, której nazwiska ani imienia nie pamiętam. Napewno polska książka. LUB potwierdzenie że taka książka istnieje (bo internet twierdzi inaczej)
NAGRODA: Dozgonna wdzięczność kilkunastu osób, które wciąż jej szukają. 

Alan Ulrich Tor 
piątek, 28 czerwca 2019

Pochylmy się nad muzyką

Kompozytor: Wojciech Kilar.

Dziękuję. 
Nemo
O nas Kontakt Pomoc Polityka prywatności Regulamin
© 2021 nakanapie.pl
Zrobione z {} na Pradze Południe