Vox

Vox
8.33
Ocena 8.33 na 10 możliwych
Na podstawie 6 ocen kanapowiczów
Człowiek wypowiada dziennie około 16 tysięcy słów. Wyobraź sobie, że możesz powi...
Człowiek wypowiada dziennie około 16 tysięcy słów. Wyobraź sobie, że możesz powiedzieć ich tylko 100. Na ręku masz zaciśniętą metalową bransoletkę, która liczy twoje słowa. Przekroczenie limitu oznacza silny ładunek elektryczny wymierzony w dłoń. Licznik zresetuje się o północy. Słowo pisane także o...
Pełny opis
Data wydania: 2019-2-27
ISBN: 978-83-287-1141-9 ( 9788328711419 )
Wydawnictwo: Muza
Stron: 416
puchar
AN
@Anna30 dodana książka

Dzięki takim kanapowiczom jak ty, ta strona może się rozwijać.

Recenzje

Szokująca
Tak jak się spodziewałam, wizja przyszłości Christiny Dalcher dogłębnie mnie poruszyła. To w jaki sposób autorka, próbowała przedstawić nam przyszłość, w moim odczuciu jest wręcz przerażające. Czy któraś z nas - kobiet, gotowa byłaby na stratę wykształcenia, pracy, hobby? Tylko i wyłączenie ...
Napisz swoją opinię

Opinie

PA
@Pani_Ka 2019-02-20
Przeczytane (2019-02-20)
Wyproszona, wymaszerowana w protestach i demonstracjach, wywalczona na mównicach i barykadach. Kobieca wolność. Poczucie współistnienia, współdecydowania, współtworzenia. Dla większości tak naturalna jak inne ludzkie przywileje, wręcz podstawowy element ludzkiego istnienia. Dla wielu rzecz tak oczywista, że każda dyskusja o niej zakrawa na kpinę i przeczenie naturze. Czy dla wszystkich równie zwyczajna i codzienna? Czy podobnie jak my - kobiety, o naszej wolności, samostanowieniu i swobodzie podejmowania decyzji, myślą wszyscy mężczyźni? A może i wśród kobiet są takie, które uważają kobiecą wolność za nadmiernie swawolną, jasną, pozbawioną zahamowań? I wreszcie, czy jest sens rozważać o powyższych kwestiach, czy wystarczy owe pytania pozostawić retorycznymi? W kraju szalonych pomysłów na przyszłość, w Stanach Zjednoczonych, autorka powieści "Vox", Christina Dalcher, postanowiła odebrać kobietom głos. A dokładniej, ograniczyć dzienny limit wypowiadanych przez nie słów do stu. Sto słów. Czy zdajemy sobie w ogóle sprawę jak niewiele to jest? W tylu słowach nie można przekazać piękna uczuć, wyrazić pełnych emocji, opowiedzieć o swoich troskach ani podzielić się radościami. W tylu słowach można w trakcie doby przeczyć, przytakiwać i powiedzieć córce: Mamusia Cię kocha. Wszystko, co chcielibyśmy dodać musi pozostać milczeniem. Z jak wielką tragedią zmaga się kobieta, która żyła opowiadaniem innym o cudach ludzkiego mózgu i mowy. Doktor Joan McClellan, straciła możliwość komunikacji z innymi naukowcami, dzielenia swej pasji. jak się okazuje, złość z takiej decyzji władz był jedynie zapowiedzią bólu jaki spowodowano kolejnymi dekretami: pozbawieniem kobiet pracy a dziewczynek prawa do nauki w znaczeniu dla nas podstawowym, ograniczeniem swobody umysłowej mężczyzn poprzez propagandowe wspieranie jedynie słusznej Cnotliwej wersji rodziny. zatrważające, jak wielu chłopców i mężczyzn ową propagandę wkrótce postanowiło utożsamić z własną myślą ba, nawet oskarżać kobiety o spowodowanie owych, jakże cofających nas w czasie decyzji rządu. Same nasuwają się porównania do sytuacji typowej dla krajów ekstremalnie chrześcijańskich czy prawicowych w znaczeniu powrotu do modelu rodziny sprzed uzyskania przez kobiety praw wyborczych. Być może taka lektura pozwoli niektórym osobom u władzy zrozumieć bezsens i niszczącą role takich właśnie posunięć. Nasza bohaterka walczy z własnym sumieniem i narzucanym jej rolom, stawia naprzeciw siebie miłość do dzieci, chęć uczynienie z nich upartych, walecznych ludzi oraz własny, egoistyczny ale bardzo ludzki pęd za swobodą, za chęcią powrotu do tego, co ukochała dawniej. Wszystko co przeszłe kusi ja swoją doskonałością gdy pojawia się szansa odzyskania przywilejów. Tylko czy krótkoterminowość tej szansy i wewnętrzna niezgoda na bycie wyjątkiem pozwolą jej normalnie funkcjonować? Czy tez wreszcie wywołają w niej bunt? Romans, powroty pamięcia do ukochanych Włoch, pijany wrzask na przekór fizycznemu bólowi po przekroczeniu limitu słów - wszystko to stanowić będzie dla Joan element oporu, niezgody, oszołomienia niemożnością podjęcia słusznej decyzji. Bo jak się zdajee, takie decyzje nie istnieją. Jednego można być pewnym. Autorka swa opowieścią nie tylko feminizującą ale też pokazującą jak ogromna jest rola kobiet w nauce, życiu społeczeństwa, wreszcie w życiu zrównoważonej rodziny, mówi 'nie' odbieraniu komukolwiek przyznanych mu, zgodnych z natura praw. Uczy szacunku, pokazuje niedoskonałości skrajnych form demokracji, lub jej braku. I co ważne stawia pytanie, czy w dzisiejszym świecie możemy sobie pozwolić na lekceważenie jakichkolwiek oznak odbierania nam praw, pozbawiania nas wolności, sterowania naszymi postanowieniami. Mądra, choć nie filozofująca książka. Każdy apel podany jest w formie rozmów, sytuacji codziennych, matczynych trosk, ludzkich mniejszych i większych zahamowań czy wręcz przeciwnie, zbytniej swobody moralnej. Ważne tematy zaserwowane w bardzo płynnej formie, czasem z nutką złości, czasem z lekkim humorem, najczęściej z goryczą. Polecam ku rozwadze. Pani_Ka Czyta (dziękuję wydawnictwu Muza oraz agencji Business&Culture za udostępnienie przedpremierowego egzemplarza książki - premiera 27 lutego)
@WolneLitery
@WolneLitery 2019-02-15
Przeczytane (2019-02-13)
Wyobrażacie sobie, że pewnego dnia zostaje wydane rozporządzenie, które odbiera nam, kobietom większość praw? Że od dzisiaj mamy nosić metalowe bransoletki, które będą liczyły nasze słowa? Że jednego dnia możemy ich powiedzieć tylko 100? Że za przekroczoną liczbę słów będziemy karane? Że odbiorą nam prawo do czytania, podróżowania i decydowania o sobie i o swoim losie? Że nasze małe córeczki również będą na to narażone? Im jednak będziemy mogły wybrać kolor tej cudownej bransoletki...może różowa jak dla małej księżniczki? Dystopia, która chwyta za serce i daje nam do myślenia. W końcu przy obecnych zmianach, kto wie jak to wszystko się potoczy? Podobała mi się narracja tej książki, wszystko opisuje nam dr Jean McClellan, która sama jest matką czwórki dzieci. Najbardziej cierpi jej córeczka Sonia, a bohaterka musi patrzeć jak każdego dnia powoli milknie coraz bardziej. Czasami cisza jest jednak głośniejsza niż krzyk... Obecna sytuacja w USA trwa dopiero rok, a już widać jak wiele zmian przyniosła i jak państwo i ruch religijny mocno wpływa na dorastające dzieci. Jak manipuluje, prowokuje i zmienia. Bohaterka chce działać! W końcu zawsze powstaje jakaś tajna organizacja, która chce zwalczyć to co dzieje się w państwie. Czy uda im się to zrobić? Dadzą radę cofnąć zmiany jakie zaszły w państwie czy jest już za późno? Mnie książka bardzo wciągnęła. Miałam jednak wrażenie, że autorka chce ją za szybko zakończyć. Na początku wszystko dzieje się wolno, chociaż mnie to kompletnie nie nudziło, a potem tak mocno przyśpiesza, że ja w pewnym momencie zaczęłam się gubić. Chciałabym, żeby ta książka miała więcej stron! Żeby ten koniec był dłuższy i tym samym mocniejszy, żeby nie był tak nagle urwany. I chce serial! Bardzo chce serial i mam nadzieję, że ktoś go stworzy! Fani "Opowieści podręcznej", to dla Was obowiązkowa lektura!
AN
@Anna30 2019-02-11
Przeczytane (2019-02-11)
RECENZJA PRZEDPREMIEROWA Pierwsze moje zetknięcie się z tą niezwykle opowiedzianą powieścią wywołało we mnie zaciekawienie, gdyż wśród świata kobiet panuje zagrożenie-zmowa milczenia, które nie podoba się jednej z bohaterek, która zmaga się również z tym problemem-Jean McClellan w książce autorstwa Christiny Dalcher pt. ''Vox''. Nie każdemu podoba się zakaz wypowiadania przez kobiety, dziewczęta 100 słów dziennie wprowadzone przez amerykański rząd, który spowodował wielkie zamieszanie i poruszenie. Gdyby w Polsce taki zakaz funkcjonował, toby on się nie spodobał, u większości osób, ponieważ każda kobieta ma swoje zdanie i powinno się je szanować. Pozytywnym walorem przeczytanej przeze mnie książki jest to, że każdy z opisanych 80 rozdziałów są krótkie. Występuje w tekście dużo dialogów, które są bardzo dobrze skonstruowane. Dzięki nim możemy poznać, jacy są bohaterzy i odkryć ich prawdziwe charaktery. Ciekawostką są tutaj występujące inne zwyczaje, bunt, krzyk niezadowolenia, które przekazują prawdziwe uczucia, ale pojawia się smutek, z powodu chwilowej niemocy. Pani dr Jean McClellan za wszelką cenę próbuje udowodnić, że warto, jest walczyć o swoje. Nie podoba mi się w niej to, że ma skrajne uczucia względem własnych dzieci. Traktowanie nierówne. Kocha swojego męża. Lubi z nim rozmawiać, ale musi się pilnować z wyrażaniem własnego zdania, gdyż dla niej jest to niewyobrażalne, aby panowała cisza, która staje się powoli męcząca, a mężczyźni lubią zabierać wszędzie głos tam, gdzie nie zawsze jest on potrzebny. Powieść podoba mi się, ze względu na to, że autorka dzieli, się swoimi spostrzeżeniami z Czytelnikami dając im możliwości do refleksji, która jest potrzebna w obecnym świecie. Polecam przeczytać tę książkę.
Komentarze (2)
@ewfor
@ewfor 2019-02-24
Przeczytane (2019-02-23)
Vox to lektura z dziedziny literatury fantastyczno-naukowej, której fabuła umiejscowiona została współcześnie w Stanach Zjednoczonych, a konkretnie w Waszyngtonie. Jean jest neurolingwistką, która od ponad roku została pozbawiona nie tylko pracy naukowej ale również… mowy. Nowy prezydent USA w porozumieniu z najważniejszym w kraju duchownym, postanowili doprowadzić do tego, aby rola kobiety ograniczała się jedynie do bycia matką, żoną i gospodynią domową. Pewnego dnia, amerykański rząd wydaje dekret, którym skazuje kobiety na milczenie. Każda z nich otrzymuje licznik imitujący bransoletkę, który pozwala im na wypowiedzenie w ciągu doby jedynie 100 słów. Każde kolejne wypowiedziane słowo boleśnie przypomina o ilości przekroczonych. Kobiety zostają pozbawione prawa do wykonywania zawodu. Doktor Jean całe zawodowe życie poświęciła badaniom naukowym nie angażując się w politykę, lecz gdy brat prezydenta ulega wypadkowi, rząd chce zmusić Jean do znalezienia leku na jego nagłą afazję. Czy jednak o to właśnie chodzi ekipie rządzącej Ameryką? Czy wypadek brata prezydenta to nie jest blef? Czy doktor Jean zgodzi się na współpracę, czy jej odmowa zaowocuje zwiększonymi rygorami wobec niej i jej rodziny? CZY TO TYLKO ZATRWAŻAJĄCA DYSTOPIA? Przeciętny człowiek wypowiada w ciągu doby około 16 tysięcy słów, skrócenie tego do 100, jest nie tylko koszmarem kobiet skazanych na liczniki-bransoletki. I chociaż ta książka to fikcja literacka, taka czarna wizja potrafi przerazić chyba każdego. (…) Przy kolacji, zanim wypowiem ostatnie sylaby tego dnia, Patrick sięga nad stołem i stuka palcem w połyskujące srebrzyście urządzenie na moim nadgarstku. Robi to delikatnie, jakby cierpiał razem ze mną, a może chce mi przypomnieć, żebym milczała, dopóki licznik słów nie zresetuje się o północy. (…) Narracja w książce jest w osobie pierwszej czasu teraźniejszego, dlatego czytając, miałam wrażenie, że siedzę naprzeciwko jakiejś osoby i słucham jej zwierzeń. Mrocznych zwierzeń. Taka narracja zawsze mocniej działa na moja wyobraźnię. Zwłaszcza, że niezwykłe podobieństwo polityczne do polskich realiów naszej obecnej sytuacji w kraju jest wręcz porażające. Nie wciągam się w politykę, nie angażuję w żadne protesty itp., ale jak każdy mieszkaniec doskonale zdaję sobie sprawę z tego, kto tak faktycznie trzyma władzę w kraju. W tej powieści, głównymi doradcami prezydenta jest brat i wysoko postawiony przedstawiciel duchowny i to właściwie kościół rządzi, w dużym stopniu, ograniczając samodzielne decyzje głowy państwa. (…) Swoją kampanię prezydencką oparł na dwóch filarach. Jednym z nich był Bobby, jego starszy brat i zawodowy senator, który udzielał mu praktycznych rad. (…) Drugim filarem był Wielebny Carl, „dostarczyciel” głosów i człowiek, którego słuchały tłumy. (…) Naszą jedyną nadzieją był Sąd Najwyższy. Ale przeliczyliśmy się, ponieważ większość składu zdradzała już prawicowe ciągoty, jedno stanowisko było nieobsadzone, a dwaj sędziowie wybierali się na emeryturę. (…) No dobrze, koniec politykowania, czas wrócić do książki. Fabuła jest koszmarem, o jakim żadna kobieta nie odważyłaby się nawet pomyśleć. Autorka powoli buduje napięcie, i nie pozwala na to, aby czytelnik poczuł się znudzony. Wręcz przeciwnie, obrazy tej nierealnej grozy, przeplatane opisami konsekwencji, jakie spadają na kobiety w przypadku zlekceważenia lub zwykłego zapomnienia się, powodują, że nie można się od książki oderwać. To książka z tych „jeszcze jeden rozdział i idę spać”, a potem czytasz do momentu, aż ból oczu uświadamia ci, że jest silniejszy od przyjemności czytania i chęci poznania dalszego ciągu powieści. Autorka w bardzo ciekawy sposób przedstawia zarówno główną bohaterkę jak i bohaterów drugoplanowych. Silna osobowościowo kobieta, często musi walczyć sama ze sobą, aby nie zranić najbliższych, których przecież kocha, chociaż ci najbliżsi nie zawsze potrafią być mili. W pewien sposób mamy okazję uczestniczyć w relacjach matka-dorastający syn, w których miłość musi walczyć z fanatyzmem kształtującym młodą męską psychikę. Czytelnik jest również świadkiem rozterek miłosnych, antagonistycznie podchodzących do tego, co było i tego, co jest. Tęsknota za uczuciem, które silnie zakorzeniło się w sercu i umyśle, musi stanąć przed wyborem, co ważniejsze, bezpieczeństwo i wolność własna, czy rodzina składająca się z czwórki dzieci. Ciągła tęsknota za utraconym kochankiem powoduje, że główna bohaterka cały czas porównuje mężczyzn, (oczywiście na niekorzyść męża), tak właściwie nie zdając sobie sprawy z tego, z kim mieszka od kilkunastu lat pod jednym dachem, i kim tak naprawdę jest mężczyzna, który jest ojcem jej dzieci. Muszę przyznać, że dawno nie czytałam książki, która tak bardzo by mnie pochłonęła. Zdając sobie sprawę z tego, że to tylko fikcja, że coś takiego nigdy się przecież nie wydarzy, cały czas czułam dziwny niepokój. Autorka ze spokojem, aczkolwiek z pewnego rodzaju determinacją pokazała nam, kobietom, jak niewiele możemy być warte, jeżeli politycy i kościół uznają nas za mniejszość. I jak potężna może być siła fanatyzmu. Fabuła tej książki nadaje się na film i mam nadzieję, że kiedyś ktoś wpadnie na pomysł, aby znalazła się ona na ekranach. Niesamowite podejście do tego wyimaginowano problemu, to prawdziwy majstersztyk. Połączenie nieźle wciągającej fabuły, z wyrazistymi i bardzo realistycznie ukazanymi bohaterami i zaskakującymi zwrotami akcji, dopełnione sporą dawką określeń i czynności naukowych, oraz ciekawymi dialogami, to… no cóż. Obok tej powieści nie można przejść obojętnie. Polecam tę książkę z czystym sumieniem, każdemu, od nastolatka po seniora, nawet czytelnikom o ograniczonej wyobraźni. Myślę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Jest odrobina thrillera, jest piękny romans, odrobina polityki i wątki czysto naukowe. Jest także spora dawka fantastyki, jak i piękny obraz człowieczeństwa. Jednym zdaniem: dla każdego coś…
@Aivalar
@Aivalar 2019-02-22
Właściwie każdy z nas powinien uważać na to, co mówi. Słowa mogą kogoś zranić, wyrządzić krzywdę nawet większą, niż czyny. Ale w świecie, w którym żyje Jean, każdy wyraz jest jeszcze bardziej cenny, bo... codziennie może ich wypowiedzieć zaledwie 100. W chwili, gdy przekroczy ten limit, metalowa obręcz na jej nadgarstku wytworzy bolesny ładunek elektryczny, przypominający, że powinna milczeć. Jeśli dalej będzie mówiła, ból z czasem stanie się nie do wytrzymania. Dlatego jedyne, co jej zostaje, to zazdroszczenie mężowi i trzem synom albo porozumiewawcze spojrzenie wymienione z córką. Tylko one mają założone liczniki – bo są kobietami. Myślałam, że obejrzenie „The Handmaid’s Tale” przygotuje mnie na lekturę tej książki, co sprawi, że niczym mnie ona nie zaskoczy. Chyba dość mylnie uznałam, że jestem już uodporniona na podobne motywy, przez co nie są tak szokujące jak kiedyś. Tymczasem stało się odwrotnie. Wizja przyszłości roztaczana przez Christinę Dalcher, w której wszystkie kobiety w kraju zakuwane są w metalowe okowy, ograniczające liczbę wypowiedzianych słów do stu dziennie, zmroziła mnie do szpiku kości. To jak cofnięcie się do czasów, kiedy płeć piękna nie miała prawa głosu w żadnej kwestii poza prowadzeniem domu – z tym że bohaterowie „Vox” stanęli w obliczu sytuacji, gdy to milczenie jest rozumiane w sensie dosłownym. Oczywiście na tym nie kończy się nowy porządek, wprowadzony przez ogarniętych fanatyzmem i okrucieństwem rządzących. Należy zachowywać czystość do ślubu, żona winna być zawsze posłuszna mężowi, a osoby homoseksualne nie mają prawa do bycia w związku, chyba że „nawrócą się” i wezmą ślub z kimś przeciwnej płci. I chociaż to kobiety są najbardziej piętnowane, traktowane niemal jak podwórkowe zwierzęta (nie mogą dłużej wykonywać pracy zawodowej, nawet książki są dla nich zakazane), to również nieprzestrzeganie zasad przez mężczyznę może się skończyć tragedią. Nic zatem dziwnego, że zaczyna narastać początkowo cichy, a z czasem coraz bardziej wyraźny bunt. Ktoś może powiedzieć, że Christina Dalcher nie zaprezentowała niczego odkrywczego – chociażby wspomniana „Opowieść Podręcznej” prezentuje dość podobną, dystopijną rzeczywistość, w której społeczeństwo zdominowane jest przez mężczyzn, a rola kobiety ogranicza się do zajmowania się domem czy rodzenia kolejnych dzieci. Ale świat przedstawiony w „Vox” robi niemałe wrażenie. Autorka jest niezwykle szczegółowa w budowaniu tej fikcji, fikcji, która tak blisko dotyka świata realnego, w którym żyjemy, że trudno nie poczuć nawet delikatnego dreszczyku niepokoju. Ponadto pojawia się tutaj doskonały wątek związany z zawodem Jean – kiedy jeszcze mogła pracować jako lekarz, zajmowała się badaniami nad ośrodkiem Wernickego, czyli tej części mózgu, która odpowiada za naszą zdolność mówienia. Ukoronowaniem kariery bohaterki miało być opracowanie serum, mające pomóc osobom cierpiącym na tzw. afazję – zaburzenia mowy. I gdy Jean sądziła już, że nigdy więcej jej noga nie postanie w laboratorium, brat prezydenta ulega wypadkowi i to właśnie ona staje się jedną z niewielu osób, które mogą mu pomóc. Muszę przyznać, że ta książka jest napisana naprawdę sprawnie. Pisarka zadbała o naturalność języka, dopracowała dialogi, a opisy niemal zawsze trafiały w punkt. Na dodatek nie widzę tutaj sztucznego działania na emocje – one same wyłażą z poszczególnych zdań. Fabuła broni się w każdym calu, bo pomijając szokującą tematykę, akcja zwyczajnie wciąga, a wątki nie ograniczają się jedynie do medycznych dywagacji czy walki z reżimem. Wiele w tej powieści pomniejszych historii, małych tragedii, rodzinnych rozterek i dramatów; nie zabrakło nawet romansu, na szczęście wpasował się w klimat i nie wydał mi się budowany na siłę. Właściwie jedyne, co nie podobało mi się w „Vox”, to... zakończenie. Oczywiście pełno tutaj zwrotów akcji, bo to wtedy tempo wzrasta najbardziej i bardzo długo nie wiadomo, kto najbardziej ucierpi, jako że poważnie wątpiłam w to, by wszyscy bohaterowie wyszli z tego cało. I chociaż zostałam bardziej lub mniej przyjemnie zaskoczona w niektórych scenach, to sam finał został rozegrany zbyt szybko. Autorka, która wcześniej zyskała moją sympatię dbałością o detale, kilka ostatnich wydarzeń niemalże streszcza, na dodatek ostatnie strony są przesiąknięte zbyt dużą naiwnością. Wolałabym, żeby gra toczyła się dalej, żeby wciąż pozostało wiele niewiadomych, tymczasem dostrzegam w tym zakończeniu potrzebę dania czytelnikom zamkniętej, pełnej historii, co wbrew pozorom wcale nie okazało się tak satysfakcjonujące. Co do kreacji bohaterów, niesamowicie mi się podoba, że ci stojący w centrum niemal nigdy nie okazują się albo jednoznacznie dobrzy, albo źli. Jean, jej mąż, jej koledzy po fachu, jej dzieci – każde z nich wydało mi się człowiekiem z krwi i kości, ich cierpienie bądź strach odczuwałam niemalże tak, jakbym ich znała. To trochę przerażające, że tak łatwo było się wczuć w ich skórę i wyobrażać sobie, jak to jest egzystować w objętym takim radykalizmem świecie. To sporo daje do myślenia; niby taki obraz życia codziennego wydaje się odległy, ale przecież historia już udowodniła, że czasem wystarczy jedynie kilka złych decyzji czy kilka złych osób, by zabić w nas wszystko to, co wrażliwe i ludzkie. „Vox” warto przeczytać; dla dobrej lektury, dla świetnie wykreowanych bohaterów, dla plastycznego stylu autorki – a przede wszystkim dla przeżycia tego wszystkiego, przez co przeszła Jean i inne znane jej kobiety. Gdyby nie te mankamenty finału, pomyślałabym, że mimo tego, iż mamy luty, właśnie znalazłam kandydata do książki roku (a może jednak?).
@deana
@deana 2019-02-27
Przeczytane (2019-02-27)
Niedaleka przyszłość. Zmiana władzy w USA doprowadza do tego, że z dnia na dzień połowa obywateli zostaje pozbawiona głosu. Wszystkie kobiety zostają zakute w liczniki monitorujące ilość słów, które wydają z siebie w ciągu dnia. Każda kobieta może posługiwać się zaledwie setką słów dziennie. Niepokorne karane są boleśnie, najpierw porażeniami prądem. Najbardziej radykalną formą kary są obozy pracy, zwane klasztorami. Doktor neurolingwistyki Jean McClellan, także przymusowo milcząca, staje w obliczu szansy, która może przełamać dramat w jakim znalazły się kobiety, musi jednak zdecydować się na radykalne działania. Powieść ,,Vox" można odbierać różnorodnie. Z jednej strony jest to powieść zmuszająca do myślenia. W tle przemyca wiele celnych przemyśleń na temat współczesności i tego jak bardzo radykalizuje się świat. Zajęci pracą, własnym życiem, prywatnymi relacjami międzyludzkimi nie zauważamy tego co dzieje się gdzieś obok. Ludzie skupieni mocno na sobie, nie próbują a wręcz nawet nie chcą wychylić się ze swojej skorupy aż do momentu, gdy tak jak bohaterki powieści, pewnego dnia budzą się i zauważają, że ktoś inny za nich zdecydował i dopasował świat do swojej wizji. Jest kilka momentów w książce, gdzie celne i dobitne podsumowanie współczesnych relacji społeczno-policznych zmusiło nie do odłożenia książki na bok i przejścia się po herbatę by przemyśleć to co właśnie przeczytałam. Wizja autorki jest przejaskrawiona, wyolbrzymiona ale nie nierzeczywista. Pewne mechanizmy są stałe, cały czas się rozgrywają, tylko społeczeństwo przestało zwracać na nie uwagę aż do chwili gdy jest za późno. Powieść jest głosem, który próbuje zwrócić uwagę, przełamać marazm, wyrwać z pętli dom-bliscy-praca i walczyć o chociaż najmniejsze zaangażowanie. ,,Vox" ma także drugie oblicze - w pełni realizujące dobrze znane holywoodzkie schematy o zwykłym człowieku postawionym w niezwykłej sytuacji i decydującym się zawalczyć z systemem o siebie i innych. Chyba nie trzeba być specjalnie przenikliwym, żeby mniej więcej wiedzieć jak może się to potoczyć. Jest dramatyczne walka, rozdzierające serce wybory, bolesne zderzenia z bezdusznym systemem i iskra pomysłu, który może zmienić losy świata. Nic nie jest przesądzone aż do ostatniej strony i dopiero finał przynosi wszystkie lub prawie wszystkie odpowiedzi. ,,Vox" to powieść, po którą watro sięgnąć. Autorce udało się połączyć sensację z mocną, zaangażowaną społecznie literaturą, która może trafić i być zrozumiała dla każdego. Za pomocą prostych słów i banalnych przykładów pokazuje co się dzieje w świecie, gdzie większość jest po prostu bierna. Polecam!
@jenny777
@jenny777 2019-03-03
Przeczytane (2019-02-21)
Sama idea książki na pewno jest intrygująca. Vox jest powieścią mocną pomysłem oraz swoją tematyką. Cofnijmy się bowiem w przeszłość i odbierzmy kobietom wszystkie prawa, które nabyły dzięki latom walki o nie. Sama możliwość wypowiedzenia stu słów dziennie to tylko czubek góry lodowej. Fantazja autorki idzie o wiele dalej. Ale gdzie kończą się zatrważające fantazje a zaczyna przeświadczenie, że bliżej nam niż dalej do takiej rzeczywistości? Vox można by uznać za powieść stereotypową. I choć czasem wydaje się górnolotna, jest napisana z pomysłem. Mimo że brak jej polotu od początku do końca, czyta się ją dobrze. Wykreowany świat przedstawiony w powieści wydaje się być nakreślony tak, by ładnie wyglądał na ekranie kinowym. W pierwszym zamyśle jest to co prawda dystopia. Ale nie brak w książce elementów obyczajowych, romansu, a nawet mocnych zwrotów akcji. recenzja pod linkiem recenzja zamieszczona także na blogu swiatwslowachiobrazach.pl