Recenzja książki FILMIŁOŚCI

„Filmiłości” Jacka Melchiora, czyli w pogoni za sensem w sensie, ukrytym w sensie, schowanym za sensem

Autor: @Orestea ·6 minut
2022-06-18 Skomentuj 5 Polubień

„Zróbcie szybciutko rachunek kinowego sumienia, klasóweczkę z mechanizmów pamięci, sprawdzianik ze szlabanu na nowe twarze, które potraficie skojarzyć z nazwiskiem. Jeśli macie po pięć dyszek i kojarzycie Scarlett Johansson, to bomba. Jeśli jesteście ryczącymi czterdziestkami i wiecie, że ta szatynka zadająca się z wampirem, to Kristen Steward, też stawiam wam szóstkę. Macie trzydzieści? No to znacie pewnie wszystkie gwiazdy, przez każde G, włącznie z serialowymi, niestety! Wszystkie o b e c n e, bo z dawnymi kłopot”. [s.63]


Starsi użytkownicy być może odkopią w pamięci serial z lat 90’ „Życie jak sen” („Dream on”), w którym niejaki Martin Tupper, ojciec, rozwodnik i pracownik wydawnictwa, usiłuje znaleźć swoją „drugą połowę”. Perypetie tego nie nazbyt życiowo i emocjonalnie rozgarniętego mężczyzny punktują wstawki z tak zwanego „starego kina”. Martin Tupper percepuje rzeczywistość, przeżywa ją, układa ją w sobie za pośrednictwem scen z czarno-białych amerykańskich klasyków.

Podobnie jest u Melchiora, i tutaj również życie toczy się… przy akompaniamencie filmów. W końcu „Pamięta się filmy, nie życie”. To zdanie pojawia się jak mantra, powtarzane przez narratorkę „Filmiłości” - Wandę. Wanda powtarza to i powtarza, w najróżniejszych kontekstach i sytuacjach życiowych usiłując zrozumieć życie, emocje, swoją rodzinę i upływ czasu.

„Co dziś mogłoby mnie doprowadzić do płaczu poza internetem podpisującym Smosarską jako Lodę Halamę i Mrlonkiem oglądającym wszystko w kawałkach zamiast w całości?Z czterdziestką na karku wydaje mi się czasem, że już nic, że stałam się medalową twardzielka i zgredką, która już wszystko widziała, że wyschłam na wiór. I gdy już czuję się jak pustynia, powstaje coś nowego, co uruchamia mój aparat łzowy, jakby był znowu młody i ozdrowieńczo czyści mnie do zera z glonów codzienności. Gdy kiedyś nie zadziała, gdy nie poruszy mnie żaden nowy film, będzie to oznaczało, że nadaję się już tylko do muzeum”. [s.135]

O czym jest „Filmiłości” Jacka Melchiora?

Ha! Dobre pytanie.
O miłości do kina? I o kinie jako sztuce?
O tworzeniu przeszłości? Układaniu jej z fragmentów niekoniecznie prawdziwych wspomnień?
O próbie zrozumienia teraźniejszości i naszego w niej miejsca?
O usiłowaniu zrozumienia innych za pośrednictwa języka obrazu, stworzonego przez twórców najbardziej znanych filmów?
O wypowiadaniu niewypowiedzianego? O definiowaniu niezdefiniowanego? Czyli o emocjach i ich pięknym poplątaniu?
O rodzinie? Pochrzanionej, poplątanej, poobijanej, ale trzymającej się razem?

O narratorce - Wandzie, która przechodzi od anarchicznego i kompulsywnego wręcz "oglądactwa" filmów do ich zrozumienia, co osiąga dzięki pewnemu dziwnemu profesorowi i grupie sześciu zapalenców, których za jego pośrednictwem spotkała. O jej synu - Marlonku, specjaliście IT, który nie ogląda całości, tylko kompilacje lub fragmenty filmów. O jej matce - Róży, posiadaczce wypożyczalni filmów, która radzi sobie z czasem coraz, coraz gorzej. O jej babce - Adeli, dla której komunizm, socjalizm i ich sztuka filmowa są wiecznie żywe i właściwie... jedyne. O prababce Marii, która kocha Smosarską, Zimińską, Bodo i w ogóle kino przedwojenne, czyli filmy jej młodości.

Tak, o tym wszystkim i jeszcze o wielu innych rzeczach.

„Pamięta się filmy, nie życie, chyba że życie splata się z nimi w nierozerwalny warkocz. Ale nie taki, jakie nosiła Ania z Zielonego Wzgórza lub sterczący jak u Pippi Langstrump. Nie, to raczej warkocz komety - nie wiesz nawet, że go masz, nie widzisz, bo ciągnie się gdzieś daleko za tobą. I nagle zaczynasz go czuć, odwracasz się w przeszłość i jest! Coś się dziwacznie splotło, kiedyś, z kimś, przed projekcją, podczas, po seansie, a może w całkiem innych okolicznościach, życie ukradkiem wsączyło się w strumień fikcji z celuloidu”. [s.160]

„Filmiłości” Jacka Melchiora to dobra książka.

Pierwsze jej czytanie było po to, żeby po prostu ją pochłonąć, żeby Maria, Adela, Róża, Wanda, Marlonek, Kinkonżyca, Pikword, Profesor i inni ułożyli mi się w całość, w narrację. Drugie czytanie było w poszukiwaniu obrazów, odniesień, cytatów i próbie zrozumienia tego wszystkiego, co zostało opisane, i odniesieniu się do tego.

A nie jest to proste, ponieważ książka Melchiora - jak wszystkie dobre książki - daje się czytać na wielu poziomach.
Można zostać na tym: co się stanie z tymi wszystkimi wariatami? Jakim cudem Maria i Adela jeszcze się nie pozabijały, nie poobracały na śmierć?

Można próbować drążyć głębiej, a przede wszystkim - negować to, co się widzi, o czym się czyta - poddawać w wątpliwość istnienie wszystkich obrazów, które opisuje książka.
W końcu to literatura, a kino to sztuka ułudy, prawda? Reflektor udaje księżyc, lalka - gigantycznego goryla, tchórz - bohatera. Kto jest kim? Jakie są historie bohaterów? Oto jest bardziej rzeczywisty: profesor Sergiusz Lang-Murnau czy Walery Batonik? Są jedną i tą samą osobą, czy któryś z nich jest… prawdziwszy? Czy Maria wreszcie opowiedziała prawdę o sobie?
I czymże jest prawda?

„Filmiłości” rośnie w czytelniku, jak ta herbata, która przypomina zielony kłębuszek, ale zalana gorącą wodą rozkwita i rozwija się, zamieniając się z ciasno zwiniętego, wysuszonego tobołeczka w wonny kwiat.

Ok, piszę o „Filmiłości” Jacka Melchiora jak o rozprawce filozoficznej, a tymczasem to świetnie napisana książka. Zdania płyną, wciągając niespodziewającego się niebezpieczeństwa czytelnika w centum wiru, jakim jest ta powieść. Te wszystkie głębie i rozkminki pojawiają się jakby w tle. W każdym razie u mnie się tak pojawiały. Bo to pierwsze czytanie to po prostu śledzenie tego, co się dzieje i od czasu do czasu przypominanie sobie tych scen i filmów, które Autor wspomina. Bo oglądałam większość z nich, nie dlatego, żem taka wyrafinowana, tylko dlatego, że należę do pokolenia, które oglądało „W starym kinie”.
Tak, nawet „Lecą żurawie” oglądałam, to szło w ramach indoktrynacji społeczeństwa.
Wracając do książki, nie do dzieciństwa zmarnowanego przed ekranem reżimowej telewizji - bohaterowie są ludzcy i prawdziwi. Delikatne poczucie humoru łagodzi ich kanty. Mają i patosiki i śmiesznostki. I życie mają, przynajmniej ci, którzy nie „marnują” go na oglądanie filmów.

„Precz z oglądaniem czegokolwiek! Gdzie znajomi, przyjaciele, więzy z rodzicami, jacy by nie byli?” [s.204]

Wiecie co? Nie chcę obniżać rangi książki Melchiora przez porównywanie jej do książek, które są znane z tego, że są literaturą wyłącznie rozrywkowych, ale miałam miejscami wrażenie, jakby autor stworzył akcję i bohaterów, którzy lekko smakują Chmielewską, ale dodał do tego ładunek słodko-gorzkiej, głębokiej prawdy. Tyle że wypowiedzianej „poprzez”, nie bezpośrednio.

„Filmiłości” Jacka Melchiora jest jak… powiedzmy tak - wyobraźcie sobie grupę nieznajomych, posługujących się różnymi językami i pochodzącymi z różnych kultur. Zasiadają oni razem przy stole i powinni nawiązać komunikację. Tylko jak? W jaki sposób? Ha! Może językiem sztuki?
Sztuka - jakakolwiek by nie była - jest takim wspólnym mianownikiem, a przynajmniej jednym z nich (może to być i sport, i jedzenie, itp). Opowiadając o sobie, o swoich przeżyciach, wspomnieniach, marzeniach za pomocą obrazów z powszechnie znanych filmów - jest formą komunikacji. Pozwala ukryć się za tym, co stworzył ktoś inny. Odsłonić się i zasłonić jednocześnie.

Nie, nie opowiem akcji „Filmiłości” Jacka Melchiora, bo popsułabym radość czytania. Zresztą - nigdy nie szło mi dobrze streszczanie realizmu magicznego.

To kawał dobrej literatury, ten „Filmiłości” Jacka Melchiora. Serio. Dziękuje Klubowi Recenzenta za możliwość napisania o tej książce!

Moja ocena:

Gdzie kupić

Księgarnie internetowe
Sprawdzam dostępność...
Ogłoszenia
Dodaj ogłoszenie
2 osoby szukają tej książki
FILMIŁOŚCI
FILMIŁOŚCI
Jacek Melchior
7.2/10
Pamięta się filmy, nie życie. Chyba, że się przecinają... Pełna humoru opowieść o kilkupokoleniowej rodzinie z historią kina w tle. Czy aby nie jesteśmy tym, co obejrzeliśmy? I jak tu się zrozumieć?...
Komentarze
FILMIŁOŚCI
FILMIŁOŚCI
Jacek Melchior
7.2/10
Pamięta się filmy, nie życie. Chyba, że się przecinają... Pełna humoru opowieść o kilkupokoleniowej rodzinie z historią kina w tle. Czy aby nie jesteśmy tym, co obejrzeliśmy? I jak tu się zrozumieć?...

Gdzie kupić

Księgarnie internetowe
Sprawdzam dostępność...
Ogłoszenia
Dodaj ogłoszenie
2 osoby szukają tej książki

Zobacz inne recenzje

Kilka razy spotkałem się ze sloganem, że jesteśmy tym, co jemy. Uświadomiłem sobie, że jesteśmy też trochę tym, co oglądaliśmy. Dlatego pokolenia mogą się między sobą nie dogadywać, ponieważ żyły w i...

@pardobicka @pardobicka

Pozostałe recenzje @Orestea

Alert
„Alert” Piotra Głuchowskiego, czyli co się dzieje pod powierzchnią?

„Wie pan, czego mnie nauczyło wiele lat dochodzeń? Najprostsze rozwiązania często prowadzą do celu, lecz potem się okazuje, że było zupełnie inaczej. Można postawić z...

Recenzja książki Alert
Ptakoterapia. Jak przyroda uratowała mi życie
Joe Harkness „Ptakoterapia. Jak przyroda uratowała mi życie”, czyli odważnie o zdrowiu psychicznym

„Pocę się, trzęsę, denerwuję się i odczuwam ból, choć z czasem nauczyłem się rozpoznawać sygnały ostrzegawcze i uspokajać na tyle, żeby sprawnie funkcjonować na przyk...

Recenzja książki Ptakoterapia. Jak przyroda uratowała mi życie

Nowe recenzje

Mój ojciec jest mordercą
Mój ojciec jest mordercą
@Marcela:

"Mój ojciec jest mordercą" Rachel Caine Cykl: Stillhouse Lake (tom 2) Wydawnictwo: Filia Gatunek: thriller Ilość str...

Recenzja książki Mój ojciec jest mordercą
Apartament w Paryżu
Na tropie prawdy
@ZaczytanaDama:

Chociaż policja dawno zamknęła śledztwo, była policjantka i pisarz zaczynają interesować się sprawą. Życie słynnego mal...

Recenzja książki Apartament w Paryżu
Władcy żywiołów. Woda i Wiatr
Władcy Żywiołów. Woda i Wiatr
@madzix.fant...:

Ta książka rozwaliła mnie emocjonalnie. Na początku tak nie było, ale potem... Po książkę sięgnęłam bardzo chętnie. Ok...

Recenzja książki Władcy żywiołów. Woda i Wiatr
O nas Kontakt Pomoc
Polityka prywatności Regulamin
© 2022 nakanapie.pl