Recenzja książki Rzeczy niekształtne

Wróżki w świecie kryminału noir czyli powieść niekształtna

@Maynard @Maynard · 2011-07-26
Wyobraźcie sobie klasyczny serial z gatunku Police drama. Mamy gwarne miasto jako tło, bohaterskich stróżów prawa jako dramatis personae oraz morderstwo jako główny wątek. W serialach i powieściach tego typu zawsze po metropoliach błąkają się samotni i targani osobistymi problemami policjanci w stylu Wallandera, Sipowicza czy Kojaka a ich kontaktami są z reguły najgorsze miejskie szumowiny. Jak wiadomo, mamy również mroczną przeszłość bohatera, jego animozje w stosunku do byłych partnerów, pojawiają się irytujący współpracownicy i zagadki do rozwikłania. Znacie to wszystko na pamięć, nieprawdaż?

No dobrze, a teraz przenieście te wszystkie archetypy do współczesnego Bostonu, gdzie obok ludzi egzystują Fata, czyli magiczne istoty rodem z celtyckich mitów. Widzicie to? W takim razie macie pełny obraz powieści Marka del Franco pod tytułem „Rzeczy niekształtne”, pierwszego tomu z cyklu „Przypadki Connora Greya”, który wydawany będzie (prawdopodobnie) w całości przez wydawnictwo Fabryka Słów.

Jak możecie się domyśleć z poprzedniego zdania, głównym bohaterem „Rzeczy…” jest Connor Grey, zdegradowany druid pozbawiony magicznych mocy, rozwiązujący zagadki kryminalne wraz z oficerem policji, Leo Murdockiem. Obu panów poznajemy w samym środku akcji, podczas rutynowego śledztwa w sprawie zabójstw wróżek-męskich prostytutek. Wszystko wskazuje na seryjnego mordercę uderzającego zawsze we wtorki, a trop wskazuje na tajemniczego odmieńca, urodzonego ze związku Fata ze zwykłą kobietą. W trakcie pogoni za psychopatą Connor próbuje odzyskać swoje utracone zdolności, Murdock umawia się na randki, pada kolejna ofiara a konflikt pomiędzy Greyem a jego poprzednimi zwierzchnikami, Gildią sprawującą pieczę nad magicznymi istotami, zaostrza się…

„Rzeczy niekształtne” przypominają miejscami film noir. Akcję śledzimy z perspektywy głównego bohatera, który swoimi przemyśleniami przybliża czytelnikowi świat półmagicznego Bostonu i odsłania przed nim (czytelnikiem, nie Bostonem) tajemnice swojego poprzedniego życia jako agent Gildii. Co więcej, mroczna i duszna atmosfera dzielnicy Weird to nic innego jak Los Angeles znane z powieści Chandlera. To właśnie powyższe, klasyczne nawiązania do popkultury są, według mnie, głównymi atutami książki.

Niestety, cała reszta kuleje na obie nogi i niestety, choć bardzo nie chcę, muszę powiedzieć dlaczego. Powód jest trojaki, niczym oblicze słowiańskiego Trygława. Po pierwsze, akcja powieści toczy się tempem wolno sunącego lodowca. Brak w książce jakichkolwiek zwrotów akcji, brak elementów zaskoczenia, brak emocjonujących fragmentów. Jest tylko jedna, prosta, płaska linia z końcem przewidywalnym od samego początku. Po drugie, takich powieści, z gatunku urban fantasy było już setki. „Rzeczy niekształtne” nie zaskoczą absolutnie niczym i nikogo, a wytrawny koneser fantastyki znudzi się już po kilku stronach. Od książki del Franko bardziej nużące były tylko powieści Toma Holta, detektywa w świecie magii dużo lepiej przedstawił Glen Cook w swoim cyklu o Garretcie („Słodki Srebrny blues” i inne) a zurbanizowany świat elfów ciekawiej wymyślił w „Wojnie kwiatów” Tad Williams. Po trzecie, autor chyba dokładnie nie przemyślał konstrukcji powieści oraz nie sprecyzował wyraźnie swojego „targetu”. „Rzeczy niekształtne”, bowiem nijak plasują się w jakiejkolwiek kategorii literackiej. Miłośnicy powieści detektywistycznej, kryminalnej i noir znajdą tutaj zbyt wiele magii, legendarnych istot i idiotyzmów w stylu sklepów z różdżkami i wpływu elfów na II wojnę światową. Fani fantastyki, z kolei, zawiodą się na małej ilości „fantastycznego elementu” oraz dostrzegą brak heroicznych przygód, potyczek i niesamowitych wydarzeń. Obie grupy czytelnicze jednogłośnie i jednocześnie zanudzą się też na śmierć, której nagłe pojawienie się z kosą, koniem i klepsydrą będzie dla nich jedynym, porywającym wydarzeniem podczas lektury.

Podsumowując, kilka nawiązań i porównań to zdecydowanie za mało jak na powieść fantastyczną, a wklejenie motyloskrzydłych wróżek do świata zbrodni i policyjnych detektywów to bardziej strzał w kolano niż majestatyczny fajerwerk. Pan del Franco powinien poczytać swoich poprzedników a dopiero później wziąć się za pisanie. Uniknąłby wtedy wtórności, powtórzeń i innych repetycji a powieść mogłaby stać się świeżym powiewem w nurcie gatunku. A tak mamy tylko zatęchły smrodek znany z ulic Weird po zmroku, nudę i martwe wróżki. Może w kolejnych tomach będzie lepiej. Ale to wiedzą tylko najznamienitsi członkowie Gildii…

Ocena @Maynard:
serce
← polub, jeżeli recenzja Ci się spodobała
Książka Rzeczy niekształtne
Rzeczy niekształtne 6.5 /10
Del Franco Mark
W Weird, dzielnicy magicznych istot z Faerie, opary czarów i magia wiszą nad ulicami jak smog w cent...
Komentarze

Inne recenzje @Maynard

Książka Wielcy zdrajcy. Od Piastów do PRL

Zdrada to, obok miłości, nienawiści i zazdrości, naturalna cecha ludzkiego charakteru, no może nie każdego i nie zawsz...

Książka Akwaforta

Od dawna, czytając literaturę fantastyczną, natrafiam na wciąż powtarzające się schematy, identyczne szablony, które, ni...

Nowe recenzje

Książka Odkąd cię poznałam

„Odkąd cię poznałam” autorstwa Iwony Sobolewskiej to powieść obyczajowa, w której odnajdziecie miłość, smutek, rozczaro...

Książka Wtajemniczenie

Już na samym początku lektury mamy świadomość, że wydarzy się coś złego i jesteśmy zaciekawieni jak do tego dojdzie. Na...

Książka Szeptacz

Niesamowicie świetnie przeprowadzona promocja tej książki trochę mnie niepokoiła. Okładka wyskakiwała mi już z lodówki,...