Recenzja książki Bezmiar sławy

Przede wszystkim Paryż

Autor: @anna.urbanska ·10 minut
2012-10-23 Skomentuj Polub, jeżeli recenzja Ci się spodobała!
"Szczęśliwi ci, którzy widzą piękno w miejscach zwykłych, tam, gdzie inni niczego nie widzą! Wszystko jest piękne, wystarczy tylko dobrze spojrzeć" - te słowa, wypowiedziane przez Camille'a Pissarro, zapadły mi w pamięć na zawsze. Często przyłapuję się na tym, że próbuję kierować się tym jego mottem na przekór wszystkiemu, choć nie jest to łatwe.

Zanim sięgnęłam po "Bezmiar sławy" nie miałam wielkiego pojęcia o życiu tego malarza. Nie ukochałam jego obrazów tak bardzo jak Van Gogha, Moneta czy Degasa, więc nie wnikałam głębiej w jego losy. Tak więc to, co wyczytałam już na początku powieści Stone'a bardzo mnie zdziwiło - duńska wyspa? Nowe Antyle? Wenezuela?

Urodził się w 1830 roku na wyspie St. Thomas należącej do Danii, a znajdującej się w archipelagu Wysp Dziewiczych. Dwunastoletni Camille został wysłany do szkoły, do Paryża, a po jej zakończeniu powrócił na St. Thomas gdzie spędzał swój wolny czas rysując i malując. Minęło trochę czasu zanim ojciec zorientował się, że z syna nie będzie najlepszy handlowiec. Młody człowiek miał w pogardzie idee mieszczańskie, dążenie do pieniędzy i pracę zarobkową. W 1852 roku, wraz z duńskim artystą Fritzem Melby'em, udał się do Wenezueli. Wbrew moim wcześniejszym wyobrażeniom nagle się dowiaduję, że ludzie wówczas namiętnie podróżowali, nie tylko po Europie, ale i do obu Ameryk, do Indii... Pissarro w młodości krążył od Nowych Antyli, po Londyn, Paryż, potem był w Ameryce Południowej, znów w Londynie, znów w Paryżu...
Po powrocie z Wenezueli ostatecznie przekonał tatę, że interesów prowadził nie będzie, a jego przeznaczeniem jest malarstwo. Rodzina nigdy się z tym nie pogodziła. Mogli dawać mu pieniądze na życie, na farby i mieszkanie, żeby mógł w spokoju kształcić się i malować, ale jego matka ostentacyjnie nie akceptowała jego zawodu. Ojciec i siostra coś mu dawali, ale mogli pomagać o wiele więcej, byli zamożni - nie robili tego...

Camille wyjechał więc ponownie na nauki do Paryża, tylko że tym razem była to szkoła jego marzeń. Do stolicy Francji przybył akurat w roku Wystawy Światowej (1855), którą zwiedzał zachłystując się dziełami starszego pokolenia: Corota, Milleta, Ingresa, Delacroix'a, Courbeta - przez kolejne dziesięć lat zgłębiał tajniki ich malarstwa, co sprawiło, że będzie się nam wydawał rówieśnikiem Moneta i Renoira, choć w rzeczywistości był od nich starszy o dekadę.

Ach, Paryż lat 60-ych i 70-ych... Chciałabym tę książkę czytać siedząc nad Sekwaną, albo w ogrodach Tuileries! "Nieodłączne dla Paryża hałasy, stuk końskich kopyt, skrzyp wózków na bruku, otwieranie okiennic, pierwsze krzyki ulicznych sprzedawców budziły go o piątej. O szóstej był już po kawie z bułeczką, już szukał poza domem tematu..."

Wraz z Camillem obserwujemy przekształcanie się miasta w przestronną, nowoczesną metropolię. Urbanista Haussmann, na polecenie Napoleona III, wyburzył około 20 tysięcy domów w całym Paryżu, wybudował dwa razy tyle. Całe Pola Elizejskie były przebudowane, powstał Lasek Buloński, itd. Wszystkie kamienice dostosowujące się kształtem do ulic są dziełem Haussmanna - półokrągłe, zwężające się ku rondu czy trójkątne. Nie wyobrażam sobie tego przedsięwzięcia, tyle budynków średniowiecznych runęło. Jednak dzięki temu Paryż jest teraz najpiękniejszym i najjaśniejszym miastem Europy. Mimo to moje sentymentalne oko żałuje trochę tego starego Paryża, z jego ciasnymi uliczkami...

"W Paryżu człowiek musiał chodzić do publicznej łaźni albo żyć w brudzie. Z uwagi na moralność kobiety nie miały wstępu do łaźni. Ze zdumieniem przeczytał w książeczce kupionej za parę pensów za nabrzeżu, że większość Francuzek umiera, nie zaznawszy ani jednej kąpieli. Wszyscy mężczyźni, oprócz bardzo zamożnych, wzięli w życiu przynajmniej jedną kąpiel, była ona przymusowa przed wcieleniem do wojska. Ręce i paznokcie utrzymywano w nienagannej czystości, ale nikt nigdy nie mył włosów, przeczesywano je natomiast gęstym grzebieniem, który wyciągał wszy."

"Jeżeli Paryż rzeczywiście był światową stolicą sztuki, to był także fasadą, o czym przekonał się Camille. Zewnętrzny wygląd domu czy kamienicy określał społeczny status mieszkańców. Wszystko było "frontem". Na frontonach zamożnych domów widniały olśniewające posągi, najczęściej kobiece, ze szczególnie uwypukloną górną częścią torsu. Budowle drugiej klasy mogły sobie pozwolić jedynie na popiersie. Dom trzeciej kategorii zdobiła tylko dekoracja kwiatowa. Kamienice przy głównych bulwarach były jednakowej wysokości z szeroką bramą dla powozów prowadzącą na wewnętrzny dziedziniec; apartamenty bezpośrednio nad nią miały imponujące balkony z balustradami z kutego żelaza, dla ambitnej rodziny francuskiej był to ekwiwalent czerwonej wstążeczki Legii Honorowej. Drogie były mieszkania na pierwszej i drugiej kondygnacji nad sklepami, zajmowali je bankierzy i proprietaires, wyżej mieszkali rentierzy z niewielkimi, ale niezależnymi dochodami. Piętra od piątego do ósmego zajmowali robotnicy.
Malarzom przypadało premier en descendant du ciel, pierwsze piętro w drodze z nieba w dół."

Przełomem dla Pissarra stało się spotkanie z młodymi, zbuntowanymi malarzami: Cezanne'm, Renoirem, Sisley'em, Monetem. "(...) wszystkich motywowało jedno silne przekonanie: wiara w to, że malarstwo konwencjonalne się skończyło; już dość fantazji, alegorii, mocno wybłyszczonej alegorycznej wersji życia bez powietrza i bez słońca. Oni chcieli się zająć zwykłymi ludźmi, portretami bez kilometrów drogiej satyny i dworskiego braku emocji; chcieli malować ulice miasta, wiejskie widoki." Obrazy Camille'a zaczynają się zmieniać, ale dopiero w 1869 roku stał się prawdziwym impresjonistą - bez reszty oddał się we władanie grze świateł, pór dnia, kolorystyce, ulotnym wrażeniom.
W 1860 roku poznał swoją przyszłą ukochaną żonę, Julię Vellay, z którą będzie miał siedmioro dzieci - dzieci przez wiele lat głodujących, nie mających stałego dachu nad głową, obserwujących tatę stojącego bez ustanku przy płótnach, których nikt nie chciał kupować. Podczas wojny prusko-francuskiej wyjechali do Londynu. Jest to ważny fragment biografii Pissarra, ponieważ właśnie tam wreszcie poślubił Julię, a także spotkał marszanda Durand-Ruela, który stawał na głowie, byle tylko przekonać koneserów sztuki do malarstwa impresjonistycznego, a co za tym idzie, finansowo wspierał biedujących i głodujących malarzy. W domu Pissarrów działo się raz lepiej, raz gorzej, z przewagą tego drugiego.

Artysta wiele podróżował po Francji, jego malarstwo ciągle się rozwijało, zmieniało. "Powiecie, że podglądał wszystkich? - mówił o nim Gauguin. - Dlaczego nie? Wszyscy go podglądali, ale się tego wypierają. Był jednym z moich mistrzów i ja się tego nie wypieram." Jego droga malarska jest bardzo zaskakująca. Zaczął od pięknych pejzaży w stylu szkoły klasycznej, potem malował jak impresjonista, potem jak dywizjonista, w końcu, gdy był już starszym człowiekiem, gdy prawie nie widział na jedno oko, zaczął malować, moim skromnym zdaniem, najpiękniejsze obrazy impresjonistyczne. Wtedy właśnie został też po części malarzem miejskim, malował Paryż, Rouen. W pewnym okresie zainteresował go wymyślony przez Seurata dywizjonizm, co bardzo niekorzystnie wpłynęło na jego reputację - na szczęście przygoda z pointylizmem szybko się skończyła (jak napisał Stone w swojej książce, na tych obrazach brak powietrza, wszystko jest zastygnięte w sztucznych pozach, nie ma ruchu).
W końcu udało mu się odnieść sukces, zdążył się jeszcze nim nacieszyć. Zmarł w Paryżu, w 1903 roku.

Książki Stone'a mogą zastąpić wszelkie opracowania na temat życia w Paryżu w XIX wieku, na temat malarstwa i jego twórców... "Bezmiar sławy" to cudowna powieść, każdy wyraz jest na swoim miejscu, każde zdanie przenosiło mnie nie tylko do świata sztuki, ale także do zwykłego życia zwykłych ludzi. Pissarro przestał być swoimi obrazami, stał się przyjacielem, człowiekiem żyjącym obok, potrzebującym jedzenia, światła, miłości. Podobnie jak wszyscy jego przyjaciele - powoli pojawiają się nazwiska, które przyspieszają bicie serca: Corot, Delacroix, Monet... W chwili, gdy przebywam we współczesnym im świecie dzięki książce, którą trzymam w rękach, przestają być nazwiskami pod obrazami, stają się rzeczywiści, prawdziwi, ludzcy.

Świat malarstwa stał się moim światem - tak niezwykle sugestywne pióro posiadał Irving Stone. Dowiedziałam się, dlaczego wcześniejsi malarze nigdy nie malowali w plenerze - nie pozwalały na to farby, których proces mieszania był bardzo skomplikowany i długi. Dopiero po wynalezieniu farb w tubkach, gotowych kolorów malarz mógł wyjść na zewnątrz. Impresjoniści skwapliwie z tego skorzystali.
Wszyscy koledzy Camille'a pochodzili z zamożnych lub ze średnio zamożnych rodzin. Dlaczego więc przymierali głodem, mieszkali w ruderach? Po pierwsze większość rodzin nie akceptowała zawodu przez nich wybranego i odcinała pieniądze - uważali, że nie jest to zajęcie godne ich synów, że malowaniem można się zajmować tylko w wolnych chwilach, po drugie wszystkie akcesoria malarskie były bardzo drogie - płótna, farby, pędzle, rozpuszczalniki, nie wspominając o ramach, których kupno było konieczne, jeśli chciało się coś sprzedać. Ich obrazy nie cieszyły się powodzeniem, zresztą wówczas Paryż był zalany artystami i obrazów było na pęczki.

Tyle rzeczy mnie w tej książce zadziwia, tyle zachwyca, tyle rozczula, smuci. Czuję gorący podziw i wdzięczność czytając o doktorze Gachecie, który leczył tych wszystkich biedaków za darmo przyjmując w zamian tylko obrazy i zachwycając się każdym otrzymanym rysuneczkiem w czasach, gdy młodzi malarze byli wyśmiewani i wyszydzani; o Paul'u Durand-Ruel'u, który wszystkich ich wspierał, kupował ich obrazy, dawał im zaliczki i pożyczki, który za wszelką cenę starał się im pomagać; o Daubigny'm, który robił co mógł, żeby ich obrazy były przyjmowane na Salon; o Emilu Zoli (jedyny przyjaciel Cezanne'a), który sam przymierał czasem głodem, ale z uporem maniaka szedł pod prąd krytyce wychwalając w swoich felietonach obrazy impresjonistów; o Henrim Rousseau, który kupił obraz kolegi, gdy tylko zdobył trochę gotówki, bo widział, że tamten jest na skraju rozpaczy (nie przyznał się, że to on kupuje, tylko wymyślił znajomego) - a to było wśród nich na porządku dziennym (Bazille kupił "Śniadanie na trawie" Moneta, gdy Claude był w skrajnej nędzy - tak, tak, nie tylko Manet namalował obraz o tym tytule).
Z drugiej strony ogarnia mnie rozpacz, gdy widzę, jak mało mieli wsparcie we własnych, często zamożnych rodzinach, jak byli traktowani przez skostniałych i zaśniedziałych klasyków siedzących na stołkach w Salonie i decydujących o być albo nie być tysiąca młodych malarzy, o warunkach, w jakich musieli żyć.

Jestem pełna podziwu dla Julie, żony Pissarra, która w moich oczach była świętą - tyle znosiła, nie tylko biedę, ale także obelgi od rodziny Camille'a, nie uznanie jej za godną bycia jego żoną. Poza tym ciągłe ciąże, wieczne przeprowadzki, zrezygnowanie z religii (Camille był Żydem), ustawiczny brak pieniędzy, brak jedzenia, brak domu. Mimo to nigdy nie zachwiała się jej wiara w niego, w jego talent i w jego możliwości! Ja nie byłabym w stanie tego wszystkiego znieść.
Przejrzałam wszystkie znane obrazy Pissarro szukając portretu Julie, który malował po tym, jak ją poznał, ale jedyny obraz, który pasuje, to ten zamieszczony obok. Nie znalazłam daty jego powstania, jest prawdopodobnie nieznana. Podpis brzmi "Pani Pissarro", a Julie, w chwili powstawania opisanego w książce portretu, była dopiero młodą służącą w domu matki Camille'a. Przypuszczam, że to nie jest ten portret, Julie ma tutaj włosy upięte siatką, jak mężatki. Znalazłam jednak tylko to - może tamten portrecik zaginął, albo Stone go wymyślił...

Może lepiej byłoby, gdyby malarze nie żenili się i nie mieli dzieci? Ilu cierpień oszczędziłby Pissarro Julie, gdyby się z nią nie ożenił, ilu oszczędziłby sobie zmartwień i nerwów. Ile wspaniałych obrazów mogłoby jeszcze wyjść spod pędzla Moneta, gdyby nie musiał bez przerwy troszczyć się o jedzenie i dom dla Camille i dzieci... Czyż skrajna nędza, przez którą przechodzili, na którą skazywali swoich najbliższych, była warta tego? Czyż bieda, nieszczęście, głód, brak domu nie zabijała uczucia i natchnienia?
Pissarro wszystkie swoje dzieci wychowywał na artystów, uczył ich rysunku i malarstwa nie troszcząc się o to, by mieli zawód, pracę i pieniądze. W końcu, gdy synowie dorośli i jeden po drugim nie znajdywali pracy, nie pomagali w domu, żenili się i zostawali wraz z rodzinami na garnuszku rodziców, Julie zrozumiała matkę Camille'a, która nigdy nie zaakceptowała swojego syna artysty, która w nieskończoność wypominała mu brak pracy i pasożytniczy tryb życia. W końcu Pissarro zaczął sprzedawać obrazy i zaczął zarabiać, ale sytuacja wcale się nie polepszyła, bo mieli na głowie bandę darmozjadów, z których żaden nie miał nawet prawdziwego talentu, żeby się wybić.

Dziesiątki dygresji zamiast sensownej recenzji, ale wszystko to ilustruje doskonale mój zachwyt nad książką, pragnienie pogłębiania wiedzy pobudzone przez autora, natłok myśli i wrażeń, nieprzespane noce spędzone na przemierzaniu ulic Paryża i sal Salonu Odrzuconych. Znakomita pozycja, która jeszcze nie raz zagości przy mojej poduszce...

Gdzie kupić

Księgarnie internetowe
Sprawdzam dostępność...
Ogłoszenia
Dodaj ogłoszenie
2 osoby szukają tej książki
Bezmiar sławy
3 wydania
Bezmiar sławy
Irving Stone
7.8/10
zbeletryzowana biografia malarza impresjonisty, Camille'a Pissaro, porównywana do Pasji życia · barwna opowieść o życiu artysty, fascynujący obraz epoki i jej twórców: Degasa, Moneta, Renoira, Van Gog...
Komentarze
Bezmiar sławy
3 wydania
Bezmiar sławy
Irving Stone
7.8/10
zbeletryzowana biografia malarza impresjonisty, Camille'a Pissaro, porównywana do Pasji życia · barwna opowieść o życiu artysty, fascynujący obraz epoki i jej twórców: Degasa, Moneta, Renoira, Van Gog...

Gdzie kupić

Księgarnie internetowe
Sprawdzam dostępność...
Ogłoszenia
Dodaj ogłoszenie
2 osoby szukają tej książki

Zobacz inne recenzje

Tyle już naczytałam się o impresjonistach, że akurat do tej książki zbierałam się od lat. Jak widać okrężną drogą, bo dopiero teraz zdecydowałam się na zaznajomienie z życiem Pissarra w wydaniu Irvi...

@Asamitt @Asamitt

Pozostałe recenzje @anna.urbanska

Agnes Grey
Klasyka z wyższej półki

Zabrałam się za czytanie "Agnes Grey" zaraz po "Shirley" Charlotty, byłam więc trochę sceptyczna. Po prostu za wiele oczekiwałam od nieznanej mi dotąd powieści autorki "J...

Recenzja książki Agnes Grey
Dziewczyna z muszlą
Niezwykłe stworzenia Mary Anning

Są książki, których nie powinno się czytać bez przygotowania. Może być tak, że jeżeli nic się nie wie o podłożu opowiadanej historii nie będzie się w stanie czerpać z ni...

Recenzja książki Dziewczyna z muszlą

Nowe recenzje

Sudety. Atlas Turystyczny
Zaplanujmy nasze wakacje po Sudetach z przewodn...
@jagodabuch:

Przewodniki swego czasu towarzyszyły bardzo często w moich podróżach pieszych PTTK. Kiedyś nie było telefonów, a jak ju...

Recenzja książki Sudety. Atlas Turystyczny
Którędy do raju
Uważaj czego sobie życzysz. Powieść o małżeństw...
@caly_swiat_...:

„Nie ma idealnych małżeństw. A mimo to pragniemy wierzyć, że takowe istnieją. Nie na próżno powstają więc wyidealizowan...

Recenzja książki Którędy do raju
Faworyty
I Rzeczypospolita Seksualna
@snaky_reads:

Kiedy wypożyczałem tę książkę, nie wiedziałem, czego się po niej mogę spodziewać. Znałem ogólny zarys tematu, to znaczy...

Recenzja książki Faworyty
O nas Kontakt Pomoc
Polityka prywatności Regulamin
© 2022 nakanapie.pl