Chwila dziecięcej grozy
Konkurs

Konkurs książkowy - Chwila dziecięcej grozy
KONKURS ROZWIĄZANY
Nagrody w tym konkursie otrzymują: @recenzowelovee, @girlinthebookspoland, @migaczynka, @monika_13, @Chassefierre

Za niezwykle barwne i jednocześnie życiowe opisy dziecięcych lęków. Mamy nadzieję, że nagroda pomoże Wam zapomnieć o tych strachach (przynajmniej miś, co do książki nie jesteśmy pewni!). Gratulacje!

Dzieciństwo to nie tylko beztroska i radość, ale czasami też chwile grozy.


Opisz czego się bałaś/bałeś najbardziej, gdy rodzice gasili światło w Twoim pokoju?
Pięć najciekawszych odpowiedzi nagrodzimy zestawem, w którego skład wchodzi książka „Dziecięcy kram” oraz pluszowy miś!
Regulamin konkursu
Dziecięcy kram
Dziecięcy kram
Daniel Radziejewski
{}7.7/10
Połączenie mrocznego thrillera ze skomplikowaną zagadką kryminalną. Każda rodzinna klątwa ma swój początek. São Paulo, Brazylia. Kiedy dziesięcioletnia Klara Silva widzi w swojej sypialni ducha, ma...

Odpowiedzi

@mojra88
@mojra88 3 miesiące temu

Gdy byłam mała, mama powiedziała mi, że na lokalnym targu zwanym Burkiem sprzedaje się niegrzeczne dzieci Cyganom. Zapewne miał to byc straszak, żebym była grzeczna. Zapamiętałam to i potem, wiele dni później, gdy szłyśmy sobie spokojnie za rękę (mogłam mieć max 3 lata) po mieście, zapytałam, gdzie idziemy. Mama odparła, że kupić coś tam właśnie na Burku. Oczywiście nie pamietała, co mi mówiła o tym targu. Dostałam takiej histerii, że mama nie była w stanie mnie ruszyć z miejsca. Byłam przekonana, że chce mnie sprzedać, krzyczałam, płakałam i zapierałam się. Na Burek nie poszłyśmy :) Mama z kolei juz więcej nie straszyla mnie sprzedawaniem dzieci :P Ale mnie jeszcze śniło się to po nocach i bałam się, że zostanę oddana jakimś obcym ludziom. 

IS
@iszmolda 3 miesiące temu

Jako dziecko nie byłam raczej strachliwa. Nie bałam się zasypiać sama, w nocy nie miałam zapalonej lampki jednak w pewnym momencie to się zmieniło.

Lubiłam rodzinne spotkania. Zawsze siedziałam przy stole i słuchałam opowieści dorosłych o czasach dzieciństwa. Jednak na pewnym takim rodzinnym zjeździe wypłyną temat duchów, zjaw i zjawisk paranormalnych. Dorośli zaczęli opowiadać różne historie, a ja słuchałam ich zaciekawiona. Nie bałam się, ale do czasu. Gdy w nocy położyłam się spać zaczęły mi się przypominać straszne historie i wszystko zaczęło mnie przerażać, każdy cień, każde skrzypnięcie podłogi. Efekt był taki, że przez miesiąc spałam cała przykryta kołdrą, a po zapadnięciu zmroku świeciłam światło w każdym pomieszczeniu przez które choćbym tylko przechodziła. 

@phd.joanna
@phd.joanna 3 miesiące temu

Dziecięca wyobraźnia często wyrywa się z okowów rutyny. Każdy dzień stanowi zachłanną eksplorację świata, a każde odkrycie nowego elementu rzeczywistości przeradza się w burzę neuronalną w rozwijającym się mózgu. Choć wszystko wydaje się wówczas przygodą, ciemność nasila lęki niezależnie od wieku, a obok emocjonalnych uniesień rodzą się zagrożenia.

Jako maluch miałam w sobie tę naiwną ufność, że mama i dziadkowie ochronią przed wszystkim, nie bałam się niczego. W miarę rozwoju wyobraźni, którą w największej mierze zawdzięczam czytaniu przez mamę, może też w późniejszych latach bajkom telewizyjnym, ta zaczęła mi płatać figle. Bałam się wystawić choć czubek najmniejszego palca u stopy spod kołdry, by nie ugryzł mnie mityczny stwór. Na kanwie jednej z obejrzanych ekranizacji bałam się, że obudzę się chora na zakaźną chorobę, a wszystkie moje zabawki trzeba będzie spalić, kiedy wyzdrowieję. Bałam się, że komputery u progu 2000 roku oszaleją, że nie przetworzą zapisu roku w postaci dwóch zer i potem nie będzie już nic, bo cóż mogłoby być? Przepłakałam nawet tematycznie tego sylwestra w objęciach mamy. A jednak świat trwał nadal, a mój strach mógł ewaluować, bym potem bała się Buki z Muminków i Włóczykija (do dziś czuję podszytą niepokojem rezerwę wobec milczących outsiderów). Bałam się cieni drzew za oknem w akompaniamencie wyjącego wiatru oraz skrzypienia drewnianego stropu, gdy któryś z sąsiadów przechadzał się nocą. Nic jednak nie dorównuje na skali lęku temu, jak okrutnie bałam się, że Słońce rano znów nie wstanie. Obawiałam się, że nadszedł kres czasu, w którym ta gwiazda może oddawać ciepło i światło, a jej życie pod osłoną nocy dobiegnie końca. A przecież każde dziecko uczy się niewiarygodnie szybko podstawy termodynamiki- wszystko, co żyje, bierze energię ze słońca. Jakiś skrawek dziecka nie dorósł w moim wnętrzu, bo kiedy pojawiają się medialne doniesienia o tym, że Słońce kiedyś zgaśnie, mroźny dreszcz przebiega mi wzdłuż kręgosłupa. Im jestem starsza, tym bardziej zagorzałym zwolnennikiem pewnej trywializacji świata się staję: im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Spokojnych snów nakanapie(.pl) nam wszystkim!

@recenzowelovee
@recenzowelovee 3 miesiące temu

Najbardziej bałam się szafy, może brzmi to absurdalnie i śmiesznie, ale drzwiczki od niej potrafiły randomowo otwierać się w nocy i skrzypieć. Będąc małym dzieckiem, który kocha czytać byłam pewna, że albo tam mieszka jakis duch, skrzat, elf, wszystko jedno, ale wychodzi w nocy i buszuje po domu. Naprawdę ogromnie się wystraszyłam parę razy przez te drzwiczki, kiedy to usypiałam, a one nagle postanowiły się otworzyć! Wstawałam wtedy szybko i leciałam zaświecić światło, by zobaczyć, czy jakiś duch, albo psotny skrzat nie czai się w rogu!

JT
@jtetelmajer 3 miesiące temu

Gdy byłam całkiem mała i spałam z rodzicami w jednym pokoju najbardziej bałam się ... munduru! Mój Tata pracował w mundurze, mama co wieczór prasowała Mu koszulę i wieszała razem z marynarką na uchwycie szafy. Kiedy gasło światło mundur wydawał się kimś, a nie tylko wiszącym ubiorem. Przerażało mnie to okrutnie, zwłaszcza, gdy przez okno wpadał blask księżyca i grał cieniem.. Robiło się wtedy strasznie! Do dzisiaj widząc mężczyznę w mundurze, staje mi przed oczami tamten pokój, szafa i mój strach. 

@paulaczyta
@paulaczyta 3 miesiące temu

To trochę dziwne, ale jako dziecko bałam się bezsenności. Gdy było ciemno, cicho nie mogłam zasnąć, wtedy każdy najmniejszy hałas wydawał się straszny, czuł się samotnym, miało się wrażenie, że do rana są całe wieki i dla małego dziecka to było straszne.

@girlinthebookspoland
@girlinthebookspoland 3 miesiące temu

Od dziecka aż do dnia dzisiejszego towarzyszy mi jeden bardzo specyficzny lęk... jest nim lęk przed samotnością. Mam 10 lat starszą siostrę i od kiedy pamiętam zawsze była gdzieś przy mnie, jak nie ona to mama, jak nie mama to babcia. Przyzwyczaiłam się, że zasypiając zawsze słyszę czyjś oddech, czuję dotyk, lub po prostu widzę tę osobę w pobliżu. Najgorsze sny, które nachodziły mnie w ciemnościach niosły ze sobą sceny, w których byłam nagle samotna, bez tej drugiej osoby obok, bez jej bicia serca i czułego dotyku. Gdy światło już było zgaszone, a chciałam wyjść z łóżka, nie umiałam zrobić tego sama, zawsze prosiłam siostrę lub mamę, żeby do mnie podeszły, gdyż w ciemnościach nie umiałam, a wręcz bałam się funkcjonować w pojedynkę. Najszczęśliwsza byłam za dnia, gdy wszyscy byli już w domu, a przez okna wpadały promienie słońca, wtedy czułam wewnętrzny spokój i ukojenie, ale nocą daleko było mi do tego stanu.

Czy ten lęk towarzyszy mi także w dorosłym życiu? Owszem, chociaż objawia się w nieco innych sytuacjach. Gdy jesteśmy dziećmi, czujemy, że naszym życiem sterują inni, ale gdy dojrzewamy zauważamy, że los leży tylko w naszych własnych rękach. Teraz lęk przed samotnością nie nachodzi mnie w nocy, a w chwilach refleksji, kiedy to rozmyślam o tym, czy poukładam swoim życiem tak, aby samotność nie towarzyszyła mi zarówno we dnie jak i w nocy.

Tak już jest z dzieciństwem, to co nas spotka podczas tych beztroskich lat życia przekłada się na nasze zachowania w dorosłości, chociaż nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, a najczęściej dzieje się to dopiero wtedy, kiedy zgasną światła...

@mysilicielka
@mysilicielka 3 miesiące temu

Najbardziej bałam się komarów i wszelkich owadów, które wlatywało przez uchylone okno! Nie mieliśmy wtedy żadnej moskitiery, a latem nie dało się wytrzymać bez świeżego powietrza.

Pamiętam, jak raz wleciał komar, brzęczał mi koło ucha, ja uciekałam budzić tatę, ale kiedy on przychodził i zapalał światło, to niczego nie widział. Zrobiłam tak kilka razy w ciągu nocy, aż w końcu ojciec wpadł na pomysł i dał mi swojego walkmana - miałam zasnąć w słuchawkach słuchając muzyki. Zaufałam mu... Rano obudziłam się z wielkim swędzącym bąblem na uchu 🥺

@migaczynka
@migaczynka 3 miesiące temu

Odkąd pamiętam należałam do dzieci, które wielu rzeczy się bały. Ciemność była jedną z kilku największych fobii. Jeśli znajdowałam się w pomieszczeniu ze zgaszonym światłem czułam wręcz paraliżujący strach. Dlatego też codzienny rytuał gaszenia światła nie należał do ulubionych. Przed oczami stawały mi najróżniejsze postacie z bajek i podglądniętych horrorów. Jednak jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Było to zakazane miejsce pod łóżkiem. Tajemnicza kraina, w której znajdowały się wszystkie potwory. Co noc wypełzały z niej duchy, stwory z mackami zamiast rąk i ogonem węża. Moim główną obroną była kołdra oraz materac. Żadna część ciała nie mogła wystawać poza łóżko, ani ręka ani stopa. Mało tego, musiałam być przykryta po same koniszuki palców (bez względu na pogodę!). Wielokrotnie słyszałam zdania

Zajrzył pod łóżko, przekonasz się, że nic tam nie ma!

Nigdy nie odważyłam się tego zrobić.  Moje potwory przybierały postacie rodem z kreskówek Scooby Doo (byłąm i jestem ogromną fanką!). Moja wyobraźnia więc miała ogromne pole do popisu. Co noc inny potwór wychodził spod łóżka, jednak był jeden, którego bałam się najbardziej. jego zdjęcie zamieszczę poniżej. 

W wieku prawie 10 lat stwierdziłam, że jestem na tyle "dorosła", że nie powinnam w to wierzyć. Wciąż jednk czuję się nieswojo w ciemności, a po seansach filmów grozy nie najlepiej mi się śpi. Jak to mówię, zawsze znajduje się w nas odrobina dziecka.

@mhennels
@mhennels 3 miesiące temu

Ja jako dziecko wychowane na Scooby Doo i Panu Samochodziku najbardziej bałam się, że w nocy się ktoś do nas włamie, żeby np. nas udusić poduszką. Potrafiłam długo leżeć w ciemnościach i tylko nasłuchiwać, cy ktoś nie ma w planach zatłuc moich rodziców 😄. Gorzej, że taki strach nie mija i nadal zdarza mi się w nocy wstrzymywać oddech przy każdym skrzypnięciu. 

@znerwaminawierzchu
@znerwaminawierzchu 3 miesiące temu

Oprócz pająków, a z czasem i robactwa, moim największym strachem było to... czy wypuszczą mnie jeszcze po wieczorynce na podwórko. Poważnie! 

Na podwórku zawsze byłam najmłodsza, więc moi rodzice wołali mnie na wieczorynkę, której ja sama też nie chciałam przegapić. Jednak nie zawsze mogłam oglądać ją w spokoju bo gdy na stole, w tym samym czasie, pojawiała się kolacja, moja pewność co do wyjścia zostawała naruszana. Nerwowo zerkałam wtedy za okno, żeby przyzwyczaić się do ewentualnej porażki. Ale przecież obiecali! 

@Gosia
@Gosia 3 miesiące temu

Ja zawsze panicznie bałam się samotności! Moją zmorą było, gdy rodzice gasili światło, że już do mnie nigdy nie przyjdą, ja do nich nie trafię i zostanę tak sama na zawsze! Bałam się, że nie spotkam rodziców, siostry i nigdy już mi się nie uda ich odnaleźć! To była moja największa zmora!! 

@wiki820
@wiki820 3 miesiące temu

Ja się bałam, że zjem pająka. Naprawdę. Dowiedziałam się od koleżanki, że podczas snu, pająki wchodzą nam do buzi i się je zjada. Później długo tłumaczyłam się tacie, czemu zakleiłam sobie na noc usta taśmą klejącą ;)

@monika_13
@monika_13 3 miesiące temu

Może wydawać się to śmieszne ale od zawsze bałam się balonów. Dokładnie takich jak na zdjęciu poniżej. 

Jako dziecko wszystkie wakacje spędzałam u dziadków na wsi. Tam często na polach lądowały balony z turystami. Z jakiegoś powodu wyobrażałam sobie że balon leci na mnie i mnie zgniecie. Nawet śniło mi się to po nocach (to były koszmary po których budziłam się przerażona). Wraz z biegiem lat nie przeraża mnie to tak bardzo ale dalej traktuje balony z rezerwą. 

@mira_krantz
@mira_krantz 3 miesiące temu

Jako dziecko bałam się dwóch rzeczy. Pierwsza była związana z tym gdzie mieszkałam jako zupełny maluch. Było to w Krakowie, ściana w ścianę z radzieckim (sic!) konsulatem. Byłam dzieckiem żywawym, dobitnie wyrażajacym swoje zdanie na każdy temat. A tak się złożyło, że mieszkalismy wtedy z dziadkami. Dziadek zbliżał się nieuchronnie do dziewięćdziesiątki (to temat na inną historię) i bywało, że miał kłopoty z zapanowaniem nad żywiołową pięciolatką. Więc wpadł na genialny pomysł. Za każdym razem kiedy przesadziłam z żywiołowiścią, straszył mnie, że przyjdzie po mnie "bobo z radzieckiej ambasdy". Działało, ale budynek za ścianą dość długo napawał mnie niepokojem.

A potem przeprowadziliśmy się w zupełnie inne miejsce (ale też w Krakowie), z daleka od bobo. Więc zaczęło mnie straszyć coś zupełnie innego. Nie wiem skąd się to wzięło, moi rodzice nie oglądali horrorów i nie mieliśmy na stanie żadnych makabrycznych książek czy obrazków. Było to też na wiele lat przed nakręceniem horroru Rec. Kiedyś przyśniło mi się, że za moim oknem całe niebo jest czerwone, a po osiedlu chodzą szkielety, niektóre sięgajace tak do 3 piętra, a inne zupełnie normalnych rozmiarów. Nie mogliśmy wychodzić z domu, a w telewizji pokazywano próby znalezienia lekarstwa na "szkieletozę" i w jednej z audycji na żywo leżący w szpitalnym łóżku szkielet na oczach wszystkich widzów ugryzł lekarza w łokieć i lekarz w tej chwili sam zamienił się w szkielet. Obudziłam się przerażona i przez kilka dni nie chciałam spać. Od tego czasu czuję się nieswojo w obecności ludzkich kości.

 

@dyrcia7
@dyrcia7 3 miesiące temu

Kiedy byłam małą dziewczynką i spędzałam wakacje u swojej babci w jej starym drewnianym domku to kładąc się wieczorem spać, bałam się że z sufitu lub ściany przyjdzie na łóżko jakiś pająk i będzie chodził po mnie.  Bałam się także myszy, które czasami babcia łapała gdzieś na strychu. Przechodziły mnie ciarki na myśl, że jakaś myszka będzie chodziła koło łóżka, dlatego nie lubiłam chodzić w nocy do łazienki. Miałam także kuzynów żartownisiów, którzy wieczorami podchodzili pod okno pokoju w którym spałam i stukali w nie chcąc mnie przestraszyć (nie dałam się ponieważ słychać było ich śmiech).

@melkart002
@melkart002 3 miesiące temu

jako dziecko bałem się, że porwą mnie kosmici. Odkąd sięgam pamięcią, rodzice oglądali późną nocą - dla mnie wtedy to była późna pora - Archiwum X. Czasem przebudzałem się, i spod kołdry cicho spoglądałem na to, co się tam działo. Już sama muzyka do serialu budziła we mnie ogromny strach. I choć bałem się tego, musiałem oglądać te wszystkie straszne, przerażające postacie. A później śniły mi się różne jeszcze straszniejsze rzeczy. Kilka razy przyśniło mi się, że kosmici przylecieli nad mój dom i chcieli mnie wciągnąć. wszyscy spali, a ja byłem obezwładniony jakimiś tajemniczymi promieniami, i powoli lewitując nad ziemią, przemieszczałem się ku obcemu statkowi. Przenikałem przez materię - szafkę, okno... i nie mogłem wcale krzyknąć. Wszystko trwało w mej świadomości strasznie długo, choć nie pamiętam, czy cokolwiek mi robili. Tak czy siak, gdy skończyli odsyłali mnie z powrotem do łóżka, a ja budziłem się cały zlany potem, z sercem, które chciało wyskoczyć z piersi. często po cichu płakałem, ale tak by nikogo nie zbudzić. i szybko wskakiwałem pod kołdrę w nogach mamy, przyciskając się do ściany, aby nikt i nic nie mogło mnie ponownie zabrać.

 

Czasem nim zasypiałem, miałem wrażenie że ktoś mnie obserwuje z kąta przy oknie, tuż pod sufitem. Zawsze bałem się tam spoglądać... Pewnego razu śniło mi się, że nie mogę się obudzić, i ktoś mnie dusi. Tak strasznie chciałem nabrać oddechu, a ten ktoś tak bardzo naciskał na moją klatkę piersiową, że aż bolało. Jakimś cudem udalo mi się wyrwać z obezwładniającego strachu i się wybudziłem. Wówczas zobaczyłem czarną rękę (zbudowaną z cienia, taką aż do przedramienia), która trzymała mnie za gardło i naciskała na klatkę piersiową... Tak bardzo się wystraszyłem, że aż skoczyłem i zacząłem tak głośno krzyczeć, że wszystkich obudziłem. Przez trzy dni bałem się w ogóle iść spać, i dopiero zmęczenie i opieka mamy sprawiły, że znowu nauczyłem się spać.

ps - później ta dłoń nawiedzała mnie jeszcze kilka razy, ale już jako nastolatka

TA
@tayen 3 miesiące temu

Jako dziecko bałam się całkowitej ciemności. Wpadałam w panikę kiedy nie widziałam żadnego źródła światła. Zawsze ustawiałam się tak by widzieć jakąś lampkę, odbijającą się w oknie latarnie czy nawet światełko od sprzętu. Dzięki temu nie traciłam poczucia przestrzeni i dalej byłam pewna, że jestem we właściwym miejscu. Im mniejsze było źródło światła, a ciemność większa, tym bardziej potrzebowałam czegoś do przytulenia, bliskiej osoby albo pluszaka. To uspakajało.
Najgorsze były dla mnie noce u mojej prababci, którą kochałam, a jej dom był moim ulubionym miejscem zabaw, jednak nocą na małej wsi robiło się ciemno, bardzo ciemno.. Musiałam wtedy z kimś spać.

Lęk pojawił się w okolicy zerówki kiedy miałam operację oczu i moje oczy po niej musiały być całkowicie zasłonięte przez trzy dni, a przez kolejne przyzwyczajane do światła. Dla tak małego dziecka była to trauma, która objawiała się w późniejszym czasie nieopisanym lękiem, gdy znów "traciłam" nocą wzrok.
Niestety przekłada się ona nadal na moje dorosłe życie choć już nie w tak nasilonej formie.

@Airain
@Airain 3 miesiące temu

To, że bałam się, że spadnie na mnie z sufitu pająk, to dość banalne, i w dodatku, jeśli chodzi o moje pobyty u rodziny na wsi, powiedzmy, że uzasadnione (chociaż nigdy w sumie nie spadł). Ale prawdziwym horrorem był... termit. Dziś, kiedy ludzie wyrażają czasem zdziwienie tym, czego dzieci potrafią się bać, ja się tylko blado uśmiecham. Bo prawdziwym horrorem moich nocy, kiedy miałam około czterech lat, był termit występujący w kreskówce z serii "Pies Huckelberry". W jednym z odcinków (Tough Little Termite) Huckelberry konfrontował się z małą istotką podśpiewującą coś mniej więcej jak "Bezy bezy bezy, bezy bez..." i zżerającą wszystko dookoła, nie tylko drewno.

Zapewne dla 99,99 procent widzów ta kreskówka była śmieszna. Dziś też tak uważam. Ale wtedy przez kilka tygodni umierałam ze strachu, zwłaszcza nocą, że spod łóżka lub zza szafy usłyszę to "bezy, bezy" i wszystko wokół mnie zacznie znikać. Uspokoiła mnie dopiero wiadomość, że w Polsce termitów nie ma. Wiedza to potęga.

@viki_zm
@viki_zm 3 miesiące temu

Było kilka rzeczy, których bałam się w dzieciństwie, ale jedną pamiętam do tej pory.

Kiedy miałam iść spać i rodzice gasili górne światło zostawiając tylko malutką nocną lampkę bałam się, że w ciemności spod mojego łóżka wyjdą potwory. Wydawało mi się, że wszystkie cienie, najbardziej ciche szmery i odgłosy to poruszanie się i próba ucieczki wrogów spod łóżka. Nie pomagały tłumaczenia, zaglądanie pod łóżko i tak przez dłuższy czas bałam się zasypiać w ciemności wśród potworów, które na pewno czają się pod łóżkiem i czekają na odpowiedni moment na atak.

W końcu za radą mamy narysowałam widziane zwierze i potwory i z jej pomocą napisałam krótki wierszyk o tym, że po zgaszeniu światła przedmioty codziennego użytku i zwykłe cienie stają się straszne i zamieniają się w groźne zwierze. Dzięki tym działaniom w końcu przestałam bać się ciemności, wiedziałam, że przegoniłam straszne potwory i mogłam spać spokojnie. Mój wierszyk pomógł także młodszemu bratu, kiedy wszedł w ten etap i nikt z nas już nigdy nie bał się groźnych, śpiących pod łóżkiem zwierzy. 

@wybrana84
@wybrana84 3 miesiące temu

Czego może bać się dziecko ? Tak najprościej mówiąc ... śmierci kogoś z rodziny. I tak było u mnie. Moja babcia chorowała, była po kilku zawałach i zawsze kiedy dziadek szedł do pracy (był stróżem) na nockę - szłam do babci spać. Pamiętam, że kiedy kończyłyśmy rozmawiać, gaslo światło, nastawała cisza - ja ... nadsłuchiwałam, czy babcia oddycha. Chodziłam wtedy do piątej, szóstej klasy. Mieszkaliśmy niedaleko dziadków, wychowałam się u nich i rodzice posyłając mnie do babci na noc (też byli spokojniejsi, że babcia nie jest sama) - bo gdyby coś się stało... to dla mnie był największy strach, że babcia przestanie oddychać, dostanie zawał i ja - mała dziewczynka, która znalazła by się z martwym członkiem rodziny sam na sam... Noc była straszna. A utrata babci byłaby jeszcze straszniejsza...

Dzięki Bogu nigdy to się nie wydarzyło. A budząc się rano i widząc, że babcia wstaje - kamień spadał mi z serca.

@kerim
@kerim 3 miesiące temu

Napiszę wprost – nie bałem się jako małe dziecko ciemności (tak na 99%). Jak była ciemnica, to znaczyło, że idę spać i nie ma zabawy. Fakt, wtenczas wyobrażałem sobie różne rzeczy i nim zaspałem, przed oczami miałem fantazyjne wizje typu: zbliżają cię kosmici itp. Chociaż wspomnę jeden temat, który powodował - może nie bojaźń, ale znaczną niepewność, taki lekki strach. Mam na myśli opowieści o duchach, diabłach, wisielcach i innych stworach. Na prowincji w dawnych czasach, takie tematy wszyscy znali. Trudno powiedzieć, ile w tym wszystkim było prawdy, ale czasy minione, miały swój smak (dwa programy w telewizorze itd.). Ludzie umilali sobie tak wieczory. Jak było jasno, to wszystko było pewne, a jak zawitała ciemność, to fantazja pracowała na pełnych obrotach. Pamiętam, że jak deszcz padał, pioruny przechadzały się po niebie, a ja siedzący na krzesełku w mroku, podziwiający naturalny spektakl za oknem (rewelacja: gdy mocno wiał jeszcze wiatr – do dzisiaj to lubię /spanie jest wyśmienite/). Można powiedzieć, za bohaterem „Seksmisji” – „Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę”. Tak, ciemność to fajny „obszar” na odczuwanie, ale nie – jako stan umysłu. Dlatego czytam książki.

:-)

 

@LetMeRead
@LetMeRead 3 miesiące temu

W moim pokoju stała wielka i ciężka drewniana szafa. Taka na całą ścianę. I za tą szafą ktoś mieszkał. Nie wiem kto, nie wiem, ilu ich było. Czasami ciekawość zwyciężała strach, wtedy próbowałam odkryć, kto to taki i gdy snop światła z drugiego pokoju wpadał między ścianę a szafę, zaglądałam tam. Nigdy jednak nie udało mi się rozwiązać tej zagadki i ich zobaczyć ani usłyszeć. Ale wiedziałam, że tam są. Niektóre rzeczy po prostu się wie i nie potrzeba dowodów. Nie chcieli się jednak ujawnić, to i ja nie wchodziłam im w drogę. Ale do dzisiaj zapach drewnianych mebli przypomina mi tych tajemniczych mieszkańców zza mojej szafy z dzieciństwa...

@Chassefierre
@Chassefierre 3 miesiące temu

Może się wydawać inaczej, ale pochodzę z dość religijnej rodziny. Więc i moje dziecięce lęki miały takie podłoże - bałam się tego, że nadejdzie koniec świata, albo że trafię do piekła, ale największym lękiem mojego dzieciństwa było to, że pewnego dnia okaże się, że jestem Antychrystem. Z perspektywy czasu to wydaje się nawet zabawne, ale wtedy byłam przerażona myślą, że mogę być kimś tak potwornie złym i o tym nie wiedzieć do czasu, kiedy uruchomi się sadostateczny.exe i wtedy nie będę miała nic do powiedzenia, bo jako Uśpiony Antychryst będę musiała zrobić wszystko to, co zostało opisane w Apokalipsie.

@biegajacy_bibliotekarz
@biegajacy_bibliotekarz 3 miesiące temu

Oj nawet nie wiecie, co to znaczy strach przed... dziobakami, które podobno zagnieździły się na strychu. Bałem się ich strasznie. I zawsze stawałem się bardzo grzeczny, gdy któtyś z rodziców przypominał mi o nich :D

nakanapie.pl
© 2021
  • O nas
  • Kontakt
  • Pomoc
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • © 2021 nakanapie.pl
    Zrobione z {} na Pradze Południe