Recenzja książki Labirynt odbić

Labirynt odbić

@Canela@Canela · 2010-03-29
Kilka miesięcy temu MAG wydał wcale nie taką nową powieść Siergieja Łukjanienko Labirynt odbić. O tym, że książka nie jest produktem pierwszej świeżości, świadczy już kilka początkowych stron.

Lonia — Leonid — jest nurkiem nowej generacji, zanurzającym się nie w wodzie, lecz w Głębi — czymś, co powstało jako następstwo ewolucji Internetu. Przedstawiona Głębia to coś pomiędzy Matrixem a Second life; miejsce, w którym można zarabiać i tracić pieniądze, poznać miłość swojego życia, jak również — pomimo wszelkich zabezpieczeń — umrzeć. Ten wirtualny świat, do którego można wchodzić za pomocą specjalnego hełmu, kombinezonu podłączanego do komputera i innowacyjnego programu, zawładnął wszystkimi, którzy mają modem i wystarczającą ilość pieniędzy, aby łączyć się z Internetem. Nurkowie tym różnią się od przeciętnych bywalców Głębi, że potrafią odróżnić iluzję wirtualnego świata od rzeczywistości i aby się z niego "wynurzyć", nie potrzebują niczyjej pomocy; jest ich zaledwie setka w skali całego świata, przez co stają się niezwykle cenni dla wszystkich, którzy chcieliby skorzystać z ich usług. Trudno powiedzieć, żeby Lonia prowadził spokojne życie; bycie nurkiem jest poniekąd równoznaczne z łamaniem praw obowiązujących w Sieci (bo jak, mając ponadprzeciętną władzę, można z niej nie korzystać?). I choć regulacje prawne przeszkadzają w należytym egzekwowaniu kar za internetowe przestępstwa, każdy nurek wie, że jego bezpieczeństwo w realnym świecie zależy ściśle od tego, jak dobrze będzie się ukrywał w rzeczywistości wirtualnej.

Leonid, podczas wykonywania jednego ze swoich "zleceń", omal nie wpadł w pułapkę, zastawioną przez kogoś, kto chce, aby załatwić dla niego pewną drobną sprawę… Jednak, jak to zwykle bywa, te najprostsze zadania stają się najtrudniejszymi do rozwiązania. W książce nie zabrakło również wątku miłosnego, który staje się dużo ciekawszy przez to, że rozgrywany jest w świecie wirtualnym; w końcu jaką można mieć pewność, że kobieta, z którą obcuje się za pomocą Internetu nie jest żądnym wrażeń emerytowanym górnikiem? Głębia jest światem, w którym nie można ufać nikomu.

Głównym atutem powieści jest właśnie jej bohater — poczciwy i trochę nieułożony kawaler, któremu można wiele wybaczyć i z ciekawością zagłębiać się w kolejne karty jego wirtualnych przygód. Lonia traktuje Głębię jako miejsce pracy i spędzania czasu wolnego. Pomimo tego, że czasami udaje mu się zarobić tam całkiem sporo, wcale nie chce zmieniać swojego życia kawalera i zagraconego jednopokojowego mieszkania. Zresztą czy komuś, kto ponad 20 godzin na dobę spędza w wirtualnym świecie, potrzeba czegoś więcej?

Pierwsze strony eksplodują pomysłami. Nowy świat daje miliony możliwości, które tylko czekają, aby wcielić je w życie. Łukjanienko wybiera te najciekawsze i raczy nimi czytelnika. Niestety, dla osoby żyjącej w teraźniejszych czasach, większość przytaczanych entuzjastycznie rozwiązań drażni swoją naiwnością i łopatologicznym tłumaczeniem spraw oczywistych. Obecnie nie trzeba nikomu wyjaśniać działania forów internetowych czy sposobów łączenia się z Internetem. Zdawać by się mogło, że autor zaczął pisać tę książkę pod wpływem chwili, jakby tknięty nagłą weną spowodowaną pierwszym kontaktem ze światem wirtualnym. Data wydania jest w tym wypadku niezwykle istotna — technologia informatyczna zmienia się z roku na rok, więc książkę, która powstała ponad dziesięć lat temu, można traktować jedynie z uprzejmym pobłażaniem. Brakiem profesjonalizmu wykazał się Łukjanienko, który mógł być bardziej zapobiegliwy. W 1997 roku, kiedy został oryginalnie wydany Labirynt Odbić, Internet nie był wielką niewiadomą — był narzędziem przyszłości, a komputery już wtedy potrafiły w ciągu dekady kilkukrotnie zwiększyć swoją moc obliczeniową. Biorąc pod uwagę zarówno to, jak i fakt, że książki są długowieczne, zamiast podawać konkretne wartości, mógł posługiwać się epitetami. Określenie "strasznie duży plik" w zupełności by wystarczyło — niepotrzebnie dodano do tego, że jego rozmiar to (o, zgrozo!) 2,5 Mb. W dzisiejszych czasach nie zachwyca już moc obliczeniowa rzędu setek megabajtów, a komputery typu Pentium widuje się jedynie w urzędach pocztowych. W przypadku innej książki te dwanaście lat nie zrobiłoby różnicy, jednak w Labiryncie Odbić cała fabuła utkana jest z internetowej sieci, co sprawia, że momentami zamiast zachwycać — śmieszy. Aby urealnić obraz świata autor posuwa się do skrajności, firmując swoją książkę logiem Microsoftu i puszkami Coca-Coli. Fabuła tylko nieznacznie wybiega w przyszłość, zachowując jednak wszelkie znamiona czasów dla siebie współczesnych. Powstała z tego dziwna kompilacja przyszłości, która rozgrywa się w czasach mniej-więcej nam obecnych, lecz bazuje na realiach połowy lat 90.

Książka jest bardzo nierówna i choć niektóre fragmenty potrafią wciągnąć i trudno oderwać się od lektury, chwilę później można odnieść wrażenie, że czyta się blog nastoletniego hakera, a nie dzieło poważnego fantasty. Ostatecznie, pozycję tę zgubiło usilne dążenie autora do zaskoczenia czytelnika; niestety nie udało mu się tego zrobić, działając na ustalonych przez siebie zasadach tego, aż do przesady realnego, świata. Nie zdradzając szczegółów fabuły, wspomnę jedynie, że jest to jedno z najgorszych możliwych rozwiązań wymyślonego przez autora problemu, zupełnie nie pasujące do reszty książki, wręcz kłócące się ze stworzonym przez niego światem.

Nie jest to jednak pozycja całkiem stracona; większość zarzutów sprowadza się do jej zbyt późnego wydania, jak widać w niektórych przypadkach "późno" nie jest lepsze niż "wcale". Lecz Labirynt Odbić potrafi się z tego wybronić, przede wszystkim wciąga i zaskakuje ciągłymi zwrotami akcji. Nie bez znaczenia jest także duża doza sympatii, którą żywi się do głównego bohatera, a także ciekawie rozwinięte postacie poboczne.

Duże zastrzeżenia mam do tłumaczenia; oprócz drobnych błędów, na które zawsze można przymknąć oko, dopuszczono się pomyłki na poziomie elementarnym. Przewijający się przez całą powieść "Gunslinger" został nazwany "Strzelcem" i choć w języku potocznym nie robi to większej różnicy, w książce niezmiernie razi. Tym bardziej, że w samej treści pojawia się nawiązanie do stworzonego przez Stephena Kinga Rewolwerowca, od którego rzekomo wziął się pseudonim "Strzelca". Aż dziw, że tłumacz mógł tego nie zauważyć.

Samo wydanie nie różni się od innych wypuszczonych przez wydawnictwo MAG. Średniej jakości kartki strzępiące się na brzegach, chwilami wyblakły druk, lecz brak literówek i innych niedoskonałości. Zastanawia tylko brak konsekwencji w tworzeniu grzbietu okładki, o ile Brudnopis i Czystopis są nadrukowane prawoskrętnie, o tyle Labirynt Odbić jest już lewoskrętny, przez co stojąc obok siebie na półce rażą moje poczucie estetyki.

Podsumowując, jest to przyjemna lektura do autobusu lub na leniwe letnie popołudnie. Ciekawa jest również ze względu psychologicznego: pokazuje, jak bardzo, na przestrzeni zaledwie dekady, zmieniło się postrzeganie Internetu. Użytkownicy Głębi traktują wejście do sieci z pietyzmem, niczym pierwszą w życiu randkę; będąc w przestrzeni są niezwykle ostrożni, nie afiszują się swoją autentyczną tożsamością, a ich największą obawą (oprócz tego, że ktoś pozna ich prawdziwe personalia) jest to, że zatracą się w wirtualnym świecie. Obecny Internet to nic innego jak wielkie centrum handlowe, gdzie towarem są przede wszystkim usługi i informacje, a każdy jego użytkownik zamiast kryć się przed innymi — korzystając z anonimowości, jaką daje wirtualna przestrzeń — afiszuje się poprzez prowadzenie bloga, profil na naszej klasie czy filmy na YouTube. Przemożna chęć uzyskania nowej tożsamości w sieci zamieniła się w usilną autopromocję, a Internet stał się po prostu kolejnym narzędziem pracy.
Ocena @Canela:
{}{}{}{}{}{}{}{}{}{}
Data przeczytania: 2009-09-30
Książka Labirynt odbić
2 wydania
Labirynt odbić
Siergiej Łukjanienko
{}8.4/10
Tom I słynnej dylogii uhonorowanej w 1998 roku prestiżową nagrodą Bolszoj Zilant Głębia - świat wirtualny, alternatywna rzeczywistość, wykreowana w pamięci globalnej sieci. Można w niej pracować, bawi...
Komentarze

Zobacz także

Nie ma Internetu. Jest wirtualna Głębia. Wejść może każdy, opuścić ją – już nie tak łatwo. A jednak istnieją wyjątki – elita wewnątrz elity – cyber-nurkowie, którzy potrafią wynurzyć się bez pomocy t...

Powstały w 1996 roku Labirynt odbić liczy 335 stron i jest podzielony na pięć części. Jego fabuła opiera się na historii Leonida/Strzelca petersburskiego hakera, który zarabia na życie wykradając taj...

Pozostałe recenzje @Canela

Książka Jakiś potwór tu nadchodzi

Ray Bradbury znany jest szerokiej publice głównie dzięki ekranizacji jego głośnej powieści 451 stopni Fahrenheita. Utwór...

Książka Łups!

Łups! – Taki dźwięk prawdopodobnie wydało ciało krasnoluda, kiedy padało bez życia na ziemię. Popełniono morderstwo, w d...

Nowe recenzje

Książka Co nas (nie) zabije. Największe plagi w historii ludzkości

"Kiedy wstajesz rano, pomyśl, jak cennym przywilejem jest być żywym: oddychać, myśleć, cieszyć się, kochać". Marek Aure...

Książka Księżyc jest pierwszym umarłym

Podczas gdy zagraniczni autorzy urban fantasy umieszczają akcję swoich książek w wielkich aglomeracjach, wplatając magi...

Książka Zielone piekło

Książka zdecydowanie nierówna. Włąściwie to dwie książki: "Aventures au Matto-Grosso" i "Aventures en Guyane", kóre w P...

{}