Josephine i kabaret pełen wampirów - odsłona czwarta

Poleć na Facebook

Ogłaszamy wyniki

Zadanie nr 1

Wyboru dokonała Elisabeth Duda:

Dziękuję wszystkim za wzięcie udziału w konkursie.

Książkę "Mój Paryż" postanowiłam wręczyć wiecznemu akordeoniści-marzycielowi, Hrabiemu de Saint-Germain agni1 za wrażliwe pióro. Co do "Żożo i Lulu", to postanowiłam przyznać nagrodę ex-aequo dla podpisującą się jako Usmiechnieta, za sugestywny i słodki opis Paryża oraz dla właścicielki nicka liidzia z nadzieją, że przyszły członek rodziny również przepłynie pod mostem Pont Marie, idąc za przykładem rodziców.

Elisabeth Duda

Gratulujemy!

Zadanie nr 2

Nagrodę - książkę "Wampiry. Historia z zimną krwią spisana" ufundowaną przez serwis nakanapie.pl otrzymuje:

Michalangelo

Nagroda ufundowana przez magzyn DOZA - prenumerata magazynu DOZA - wędruje do gudrun

Kolejna nagroda - zestaw e-booków Pawła Zapendowskiego: "Jak z Almodovara", "Kokaina", "Budowniczy lalki" ufundowany przez wydawnictwo e-bookowo.pl - wędruje do Maynarda

Dodatkowe wyróżnienie - ufundowana przez Stowarzyszenie ja i ty - pamiątkę z Paryża (płyta Michela Petruccianiego "Power of three") - wędruje do Michalangelo

Gratulujemy i dziękujemy Wszystkim za udział w zabawie!

Jeżeli chcecie napisać na jeden z dwóch tematów - nie krępujcie się. Piszcie. Wasza praca nadal może pojawić się w "Shitowniku paryskim"

Wspólnie z Pawłem Zapendowskim ruszamy z czwartą już odsłoną Shitownika Paryskiego. Poniżej znajdziecie informację o zadaniu jakie Was czeka.

Zaloguj się do najbardziej krwistego serwisu o książkach - nakanapie.pl (osoby nie posiadające konta będą musiały je założyć, ale to nic prostszego - formularz rejestracji).

Chcesz zwiększyć swoje szanse - przeczytaj...

>>> Kuchnia shitownika - akcja, postaci, miejsca
>>> Wspomagacz wizualny

>>> Shitownik paryski - najważniejsze informacje
>>> Shitownik paryski - dyskusja ogólna
>>> Shitowny regulamin

Wśród nagród m.in.:

tytuł: MÓJ PARYŻ Elisabeth Duda
autor: Duda Elisabeth
wydawca: Pascal
data: 2010

Tym razem czekają na Was dwa zadania. Możecie odpowiedzieć na oba lub tylko jedno z nich.

1/ Zadanie pierwsze

Głównymi nagrodami za dwa najciekawsze wpisy, ufundowanymi przez wydawnictwa, są książki: "Mój Paryż" i "Żożo i Lulu" Elisabeth Dudy.

Zadaniem konkursowym jest wypowiedź na temat: "Mój Paryż", na podstawie wybranej przez siebie postaci historycznej, literackiej, książki, filmu, artysty itp. albo wspomnienia, jeśli znasz to miasto osobiście. Napisz jaki jest "Twój Paryż"?

Zadaniu towarzyszy rozmowa z Elisabeth Dudą, która potrwa od 10.03 w serwisie nakanapie.pl. Elisabeth Duda wybierze również dwa najciekawsze wpisy.

Pamiętajcie, że nagrodzony wpis znajdzie się również w "Shitowniku paryskim"!

2/ Zadanie drugie

Główną nagrodą, za najciekawszy wpis, ufundowaną przez nakanapie.pl jest książka "Wampiry. Historia z zimną krwią spisana"

Pamiętajcie, że nagrodzona praca znajdzie się również w "Shitowniku paryskim"!

Wśród nagród są również:

>>> pakiet 3 e-booków Pawła Zapendowskiego: "Jak z Almodovara", "Kokaina", "Budowniczy lalki" ufundowane przez wydawnictwo e-bookowo.pl
>>> prenumerata magazynu kulturalno-literackiego DOZA, ufundowana przez redakcję magazynu

A teraz czas na zadanie:

Zadaniem konkursowym jest opis paryskiego wampira. W odsłonie czwartej Shitownika paryskiego rzeczytacie opis rozdziału toczącego się w paryskim kabarecie. Bohater powieści Holy Plotter przychodzi na rewię kabaretową z udziałem Josephiny Baker. Tego wieczora, na sali i za kulisami teatru daje się zauważyć nadzwyczajna ilość wampirów. Opiszcie jednego/jedną z nich.

Każdy użytkownik może zamieścić jeden lub kilka opisów wampirów. W konkursie będzie brany pod uwagę każdy opis osobno. W zadaniu nr 1/ Mój Paryż użytkownik może zamieścić tylko jedną odpowiedź. Przypominamy: możecie wziąć udział w obu zadaniach konkursowych lub tylko w jednym.

Uwaga: zamieszczony poniżej wpis może trafić do książki Shitownik paryski, jeśli jego autor / autorka prześle do wydawnictwa oświadczenie - plik do pobrania

Wiele cennych wiadomości znajdziecie w Kuchni shitownika i na Wspomagaczu wizualnym

Wasze prace w obu konkursach zgłaszajcie poniżej. Każdy z Was może wziąć udział w obu konkursach. Macie czas do 30.03.2011. Do dzieła!

Weź udział

Zaloguj się lub Zarejestruj aby komentować

Komentarze:

Maynard
Maynard

ZADANIE DRUGIE:

Holy rozejrzał się po zadymionym wnętrzu kabaretu. Ciemności panowały tam przysłowiowo egipskie a gęsty dym znacznie utrudniał widoczność. Na chwilę wzrok mężczyzny padł na odzianego na czarno, siedzącego w rogu sali jegomościa. Jego kontury zdawały się rozmywać Holy'emu w oczach a skupienie wzroku na czarnym osobniku było prawie niemożliwe, pracochłonne i bolesne. Holy przezwyciężył tą trudność, otarł łzy rękawem i podszedł bliżej. Siedzący przy hebanowym stoliku młodzieniec był raczej średniego wzrostu a jego skóra była jedwabiście gładka i biała, niemal przezroczysta. Niesamowicie długie, jasne włosy mężczyzna zaplótł w gruby warkocz, którego sploty okalały kilkakrotnie jego szyję i ramiona. Koniec warkocza spięty był srebrną spinką, misternie i fantazyjnie wykutą w kształt smoczej głowy. Całość fryzury dawała złudny efekt jakby z ramienia mężczyzny zwisała bezwładnie drapieżna, jadowita żararaka. Młodzieniec uniósł do ust batystową chustkę i otarł delikatnie karminowe wargi. Ten moment sprawił iż Holy poczuł nagle niewytłumaczalne i nagłe uczucie niepokoju. Długowłosy młodzian pstryknął palcami a jego pierścienie w kształcie wydłużonych szponów rzuciły na ścianę kilka błyskawicznych refleksów.
- Jeszcze raz to samo – wyszeptał młodzieniec jedwabistym głosem do przechodzącego obok kelnera.
Holy właśnie mijał nieznajomego, gdy w jego stalowoszarych oczach dostrzegł niewypowiedzianą, pradawną grozę, przywodzącą na myśl całe eony cierpienia, zła i przemocy. Wzdrygnął się, przyspieszył i szybkim krokiem oddalił się w kierunku sceny. Za kilka chwil zupełnie zapomniał o spotkaniu z tajemniczym gościem kabaretu a całe wydarzenie wydało mu się przebłyskiem jakiegoś dawno zapomnianego, starego snu.
Nie minęło wiele czasu a do stolika młodzieńca wrócił kelner. U jego boku kroczyła piękna dziewczyna. Jej wzrok wpatrywał się w pustkę a twarz pozbawiona była jakiejkolwiek ekspresji.
- pańskie zamówienie baronie – kelner posadził dziewczynę na krześle obok i wycofując się dyskretnie, zniknął w oparach kabaretowego dymu.
Baron oblizał wargi i uśmiechnął się lubieżnie. To będzie piękna, długa noc…

Głosów: 5 ponad 6 lata temu
ola1709
ola1709

Mój Paryż.


Wstaję i czuję to. Jedak to nie Paryż. To pustka w sercu, która po nim pozostała. Już się nie obudzę z tak wielką chęcią do życia, od rana potraktowana zapachem świeżego pieczywa i ciepłych konfitur, które babcia miesza w wielkim garze w kuchni. Już nie poczuję woni kwiatów, która unosi się nie wiadomo skąd, nie wiadomo co wyznaczając na swój cel. Nie poczuję tych słodkich chwil spędzonych w rodzinnym gronie, przekomarzając się z kuzynami, pomagając w kuchni mamie i wkładając świerzy bukiet najrozmaitrzych kwiatów do starego wazonu położonego na środku stołu. Jednak tego nie wyczuje byle kto, turysta z aparatem zawieszonym na szyi, robiący zdjęcia wszystkiemu co się rusza. Tsakie coś przeżyje osoba, która widziała dużo rzeczy, a teraz chce zacząć od początku, skupiając się na szczegółach, które potem okazują się tak niezwyłe.
Jednak gdy już jesteś we własnym łóżku, we własnym mieście,we własnym kraju czujesz tęsknotę, ponieważ tego miasta nie da się zapomnieć...

Głosów: 2 ponad 6 lata temu
gudrun
gudrun

-ZADANIE DRUGIE-

W kącie zaciemnionego pomieszczenia przebywała drobna osóbka. Ubrana była w czarną sukienkę sięgającą do kolan, dość stare pantofelki przepięte klamrą i koronkową chustę przykrywającą ramiona. Wyglądała na bardzo smutną... Wpatrywała się namiętnie w obraz, który wisiał nad sąsiednim stolikiem. Obraz przedstawiał wizerunek młodej kobiety o lśniących kręconych włosach i delikatnej twarzy. Gdyby nie donośne: „Zagraj coś jeszcze!” pewnie lustrowałaby malowidło przez cały wieczór. W jednej chwili stukot małych obcasów wypełnił salę. Młoda dama zasiadła do pianina. Poprawiła szal opadający jej z ramion i uderzyła stanowczo w klawisze. Z zabytkowego instrumentu popłynęła dramatyczna melodia. Dziewczynka w skupieniu i jednocześnie z dużą ekspresją przyciskała klawisze wydobywając z nich najczystsze dźwięki.
Dopiero teraz Holy zwrócił na nią uwagę. Rozsiadłszy się w fotelu przy oknie, podpierał głowę na ręce całkowicie oddany rozbrzmiewającej muzyce. W pierwszej chwili wydało mu się iż widzi filigranową kobietę o niezwykle jasnej karnacji. Do głowy mu nie przyszło, że kilka metrów przed nim siedzi dziecko. Dziecko o skórze odcieniem przypominającej mieszaninę wody, białego wina, mleka i wosku. O paznokciach dość długich, w kolorze zgniłej żółci pomieszanej z brązem. I lekko spiczastych uszach, wyciągniętych w swej formie ku górze. Dziecko, które nigdy nie dorośnie…
― Brawo, brawo, bravissimo! ― rozbrzmiało po sali.
Holy ocknął się jakby wyjęty ze snu. Mała osóbka zeskoczyła z drewnianego podestu i ruszyła w jego stronę. Wlepiała w niego swoje zielone błyszczące ślepia. Jej twarz wykrzywiał uśmiech ukazujący nieznacznie zaostrzone kły… Holy w życiu nie widział takiego spojrzenia, takiego wyrazu twarzy…, to tak jakby jednocześnie patrzyła na niego niewiasta o niezwykłej choć dziecinnej urodzie i zarazem martwa porcelanowa figurka.
Dziewczynka przystanęła na krok przed nim.
― Jaka ja maleńka, taka jak okruszek, jaka ja maleńka, tak mnie boli brzuszek, la la la lalala – cichutko zanuciła pod nosem, cały czas wpatrując się w jego oczy.
Nikt jej nie odpowiedział. Zawahała się i dała krok do przodu, teraz stała twarzą w twarz z Holym.
― Tato…? ― zapytała cichutko.
Holy zrobił przerażoną minę. Poczuł jak jego ciało ogarnia przenikliwy chłód.
― Będziesz moim tatusiem?! ― wykrzyczała. Złapała Holyego za ramię wbijając swoje drobne pazurki…
― Będziesz ― dodała szeptem.

Głosów: 5 ponad 6 lata temu
Maynard
Maynard

ZADANIE DRUGIE (po raz drugi)

Tym razem wrzucam opis wampira, który rozrósł się do całego mini-opowiadania. Mam nadzieję, że nie jest za długie i zbyt nużące, Opis stanowi tam, około, 50% całości więc trzymam się chyba ram konkursowych. Opowiadanie jest mini-hołdem i ukłonem w kierunku mojego ulubionego pisarza grozy, H. P. Lovecrafta (niestety nie związanego z Paryżem) stąd w opowiadaniu duża liczba przymiotników w stylu "bluźnierczy". Zabieg jest zamierzony. Zapraszam do lektury:

"Koszmar w katakumbach kabaretu"

Łowczyni weszła do kabaretu i przełączyła gogle na widok C-thtough. Niestety, gęste opary panujące w dosyć mrocznym, secesyjnym wnętrzu pokonały zdobycz domorosłej techniki Sprzysiężenia. Kilkakrotne klikanie nie pomogło więc łowczyni poluzowała skórzane paski i zdecydowanym ruchem nasunęła gogle na spocone czoło, tworząc sobie jednocześnie zgrabną przepaskę na kruczoczarnych dredach. Polowała już szóstą noc z kolei a Paryż o tej porze roku obfitował w Szkodniki. No właśnie, Szkodniki były jej największą zmorą od wczesnych lat dziecinnych. W wieku lat ośmiu, jeszcze jako żebraczka i mieszkaniec paryskich rynsztoków, spostrzegła pierwszego z nich, kilka dni później została przygarnięta przez Sprzysiężenie, wyszkolona i wypuszczona w świat z doniosłą i patetyczną misją całkowitej eksterminacji krwiopijców. Tej nocy łowczyni była przygotowana, napięta niczym struna najlepszego stradivariusa i całkowicie skupiona na zadaniu. Przekroczyła próg kabaretu i wmieszała się w pogrążony w dymnych oparach tłum…

Holy minął drewniane, przegniłe drzwi i skierował się do, oświetlonego migającą na czerwono lampą, korytarza. Mógłby przysiąc że, idąc do toalety, powinno się skręcić właśnie tu ale nigdy wcześniej nie widział ani tych drzwi ani tym bardziej długiego, mrocznego hallu. Po kilku sekundach ciekawość wzięła jednak górę nad niepewnością i mężczyzna podążył przed siebie. Tajemnice i zagadki zawsze go fascynowały a możliwość zwiedzenia trzewi najsławniejszego kabaretu w stolicy rozpusty to nie lada gradka. Nagła chęć skorzystania z toalety ustąpiła jak za dotknięciem magicznej różdżki a zamiast niej Holy czuł, miło łechcące, pulsowanie adrenaliny. Po chwili korytarz skończył się prowadzącymi w dół, spiralnymi schodami a kompletną ciszę wypełniły, wyczuwalne na granicy słyszalności, krzyki. Holy zatrzymał się, lecz zwalczył nagłą, paniczną chęć odwrotu i wstąpił na pierwszy, trzeszczący stopień. Później było już łatwiej. Mroczna klatka schodowa prowadziła dobre kilkadziesiąt metrów w dół. Wszędzie śmierdziało stęchlizną, wilgocią i drewnem. Przy ostatnim stopniu, Holy zachwiał się nagle i runął na kolana. Jego ręce utonęły w morzu pajęczyn i dziwnego, szarego proszku. Wstając, mężczyzna namacał ręką długi, zimny przedmiot. Podniósł go i obejrzał. Była to żelazna, misternie zdobiona kusza. W jej łożysku tkwił zaostrzony pręt, na czubku którego przytwierdzona była fiolka z błyszczącym płynem. Holy, trzymając w ręku broń, ruszył dalej przed siebie.

Po mniej więcej trzydziestu krokach korytarz zakończył się wykutą w litej skalę dziurą u wejścia której szary pył sięgał Holy’emu do pół łydki. Chłopak zajrzał niepewnie do wnętrza rozpadliny lecz to co tam ujrzał zmroziło go do szpiku kości. Nic co do tej pory widział na świecie, nie przygotowało go na to co zobaczył teraz, w podziemiach paryskiego kabaretu.
Podziemna, ogromna grota zasnuta była pajęczynami a jej wnętrze oświetlały dziwne, fosforyzujące grzyby. Ich trupie światło dawało dziwny, przerażający blask w którego świetle Holy zobaczył sięgające sklepienia, wykłute w litej skale nisze. Każdą z nich wypełniały zbutwiałe, drewniane skrzynie z których wysypywał się, znany już Holy’emu szary pył. Gdzie nie gdzie widać było również leżące w nieładzie kości oraz czaszki z, widocznymi wyraźnie, wydłużonymi kłami. Wszędzie panował nieznośny smród wilgoci, stęchlizny i rozkładu. Cała makabryczna atmosfera jaskini zdawała się jednak przyciągać i wabić Holy’ego, który, niczym marionetka, postępował w dół jaskini po wykłutych w skale, śliskich stopniach. Ze zbutwiałych skrzyń, podłogi oraz ścian wystawały, powbijane chaotycznie, żelazne kołki, łudząco podobne do tego który leżał w łożysku znalezionej kuszy. Holy zbliżał się już do odległego końca groty. Panował tam niesamowity, nieprzenikniony mrok, który zdawał się falować i pulsować niczym żywy organizm. Z wnętrza tego koszmarnego cienia wydobywał się dziwaczny odgłos ssania, żucia i mlaskania jak gdyby ucztowało tam stado wygłodniałych hien.

Holy bezszelestnie zbliżył się do dziwnej plamy mroku, jednakże to co tam zobaczył sprawiło, że każdy nerw w jego ciele targnął się i spiął nagłym spazmem grozy i paniki. To coś, co czaiło się w cieniu miało być obrazem, który Holy miał pamiętać przez całe życie. Ta wizja nienazwanego, obrazoburczego zła zdawała się prześladować go już aż do śmierci.

Wijący się mrok okazał się stojącą nieruchomo, niemal ludzką postacią. Mroczna istota mierzyła chyba trzy metry wzrostu, bo przewyższała Holy’ego o kilka głów i miała całkowicie czarną skórę. Nie była to jednak czerń opalonych na tropikalnych wyspach marynarzy, których można było spotkać w paryskich dokach ani taka jaką szczycili się prężący mięśnie negrzy z paryskich cyrków. Skóra istoty była opalizującym, smolistym hebanem a jej nagość sprawiała, iż doskonale widoczne były wszystkie, napięte mięśnie. Tu jednak kończyło się podobieństwo obcego do pięknego, greckiego posągu a wszystkie pozostałe atrybuty jego ciała kojarzyły się raczej z makabrycznymi i okrutnymi wizjami Goi lub Bruegla. Czaszka potwora była całkowicie bezwłosa a od czubka głowy, poprzez kark i cały kręgosłup, biegły zaostrzone, kostne wypustki przypominające rogi lub kolce. Delikatnie przechylona głowa prezentowała twarz niczym z sennego koszmaru godnego rezydenta azylu dla umysłowo chorych. Pozbawione powiek oczy były całkowicie białe i stanowiły upiorny kontrast ze smoliście czarną skórą. W twarzy istoty nie było ust a nos znajdował się pośrodku oczu i były przeraźliwie garbaty. To co zdawało się być wijącym i pulsującym mrokiem, było tak naprawdę częścią aspektu istoty, który całkowicie ją dehumanizował i nadawał jej ostatecznego kształtu bluźnierczego monstrum. Były to mianowicie wyrastające z całego ciała potwora, wijące się i biczujące powietrze, cienkie jak nitki macki. Przypominały one czarne, groteskowe sznurówki lub żywe gałęzie ciernistego krzewu. Każda macka bowiem zakończona była kilkucalowym kolcem. Owe wynaturzone przedłużenia ciała istoty wyrastały z jego ramion, torsu, pleców i nóg a ich liczba była niezliczona. Całkowicie pochłonięty upiorną kontemplacją istoty, Holy dopiero teraz spostrzegł iż potwór w wyciągniętych przed siebie ramionach trzyma bezwładne, dziewczęce ciało. Ofiara ubrana była w dziwaczny, przypominający zbroję kostium, miała poskręcane w przedziwne warkocze, kruczoczarne włosy a z jej czoła zwisały zawieszone na pasku gogle. Z jej pięknych, kształtnych ust sączyła się strużka krwi. Na plecach dziewczyny, Holy dostrzegł mniejszą kopię kuszy, którą znalazł u podnóża schodów. Kilkadziesiąt obrzydliwych macek potwora owiniętych było wokół nadgarstków ofiary, jej szyi oraz miejsc gdzie zbroja pękła odsłaniając delikatną, mlecznobiałą skórę. Właśnie z owych zlepionych z niewinnym ciałem macek wydobywało się okropne i wulgarne mlaskanie. Czarna istota zdawała się nie dostrzegać Holy’ego a okrutna symbioza i rytuał ssania zdawał się trwać już od dobrych kilku minut.

Gdyby Holy, tak jak bezsilna teraz ofiara potwora, przeszedł gruntowne szkolenie w siedzibie Sprzysiężenia, gdyby przeczytał setki grymuarów i tajemnych woluminów, wiedziałby teraz iż ma przed sobą Nadszkodnika, arcywampira z wysokich, klanowych kręgów, który nosił potoczne miano Czarnego Ojca Cierni. Wiedziałby również iż w razie spotkania tego arystokratycznego mordercy jest tylko jedno wyjście – ucieczka.

Cała ta niewiedza była jednak swoistym błogosławieństwem. Holy otrząsnął się z amoku spowodowanego dojmującą paniką i, idąc w sukurs pięknej kobiecie, niewiele myśląc podrzucił kuszę do oka, wycelował i nacisnął spust.
Czas zdawał się zatrzymać. Bełt z dziwną fiolką płynął w powietrzu niczym w płynnym miodzie, mijając wijące się niczym stado kobr, macki. Po chwili z głośnym trzaskiem zagłębił się w plecach wampira. Ojciec Cierni, zbyt zajęty obrazoburczą konsumpcją powoli spojrzał w dół, na swoją hebanowoczarną klatkę piersiową. Po chwili rozległ się głośny świst, a tajemnicze światło z fiolki rozbłysło silniej, prześwietlając potwora przez ciało potwora. Wszystkie macki wydały z siebie ogłuszający wizg a bezusta twarz wykrzywiła się w paroksyzmie bólu. Holy upadł na kolana i zasłonił uczy. Po chwili macki potwora wniknęły z powrotem w jego ohydne ciało a Ojciec Cierni skurczył się w sobie, po czym implodował i zmienił się w cuchnącą, parującą maź. Ciało dziewczyny upadło miękko w szary pył.
Holy podbiegł do ofiary wampira i chwycił jej siny nadgarstek. Puls był słabo wyczuwalny a dziewczyna oddychała płytko i niejednostajnie. Chłopak wziął ją na ręce i nie oglądając się za siebie pobiegł w kierunku wyjścia z mrocznej jaskini, depcząc po ostrozębych czerepach.

Wirujący, szary pył, jedyna pozostałość po paryskich wampirach opadł po kilku sekundach. W grocie zapanowała grobowa cisza a czas znów zaczął płynąć miarowo i jednostajnie.
Kilka minut później z niszy pod sufitem uniosła się niewielka, niemal dziecięca postać. Jej czerwone oczy z nienawiścią rozbłysły w mroku.

Głosów: 3 ponad 6 lata temu
Maynard
Maynard

ZADANIE DRUGIE (po raz drugi)

Tym razem wrzucam opis wampira, który rozrósł się do całego mini-opowiadania. Mam nadzieję, że nie jest za długie i zbyt nużące, Opis stanowi tam, około, 50% całości więc trzymam się chyba ram konkursowych. Opowiadanie jest mini-hołdem i ukłonem w kierunku mojego ulubionego pisarza grozy, H. P. Lovecrafta (niestety nie związanego z Paryżem) stąd w opowiadaniu duża liczba przymiotników w stylu "bluźnierczy". Zabieg jest zamierzony. Zapraszam do lektury:

"Koszmar w katakumbach kabaretu"

Łowczyni weszła do kabaretu i przełączyła gogle na widok C-thtough. Niestety, gęste opary panujące w dosyć mrocznym, secesyjnym wnętrzu pokonały zdobycz domorosłej techniki Sprzysiężenia. Kilkakrotne klikanie nie pomogło więc łowczyni poluzowała skórzane paski i zdecydowanym ruchem nasunęła gogle na spocone czoło, tworząc sobie jednocześnie zgrabną przepaskę na kruczoczarnych dredach. Polowała już szóstą noc z kolei a Paryż o tej porze roku obfitował w Szkodniki. No właśnie, Szkodniki były jej największą zmorą od wczesnych lat dziecinnych. W wieku lat ośmiu, jeszcze jako żebraczka i mieszkaniec paryskich rynsztoków, spostrzegła pierwszego z nich, kilka dni później została przygarnięta przez Sprzysiężenie, wyszkolona i wypuszczona w świat z doniosłą i patetyczną misją całkowitej eksterminacji krwiopijców. Tej nocy łowczyni była przygotowana, napięta niczym struna najlepszego stradivariusa i całkowicie skupiona na zadaniu. Przekroczyła próg kabaretu i wmieszała się w pogrążony w dymnych oparach tłum…

Holy minął drewniane, przegniłe drzwi i skierował się do, oświetlonego migającą na czerwono lampą, korytarza. Mógłby przysiąc że, idąc do toalety, powinno się skręcić właśnie tu ale nigdy wcześniej nie widział ani tych drzwi ani tym bardziej długiego, mrocznego hallu. Po kilku sekundach ciekawość wzięła jednak górę nad niepewnością i mężczyzna podążył przed siebie. Tajemnice i zagadki zawsze go fascynowały a możliwość zwiedzenia trzewi najsławniejszego kabaretu w stolicy rozpusty to nie lada gradka. Nagła chęć skorzystania z toalety ustąpiła jak za dotknięciem magicznej różdżki a zamiast niej Holy czuł, miło łechcące, pulsowanie adrenaliny. Po chwili korytarz skończył się prowadzącymi w dół, spiralnymi schodami a kompletną ciszę wypełniły, wyczuwalne na granicy słyszalności, krzyki. Holy zatrzymał się, lecz zwalczył nagłą, paniczną chęć odwrotu i wstąpił na pierwszy, trzeszczący stopień. Później było już łatwiej. Mroczna klatka schodowa prowadziła dobre kilkadziesiąt metrów w dół. Wszędzie śmierdziało stęchlizną, wilgocią i drewnem. Przy ostatnim stopniu, Holy zachwiał się nagle i runął na kolana. Jego ręce utonęły w morzu pajęczyn i dziwnego, szarego proszku. Wstając, mężczyzna namacał ręką długi, zimny przedmiot. Podniósł go i obejrzał. Była to żelazna, misternie zdobiona kusza. W jej łożysku tkwił zaostrzony pręt, na czubku którego przytwierdzona była fiolka z błyszczącym płynem. Holy, trzymając w ręku broń, ruszył dalej przed siebie.

Po mniej więcej trzydziestu krokach korytarz zakończył się wykutą w litej skalę dziurą u wejścia której szary pył sięgał Holy’emu do pół łydki. Chłopak zajrzał niepewnie do wnętrza rozpadliny lecz to co tam ujrzał zmroziło go do szpiku kości. Nic co do tej pory widział na świecie, nie przygotowało go na to co zobaczył teraz, w podziemiach paryskiego kabaretu.
Podziemna, ogromna grota zasnuta była pajęczynami a jej wnętrze oświetlały dziwne, fosforyzujące grzyby. Ich trupie światło dawało dziwny, przerażający blask w którego świetle Holy zobaczył sięgające sklepienia, wykłute w litej skale nisze. Każdą z nich wypełniały zbutwiałe, drewniane skrzynie z których wysypywał się, znany już Holy’emu szary pył. Gdzie nie gdzie widać było również leżące w nieładzie kości oraz czaszki z, widocznymi wyraźnie, wydłużonymi kłami. Wszędzie panował nieznośny smród wilgoci, stęchlizny i rozkładu. Cała makabryczna atmosfera jaskini zdawała się jednak przyciągać i wabić Holy’ego, który, niczym marionetka, postępował w dół jaskini po wykłutych w skale, śliskich stopniach. Ze zbutwiałych skrzyń, podłogi oraz ścian wystawały, powbijane chaotycznie, żelazne kołki, łudząco podobne do tego który leżał w łożysku znalezionej kuszy. Holy zbliżał się już do odległego końca groty. Panował tam niesamowity, nieprzenikniony mrok, który zdawał się falować i pulsować niczym żywy organizm. Z wnętrza tego koszmarnego cienia wydobywał się dziwaczny odgłos ssania, żucia i mlaskania jak gdyby ucztowało tam stado wygłodniałych hien.

Holy bezszelestnie zbliżył się do dziwnej plamy mroku, jednakże to co tam zobaczył sprawiło, że każdy nerw w jego ciele targnął się i spiął nagłym spazmem grozy i paniki. To coś, co czaiło się w cieniu miało być obrazem, który Holy miał pamiętać przez całe życie. Ta wizja nienazwanego, obrazoburczego zła zdawała się prześladować go już aż do śmierci.

Wijący się mrok okazał się stojącą nieruchomo, niemal ludzką postacią. Mroczna mierzyła chyba trzy metry wzrostu, bo przewyższała Holy’ego o kilka głów i miała całkowicie czarną skórę. Nie była to jednak czerń opalonych na tropikalnych wyspach marynarzy, których można było spotkać w paryskich dokach ani taka jaką szczycili się prężący mięśnie negrzy z paryskich cyrków. Skóra istoty była opalizującym, smolistym hebanem a jej nagość sprawiała, iż doskonale widoczne były wszystkie, napięte mięśnie. Tu jednak kończyło się podobieństwo obcego do pięknego, greckiego posągu a wszystkie pozostałe atrybuty jego ciała kojarzyły się raczej z makabrycznymi i okrutnymi wizjami Goi lub Bruegla. Czaszka potwora była całkowicie bezwłosa a od czubka głowy, poprzez kark i cały kręgosłup, biegły zaostrzone, kostne wypustki przypominające rogi lub kolce. Delikatnie przechylona głowa prezentowała twarz niczym z sennego koszmaru godnego rezydenta azylu dla umysłowo chorych. Pozbawione powiek oczy były całkowicie białe i stanowiły upiorny kontrast ze smoliście czarną skórą. W twarzy istoty nie było ust a nos znajdował się pośrodku oczu i były przeraźliwie garbaty. To co zdawało się być wijącym i pulsującym mrokiem, było tak naprawdę częścią aspektu istoty, który całkowicie ją dehumanizował i nadawał jej ostatecznego kształtu bluźnierczego monstrum. Były to mianowicie wyrastające z całego ciała potwora, wijące się i biczujące powietrze, cienkie jak nitki macki. Przypominały one czarne, groteskowe sznurówki lub żywe gałęzie ciernistego krzewu. Każda macka bowiem zakończona była kilkucalowym kolcem. Owe wynaturzone przedłużenia ciała istoty wyrastały z jego ramion, torsu, pleców i nóg a ich liczba była niezliczona. Całkowicie pochłonięty upiorną kontemplacją istoty, Holy dopiero teraz spostrzegł iż potwór w wyciągniętych przed siebie ramionach trzyma bezwładne, dziewczęce ciało. Ofiara ubrana była w dziwaczny, przypominający zbroję kostium, miała poskręcane w przedziwne warkocze, kruczoczarne włosy a z jej czoła zwisały zawieszone na pasku gogle. Z jej pięknych, kształtnych ust sączyła się strużka krwi. Na plecach dziewczyny, Holy dostrzegł mniejszą kopię kuszy, którą znalazł u podnóża schodów. Kilkadziesiąt obrzydliwych macek potwora owiniętych było wokół nadgarstków ofiary, jej szyi oraz miejsc gdzie zbroja pękła odsłaniając delikatną, mlecznobiałą skórę. Właśnie z owych zlepionych z niewinnym ciałem macek wydobywało się okropne i wulgarne mlaskanie. Czarna istota zdawała się nie dostrzegać Holy’ego a okrutna symbioza i rytuał ssania zdawał się trwać już od dobrych kilku minut.

Gdyby Holy, tak jak bezsilna teraz ofiara potwora, przeszedł gruntowne szkolenie w siedzibie Sprzysiężenia, gdyby przeczytał setki grymuarów i tajemnych woluminów, wiedziałby teraz iż ma przed sobą Nadszkodnika, arcywampira z wysokich, klanowych kręgów, który nosił potoczne miano Czarnego Ojca Cierni. Wiedziałby również iż w razie spotkania tego arystokratycznego mordercy jest tylko jedno wyjście – ucieczka.

Cała ta niewiedza była jednak swoistym błogosławieństwem. Holy otrząsnął się z amoku spowodowanego dojmującą paniką i, idąc w sukurs pięknej kobiecie, niewiele myśląc podrzucił kuszę do oka, wycelował i nacisnął spust.
Czas zdawał się zatrzymać. Bełt z dziwną fiolką płynął w powietrzu niczym w płynnym miodzie, mijając wijące się niczym stado kobr, macki. Po chwili z głośnym trzaskiem zagłębił się w plecach wampira. Ojciec Cierni, zbyt zajęty obrazoburczą konsumpcją powoli spojrzał w dół, na swoją hebanowoczarną klatkę piersiową. Po chwili rozległ się głośny świst, a tajemnicze światło z fiolki rozbłysło silniej, prześwietlając potwora przez ciało potwora. Wszystkie macki wydały z siebie ogłuszający wizg a bezusta twarz wykrzywiła się w paroksyzmie bólu. Holy upadł na kolana i zasłonił uczy. Po chwili macki potwora wniknęły z powrotem w jego ohydne ciało a Ojciec Cierni skurczył się w sobie, po czym implodował i zmienił się w cuchnącą, parującą maź. Ciało dziewczyny upadło miękko w szary pył.
Holy podbiegł do ofiary wampira i chwycił jej siny nadgarstek. Puls był słabo wyczuwalny a dziewczyna oddychała płytko i niejednostajnie. Chłopak wziął ją na ręce i nie oglądając się za siebie pobiegł w kierunku wyjścia z mrocznej jaskini, depcząc po ostrozębych czerepach.

Wirujący, szary pył, jedyna pozostałość po paryskich wampirach opadł po kilku sekundach. W grocie zapanowała grobowa cisza a czas znów zaczął płynąć miarowo i jednostajnie.
Kilka minut później z niszy pod sufitem uniosła się niewielka, niemal dziecięca postać. Jej czerwone oczy z nienawiścią rozbłysły w mroku.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
gudrun
gudrun

ZADANIE PIERWSZE - MÓJ PARYŻ

Dla mnie Paryż to miejsce magiczne. Miejsce, które widzę trochę przez pryzmat bohemy artystycznej, zadymionych kafejek, kabaretów, niebywałego klimatu… Mój Paryż to MAGIC PARIS ->

Mesdames et Messieurs! Mam zaszczyt zaprosić na przedstawienie niezwykłe, porywające, na przedstawienie, o którym długo nie zapomnicie! Czy jesteście gotowi???
----Tututuru, tututuru! Kurtyna w górę! Zaczynamy! Przed Państwem Bogini Tajemnic – piękna i utalentowana Ionia!!! Ionia to pseudonim artystyczny Clementine De Verte córki znanych iluzjonistów. Sami powiedzcie, czyż mieszkając dosłownie nad magicznym sklepikiem w Paryżu, można obrać inną drogę aniżeli świat iluzji? A skoro o magicznym Paryżu mowa, kto lepiej mógłby mi towarzyszyć od tajemniczej Ionii? Zanim udamy się na spektakl do kabaretu Crazy Horse, zapraszamy Państwa na małą wędrówkę… Z Ionią nie straszne mi odległości, w końcu ona zna czary ;) Co ja widzę…! - nim zdążyłam skończyć zdanie już znalazłam się przy karuzeli u podnóża Bazyliki Sacré-Cœur, a tu młody dżentelmen żongluje niebywała ilością wielokolorowych piłeczek. Ionia zatrzymuje się przy nim i zaczyna tańczyć. Przechodnie są zachwyceni. Biją brawo, śmieją się i rzucają w stronę artystów pobłyskujące monety. Ionia jest niezwykła! Gdy mnie zauważa w tłumie gapiów zdejmuje z ramion swój szal i w jednej chwili wszystko traci na ostrości. Bum! Wylądowałam na czymś twardym. Obok mnie zabrzęczały bransolety. To Ionia. Jesteśmy teraz w Muzeum Figur Woskowych nazywanym Muzeum Grévina. Podnoszę się. Zerkam na zegarek –jest południe, a więc czas na występy iluzjonistów i mimów. Warto wspomnieć iż najwięksi iluzjoniści zaczynali karierę właśnie tutaj! Niesamowite! Czuję się jak we śnie! Elegancko ubrany mężczyzna właśnie kroi na scenie drewnianą skrzynię z której wystaje kobieca głowa i stopy. Dla lepszego efektu spod skrzyni kapie… -krew? Słyszę klika pisków wśród publiki, a jedno z dzieci nawet płacze. Może lepiej jak pójdziemy dalej? Ionia chyba czyta w moich myślach, bo już po chwili lądujemy w małej kafejce na Montmartre. Zamawiam przepyszną kawę i bułkę z ciasta francuskiego. Dziwne, bo kelnerkę jakbym skądś znała. Czyżby to była Amelia? Nie, to niemożliwe. Najedzona i pełna chęci na jeszcze –trafiam w końcu do celu naszej podróży, czyli do Szalonego Konia. Miejsca, gdzie piękne dziewczęta z całego świata, klowni, iluzjoniści – dają niezwykłe przedstawienia. Ojej, ojojoj, oj… Ten Crazy Horse to chyba nie dla mnie… Co prawda tajemniczo jest, ciekawie też, ale aż nadto erotycznie… Myślę, że panom spodobałoby się tutaj bardziej, ja lepiej pójdę pospacerować wzdłuż Luwru… Ionia? Ionia, jesteś tu? Nagle zrobiło się strasznie ciemno. Zaczęłam spadać, machałam mocno rękami, uderzyłam o coś nogą. Aaaaaaaaaaaaaaa! Paryż, Paryż, magia… Obudziłam się w swoim pokoju głęboko łapiąc oddech. A więc to tylko sen… Sen o moim Paryżu…

Głosów: 2 ponad 6 lata temu
nikira
nikira

Zadanie DRUGIE

Doprawdy, czemu zgodziłem się iść na tę pseudo rewię – mruknął Klaus zaciągając się cygarem. Tak naprawdę nie musiał się nad tym zastanawiać, odpowiedz była prosta- Sofii. Przybiegła do niego za raz po zmroku i zaczęła namawiać by koniecznie poszedł z nią. Nie lubiła nigdzie chodzić sama bo uważała to za rzecz w złym guście. A Klaus wreszcie zgodził się iść tylko dlatego, że obiecała mu dużo darmowych drinków. Krwawych oczywiście.
Teraz siedział w zatłoczonej Sali a rozentuzjazmowana Sofii skakała obok. Klaus nie mógł zrozumieć, jak to możliwe, że ktoś kto żyje (a raczej nie-żyje) tak długo nie był jeszcze znudzony tym całym ludzkim cyrkiem i jeszcze mu się cokolwiek chciało. Pociągnął ją za rękaw i syknął prosto do ucha- gdzie. moja. krew? – oh nie martw się, już nie długo. Najpierw popatrzy trochę na występ, zgoda?
Klaus był tak zajęty swoim pragnieniem, że nawet nie zauważył jak sala wypełniła się innymi wampirami. Najważniejsze było, że siedział, teraz pozostawało mu tylko czekać na obiecaną atrakcję wieczoru. Usiadł wygodniej, przeczesał ciemne włosy i rozpiął szyty na miarę czarny frak. Leniwie wyjął złoty zegarek na łańcuszku, o jakim inni mogli tylko pomarzyć i znudzony zaczął się nim bawić. Nie wiedział, że po drugiej stronie Sali przyglądają mu się dwa wampiry szepczące między sobą. Nie trzeba przytaczać całej rozmowy by wiedzieć o czym tak dyskutowały – patrz, to ten pan arystokrata – co on trzyma w ręce? To chyba nie jest prawdziwe złoto…? – oczywiście, że jest..
Tak, Klaus był powszechnie nielubiany – łagodnie rzecz ujmując. Jednak jemu samemu zdawało się to nie przeszkadzać (bo zakładamy, że o tym wiedział). Ale przecież jako jedna z najbardziej wpływowych osób w tym przeklętym miasteczku.
Klas schował złoty drobiazg i znudzony czekaniem zaczął rozglądać się po sali w poszukiwaniu soczystej ofiary. - Tak, ta się nada…- pomyślał wstając by bliżej zapoznać się z upatrzoną dziewczyną.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
Dariaaa
Dariaaa

ZADANIE PIERWSZE:

Stoję na środku ruchliwej ulicy. Oczywiście. Ludzie śpieszą się do pracy i szkoły, na spotkania; wszędzie panuje tłok i zamieszanie. Przepycham się przez tłum ludzi, by dojść na wąską uliczkę odchodzącą między budynki. Ruszam nią powolnym krokiem. Tutaj wreszcie jest spokój. Idę opanowana, mimo, że widok dookoła, przyprawia mnie o dreszcze. Chociaż jest ranek, to droga, którą kroczę znajduje się w półmroku. Ściany zabudowań są zbezczeszczone, powybijanie okna i popisane ściany przyciągają moją uwagę w negatywnym stopniu. Słyszę czyjeś kroki, ktoś mnie śledzi. Odwracam się, nie ma nikogo. To tylko moja wyobraźnia. Ruszam dalej, szelesty porozrzucanych na uliczce śmieci wzbudzają mój niepokój. Jednak nie zatrzymuje się i nie zawracam biegiem z wrzaskiem. Wiem, że zaraz znajdę się w raju… Doszłam. Olbrzymi ogród roztacza się w zasięgu mojego wzroku. Tysiące kwiatów, kilkanaście drzew, mała fontanna w samym środku kwietnika… Wszystko to jest moje. Najpiękniejszy widok na świecie. Jedyne miejsce, gdzie mogę tak naprawdę być sobą. To właśnie jest MÓJ PARYŻ.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
Tanashi
Tanashi

ZADANIE PIERWSZE - "MÓJ PARYŻ"

„Mój Paryż” przypomina nieco ten z filmu „Amelia”. Brukowane uliczki, radosne elewacje budynków, kawiarenki kuszące zapachem kawy i pysznymi croissantami, urocze kamieniczki od których nie można oderwać oczu… Ten Paryż jest spokojny, czas w nim zatrzymał się w miejscu, razem z parującą kawą i zachwyconymi ludźmi spacerującymi po mieście, w którym spełniają się marzenia. Kelner proponuje brioche z czekoladą, a w tle płynie wspaniała muzyka w stylu retro. „Mój Paryż” to mała chwila szczęścia i oderwanie się od rzeczywistości… I mam nadzieję, że kiedyś go takim zobaczę.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
Tanashi
Tanashi

ZADANIE DRUGIE:

Holy Plotter usiadł przy jednym z okrągłych stolików, przyozdobionym bordowym materiałem. Na scenie Josephine efektownie kręciła piruety, a banany bujały się rytmicznie wokół jej talii. Holy rozejrzał się po sali, stwierdzając ze zgrozą, że w pomieszczeniu aż roi się od wampirów. Co więcej, w głównej sali teatru znajdowały się same kobiety- wampiry. Holy przełknął ślinę.
Wszystkie odważnie wpatrywały się w pozostałych widzów, którzy najwyraźniej jeszcze nie zorientowali się w sytuacji. Uwagę Holy’ ego zwróciła tylko jedna osóbka. Była jedyną wampirzycą, która nie należała do specjalnie zainteresowanych tym, co działo się wokół. Miała porcelanową cerę, a jej twarz okalała burza kasztanowych loków, które nieudolnie próbowała zebrać w kucyk starą klamrą. Miała nieobecne, błękitne oczy wpatrujące się z zamyśleniem w wirującą Josephine. Wolno sączyła podejrzanie krwistoczerwonego drinka, co jakiś czas odpowiadając na pytania siedzącego obok grubego jegomości.
Po mniej więcej piętnastu minutach wstała, a Holy mógł teraz obserwować jej nienaganną figurę w całej okazałości. Była chuda, co dodatkowo podkreśliła kremową, falbaniastą sukienką. Sięgnęła po leżący na stoliku obok kapelusz i zgrabnie włożyła go na głowę. Lekkim krokiem podeszła na scenę, lustrując wszystkich gości. Uniosła dłoń. Plotter zauważył ogromny, bordowy pierścionek na palcu.
Wszystkie oczy zwróciły się na nią. Josephine ustąpiła miejsca. Gdy wampirzyca stanęła na scenie, w lepszym oświetleniu, Holy zauważył, że ma piegowatą twarz i mały pieprzyk nad górą wargą. Spojrzała na niego. Wciąż miała to nieobecne, trochę znudzone spojrzenie. Ktoś zaczął grać na pianinie, a dziewczyna otworzyła usta, z których wydobyły się pierwsze słowa piosenki…
Wszyscy ucichli. Holy wstrzymał oddech, obawiając się, że będzie on zbyt głośny i zagłuszy delikatny głosik wampirzycy. Śpiewała jakąś płaczliwą balladę, ale nie słowa były ważne. Dziewczyna miała głos, jakby miała zaraz zasnąć… ale jednocześnie był tak piękny, że nikt nie był w stanie myśleć o niczym innym.
Zdjęła kapelusz i rozpuściła włosy. Dopiero teraz ujrzał jej prawdziwe oblicze- z bujnymi włosami nabrała ostrzejszych rysów twarzy. Uśmiechnęła się pogardliwie i zakończyła piosenkę.
-A teraz, drogie panie- powiedziała cieniutkim głosikiem- Rozpoczynamy kolację!
Sekundę później rzuciła się na któregoś z oczarowanych panów w pierwszym rzędzie. Była tak szybka, że Holy’ emu przed oczami mignęły tylko falbanki i ogromny pierścionek.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
bellatrins96
bellatrins96

ZADANIE DRUGIE

Stoję w najciemniejszym rogu pomieszczenia uważanego za restaurację. Serce bije mi jak oszalałe. W każdej chwili mogą mnie zobaczyć, chodź dzisiejszego wieczoru nie odróżniam się od nich wyglądałem. Trupio blada skóra, ciemne oczy, krwisto czerwone usta i sukienka skradziona jednej z tancerek. Wszystko tylko po to aby go zobaczyć.
I widzę go. Jakob. Niesamowicie przystojny spowity w czerń. Siedzi przy samej scenie, zaciąga się cygarem, przy czym jego czarne jak węgiel oczy iskrzą. Rozmawia z jakimś innym wampirem. Śmieję się. Gdyby wiedział, że tu jestem wpadłby w szał.
Nagle odwraca głowę. Patrzy w moją stronę. Kręci głową zrezygnowany i wstaje. Idzie do mnie. Po co ja ku przyszłam!
- Dlaczego tu przyszłaś? – Pyta chrapliwym głosem. Chwyta mnie za ramiona i potrząsa jak marionetką. – Tyle razy cię prosiłem.
Nic mu nie odpowiadam, tylko patrzę w te jego cudowne oczy. Czuję jak cała złość z niego uchodzi i staje się łagodny jak zwykle.
Łagodny… O żadnym innym wampirze z tej sali bym tego nie powiedziała, ale ona to, co innego. Nawet zachowywał się inaczej niż inni jego pobratymcy. Zawsze uprzejmy w stosunku do śmiertelników, nigdy swoich ofiar nie traktował jak zwierząt. Był po prostu ludzki.
- Eleno, przecież wież, że nie możemy być razem. To zbyt niebezpieczne. Zrozum, musisz odejść – mówi to patrząc mi w oczy. Wiem, że mnie kocha. Tak samo jak ja jego. Pierwszy raz spotykam wampira, który odchów inne uczucia niż nienawiść. Jak na przerażającego stwora jest wrażliwy, ale ma rację. Powinnam odejść. Tyle, że ja nie potrafię bez niego żyć, tak samo jak bez powietrza. Tyle razem przeszliśmy…
- Odejść, bo będę musiał cię zabić! – Błaga rozpaczliwym głosem. Nie mogę tego słuchać. Wybiegam stamtąd, jak najdalej od niego.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
szarikow
szarikow

Mój Paryż... Moje miasto... Miasto moich marzeń...
Niegdyś Paryż był dla mnie jedynie stolicą jednego z najbardziej wpływowych krajów Europy, centrum mody i elegancji oraz tym miastem, w którym są dwa bardzo charakterystyczne zabytki: Wieża Eiffla, Łuk Tryumfalny. Teraz..
Jaki jest mój Paryż teraz? Teraz kiedy wiem o nim o wiele więcej niż wtedy gdy postrzegałam go jak przeciętny człowiek nie mający pojęcia o czym tak naprawdę mówi.
Teraz Paryż jest dla mnie miastem ukojenia, spokoju, eleganckiej ciszy... To miasto uczy. Kiedy pierwszy raz zetknęłam się najpierw z historią Francji, a następnie z tym wspaniałym monumentalnym miastem poczułam, że coś we mnie pękło. Zaczęłam wiedzieć zupełnie innymi oczami tę metropolię.
Mój Paryż to już nie wieża Eiffla, to nie Łuk Tryumfalny, to nie Pola Elizejskie i moda, elegancja! Mój Paryż to rzeczy małe, na które większość przewodników nie zwraca uwagi, to miejsca, którymi biuro podróży nie zawraca sobie głowy, to cisza...
Nigdy nie zapomnę widoku Sekwany, jej powierzchni monumentalnie falującej w świetle słońca czy Księżyca, to naprawdę nie ważne zawsze sprawia tą atmosferę, tej osobliwości i charakteru. Może to niektórych oburzy, ale Sekwana przypomniała mi widok tej rzeki, która jest dla mnie jak aorta w mym ciele- Wisły. Dlatego tak wielkim sentymentem darzę tę rzekę gdyż nie dała mi zapomnieć o tym co najważniejsze o ojczyźnie.
Kolejna rzecz, która mi na zawsze zapadła mi w pamięć to sklepiki z markizami. ktoś powie: " spójrz na Wieżę Eiffla, to dopiero cud rąk ludzkich"`, a ja odpowiem " ale moje sklepiki żyją tylko dla mnie...".
Bilety do metra walające się na stacjach- zawsze bardzo mnie śmieszyły, bo pokazywały prawdziwe życie ludzi ich niedbałość, ich zabieganie.
Mój Paryż to miasto wiatru. To fabuła, to atmosfera, która dodała uroku książce Century, mojej ulubionej.
Mój Paryż to restauracja Cybel, którą darzę ogromnym sentymentem!
Te wszystkie rzeczy to jest MÓJ PARYŻ! Te małe szczególiki w ogromnej metropolii to jest właśnie MÓJ PARYŻ! Ta część tego miasta żyje tylko dla mnie...

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
szarikow
szarikow

Holy niecierpliwie rozglądała się czekając na sztukę. Lustrowała swoim wzrokiem każdą balustradę, każdą lożę. Szukała gdzieś czegoś, a może kogoś znajomego. Ludzie głośno szemrali, niektórzy przepychali się w poszukiwaniu miejsca. W teatrze panował półmrok, zdawać się mogło, że słabe światło pochodzi od złotych zdobień. Obserwując każdą rzecz i każdego widza dostrzegła w pewnym momencie coś. Nie, nie to raczej ktoś. Grupa ludzi, poważnych, czarujących, a zarazem budzących grozę. Mniej więcej po środku siedział mężczyzna. To on najbardziej przykuwał uwagę. Obok niego usadowiła się dama w średnim wieku, poważna, szczupła z dużym biustem. Holy nie mogła oderwać od niego wzroku. Zawsze pociągali ją starsi mężczyźni, ale teraz to… Wiedziała, że wygląda idiotycznie kiedy jest odwrócona o 90 stopni i gapi się jak sroka w gnat na jednego z tysiąca widzów, ale to uczucie było od niej silniejsze. Czuła się niczym dziecko obserwujące od stóp do głów wszystkich stojących blisko niego, ale cóż jakaś niewidzialna siła kazała się jej upajać widokiem, który był i tak zbyt krótki i niewystarczający. Patrzyła na jego czarną, bujną czuprynę. Obserwował coś swoimi niewidzącymi piwnymi oczami, które zdawały się być czarną dziurą pochłaniającą życie i śmierć. Dzięki bladej cerze wydawał się o wiele młodszy niż był. A wiedziała, że przeżył nie jedną dekadę więcej niż wyglądał. Czuła to. Holy patrzyła z uwielbieniem na jego czerwone usta, piła z nich, niczym dojrzałe wino. Ach! Gdyby tylko znała jego imię. Wystarczyłoby jej to do końca życia. Na jego szczupłej sylwetce wspaniale leżała wykrochmalona koszula, surdut angielski i nieskazitelna mucha. Wtem cała atmosfera prysła. Jakaś część pięknego snu prysła i wszystko z dalekich marzeń zamieniło się w koszmar. Obiekt pożądania Holy powoli odwracał wzrok w jej stronę. Co za wstyd! Co za upokorzenie! Co za rozpacz! O zgrozo! Nie wiedziała co począć. Była sparaliżowana. On patrzył na nią z pogardą. Wiedziała, że to nie może być człowiek. Musiała widzieć, co do niej czuł, jaką złość, jaką nienawiść. Wtem zobaczyła jak jego monumentalne usta zaczynają się wykrzywiać w złowrogim uśmiechu. Obnażył swoje nieludzkie kły i… I wtedy rozpoczął się spektakl kabaretowy. Usiadła normalnie, ale nie mogła się skupić na sztuce. Zachodziła w głowę przez cały czas trwania występu czy to co widziała to prawda czy może jej fantazja za daleko zabrnęła…
Głosów: 0 ponad 6 lata temu
Kasia9
Kasia9

Zadanie drugie:
Na pierwszy rzut oka trudno było odróżnić wśród gości krwiopijców tylko z nazwy od tych kulinarnych. Epoka masowego opalania tudzież środków słońcopodobnych rodem z fabryki chemicznej jeszcze nie nadeszła, dlatego bladość nie była cechą świadczącą o przynależności do danego gatunku. Szybciej można było to rozpoznać po szerokim uśmiechu, w którym błyskały rzędy olśniewająco białych zębów, niektórych dłuższych i ostrzejszych niż u zwykłego bywalca tego przybytku i padołu ziemskiego. Oczywiście niektórzy wyróżniali się strojem , jakby kapkę nie z tej epoki, czego już nie można było złożyć na kark konserwatyzmu. Wynikało to raczej z tego, że osobnicy Ci zbyt długo przysnęli w meblach typu pogrzebowo-cmentarnego. Jednak sława Josephiny Baker dotarła do najdalszych zakątków i nawet te egzemplarze najbardziej unikające wrzawy oraz rozpoznania skusiły się na zobaczenie piękności w spódniczce z bananów. Co jeszcze wyróżniało ród Draculi i Nosferatu od śmiertelnych? Obycie towarzyskie i kulturalne, że o zasobności portfeli nie wspomnę. To na ich stolikach były najlepsze trunki, jednak gospodarze nie korzystali z butelek, były one dla towarzyszy nie gustujących w żyłach i tętnicach . Wystarczało jedne ich spojrzenie, że ten, który jeszcze przed chwilą zarzekał się, iż ich nie znał przypominał sobie długą historię znajomości z nimi. Panowie i panie z kręgów krwią pachnących mieli magnetyczną siłą oddziaływania, byli duszą towarzystwa, chociaż, niektórzy z ich rozmówców znikali nie pojawiając się już nigdy. Ze sceny można było zauważyć o wiele więcej niż można by sądzić. Szczególnie, to, że pewni goście nie posiadali swego odbicia w żadnym z licznych luster zdobiących ściany lub na przykład ich szybkie wyjście przed wschodem słońca, nigdy później.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
karolas2
karolas2

ZADANIE PIERWSZE

Gdzie w powietrzu roznosi się zapach perfum Jeana-Baptisty Grenouille'a,
gdzie na Saint Germain spacerują spóźnieni kochankowie,
gdzie Sekwana kołysze barkę Williama Whartona,
gdzie w cieniu Notre Dame tańczy Esmeralda,
gdzie Trzej Muszkieterowie szarmancko uchylają kapelusza Kameliowej Damie,
gdzie Maria Curie-Skłodowska siedząc na ławeczce w Lasku Bulońskim słucha zwierzeń Ojca Goriot,
gdzie w Dome des Invalides snem wiecznym spoczywa Napoleon,
gdzie na Polach Elizejskich echo "Odę" powtarza,
gdzie Luwr skrywa da Vinci dzieła -
- voila! ces't mon Paris! Mozaika historii i wyobrażeń.

Głosów: 2 ponad 6 lata temu
Faledor
Faledor

Wolne? - zapytał Holy wskazując wymownym gestem jedno z nielicznych pustych krzeseł. Siedzący najbliżej mężczyzna powoli odwrócił ku niemu swoją twarz taksując go wzrokiem spod lekko zmrużonych powiek. Dopiero teraz Holy zwrócił uwagę na nienaturalną bladość jego cery. "Żeby mi tu nie zemdlał" - pomyślał, ale zrobiło mu się dziwnie nieswojo. Mimo to siadł mając zamiar zapomnieć o niemiłym wrażeniu, przy pląsach gorącej, czarnoskórej tancerki. Byłby tak zrobił, gdyby nie uczucie obserwowania z boku. Odwrócił odruchowo głowę w stronę bladego gościa i zamarł, bo tamten uśmiechnął się lekko odsłaniając przydługie zęby górne, co robiło makabryczne wrażenie. Holy przyjrzał się dokładnie sąsiadowi. Uwagę przykuwał kolczyk w jego uchu, którego centrum stanowił czerwony kamień w kształcie kropli. Jego oczy były czarne, ciągle lekko zmrużone i ocienione długimi czarnymi rzęsami, co sprawiało wrażenie głębokich dołów na zbyt jasnej twarzy. Usta też bardzo wyraźnie odcinały się od bladości cery; były wąskie i koloru karminowego. Czarne włosy przystrzyżone miał na pazia i przykryte czapeczką założoną na bakier. "Gdyby nie nienaturalnie wydłużone kły, można by go wziąć za jakiegoś artystę lub mima" - przyszło do głowy Holy'emu. Mimo tego, iż występ zaczął się chwilę temu, nie mógł już się skupić na boskim, wysportowanym ciele tancerki. Jego oczy ciągle powracały do postaci z boku. Holy zaczął odczuwać niepokój. Szczupła dłoń jego sąsiada wyposażona w zbyt długie, jak na mężczyznę paznokcie zaczęła przebierać niecierpliwie palcami. Holy uzmysłowił sobie z przerażeniem, że czarnooki mężczyzna patrzy wciąż na jeden punkt jego ciała. Pulsowała tam rytmicznie i coraz szybciej tętnica szyjna.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
Da-Nutka
Da-Nutka

Mój Paryż
Prawdę mówiąc, nigdy mnie do niego nie ciągnęło, ale zdarzyło mi się pojechać tam jeszcze w czasach naszego socjalizmu, pod koniec lat siedemdziesiątych, jako młodziutkiej dziewczynie no i jednak mnie zauroczył. Był to mój pierwszy wyjazd na tak daleki zachód, dlatego wszystko dla mnie było inne, niemal egzotyczne, kolorowe... Paryż jawił mi się jako miasto wielkich kontrastów.
Zaszokowali mnie ludzie na ulicach - mnóstwo ciemnoskórej młodzieży - miałam wrażenie, jakby białych było znacznie mniej. Okolice Montmartre'u - pełno walających się śmieci, opakowań, ale też sam Montmartre urokliwy, artystyczny, sztukę czuło się po prostu w powietrzu. Niemal z nabożeństwem patrzyłam na obrazy w trakcie procesu powstawania i czułam unoszącego się nad twórcami Ducha Sztuki.
Luwr to dla mnie była świątynia. Nie było jeszcze szklanej piramidy (zobaczyłam ją podczas drugiej mojej bytności w Paryżu i zakłóciła mi tę muzealną harmonię), zbiory Luwru to skarby, w których mogłabym przebywać wiele godzin. Cudowna sztuka starożytna, wspaniałe malarstwo, no i oczywiście Mona Lisa za szybą pancerną. Do dziś pamiętam czarną jak smoła panią strażniczkę, na szczęście mówiła po angielsku, bo ja po francusku zupełnie nic.
Spacer Polami Elizejskimi, Polami Marsowymi (karmienie gołębi), podziw dla nieprawdopodobnej konstrukcji Wieży Eiffla, zaduma nad grobem Chopina na cmentarzu Père-Lachaise, wspaniałe, niemal wzniosłe uczucia. A potem wycieczka na słynny Pigalle i ogromny szok - kabarety, nachalni naganiacze i mnóstwo sklepów, które pojawiły się u nas sporo lat później. Asortyment w tych sklepach nieprawdopodobny, dla kogoś z naszych stron naprawdę niesamowite. nie bardzo mieliśmy pojęcie, do czego to wszystko może służyć. I spacer przez Lasek Buloński, w którym wszędzie były jaskrawo pomalowane, kuso ubrane dziewczyny zatrzymujące samochody.
Dla nas Paryż to naprawdę był inny świat - piękny, kolorowy, taki "zachodni", ale i szokujący, pełen brudów w prawdziwym tego słowa znaczeniu i w tym duchowym wymiarze...

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
kisses1989

Mon Paris....

Studiuję romanistykę więc Paryż to dla mnie najpiękniejsze miasto świata. Mam jego idealne wyobrażenie w swojej głowie:

Budzę się rano pokuszona zapachem świeżego croissanta z czekoladą i petite café o poranku. W tle słyszę dźwięki harmonii na paryskich przedmieściach. Otwieram okno i pozwalam cudnym dźwiękom pieścić moje uszy po czym przeciągam się leniwie. Wiem,że to będzie wyjątkowy dzień ! Wychodzę na ulicę i idę z tłumem wzdłuż alejki, gdy coś przyciąga moją uwagę. Początkowo nie wiem co to, ale z bliska okazuje się, że to malarz malujący wieżę Eiffla. Oh, c'est magnifique ! Nie mogę oderwać od niego wzroku, ale idę dalej wzdłuż ulicy pokuszona zapachem świeżych owoców...i dochodzę do targu. Mnóstwo tu osób a mimo to czuję się w swoim żywiole.Wszyscy mają jeden cel - wybrać jak najdorodniejsze owoce. Ale mój cel podróży jest inny - być SOUS LE CIEL DE PARIS, jak śpiewała Edith Piaf i móc rozkoszować się każdą chwilą w tym niezwykłym mieście. Bo każda minuta w Paryżu jest jak sekunda, a każda godzina jak minuta. J'adore Paris !

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
anek7
anek7

ZADANIE PIERWSZE


Mój Paryż…
Na razie pozostaje w sferze marzeń. To jedno z miejsc w których bardzo chciałabym się znaleźć choćby na chwilę. Może kiedyś się uda – mocno w to wierzę… A tymczasem buduję sobie w wyobraźni obraz tego miasta przez pryzmat moich doświadczeń literackich. W mojej wyobraźni postacie prawdziwe i fikcyjne, pochodzące z różnych epok historycznych i różnych kręgów wędrują sobie razem po ulicach i placach tego miasta, przesiadują w oberżach i kawiarniach, wychodzą do teatru lub obserwują publiczne egzekucje. W wyobraźni wszystko jest możliwe – d’Artagnian podziwia tańczącą Esmeraldę, Jean-Baptista Grenouille komponuje niepowtarzalne perfumy dla Małgorzaty Gautier a Robert Langdon stara się rozwikłać tajemnicę Człowieka w Żelaznej Masce. Na stosie płonie ostatni wielki mistrz templariuszy Jakub de Molay, uwięziona Maria Antonina przygotowuje się na swoją ostatnią podróż a Vianne Rocher przygotowuje swoją czekoladę. Może jej zapach skusi Kozetę albo nawet samą George Sand? W zaciszu dziecięcego pokoju Napoleon pochyla się nad główką swojego synka, w Hotelu Lambert książę Czartoryski szuka nowych szans na odzyskanie ojczyzny, na prywatnym koncercie Fryderyk Chopin gra specjalnie dla pięknej Delfiny Potockiej a w małym domku przy murze Luwru Afra Tukanowiczówna marzy o swoim ukochanym Patrycym… Bez końca można by wymieniać tych których los lub wyobraźnia artysty związała z tym miastem – to moi dobrzy znajomi i przyjaciele. Dlatego kiedy już stanę kiedyś na Placu Zgody, odwiedzę Luwr czy wybiorę się na spacer do Lasku Bulońskiego to będzie to powrót do miejsc doskonale mi znanych gdyż wielokrotnie odwiedzanych w czasie podróży literackich, muzycznych i filmowych.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
Usmiechnieta
Usmiechnieta

Opis wampira

Wampirką jest kasjerka w małym kinie. Jak wygląda scenariusz jej działania. Sprzedaje bilet spóźnionemu widzowi. Gdy widz wchodzi do środka (a kasjerka jest w zmowie z bileterem Billem), woła widza że zapomniała mu wydać resztę. Widz się zatrzymuje i widzi jaka jest piękna. Kasjerka ma olśniewająco długie nogi i biust wylewa jej się z fartuszka. Widz podchodzi do niej, a ona szybko zaciąga go na zaplecze. Jeszcze żaden jej nie odmówił. Tam rzuca się na niego i wysysa krew. Widz osłabiony budzi się gdzieś na ławce (zaniósł go tam Billy) i wydaje mu się że oglądał film o wampirach.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
Dariaaa
Dariaaa

ZADANIE DRUGIE

Holy stał w zacienionej części sali. Ubrany w ciemny garnitur, popijał krwisty napój. Obserwował całe towarzystwo od pewnego czasu. Irytowało go zachowanie pewnej młodej kobiety. Próbowała schlebiać każdemu, kogo spotkała. Od czasu do czasu rzucała ukradkowe spojrzenia w stronę Holy’ego. Była całkiem ładniutka, blond loki spięła w nieładzie, a kształtne usta podkreśliła czerwoną szminką. Blada skóra i słodki uśmiech dodawały jej uroku.
Plotter ruszył w kierunku baru. Położył na ladzie pusty kieliszek i poprosił o dolewkę. Jednym haustem wysączył krew i ruszył ku ślicznej blondynce.
-Witam szanowną panią – powiedział, skłaniając się.
-Witam – odparła kobieta. Zilustrowała mężczyznę spojrzeniem. Wreszcie z bliska, dostrzegła jego błyszczące entuzjazmem oczy. Średniej długości, kasztanowe włosy opadały mężczyźnie na ramiona, a niewinny uśmieszek błąkał na ustach. Nieznajomy był dobrze zbudowany, dość wysoki i szczupły. – W czymś mogę pomóc?
-Jeśli mi wolno, chciałbym panią zaprosić do tańca. Szkoda, aby tak piękna dama sterczała w miejscu, gdy może wyjść na środek i nacieszyć spojrzenia wszystkich mężczyzn w tej sali.
-A, więc nie wypada odmówić – blondynka zaśmiała się pod nosem.
Holy zaoferował kobiecie swoje ramię i zaprowadził na środek sali. Jedną ręką ujął jej dłoń, drugą zaś objął w tali. Tańczyli tak, nie odrywając od siebie spojrzeń, aż do ostatniej nuty melodii.

Głosów: 1 ponad 6 lata temu
Dariaaa
Dariaaa

ZADANIE DRUGIE

Holy stał w zacienionej części sali. Ubrany w ciemny garnitur, popijał krwisty napój. Obserwował całe towarzystwo od pewnego czasu. Irytowało go zachowanie pewnej młodej kobiety. Próbowała schlebiać każdemu, kogo spotkała. Od czasu do czasu rzucała ukradkowe spojrzenia w stronę Holy’ego. Była całkiem ładniutka, blond loki spięła w nieładzie, a kształtne usta podkreśliła czerwoną szminką. Blada skóra i słodki uśmiech dodawały jej uroku.
Plotter ruszył w kierunku baru. Położył na ladzie pusty kieliszek i poprosił o dolewkę. Jednym haustem wysączył krew i ruszył ku ślicznej blondynce.
-Witam szanowną panią – powiedział, skłaniając się.
-Witam – odparła kobieta. Zilustrowała mężczyznę spojrzeniem. Wreszcie z bliska, dostrzegła jego błyszczące entuzjazmem oczy. Średniej długości, kasztanowe włosy opadały mężczyźnie na ramiona, a niewinny uśmieszek błąkał na ustach. Nieznajomy był dobrze zbudowany, dość wysoki i szczupły. – W czymś mogę pomóc?
-Jeśli mi wolno, chciałbym panią zaprosić do tańca. Szkoda, aby tak piękna dama sterczała w miejscu, gdy może wyjść na środek i nacieszyć spojrzenia wszystkich mężczyzn w tej sali.
-A, więc nie wypada odmówić – blondynka zaśmiała się pod nosem.
Holy zaoferował kobiecie swoje ramię i zaprowadził na środek sali. Jedną ręką ujął jej dłoń, drugą zaś objął w tali. Tańczyli tak, nie odrywając od siebie spojrzeń, aż do ostatniej nuty melodii.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
Michalangelo
Michalangelo

Piękny sopran Jesephine zaintonował ostatni dźwięk pierwszej części show. Tancerki ukłoniły się i zeszły ze sceny, aby zregenerować siły małym batonikiem wysokoenergetycznym. Holy Plotter wolno pociągnął łyk whisky z kryształowej szklanki i westchnął spoglądając na piękne dziewczyny. Nie było to miejsce, do którego przychodziłby na co dzień – wolał inny typ muzyki, ale skoro już bilet wpadł mu w ręce, to dlaczego nie? A poza tym była tam Josephine Baker we własnej osobie! Spojrzał na zegarek – było w pół do jedenastej. Następny „akt” rozpocznie się za trzydzieści minut. Holy rozejrzał się po sali. Najważniejsza postać tego wieczoru gdzieś się ulotniła, a pozostałe tancerki przechadzały się wokół stolików, zalotnie kręcąc krągłościami. Holy ze zdziwieniem dostrzegł, że jedna z nich idzie w jego kierunku. Wyprostował się i dyskretnie chuchnął w wewnątrz część dłoni, żeby sprawdzić świeżość oddechu - lepiej być gotowym na wszystko. Czerwony pióropusz na głowie piękności trącał mijane osoby. Kobieta szła wolno, jakby chciała zaprezentować się Plotterowi w całej klasie. Miała długie, zgrabne nogi, a jej ciemna skóra kontrastowała z złotymi przepaskami na biodrach i kształtnym biuście. Sztuczne rzęsy zatrzepotały, a Holy poczuł, że robi mu się gorąco. Kobieta stanęła przed nim i dłonią przejechała po jego policzku. Wzdrygnął się, bo jej palce były zimne, ale nie chciał, żeby ta mała pieszczota ustała. Mężczyzna wstał, a tancerka bez żadnego ostrzeżenia ujęła jego rękę i pociągnęła za sobą. Weszli do na wpół oświetlonego korytarza ze ścianami obłożonymi ciemną boazerią. Kobieta przystawiła go do ściany i z drżącymi wargami pocałowała. Zimne usta ochłodziły z lekka podniecenie Plottera i wzbudziły jego podejrzliwość. Był przecież taki gorący wieczór... Odsunął się lekko od niej. Najwyraźniej tancerce się to nie spodobało, bo po zalotnie uśmiechającej się kobiecie zniknął ślad. Teraz patrzyła na niego z dziwnym pożądaniem w oczach. Z głównej sali dobiegły podniesione krzyki. Holy dopiero teraz dostrzegł, że ciemna skóra kobiety to w rzeczywistości gruba warstwa makijażu. Coś było nie tak. Tancerka powolnym ruchem złapała swój pióropusz i zaczęła go zsuwać z głowy, ale ku zdziwieniu Holy’ ego wraz z czerwoną ozdobą na posadzkę spadły jej włosy! Teraz, gdy kobieta zrzuciła z siebie perukę, mężczyzna mógł zobaczyć ją w całej okazałości. Czubek głowy nie był pokryty pudrem i widać było trupiobladą skórę pokrytą licznymi żyłami. Tancerka wyszczerzyła zęby i Plotter dostrzegł dobrze rozwinięte siekacze. Holy przełknął ślinkę, a w jego głowie krążyło tylko jedno słowo: wampir. Nie mógł już nic zrobić. Napastniczka z niewyobrażalną siłą przycisnęła go do ściany, a Holy wiedział, że to jest jego koniec. Nagle wydarzyło się coś, czego Plotter nie mógł od razu zidentyfikować. Poczuł, jak traci za sobą oparcie, a świat wokoło doszczętnie się rozmazał. Prawie w tej samej chwili zderzył się z czymś twardym i zabrakło mu tchu. Dopiero po kilku długich sekundach zorientował się, że leży na podłodze w jakimś pokoju, który na pierwszy rzut oka przypominał gabinet. Przed sobą ujrzał nieznanego mężczyznę, który z trudem szarpał się z drzwiami. W końcu udało mu się je domknąć i szybko przekręcił klucz. Walenie w drzwi po chwili ustało. Elegancki brunet podał Holy’ emu rękę i pomógł mu wstać. Plotter rozejrzał się po małym pomieszczeniu ze szkarłatnym obiciem. Sofa, biurko, jakaś szafa… Nic podejrzanego.
-Nazywam się Armand. Jest parę spraw, które muszą panu wyjaśnić . – Ton głosu mężczyzny zapowiedział, że ten wieczór nie skończy się tak szybko.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
Dariaaa
Dariaaa

ZADANIE DRUGIE (drugi opis):

Holy rozejrzał się dookoła. Liczne pary tańczyły w rytm powolnej melodii. On sam siedział samotnie przy stoliku obserwując dziewczynę siedzącą zaledwie parę metrów od niego. Ciemnobrązowe włosy opadały jej na ramiona, duże czekoladowe błyszczały podnieceniem, a porcelanowa skóra, wydawała się Plotterowi tak delikatna… Kobieta zauważywszy jego spojrzenie, uśmiechnęła się i podeszła.
-Można? – zapytała wskazując wolne krzesło po prawej stronie Holy’ego.
Mężczyzna skinął głową nie odrywając wzroku od pięknej twarzy dziewczyny. Ta również wpatrywała się w niego z niemym zainteresowaniem.
Holy szybko odwrócił wzrok i wrócił do przyglądania się innym. Cały czas czuł na sobie spojrzenie nieznajomej. W końcu zapytał:
-Czy mogę wiedzieć jak panienka się nazywa?
-Anne – odpowiedziała szybko dziewczyna, ukazując proste białe zęby. – Pan to zapewne Holy Plotter?
Zdumiony mężczyzna tylko przytaknął.
-Skąd pani wie…?
-Czekałam na pana – przerwała Holy’emu, Anne. – Może mi pan podać swoją rękę?
Mężczyzna zaskoczony, bezmyślnie wyciągnął przed siebie dłoń, którą Anne szybko ujęła. Delikatnie pogładziła palcem jego przegub. Rękę przyciągnęła jeszcze bliżej, językiem polizała miejsca, w których rysowały się żyły. Z cichym sykiem wysunęła ostre jak brzytwa kły i już miała wgryźć się w jego rękę, gdy Holy szybko ją cofnął. Przerażony mężczyzna wstał przewracając krzesło, nagle zauważył, że prawie wszyscy obecni wpatrują się w niego jak w przekąskę. Jedynie nieliczni patrzyli na całą scenę z niekłamanym zdumieniem i coraz większym lękiem.
Holy rzucił się w stronę drzwi, ale w tej samej chwili Anne złapała go za rękę i z całej siły ugryzła w przedramię. Czując zapach świeżej krwi, coraz więcej osób zaczynało się zbliżać. Anne odwróciła się w kierunku pozostałych wampirów i wyszczerzając kły zaczęła bronić pokarmu. Holy wykorzystując okazję, resztkami sił wybiegł z sali. Wydostał się jakoś z budynku, jego garnitur poplamiony był krwią. Wiedział, że daleko nie zdoła uciec, ale musi próbować…

Głosów: 1 ponad 6 lata temu
Tanashi
Tanashi

ZADANIE DRUGIE PO RAZ DRUGI:

Josephine wirowała na scenie, a wraz z nią wirowały i banany. Holy przed oczyma widział całą masę bananów. Spojrzał na ciasto leżące na talerzu(bananowe!) i odechciało mu się jeść. Znudzonym wzrokiem rozejrzał się po sali.
W kącie stały trzy panny, prawdopodobnie siostry, bowiem były do siebie bardzo podobne. Wszystkie miały blade skóry, bordowe suknie i czarne włosy spięte w olbrzymie koki w stylu Marii Antoniny. Holy’ emu przyszło na myśl, że są to damy do towarzystwa, bowiem uśmiechały się filuternie do co bogatszych panów.
Rozpoczęły łowy. Jedna z nich zakręciła się obok łysego pana popijającego mocny trunek i chwilę później zniknęła z nim za drzwiami. Podobnie druga. Trzecia wybrała sobie Holy’ ego. Chłopakowi zrobiło się gorąco.
Usiadła naprzeciwko i wygięła karminowe usta w uśmiechu. Widział jej fiołkowe oczy – były hipnotyzujące. Pod nimi delikatnie odznaczały się ciemne sińce, ale wyglądało na to, że panna usiłowała pokryć je pudrem. Miała mocno zaznaczone kości policzkowe i kwadratową, zupełnie niepasującą do twarzy szczękę.
Przejechała dłonią po kieliszku. Jej niewyobrażalnie długie paznokcie odbijały w sobie blask olbrzymich żyrandoli. Holy chciał przeprosić i pójść do łazienki, ale zanim cokolwiek zrobił, panna stanęła naprzeciwko i zmierzyła go wzrokiem. Teraz zauważył, że była nienaturalnie wysoka, a oprócz rubensowskich kształtów miała także mocne ręce. Holy stwierdził, że ma nieproporcjonalnie duże dłonie w porównaniu do swojego ciała.
Te rozważania trwały tylko chwilkę, bowiem zanim się zorientował, siedział w schowku na miotły, a owy długi paznokieć powoli przejeżdżał po jego skórze, rozcinając ją i pozwalając wypływać szkarłatnej krwi.

Głosów: 1 ponad 6 lata temu
agni1
agni1

ZADANIE PIERWSZE.
Paryż - magiczna substancja - wciąż przeobraża się we mnie, wrze, fermentuje, płynie strugą błękitu. Czasem stoi w sercu radośnie kolorowym ptakiem Nikiego de Saint-Phalle lub porywa w drapieżnych pazurkach wróbli, po których migotliwe zastępy wznoszę rękę na Parvi de Notre Dame. Nikt mnie nie rozpozna, nawet gdy leżę sobie na śródmiejskim trawniku - nogi w eleganckich spodniach obok czyichś nóg w skarpetkach en accordeon, teczka dyplomaty obok podartego plecaka, kanapka z serem obok pudełka trufli od Debauve & Gallais - wszystko tu spoczywa zgodnie. Wolność, jakaś jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna jak każdy z mostów, jak każdy z paryskich kamiennych koni. Oto ten zatrzymany w kłusie, o nogach złączonych razem w chwili odbicia się w górę (rzeźba Wederkincha, Pont de Bir- Hakeim) i inne, Fremieta, przysiadłe na zadach, z Fontaine de l'Observatoire. Nigdy nie uwierzyłem w ich bezruch i miałem rację, ale o tym - sza.
Nocą mój Paryż otwiera księgę mrocznej wielkości kloszardów - możesz czerpać ze szlacheckiej wyższości "szaleńców wykluczenia" jeśli chcesz się nauczyć, jak żyć bez żadnej nadziei. Żaglowce widma w drodze bez powrotu też mają swoją opowieść.
Wspomnienia odzywają się głębokim tonem dzwonów eglise Saint-Sulpice. Dzwony nie zawsze zwiastują dobrą nowinę. Ale ja już nie uciekam. Przekuwam się w ciężką głowę spomiędzy gargulców Saint-Eustache i patrzę spokojnie w wielki wszechświat. Nakładają się powidoki, mieszają się nawarstwione przez wieki ślady pamięci. Nikt tu nie słuchał moich przestróg, nie uwierzył w porę, że zawsze można odwrócić los. Dlatego Paryż spływał krwią. Dziś przesuwam w palcach nić, przeciągniętą przez symbole tego miasta, wtopione w jego ciało lieux de memoire - 135 medalionów z brązu, możliwych do odkrycia co najwyżej en passant. Południk Paryża, pomnik Arago, szlak Arago-Dibbets - nazwijmy jak chcemy ten zapis historii. Myślę o herbaciarni, gdzie Mata Hari zapracowała na egzekucję, o małym parku przy obserwatorium astronomicznym, gdzie młody Mitterand sfingował zamach na własne życie, o palais du Luxembourg - dawnym luksusowym więzieniu, o Luwrze, Comedie Francaise, o knajpce surrealistów i o miejscu rozstrzelania marszałka Ney'a, o La Nouvelle Athenes, gdzie mieszkali F. Chopin, G. Sand, bracia Goncourt, Baudelaire, o wzgórzu Montmartre...To mój Paryż - skrajność, geniusz, okrucieństwo, szczodrość, znakomitość, patos, prestiż i wiara we własną moc.
Dlaczego pewne medaliony wciąż znikają - niech pozostanie w sferze domysłów. Najważniejsze, że każdy element struktury tego miasta gra swoją rolę, jak barwny punkt postawiony koniuszkiem pędzla przez Seurat'a. Van Gogh widziałby to inaczej. Jednak żaden z nich nie pokazał MOJEGO Paryża. Tylko Marc Chagall odkrył duszę miasta, zachował sekret i czar, wydobył ulotność chwili oraz ponadczasowość fundamentu życia - miłości z jej dziwnym swiatłem i melodią.
Kiedyś komponowałem, grałem na wielu instrumentach, dziś - chodzę ze świnką. Tą od petanque, ma się rozumieć. Srebrne kule są cudownymi przedmiotami. Paryż to wie, w końcu nie samymi polami Elizejskimi człowiek żyje. Raz toczy odwieczną walkę z czasem i żywiołami, jak le Defenseur du temps w quartier de l'Horloge, a raz cieszy się drobiazgami, nie myśląc o jutrze...
Jeśli o mnie chodzi, to istnieję od stuleci bez specjalnego wysiłku. Poznałem tajemnice Natury i szanuję je. Znalazłem też na tym świecie mój ballon d'oxygene - Paryż. To mi wystarczy na kilka następnych setek lat. Chyba, że znów pojawi się jakiś Ludwik, który nie posłucha mądrych rad i - znikniemy jak mydlane bańki.
Hrabia de Saint-Germain

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
Usmiechnieta
Usmiechnieta

MÓJ PARYŻ

Bombonierkę "Mój Paryż" rozwijam z kilku papierków.

Pomadka pierwsza. Jest wczesna wiosna roku, powiedzmy że 1995. W moim rodzinnym mieście siedzę w kinie i oglądam scenę, która dzieje się w paryskim metrze. Do Zbigniewa Zamachowskiego, leżącego na ziemi i grającego na organkach, podchodzi nieznajomy gość w drogim płaszczu, Janusz Gajos i pyta: – Dlaczego?
Zamachowski przerywa grę i odpowiada: – Taki moment.
Film nazywa się "Niebieski". Wyreżyserował go Krzysztof Kieślowski, a ja mocno postanawiam pojechać kiedyś do Paryża. Z zaciśniętymi pięściami wychodzę z kina.

Pomadka druga. Parę lat później. Jestem przejazdem w Paryżu. Już wróciłam do siebie, drzwi na dole zamknięto. Jest to polski zakon żeński, gdzie uprzejmie przyjęli mnie na nocleg. Jutro z rana pojadę na autostradę, złapać autostop. Chcę dostać się na południe Francji, aby odwiedzić moją dawną sympatię. Zamknął się w eremie gdzieś w górach koło Grenoble i po kilku latach pragnę go zobaczyć. Za oknem zaczyna padać. Po drugiej stronie ulicy migocze różowy neon "Hotel Verlaine", a ja marzę cichutko, żeby kiedyś przyjechać tu na dłużej.

Cukierek trzeci. Budzi mnie nad ranem. Jest jeszcze ciemno. Mówi: – Chciałaś zobaczyć coś "extraordinaire" w Paryżu. Ubierz się. Mamy mało czasu.
Wstaję niechętnie, ale w końcu potulna jak owieczka robię wszystko co mi każe. Idziemy na stację metra Rome. I znowu minęło kilka lat od ostatniego razu w moim Paryżu. Dojeżdżamy i prowadzi mnie na rozległą płytę, zatopioną w mroku. Przed nami jak choinka obwieszona bombkami i bajkowymi świecidełkami unosi się ogromna wieża Eiffla. Mój wzrok wędruje na samą jej górę. Chciałabym ściągnąć zawieszoną na szczycie gwiazdkę. A pod stopami, na mokrych płytach z resztkami brudnego śniegu, poniewierają się śmieci, papiery, butelki po szampanie i puszki z piwa. Jest zimno i chcę uciekać. Przy placu Trocadero otwierają na szczęście pierwsze bistro. Pijemy kawę. Widzę w jego oczach zapytanie – o tych parę spędzonych naszych wspólnych dni.

Pomadka czwarta. Jeszcze nie rozpakowana.

Głosów: 2 ponad 6 lata temu
liidzia
liidzia

Mój Paryż:

Paryż. Pewnie zastanawia Was co tu robię... to długa historia. Mówiąc w skrócie, wybrałyśmy się z przyjaciółką na wycieczkę. W planach miałyśmy wieżę Eiffla, Luwr, Łuk Triumfalny i inne miejsca, bez których wizyta w Paryżu nie miałaby sensu. Paryż - najromantyczniejsze miasto, więc nie obeszło się bez wymysłów naszej wybujałej wyobraźni. Wybrałyśmy się na podróż statkiem, który przepływa pod mostem zakochanych. Przepływając pod mostem, osoby, które siedzą na statku obok siebie, powinny się pocałować. Wtedy przepowiada to miłość na całe życie. Wiedziałyśmy o tych "paryskich zabobonach" i pomyślałyśmy: co nam szkodzi? Celowo usiadłyśmy osobno i wyczekiwałyśmy przystojnego księcia na białym koniu. Niestety nikt taki się nie pojawiał. Pierwsza z gry odpadła przyjaciółka - dosiadła się do niej starsza pani, która raczej nie przypominała przystojnego młodzieńca i nie przygnała na białym koniu. Ja czekałam dalej, ale jak na złość nikt nie chciał się dosiąść. Kiedy już całkiem zrezygnowałam, usłyszałam głos pewnego mężczyzny, który zapytał czy obok jest wolne. Nie był księciem i nie przyjechał na białym rumaku, ale był niezły. Po chwili odpłynęliśmy od brzegu. Kiedy przepływaliśmy pod mostem stało się coś cudownego. To, co wyobrażałyśmy sobie z przyjaciółką stało się rzeczywistością. Przystojny sąsiad pocałował mnie, a kiedy chciał przeprosić, chociaż tak naprawdę nie miał za co, okazało się, że jest Polakiem. Dalszą część wycieczki spędziliśmy już we trójkę i chyba nie muszę mówić, że z nieznajomym sąsiadem ze statku jesteśmy teraz małżeństwem?

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
Michalangelo
Michalangelo

Zadania drugie - korekta
Piękny sopran Jesephine zaintonował ostatni dźwięk pierwszej części show. Tancerki ukłoniły się i zeszły ze sceny, aby zregenerować siły małym batonikiem wysokoenergetycznym. Holy Plotter wolno pociągnął łyk whisky z kryształowej szklanki i westchnął spoglądając na piękne dziewczyny. Nie było to miejsce, do którego przychodziłby na co dzień – wolał inny typ muzyki, ale skoro już bilet wpadł mu w ręce, to dlaczego nie? A poza tym była tam Josephine Baker we własnej osobie! Spojrzał na zegarek – było w pół do jedenastej. Następny „akt” rozpocznie się za trzydzieści minut. Holy rozejrzał się po sali. Najważniejsza postać tego wieczoru gdzieś się ulotniła, a pozostałe tancerki przechadzały się wokół stolików, zalotnie kręcąc krągłościami i połykając ostatnie kęsy mini posiłku. Holy ze zdziwieniem dostrzegł, że jedna z nich idzie w jego kierunku. Wyprostował się i dyskretnie chuchnął w wewnętrzną część dłoni, żeby sprawdzić świeżość oddechu - lepiej być gotowym na wszystko. Czerwony pióropusz na głowie piękności trącał mijane osoby. Kobieta szła wolnym krokiem, jakby chciała zaprezentować się Plotterowi w całej klasie. Miała długie, zgrabne nogi, a jej ciemna skóra kontrastowała ze złotymi przepaskami na biodrach i kształtnym biuście. Sztuczne rzęsy zatrzepotały, a Holy poczuł, że krew napływa mu do oczu i innych narządów. Kobieta stanęła przed nim i dłonią przejechała po jego policzku. Wzdrygnął się, bo jej palce były zimne, ale nie chciał, żeby ta mała pieszczota ustała. Mężczyzna wstał, a tancerka bez żadnego ostrzeżenia ujęła jego rękę i pociągnęła za sobą. Weszli do na wpół oświetlonego korytarza ze ścianami obłożonymi ciemną boazerią. Kobieta przystawiła go do ściany i z drżącymi wargami zbliżyła się do jego twarzy. Pocałowała go. Zimne usta ochłodziły z lekka podniecenie Plottera i wzbudziły jego podejrzliwość. Był przecież taki gorący wieczór... Odsunął się lekko od niej. Najwyraźniej tancerce się to nie spodobało, bo po zalotnie uśmiechającej się kobiecie zniknął ślad. Teraz patrzyła na niego z dziwnym pożądaniem w oczach. Z głównej sali dobiegły podniesione krzyki. Holy dopiero teraz dostrzegł, że ciemna skóra kobiety to w rzeczywistości gruba warstwa makijażu. Coś było nie tak. Mężczyzna poczuł ukłucie niepokoju. Tancerka powolnym ruchem chwyciła swój pióropusz i zaczęła go zsuwać z głowy, ale ku zdziwieniu Holy’ ego wraz z czerwoną ozdobą na posadzkę spadły... jej włosy! Teraz, gdy kobieta zrzuciła z siebie perukę, mężczyzna mógł zobaczyć ją w całej okazałości. Czubek głowy nie był pokryty pudrem i widać było trupiobladą skórę pokrytą licznymi, powyginanymi żyłami. Tancerka wyszczerzyła zęby i Plotter dostrzegł nazbyt dobrze rozwinięte siekacze. Holy przełknął ślinkę, a w jego głowie krążyło tylko jedno słowo: wampir. Nie mógł już nic zrobić. Napastniczka z niewyobrażalną siłą przycisnęła go do ściany, a Holy wiedział, że to jest jego koniec. Nagle wydarzyło się coś, czego Plotter nie mógł od razu zidentyfikować. Poczuł, jak traci za sobą oparcie, a świat wokoło doszczętnie się rozmazał. Prawie w tej samej chwili zderzył się z czymś twardym i zabrakło mu tchu. Dopiero po kilku długich sekundach zorientował się, że leży na podłodze w jakimś pokoju, który na pierwszy rzut oka przypominał gabinet. Przed sobą ujrzał nieznanego mężczyznę, który z trudem szarpał się z drzwiami. W końcu udało mu się je domknąć i szybko przekręcił klucz. Walenie w drzwi po chwili ustało. Elegancki brunet podał Holy’ emu rękę i pomógł mu wstać. Holy zrozumiał, że wampirzyca przez nieuwagę musiała przystawić go do drzwi zamiast do ściany, a ów mężczyzna je otworzył, przez co on sam wylądował na posadzce. Plotter rozejrzał się po małym pomieszczeniu ze szkarłatnym obiciem. Sofa, biurko, jakaś szafa… Nic podejrzanego. Odetchnął i pytającym wzrokiem spojrzał na swojego wybawcę. Ten, jakby czytając w myślach Holy’ ego, przedstawił się.
-Nazywam się Armand. Jest parę spraw, które muszę panu wyjaśnić . – Ton głosu mężczyzny zapowiedział, że ten wieczór nie skończy się tak szybko.

Głosów: 1 ponad 6 lata temu
Dariaaa
Dariaaa

ZADANIE DRUGIE (poprawka pierwszego opisu):

Holy stał w zacienionej części sali. Ubrany w ciemny garnitur, popijał czerwone wino. Obserwował całe towarzystwo od pewnego czasu. Irytowało go zachowanie pewnej młodej kobiety. Próbowała schlebiać każdemu, kogo spotkała. Od czasu do czasu rzucała ukradkowe spojrzenia w stronę Holy’ego. Była całkiem ładniutka, blond loki spięła w nieładzie, a kształtne usta podkreśliła czerwoną szminką. Blada skóra i słodki uśmiech dodawały jej uroku.
Plotter ruszył w kierunku baru. Położył na ladzie pusty kieliszek i poprosił o dolewkę. Wypiwszy jednym haustem kolejny kieliszek, ruszył ku pięknej blondynce.
-Witam szanowną panią – powiedział, skłaniając się.
-Witam – odparła kobieta. Zilustrowała mężczyznę spojrzeniem. Wreszcie z bliska, dostrzegła jego błyszczące entuzjazmem oczy. Średniej długości, kasztanowe włosy opadały mężczyźnie na ramiona, a niewinny uśmieszek błąkał na ustach. Nieznajomy był dobrze zbudowany, dość wysoki i szczupły. – W czymś mogę pomóc?
-Jeśli mi wolno, chciałbym panią zaprosić do tańca. Szkoda, aby tak piękna dama sterczała w miejscu, gdy może wyjść na środek i nacieszyć spojrzenia wszystkich mężczyzn w tej sali.
-A, więc nie wypada odmówić – blondynka zaśmiała się pod nosem.
Holy zaoferował kobiecie swoje ramię i zaprowadził na środek sali. Jedną ręką ujął jej dłoń, drugą zaś objął w tali. Tańczyli tak, nie odrywając od siebie spojrzeń, aż do ostatniej nuty melodii.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
Reveri
Reveri

Drugie

W momencie, gdy Josephine Baker skłoniła się i zniknęła za zasłonami rozległy się gromkie brawa. Ludzie wstawali z miejsc i klaskali głośno, okazując jak bardzo podobało im się to widowisko, a przede wszystkim ona. Po chwili Josephine wróciła na scenę wraz ze wszystkimi aktorami, aby po raz kolejny się ukłonić publiczności. Holy również wstał i patrzył na nią z delikatnym uśmiechem, cicho klaszcząc. Rewia podobała mu się bardziej niż się tego spodziewał. Wciągnęła go tak, że nwet nie miał czasu rozejrzeć się po sali, aby zobaczyć kto dziś odwiedził to miejsce, a przecież na tym mu najbardziej zależało. Zostały zapalone ostrzejsze światła i dzięki temu mógł dokładniej przyjrzeć się ludziom zgromadzonym na widowni. Ludziom? -poprawił nagle sam siebie przyglądając się uważnie kolejnym osobom i stwierdził, że nie wszystkich może określić tym mianem. Najpierw jego uwagę przykuł mężczyzna z prawej strony, stojący jedynie kilka rzędów niżej od niego. Był szczupły i wysoki. Jego sylwetkę podkreślał długi czarny płaszcz. Gdy odwrócił się w stronę Holy'ego i ich spojrzenia się spotkały ten już wiedział, że nie ma do czynienia z istotą ludzką. Oczy mężczyzny na moment stały się całkiem czarne, pozbawione białek, a gdy się uśmiechnął, jego kły nagle wydłużyły się o kilka milimetrów, a sztuczne światło odbiło się od nich jak od zwierciadła.- Wampir-pomyślał Holy widząc jak nieznajomy odgarnia z czoła kręcące się, długie czarne włosy. Spokojnym ruchem przerzucił je z ramion na plecy, a wtedy dało się zauważyć jego długie, czarne jak noc paznokcie. Plotter poczuł, że zimny dreszcz przeszedł mu po plecach. Aż zatrząsł się cały wyobrażając sobie jak te pazury wbijają się mu w ciało, a zaostrzone kły przecinają skórę na szyi.
- Uspokój się Plotter! - upomniał się szeptem i ponownie rozejrzał po sali. jego oczom ukazała się straszliwa prawda. To nie był jedyny wampir, który dzisiejszego wieczoru postanowił się wybrać na rewię, Ujrzał jeszcze kilku podejrzanie wyglądających mężczyzn w kilku rzędach poniżej jego. Paru kolejnych stało już przy drzwiach wyjściowych. Gdy na nich spojrzał, uśmiechnęli się tylko ironicznie ukazując swoje kły. Jego wzrok podążył bliżej sceny i tam również zauważył nieproszonych gości, jakąś kobietę w srebrnej sukni, obwieszoną klejnotami i towarzyszącego jej dżentelmena. Obydwoje patrzyli z jakąś pasją na scenę, więc i Holy podążył spojrzeniem w tamtą stronę. I wtedy i tam dostrzegł przerażającą istotę. Młoda kobieta uniosła wzrok i spojrzała na niego. Przez chwilę czuł jakby nie mógł się ruszyć, jakby jakaś magnetyczna siła trzymała go w miejscu, uwięzionego. niesamowite złociste źrenice nie pozwalały mu się ruszyć. Kobieta ostentacyjnie oblizała krwisto czerwone jak jej suknia usta i wciąż nie spuszczała z niego wzroku. Holy czuł się tak jakby wszystko wokół przestało istnieć został tylko on i ona.
- Co tu się do cholery dzieje! -zawołał w myślach. - Co oni wszyscy tutaj robią? - nie znalazł na te pytania odpowiedzi, ale czuł, że coś się za chwilę wydarzy. Serce zabiło mu niespokojnie. Aktorzy powoli zaczęli znikać za kurtyną, a brawa milkły. Widownia nieśpiesznie zaczęła przesuwać się w stronę wyjść. Nie wszyscy jednak mieli zamiar wyjść. Tajemnicze istoty nie ruszyły się z miejsc, nie ruszył się, więc i Holy, zastygły w oczekiwaniu na to, co miało się tutaj dziś wydarzyć.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
MonMaynard

Wampiry
Biała koszula i gładko zaczesane włosy. Tak na pierwszy rzut oka, można go opisać. Oni nigdy nie rzucają się w oczy. Nie mają czerwonej peleryny, ani aksamitnych spodni. Wiem to, dlatego od razu zorientowałam się, że ta rosła grupa to właśnie oni. Nabierają wszystkich tych, którzy popadli w wyobrażenia. Mili, zadbani, oczytani. Nie są szarzy i przeciętni. Co to, to nie! Są po prostu nad wyraz przyjemni. I to gubi ich w moich oczach. Tylko problem w tym, że jeden z nich się różnił. Zmylił mnie tą swoją opryskliwością i zaniedbaniem w dostojeństwie poruszania się. Było w nim jednak coś aksamitnego. To oczywiście nie był płaszcz. Powiedziałabym, że raczej głos. Tak. Głos był powalający. Byłam przekonana, że pojawił się tam przypadkiem. Jego granatowe oczy, spoglądały na mnie tak nieprzyjemnie intrygująco, że, aż irytująco. Rozgryzł mnie. Wiedział, że wiem, że ich rozpoznam. Niby wszystko się zgadzało. Nie odstawał od nich pod względem wyglądu. Wszystko się zgadzało, ale mimo tego nabrałam się. Byłam w stanie bronić go przed samą sobą. Nie oskarżać o wampiryzm. Absolutnie i do końca oddać jego szorstkiej naturze. Miał mnie. Był już bardzo blisko. Obserwowałam każdy jego miękki krok, podziwiałam lśniący blond, oraz chuligański sposób bycia. Niby miły, ale jednak szorstki. Poczułam zapach cynamonowego wina i nagle spojrzałam na jego usta. Przyglądał się i nie mogłam uwierzyć jak znowu mogłam się nabrać, na te ich krwiożercze gierki? Z jego wargi spływała świeża krew.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
patrylandia
patrylandia

MÓJ PARYŻ
Przez chwilę zastanawiała się, gdzie jest. Było pochmurnie. Soczysta, zielona trawa falowała. Cmentarz Pére-Lachaise, dlaczego? W głowie zaczęło jej wirować. Dźwięk akordeonu rozbrzmiewał w uszach.
- Édith Piaf, to naprawdę pani? – kobieta nie usłyszała jej. Nie mogła się pomylić. To ona, taka jak zawsze była w jej głowie. W czarnej spódnicy, czarnym swetrze, krótkie loki w nieładzie. Tak chciał mieć w tej chwili swój akordeon. Bała się, że kobieta zaraz zniknie, a przecież uwielbiała ją. Jej muzykę. W tej samej chwili poczuła, że może grać… L’accordeoniste… drżała… Drżała tak, jak wtedy, tego ostatniego wieczoru.
Nagle rozpętała się wielka burza. Szaro-sine niebo wypełniło się dodatkowo mocnym granatem. Zerwał się mocny wiatr, trzaskały błyskawice. Strugi deszczu zmywały krajobraz, poczuła, że znika…
Powietrze po burzy pachniało ozonem, lubiła ten zapach. Plac stopniowo znowu się zaludniał. Ciemny mężczyzna krążył nie zważając na kałuże. Uśmiechnęła się do siebie. Sprzedawca był poobwieszany w niezliczonej ilości małymi wieżami Eiffla i szukał pragnących pamiątek turystów. Powstający gwar ogłuszał myśli. Podniosła głowę. Potężna stalowa konstrukcja pięła się w nieskończoność dla jej wzroku. To temu przeciwstawiał się Zola, a taki zachwyt wzbudzała u Apollinaire’a. Stalowa, pajęcza sieć. Pomnik postępu i zmian. Teraz symbol tego miasta. Chciała się na nią wspiąć, dotknąć nieba. Unieść się poczuć wiatr, zobaczyć koniec świata. Nie była wstanie zrobić kroku. Tłum wyprzedzał ją i przytłaczał. Zrobiło się duszno. Ktoś włączył czerwone światła. Zaciągnął zasłony, zrobiło się ciemno, nie było czuć wiatru…
Stała przy małym, okrągłym stoliku. Zorientowała się, że jest w jakimś klubie, tak przynajmniej jej się zdawało. Przy pianinie siedział starszy mężczyzna i wygrywał melodię, której nie znała. Zaraz miało się zacząć przedstawienie. Kurtyna. Piękne tancerki ukazały się niczym boginie. Sprężyste ciało unosiły wysokie szpilki. Barwne strusie pióra dodawały wzrostu. Idealne ciało skrywała skromna bielizna. Nagie piersi oplatała biżuteria. Tren nie przeszkadzał, wirował w ekspresyjnym tańcu. Erotyzm pulsował w dymie papierosów. Był też tancerz. Znała go. Adam. Poczuła strach. Salę wypełnić złowieszczy śmiech. Śmiejące się twarze napierały na nią, wbijały w ścianę, strach, …ból…strach…

…Nadia obudziła się oblana potem. Słońce już dawno wstało. Mała uśmiechnięta buzia stała koło jej łóżka.
- Czemu krzyczałaś? – mała Matylda, z dziecięcą ciekawością patrzyła matce w oczy.
- Nic, kochanie. Miałam zły sen.
- A co ci się śniło?
- Paryż…
- Paryż jest zły?
- Nie, nie. Paryż jest piękny. – Zastanowiła się nad swoimi słowami. To miał być jej Paryż? Ten wymarzony, za którym tęskniła i do którego wiedziała, że nigdy nie pojedzie… jej wymarzony Paryż.

Głosów: 0 ponad 6 lata temu
Rejestracja jest darmowa i szybka.
Zajestruj się teraz!