Recenzja książki Lustro

"Lustro"

@Spleen@Spleen · 2012-02-28
Recenzowanie debiutów młodych pisarzy jest rzeczą niezwykle trudną. Dlaczego? Opinia, a szczególnie ta wyjątkowo ostra może młodego ‘twórcę’ zniechęcić do stwarzania nowych światów, a zbyt pochlebna może sprawić, że autorowi woda sodowa uderzy do głowy, a co za tym idzie spocznie on na laurach i jego kolejne powieści będą, nie bójmy się tego słowa, gniotami zaśmiecającymi półki w księgarniach.

Kiedy dostałam do recenzji „Lustro” podeszłam do tej lektury z przesadną, jak dla mnie, ekscytacją. Wszystko przez to, że powieść napisał chłopak studiujący na moim wydziale ten sam kierunek, co ja, a jakie jest największe marzenie filologa? Dokładnie tak, kariera pisarska. W końcu wybrałam filologię polską tylko, dlatego, żeby „nauczyć się” pisać fascynujące powieści. Niestety, jak to w życiu bywa rzeczywistość niesamowicie różni się od wyobrażeń i zamiast pisarską zostałam ‘szeptaczem’ (czyt. recenzentem), a jak powiedział kiedyś niejaki Sacha Guitry: „Pisarz nieudany zostaje krytykiem: ze skwaśniałego wina wyrabia się ocet.” Bądź, co bądź, miał rację, a przynajmniej w moim przypadku.
Ale wróćmy do powieści Książka. „Lustro” czytałam bardzo długo. Nie, dlatego, że książka jest nudna, ale dlatego, że jest trudna, a co za tym idzie zupełnie inna niż powieści, które dotychczas czytałam.

Bohaterem „Lustra” jest dwudziestoletni Grzegorz K. (to K. zaleciało mi nieprzyjemnie ‘Procesem’ F. Kafki), student żyjący z imprezy do imprezy, a co na imprezach? To co zawsze: zasłona z dymu papierosowego, alkohol lejący się strumieniami, dudniąca muzyka, masa skotłowanych młodych ciał zalatujących potem i… halucynogenne grzybki oraz inne narkotyki. Chłopak mieszka z rodzicami i traktuje dom jak hotel. Grzegorz ma wszystko, no prawie wszystko. Nie posiada dziewczyny, ale czy to ważne jak się ma forsę. miejscówkę do spania oraz martwiących się o niego rodziców i masę kumpli z którymi można ostro zabalować? Ależ absolutnie nie!
Niestety, rozrywkowa wegetacja dwudziestolatka kończy się w sposób gwałtowny i brutalny. Rodzice zmęczeni wiecznym obijaniem się synalka postanawiają wyrzucić darmozjada z domu. Grzesiek zostaje sam, bo nagle kurek z kasą został zakręcony, nie ma ciepłego kąta do spania i kumpli, którzy po prostu zniknęli. Dwudziestolatek gorączkowo przeszukuje półeczki w swoim mózgu i odkrywa, że ma niezawodnego przyjaciela - Marka. Chłopak przyjmuje imprezowicza pod swój dach, ale pod jednym warunkiem: Grzegorz musi wziąć życie za bary i coś ze sobą zrobić. Obiecać łatwo, ale o wykonanie niezwykle trudno. Grzesiek popada w swojego rodzaju melancholię i spędza prawie cały czas w swoim kąciku w piwnicy. Jednak każda melancholia się kończy, a przynajmniej zasypia na czas bliżej nieokreślony i chłopak podejmuje pracę jako roznosiciel ulotek w centrum Katowic. Szybko jednak dopada go bezsens tańca na ulicach miasta i rezygnuje z pracy.
Pewnego wieczoru popijając piwko z Markiem bohater postanawia zostać pisarzem, a co za tym idzie chce napisać książkę, ale tutaj rodzi się kolejny problem. Jak napisać książkę, skoro pomysłów brak, a życie poraża nudą? K. postanawia pojechać do swojego literackiego idola, niejakiego Lucjana Miśkiewicza, który być może byłby w stanie pomóc trwającemu w totalnym bezsensie Grzegorzowi.

Tak jak już kiedyś pisałam: debiuty są różne. Jedne genialne inne totalnie beznadziejne, a jeszcze inne bezpłciowe i niemające żadnego sensu, jeśli chodzi o fabułę. Jak jest z „Lustrem”? Ano, ciężko, ponieważ świat stworzony przez Książka wcale do łatwych nie należy, a bohater, któremu czytelnik towarzyszy przez te sto osiemdziesiąt kilka stron jest po prostu koszmarną mendą. Czytając powieść nie raz miałam ochotę rzucić nią o ścianę, a potem potraktować ją glanami, a wszystko przez to, że Grzegorz i jego marudzenie doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Z jednej strony dwudziestolatek ma milion pomysłów na sekundę i niezwykłą chęć do wykonania tego czy innego planu, a za chwilę opada w swój kwitnący bezsens, sięga po piwo i stwierdza, że mu się zwyczajnie nie chce. No ludzie kochani, nawet ja, totalnie zdeklarowane emo nie jestem aż tak, że się wyrażę kolokwialnie, rozbebłana jak bohater „Lustra”. Po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam, że głównym celem Grześka jest nic innego jak planowanie i tylko planowanie, bo z realizacją planów zupełnie mu nie idzie, a skoro realizacja leży to przecież można sobie iść na imprezę z pseudo przyjaciółmi, naćpać się i mieć gdzieś przyszłość, na którą nie ma się najmniejszych perspektyw.
Jeśli chodzi o tę stronę powieści to męczyłam się niesamowicie.

Z drugiej strony czytanie „Lustra” przypominało mi coś na kształt przesłuchania, bo autor w tekst wkomponował kilkanaście pytań, które zadawałam sobie sama podczas lektury i chociaż niechętnie się do tego przyznaję, to moje życie łączy coś z egzystencją bohatera – fakt, że jest ono w jakiś sposób nudne i nieciekawe. Nie powiem, że mnie to nie dotknęło, bo dotknęło i to do żywego, ale może to da mi do myślenia i w jakiś sposób zmienię moją wegetację na coś co choć odrobinę przypomina realne życie w rzeczywistym świecie? Może.

Wiem, że nie wszystkich zachwyci ta książka, bo nie jest ani łatwa, ani przyjemna, ani też ociekająca lukrem i słodyczą. Zamiast tego z pomiędzy twardych, poplamionych tekstem stron wychyla się Grzegorz z ogromnym lustrem w dłoniach i ustawia je na wprost twarzy czytelnika. Dlaczego? Żeby spojrzał sobie w oczy, zadał kilka pytań wplecionych w plątaninę zdań, zastanowił się nad sobą, swoją sumą oddechów wymiennych na uderzenia serca i doszedł do pewnych, ważnych dla siebie wniosków.

A tak na marginesie, czy ten fragment nie jest piękny?

„Asfaltowe chmury tłoczyły się nad zabudowaniami, wgniatając je w ziemię. Ta z kolei tonęła w szarej powodzi ulewnego deszczu i emanowała fetorem spod ulic. Czterokołowce cumowały nieopodal. Z nich, zdało się, wyskakują marynarze w czarnych płaszczach. Klną, nie ukrywając tego wcale, przy czym tarczą parasoli powstrzymują napór deszczowych fal, bocianimi krokami próbują obejść oczodoły kałuż i jęzory ścieków. Biegną śmiesznie, żwawo, przytrzymując pod pachą niedbale ciemne wiązanki kwiatów.”*

Jak dla mnie genialny!

* G. Książek, „Lustro”, Wydawnictwo Radwan, s. 7.
Ocena @Spleen:
{}{}{}{}{}{}{}{}{}{}
Data przeczytania: 2012-02-28
Książka Lustro
Lustro
Grzegorz Książek
{}5/10
Dwudziestoletni Grzegorz w pewnym momencie swojego życia zaczyna rozumieć, że nadszedł czas na zmiany i przewartościowania. Świat, który go otacza, wydaje mu się sztuczny i chory, ale bohater wierzy, ...
Komentarze

Zobacz także

„Niecodziennie wywalają cię z domu bez środków do życia. To daje do myślenia. Tym bardziej kiedy nie masz pracy, studiów, mieszkania, dziewczyny ani przyjaciół, którym możesz zaufać. Kiedy nie ma...

Pozostałe recenzje @Spleen

Książka Dziewiąty Mag

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam „Dziewiątego maga” na półce księgarni zakochałam się w prześlicznej okładce pierwszego ...

Książka Podwodny świat. Mroczny dar

Wszyscy jak jeden mąż przewidują w tym roku koniec świata. Nic zresztą dziwnego: księżyc się kurczy, na słońcu szaleją b...

Nowe recenzje

Książka Drugie bicie serca

Serce jest bogactwem, którego się nie sprzedaje ani się nie kupuje,ale które się ofiaruje.- Gustaw Flaubert ❤ Dzisiaj p...

Książka Hiszpański Lucyfer

Debiuty, debiuty, debiuty... Ostatnimi czasy zauważyłam, że czytam coraz to więcej debiutów. Niektóre z nich są dla mni...

Książka Filip i hydra

Książka pełna niewybaczonego bólu,bólu dziecka i dorosłego już mężczyzny który z nie potrafi się uporać z przeszłością....

{}