Recenzja książki Frontier

Czytającesiostry recenzują

@czytajacesiostry@czytajacesiostry · 2020-07-07
„Frontier” to pierwsza książka Pawła Laskowskiego i cóż… nie zachwyciła mnie.

Opis książki jest dość mocno zachęcający, szczególnie dla osób, które- tak jak ja- lubią książki osadzone w przeszłości.

„ Przeszłość dopadnie cię wtedy, gdy ty już zdążysz ją pogrzebać.”

Głównymi bohaterami książki są Scarlett Adams i Chris Kane- mieszkańcy XVIII- wiecznego Londynu, którzy przez całe życie zmierzają się z wieloma przeciwnościami losu. Obydwoje nie mają kolorowego życia i starają się zapewnić dobrą przyszłość sobie i swojej rodzinie. A żadne z nich nie ma w pełni kochającej i wspaniałej rodziny. Ojciec Chrisa ma warsztat, w którym produkuje silniczki parowe i lampy naftowe, z Scarlett jest lekarzem. Matki obydwojga- jak przystało na tamte czasy- zajmują się domem. Mają też rodzeństwo. Chris brata Joe’go, a Scarlett czwórkę rodzeństwa, w tym dwójkę młodszych, którym później stara się zastąpić matkę.

Cała fabuła książki jest dość… intrygująca i na pewno nie da się na niej nudzić.

Dlaczego więc dałam jej aż tak- jak na mnie- niską ocenę?

Zebrało się na to dość sporo czynników, a niektóre z nich moim zdaniem są konieczne do spełnienia, żeby książka była dobra.

Po pierwsze- sama fabuła.

Do ponad 100 strony jest nudna. Okej, coś się tam dzieje ale nie potrafiłam zrozumieć dlaczego jest to aż tak ważne, że zajmuje nam tyle czasu. Co gorsza nie da się połapać w bohaterach, szczególnie, jeśli nie ma się pamięci do imion tak jak ja. Ciągle coś się działo, lecz nie wnosiło to nic do całej historii. Główny wątek poznajemy dopiero pod koniec książki co jest dość irytujące, ponieważ przez całą resztę powieści czułam się, jakbym czytała nie związane ze sobą krótkie opowiadania, w których tylko imię głównego bohatera się nie zmienia.

Po drugie- dialogi.

A właściwie ich brak. Od zawsze uważałam, że dialogi są jedną z najistotniejszych części książki. Dzięki nim akcja przyspiesza, zwalnia i… po prostu da się to czytać. Dzięki temu poznajemy bohaterów, a nie tylko ich myśli i to, co robią. Niestety we „ Frontierze” nie znajdziemy ich za dużo, a jeśli już się pojawią- będą bardzo krótkie. Nie ma tu śledzenia z zapartym tchem rozmów bohaterów, raczej krótkie zdawkowe wypowiedzi i znów pogrążamy się w świecie myśli bohatera.

Po trzecie- zbyt dużo perspektyw.

Szczególnie na początku książki jest to uciążliwe. Nie poznaliśmy jeszcze dobrze bohaterów a co chwila dochodzi ktoś nowy. Nie związany z całą akcją. Co gorsza pojawia się tylko raz, czy dwa, a potem już o nim nie usłyszymy. Przez ponad pół powieści nie mogłam zrozumieć kto w tej opowieści jest postacią poboczną, a kto gra pierwsze skrzypce. Szczególnie, że Scarlett i Chris pojawiają się tam stosunkowo późno. Nie ma też żadnych oznaczeń, że przenosimy się do życia innej osoby. Ani rozdziałów, które by to zaznaczały, ani imion podanych przed przeniesieniem się do życia innego bohatera, czy nawet większego wcięcia w akapicie!

Kolejnym czynnikiem, który obniżył moją ocenę są przeskoki w czasie.

I nie chodzi mi tutaj o typowe „2 miesiące później”, czy coś tego typu. Tutaj akcja toczy się ciągle, a kiedy wydarza się coś, co wstrząsa całym miastem w perspektywie jednego z bohaterów- u drugiego to się nie wydarza. Po prostu jakby żył w innej rzeczywistości.

Ostatnim, i nieco dziwnym czynnikiem są metafory.

Zazwyczaj są one wspaniałym urozmaiceniem tekstu, szczególnie gdy dobrze się je użyje. Jednak tutaj- było ich zdecydowanie za dużo. Były tak bardzo rozbudowane, że czasem zastanawiałam się czy jest to tylko przenośnia, czy naprawdę to się dzieje. Wielokrotnie przyprawiały mnie o zawrót głowy.



Książka sama w sobie jest ciekawa, jednak wydaje mi się, że dość nieumiejętnie napisana. Pomysł sam w sobie jest bardzo interesujący, jednak moim zdaniem pierwsza połowa książki jest zupełnie niepotrzebna.

„Frontier” to pierwsza książka Pawła Laskowskiego i cóż… nie zachwyciła mnie.

Opis książki jest dość mocno zachęcający, szczególnie dla osób, które- tak jak ja- lubią książki osadzone w przeszłości.

„ Przeszłość dopadnie cię wtedy, gdy ty już zdążysz ją pogrzebać.”

Głównymi bohaterami książki są Scarlett Adams i Chris Kane- mieszkańcy XVIII- wiecznego Londynu, którzy przez całe życie zmierzają się z wieloma przeciwnościami losu. Obydwoje nie mają kolorowego życia i starają się zapewnić dobrą przyszłość sobie i swojej rodzinie. A żadne z nich nie ma w pełni kochającej i wspaniałej rodziny. Ojciec Chrisa ma warsztat, w którym produkuje silniczki parowe i lampy naftowe, z Scarlett jest lekarzem. Matki obydwojga- jak przystało na tamte czasy- zajmują się domem. Mają też rodzeństwo. Chris brata Joe’go, a Scarlett czwórkę rodzeństwa, w tym dwójkę młodszych, którym później stara się zastąpić matkę.

Cała fabuła książki jest dość… intrygująca i na pewno nie da się na niej nudzić.

Dlaczego więc dałam jej aż tak- jak na mnie- niską ocenę?

Zebrało się na to dość sporo czynników, a niektóre z nich moim zdaniem są konieczne do spełnienia, żeby książka była dobra.

Po pierwsze- sama fabuła.

Do ponad 100 strony jest nudna. Okej, coś się tam dzieje ale nie potrafiłam zrozumieć dlaczego jest to aż tak ważne, że zajmuje nam tyle czasu. Co gorsza nie da się połapać w bohaterach, szczególnie, jeśli nie ma się pamięci do imion tak jak ja. Ciągle coś się działo, lecz nie wnosiło to nic do całej historii. Główny wątek poznajemy dopiero pod koniec książki co jest dość irytujące, ponieważ przez całą resztę powieści czułam się, jakbym czytała nie związane ze sobą krótkie opowiadania, w których tylko imię głównego bohatera się nie zmienia.

Po drugie- dialogi.

A właściwie ich brak. Od zawsze uważałam, że dialogi są jedną z najistotniejszych części książki. Dzięki nim akcja przyspiesza, zwalnia i… po prostu da się to czytać. Dzięki temu poznajemy bohaterów, a nie tylko ich myśli i to, co robią. Niestety we „ Frontierze” nie znajdziemy ich za dużo, a jeśli już się pojawią- będą bardzo krótkie. Nie ma tu śledzenia z zapartym tchem rozmów bohaterów, raczej krótkie zdawkowe wypowiedzi i znów pogrążamy się w świecie myśli bohatera.

Po trzecie- zbyt dużo perspektyw.

Szczególnie na początku książki jest to uciążliwe. Nie poznaliśmy jeszcze dobrze bohaterów a co chwila dochodzi ktoś nowy. Nie związany z całą akcją. Co gorsza pojawia się tylko raz, czy dwa, a potem już o nim nie usłyszymy. Przez ponad pół powieści nie mogłam zrozumieć kto w tej opowieści jest postacią poboczną, a kto gra pierwsze skrzypce. Szczególnie, że Scarlett i Chris pojawiają się tam stosunkowo późno. Nie ma też żadnych oznaczeń, że przenosimy się do życia innej osoby. Ani rozdziałów, które by to zaznaczały, ani imion podanych przed przeniesieniem się do życia innego bohatera, czy nawet większego wcięcia w akapicie!

Kolejnym czynnikiem, który obniżył moją ocenę są przeskoki w czasie.

I nie chodzi mi tutaj o typowe „2 miesiące później”, czy coś tego typu. Tutaj akcja toczy się ciągle, a kiedy wydarza się coś, co wstrząsa całym miastem w perspektywie jednego z bohaterów- u drugiego to się nie wydarza. Po prostu jakby żył w innej rzeczywistości.

Ostatnim, i nieco dziwnym czynnikiem są metafory.

Zazwyczaj są one wspaniałym urozmaiceniem tekstu, szczególnie gdy dobrze się je użyje. Jednak tutaj- było ich zdecydowanie za dużo. Były tak bardzo rozbudowane, że czasem zastanawiałam się czy jest to tylko przenośnia, czy naprawdę to się dzieje. Wielokrotnie przyprawiały mnie o zawrót głowy.



Książka sama w sobie jest ciekawa, jednak wydaje mi się, że dość nieumiejętnie napisana. Pomysł sam w sobie jest bardzo interesujący, jednak moim zdaniem pierwsza połowa książki jest zupełnie niepotrzebna.
„Frontier” to pierwsza książka Pawła Laskowskiego i cóż… nie zachwyciła mnie.

Opis książki jest dość mocno zachęcający, szczególnie dla osób, które- tak jak ja- lubią książki osadzone w przeszłości.

„ Przeszłość dopadnie cię wtedy, gdy ty już zdążysz ją pogrzebać.”

Głównymi bohaterami książki są Scarlett Adams i Chris Kane- mieszkańcy XVIII- wiecznego Londynu, którzy przez całe życie zmierzają się z wieloma przeciwnościami losu. Obydwoje nie mają kolorowego życia i starają się zapewnić dobrą przyszłość sobie i swojej rodzinie. A żadne z nich nie ma w pełni kochającej i wspaniałej rodziny. Ojciec Chrisa ma warsztat, w którym produkuje silniczki parowe i lampy naftowe, z Scarlett jest lekarzem. Matki obydwojga- jak przystało na tamte czasy- zajmują się domem. Mają też rodzeństwo. Chris brata Joe’go, a Scarlett czwórkę rodzeństwa, w tym dwójkę młodszych, którym później stara się zastąpić matkę.

Cała fabuła książki jest dość… intrygująca i na pewno nie da się na niej nudzić.

Dlaczego więc dałam jej aż tak- jak na mnie- niską ocenę?

Zebrało się na to dość sporo czynników, a niektóre z nich moim zdaniem są konieczne do spełnienia, żeby książka była dobra.

Po pierwsze- sama fabuła.

Do ponad 100 strony jest nudna. Okej, coś się tam dzieje ale nie potrafiłam zrozumieć dlaczego jest to aż tak ważne, że zajmuje nam tyle czasu. Co gorsza nie da się połapać w bohaterach, szczególnie, jeśli nie ma się pamięci do imion tak jak ja. Ciągle coś się działo, lecz nie wnosiło to nic do całej historii. Główny wątek poznajemy dopiero pod koniec książki co jest dość irytujące, ponieważ przez całą resztę powieści czułam się, jakbym czytała nie związane ze sobą krótkie opowiadania, w których tylko imię głównego bohatera się nie zmienia.

Po drugie- dialogi.

A właściwie ich brak. Od zawsze uważałam, że dialogi są jedną z najistotniejszych części książki. Dzięki nim akcja przyspiesza, zwalnia i… po prostu da się to czytać. Dzięki temu poznajemy bohaterów, a nie tylko ich myśli i to, co robią. Niestety we „ Frontierze” nie znajdziemy ich za dużo, a jeśli już się pojawią- będą bardzo krótkie. Nie ma tu śledzenia z zapartym tchem rozmów bohaterów, raczej krótkie zdawkowe wypowiedzi i znów pogrążamy się w świecie myśli bohatera.

Po trzecie- zbyt dużo perspektyw.

Szczególnie na początku książki jest to uciążliwe. Nie poznaliśmy jeszcze dobrze bohaterów a co chwila dochodzi ktoś nowy. Nie związany z całą akcją. Co gorsza pojawia się tylko raz, czy dwa, a potem już o nim nie usłyszymy. Przez ponad pół powieści nie mogłam zrozumieć kto w tej opowieści jest postacią poboczną, a kto gra pierwsze skrzypce. Szczególnie, że Scarlett i Chris pojawiają się tam stosunkowo późno. Nie ma też żadnych oznaczeń, że przenosimy się do życia innej osoby. Ani rozdziałów, które by to zaznaczały, ani imion podanych przed przeniesieniem się do życia innego bohatera, czy nawet większego wcięcia w akapicie!

Kolejnym czynnikiem, który obniżył moją ocenę są przeskoki w czasie.

I nie chodzi mi tutaj o typowe „2 miesiące później”, czy coś tego typu. Tutaj akcja toczy się ciągle, a kiedy wydarza się coś, co wstrząsa całym miastem w perspektywie jednego z bohaterów- u drugiego to się nie wydarza. Po prostu jakby żył w innej rzeczywistości.

Ostatnim, i nieco dziwnym czynnikiem są metafory.

Zazwyczaj są one wspaniałym urozmaiceniem tekstu, szczególnie gdy dobrze się je użyje. Jednak tutaj- było ich zdecydowanie za dużo. Były tak bardzo rozbudowane, że czasem zastanawiałam się czy jest to tylko przenośnia, czy naprawdę to się dzieje. Wielokrotnie przyprawiały mnie o zawrót głowy.



Książka sama w sobie jest ciekawa, jednak wydaje mi się, że dość nieumiejętnie napisana. Pomysł sam w sobie jest bardzo interesujący, jednak moim zdaniem pierwsza połowa książki jest zupełnie niepotrzebna.
„Frontier” to pierwsza książka Pawła Laskowskiego i cóż… nie zachwyciła mnie.

Opis książki jest dość mocno zachęcający, szczególnie dla osób, które- tak jak ja- lubią książki osadzone w przeszłości.

„ Przeszłość dopadnie cię wtedy, gdy ty już zdążysz ją pogrzebać.”

Głównymi bohaterami książki są Scarlett Adams i Chris Kane- mieszkańcy XVIII- wiecznego Londynu, którzy przez całe życie zmierzają się z wieloma przeciwnościami losu. Obydwoje nie mają kolorowego życia i starają się zapewnić dobrą przyszłość sobie i swojej rodzinie. A żadne z nich nie ma w pełni kochającej i wspaniałej rodziny. Ojciec Chrisa ma warsztat, w którym produkuje silniczki parowe i lampy naftowe, z Scarlett jest lekarzem. Matki obydwojga- jak przystało na tamte czasy- zajmują się domem. Mają też rodzeństwo. Chris brata Joe’go, a Scarlett czwórkę rodzeństwa, w tym dwójkę młodszych, którym później stara się zastąpić matkę.

Cała fabuła książki jest dość… intrygująca i na pewno nie da się na niej nudzić.

Dlaczego więc dałam jej aż tak- jak na mnie- niską ocenę?

Zebrało się na to dość sporo czynników, a niektóre z nich moim zdaniem są konieczne do spełnienia, żeby książka była dobra.

Po pierwsze- sama fabuła.

Do ponad 100 strony jest nudna. Okej, coś się tam dzieje ale nie potrafiłam zrozumieć dlaczego jest to aż tak ważne, że zajmuje nam tyle czasu. Co gorsza nie da się połapać w bohaterach, szczególnie, jeśli nie ma się pamięci do imion tak jak ja. Ciągle coś się działo, lecz nie wnosiło to nic do całej historii. Główny wątek poznajemy dopiero pod koniec książki co jest dość irytujące, ponieważ przez całą resztę powieści czułam się, jakbym czytała nie związane ze sobą krótkie opowiadania, w których tylko imię głównego bohatera się nie zmienia.

Po drugie- dialogi.

A właściwie ich brak. Od zawsze uważałam, że dialogi są jedną z najistotniejszych części książki. Dzięki nim akcja przyspiesza, zwalnia i… po prostu da się to czytać. Dzięki temu poznajemy bohaterów, a nie tylko ich myśli i to, co robią. Niestety we „ Frontierze” nie znajdziemy ich za dużo, a jeśli już się pojawią- będą bardzo krótkie. Nie ma tu śledzenia z zapartym tchem rozmów bohaterów, raczej krótkie zdawkowe wypowiedzi i znów pogrążamy się w świecie myśli bohatera.

Po trzecie- zbyt dużo perspektyw.

Szczególnie na początku książki jest to uciążliwe. Nie poznaliśmy jeszcze dobrze bohaterów a co chwila dochodzi ktoś nowy. Nie związany z całą akcją. Co gorsza pojawia się tylko raz, czy dwa, a potem już o nim nie usłyszymy. Przez ponad pół powieści nie mogłam zrozumieć kto w tej opowieści jest postacią poboczną, a kto gra pierwsze skrzypce. Szczególnie, że Scarlett i Chris pojawiają się tam stosunkowo późno. Nie ma też żadnych oznaczeń, że przenosimy się do życia innej osoby. Ani rozdziałów, które by to zaznaczały, ani imion podanych przed przeniesieniem się do życia innego bohatera, czy nawet większego wcięcia w akapicie!

Kolejnym czynnikiem, który obniżył moją ocenę są przeskoki w czasie.

I nie chodzi mi tutaj o typowe „2 miesiące później”, czy coś tego typu. Tutaj akcja toczy się ciągle, a kiedy wydarza się coś, co wstrząsa całym miastem w perspektywie jednego z bohaterów- u drugiego to się nie wydarza. Po prostu jakby żył w innej rzeczywistości.

Ostatnim, i nieco dziwnym czynnikiem są metafory.

Zazwyczaj są one wspaniałym urozmaiceniem tekstu, szczególnie gdy dobrze się je użyje. Jednak tutaj- było ich zdecydowanie za dużo. Były tak bardzo rozbudowane, że czasem zastanawiałam się czy jest to tylko przenośnia, czy naprawdę to się dzieje. Wielokrotnie przyprawiały mnie o zawrót głowy.



Książka sama w sobie jest ciekawa, jednak wydaje mi się, że dość nieumiejętnie napisana. Pomysł sam w sobie jest bardzo interesujący, jednak moim zdaniem pierwsza połowa książki jest zupełnie niepotrzebna.
„Frontier” to pierwsza książka Pawła Laskowskiego i cóż… nie zachwyciła mnie.

Opis książki jest dość mocno zachęcający, szczególnie dla osób, które- tak jak ja- lubią książki osadzone w przeszłości.

„ Przeszłość dopadnie cię wtedy, gdy ty już zdążysz ją pogrzebać.”

Głównymi bohaterami książki są Scarlett Adams i Chris Kane- mieszkańcy XVIII- wiecznego Londynu, którzy przez całe życie zmierzają się z wieloma przeciwnościami losu. Obydwoje nie mają kolorowego życia i starają się zapewnić dobrą przyszłość sobie i swojej rodzinie. A żadne z nich nie ma w pełni kochającej i wspaniałej rodziny. Ojciec Chrisa ma warsztat, w którym produkuje silniczki parowe i lampy naftowe, z Scarlett jest lekarzem. Matki obydwojga- jak przystało na tamte czasy- zajmują się domem. Mają też rodzeństwo. Chris brata Joe’go, a Scarlett czwórkę rodzeństwa, w tym dwójkę młodszych, którym później stara się zastąpić matkę.

Cała fabuła książki jest dość… intrygująca i na pewno nie da się na niej nudzić.

Dlaczego więc dałam jej aż tak- jak na mnie- niską ocenę?

Zebrało się na to dość sporo czynników, a niektóre z nich moim zdaniem są konieczne do spełnienia, żeby książka była dobra.

Po pierwsze- sama fabuła.

Do ponad 100 strony jest nudna. Okej, coś się tam dzieje ale nie potrafiłam zrozumieć dlaczego jest to aż tak ważne, że zajmuje nam tyle czasu. Co gorsza nie da się połapać w bohaterach, szczególnie, jeśli nie ma się pamięci do imion tak jak ja. Ciągle coś się działo, lecz nie wnosiło to nic do całej historii. Główny wątek poznajemy dopiero pod koniec książki co jest dość irytujące, ponieważ przez całą resztę powieści czułam się, jakbym czytała nie związane ze sobą krótkie opowiadania, w których tylko imię głównego bohatera się nie zmienia.

Po drugie- dialogi.

A właściwie ich brak. Od zawsze uważałam, że dialogi są jedną z najistotniejszych części książki. Dzięki nim akcja przyspiesza, zwalnia i… po prostu da się to czytać. Dzięki temu poznajemy bohaterów, a nie tylko ich myśli i to, co robią. Niestety we „ Frontierze” nie znajdziemy ich za dużo, a jeśli już się pojawią- będą bardzo krótkie. Nie ma tu śledzenia z zapartym tchem rozmów bohaterów, raczej krótkie zdawkowe wypowiedzi i znów pogrążamy się w świecie myśli bohatera.

Po trzecie- zbyt dużo perspektyw.

Szczególnie na początku książki jest to uciążliwe. Nie poznaliśmy jeszcze dobrze bohaterów a co chwila dochodzi ktoś nowy. Nie związany z całą akcją. Co gorsza pojawia się tylko raz, czy dwa, a potem już o nim nie usłyszymy. Przez ponad pół powieści nie mogłam zrozumieć kto w tej opowieści jest postacią poboczną, a kto gra pierwsze skrzypce. Szczególnie, że Scarlett i Chris pojawiają się tam stosunkowo późno. Nie ma też żadnych oznaczeń, że przenosimy się do życia innej osoby. Ani rozdziałów, które by to zaznaczały, ani imion podanych przed przeniesieniem się do życia innego bohatera, czy nawet większego wcięcia w akapicie!

Kolejnym czynnikiem, który obniżył moją ocenę są przeskoki w czasie.

I nie chodzi mi tutaj o typowe „2 miesiące później”, czy coś tego typu. Tutaj akcja toczy się ciągle, a kiedy wydarza się coś, co wstrząsa całym miastem w perspektywie jednego z bohaterów- u drugiego to się nie wydarza. Po prostu jakby żył w innej rzeczywistości.

Ostatnim, i nieco dziwnym czynnikiem są metafory.

Zazwyczaj są one wspaniałym urozmaiceniem tekstu, szczególnie gdy dobrze się je użyje. Jednak tutaj- było ich zdecydowanie za dużo. Były tak bardzo rozbudowane, że czasem zastanawiałam się czy jest to tylko przenośnia, czy naprawdę to się dzieje. Wielokrotnie przyprawiały mnie o zawrót głowy.



Książka sama w sobie jest ciekawa, jednak wydaje mi się, że dość nieumiejętnie napisana. Pomysł sam w sobie jest bardzo interesujący, jednak moim zdaniem pierwsza połowa książki jest zupełnie niepotrzebna.
„Frontier” to pierwsza książka Pawła Laskowskiego i cóż… nie zachwyciła mnie.

Opis książki jest dość mocno zachęcający, szczególnie dla osób, które- tak jak ja- lubią książki osadzone w przeszłości.

„ Przeszłość dopadnie cię wtedy, gdy ty już zdążysz ją pogrzebać.”

Głównymi bohaterami książki są Scarlett Adams i Chris Kane- mieszkańcy XVIII- wiecznego Londynu, którzy przez całe życie zmierzają się z wieloma przeciwnościami losu. Obydwoje nie mają kolorowego życia i starają się zapewnić dobrą przyszłość sobie i swojej rodzinie. A żadne z nich nie ma w pełni kochającej i wspaniałej rodziny. Ojciec Chrisa ma warsztat, w którym produkuje silniczki parowe i lampy naftowe, z Scarlett jest lekarzem. Matki obydwojga- jak przystało na tamte czasy- zajmują się domem. Mają też rodzeństwo. Chris brata Joe’go, a Scarlett czwórkę rodzeństwa, w tym dwójkę młodszych, którym później stara się zastąpić matkę.

Cała fabuła książki jest dość… intrygująca i na pewno nie da się na niej nudzić.

Dlaczego więc dałam jej aż tak- jak na mnie- niską ocenę?

Zebrało się na to dość sporo czynników, a niektóre z nich moim zdaniem są konieczne do spełnienia, żeby książka była dobra.

Po pierwsze- sama fabuła.

Do ponad 100 strony jest nudna. Okej, coś się tam dzieje ale nie potrafiłam zrozumieć dlaczego jest to aż tak ważne, że zajmuje nam tyle czasu. Co gorsza nie da się połapać w bohaterach, szczególnie, jeśli nie ma się pamięci do imion tak jak ja. Ciągle coś się działo, lecz nie wnosiło to nic do całej historii. Główny wątek poznajemy dopiero pod koniec książki co jest dość irytujące, ponieważ przez całą resztę powieści czułam się, jakbym czytała nie związane ze sobą krótkie opowiadania, w których tylko imię głównego bohatera się nie zmienia.

Po drugie- dialogi.

A właściwie ich brak. Od zawsze uważałam, że dialogi są jedną z najistotniejszych części książki. Dzięki nim akcja przyspiesza, zwalnia i… po prostu da się to czytać. Dzięki temu poznajemy bohaterów, a nie tylko ich myśli i to, co robią. Niestety we „ Frontierze” nie znajdziemy ich za dużo, a jeśli już się pojawią- będą bardzo krótkie. Nie ma tu śledzenia z zapartym tchem rozmów bohaterów, raczej krótkie zdawkowe wypowiedzi i znów pogrążamy się w świecie myśli bohatera.

Po trzecie- zbyt dużo perspektyw.

Szczególnie na początku książki jest to uciążliwe. Nie poznaliśmy jeszcze dobrze bohaterów a co chwila dochodzi ktoś nowy. Nie związany z całą akcją. Co gorsza pojawia się tylko raz, czy dwa, a potem już o nim nie usłyszymy. Przez ponad pół powieści nie mogłam zrozumieć kto w tej opowieści jest postacią poboczną, a kto gra pierwsze skrzypce. Szczególnie, że Scarlett i Chris pojawiają się tam stosunkowo późno. Nie ma też żadnych oznaczeń, że przenosimy się do życia innej osoby. Ani rozdziałów, które by to zaznaczały, ani imion podanych przed przeniesieniem się do życia innego bohatera, czy nawet większego wcięcia w akapicie!

Kolejnym czynnikiem, który obniżył moją ocenę są przeskoki w czasie.

I nie chodzi mi tutaj o typowe „2 miesiące później”, czy coś tego typu. Tutaj akcja toczy się ciągle, a kiedy wydarza się coś, co wstrząsa całym miastem w perspektywie jednego z bohaterów- u drugiego to się nie wydarza. Po prostu jakby żył w innej rzeczywistości.

Ostatnim, i nieco dziwnym czynnikiem są metafory.

Zazwyczaj są one wspaniałym urozmaiceniem tekstu, szczególnie gdy dobrze się je użyje. Jednak tutaj- było ich zdecydowanie za dużo. Były tak bardzo rozbudowane, że czasem zastanawiałam się czy jest to tylko przenośnia, czy naprawdę to się dzieje. Wielokrotnie przyprawiały mnie o zawrót głowy.



Książka sama w sobie jest ciekawa, jednak wydaje mi się, że dość nieumiejętnie napisana. Pomysł sam w sobie jest bardzo interesujący, jednak moim zdaniem pierwsza połowa książki jest zupełnie niepotrzebna.






Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl
Ocena @czytajacesiostry:
{}{}{}{}{}{}{}{}{}{}
Książka Frontier
Frontier
Paweł Laskowski
{}4/10
Przeszłość dopadnie cię wtedy, gdy Ty już zdążysz ją pogrzebać. Jaka przyszłość czeka Scarlett Adams i Chrisa Kane'a, dwoje niepokornych dzieci rewolucji parowej? Zmagając się z brutalną rzeczywistoś...
Komentarze

Inne recenzje

,, Frontier " jest to książka autorstwa Pawła Laskowskiego. Jest to jego debiutancka opowieść. Otrzymałam ją z Klubu Recenzenta serwisu na kanapie. pl Biorąc tę książkę do ręki spodziewałam się, że b...

Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl Książka Pawła Laskowskiego Frontier jest słabą powieścią, rozczarowała mnie. Jeśli chodzi o tytuł, tłumaczy się, jako „granica”. Ciężko...

Pozostałe recenzje @czytajacesiostry

Książka Księżycowe miasto. Dom ziemi i krwi. Część 1

„Dom ziemi i krwi ” autorstwa Sarah J. Mass jest pierwszą częścia serii „Księżycowe Miastó” oraz równocześnie pierwsz...

Książka Kwiat pustyni

Pamiętam, że pierwszy raz usłyszałam o "kwiecie pustyni"na lekcji religii, kiedy moja katechetka mówiła o historii Wari...

Nowe recenzje

Książka W świecie skrzatów.

Jeszcze nie tak dawno czytałam pierwszy tom wrocławskich legend z krasnalami w tle, a tu już mam za sobą drugą część - ...

Książka Paleta emocji

Łucja ulega wypadkowi samochodowemu i jako pierwszy pomocy udziela jej przystojny policjant Bartosz. Będąc pod urokiem ...

Książka Seryjni mordercy

Mam nieodparte wrażenie, że ostatnio półki w księgarni wręcz uginają się od książek o seryjnych mordercach. Nie ma co u...

nakanapie.pl
{} {} {}
O nas Kontakt Pomoc Polityka prywatności Regulamin
© 2020 nakanapie.pl
Zrobione z {} na Pradze Południe