Temat:

Dolce Nuit

@AdamV
@AdamV
112 książek · 35 postów
2010-11-16 10:18 #
Słońce rzucało krwawą poświatę na ściany i słomiany dach niskiej glinianej stajni. Leciwy osioł podskubywał wyschniętą trawę, szarpiąc uparte źdźbła i przeżuwając je nerwowo, jakby za chwilę miał zostać zagoniony do pracy. Nieopodal pobliskiej studni lekki wieczorny wiatr poruszał szatą starszego mężczyzny w milczeniu kopiącego dół w wyschniętej ziemi. Szpadel za każdym uderzeniem wchodził płytko, ale mężczyzna wytrwale wyrzucał najmniejszą nawet grudkę na mały kopczyk obok. Ciszę przerywaną uderzeniami łopaty zakłócał jedynie cichy szloch.

Płakała siedząca nieco z tyłu kobieta. Tuląc w ramionach niewielkie zawiniątko bujała delikatnie swym ciałem w przód i w tył. Czasem to zawodzenie przechodziło jakby w melodię jakiejś smutnej piosenki, by zaraz powrócić do urywanego łkania.

Dookoła było pusto. Scenerię w oddali uzupełniały podobne zabudowania, porozdzielane przestrzenią wyschniętej ziemi upstrzoną gdzieniegdzie kamykami w rdzawym kolorze, na tyle jednak odległe, by zapewnić anonimowość rodzinnemu dramatowi. Mężczyzna przerwał na chwilę pracę, otarł pot z czoła, napił się kilka łyków ze stojącej obok tykwy i przez dłuższą chwilę wpatrywał się w zachodzące słońce. Jego gęsta broda, teraz pokryta licznymi kroplami wychlapanej z naczynia wody, zazdrośnie ukrywała rysy twarzy, jednak głębokie bruzdy na czole i spojrzenie zdradzały trawiący serce smutek. Mężczyzna otarł usta rękawem i schyliwszy się po szpadel, podjął swą żmudną pracę.

Dół robił się coraz głębszy, ziemi obok przybywało, gdy od północnej strony pojawił się dźwięk. Z czasem przeszedł on w połączony powolny stukot kopyt o twardą zeschłą ziemię, zlewający się z ledwie słyszalnym głuchym pobrzękiwaniem dzwonków. Mężczyzna przerwał pracę i spojrzał w tamtą stronę. Kobieta wciąż pochlipywała i zawodziła w głębi swoich szat, jakby cały świat przestał dla niej istnieć, pozostawiając ją sam na sam z jej tragedią.

Z pogłębiającego się mroku z wolna wyłoniły się sylwetki jeźdźców. Było ich trzech, każdy jechał na wielbłądzie prowadząc dodatkowe zwierzę objuczone tobołami. Karawana sześciu wierzchowców zbliżała się, z wolna poruszając na wszystkie strony dosiadającymi ich ludźmi oraz przytroczonymi pakunkami.

Starszy mężczyzna, jakby uznając przybyszów za zwykłych podróżnych, których wielu bywa w tych stronach, w milczeniu powrócił do swojej czynności.

Karawana podjechała i zatrzymała się. Jeźdźcy zsiedli na ziemię, wzbijając małe obłoki kurzu z wyschniętego kamienistego gruntu. Ich szaty zdradzające bogate urodzenie, przetykane były złotymi zdobieniami z kolorowymi dodatkami. Dwóch z nich zrobiło kilka kroków w stronę starca i siedzącej kobiety po czym stanęli bez słowa, przyglądając się w milczeniu scenerii. Trzeci tymczasem podszedł do jednego z wielbłądów i zaczął odplątywać przytroczone do jego grzbietu pakunki.

Kopiący starzec ponownie przerwał swoją pracę, kucnął, ręką sprawdził głębokość dołu, po czym położył szpadel na ziemi i podszedł do kobiety. W milczeniu nachylił się i czule pogłaskał ją po przykrytej chustą głowie. Gdy jej płacz nieco osłabł, mężczyzna delikatnie ujął zawiniątko z ramion matki. Szloch, jaki wybuchł znienacka, odbił się od ścian stajni, by uciec wraz z gasnącym słońcem w kierunku wzgórz. Kobieta wyciągnęła błagalnie ręce, ale mężczyzna już się odwrócił i z wolna poszedł w kierunku świeżego grobu. Kobieta ukryła twarz w dłoniach tłumiąc wyrywający się płacz. Jej towarzysz podszedł na skraj płytkiego dołu i klękając delikatnie ułożył tobołek w ciszy ziemi. Następnie wziął garść piasku z kopczyka, ucałował i rzucił na owinięte ciałko. Stał przez chwilę z pochyloną głową, jego partnerka wciąż szlochając podeszła do niego. Objął ją swym silnym ramieniem i przytulił mocno. Tak trwali przez dłuższy czas.

Trzeci z jeźdźców dźwigając pod oboma pachami pakunki podszedł do swoich kompanów, obserwujących scenę pogrzebu i zatrzymał się. Stali i patrzyli. Para tuliła się ciepło. Ciało dziecka spoczywało w grobie. Przybysze odebrali z rąk kompana po jednym tobołku i zaczęli je rozpakowywać. Kiedy zakończyli, podeszli i na skraju grobu każdy z nich po kolei położył swój podarek. Pokłoniwszy się nisko, odwrócili się i bez słowa dosiedli swoich wierzchowców.

Szloch kobiety przeszedł w cichutkie jęczenie, gdy zanurzona w ramieniu mężczyzny z wolna godziła się ze strasznym losem. Odgłos wielbłądzich kopyt i dzwonków uprzęży z wolna utonął w rodzącym się mroku nocy. Starzec bardzo powoli i delikatnie odsunął się, beznamiętnie popatrzył na pozostawione obok grobu naczynia z żywicami kadzidła i mirry oraz na inkrustowaną złotem i drogocennymi kamieniami skrzynkę, po czym schyliwszy się ponownie po łopatę z wolna zaczął zasypywać dół.

Ostatnie promienie słońca musnęły czubki odległych wzgórz po czym zgasły.
# 2010-11-16 10:18
2010-11-18 22:51 #
Super. Podoba mi się. Intrygujące. Kilka zdań, słów bym zmienił, ale to już "tylko" szlifowanie diamentu :-)
# 2010-11-18 22:51
@AdamV
@AdamV
112 książek · 35 postów
2010-11-22 21:16 #
fakt, wkleiłem bez przeglądania, a ma to już parę lat przeleżane w "szufladzie" ;) obiecuję bardziej starannie weryfikować teksty w przyszłości :)
# 2010-11-22 21:16
2010-11-22 22:16 #
Wiesz, to nie błędy, po prostu inaczej bym to trochę napisał :)

Ale mi się łatwo mówi ;-)
# 2010-11-22 22:16

Grupa: Wasza Twórczość

Opowiadania, wiersze, miniatury...

Książki, recenzje, ogłoszenia, społeczność!

Znajdziesz tu wszystko, czego potrzebuje każdy wielbiciel książek. Załóż konto i korzystaj w pełni ze wszystkich możliwości serwisu.
Zarejestruj się