Recenzja książki Błękit Szafiru

Błękit który blednie

CI
@Ciastek
2013-02-20 12:04:43 recenzja książki Błękit Szafiru

Co za dużo to nie zdrowo, głosi staropolskie porzekadło i coś w tym jest. Można przedawkować wszystko, od metaamfetaminy, aż po herbatę. Podobnie z książkami, tylko nie trzeba dużo wysiłku aby to zrobić. Wystarczy przeczytać jakąś długą serie, składającą się z dużej ilości tomów, by potem siedzieć cichutko w kąciku i rozmyślać co ze sobą teraz zrobić. To ten pozytywny aspekt przeczytania długiej serii. Ten drugi, mniej pozytywny jest taki, że trzeba czasem przerwać i odpocząć, bo się zwyczajnie nudzi i nie mamy ochoty czytać dalej. Osobiście ten drugi aspekt nie zdarzył mi się ani razu. Aż do dziś, gdy skończyłem drugi tom "Trylogii Czasu", co nie wróży dobrze, bo to nie jest długa seria. Ale po kolei. Książka rozpoczyna się tam, gdzie skończyła część pierwsza. Tym razem fabuła skupiła się na ćwiczeniach Gwendolyn Shepherd we wszystkich tych rzeczach, które przydają się w przeszłości, czyli prezencja wśród towarzystwa, czy szermierka. Na dodatek musi podwoić wysiłki, ponieważ ma na to ograniczony czas. Musi zdążyć poznać to wszystko, do balu na który mają wyruszyć ona i Gideon. Bal jest tym istotny ponieważ na nim spotkają Hrabię de Saint Germain'a, założyciela bractwa Strażników, pierwszego podróżnika w czasie. Ów Strażnicy to organizacja mająca na celu ochrony tajemnicy podróży w czasie. Jednak nie cofają się po to, aby dobrze się bawić, tylko ostrzec hrabiego, przed czyhającym na niego niebezpieczeństwem. Tak jak poprzednio, mamy nieskomplikowaną historię, z cofaniem w czasie w tle. Jednak to co odróżnia tę część od pierwszej, jest to, że akcja nareszcie poszła do przodu. Trochę szybciej rozwija się fabuła, oraz zaczynają rozwiązywać się tajemnice, którymi autorka karmiła nas poprzednio. Mamy nowego bohatera, ducha gargulca, który jest jedyną trzeźwo myślącą postacią w tej powieści. I pozytywnych zmian tyle. Nadal Gwen jest zakochana w Bosko Przystojnym Młodzianie, nadal ma klapki na oczach i nie sądzę aby to się zmieniło w następnej części. Trudno. I kolejna bolączka to spłycenie podróży w czasie. Mają najbardziej zaawansowane technicznie urządzenie do cofania się w czasie, o której mogą pomarzyć wielkie mocarstwa tego świata, mogą cofać się o ponad 500 lat, mogą na własne oczy zobaczyć największe wydarzenia, które zmieniały ludzkość, a na miłość boską, główna bohaterka cofa się po to, aby odrabiać lekcje w piwnicy w roku 1956. Rozumiem, że tak musi być, bo tak jest w fabule, lecz autorka dopiero pod koniec wynajduje lepsze zajęcia w piwnicy, niż odrabianie lekcji. To nie uratowało już mojego zepsutego pierwszego wrażenia. A, bym zapomniał, mamy jeden paradoks, jednak chyba po to, aby zbytnio nie przegrzać szarych komórek. Jest nielogiczny, (rozmawiałem o tym z L. i też się ze mną zgodziła), co dyskwalifikuje go na wstępie jako coś wartego zapamiętania. I to co pozostało z poprzedniej części, czyli ogólna nijakość fabularna, mimo szybszego rozwoju. Jest jedna scena, która zapada w pamięci i to końcowa. Podsumowując jest stabilnie ale nijako. Jest kilka nowych elementów, które jednak nie ratują ogólnego wrażenia jakie zrobiła na mnie autorka. Spłycenie wartości podróży w czasie i fabuły sprawiło, że powieść otrzyma ode mnie ocenę 5.