Ja, Joanna - odsłona piąta

Poleć na Facebook

Ogłaszamy wyniki piątej odsłony "Shitownika paryskiego"

Nagrodę główną - książkę "Joanna D'arc- mit i historia" ufundowaną przez serwis nakanapie.pl otrzymuje:

rozcinampomarancze

Kolejna nagroda - zestaw e-booków Pawła Zapendowskiego: "Jak z Almodovara", "Kokaina", "Budowniczy lalki" ufundowany przez wydawnictwo e-bookowo.pl - wędruje do Tanashi

szarikow - "Za spojrzenie przez 'pryzmat zwycięstwa" (cyt. z wpisu) - otrzymuje książkę Rafała Kosowskiego, "Perła", ufundowana przez "Stowarzyszenie ja i ty"

Dodatkową nagrodę - ufundowaną przez wydawnictwo e-bookowo.pl - ebook "Mój Anioł Stróż. Antologia" otrzymuje rozcinampomarancze - za najlepszy opis marzeń Joanny D'Arc

W związku z problemami, które przeżywa magazyn kulturalny DOZA, nie została przyznana nagroda prenumeraty magazynu. Na tę sytuację nie mieliśmy żadnego wpływu. Zamiast tej nagrody postanowiliśmy przyznać drugi egzemplarz książki "Joanna D'arc- mit i historia", który powędruje do Tanashi

Gratulujemy i dziękujemy Wszystkim za udział w zabawie!

Jeżeli chcecie napisać na jeden z dwóch tematów - nie krępujcie się. Piszcie. Wasza praca nadal może pojawić się w "Shitowniku paryskim"

Wspólnie z Pawłem Zapendowskim ruszamy z piątą (przedostatnią) już odsłoną Shitownika Paryskiego. Poniżej znajdziecie informację o zadaniu jakie Was czeka.

Zaloguj się do najbardziej krwistego serwisu o książkach - nakanapie.pl (osoby nie posiadające konta będą musiały je założyć, ale to nic prostszego - formularz rejestracji).

Chcesz zwiększyć swoje szanse - przeczytaj...

>>> Kuchnia shitownika - akcja, postaci, miejsca
>>> Wspomagacz wizualny

>>> Shitownik paryski - najważniejsze informacje
>>> Shitownik paryski - dyskusja ogólna
>>> Shitowny regulamin

Główną nagrodą, za najciekawszy wpis, ufundowaną przez nakanapie.pl jest książka:

tytuł: Joanna D'arc- mit i historia
autor: Timothy Wilson - Smith
wydawca: KDC Klub dla Ciebie
data: 2009

Wśród nagród są również:

>>> pakiet 3 e-booków Pawła Zapendowskiego: "Jak z Almodovara", "Kokaina", "Budowniczy lalki" ufundowane przez wydawnictwo e-bookowo.pl
>>> prenumerata magazynu kulturalno-literackiego DOZA, ufundowana przez redakcję magazynu
>>> książka Rafała Kosowskiego, "Perła", ufundowana przez Stowarzyszenie ja i ty

Pozostały do końca dwie "odsłony" Shitownika paryskiego. Chcemy je potraktować pisarsko. Nie chodzi o wielkie pisanie, lecz małe, szczere, które trafia do celu. Tematem tej odsłony są trzy kobiece bohaterki powieści. Są to:
1/ Alma
2/ Joana
3/ Joanna D'Arc

Opis tych kobiet znajdziecie w odsłonie piątej Shitownika paryskiego.

A teraz zadanie. Wybierz jedną z trzech kobiecych bohaterek Shitownika paryskiego: Almę, Joanę albo Joannę D'Arc. Postaraj się wejść w jej położenie, znaleźć na jej miejscu i w zależności od wybranej bohaterki napisać: 1/co znalazło się w liście Almy, 2/o czym Joana powiedziała Holemu, 3/o czym marzyła Joanna D'Arc na posadzce w katakumbach.

Wasze prace zgłaszajcie poniżej.

Osoba biorąca udział może zamieścić wpisy dotyczące jednej, dwóch lub trzech bohaterek. Każdy wpis będzie brany pod uwagę osobno. Możliwe jest też zamieszczenie dodatkowo jednej korekty swojego tekstu.

Nagrodzony wpis znajdzie się w książce!

Wiele cennych wiadomości znajdziecie w Kuchni shitownika i na Wspomagaczu wizualnym

Uwaga: zamieszczony poniżej wpis może trafić do książki Shitownik paryski, jeśli jego autor / autorka prześle do wydawnictwa oświadczenie - plik do pobrania

Macie czas do 15.04.2011. Do dzieła!

Weź udział

Zaloguj się lub Zarejestruj aby komentować

Komentarze:

szarikow
szarikow

Joanna D’Arc jest moją patronką, to jej życiorys, przykład poprowadził i prowadzi nieustannie do zwycięstwa tak jak ona poprowadziła swoje wojska do wygranej! Kobieta? W średniowieczu jako dowódca armii francuskiej? Nie! A jednak. Ona prowadzi nas wszystkich do zwycięstwa w życiu nad rękoma złych, którzy sięgają po naszą duszę. Joanna D’Arc prowadząc wojny w XV w. była żądna zemsty, a jednak na ostatniej drodze zwątpiła w prawdy, które wyznawała przez tyle lat. Zwątpiła i wygrała, gdyż zwycięstwo dostrzegła w Duchu Świętym. To Ona pomyślała: „Poprowadź mnie do zwycięstwa nad ludźmi, którzy pragną zabić moje ciało”. On jej pomógł. Mogę się jedynie domyślać, sądząc po jej życiorysie, że marzyła o tym, aby Duch Święty pomógł jej zwyciężyć tą ostatnią ścieżkę, prowadzącą do domu Ojca, gdzie zaznałaby spokoju. Marzyła: „ Pomóż! Pomóż mi patriotce, obywatelce Francji, słudze Bożej przekroczyć próg złotej bramy, bramy niebios!”.
Ona towarzyszy i mi, w każdej drodze, w każdym zwycięstwie, do którego prowadzi swój naród i wszystkim, ufającym, Ona wygrała pojedynek niczym Jezus z faryzeuszami i ona, Joanna D’Arc umarła walcząc do końca…Wygrała, bo tylko tacy jak ona mogą widzieć wszystko przez pryzmat zwycięstwa.

Głosów: 2 ponad 6 lata temu
ZjedzCota

Wiesz co robiłam żeby Cię odnaleźć w tym cholernym mieście?

Pozowałam półnaga do zdjęć, gdzie nie liczyłam się ja, tylko to, jak na mnie wygląda kawałek materiału, z drapiącej koronki. Moja zdjęcia reklamujące idiotyczne produkty wisiały na obdartych przystankach tramwajowych w obskurnych dzielnicach Paryża. Śpiewałam w jakiejś podrzędnej knajpie, pozwalając facetom gapić się na mnie obleśnymi spojrzeniami. Zmywałam naczynia, a wiesz jakie to niewygodne z tą kulą. Bardziej niewygodne jest oczywiście wchodzenie z nią na siódme piętro, gdzie teraz mieszkam, ale mniejsza o to.
Czarę goryczy (marki Hellmann's) przelał pusty słoik po majonezie. Wiesz dlaczego? Bo nie mam za co kupić nowego. Nie mogę znieść perspektywy szukania kolejnego zajęcia, na krótko, aby chociaż trochę utrzymać się na powierzchni. Przyjechałam tutaj żeby Cię odnaleźć po tym jak zniknąłeś bez słowa. Teraz mogę powiedzieć jak bardzo Cię wtedy nienawidziłam, jak się martwiłam, płakałam i znów nienawidziłam. Nie wiem czy jest sens nadal zajmować tę paryską klitkę, do której wracam tylko nocami, po całym dniu przeszukiwania miasta dla pewnego szurniętego gitarzysty.
Miedzy nami było różnie, ale po Twoim odejściu nie widziałam sensu dalszego tkwienia w tam bez Ciebie.Możliwe, że widziałaś mnie na ulicy i szybko zniknąłeś za zakrętem. Nie mam planu na przyszłość, nie wiem jak długo tu pozostanę. Codziennie liczę na chociażby malutką łyżeczkę szczęścia. Do szybkiego zobaczenia.
Ta Alma
PS. Zaczęłam naukę francuskiego.
PPS. Wiesz co jest najlepsze? Że nigdy nie zobaczysz tego listu, gdyż nie mam Twojego adresu, ani nawet mejla. Zresztą i tak bym go nie wysłała.

Głosów: 1 ponad 6 lata temu
Tanashi
Tanashi

Jest strasznie zimno. Ciałem wstrząsają dreszcze. Przyciskam rozgrzany z powodu choroby policzek do zimnej posadzki. Mocniej otulam się piaskową chustą.
Czas nie stanął w miejscu, choć grobowa atmosfera katakumb w jakiś nieznany mi sposób go zwalnia. Czuję się, jakbym już jedną częścią ciała była na tamtym świecie. Ignoruję potrzeby ciała, skupiam się na rozumie, na przedarciu się przez tą niewidzialną granicę rozumu. Pogrążam w marzeniach, chcąc choć na chwilę oderwać się od myśli, że zaraz tu wrócą.
Nie boję się śmierci, raczej… moim marzeniem jest śmierć. Leżę w konwulsji; wiem, że jeśli zostanę tu dłużej, umrę. Zimno rozprzestrzenia się po ciele, które z kolei jest rozpalone. Kolejne dreszcze. Temperatura zapewne się podnosi. Chwilami mam mroczki przed oczyma.
Pragnę umrzeć.
Ale nie chcę na stosie – nie, nie boję się. Chcę umrzeć z godnością, tak, bym była pewna, że już nic więcej w życiu nie zrobię. A mam jeszcze tyle do zrobienia! Przed śmiercią chciałabym jeszcze chociaż raz spojrzeć na Paryż, na mój słodki Paryż. Nie stąd, skąd patrzą umarli.
Jasne włosy spływają mi po twarzy, przyklejając się do niej. Śmierci, mamo, śmierci!
Zapewne dali mi coś do picia. Czy truciznę? Zapewne taką, która wolno rozchodzi się po ciele, męczy człowieka, ale nie pozwala mu umrzeć. Nawet tu, gdzie śmierć jest na wyciągnięcie ręki… ja jej złapać nie mogę.
Mam wrażenie, że nie mogę utrzymać własnego ciała. Wszystko mnie boli. Próbuję się podnieść, ale nie daję rady. Unoszę zmęczone ciało na drżących rękach. Zbliżają się.
Jeśli zechcą mnie wydać na spalenie – będę walczyć do ostatniego tchu. Umrę godnie, albo wcale.
Oto moje ostatnie marzenie, Boże.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
Dariaaa
Dariaaa

1/ Kochany!

Zostawiłeś mnie samą, zdaną tylko na siebie. Zniknąłeś z powierzchni ziemi, nikt nie umie powiedzieć, gdzie jesteś… Ale ja będę silna, nie poddam się tak łatwo. Odnajdę Cię, a wtedy będziemy mogli być razem już na zawsze.
Czasem mam ochotę odebrać sobie życie. Myślę, że, gdyby nie wiara w to, że kiedyś Cię znajdę, zabiłabym się. Dajesz mi nadzieję i powód do istnienia. Tak bardzo chciałabym być teraz blisko Ciebie. Dotknąć twojej gładkiej skóry na policzku... Ustami musnąć twoje wargi i wpić się w nie, niczym wygłodniały wilk w świeże mięso. Wiem, że to porównanie nie jest może odpowiednie, ale tak bardzo pragnę być z Tobą. Chcę o Ciebie dbać, okazywać Ci jak wielka jest moja miłość.
Porzuciłam wszystko, aby Cię odszukać. Pracowałam, jako modelka biustonoszy i pozowałam do zdjęć reklamowych. Musiałam, co dzień patrzeć na obleśne uśmieszki mężczyzn, znosić ich drwiny i słuchać jak mówią, że z chęcią by się ze mną przespali. W końcu nie wytrzymałam i rzuciłam pracę, znajdując kolejną, jako śpiewaczka w małej knajpce. Jednak i to nie było odpowiednie zajęcie dla mnie. Zaczęłam, więc dawać lekcje gry na pianinie, ale zarobki były niskie, a klientów mało. Zrezygnowana musiałam się zatrudnić w restauracji do zmywania naczyń. Nie wiedziałam, że można tak nienawidzić jakiejś pracy jak właśnie tej. Bez zastanowienia ją rzuciłam. A teraz znów nie mam środków do życia, nie mam, co jeść i pewnie niedługo nie będę miała gdzie mieszkać. Gdybyś się, mój Kochany, odnalazł wszystko wróciłoby do normy. Ale wiem, że nic nie jest proste, dlatego Cię nie winię.
Jedyne, co teraz mogę zrobić to liczyć, że jesteś zdrowy i szczęśliwy.
Żałuję, że nigdy tego listu nie przeczytasz.


Zawsze Twoja,
Alma

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
agni1
agni1

Zadanie pierwsze - Alma.

Holy, od dawna szukam Cię w Paryżu. Dziś mam chwilę załamania. Nie wiem, czy to moje łzy kapią, czy ostatnie krople nadziei. W każdej tkwi Twój maleńki, wyraźny obraz, coraz bardziej jednak przejmujący mnie lękiem. Jesteś zabawką refleksów światła. Celują, aby zabić. Może to znużenie praca stwarza takie wizje.
Życie jest jak majonez - smakuje tylko wtedy, gdy wrzucasz do niego to, co lubisz. Moja lodówka jest pusta, podobnie jak słoik po majonezie.
Nienawidziłam prezentowania biustonoszy wśród lepkich spojrzeń mężczyzn, a najbardziej - znasz mnie - zmywania talerzy. Pracowałam jednak, aby zgromadzić trochę pieniędzy. Nie tknę ich, dopóki się nie spotkamy.
Odkąd przyszlo mi do głowy, że może ukrywasz się, uciekasz przed kimś (przed czymś?) - kopałam tunel z wylotem na wolność. Nie, nie łyżeczką do herbaty. Paryż, od wieków nasiągnięty energią szalonych geniuszy nauki i wszelkich odmian sztuki - zna inne sposoby. Do perfekcji doprowadzono tu metodę kilka setek lat temu wynalezioną (co prawda - do innych celów) przez Indian Ameryki Południowej, zamieszkujących Andy, gdzie podobny proces zachodzi w sposób naturalny w przyrodzie. Potem była oczkiem w głowie biochemikow, biologów i fizyków. Dziś słuzy przemysłowi, medycynie i ośrodkom lotów kosmicznych. Liofilizacja, Skarbie! Prostsza niż Twoje ekwilibrystyczne riffy, chociaż wobec człowieka zakazana, jak klonowanie.
Propozycja wygląda tak: likwiduję blokadę mentalną i wpuszczam do siebie Twoją "duszę". Twoje ciało liofilizuję. Polega to na zamrożeniu i odparowaniu kryształków lodu w warunkach niskiego ciśnienia. Zachowujesz nienaruszony kod DNA, bioenergię witalną, enzymy, strukturę komórek, wygląd, lecz ekstremalnie tracisz na wadze i objętości.
Pakuję liofilizat i wyjeżdżam. Jestem piękną i wręcz nieznośnie utykającą inwalidką o kuli, którą się podtrzymuje, a nie kontroluje (to na wypadek przekraczania granicy).
W bezpiecznym miejscu - nawadniam Cię, oddaję Twoją duszę i idziemy kupić nowy słoik majonezu. Kocham Cię.
Alma

Głosów: 1 ponad 6 lata temu
marcellka

Alma dostała list,w pięknej,kolorowej kopercie. Zaskoczona tym,że ktoś o niej pamięta z lekką obawą wyjęła równiutko złożoną karteczkę i zaczęła czyta,oczom własnym nie wierzą.

Droga,piękna Almo

Tak bardzo Cię kocham,od momentu kiedy Cię ujrzałem w półmroku. Twoje szaroniebieskie oczy urzekły mnie,spotkajmy się. czekam codziennie o 17 przy mostku w naszej wsi"

Twój Amadeo.

Alma wpatrywała się w kartkę,nie wiedząc co powiedziec i co myślec...

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
Dariaaa
Dariaaa

3/ Szaty są zbyt cienkie, aby całkowicie uchronić ciało od zimna bijącego z kamiennej posadzki. W ścianie znajduje się tylko parę maleńkich otworów, ale są zbyt małe by przez nie wyjrzeć. Z resztą jestem zbyt zmęczona, nie mam już siły na nic. A tak bardzo bym chciała znów ujrzeć drzewa kołyszące się w rytm wiatru, ptaki krążące na niebie, poczuć zapach świeżego powietrza, albo jeszcze lepiej, smak zwycięstwa. Teraz, kiedy jestem zamknięta, a mojemu życiu zagraża śmierć zaczynam doceniać wszystko, co przedtem wydawało mi się normalne czy bezwartościowe… Czymże był dla mnie człowiek…? Tylko kolejnym celem, wrogiem. A czym była zwykła lampka wina…? Niczym ważnym, a właściwie zbędnym płynem. A teraz dałabym wszystko, aby się cofnąć w czasie i podziwiać to, co było dla mnie niczym.
Patrzę na swoje krwawiące dłonie i wzdycham. Wolność. Gdybym teraz mogła być gdzie indziej, gdybym miała okazję ku ucieczce. Ale, po co? I tak mnie dopadną. Póki, co jestem zbyt słaba, muszę odpocząć.
Marzę, aby wszystko się skończyło. Chcę być szczęśliwa i niezależna, chcę czuć, że żyję. Nie mam innej prośby. Tylko wolność się liczy.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
Tanashi
Tanashi

Holy,

Mam nadzieję, że nie bawisz się dobrze, nie siedzisz w pubach i nie zacząłeś słuchać popu. Wierzę w to, że to miasto krwiożerczej namiętności nie zepsuło Cię i wciąż jesteś taki sam. Chcę w to wierzyć.
Jestem bliżej niż myślisz… i zapewne dalej niż sądzisz. Właśnie pogrążyłam się w bezdennej rozpaczy, w akompaniamencie burczącego z głodu brzucha. Próbuję Cię odnaleźć i przekonać się, że jesteś tym samym człowiekiem, którego znałam pół roku temu.
Tylko chwilami tracę nadzieję… gdzie jesteś i dlaczego się nie odzywasz? Na miłość boską, nawet nie przyszedłeś się pożegnać. Naprawdę było to takie trudne?
Tymczasem jestem tu gdzie jestem, w tym bagnie uczuć, w samym środku piekielnego Paryża. Miasto miłości, kochanie? To miasto śmierci, człowieku. Holy, oprzytomnij, obudź się i zabierz mnie stąd.
Próbuję Cię desperacko odnaleźć. Jak wariatka. Poniżam się, obnażam własną godność przed napalonymi potworami spragnionymi młodego ciała. To okropne. W ostatnim czasie chwytałam się tylu różnych rzeczy, że słowo ‘normalność’ stało się dla mnie czymś uniwersalnym.
Gdzie jesteś, kiedy Cię potrzebuję?

Zawsze Twoja, wierna, oddana, zniecierpliwiona, wciąż gubiąca kulę i bardzo Cię kochająca
Alma

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
Tanashi
Tanashi

2/
-Jesteś pewna, że wszystko jest w porządku? – spytał po raz dziesiąty Holy. Joana kiwnęła głową i zarzuciła kremowy szal na szyję. Była pogrążona w myślach, wciąż zastanawiając się coraz poważniej, czy nie rzucić tej piekielnej pracy.
-Słuchaj, może cię odprowadzę? Trochę niebezpiecznie jest chodzić samemu o tak późnej porze…- zaczął nieśmiało mężczyzna. Joana uśmiechnęła się nieco ironicznie.
-Dziesięć lat chodzę sama i nic mi się nie stało, ale jasne, jeśli chcesz… Zawsze lepiej jest iść w towarzystwie. Może opowiesz coś o sobie?
Holy spochmurniał i mimowolnie zaczął opowiadać. Mówił naprawdę długo, ale brzmiało to ciekawie, więc Joana zwolniła i wsłuchiwała się w jego lekko zachrypnięty głos. Gdy skończył, mieli za sobą zaledwie połowę drogi.
-A może teraz ty powiesz coś o sobie? Strasznie się rozgadałem. – mruknął Holy. Joana uśmiechnęła się lekko.
-Cóż, w porównaniu do twojej historii moja nie jest tak ciekawa. Jestem sprzątaczką u bogatych knypków, którzy nie widzą nic poza czubkiem swojego platynowego nosa. Zajmuję się także dziećmi, które przyprowadziłam tu wbrew ich matce i prawdopodobnie zaraz stracę pracę. A jeśli nie, to i tak ją rzucę. Nie jest to zbyt kreatywne zajęcie... Szorowanie kafelek za pięć tysięcy i siedzenie pół dnia na placu zabaw to nie spełnienie moich marzeń. Ale czego się można spodziewać po Paryżu? To miasto daje tylko dwie możliwości. Albo się wybijesz i jesteś kimś ważnym, albo będziesz czyścił buty tym ważnym. Proste.
-Nie próbowałaś nigdy robić czegoś innego? – spytał Holy. Joana parsknęła gorzkim śmiechem.
-Całe życie próbuję, ale widzisz, to nie jest takie proste. Mam mnóstwo pomysłów, całkiem twórczą i trzeźwo myślącą głowę, ale w dzisiejszym świecie to się nie liczy. Nie masz pieniędzy, jesteś nikim.
Zawsze chciałam pracować w galerii, oglądać dzieła mistrzów, a w przyszłości sama zostać jednym z nich. Joana, paryska malarka… Pięknie brzmi, co? Kiedyś malowałam nałogowo. Mam w domu całą masę zamalowanych kartek, tysiące szkiców i miliony planów. Pokazywałam je wielu osobom, wszyscy mówili to samo : tak, tak, masz talent. Jesteś kreatywna. I tak dalej…. Tylko nikt nie był chętny do tego, żeby pomóc.
Przepraszam, pewnie Cię zanudzam, ale dobrze jest komuś się wyżalić. Nie myśl sobie, że tylko to potrafię – zaśmiała się. – Spróbuję jutro jeszcze raz. Ktoś musi dać mi szanse. Słuchaj, może przejdziesz się ze mną po galeriach? Jestem raczej typem samotnika, ale zrobię wyjątek.
Uśmiechnęła się. Holy stwierdził, że ma piękne oczy.
-Jasne – odparł.
-Nie wiem, co mogłabym ci jeszcze o sobie opowiedzieć. Tutaj mieszkam – wskazała małe okienko w kamienicy na trzecim piętrze. – Zapraszam na kawę, może jeszcze coś z siebie wyduszę.
Weszli do środka.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
Michalangelo
Michalangelo

Holy i Joana z ulgą opuścili budynek kabaretu. Chłodne powietrze księżycowej nocy działało kojąco na organizmy przepełnione niecodziennymi wydarzeniami. Jeszcze kilka godzin temu Holy wyśmiałby kogoś, kto powiedziałby mu, co też przytrafi się tej nocy. Wampiry i niecodzienne propozycje to stanowczo za wiele. Może jednak ta noc nie skończy się katastrofą? W końcu Holy ma koło siebie piękną, młodą kobietę, która zdaje się być zagubiona po tylu feralnych wydarzeniach. Plotter uśmiechnął się do siebie w duchu i postanowił pomóc ślepemu losowi w zakładaniu okularów.
- Więc… co zamierzasz teraz zrobić? – zapytał z troską w głosie.
- Hmm… nie jestem pewna. Najpierw chciałabym ci podziękować za uratowanie życia, ale nie wiem, jak mogłabym się odwdzięczyć…. – powiedziała to z bladym uśmiechem na twarzy.
W oczach Joany odbił się srebrny księżyc , nadając im niezwykłą, połyskująco-niebieską barwę, co nie uszło uwadze mężczyzny.
- To drobiazg, ale chodziło mi o to, co w ogóle zamierzasz zrobić.
- Nie wiem. Teraz na pewno stracę swoją pracę. A zresztą i tak chciałam ją porzucić! – mówiąc to zmarszczyła brwi, a jej twarz przybrała wojowniczy wyraz.
- A co z twoimi dziećmi?
- Dziećmi? Aha! – uśmiechnęła się ponownie - nie, to nie są moje dzieci, ja jestem tylko ich opiekunką. Zatrudniłam się jako sprzątaczka u bogatej rodziny adwokackiej, ale moja szefowa płaci mi dodatkowo za opiekę nad swoimi bachorami. Jednak jak pewnie się domyślasz, rola służącej nie jest szczytem moich ambicji. Zawsze chciałam projektować wnętrza mieszkań, ale mój ojciec powiedział mi, że jestem beznadziejna, więc uciekłam z rodzinnej mieściny i przyjechałam tu, do Paryża, w nadziei, że znajdę coś dla siebie.
- O, widzę, że nie masz zbyt lekko.
Oboje się zaśmiali. Słodki śmiech Joany rozniósł się echem po nokturnowych uliczkach miasta.
- Jak to mówią: raz na wozie, raz pod kołami. Choć ostatnio głównie byłam pod nimi. Ta rodzina to wredne skupisko snobistycznych trylobitów, które nie przepuszczą żadnej okazji do popisywania się swoim majątkiem. Miałam dość ciągłego poniżania i podcierania ich tyłków. Tam wszystko było na pokaz. Nie lubię ludzi, którzy są dwulicowi i cyniczni, a u nich nawet kot patrzył na mnie z wyższością i jestem pewna, że specjalnie nie załatwiał się do kuwety, aby zrobić mi na złość.
- Czyli krótko mówiąc, zostałaś teraz na lodzie. Może mógłbym jakoś pomóc?
- Na razie mógłbyś mi zamówić taksówką, bo nie mam złamanego grosza przy duszy, a potem zobaczymy…
- Nie ma sprawy – Holy uśmiechnął się zachęcająco i machnięciem ręki zatrzymał przejeżdżający pojazd z podświetlonym napisem „TAXI”. Ta noc jednak nie będzie stracona.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
rozcinampomarancze
rozcinampomarancze

Joanna osunęła się na lodowatą posadzkę. Jej ciało drżało jak w gorączce, mimo przejmującego zimna, które panowało w komnacie. Wilgotne kosmyki włosów lepiły się jej do czoła. Jej usta poruszały się, żarliwie wypowiadają słowa modlitwy : "Łaskiś pełna... Łaskiś pełna".

I nagle ogarnął ją przedziwny spokój. I ciepło. Tak, to nie w tych zatęchłych katakumbach była teraz, ale na zalanej światłem łące, w swoim rodzinnym miasteczku Domrémy. Wydawało jej się nawet, że słyszy bicie dzwonu kaplicy w Bermont, do której, jako dziewczynka jeszcze, udawała się co sobotę, by zapalić świecę przed obrazem Świętej Dziewicy... "Joanno... Joanno" - usłyszała nagle słodki i ciepły głos. Więc jest znów tutaj – pomyślała z ulgą. Przypomniała sobie, jak po raz pierwszy go usłyszała, gdy wśród pól i łąk otuliło ją wtedy nagle to niesamowicie ciepłe i białe światło...

Czuła, jak wraca jej siła. Ta sama niewiarygodnie boska siła, która pozwoliła jej w męskim przebraniu przemierzyć francuskie drogi i uzyskać posłuch swojego króla - Delifna. I w imię Boga, i wraz z jego pomocą, zwycięsko wyjść z tak wielu walk. Do jej stóp padły Orlean i Reims, słodki smak zwycięstwa dodawał wiary i męstwa, a biały pancerz błyszczał w słońcu triumfalnie. Ale to Paryż miał być ukoronowaniem tego wszystkiego. Przecież właśnie po to, by wyzwolić Paryż złożyła śluby dziewictwa, to dla niego zachowała swą czystość. Paryż, jej marzenie, to miasto z szarego kamienia, przeglądające się w Sekwanie...

"Joanno... Joanno" - powtórzył potężny i kojący głos. Poczuła powiew wiatru. Sekwana płynie tak spokojnie, zdawało jej się, że patrzy w jej lekko pofałdowaną toń. "Joanno... - powtórzył głos. - Czy słyszysz dzwony?" Słyszała. To biją dzwony Notre Dame, to biją dzwony bazyliki Saint-Denis. "Twój król, Delfin, jest już w Paryżu, miasto zdobyte, Anglicy wygnani." Poczucie spełnienia zalało ją silną falą. Słyszała prawie tętnienie końskich kopyt, wiwaty paryskiego ludu... Czyżby tym razem się udało? Te rany, które odniosła, nie były na darmo? Czyżby pojmanie przez Anglików i ta farsa procesu o herezję, to był tylko zły sen?

"Joanno..." - głos był coraz bliżej. To nieziemskie światło wokół niej stawało się coraz bardziej intensywne, przechodząc z bieli w żółte i pomarańczowe tonacje, by w końcu rozpalić się czerwonym płomieniem. Ogarniało ją coraz większe ciepło… Jej rozgrzana skóra zaczynała piec, piekielne gorąco parzyło członki. Jezu –wyszeptała z przerażaniem - Jezu... Ogień dosięgał już jej ciała, już wiła się w pod jego wściekłymi językami...

Ocknęła się nagle, na zimnej posadzce. Rzeczywistość wracała do niej powoli. Więc umrę nie zdobywszy Paryża? – pomyślała z lękiem. A oni? - spojrzała na swoich sędziów. „Zginą śmiercią nędzną” - podpowiedział jej cichy głos.

Odwaga jej wróciła. Wstała, rozmyślając powoli, czy nie udałoby się jednak stąd uciec... Nagle w głębi zauważyła dwie sylwetki, młodzieńca i dziewczynę...

Głosów: 3 ponad 6 lata temu
rozcinampomarancze
rozcinampomarancze

2/
Wyszli wprost w hałas i gwar bulwaru Clichy. Oboje jeszcze oszołomieni tym co się wydarzyło, milczeli przez chwilę. Holy patrzył na dziewczynę z ciekawością - ładna, o energicznych ruchach, ubrana trochę ekscentrycznie ale bardzo stylowo.

Przedstawił się jej i zapytał
- Kim jesteś? Co tu robisz, w tym piekielnym mieście? - dodał z uśmiechem.
- Joana – ścisnęła jego dłoń dziewczyna. - Pracuję jako kreatywna sprzątaczka. - oznajmiła, nie bez pewnej dumy. - A poza tym projektuję ubrania i jestem malarką... - zamyśliła się. - I opiekunką do dzieci. - dodała trzeźwo.

- I żadnej pracy się nie boisz? - zapytał Holy kpiąco.

- Ech, daj spokój - zasępiła się. - Ja się w ogóle do tego nie nadaję! Jestem w Paryżu, w tym centrum świata, gdzie tyle się dzieje -nie mogę już dłużej spędzać wieczorów na bawieniu dzieci! - westchnęła. - Musiałam się wyrwać tego wieczoru, chociaż matka dzieciaków będzie wściekła! Wiesz, ona dobrze mi płaci, to trzeba przyznać. Jest wziętą prawniczką, podobno umie wybronić nawet największych kryminalistów. Mieszka z rodziną w ślicznym domu na Montmartrze, to zaraz tu nie daleko... Ale gdybyś wiedział co ona wiesza na ścianach! Kompletne bezguście, snobistyczna burżujka! Sztuka dla niej się kończy wraz z impresjonistami, potem już nie ma nic!

Mówiąc gestykulowała zamaszyście, również mimika jej twarzy podkreślała niesmak i zniechęcenie.

- Czemu nie rzucisz w takim razie tej pracy? Nie mogłabyś znaleźć czegoś... lepszego?

- Myślałam o tym. Zresztą chyba tak muszę zrobić teraz. Po tym, co usłyszy od dzieciaków o dzisiejszym wieczorze, pewnie nie mam tam czego szukać... I dobrze! Wiesz, chyba jedyne co mnie tam trzymało, to... ten dom. Jest bardzo stary i podobno mieszkał tam Maurice Utrillo... Wiesz, kiedy wreszcie wszyscy wyjdą i zostaję w ich domu sama... Czuję tam wtedy jakąś niesamowitą moc, nierealną aurę, coś w rodzaj silnej energii, która jakby mnie przenosiła w inne czasy... Nie wiem czy, mnie teraz rozumiesz... - speszyła się nagle.

- Nawet nie wiesz jak bardzo rozumiem... - mruknął Holy pod nosem.

- A ty jesteś... muzykiem? Gitarzystą?

-Skąd wiesz?

-Ha, mówiłam ci, że jestem kreatywna! A może pójdziemy się zabawić jeszcze, zobacz jakie tłumy są przed La Loco, na pewno coś fajnego grają - wskazała na modną dyskotekę, usytuowaną zaraz obok Moulin Rouge, o wdzięcznej nazwie "Lokomotywa". - Albo chodźmy do Mrówki, La Fourmi, to niedaleko, napijemy się razem - dodała widząc jego mało entuzjastyczną minę.

-Szczerze mówiąc, to hm... Jestem spłukany.

-Nie szkodzi, jesteśmy przecież w Paryżu! Kupmy po prostu butelkę wina i chodźmy ją wypić pod Sacré Ceour, przepiękny widok na miasto będzie gratis - zaśmiała się radośnie i skierowała się w jedną z malowniczych uliczek, wspinających się ostro w górę. - W końcu rzuciłam pracę, odzyskałam wolność – musimy to uczcić!

Zapadał wieczór, ciepły i przyjemny. Ruch samochodowy się uspakajał, a ludzie siedzieli przy kawiarnianych stolikach ustawionych wprost na chodniku. Czarnoskórzy mężczyźni krążyli między nimi, proponując kupno kwiatów. Holi myślał, że gdyby miał jeszcze jakąś monetę w kieszeni, chętnie by podarował taką różę Joanie.

- To co teraz zrobisz? - zapytał, próbując dotrzymać jej kroku. - Jakie masz plany? - obejrzał się dyskretnie za siebie. Miał dziwne wrażenie, jakby ktoś za nimi szedł, z oddali widać było dwie sylwetki, utrzymujące się w stałej odległości od nich.

Wchodzili właśnie na Place de Tertre, na samym szczycie Montmartru, jak zwykle pełen malarzy nagabujących przechodniów, kreślących szybko ich portrety lub sprzedających obrazki z widoczkami Montmartru made in China.

- Może otworzę swoją pracownię projektancką, będę szyć piękne ciuchy i sprzedawać je do butików na Montmartrze... Jeśli to nie wyjdzie, ustawię tu też swoją sztalugę, i będę rysować amerykańskich turystów! - roześmiała się, rozglądając wkoło. - W najgorszym razie zatrudnię się w Luwrze jako sprzątaczka. Wyobrażasz sobie? Kiedy wreszcie te tłumy „zaliczających” Monę Lizę znikną, ja będę mieć te wszystkie dzieła dla siebie, polerując nocami lśniącą posadzkę. Chyba że - zatrzymała się nagle. - Czy tam też jest... jak myślisz? Tak niebezpiecznie jak w Moulin Rouge. Czy oni... wampiry... Czy one tam też...? - przestraszyła się.

Holy zauważył, że te dwie tajemnicze postaci zatrzymały się również nagle i gwałtownie. Nie mógł już mieć żadnych wątpliwości. Ktoś ich śledził. Musieli uciekać, zgubić ich! Pochylił się nad Joaną i szeptem wyjaśnił jej sytuację. Nie mógł przy tym nie poczuć słodkiego i obezwładniającego zapachu jej perfum. Dior? - zapytał w myślach.

- Tak, Dior - odpowiedziała głośno Joana ku jego zdziwieniu. - Nie martw się, znam tu każdy zaułek, chodź tylko za mną. - pociągnęła go za rękę i rzucili się biegiem przed siebie. Jej powiewający na wietrze szaliczek muskał go delikatnie po twarzy, jej dłoń w jego dłoni miękka i ciepła. Zbiegli razem po stromych kamiennych schodach. Dwóch mężczyzn za nimi rozpoczęło pościg.

Wydawałoby się, że nie mieli przy Joanie żadnych szans. Dziewczyna rzeczywiście znała okolicę jak własną kieszeń. Wbiegali więc z Holym w wąskie pasaże, wydające się ślepymi uliczkami, które przebiegały przez tonące w zieleni podwórka, by potem wychodzić na inne ulice. Joana świetnie orientowała się w tych labiryntach, jednak również ich prześladowcy w jakiś nadprzyrodzony sposób nie gubili ich z oczu.
Tymczasem dzielnica się zmieniła, kawiarniane ogródki zniknęły, na ich miejscu pojawiły się skromne afrykańskie sklepiki, z których wydobywały się niesamowite zapachy przypraw. Zniknęli turyści, zastąpili ich Arabowie, wyglądający jak zjawy w swoich białych i powłóczystych djellabach. Na niektórych ulicach mężczyźni rozkładali barwne dywany i rozpoczynali modlitwę. Zrozumiał, to Goutte d'or - Złota Kropla...

Biegnący za nimi byli coraz bliżej. Joana raptownie skręciła gwałtownie, wciągając go za sobą do bramy. Zdezorientowani ścigający stanęli nagle bezradnie na środku ulicy, patrząc niepewnie na odprawiających modły. i rozglądając się wokół. Holy z dziewczyną tymczasem wspinali się już wąskimi i krętymi schodami, o spróchniałych deskach, na samą górę starej kamienicy. Joana zapukała i drzwi otworzyła im piękna czarnoskóra kobieta, w kolorowym turbanie na głowie. Uśmiechnęła się i przywitała ich.

Zapach gotującego się kuskusu i słodkich patatów uderzył silnie w nozdrza Holy'ego. Był wykończony ucieczką i przypomniał sobie, że od dawna nie miał nic w ustach.

-Jesteśmy już bezpieczni - powiedziała Joana z uśmiechem.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
patrylandia
patrylandia

3/
"Panie, nie odbieraj mi tej siły, błagam. Wskaż drogę, prowadź i pozwól wejść w Twoje Zastępy Niebieskie."

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
patrylandia
patrylandia

1/
Holy!
Zastanawiałam się ile można. Myślałam, że jestem wytrwała, że dopnę swego. Jedynym moim marzeniem odkąd znikąłeś, było odnaleźć Cię i spytać, dlaczego? Dlaczego nie byłeś w stanie spotkać sie ze mną i porozmawiać? Ja wierzyłam. Wierzyłam w nas, a tak naprawdę wierzyłam w Ciebie. Dla Ciebie chciałam zrobić wszystko. Sobą przekonać, że jesteś wart i Twoja muzyka też. Wiem ,że myślisz o mnie najgorsze rzeczy. Jednak wiedz, że w ostateczności nie mogłam. Nie dałam rady. Znienawidziłabym siebie i swoje ciało. Szukałam Cię. Upadłam zbyt nisko. To boli. Mam nadzieję, że już Cię nigdy nie zobaczę.
Alma

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
Michalangelo
Michalangelo

2/ - korekta

Holy i Joana z ulgą opuścili budynek kabaretu. Chłodne powietrze księżycowej nocy działało kojąco na organizmy przepełnione niecodziennymi wydarzeniami. Jeszcze kilka godzin temu Holy wyśmiałby kogoś, kto powiedziałby mu, co też przytrafi się tej nocy. Wampiry i niespodziewane propozycje to stanowczo za wiele. Może jednak ta noc nie skończy się katastrofą? W końcu Holy ma koło siebie piękną, młodą kobietę, która zdaje się być zagubiona po tylu feralnych wydarzeniach. Plotter uśmiechnął się do siebie w duchu i postanowił pomóc ślepemu losowi w zakładaniu okularów.
- Więc… co zamierzasz teraz zrobić? – zapytał z troską w głosie.
- Hmm… nie jestem pewna. Najpierw chciałabym ci podziękować za uratowanie życia, ale nie wiem, jak mogłabym się odwdzięczyć…. – powiedziała to z bladym uśmiechem na twarzy.
W oczach Joany odbił się srebrny księżyc , nadając im niezwykłą, połyskująco-niebieską barwę, co nie uszło uwadze mężczyzny.
- To drobiazg, ale chodziło mi o to, co w ogóle zamierzasz zrobić.
- Nie wiem. Teraz na pewno stracę swoją pracę. A zresztą i tak chciałam ją porzucić! – mówiąc to zmarszczyła brwi, a jej twarz przybrała wojowniczy wyraz. Jasna grzywka opadła jej na czoło, więc wyuczonym ruchem odgarnęła ją na bok.
- A co z twoimi dziećmi?
- Dziećmi? Aha! – uśmiechnęła się ponownie - nie, to nie są moje dzieci, ja jestem tylko ich opiekunką- Plotter’ owi serce zabiło z nadzieją. - Zatrudniłam się jako sprzątaczka u bogatej rodziny adwokackiej, ale moja szefowa płaci mi dodatkowo za opiekę nad swoimi bachorami. Jednak jak pewnie się domyślasz, rola służącej nie jest szczytem moich ambicji. Zawsze chciałam projektować wnętrza mieszkań, ale mój ojciec powiedział mi, że jestem beznadziejna, więc uciekłam z rodzinnej mieściny i przyjechałam tu, do Paryża, w nadziei, że znajdę coś dla siebie. Ale wyszło jak wyszło…
- Hm… widzę, że nie masz zbyt lekko.
Oboje się zaśmiali. Słodki głos Joany rozniósł się echem po nokturnowych uliczkach miasta. Kobieta podciągnęła wyżej torebkę i westchnęła:
- Jak to mówią: raz na wozie, raz pod kołami. Choć ostatnio głównie byłam pod nimi. Ta rodzina to wredne skupisko snobistycznych trylobitów, które nie przepuszczą żadnej okazji do popisywania się swoim majątkiem. Miałam dość ciągłego poniżania i podcierania ich tyłków. Tam wszystko było na pokaz. Nie lubię ludzi, którzy są dwulicowi i cyniczni, a u nich nawet kot patrzył na mnie z wyższością i jestem pewna, że specjalnie nie załatwiał się do kuwety, aby zrobić mi na złość.
Holy’ emu spodobało się poczucie humory Joany, jednak jej sytuacja nie była zbyt ciekawa. Plotter czuł, że jego obowiązkiem, jako mężczyzny, było niesienie pomocy bezbronnym kobietom, zwłaszcza jeżeli są one wyjątkowo atrakcyjne.
- Czyli krótko mówiąc, zostałaś teraz na lodzie. Może mógłbym jakoś pomóc?
- Na razie mógłbyś mi zamówić taksówką, bo nie mam złamanego grosza przy duszy, a potem zobaczymy…
- Nie ma sprawy – Holy uśmiechnął się zachęcająco. Prawie w tym samym momencie zza rogu uliczki wyłonił się samochód z podświetlonym napisem „TAXI” na dachu. Holy machnięciem ręki dał znak kierowcy, aby ten się zatrzymał.
Ta noc jednak nie będzie całkiem stracona.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
karolas2
karolas2

...w pogoni za Twoją miłością pokuśtykałam do Paryża. Lecz i w mieście zakochanych (gdzie, jak sądziłam, spędzimy razem magiczne chwile) nie jestem w stanie Cię odnaleźć. Wciąż mi umykasz. Jesteś? Żyjesz? Myślisz czasem o mnie? Błądziłam ulicami miasta licząc, że gdzieś Cię spotkam, że chodzę po Twoich śladach. Ale stąpałam po krokach dziewczyn marzących o karierze modelki, piosenkarki, Chopina, Coco Chanel....a propos - wiesz, że śpiewała w kawiarniach, mimo iż nie umiała? :-) ...i nie znalazłam Cię, Holy, nie ma Cię tu. Nie mam siły czekać i szukać. Łudzić się. Zostało mi już tylko światło w lodówce, rozczarowanie i kilka wspomnień. Cóż....czas otrząsnąć się z romantycznych blasków,
Au revoire, Holy
A.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
agni1
agni1

Zadanie trzecie - Joanna d'Arc

Holy wiele już w życiu przeszedł. Nie sądził, że coś jeszcze może go zaskoczyć. Jednak znalazłszy się w centrum dziwnego spektaklu - przestał żuć gumę.
Oto materializowało się czyjeś marzenie. Zniknęło niskie sklepienie komnaty i posadzka, a przestrzeń wypełniły ośnieżone szczyty Wogezów, widziane nieco z góry.
Nie mogąc pogodzić się z tym, co działo się na jawie, Joanna d'Arc szukała wolności.
W dobie okrucieństwa, bezradności i kłamstwa zachowała odwagę, wiarę i skromność, ale nie chciała już tkwić w tym koszmarze. Wiodła w góry elfy - dzieci Boga lub diabła, z którymi tańczyła wokół buka i śpiewała w dzieciństwie. Potrzebowały miłości i współczucia, zagrożone przez władczego Człowieka, który za spiszaste uszy, inne od jego własnych - karał wygnaniem poza nawias tego świata.
- Czy podołam, czy przeżyją, czy jestem w łasce bożej? - spytała Ducha Gór.
Śnieg zaczął się unosić, tworząc ażurowy kształt drzewa z rozłozystą koroną, pniem, w którym tkwiło serce i gmatwaniną korzeni.
- Drzewo Życia! - Holy omal nie krzyknął. Znał je. Skomponował kiedyś pieśń o ukrzyżowaniu na Drzewie Życia i zaśpiewał - jeden raz w życiu. Staczał się wtedy głębokim, mrocznym growlingiem na samo dno piekła, wypluwając z siebie cały ból istnienia.
Jednak marzenie było teraz oazą spokoju, w której cicho brzmiała jakaś galaktyczna muzyka, bliska wszystkiemu, co istnieje. Joanna d'Arc zrozumiała, że nie ma się czego obawiać, bo stanowi cząstkę wszechświata i to ona ewokuje świętość wokół siebie - swoim pragnieniem. Jest jedną z witek drzewa, które penetrują przestrzeń to tu, to tam, przeplatają się z innymi, tworząc wciąż nowy zapis całości. Wśród gałęzi tych, którzy byli przed nią, są teraz i będą po niej - poczuła spokój. Wszystko nabrało sensu.
- Dziękuję, Joanno! - zawołał Holy, aż echo poszło przez góry.
- Dziękuję, Holy! - uśmiechnęła się Joanna.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
anek7
anek7

Joanna, gdy wyrzekła ostatnie słowo, opadła na posadzkę i zanurzyła się w marzeniu.

Już nie czuła zimnych kamieni na których leżała, nie widziała otaczających ją murów. Oto znowu jak wtedy kiedy była małą dziewczynką biegła wśród pól otaczających jej rodzinną wioskę. Pomiędzy drzewami prześwitywały kamienne ściany małego kościółka. Nogi same niosły ją w tamtym kierunku. Cichutko weszła do środka - już tam byli i czekali na nią. Jej przyjaciele i przewodnicy. Archanioł Michał z płonącym mieczem, święta Katarzyna wsparta na kole nabijanym gwoździami i święta Małgorzata trzymająca w ręku otwartą księgę.
- Joanno - głos świętej Katarzyny był łagodny jak anielska muzyka - czego pragnie twoje serce?
Joanna nie odpowiadała a jej błękitne oczy patrzyły na nich ze smutkiem i powagą.
- Czy chcesz uratować swoje młode życie? Czy mamy wstawić się za tobą u Najwyższego? - zapytała święta Małgorzata ale i ona nie otrzymała odpowiedzi.

Przed oczami Joanny zaczęły ukazywać się obrazy z jej życia . Pierwsze spotkanie z Robertem, podróż do delfina, pierwsza potyczka i szczęśliwe dni w Orleanie... Boże, jaka była wtedy radosna, wszyscy ja podziwiali i zazdrościli jej.

- Joanno, czego od nas potrzebujesz, mów! - rozkazujący głos świętego Michała odbił się od ubogich ścian kościółka.

Joanna zdecydowała się.
- Pomóżcie mi umrzeć z godnością i odwagą, tak jak pomagaliście mi żyć. Boję się...- szepnęła.
- Nie bój się, będziemy z tobą do samego końca.- zapewniła ją Katarzyna.
Joanna wyciągnęła do nich ręce, lecz nie zdołała ich dotknąć. Obraz zaczął się rozmywać i oddalać.
Na korytarzu dał się słyszeć miarowy krok żołnierskich butów. Oddział zatrzymał się przed ciężkimi dębowymi drzwiami, stuknęły odsuwane zasuwy.

Joanna podniosła się z posadzki i stała czekając na swoje przeznaczenie.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
Rejestracja jest darmowa i szybka.
Zajestruj się teraz!