"Inkub"

"Inkub"
9.0
Ocena 9.0 na 10 możliwych
Na podstawie 6 ocen kanapowiczów
Dwie epoki. Dwie historie. Jedna wioska. Jedna czarownica. Jedna klątwa. W...
Dwie epoki. Dwie historie. Jedna wioska. Jedna czarownica. Jedna klątwa. Wyobraź sobie, że możesz wszystko. Nawet oszukać śmierć. Nad Suwalszczyzną za kilka dni pojawi się zorza polarna. W Jodoziorach, małej wiosce na prowincji, zostają znalezione spopielałe zwłoki małżeństwa. Wśród lokalnej ...
Pełny opis
Data wydania: 2019-4-3
ISBN: 978-83-7731-319-0 ( 9788377313190 )
Wydawnictwo: Wydawnictwo Vesper
Stron: 728
puchar
NA
@NataliaTw dodana książka

Dzięki takim kanapowiczom jak ty, ta strona może się rozwijać.

Napisz swoją opinię

Opinie

PA
@Pani_Ka 2019-03-25
Przeczytane (2019-03-21)
Człowiek jest słaby. Słaby i zachłanny. Niby nie wierzy w czary, ale w swojej słabości im ulega. Oburza się na jakiekolwiek przejawy sprzedajności ale oddaje swoje myśli i czyny złym mocom, gdy może w zamian opływać w luksusy, spełniać paradoksalne czasem marzenia, mścić się pomimo niemocy. Człowiek ulega zachciankom a domniemane zagrożenie zbywa machnięciem ręki. Jak powiada: woli żyć szybko, kochać mocno i umierać młodo. Woli sprzedać duszę diabłu niż zaakceptować swoją mizerność, niedoskonałość, "niezauważalność", pechowość. Może nawet, jak twierdzi Artur Urbanowicz zostać czarodziejem, czarownicą i zniszczyć życie innych. Może potem zabić, spopielić, zrównać z ziemią. Z płochości i egoizmu. A to wszystko w sposób, jaki pokazuje nam "Inkub". "Racjonalność przestała istnieć, zwyciężały pierwotne, zwierzęce instynkty." (str.450) Tytułowy inkub to postać nierozerwalnie związana z wiarą w moce piekielne. To służebny demon, który ową pozorną podległość sprowadza do jednego: pokornego oczekiwania na śmierć tego, który zawarł pakt z diabłem, i któremu za ów pakt przyjdzie zapłacić duszą. Tytułowy twór pojawi się w powieści dla zaakcentowania omylności człowieka, który czerpie radość z władzy nad innymi, będzie obrazował mrocznego demona stojącego nieustannie niby u boku, a tak naprawdę nad głową wybrańca piekieł. Przyjdzie z nim zmierzyć się Vytautasowi Česnauskisowi, policjantowi na wpół litewskiego pochodzenia z komendy miejskiej w Suwałkach. Bohater pojawi się w maleńkich Jeziodorach w pozornie prostej sprawie śmierci starszego małżeństwa. Sprawa ta jednak przestanie być choćby w maleńkim stopniu prostu tuż po otwarciu drzwi do ich chaty. Potem będzie już tylko dziwniej, straszniej, a duch czarownicy, znanej w tych rejonach już czterdzieści lat wcześniej, znów zacznie krążyć nad podejrzeniami i przypuszczeniami. W dwutorowej opowieści autor powiedzie nas i czasem obecnym, i wydarzeniami sprzed kilku dekad, przez dni podległe czarom, kierowane złymi mocami, oddane piekłu i zapomniane przez Boga. Będzie spinał opowieść powtarzalnością niektórych niesamowitych zdarzeń, podobieństwem obecnych nieszczęść, samobójstw, śmierci, do tych sprzed lat. Ponownie pogubi dzieci, pokryje ciała popiołem, zniszczy uprawy, rozsieje zamęt, agresję, depresję. Charakterystyczny jest tu wszechobecny mrok, niemal wyczuwalna ze stron wilgoć, przenikliwy chłód, dziwny stęchły zapach. Maleńka wioska zdaje się być zamknięta w kopule zła. "Zło w czystej postaci. Żyjecie w nim, oddychacie, spożywacie w waszym jedzeniu, pijecie razem z wodą, nosicie w swoich ubraniach. Jest wszędzie, w każdym zakamarku wioski, pomiędzy cegłami i drzazgami, pod każdym źdźbłem trawy, w każdym liściu. Z każdym dniem rośnie w siłę." (str.595) Nie sposób oderwać się od wrażenia, że po przewróceniu kolejnej kartki wydarzy się następne nieszczęście, znów będziemy biegli przez las, znów z pewnego domu będzie na nas padało zielone światło, znów opuszczone domostwo będzie zamknięte w sposób niemożliwy do pokonania siłą ni słowem, znów w progu stanie niezwykle wysoka sąsiadka w czarnej, staromodnej sukni. Kolorytu tej mrocznej, zimnej, osadzonej w suwalskich lasach opowieści doda jeden wątek i cechy bohatera. Wątek będzie, jakżeby inaczej, miłosny zaś bohater, nasz polsko-litewski nieśmiały przystojniak, umili nam spojrzenie na polskich policjantów. Vitek, jak go nazywają, jest bowiem osobą tyleż odważną i upartą co nieśmiałą. Jego codzienne zmagania z niepowodzeniem u płci przeciwnej dadzą nam wytchnienie od polowania na czarownice ale i przyprawią o uśmiechy współczucia i rozczulenia. "Nie istnieje nic piękniejszego od miłości, lecz paradoksalnie sprawia ona, że cierpienie czasami staje się dotkliwsze.(...) Cierpisz po odrzuceniu, ponieważ kochasz. Cierpisz po utracie bliskiego, ponieważ go kochałeś. Cierpisz kiedy widzisz cierpienie bliskiego, ponieważ go kochasz. Cierpisz nawet wtedy, kiedy nie masz nikogo, kogo mógłbyś kochać. Cierpisz, gdy nikt nie kocha ciebie." (str.238) Gdy na drodze do napotkanej miłości autor będzie mu stawiał przeszkodę za przeszkodą, zaczniemy podobnie jak Vitek czuć niepewność, złość, wreszcie skupimy swoje podejrzenia właśnie tam, gdzie Artur Urbanowicz poprowadzi nas niczym grzeczne przedszkolaki ulegające czarowi bajki.Oczywiście finał będzie zupełnie inny, nieprzewidywalny, poprzedzonym twistem, którego nie sposób przewidzieć. A żebyśmy nie narzekali na zbyt romantyczne podejście autora, dostaniemy do Vitka jego partnera, Czestera, który uwagami i komentarzami rozbawi największego ponuraka. Artur Urbanowicz napisał fenomenalną opowieść. Na ponad siedmiuset stronach porwał nas w świat, który sam poznał z przedziwnych opowieści faktycznie żyjących ludzi, który sam miał szansę zbadać, i który natchnął go do napisanie tego potężnego, mrocznego tomu. Autor, jak poprzednio w "Grzeszniku", łamie konwencję horroru na rzecz wtrętów kryminalnych i romantycznych, a zrównoważenie powagi i dowcipu nie pozwala ani na moment zapaść się w nudę ba, nie pozwala nawet złapać głębszego oddechu przed kolejną zaskakującą sceną. Nieprawdopodobne może się wydawać utrzymanie przez tyle stron jednakowego poziomu językowego, takiego samego napięcia, zainteresowania czytelnika. A jednak! Realny przykład takich umiejętności dostaniecie w nierealnym (czyżby?) "Inkubie". To znakomita lektura. Lektura, której ciężar fizyczny, gdyby mierzyć go jakością języka, fabułą i poziomem pochłonięcia czytelnika, jest co najmniej dziesięciokrotny w stosunku do użytego papieru. To znakomita, dająca do myślenia, błyskotliwa, i nie bójmy się tego powiedzieć, odpowiednio straszna książka. Polecam z pełnym przekonaniem. Pani_Ka
@Aivalar
@Aivalar 2019-03-26
W Jodoziorach, w zapomnianej przez Boga wiosce położonej na Suwalszczyźnie, zostają odnalezione zwłoki małżeństwa. Stan, w jakim znajdowały się ciała, wymyka się prawom nauki. Vytautas Česnauskis, policjant litewskiego pochodzenia, być może nigdy by się tym nie zainteresował, gdyby nie dziwne pogłoski dotyczące Jodozior i niespodziewane samobójstwo młodego dzielnicowego, związanego z tym rejonem. Vytautas wraz z przyjacielem zaczyna przyglądać się sprawie, odkrywając, że w wiosce już od kilkudziesięciu lat dzieją się rzeczy, których nie da się racjonalnie wyjaśnić. Wiele wskazuje na to, że ktoś – lub coś – obserwuje mieszkańców i tylko czeka, żeby zaatakować. Z czasem również Vytautas zaczyna czuć na sobie czyjś wzrok... To była jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie nowości wydawniczych – nie tylko w tym roku, ale i w ogóle. Odkąd tylko autor zaczął dzielić się pierwszymi szczegółami na temat tego, o czym będzie jego trzecia już książka, byłam szalenie ciekawa, jak wypadnie efekt końcowy. Powiem wprost: po dotarciu do ostatniej strony potrzebowałam trochę czasu, żeby ochłonąć, a mimo to nadal jestem pod ogromnym wrażeniem. Zaintrygowało mnie „Gałęziste”, a „Grzesznik” porwał wartką akcją – ale dopiero „Inkub” powalił na kolana. Już dawno nie miałam w rękach prawdziwego horroru z krwi i kości, a to okazało się literaturą grozy najwyższej jakości; takiej, która unosi włoski na ramionach, a nocą nie daje o sobie zapomnieć nawet przez chwilę (w dzień wcale nie bywało lepiej). Chyba najbardziej uderzyła mnie szczegółowość świata przedstawionego. Podczas czytania ani przez chwilę nie miałam wątpliwości, że autor wykonał przede wszystkim kawał dobrej roboty podczas researchu. Cieszę się, że w dalszym ciągu wizytówką Urbanowicza jest osadzanie akcji w rodzinnym regionie, przez co wszystkie książki zachowują niepowtarzalny, lokalny klimat. „Inkub” jest ponadto bardzo mocno zakorzeniony w folklorze – pisarz znakomicie wykorzystał wiejskie wierzenia i zabobony, splatając je z wątkiem paranormalnym. Po raz kolejny, w iście diabelski sposób możemy się przekonać, że w każdej legendzie tkwi ziarenko prawdy i czasem może lepiej nie wiedzieć, co naprawdę kryje się za ludowymi opowieściami. Kiedy recenzowałam „Gałęziste”, jednym z zarzutów był fakt, że akcja rozwijała się bardzo powoli i czytelnik mógł poczuć się nieco znużony, zanim dotarł do właściwej fabuły. W „Inkubie” tempo też nie jest nadzwyczajne, ale w tym przypadku nie miałam wrażenia, że poszczególne rozdziały są tylko zapychaczami, służącymi jedynie wydłużeniu czasu. Szybko odkryłam, że w „Inkubie” każda wskazówka, nawet najmniejsza i najbardziej błaha, ma znaczenie, że poszlaki wskazujące na to, kto jest wspomnianą czarownicą i co tak naprawdę dzieje się w Jodoziorach, rozsiane są po całej powieści. Niektóre z nich zostały schowane bardzo powierzchownie, ale lwia część ukryła się w opisywanej rzeczywistości tak głęboko, że na pewno będę musiała przeczytać książkę jeszcze raz, by odkryć ich jeszcze więcej. Co najlepsze, w trakcie lektury miałam swoje podejrzenia dotyczące rozwiązania zagadki i martwiłam się, że wytłumaczenie jest tak przewidywalne. Jak to, to nie będzie elementu zaskoczenia? Nigdy bardziej się nie myliłam: Artur Urbanowicz wodzi czytelnika za nos tak sprawnie, jak demoniczne siły pogrywają sobie z Vytautasem. Aż mi wstyd, że przez jakiś czas brałam pod uwagę tak banalne wyjaśnienie, podczas gdy ostateczna wersja zostawiła mnie z otwartymi ze zdziwienia ustami. W książce pojawia się jeden z moich ulubionych zabiegów narracyjnych, czyli przeplatanie przeszłości z teraźniejszością; dzięki temu na zmianę obserwujemy postępy w śledztwie Vytautasa, ale dowiadujemy się też, czego byli świadkami mieszkańcy wioski w latach 70. Obie perspektywy z czasem się łączą, i kiedy dostrzegamy coraz więcej elementów wspólnych, powieść wkracza w sferę punktu kulminacyjnego, naładowanego emocjami do tego stopnia, że trudno spokojnie usiedzieć w miejscu. Trzeba tu zaznaczyć, że „Inkub” w całości jest niezwykle klimatyczny i nastrojowy. O ile filmowy horror łatwo może mnie przestraszyć, o tyle w przypadku literatury jestem w stanie zahamować wyobraźnię i skupić się na fabule, zamiast na strachu. Tutaj nie zawsze mi się to udawało. Bez wstydu przyznaję, że były chwile, kiedy zwyczajnie bałam się pójść do łazienki, bo jestem świadoma, że właśnie wywołanie takiego niepokoju jest dla autora literatury grozy najlepszym komplementem. Kompozycja książki, mimo mnogości wątków, podejmowanej tematyki i różnorodności bohaterów, nie pozwala się zagubić. Napięcie jest budowane stopniowo, wydaje się powoli obejmować czytelnika, by w finale dosłownie go pochłonąć. Nie umknęło też mojej uwadze, jak bardzo ewoluował sam styl Urbanowicza; o ile od samego początku uważam go za utalentowanego pisarza, o tyle teraz widać, jak dojrzał i czuje się w wykreowanym przez siebie świecie jeszcze pewniej niż przedtem. Obrazowość i sugestywność opisów miejscami wręcz porażały, a dialogi były lekkie i zupełnie naturalne. Wydaje mi się, że nastąpiła też zmiana w kwestii kreacji bohaterów. Już wcześniej zwróciłam uwagę, że Urbanowicz nie ma żadnego problemu w tworzeniu postaci autentycznych i wiarygodnych, bez zbędnego koloryzowania, ale w „Inkubie” budowanie tego elementu zaszło jeszcze dalej. Autor próbuje bardziej zagłębiać się w psychikę, w ludzkie motywacje. Chyba dlatego całość wypada tak prawdziwie – bo nie mamy wątpliwości, że opisywane osoby mogłyby istnieć naprawdę. Ponadto urzekły mnie delikatne nawiązania do poprzednich książek, a także odautorskie puszczenie oka, kiedy Vytautas, by zdobyć informacje, przez pewien czas podaje się za pisarza, który szuka materiału do swojej książki. Te metatekstualne wstawki okazały się świetnym urozmaiceniem i ciekawym komentarzem. Jest chyba oczywiste, jak bardzo „Inkub” mi się podobał i jak bardzo nie mogę się doczekać, by wrócić do tej opowieści i spróbować odnaleźć kolejne poszlaki. Dałam się pochłonąć, dałam się przestraszyć, dałam się zaczarować – i już teraz mogę powiedzieć, że chcę więcej. Nie szkodzi, że mamy dopiero marzec; jeśli „Inkuba” zabraknie na listach najlepszych książek tego roku, to będę bardzo rozczarowana. U mnie ma już pewne miejsce.
@Amarisa
@Amarisa 2019-04-15
Przeczytane (2019-04-15)
„Wydawać by się mogło, że tajemnicze, nawiedzone miasteczka stanowią jedynie element popkultury (…) Dzięki niej odwiedziliśmy już Twin Peaks, Salem, było też Derry. Okazuje się jednak, że Polacy nie gęsi i też swoje potwory mają. Poznajcie przeklętą wioskę na Suwalszczyźnie! Zapraszamy do Jodozior! Tylko na własną odpowiedzialność!” => czyli słów kilka o tym, dlaczego warto sięgnąć po najnowsze dzieło Artura Urbanowicza - polskiego autora grozy pt "INKUB" od Wydawnictwa Vesper ^_^ Zapraszam: https://magicznyswiatksiazki.pl/inkub-artur-urbanowicz/
Kategorie
Horror