Recenzja książki Wergeld królów

A gdyby?

@Kobaltowa
@Kobaltowa
2011-01-18 21:48:58 recenzja książki Wergeld królów

Mój palec wędruje po mapie. Mija znane miejsca opisane nieznajomymi nazwami… choć nie, jest przecież Roma, Germania, Goci. Znam te nazwy. Europa początków naszej ery. Sprawiają, iż wędruję po słynnych rzymskich drogach, przez jeszcze pełne starych bóstw lasy, mijając kamiennych świadków przeszłości, która jest teraźniejszością. Tutaj wszystko jest pierwotnością, walka zdaje się być naturalną koleją rzeczy. Najważniejsze jest przetrwanie… a jednak. W powieści Jarosława Błotnego „Wergeld królów”, coś jest nie tak. Bo wędrując po owej znajomej drodze natykam się na maszynę parową, zaglądając do miasta słyszę wystrzał z samopału, a w wąskiej uliczce, w której się skrywam, widzę… maszynę drukarską. I gdy mrużąc oczy zaglądam w niebo, szukając ostoi, spokoju, tego, co winno być znajome, stałe… widzę balon. Coś jest nie tak? Ale zaraz… Imperator Cezar Aureliusz Kommudus Antoniusz August żył. I był takim, jakim go opisano, choć… nie do końca. Trzecie oko? Dziura w czaszce? Ów mistyczny otwór, który sprawiał, że człowiek mógł łatwiej komunikować się z tym, co wyższe, nadprzyrodzone, boskie? Nie pamiętam tego z zajęć. Tego mnie nie uczono. Uczono mnie jak datować kamienie, opowiadano o władcach i o tych, którzy owe dziury w czaszkach posiadali, ale Kommodus? Nie pamiętam… Czy to mnie dziwi bardziej niż maszyna parowa? Samopał w okolicach tych czasów, gdy nie przebrzmiały jeszcze słowa: „Gallia est omnis divisa in partes stres…”? Gdyby nie te elementy, opowieść byłaby tak historycznie poprawna. Oto Marek Lentiwiusz Katello, jego żona Ilda córka zmarłego sędziego Rapta, Asdinga, którego stos dopiero wystygł. On to naznaczony wergeldem żołnierz, namiestnik prowincji Sarmacja z wiecznym bólem w barku, wieszczącym. Ona posiada dar, któremu tak trudno się przeciwstawić. Obydwoje żyją na terenach Asdingów, Wandali. Są kwintesencją Imperium. Związkiem zwycięzcy i poddanego. Tym, co będzie tak istotne w nadchodzących czasach. Bo oto trwają przygotowania do wojny. Czwartej, ostatniej, jak przewiduje Imperator, wielkiej bitwy, która ma na celu… zwycięstwo. Skąpanie mocy Imperium w Oceanie Sarmackim. Ostatniej walki z Germanami. Jednak czy to możliwe? Oto świat Panowania Imperium. Rzymu i Cesarza. Wielkości i podboju. Ale też świat, w którym boskość jest wątpliwością. Nauka, filozofia, religia… myśl pławi się w oceanie wolności. Bo tutaj jedynym grzechem jest nie korzystanie z mocy umysłu. Oto ludzie, którzy starają się odnaleźć w tym tyglu zmian. I ten, którego życie zostało naznaczone wergeldem. Niosący w sobie tyle tajemnic, choć zdaje się być tak oczywistym bohaterem… „Wergeld to okup za wyrządzoną krzywdę (…) Nakłada go plemienny sędzia by nie dopuścić do niepotrzebnego rozlewu krwi.” Wszystko nim może być. Tę powieść można potraktować dwojako. Wpatrzeć się w zagmatwania historyczno-pogmatwane albo też potraktować ją, jako opis nieznanego świata. Pozwolić sobie na pominięcie tego, czego nas uczono i wtopić się w nowy świat, pozwolić mu się otoczyć, bo… autor potrafi wciągnąć w historię. Ma dar. Z jednej strony prostego prowadzenia fabuły, tworzenia intrygujących osobowości, pełnych, z drugiej przemycania mądrości, które właściwe są dla wszystkich myślących. Wątpiących. Bo w rzeczywistości ów tytułowy wergeld zdaje się posiadać każdy z bohaterów. Każdy jest naznaczony poprzez siły, które nie do końca są im wiadome. Jarosław Błotny ma w sobie swobodę owej przewrotnej wyobraźni, która nie boi się złożyć tego, co znane, przemieszać, nadać tworowi inny tok. Sprowadzić na nieznane drogi. Zadawać kłopotliwe pytania, wątpić i zmuszać do myślenia. „Wergeld królów”, to nie lekka, swobodna literatura, która tylko przekształca znaną nam, opisaną przez historyków rzeczywistość, to powieść, która zmusza czytelnika do myślenia. Nie tylko o tym, co by było… gdyby Imperium jednak miało ciąg dalszy, ale przede wszystkim, czy do końca wykorzystuję rozum? Swój własny? Czy wiem, że tylko ja sam mogę nadać sobie ograniczenia, wytyczyć granice i tylko ja, jestem w stanie określić siły, które mogą je złamać. Jaki jest mój wergeld? „Wergeld królów” Jarosława Błotnego, pierwszy tom cyklu „Oium ludu rzymskiego” przypomina mi książki Guya Gavriela Kaya. I czekam na ciąg dalszy z wielką niecierpliwością. Bo powieści napisanej z taką pasją, z wielką siłą przekonywania, iż myśl jest zdolna pokonać czas i odległości, potrzeba więcej i więcej. Historii umiejętnie przemycających prawdy życiowe, wskazujących ścieżki ukryte w nas samych, drogi, których nie warto przeoczyć, potrzebujemy. Bo nie samą zabawą człowiek żyje. Czasem powinien też nie tylko pozwolić porwać się historii, ale przede wszystkim zezwolić jej zmienić coś w nas samych. A ta książka posiada w sobie siłę zmieniania myśli, a może tylko zwyczajnie wyzwala rozum i pozwala mu działać… Kobaltowa Wrona