Temat:

"Konkurs: Pasja Pisania"

MA
@marcusmarkt
2 postów
2010-11-14 21:47 #
Idąc ulicą spotkałem siebie
Stanąłem jak wryty. To niemożliwe pomyślałem. Stałem osłupiały z otwartą buzią na środku chodnika, w środku zatłoczonego miasta. Ale ja, to znaczy on, przeszedł obok nie zwalniając nawet na chwilę. Krok miał sprężysty i pewny. Wyglądał dobrze. Ciut wyższy i trochę grubszy, ładnie uczesany. Nie mogłem w to uwierzyć. Pomyślałem, że muszę go dogonić i sprawdzić o co tu chodzi. Ruszyłem powoli do przodu, ale On już prawie znikał za zakrętem obok sklepu z zabawkami. Zacząłem biec, żeby nie stracić go z oczu. Nagle z boku usłyszałem pisk opon i klakson zatrzymującego się samochodu. Nie zauważyłem że przebiegam przez ulicę. Zderzak samochodu zatrzymał się i lekko dotknął moich kolan. Mało brakowało. Co za dzień?! Środek miasta, pełno ludzi, a ja biegnę sam za sobą. Po chwili ruszyłem znowu. Myśli kłębiły mi się w głowie. Za kim tak naprawdę biegnę? W ogóle jakim cudem? Dobiegłem do sklepu z zabawkami. Skręcając za róg wpadłem na jakiegoś eleganta w krawacie. Był chudy i wysoki. Popchnięty przeze mnie z całym impetem, zatoczył się i runął na chodnik. Obejrzałem się za siebie podnosząc ręce i krzycząc przepraszam. Gość był strasznie zły i biegnąc dalej, słyszałem przekleństwa rzucane za mną. Skręciłem znowu w lewo i wypadłem za drugi zakręt. Przystanąłem na chwile pochylając się i opierając ręce na kolanach. Zabrakło mi tchu. Suchy kaszel wyrwał mi się z gardła. Pomyślałem że muszę rzucić w końcu te cholerne fajki. Zdyszany rozglądałem się ale nikogo wokół mnie nie było. Budynki, kamienice, samochody zaparkowane wzdłuż chodnika. Pusta ulica. Zero ludzi. Zrobiło się jakby trochę ciszej, ale odgłosy miejskie dało się słyszeć gdzieś w oddali. Na końcu chodnika dostrzegłem jego wyraźną sylwetkę. Szaro-czerwona kurtka odznaczała się na tle białych murów kamienicy. Zwolniłem kroku i zacząłem iść. W miarę jak pokonywałem dystans, zobaczyłem, że on stoi i patrzy na mnie. Zawahałem się nieco i zwolniłem zastanawiając się o co tu chodzi? Stał trzymając ręce w kieszeni i uśmiechał się lekko. W odległości około dziesięciu metrów od niego zwolniłem jeszcze bardziej. Na mojej twarzy musiał znowu pojawić się grymas zdziwienia, bo gdy dochodziłem do niego odezwał się.
- Uważaj bo ci tak zostanie, zadyszałeś się nieco. Musisz chyba rzucić te fajki.
– No chyba…ale…kim jesteś? O co w ogóle tu chodzi? Gadam sam ze sobą?
Zacząłem mu się przyglądać. Oczy, nos, policzki, włosy, wszystko było identyczne. Zupełnie jakbym miał brata bliźniaka. Włosy mu lśniły, mimo tego, że szare chmury nie przepuszczały zbyt dużo światła. Jego skóra miała bardzo gładką fakturę.
- Chodźmy- powiedział- to nie jest dobre miejsce.
Zadarł głowę lekko kuląc się w ramionach. Mierzył niebo przez chwilę przymrużonym wzrokiem, jakby czegoś szukał. Popatrzyłem także, ale niczego tam nie było.
- Musimy iść, jesteśmy już blisko.
- Blisko czego? Pomyślałem.
- Blisko przejścia-odpowiedział cicho.
Przeciął mi nagle drogę chowając ręce w kieszeni i kuląc głowę w ramionach. Po boku chodnika, z lewej strony, w drewnianej ścianie budynku dało się zauważyć dwa schodki prowadzące w dół. W otworze widać było jakieś podwórze Podeszliśmy do schodków i zeszliśmy w dół. Podwórko wypełniała lekka woń stęchlizny i smród palonego tytoniu, chyba bardzo taniego.
Przed drzwiami, na drewnianej ławce, siedział stary dziad w okularach, sklejonych po środku taśmą. Siwe włosy wystawały mu spod okrągłej małej czapeczki. Miał na sobie wytarty, brązowy sweter i szare spodnie z dziurami na obu nogawkach. Trzymał długą, metalową laskę, która zaczęła lśnić w momencie gdy przez szczelinę w ścianie padło na nią kilka promieni światła. Dziadek palił krótką, cienką fajkę. Lekki dymek unosił się w powietrzu. Przeszliśmy obok, otwierając drzwi do chałupy. Po przekroczeniu progu znaleźliśmy się w małym pomieszczeniu. Zrobiliśmy dwa kroki w przód , dochodząc dość stromych schodów w dół. Ściany z desek były zakurzone i brudne. W pomieszczeniu panował mrok. Lekkie światło dochodziło z tylko z dołu. Odwrócił się do mnie popatrzył mi prosto w oczy. Jego źrenice mieniły się pulsacyjnym, słabym, pomarańczowym światłem.
- Chcesz zająć się pisaniem. W końcu.
- Skąd wiesz-spytałem zdziwiony- przecież jeszcze nie zacząłem?
- Ale jak już zaczniesz to nie będziesz chciał skończyć- odrzekł i uśmiechnął się zagryzając wargi. Zresztą nie chodzi o samo pisanie. Masz pewną umiejętność dostrzegania….
- Tak, ale skąd ty to wiesz?-spytałem szybko-na razie to tylko pomysł.
- Dowiesz się później-powiedział i odwrócił głowę w kierunku zamkniętych drzwi.
W tej chwili dało się słyszeć z zewnątrz jakieś odgłosy rozmowy i woń, a raczej smród dziadkowej fajki. Stawał się on intensywniejszy, a przez to bardziej smrodliwy. Spojrzałem na niego. Cała postać zaczęła lśnić metalicznym światłem.
-Dobra, starczy tego, nie sądzisz, że powinienem mieć chociaż podstawowe informacje?-spytałem. Popatrzył na mnie i westchnął.
-Słuchaj, kiedy zejdziemy tymi schodami na dół, będę ci mógł powiedzieć wszystko… a nawet więcej. Sam musisz zdecydować czy chcesz zejść. Wyjaśnię ci rzeczy, o których ci się nie śniło. Rzeczy, na których pytanie zawsze chciałeś znać odpowiedź oraz rzeczy które zmienią świat, oczywiście na lepsze. Będziesz zapisywał to w Księdze. Rzeczywistość zacznie wypełniać się tym, co zapisałeś. Nawet nie wiesz jak duża potęga drzemie w słowie pisanym. Będziesz pisał i nauczysz się bycia uczestnikiem tych zdarzeń. Ale resztę wyjaśnię ci później. Mamy mało czasu.
Dlaczego Ja? Skąd On wiedział o pisaniu? Przecież nikomu o tym nie mówiłem. Smród stawał się nie do zniesienia, zaczął zatykać mi nozdrza i dusić. Rozmowy na zewnątrz zrobiły się głośniejsze. Słychać było niezrozumiałe krzyki kilku osób.
-Musimy zejść tymi schodami jeśli chcesz się dowiedzieć- powiedział i znowu odwrócił się w stronę drzwi, które powoli zaczęły się otwierać.
Gdy zrobiłem pierwszy krok, schody i korytarz zaczęły falować i drżeć. Powoli zaczęły się kurczyć i zapadać do środka korytarza, jakby wessane w przezroczysty otwór wielkości pięści. Zapadały się coraz szybciej, a mi zaczęło się kręcić w głowie. On złapał mnie za ramię i powiedział:
-Nie bój się, najważniejsze to zrobić pierwszy krok.
# 2010-11-14 21:47
BI
@biedronkax
5 postów
2010-11-14 22:08 #
ilość znaków.,,,
# 2010-11-14 22:08
MA
@marcusmarkt
2 postów
2010-11-15 16:52 #
ożesz! ale lipa! liczba 952 podawana przez Worda, to liczba wyrazów..;/
# 2010-11-15 16:52
BI
@biedronkax
5 postów
2010-11-17 07:24 #
znaki to nie wyrazy ;/
# 2010-11-17 07:24
@AdamV
@AdamV
112 książek · 35 postów
2010-11-17 09:31 #
zrobiłem dokładnie ten sam błąd - zacząłem pisać na "pasję pisania" mierząc liczbę wyrazów... ;)
# 2010-11-17 09:31

Grupa: Wasza Twórczość

Opowiadania, wiersze, miniatury...

Książki, recenzje, ogłoszenia, społeczność!

Znajdziesz tu wszystko, czego potrzebuje każdy wielbiciel książek. Załóż konto i korzystaj w pełni ze wszystkich możliwości serwisu.
Zarejestruj się