Avatar @paulinamaskiewicz21

paulina.18bookland

@paulinamaskiewicz21
1 obserwujących.
Kanapowicz od 16 dni. Ostatnio tutaj 5 dni temu.
{} 18bookland
{} Napisz wiadomość
1 obserwujących.
Kanapowicz od 16 dni. Ostatnio tutaj 5 dni temu.

Blog

piątek, 3 lipca 2020

"Podtrzymując wszechświat" Jennifer Niven RECENZJA

Libby - nazywana "najgrubszą nastolatką w Ameryce" oraz Jack - popularny chłopak z niewiarygodną chorobą - ich ścieżki przecinają się, gdy dziewczyna pada ofiarą upokażającego żartu ze strony chłopaka. Nie wszystko jednak jest takie, jakie się wydaje. Libby po śmierci matki zajadała smutek, co doprowadziło do ogromnej tragedii. Po długim czasie walki o samą siebie wraca do szkoły. Tam zostaje wciągnięta w nieśmieszną zabawę, która kończy się wizytą u dyrektora i karą w postaci szkolnej terapii. Tam bliżej poznaje Jacka, który był jej oprawcą. Chłopak jest popularny w szkole, lecz nie za wiele go to obchodzi - zmaga się z nietypową chorobą, jaką jest nierozpoznawanie twarzy. Bardzo utrudnia mu to życie, a swoich bliskich oraz przyjaciół rozpoznaje po cechach charakterystycznych jak włosy, znamiona, sposób chodzenia. Gdy Libby i Jack poznają się bliżej odkrywają, że czują do siebie coś innego niż nienawiść...

Narracja poprowadzona jest z perspektywy obojga bohaterów, dzięki czemu możemy ich doskonale poznać. Bardzo spodobał mi się sposób, w jaki autorka ich wykreowała.
Libby, pomimo swojej nadwagi akceptuje siebie i pomaga w tym innym. Przezwyciężyła swoją słabość i na nowo zaczyna żyć. Bije od niej pozytywna energia, która każdemu się udziela. Dziewczyna jest optymistką i mimo przeciwności losu nie poddaje się.
Jack jest prozopagnostykiem, a choroba ta niezwykle utrudnia mu życie. Nie wyobrażam sobie, co musi czuć, gdy codziennie budzi się, nie rozpoznając nawet rodziny. Naprawdę podziwiam go za to, że mimo to stara się żyć normalnie. Nikomu jednak nie powiedział o swoim problemie, dopiero Libby go przekonała. Choć dziwię się, że przez tyle lat to ukrywał, to jednak trochę go rozumiem - bał się, że nikt go nie zrozumie, że zostanie wyśmiany i uznany za dziwaka.

Książka ta jest dobrym przykładem tego, że warto akceptować siebie takim, jakim się jest, bez względu na wagę, chorobę, czy inną cechę w nas, która nie wpisuje się w kanon. Czym byłby świat, gdyby każdy z nas był taki sam? Mimo, że czasem każdy z nas patrzy w lustro i myśli sobie, że chciałby wyglądać inaczej, to byłoby cudownie, gdybyśmy finalnie wszyscy zaakceptowali siebie takimi, jakimi jesteśmy. Nikt nie krytykuje nas tak bardzo, jak my sami. Jesteśmy swoimi największymi krytykami, a to potrafi zniszczyć nas bardziej, niż czyjakolwiek opinia. Powinniśmy się kochać takimi, jakimi jesteśmy, bo jak nie my, to kto? Powinniśmy być dla siebie przyjaciółmi, a nie krytykami. Każdy z nas zasługuje na miłość i akceptację. Bo tylko my zawsze ze sobą będziemy, większość ludzi odejdzie, a my zostaniemy. Szanujmy siebie, naszego prawdziwego przyjaciela, na dobre i na złe. Zobaczycie, że będziecie się lepiej czuć, gdy obdarzycie siebie samych bezwarunkową miłością. Nic nie stracicie, a zyskacie naprawdę wiele.

Polecam tę książkę z całego serca i uważam, że każdy młody człowiek powinien ją przeczytać. Pokazuje ona, że warto zaakceptować siebie takimi, jakimi jesteśmy, i że mimo przeciwności losu warto o siebie walczyć.
piątek, 3 lipca 2020

"Tamte dni, tamte noce" Andre Aciman RECENZJA

Włochy, lato 1983 r. Co roku wakacje spędza tu wraz z rodzicami 17 letni chłopak imieniem Elio. Każdego lata dołącza do nich praktykant ojca, lecz za każdym razem jest to ktoś inny. Ten pobyt różni się jednak od poprzednich. Tym razem ich gość okazuje się kimś wyjątkowym, innym od reszty mężczyzn, którzy przewijali się przez ten dom. Oliver - bo tak ma na imię praktykant - z początku wydaje się niedostępny i arogancki. Elio irytuje jego obecność tutaj. Z czasem jednak odczuwa nieodpartą potrzebę przebywania w towarzystwie 24 latka. Nie wiedząc kiedy, popada w obsesję na jego punkcie.

O tej książce słyszałam już długo przed jej przeczytaniem, lecz zwlekałam z jej lekturą. Prawdę mówiąc przekonał mnie do tego film na podstawie tejże powieści. Zazwyczaj najpierw czytam, a potem oglądam ekranizacje, jednak to, że znałam fabułę nie zniechęciło mnie do przeczytania książki. Wręcz przeciwnie - dzięki filmowi sięgnęłam po tę pozycję. Szczerze? Nie żałuję ani trochę. Dzięki tej książce uświadomiłam sobie, jak bardzo można się w kimś zakochać. Niesamowitym przeżyciem było wejście w umysł osoby w obsesji. Poznałam wszystkie myśli Elia, czułam to, co on czuł, byłam w stanie go zrozumieć mimo jego irracjonalnych zachowań. Bo w końcu kto z nas nie był kiedyś zakochany? Ludzie z miłości robią różne głupie rzeczy, to normalne. Pokochałam tę książkę dlatego, że jest szczera do bólu, nic nie ukrywa. Wszystkie emocje, myśli są prawdziwe, ludzkie, bez cenzury. Na co dzień spotykamy się z przesłodzonymi opowieściami, przy czytaniu których czujemy, że nie są prawdziwe. "Tamte dni, tamte noce" nie ukrywają niczego. Cytując Terencjusza: "Nic co ludzkie, nie jest mi obce". Takie też jest przesłanie autora tej książki - w końcu wszystko, co opisał w niej Andre Aciman jest ludzkie.

Książka jest napisana z perspektywy Elia, jako wspomnienia z przeszłości. Jest to bardzo ciekawa forma i szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim sposobem poprowadzenia narracji. Autor jednak wiedział co robi, a jego pomysł był strzałem w dziesiątkę.
Co do kreacji bohaterów - dzięki pierwszoosobowej narracji poznałam Elia na wylot, ale niestety Olivera już nie. Przedmiot obsesji nastolatka został pokazany jedynie z perspektywy zakochanego. Nie poznajemy jego myśli, odczuć co do tej całej sytuacji - jedynie to, co mówi nam Elio. Niestety jest to minus tej książki, jednak nie aż tak wielki, by zniechęcić do czytania.

Powieść ta porusza bardzo ważny i ostatnio często omawiany temat - lgbt+. Jest on głównym wątkiem tej książki - w końcu mamy tu romans między dwoma mężczyznami. Autor dobrze opisał drogę poznawania siebie przez młodego chłopaka - jego obawy, przemyślenia, moment, w którym zdał sobie sprawę, że pociągają go mężczyźni. Bardzo się cieszę, że Andre Aciman normalizuje homoseksualizm, bo niestety w dzisiejszych czasach wiele osób uznaje to za chorobę, wynaturzenie. Przecież orientacja seksualna nie zmienia nic w postrzeganiu drugiego człowieka. To, że ktoś jest innej orientacji niż heteroseksualnej nie oznacza, że jest inny, gorszy. Najbardziej poruszyła mnie rozmowa Elia i jego ojca. Tata okazał mu wiele zrozumienia, akceptacji, pokazał, że relacja syna z Oliverem nic nie zmieniła między nimi. Wspierał go mimo przeciwności losu, był dla niego oparciem w trudnych chwilach. Bardzo chciałabym, żeby każdy rodzic był takim wsparciem dla swojego dziecka w czasie, gdy ono poznaje siebie. Nieważne, jakiej jest orientacji, ważne, jakim jest człowiekiem.

Książka jest idealna na wakacje, lecz pod pozorem letniego romansu kryje się coś znacznie więcej. Gorąco polecam "Tamte dni, tamte noce" i uważam, że każdy odnajdzie w niej cząstkę siebie.
Tagi:
#cmbyn, #tamtednitamtenoce
piątek, 3 lipca 2020

"Pacjentka" Alex Michaelides RECENZJA

Zamknięta w zakładzie psychiatrycznym nie odezwała się do nikogo od czasu tragedii, która miała miejsce kilka lat wcześniej. Kim jest ta intrygująca kobieta? Dlaczego nic nie mówi? Tego próbuje dowiedzieć się Theo, psychoterapeuta. Gdy w końcu po latach czekania dostaje posadę w szpitalu, w którym przebywa Alicia, stara się za wszelką cenę sprawić, by jego pacjentka znów przemówiła. Bada sprawę zabójstwa jej męża, którą interesuje się od początku. Ona jednak wciąż milczy. Czy Theo uda się ją namówić do wyjawienia prawdy?

"Pacjentka" jest thrillerem psychologicznym. Wybierając ten gatunek autor rzucił samemu sobie niezłe wyzwanie. Niełatwo jest napisać pełną napięcia i nieprzewidywalną książkę. Alexowi jednak się udało i to ze świetnym rezultatem. Nie bez powodu jego powieść stała się bestsellerem. Książka trzyma w napięciu od początku do końca, a zakończenie było tak nieprzewidywalne, że po przeczytaniu go musiałam to zrobić jeszcze raz. W życiu nie domyśliłabym się takiego finału.

Książka podzielona jest na kilka części, a narracja jest pisana z perspektywy głównego bohatera. Pomiędzy jego wypowiedziami znajdziemy także zapiski z pamiętnika jego pacjentki.
Bohaterowie są wykreowani wręcz perfekcyjnie. Ani przez chwilę nie możemy się domyślać, co stanie się na następnej stronie, ani jaką prawdę odkryjemy o danej osobie. Gdy już jesteśmy prawie pewni, że wiemy, co się wydarzyło, po przeczytaniu kolejnej strony już niczego nie wiemy i od nowa zastanawiamy się nad rozwiązaniem zagadki.
Czytając tę książkę nie mogłam się oderwać. Pochłonęłam ją w kilka godzin. Styl autora jest tak przyjemny, że przez książkę się płynie.

To, jak autor manipuluje nami przez całą książkę jest niewiarygodne i świetne. Chyba nigdy wcześniej nie czytałam lepszego thrillera psychologicznego. Bardzo, ale to bardzo polecam wam tę książkę. Jeśli szukacie nieprzewidywalnej, pełnej napięcia historii, to "Pacjentka" jest dla was.
Tagi:
#pacjentka
środa, 1 lipca 2020

"Red, white & royal blue" Casey McQuiston RECENZJA

Alex - syn prezydentki USA oraz książę Henry od zawsze się nienawidzą. Ale czy na pewno dobrze nazywają uczucie, jakie jest między nimi?
Na weselu Filipa - brata Henryka wybucha kłótnia. Książę wraz z Alexem lądują w torcie weselnym. Wywołuje to skandal na skalę światową. Aby załagodzić sytuację postanowiono, że mężczyźni będą udawać przyjaźń. Niespodziewanie dla wszystkich udawanie przeradza się w coś więcej, w coś, co będzie musiało pozostać tajemnicą dla dobra krajów, z których pochodzą. Jak długo ich relacja pozostanie sekretem?

"Red, white & royal blue" wydaje się być kolejnym romansem młodzieżowym, jak wszystkie inne. Jednak ten, kto tak myśli, jest w ogromnym błędzie. To prawda, książka jest romansem młodzieżowym, ale jedynym w swoim rodzaju. Pomysł na fabułę jest oryginalny i mi osobiście bardzo się podoba.
Poznajemy tu Alexa, który jest synem prezydentki USA oraz Henry'ego - członka rodziny królewskiej. Z pozoru bardzo się od siebie różnią, lecz tak naprawdę dużo ich łączy. Na obu patrzy cały świat. Wszyscy śledzą każdy ich ruch. Mężczyźni muszą być bardzo ostrożni, ich prywatność jest stale naruszana. Nie mogą być anonimowi, jak ich rówieśnicy. Dlatego też, gdy dochodzi między nimi do spięcia, którego wynikiem jest weselna katastrofa, muszą zrobić wszystko, by cały świat uwierzył w ich kłamstwo o dobrych stosunkach. Choć nie chcą, muszą udawać, że są najlepszymi przyjaciółmi, a nie największymi wrogami. Muszą się poświęcić dla dobra ich ojczyzn. To ich obowiązek. Niespodziewanie ich relacja staje się coraz bardziej prawdziwa i żaden z nich nie czuje, że rozmawia z drugim z przymusu. Z czasem ich przyjaźń przeradza się w coś więcej, w coś, co jest zakazane, niedostępne dla nich. Mimo to walczą o swoje szczęście i to jest piękne.

Ich historia jest tak urocza, że od razu się zakochałam. Mimo poważnego tematu, jakim jest LGBT+, powieść jest napisana w lekkim tonie, z humorem. Autorka bardzo dobrze wprowadza nas w świat Alexa i Henry'ego oraz ich zakazanej miłości. Czytając "Rw&rb" czułam, jakbym była jedną z ich przyjaciółek. Razem z nimi przeżywałam ich wzloty i upadki, ich wszystkie dylematy i problemy. Pokochałam ich całym sercem. Bohaterowie są wykreowani doskonale, doszło nawet do tego, że wyobrażałam sobie ich dokładny wygląd, a nie robię tego często. Naprawdę żałuję, że nie istnieją oni naprawdę. Gdyby byli prawdziwi, na pewno juz obserwowałabym ich na Instagramie.
Alex i Henry to jedne z najlepszych postaci męskich wśród książek w ogóle. Obaj są inteligentni, przystojni, błyskotliwi, zabawni, uroczy, odważni - po prostu doskonali. Gdyby ktoś zapytał mnie o książkowych crush'ów, bez wahania wybrałabym ich i jestem pewna, że nie tylko ja. Ich nie da się nie kochać!
Warto też docenić innych bohaterów, m.in. mamę Alexa, Norę, June oraz kilku innych. (Nie powiem kogo, bo nie chcę zdradzać fabuły, ale po przeczytaniu książki będziecie wiedzieć, kogo mam na myśli.)

Co do tematu LGBT+, jest on poruszony tutaj w bardzo ciekawy sposób - w końcu nie codziennie możemy przeczytać o homoseksualnej miłości członków rodzin rządzących dwoma najważniejszymi krajami na świecie. Wraz z głównymi bohaterami przemierzamy ich drogę do poznania samych siebie. W ich przypadku jest to jednak trudniejsze ze względu na ich pozycję polityczną. Do tego dochodzą poglądy rodziny oraz świadomość, że cały świat patrzy. Przeciętnym ludziom jest w takiej sytuacji trudno, a co dopiero osobom, na których ciąży taka presja. Autorka wszystko świetnie opisała i jestem pewna, że dodała otuchy i odwagi wielu osobom, które boją się wyjawić swoją orientację seksualną. Ta historia pokazuje, że nie wolno się bać i trzeba walczyć o swoje szczęście i wolność.

Podobały mi się także nawiązania do popkultury, a dzięki temu, że w książce pada wiele tytułów piosenek, możemy z łatwością wyszukać je w internecie i słuchając ich jeszcze bardziej wczuć się w klimat powieści.

"Red, white & royal blue" zawładnęła mną całkowicie. Już po kilku stronach wiedziałam, że przepadłam. Była to najbardziej urocza powieść, jaką ostatnio czytałam. Kibicowałam bohaterom od początku do końca. Zakochałam się w ich historii i żałuję, że tak szybko skończyłam czytać. Chciałabym móc przeczytać ją jeszcze raz bez znajomości treści, jeszcze raz przeżyć z nimi tę przygodę. Już teraz wiem, że ta książka zostanie moim ulubieńcem. Bardzo wam ją polecam, to była cudowna, zabawna, słodka i wzruszająca historia, którą mam nadzieję, że pokochacie tak mocno jak ja.
Tagi:
#redwhiteandroyalblue
wtorek, 30 czerwca 2020

"Anonimowi Heretycy" Katie Henry RECENZJA

Michael jest nastoletnim ateistą. Przez ojca i jego pracę, chłopak wraz z rodziną co chwilę się przeprowadza, co jest powodem sporu ojca z synem. Na dodatek tym razem główny bohater trafia do katolickiej szkoły, co dla niego jest nieśmiesznym żartem. Tam jednak poznaje Lucy - katoliczkę o poglądach feministycznych, która chce zostać księdzem. Ona udowadnia mu, że jest więcej osób takich jak on - zagubionych, innym niż reszta w tej szkole. Tym sposobem Michael staje się członkiem "Anonimowych Heretyków". Chłopak zaprzyjaźnia się z Lucy oraz pozostałymi członkami tej grupy - Avim, który jest żydem i gejem, Maksem - unitarianinem uniwersalistą oraz Eden - praktykującą poganką. Wszyscy akceptują siebie nawzajem i wspierają w trudnych chwilach. Przyjaciele starają się przetrwać szkołę średnią, mimo licznych objawów nietolerancji i sporów między uczniami a nauczycielami. Michael przekonuje ich jednak, że to musi się skończyć i namawia ich do buntu. Tajne stowarzyszenie ma w planach rozpoczęcie kampanii przeciw sztywnym zasadom i obnażenie wszechobecnej w szkole hipokryzji. Przynosi to jednak ze sobą nieoczekiwane skutki.
Główny bohater przekonuje się, że mimo różnic poglądowych można zawrzeć silne przyjaźnie, a wiara nie jest cechą charakteru, więc nie ważne w co wierzymy, ważne, jacy jesteśmy.

Książka porusza ważny temat, jakim jest wiara. Autorka uczy nas, że powinniśmy szanować innych bez względu na ich poglądy, przekonania. Udowadnia nam też, że nie ważne w jakiego boga wierzymy, tylko w jakie wartości. Liczy się to, jacy jesteśmy. Po lekturze tej książki przekonałam się też, że nie powinniśmy oceniać ludzi przed poznaniem ich. Każdy ma swoją historię, przeszłość, walczy z własnymi demonami. Często jesteśmy zagubieni i nasze czyny nie pokrywają się z tym, co tak naprawdę myślimy. Dlatego tez warto najpierw poznać kogoś, a potem dopiero możemy się wypowiedzieć na ich temat. Nie wolno też osądzać innych. Nie wiemy, co nimi kieruje, może potrzebują pomocy, a nie krytyki.

"Każda osoba, którą poznajesz toczy walkę, o której nie masz pojęcia. Bądź miły. Zawsze."

"Anonimowi Heretycy" napisani są z perspektywy Michaela. Dzięki temu byliśmy w stanie zauważyć zmianę w bohaterze. Poznaliśmy jego myśli, byliśmy z nim w drodze do przemiany, którą przeszedł w trakcie pobytu w nowej szkole, z nowymi przyjaciółmi.
Katie Henry dobrze wykreowała bohaterów, choć brakowało mi kilka stron, po których przeczytaniu bardziej zżyłabym się z nimi. Mimo to, czytając, czułam, jakbym ich znała osobiście i szczerze mówiąc, z chęcią bym się z nimi zaprzyjaźniła. Miło jest mieć przy sobie osoby, które akceptują cię takim, jakim jesteś, bez względu na wiarę, czy cokolwiek innego.

Pochłonęłam książkę w jeden wieczór i żałuję, że ma ona tylko 350 stron. Bawiłam się przy niej doskonale, poczucie humoru bohaterów pokrywało się z moim przez co co chwilę się śmiałam. W pewnym momencie (nie)stety nawet płakałam ze wzruszenia. Wszystkim bardzo, ale to bardzo polecam "Anonimowych Heretyków", bo pod pozorem lekkiej powieści młodzieżowej kryje się ważne przesłanie. Nie ważne jakiego jesteście wyznania, książka jest dla was. Bo o to właśnie w niej chodzi - mimo różnic powinniśmy trzymać się razem.

Tagi:
#anonimowiheretycy, #hereticsanonymous
nakanapie.pl
{} {} {}
O nas Kontakt Pomoc Polityka prywatności Regulamin
© 2020 nakanapie.pl
Zrobione z {} na Pradze Południe