Zabieram głos: Pobudka

To ja, John. Będę zawracać wam głowę przez najbliższe kilka minut. Nemo ma twórczego doła, więc chciałem przedstawić Wam moją ulubioną opowieść jej autorstwa (Nemo i July uważają że jest kiczowata)  Bo to prawda. - Dopisek July.
Jednak zanim muszę nas dokładniej przedstawić.
Najpierw ja. Jestem John (to już wiecie) Cress. Moi rodzice byli szpiegami, teraz mają inną pracę w tej branży, ale długo trzymali to w tajemnicy. Przynajmniej dopuki nie spodkałem July Green. Ona też jest szpiegiem. Choć, nazywa to rozszerzoną opieką społeczną. Już się taka urodziła, tak ją wychowano itp. Teraz jest moją żoną (Teraz to dla Was bardzo odległa przyszłość).
Jest też Goldeneye, ale Nemo nie chce wiele o nim wiele mówić. Jest najlepszym przyjacielem July.
No i jest Nemo. Długo nie wiedzieliśmy o jej istnieniu. Jest Autorką i czasem z nami rozmawia. Dosłownie. Nią nie będziecie musieli się martwić. We wczesnych opowieściach odzywa się tylko poza fabułą i raczej do siebie niż kogo innego.
O, i Jack. W pierwotnej koncepcji stworzyła go July, ale tak naprawdę narodził się w głowie Nemo (Nie tak jak Atena). W każdym razie z tego właśnie powodu postanowił wziąść moją żonę za... przybraną matkę.
Nasza rodzina jest bardziej zwariowana niż się wydaje.

Jest też wiele innych postaci, ale nie musicie o nich wiedzieć.
Miło było by zobaczyć Wasze uśmiechy.
John C.

PS. TAŚ XV, ff
 Król Artur i Rycerze Okrągłego Stołu

R1 o młodzieńcu w lesie

Szlachetny rycerz jakim bez wątpienia był Sir Lancelot z Jeziora z niedowierzaniem przyglądał się osobliwemu zjawisku. Oto na chwilę odwróciwszy głowę dostrzegł w miejscu, w którym jeszcze przed chwilą nie było nikogo, młodzieńca leżącego bez przytomności. Usiłował go obudzić. Na próżno. Zniechęcony bezcelowością podjętych działań przełożył go przez grzbiet swego wierzchowca i zawiódł do pustelnika. 
Starzec, dawno nie widząc żywej duszy aż wyszedł przed dom, gdy zobaczył zbliżający się pochód. Z ojcowską troską przebadał młodzieńca i przywrócił przytomność przygotowanym naparem z leśnych roślin. Chłopak rozejrzał się ze strachem dookoła. 
-Powiedz kim jesteś, młodzieńcze. Ubrany jesteś w dziwaczną szatę. Czy nie z tych stron przybywasz? - rzekł rycerz lecz młodzian milczał - Czyżbyś był niemową? 
-Nie- odezwał się chłopak - Kim Pan jest? 
-Sir Lancelot z Jeziora. Znalazłem cię bez życia w lesie i przywiodłem do pustelnika, który cię obudził. 
-Dziękuję. Gdzie jest July? 
-Czy tak nazywa się twój wierzchowiec lub chart? 
-Nie. July jest człowiekiem. 
-Więc to twój towarzysz. 
-Ona jest dziewczyną. 
-Zatem to dama. 
-Właściwie tak. 
-Dama serca? 
Młodzian nie odpowiedział wpatrując się w okno pustelni.
-Pomogę Ci ją znaleźć - znów rozpoczął rozmowę rycerz. - Pod warunkiem że poznam twoje imię.
-Jestem John. Pochodzę z... trochę innego świata.
-John z Innego Świata. Nie znam tej krainy. Gdzie może znajdować się dama imieniem July?
-Tego nie wiem. Nie pamiętam nawet gdzie ostatnio ją widziałem.
-Poproszę więc podległych mi rycerzy i swoich ziomków, aby szukali jej razem z nami.
-Dziękuję. Jak ja się za to wszystko odwdzięczę?
-Wystarczy że powiesz mojemu Królowi o tym, co ze mną przeżyłeś.
-Zrobię to, jeśli tylko będę wiedział do kogo się zwrócić.
-Do najprzedniejszego z rycerzy Anglii: do Króla Artura.
-Króla Ar ...
John przerwał w połowie słowa, by zastanowić się nad powagą sytuacji w jakiej si znalazł.
To zastanawianie się zajęło mu cztery tygodnie a w tym czasie nikt nie natrafil choćby na ślad Damy o imieniu July. Ludzie rozesłani na tereny Francji oraz Anglii wracali z pustymi rękami. 
Jednocześnie zbliżał się turniej rycerski na dworze Króla Artura. Rycerze spieszyli ku siedzibie króla. Pospieszył i Lancelot z Jeziora wraz z Johnem. 

R2 o jednorękim rycerzu

Wielu słynnych rycerzy startowało w turnieju na dworze królewskim. Tylko jeden z nich mógł wygrać i każdy liczył że będzie to właśnie on. 
Lancelot też stawał w szrankach.
-Kto chce wyzywać Lancelota z Jeziora, Rycerza Okrągłego stołu? Straceniec niech wystąpi z szeregu. 
Wszyscy rycerze cofneli się pozostając przed szeregiem jednego, niepozornego wojownika.
Był on odziany w zieloną zbroję pozbawioną jednego rękawa. Wyglądało na to że rycerz ten był bezrękim. 
-Zatem ty, Bezręki Rycerzu. Wzywasz mnie na pojedynek mimo braku ręki? - Lancelot zmierzył go wzrokiem. Zielony rycerz wystąpił do przodu na znak że potwierdza. 
Rozpoczęła się najbardziej zachwycająca potyczka jaką widziano. Spodkali się dwaj równi inteligencją, siłą i zaprawieniem w boju przeciwnicy. Taniec wirujacych mieczy stałe przyciągał wzrok widza. 
Po godzinie Rycerz z Jeziora zaczął tracić siły, kiedy jego przeciwnik nie wykazywał oznak zmęczenia. Nagle Bezręki zmarł w bezruchu dając się łatwo pokonać. Lancelot wiedział, że przeciwnik zrobił to specjalnie. 
-Czy mogę zobaczyć twoje oblicze, Bezręki Rycerzu? Albowiem wiem, że dałeś mi wygrać - jednoręki nie doczekał aż Szlachetny rycerz dokończy mówić. Zamiast tego skoczył w tłum. Ustępujący mu ludzie ukazał miejsce do którego ów zdążał. Tam też w ślad za nim udał się Rycerz z Jeziora. 

R3 o końcu przygody

Przed Lancelotem rozciagalo się niezwykłe widowisko: broniąc Johna Bezręki Rycerz walczył na raz z trzema opryszkami. Natychmiast woj ruszył mu na pomoc. 
-Sam Pan z Jeziora walczy o swego przyjaciela - zadrżeli bandyci i ucieszył się bardziej - Hajda na nich, towarzysze. 
Więcej przybyło przeciwników i dwaj Rycerze musieli stawiać czoła nie trzem a już dziesięciu ludziom. Radzili sobie doskonale. Tak, że żaden z zebranych nie śmiał im pomuc. Wkrótce było już po walce. 
-Zadziwiasz mnie, Jednoręki Rycerzu. Czy teraz będę mógł zobaczyć twe oblicze? - Lancelot zdjął swój hełm i otarł pot z czoła. 
Do tejże próby przyłączyli się inni widzowie turnieju a nawet sami Król i Królowa. 
Bezręki klęknął przed Johnem i nachylił głowę w jego stronę. To uratowany miał odkryć tożsamość obrońcy. I tak właśnie się stało. 
-July - chłopak padł na kolana i zamknął ją w ramionach. To ona podawała się za Jednorękiego Rycerza.-Myślałem, że już nigdy cię nie znajdę. 
-Nie potrzebnie szukałeś. Prawie nigdy cię nie odstępowałam. 
-Jak? 
-Dobrze wiesz, że jak prawie nikt inny potrafię wcielać się w przypadkowe osoby. 
Uśmiechnął się i jeszcze mocniej przytulił ją do siebie. 
-Więc jest pani damą July.-Lancelot w myśl zasad dobrego wychowania chciał ucałować dłoń dziewczyny, jednak ona mu nie pozwoliła. 
-W moim kraju nie adoruje się w ten sposób dam. 
-Oczywiście. Wygrała Pani Turniej Rycerski. 
-Zwycięstwo ze względu na to kim jestem mi się nie należy. Przede wszystkim nie jestem rycerzem. Zwycięstwo należy się Rycerzowi z Jeziora, który uczciwie je zdobył. 
-Jednak to Pani jest godna rycerzy zasiadających przy Okrągłym Stole. Jeśli jest tak zrzeknę się swojego miejsca. 
-Waleczny Lancelocie, choć walka z tobą była nie małym zaszczytem, więcej z twojej chwały, którą zdobyłeś odbierać nie mogę. Kraina, z której pochodzę wola mnie niczym dziecko wola matkę. Jest tam wiele rzeczy, które należy zwalczyć. Jeśli będzie taka potrzeba będę odwiedzać Angielskie ziemie.
-Odważna July- odezwał się sam król powstając z tronu - proszę ażebyś przyjęła podarek w zamian za wieniec laurowy. Czy potrzebować będziesz najmężniejszych wojów, rynsztunków czy rumaków szlachetnych?
-To zaszczyt, Królu. Jednak w mojej krainie na nic zdadzą się woje, rynsztunki i rumaki. Moja walka jest inna od waszej walki. Jedyne, co możecie o dla mnie zrobić, to o mnie zapomnieć.
Przez widownię przeszedł szept zdziwienia i niezadowolenia. Dziewczyna nie czekała na werdykt tłumu. Zagwizdała a natychmiast przy niej pojawiły się dwa siwe konie: jeden o bursztynowych a drugi o brązowych oczach. Zajęła miejsce na grzbiecie tego pierwszego a John dosiadł tego drugiego.
Obaj jeźdźcy odjechali w stronę lasu znikając tłumowi, rycerzom i królewskiej parze z oczu. 
serce  1 Polubienie

Komentarze:

Książki, recenzje, ogłoszenia, społeczność!

Znajdziesz tu wszystko, czego potrzebuje każdy wielbiciel książek. Załóż konto i korzystaj w pełni ze wszystkich możliwości serwisu.
Zarejestruj się