Jeszcze pamięć o Józefie Wybickim nie zginęła...

Autor: Dorota Skrzypczak ·10 minut
2022-04-21 5 Polubień
Jeszcze pamięć o Józefie Wybickim nie zginęła...

Rok 2022 biegnie nieubłaganie szybko. Wydaje się, że tak niedawno witaliśmy go lampkami szampana, a tu już kończy się kwiecień. Ten rok zapamiętamy na pewno na zawsze, ja jednak abstrahując od wydarzeń, które rozgrywają się na arenie światowej, chciałabym przypomnieć Wam, że 2022 temu patronuje w Polsce kilka naprawdę wybitnych postaci, o których warto pamiętać. Postanowiłam, że będę Wam sukcesywnie w swoich artykułach przypominać zarówno o nich, jak i literaturze im poświęconej.

 

Na pierwszy ogień niechże pójdzie Józef Wybicki, autor najsłynniejszych fraz w języku polskim, które każdy Polak wyrecytuje nawet po przebudzeniu w środku nocy z ręką na sercu i ściśniętym ze wzruszenia gardłem. 10 marca obchodziliśmy dwusetną rocznicę jego śmierci i między innymi z tego właśnie powodu, w tym roku szczególnie czcimy jego pamięć.

 

Józef Wybicki to jeden z najważniejszych przedstawicieli polskiego oświecenia, humanista, poseł oraz działacz społeczny i polityczny. Jest nie tylko twórcą naszego hymnu narodowego, ma również na koncie dzieła polityczne, sztuki teatralne i opery, o których nie omieszkam Wam jeszcze wspomnieć. Urodził się 29 września 1747 roku w Będominie, małej wsi kaszubskiej, położonej nieopodal Kościerzyny, w rodzinie średnio zamożnej szlachty. Kiedy Józef miał sześć lat, opiekę nad nim i odpowiedzialność za jego wychowanie i wykształcenie przejął jego stryj proboszcz Franciszek Wybicki. Po dwóch latach wuj oddał go na naukę do jezuickiego kolegium w Starych Szkotach, gdzie ukończył klasy poetyki i retoryki. Lat tych nie wspominał niestety z nostalgią, w swoich wspomnieniach zatytułowanych „Życie moje” pisał:

 

Kazano się [nam] zawsze pod odmiennymi nazwiskami złej uczyć łaciny i to bez korzyści. Nie kazano myśleć, ani czynić [...] Zgoła co dzień bito: zawsze słyszałem jęk; prośby uczniów i twardość nauczycieli były zwykłym obrazem szkoły... To było prawdziwe piekło, gdzie nam zgrzytanie zębów i furiów wściekłych zapały malują...

 

Warunki panujące w szkole zmusiły młodego Józefa do próby wywołania buntu wśród uczniów, za co groziło mu wydalenie z uczelni. Zrezygnowany stryj Franciszek podjął decyzję o zabraniu bratanka z kolegium i zaniechał myśli o wysłaniu go na studia teologiczne, a w rezultacie ulokował go na praktyce w kancelarii sądu grodzkiego w Sakrszewach, co również nie spotkało się ze zbytnim entuzjazmem Wybickiego:

 

Dzień i noc męczyłem się nad czytaniem statutów [...] Nie znając różnicy, co prawo natury, polityczne, cywilne, kryminalne i narodów znaczyć w gruncie miało. Wymawiałem prawa rzymskie, statuta magdeburskie jak papuga ze zwyczaju, bo tak całe godne moje zgromadzenie czyniło.

 

W 1764 roku Józef Wybicki zadebiutował jak działacz i mówca polityczny podczas elekcji ostatniego władcy Rzeczypospolitej Stanisława Poniatowskiego. Potem jego kariera polityczna potoczyła się już z górki. W 1766 roku został mianowany subdelegatem grodzkim w Skarszewach oraz uczestniczył jako pomocnik mecenasa w zjazdach Trybunału Koronnego. W 1767 roku, w wieku zaledwie dwudziestu lat, Wybicki na sejmiku generalnym w Grudziądzu został wybrany posłem na sejm i wyjechał do Warszawy. 27 lutego 1768 roku w obecności króla i rosyjskiego posła Nikołaja Repnina wygłosił przemówienie, które okazało się przełomowym w jego karierze. Przeciwko polityce rosyjskiej i więzieniu politycznych przeciwników zaprotestował następującymi słowami:

 

Ponieważ, Książę Marszałku, nie dajesz mi głosu przeciw prawu, którego nic zmazać nie potrafi, a które posłowi wolnemu mówić pozwala na każdym sejmie, przymawiam się więc najmniej, iż gdy zwróconych na łono senatu uwięzionych senatorów i do stanu rycerskiego przywróconego nie widzę posła, nie widzę wolnego sejmu, ale widzę tylko gwałt i przemoc moskiewską, przeciwko tej więc się protestuje.

 

Te pełne emocji słowa nie wpłynęły znacząco na dzieje państwa polskiego, ale Wybicki nie zszedł już z raz obranej drogi. Wziął udział w Konfederacji Barskiej, co dokładnie opisał w cytowanych przeze mnie wspomnieniach.

 

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/5/5f/Józef_Wybicki.PNG

 

W roku 1768, w Berlinie, podczas tajnej misji Józef Wybicki poznał Kunegundę Drwęską, siostrzenicę generała Franciszka Skórzewskiego. Była to miłość od pierwszego wejrzenia. Wiele lat wymieniali między sobą listy, kiedy jednak w końcu doszło do kolejnego spotkania, ich związek nie został zaakceptowany przez matkę Józefa. Najprawdopodobniej przyczyną tej niechęci były różnica majątkowa, do tego jeszcze Kunegunda była starsza od swego wybranka o siedemnaście lat. Młodzi się jednak nie poddali i bez wiedzy i zgody pani Wybickiej pobrali się 17 września 1773 roku. Niestety związek ten nie miał bajkowego zakończenia, państwo Wybiccy nie żyli długo i szczęśliwie – brzemienna Kunegunda zmarła 17 sierpnia 1775 roku.

 

Załamany po śmierci żony Wybicki wrócił do działalności politycznej. Jeszcze za jej życia został mianowany podwojewodzim poznańskim, jednak w roku 1776 wyjechał do Warszawy. Tam wstąpił do Towarzystwa Ksiąg Elementarnych i podjął pracę nad naprawą ustroju Rzeczpospolitej. Niestety ciężka praca nie zaowocowała niestety niczym konkretnym, „Zbiór praw sądowych”, nad którym Wybicki ciężko pracował wraz z innymi reformatorami, został w 1780 roku odrzucony przez sejm, a zrezygnowany Józef wycofał się z życia politycznego i powrócił na wieś.

 

11 września 1780 po raz drugi stanął na ślubnym kobiercu, za żonę pojął Esterę Wierusz-Kowalską. Następnie, wraz z nowo poślubioną małżonką osiedlił się w Wielkopolsce, zapomniał o wielkiej polityce, całkowicie poświęcając się gospodarce i życiu rodzinnemu. W tym czasie rozwijał również swoją twórczość literacką, o czym nie omieszkam jeszcze wspomnieć w dalszej części tekstu.

 

Polityka jednak o nim nie zapomniała i tak w 1780 został wybrany na sejm jako poseł województwa poznańskiego, a w 1784 kaliskiego. Po konfederacji targowickiej nawiązał bliską współpracę z Tadeuszem Kościuszką i po wybuchu insurekcji kościuszkowskiej został członkiem departamentu wojskowego Rady Zastępczej Tymczasowej, naczelnego organu władzy wykonawczej w mieście. W tym czasie narodziła się jego długoletnia przyjaźń z Janem Henrykiem Dąbrowskim, twórcą Legionów Polskich we Włoszech. Z korpusem Dąbrowskiego przeszedł cały szlak bojowy, po upadku powstania i zajęciu Warszawy, ścigany pruskimi listami gończymi zmuszony był wyemigrować z kraju. Docelowo 27 marca 1795 po długiej podróży dotarł do Paryża.

 

Podczas pobytu w Paryżu Wybicki, korespondując z Dąbrowskim, nieustannie namawiał go do przyjazdu. Odniósł w końcu sukces i w 1976 roku, po III rozbiorze Polski Dąbrowski przybył do Francji. Natychmiast rozpoczął rozmowy z tamtejszym Dyrektoriatem w sprawie utworzenia Legionów Polskich. Rozmowy te zakończyły się sukcesem, członkowie Dyrektoriatu obiecali przekazać Dąbrowskiemu listy polecające do Napoleona Bonaparte, a Józef Wybicki nie posiadał się z radości, o czym oczywiście nie omieszkał wspomnieć w swoich pamiętnikach:

 

Nigdy nie byłem szczęśliwszy, jak gdy tę odpowiedź Dyrektoriatu Dąbrowski mi zakomunikował... Prócz może jakiej tajnej pojedynczej zazdrości powszechna między nami powstała radość, smuciło nas tylko, iż ani Dąbrowski, ani my nie mieliśmy na tę wyprawę do Włoch pieniędzy. Ubóstwo było powszechne...

 

Problemy finansowe, o których pisze autor wspomnień, udało się rozwiązać i 9 stycznia 1979 roku powstały Legiony Polskie we Włoszech. Wybicki również postanowił do nich dołączyć i w tym celu udał się do Reggio nel'Emilia, gdzie przebywał Dąbrowski wraz ze swymi żołnierzami. To właśnie tu powstał hymn narodowy naszego kraju.

 

Wybicki przebywał we Włoszech służąc w Legionach Polskich do roku 1801, kiedy to znowu prysła jakakolwiek nadzieja na odzyskanie przez Polskę niepodległości. Wyjechał do Prus, gdzie tamtejsze władze nie pozwoliły mu niestety na powrót do ukochanych Manieczek, jednak udzieliły mu amnestii, na mocy której mógł osiąść we Wrocławiu, a później w Dreźnie.

 

Józef Wybicki do końca życia nie ustawał w walce o przywrócenie Polsce miejsca na mapach świata i do końca nie tracił nadziei. Wziął czynny udział w Powstaniu Wielkopolskim, przez Napoleona został odznaczony złotym krzyżem Orderu Legii Honorowej, a przez księcia Fryderyka Augusta Orderem Orła Białego, piastował również urząd senatora wojewody. Zmarł nagle 10 marca 1822 roku w swoich ukochanych Manieczkach.

 

Nie da się ukryć, że Wybicki wielkim politykiem był. Ale nie tylko! Był jednak również literatem i to na tym chciałabym się teraz skupić. W 1776 roku zasiadał w komitecie, któremu przewodniczył Andrzej Zamoyski, a którego zadaniem było stworzenie kodeksu praw. Owocem posiedzeń tego komitetu był „Zbiór praw sądowych”, o którym wspominałam już wyżej. Podczas prac nad tym tytułem powstało również jedno z najważniejszych, a na pewno najobszerniejsze, dzieł polityka: „Listy patriotyczne do Jaśnie Wielmożnego ekskanclerza Zamoyskiego, prawa układającego, pisane”. Jest to cykl czternastu listów, wydanych anonimowo, prawdopodobnie po to, by sprawić wrażenie, iż są one adresowane do kogoś spoza bliskiego kręgu współpracowników Zamoyskiego. Były one swoistym preludium „Zbioru praw sądowych” – miały za zadanie oswoić z nim społeczeństwo i spopularyzować zawarte nim hasła i tematy. Jak już wiemy, skończyło się to wielkim fiaskiem, a pan Józef powrócił na wieś, by zająć się rodziną i gospodarką, a także, by poświęcić się na poważnie twórczością literacką. W Manieczkach powstało pięć oper: „Polka”, „Kmiotek”, „Samnitka”, „Pasterka zbłąkana” i zaginiona „Ojczyzna z synem” oraz dwie sztuki teatralne, które trafiły na deski wielkich scen i o których niżej przeczytacie ciut więcej.

 

„Kulig” to komedia w pięciu aktach wydana w 1783 roku w Warszawie. Jest swoistą krytyką staropolskiego prawa, które w rzeczywistości służyło tylko i wyłącznie sferom wyższym, za nic mając zwykłych obywateli. Autor wytykał w niej również krewki temperament Polaków, pieniactwo, rozrzutność, szulerstwo i hazard. Utwór ten trafił na deski teatralne, jego prapremiera miała miejsce 25 stycznia 1783 roku w Warszawie, a inscenizował ją sam Wojciech Bogusławski.

 

„Zygmunt August” to kolejna sztuka teatralna Wybickiego. Została wydana w listopadzie 1873 roku w Warszawie i powstała prawdopodobnie z okazji wizyty króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w Poznaniu. Tło historyczne tej opowieści było tylko pretekstem do wystawienia laurki królowi Poniatowskiemu. Fakt ten nie został nigdzie potwierdzony, ale bardzo możliwe jest, że prapremiera tego dzieła odbyła się w Poznaniu właśnie.

 

https://commons.wikimedia.org/wiki/File:DabrowskiWybickiNapoleon.jpg

Józef Wybicki podczas spotkania z Napoleonem.

 

Na koniec nie mogę nie wspomnieć o najważniejszym i najsłynniejszym dziele Józefa Wybickiego, który znamy wszyscy, czyli oczywiście o „Mazurku Dąbrowskiego”. Utwór ten, który pierwotnie nosił tytuł „Pieśń Legionów Polskich we Włoszech”, powstał najprawdopodobniej między 10 a 19 lipca 1797 roku, dokładna data to niestety kwestia sporna między wieloma historykami i do dziś nie została precyzyjnie ustalona. Jej słowa powstały pod wpływem silnego wzruszenia, jakie autor poczuł biorąc udział w uroczystościach odbywających się w Reggio nel' Emilia, miasteczku, w którym stacjonowały legiony polskie, które również brały udział w towarzyszącej im galowej defiladzie. To wtedy właśnie zachwycony Wybicki napisał tekst, który stał się ważny dla każdego Polaka.

 

Jeżeli chcielibyście jeszcze bliżej poznać sylwetkę tego wybitnego działacza politycznego i literata macie teraz ku temu niebywałą okazję, bo w księgarniach ukazało się właśnie nowe wydanie jego wspomnień: „Pamiętniki Józefa Wybickiego w nowym opracowaniu”. To nowe wydanie zostało przełożone na język współczesny i uzupełnione o indeks osobowy i nazw geograficznych, a przypadająca w tym roku rocznica jest niewątpliwie bardzo dobrą okazją do bliższego poznania tej arcyciekawej osoby.

 

Pamięć o Józefie Wybickim w Polsce wcale nie zginęła, o czym świadczy przede wszystkim godne uczczenie rocznicy jego śmierci w miejscowościach ważnych dla jego biografii. W tak ukochanych przez niego Manieczkach jej obchody rozpoczęły się od uroczystej mszy świętej, by potem przenieść się pod pomnik generała znajdujący się tuż obok świątyni. Również Głogów, miasto, w którym Wybicki przebywał wraz z wojskami napoleońskimi, przyłączyło się do obchodów. Rozpoczęły się one przy pomniku bohatera uroczystości, a potem przeniosły do Teatru im. Andreasa Gryphiusa, gdzie obecni wysłuchali ciekawych referatów i „Mazurka Dąbrowskiego” w wykonaniu chóru Beati Cantores. Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie też nie zapomniało o swoim zasłużonym twórcy. Tam uroczystości rozpoczęły się od odśpiewania hymnu i złożenia kwiatów pod pomnikiem, a następnie zaprezentowano logo Roku Wybickiego i nowy eksponat w kolekcji Muzeum – Order św. Stanisława.

 

Mam nadzieję, że choć trochę przybliżyłam Wam sylwetkę tego ważnego Polaka i z zainteresowaniem przeczytaliście mój artykuł. Obiecuję Wam, że już niedługo zajmę się innymi patronami tego roku. A może macie ochotę przeczytać o kimś szczególnym? Dajcie znać, na pewno rozważę Wasze propozycje.

 

Dorota Skrzypczak

Komentarze

O nas Kontakt Pomoc
Polityka prywatności Regulamin
© 2022 nakanapie.pl