nakanapie.plKonkursyObudź w sobie zmysł... pisarza.

Obudź w sobie zmysł... pisarza.Konkurs

Konkurs książkowy - Obudź w sobie zmysł... pisarza.
KONKURS ROZWIĄZANY

W dobrym erotyku nie zawsze wszystko musi być napisane dosłownie. Odpowiedni dobór słów może sprawić, że nawet prosta czynność stanie się zmysłowa. I to jest właśnie nasze kolejne zadanie dla Was. Opisz jakąś zwykłą, codzienną czynność w zmysłowy sposób.

Autorka osobiście wybierze trzech zwycięzców, którzy otrzymają w nagrodę komplet jej dwóch najnowszych książek:


P.S. Prosimy o opisy dozwolone od lat 15 ;)
Regulamin konkursu

    Odpowiedzi

    Żaden mężczyzna nie przejdzie obojętnie obok kobiety w czerwonej sukience. Nawet on.

     

    Kiedy po wystawnym bankiecie silne dłonie Fleminga po raz pierwszy dotknęły czerwonego aksamitu zadrżałam. Położył opalone ręce na talii i mocno ścisnął materiał po obu stronach mrużąc przy tym oczy i lekko rozchylając usta. Niemal przeszył mnie chłód trzymanego w nich przed chwilą kieliszka szampana. Ciarki przeszły mi po plecach, a na gołych nogach pojawiła się gęsia skórka. Wtedy nasze spojrzenia się skrzyżowały, a po twarzy Igora przemknął nikczemny uśmiech.

    - Ufasz mi? – zapytał. Nie znałam odpowiedzi na to pytanie. Chciałam mu ufać, chciałam wierzyć, że wie, co robi, ale jakaś racjonalna część mnie podpowiadała, że oddawanie losu w ręce przystojnego mężczyzny dobrze się nie skończy. Jednocześnie od wielu lat nie czułam się tak podekscytowana. Igor przeszył moje rozszerzone z emocji źrenice ognikami swoich oczu. Jego ręce wciąż tkwiły w talii. Dałabym sobie obciąć paznokcie do różowego, żeby tylko dowiedzieć się o czym myślał.

    I wtedy trysnął! Płynem do mycia naczyń na tłustą plamę na czerwonej sukience pożyczonej od szefowej. Oby tylko udało mu się ją wywabić. Inaczej naczelna wyrzuci mnie z redakcji na bruk…

    12-04-2021 19:58

    W POGONI ZA UCZUCIEM

    Inder

    Tracę oddech. Widzę ciemność. A potem już tylko czuję jak zapadam się w dół. W otchłań cierpienia i bólu. Rozdzierający, przeszywający ból rozrywa moją klatkę piersiową. Ponadto, na mojej mokrej od potu i łez, twarzy maluje się promienny uśmiech. Zagryzam wargę, która mocno krwawi. W myślach widzę Twoją twarz. Nie jesteś moja i nigdy nie będziesz, doskonale o tym wiem. Szczególnie teraz, kiedy trzymam Twoje ciało. Paradoks tej sytuacji mnie przytłacza, sprawia, że powoli staję się zakochanym wariatem. Ty nie odeszłaś, jesteś tu i śpisz w tej odmiennej niż zwykle pozycji, w miejscu, w którym nigdy nie powinniśmy się znaleźć. Słyszę głosy, obce, rozdrażnione i spanikowane. Wciąż się uśmiecham. Zaraz zamknę oczy. Może nigdy ich już nie otworzę? A jednak. Otwierają się praktycznie same. Gdzie jestem? Co tutaj robię? Dlaczego? Jak się tu znalazłem? Czy umarłem razem z Tobą? Nie. Dlaczego nie zabrałaś mnie ze sobą?! Muszę nauczyć się żyć. Bez Ciebie. Bez ciepła i zapachu Twojego ciała. Bez widoku Twoich czekoladowych oczu, które dodawały Ci urody. Będę czekał aż się w końcu spotkamy. Gdybym wiedział, że mnie teraz słyszysz, powiedziałbym: Kocham Cię. Jednak pamiętaj, że zawsze będziesz częścią mojego serca.
    Zagryzam wargę. Łzy spływają po moich policzkach. Nie panuję nad swoimi uczuciami. Teraz wiem, jak bardzo jesteś dla mnie ważna. Osuwam się na kolana. Spoglądam na Twoje ciało, które obmywam własnymi łzami.
    Nadal mam nadzieje, że nie umarłaś tylko śpisz. Boję się. Spoglądam na Twoje usta. Powoli przybliżam się do nich. Nieśmiało dotykam ich swoimi wargami. Otwierasz oczy. Spałaś. Zdezorientowany oddalam się od Ciebie. Lecz Ty... Przyciągasz mnie. Pragniesz, żebym został.

    Saru

    Kładę się na Tobie. Wyczuwam Twoje zdziwienie. Teraz oddychasz o wiele ciężej niż zwykle. Nasze ciała idealnie do siebie pasują. Opuszkiem palca błądzę po Twojej klatce piersiowej, która jest idealnie wyrzeźbiona. Zachwycam się każdą możliwą sekundą.
    Bezczelnie wpatrujesz się w moje brązowe tęczówki. Mam dziwne wrażenie, że gubisz się w moich oczach. Cisza, która jest wokół nas zaczyna mnie nużyć. Otwieram usta. Jednak nim wypowiedziałam słowo Ty zamknąłeś je namiętnym pocałunkiem. Po moim ciele przeszedł chłodny dreszczyk. Nigdy nie przypuszczałam, że nadejdzie taki dzień w którym zostaniemy połączeni tak silną więzią. Moje powieki uginają się pod ciężarem zmęczenia z którym walczę. Przytulam się do Twojego ciała.
    Tobie najwyraźniej to odpowiada. Zasypiam prawie jak pod wpływem narkozy.
    Jest taka chwila między snem, a marzeniem – nie sen i nie przeczucie, lecz coś dziwnego, jakby kombinacja tych dwóch rzeczy. Oczy otwierają się powoli i sennie, a wrażenie, że ktoś na Ciebie patrzy, przenika przez watę ciepła i zmęczenia. Niepewnie spoglądam na Ciebie. Widać było, że Twój uśmiech wywołany jest pod wpływem doświadczenia pozytywnych emocji. Szczęście, zadowolenie, radość. Niespotykane zjawisko. Podniosłam się z trawy na której leżałam i nienaturalnie się przeciągnęłam.
    To wszystko nie mogło być prawdą. Czym ja sobie na Ciebie zasłużyłam? Czym sobie zasłużyłam na to cudowne poczucie bezpieczeństwa. W milczeniu wpatrujemy się w siebie. Kąciki moich ust wędrują do góry. Teraz jestem w stanie stwierdzić, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie.
    Wstaję. Podchodzę do Ciebie. Obejmujesz mnie w talii. Na chwilę powstrzymuje oddech. W mojej głowie myśli toczą walkę między spokojem a chaosem. Dotykiem a erotyzmem. Goryczą a słodkością.

    11-04-2021 11:14

    Stała z kieliszkiem czerwonego wina w ręku, zatopiona w myślach, spoglądając na widok uśpionego miasta, rozciągający się za oknem JEGO sypialni. Zazdrościła mu tego widoku, napawał on ją wewnętrznym spokojem, jakby wszystkie troski odlatywały, a zostawał tylko spokój, uniesieni rozchodzące się po całym jej ciele. Słyszała GO krzątającego się, słyszała jego kroki gdy się do niej zbliżał, lecz nie odwróciła się. Było coś hipnotyzującego, magicznego, w blasku świec, w kórych tonął pokój, JEGO krokach, cichej muzyce w tle i tym widokiem za oknem. Czuła niepochamowaną żądzę i chęć rzucenia się na NIEGO, ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie...

    Nagle kieliszek z winem zniknął jej z ręki, a jego ramiona otuliły ją całą, przyciągając do jego nagiego torsu. Uwielbiała ich różnicę wzrostu, mogła w jego przytuleniu zatopić się cała, to była jej bezpieczna przystań - ON. Przeszedł ją dreszcz i on chyba też go poczuł, zaczął składać małe, lekkie pocałunki jak dotknięcia motyla, zaczynając od jej szyii i coraz, coraz wyżej aż dotarł do jej ust. Gdy ich usta się spotkały we wspólnym tańcu przepadła, wiedziała, że już nic nie będzie w stanie jej powstrzymać. Dzisiejszej nocy był jej i tylko jej, nic więcej nie miało znaczenia.

    Ostatnie co zapamiętała, przed rozpadnieciem sie na najdorbnijesze kawałeczki porządania, to jego spojrzenie przeszywające ją do granic możliwości, podziwiające ją całą, mówiące "piękna", "moja" i jej własne słowa wyszeptane w jego lekko rozchylone usta

    - Zrób ze mną co tylko zechcesz... 

    11-04-2021 09:19

    Budził się dzień. Promienie słońca delikatnie przenikały przez szybę i zwiewną firankę po to by bezszelestnie dotykać jej jasnych włosów rozrzuconych na poduszce. W sypialni panowała cisza, dało się słyszeć jedynie jej oddech, miarowy, rytmiczny, spokojnie kojący.  Nieznacznie poruszyła się we śnie, jej ciało do tej pory szczelnie opatulone kołdrą miękko przetoczyło się na drugi bok. Słońce błądziło teraz po mlecznej skórze jej ramienia obsypanego piegami, dotykało jej szyji, podbródka i zatrzymało się tuż przed linią warg. Były niewinnie różowe, odrobinę rozchylone jakby gotowe do pocałunku. A jednak ułożyły się w uśmiech. Otwierała niespiesznie powieki mając nadzieję na spotkanie tego, który ją obudził. 

    09-04-2021 13:13

    Mrużąc okolone gęstym cieniem rzęs oczy lekko rozchyla usta. Jej rozmarzony, zamglony wzrok pada na niedbale leżącą na brzegu stołu, pokrytą kolorowymi i przybrudzonymi resztkami zaschniętej farby paletę. Odgarniając na jedno ramię niesforne loki pochyla się ku niej powoli, pieszcząc wzrokiem łagodne kształty, układa usta w ponętny dzióbek i delikatnie zdmuchuje z niej ledwo widoczne pyłki kurzu, które wirują w smudze światła wpadającego przez okno. Smukła dłoń kierowana instynktem twórcy pieszczotliwie ujmuje znajomy przedmiot, wypracowanym ruchem wsuwając kciuk w otwór, by trzymać go pewniej. Palce drugiej ręki zanurza w pudle z farbami i niezdecydowanie muskając tubki jedna po drugiej, wybiera w końcu tę idealną. Unosi ją ku ustom i zębami delikatnie, acz zdecydowanie, przygryza nakrętkę. Przekręca tubkę i po chwili na palecie, z cichutkim mlaśnięciem, wykwita świeża, połyskująca wilgocią, karminowa plama. Malarka przesuwa wzrok ku pojemnikowi z dumnie wycelowanymi w sufit pędzlami. W skupieniu bada grubość każdego z nich, a kiedy  wreszcie wybiera ten idealny, kolistymi ruchami kciuka sprawdza sztywność i kondycję włosia. Usatysfakcjonowanie wyborem zdradza lekko uniesiony kącik ust. Podczas tych rytuałów czuje, jak wzbiera w niej fala gorąca. Jej ruchy przyspieszają, oddech staje się szybszy, język zwilża półotwarte usta. Pędzel zanurza się raz po raz w wilgotnej substancji przenosząc na płótno ekspresję jej uczuć, eksplozję bogactwa kształtów, barw i emocji.

    09-04-2021 10:36

    Był twardy, duży i gorący, biorąc go w dłoń czułam emanującą z niego siłę i moc, zawierał w sobie nektar bogów, który kosztować mogłam całymi dniami... 

    kubek termiczny pełen kawy. 

    09-04-2021 06:40

    Dotknęłam chłodnego metalu. Przeszywające zimno spowodowało, że moje ciało drżało. Niewątpliwie był to orzeźwiający dotyk. Pobudzający zmysły. Przymknęłam na chwilę powieki, rozkoszując się tę niespodziewaną falą przyjemności. Delikatnym ruchem otworzyłam je. Momentalnie całe pomieszczenie rozświetlił żółty blask. Poczułam nagły przypływ adrenaliny. A co gdyby ktoś nas teraz zobaczył. Byłoby to równie ekscytujące, co przerażające. Satynowy szlafrok zsunął mi się z ramienia. Uspokoiłam emocje. Przejechałam rękę po karku, wzdłuż całego ciała, zatrzymując się na brzuchu. Wciąż tu jestem. Ciemność, która mnie ogarnęła wyostrzyła dotyk i zapach. Księżyc, wpadający przez okno, dodawał atmosferze intymności. Była ona nam niezwykle potrzebna. Tęsknota za nią była udręką, która dziś miała się skończyć. Położyłam ją na blacie. Musnęłam opuszkiem palca delikatną skórkę. Przyglądałam się jej z każdej możliwej perspektywy. Atmosfera robiła się coraz cięższa od niewypowiedzianych słów.  Z każdą minutą serce biło mi szybciej, a puls przyspieszał. Wyciągnęłam nóż z szuflady. I po raz ostatni jej dotknęłam. Ostrze błysnęło złowrogo. Z ogromnym podnieceniem, dokończyłam swoje dzieło. Wypuściłam długo wstrzymywane powietrze. Ramiona, które bezwiednie spinałam, opadły z ulgą. Otuliłam się szczelniej szlafrokiem. Doszedłszy do kuchenki, wrzuciłam parówkę do wrzącej wody.

    08-04-2021 22:26

    Brzoskwiniowe lody

    Z rozbawieniem przyglądała się, z jakim nabożeństwem, wręcz czułością podniósł do ust rożek z lodami. On ich nie lizał, nie konsumował – pieścił je zwinnym językiem, kusząco otwierając przy tym usta. W oczach zapalały mu się jakieś dziwne iskierki. Marta obserwowała dyskretnie szczupłego blondyna. Podziwiała płynność i delikatność jego ruchów, gdy kolejny raz unosił topniejące już powoli lody do ust. Wyrazistymi wargami niecierpliwie zbierał cząstki deseru i zabójczo się przy tym uśmiechał. Dziewczyna przymknęła oczy i natychmiast wyobraziła sobie te wargi i te delikatne dłonie na swoim ciele. Poczuła dreszcze i… dawno zapomniane podniecenie.

    – * – * –

    Ciekawe, o czym ona myśli? Paweł obserwował spod oka młodą dziewczynę, która wpatrywała się w niego, co chwila przygryzając wargi. Delektował się brzoskwiniowymi lodami: lizał, ssał powoli i z takim zaangażowaniem, że podglądająca go dziewczyna spłoniła się. „Tak, malutka – pomyślał – tak właśnie pieściłbym twoje wargi. Z całym zapamiętaniem zatopiłbym się w tobie, tak jak w tych lodach. Zobacz, właśnie tak”. W tym momencie wystawił seksownie koniuszek języka i długim posuwistym ruchem przesunął po topniejącym deserze, po czym bardzo powoli oblizał wargi, patrząc dziewczynie prosto w oczy. Czekał na jej jakikolwiek znak, choćby drgnienie kącika ust, a był gotowy rzucić wszystko i… smakować ją, jak te brzoskwiniowe lody.

    08-04-2021 17:57

    Budzę się rano, wyspana jak nigdy. Wstaje i widzę obok siebie karteczkę "dzień dobry Kochanie". Myślę sobie, że Adrian coś przeskrobał. Przecież on nigdy nie robi mi niespodzianek. Wchodzę do kuchni i widzę jego piękne ciało. Ubrany jest jedynie w fartuszek. Ahh! Co za widok! 
    - Co tu się dzieje? - pytam, nie mogąc oderwać od niego wzroku. 
    - Dziś jest rocznica. 
    - Jaka rocznica? Zapomniałam o czymś? 
    - Dziś mija rok od kiedy zobaczyłem Cię na ulicy i od kiedy się zakochałem. - odpowiada lekko zawstydzony. 
    - Naprawdę? To faktycznie trzeba to uczcić! 
    - Niczym nie musisz się już martwić, wszystko przygotowałem. Zrobiłem Ci śniadanie, musisz zjeść, żeby mieć na mnie siłę. Planuje dać Ci dzisiaj coś wyjątkowo intensywnego. - powiedział, puszczając mi oczko. 
     Po tych słowach, zrobiło mi się naprawdę gorąco. Nagle zrobiłam się głodna jego ciała. Jego dotyku. Podeszłam do niego i pocałowałam go w szyje.

    -Ahhh - westchnął, obracając się do mnie. 
    - Nie Kochanie! Dzisiaj nic nie robisz. To ja się Tobą zajmuje. 
     Mówiąc to, wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka. 
    - Zjesz śniadanie czy przełożymy to na potem? - zapytał. 
    - Myślę, że śniadanie zaczeka. -odparłam. 
    Wziął mnie w ramiona i powoli sprawiał, że leciałam w krainę rozkoszy. 

    08-04-2021 11:38

     

    Chociaż jej ruchy były automatyczne, nie brakło w nich delikatności i kunsztu. Początkową miękkość, zastąpiła coraz twardsza sprężystość. Kobieta jednak nie przerywała pracy. Lekko zdyszana, na przemian ugniatała i rozciągała, sprawdzając palcami sprężystość. Na koniec uśmiechnęła się z satysfakcją. Ciasto tak dopieszczone wyrośnie na smaczne bułeczki.

    07-04-2021 18:46

    Delikatnymi i dokładnymi ruchami ręce robiły to co musiały. Pełne gracji i wyczucia przesuwały się po porcelanowych filiżankach i szklanych naczyniach. Zanużały się w kubeczkach i czyściły do błysku gładkie powierzchnie. Jednak wśród góry naczyń, która zaprzeczała prawom fizyki i która chwilę po doszczętnym rozebraniu jej i pozbyciu się brudnych naczyń w magiczny sposób zawsze wracała i zadzierała z prawami fizyki, chowały się małe kawałeczki, każdy o tym wie, ale woli nie wiedzieć co to jest i liczyć na to, że potok wody sływający po kolejnym umytym talerzu porwie nieczystość i nigdy nie ujrzą jej nasze oczy. 

    07-04-2021 17:00