Recenzja książki Zmierzch.

Zmierzch

@MerrikaTheWitch@MerrikaTheWitch · 2010-01-07
Dlaczego akurat „Zmierzch”?

Nienawidzę zakładów. To dla mnie katorga. Ale jest pewna magiczna formułka która natychmiast skłania mnie do przyjęcia wyzwania a mianowicie: „Założę się że się nie odważysz...”
W takim wypadku od razu przystaję na warunki...
Ostatnio zaczęłam z moimi koleżankami rozmowę na temat książek. Dokładniej na tematy popularnych ostatnio książek o wampirach. Zażenowana słuchałam o tym, jaka to wspaniała jest seria napisana przez Stephenie Meyer. Ja zaczęłam wymieniać powody, dla których wolę „Kroniki Wampirów”. W końcu wywiązała się taka dyskusja/kłótnia:
-Oj Majka, bo ty nigdy nie czytałaś tej książki.
-Wybacz, ale czuję przed nią instynktowny lęk.
-Ale czemu?
-Nie chce żeby zrobiła ze mną to samo, co z wami...
-Taak? To założę się, że nie doważysz się przeczytać wszystkich czterech części...
-Tak!? To przygotuj się na przegraną! Bo je przeczytam i jeszcze napisze recenzje!
-Ale do każdej z części?
-Dobra! I jeszcze podsumuję całą serię!
-No to ustalone. Sylwka przecinaj!
Co mnie podkusiło? Nie wiem...

Następnego dnia zawędrowałam do biblioteki modląc się by akurat nie mieli tej serii. Jednak gdzieś w głębi duszy wiedziałam, że to niemożliwe...
Bibliotekarka z szerokim uśmiechem poinformowała mnie, że wiele osób zapisało się na listę osób oczekujących i że mam szczęście i mogę ją wypożyczyć, bo nikt z listy się jeszcze nie zgłosił...
Wróciłam do domu i położyłam książkę na biurku. Spojrzałam na nią z pewnym lękiem. Co mnie czeka? Jakim katorgom zostanie poddany mój umysł? Czy warto to robić? Czy po wielu latach stronienia od tandetnych romansideł i poradników dla nastolatek warto zaśmiecać sobie głowę czymś takim? A może po prostu mi się wydaje, że ta książka mnie obserwuje?
Okładka błyskała złowrogo. Przeżegnałam się i usiadłam przy biurku. Zanim pogrążyłam się w lekturze poprosiłam w myślach Boga-czy, kto tam nami kieruje- bym nie musiała pod koniec wzywać księdza egzorcysty...


Skąd, jak, dlaczego, kto z kim? No i przede wszystkim, po co?!

Przyznam szczerze że znam ta książkę z czasów kiedy to ludkowie drapali się w głowę i pytali zdezorientowani kto to jest Edward Cullen. Mianowicie zobaczyłam ją po raz pierwszy w roku 2005. Właśnie wtedy, kiedy to trafiła do księgarni i zalegała tam hałdami, bo nikt nie chciał jej kupować...
W szkole zauważyłam że moja koleżanka siedzi na korytarzu pogrążona w lekturze. Był to dla mnie szok bo wiedziałam że dziewczyna zazwyczaj omija książki szerokim łukiem. Zainteresowana (już wtedy byłam wielkim molem książkowym i nie potrafiłam przejść obok żadnej lektury obojętnie) zagadnęłam ją najmilszym tonem, na jaki mnie stać:
-A co tam czytasz Kasiu?
-A taka fajna książka, wiesz? O wampirach i w ogóle...ciekawa.
Pokazała mi okładkę; czarna, na niej białe ręce trzymające krwistoczerwone jabłko. Enigmatycznie...wyglądała zachęcająco...Otworzyłam na chybił trafił i zaczęłam czytać. Niefortunnie trafiłam na cukierkową scenę rodem z taniego romansu...piękna słoneczna łąka i dwoje młodych kochanków. On to wampir w rozpiętej koszuli odsłaniającej jego idealny tors. Ona zauroczona, co pięć zdań powtarza, że jej towarzysz wygląda ja młody grecki bóg...Ochyda!
Podziękowałam Katarzynie i odeszłam szybkim krokiem do łazienki w obawie że mój żołądek się zbuntuje.

Minęło trochę czasu i zdążyłam zapomnieć o Kasi i jej książce. Aż tu nagle...BUM! Dosłownie...
Włączyłam telewizor i znienacka jak czarna mamba zaatakowała mnie reklama… filmu pod tytułem „Zmierzch”. Nigdy nie podchodziłam do takich rewelacji na poważnie. Kierując się jedynie zachęcającym wyglądem aktora grającego jedną z głównych ról zajrzałam do Internetu sprawdzić, co to za nowość.
Czytam:„Film opowiada o siedemnastoletniej Belli Swan, która przeprowadza się ze słonecznego i suchego Phoenix do deszczowego miasteczka Forks gdzieś w stanie Waszyngton żeby zamieszkać tam ze swoim ojcem. Dziewczyna poznaje tam rodzinę tajemniczych Cullenów. Zafascynowana młodym Edwardem Cullenem postanawia odkryć ich mroczną tajemnicę. Film nakręcono na podstawie bestsellera Stephenie Meyer.”
Od kiedy ta książka jest bestsellerem nie mam zielonego pojęcia...


Książe z Bajki VS Edward z bajki

Po przeczytaniu pierwszych stu stronach pierwszego tomu postanowiłam się upić. Ot dla rozrywki i dla oszołomienia mojego skołowanego umysłu. Udałam się do kuchni i znalazłam odpowiedni trunek. Czerwone winko sporządzone przez mojego kochanego dziadziusia...niezbyt mocne, ale uznałam, że zalanie się w trupa raczej nic mi nie da.
Uzbrojona w butelkę uznałam, że jestem gotowa stawić czoło fajtłapowatej Belli, idealnemu Edwardowi i zastępom postaci drugoplanowych całkowicie pozbawionych charakteru.

To jest chyba największy mankament tej powieści; bohaterowie są przerysowani i jakoś...sama nie wiem jak to nazwać. Cukierkowi? Monotonni? Tak chyba można to nazwać...

Wampir Edward jest wręcz absurdalnie przystojnym siedemnastolatkiem(To swoje siedemnaście lat ma już od przeszło wieku...).
Ok. Niech sobie będzie przystojny jak „młody grecki bóg”, ale czemu musi mieć taki nijaki charakter? No tak…podobno nie można mieć wszystkiego...
Jest praktycznie pozbawiony wad. Największym jego mankamentem jest monotematyczność. Przez całą książkę powtarza Belli, jakim to jest niebezpiecznym stworzeniem. Tylko jakoś tego nie widać...
Ani razu nikogo nie rozszarpał, nikogo nie sterroryzował. Nawet na ludzi nie poluje! Brzydzi się tym (nawet przestępców mu szkoda). Co z tego ze jest nadludzko silny, szybki i potrafi czytać ludziom w myślach skoro praktycznie nie jest to mu potrzebne?
Co więcej na pewnym forum w wątku dotyczącym serii jakaś elokwentna fanka stwierdziła, że Edward jest „klasycznym wampirem”...cóż nie przypominam sobie żeby hrabia Dracula polował na sarenki. Albo żeby wampir Lestat błyszczał w słońcu jakby ktoś go posypał brokatem. Owszem stanąć w płomieniach i zamienić się w kupkę popiołu, ale błyszczeć jak kula dyskotekowa? Litości...
Jeszcze coś. Edward przez wszystkie 414 stron książki praktycznie nie ma nic ciekawego do powiedzenia. Jedyna kwestia, która się jakoś wyróżniała to ta na stronie 217:
„Czyż nie jestem najdoskonalszym drapieżnikiem na świecie? Wszystko we mnie przyciąga, pociąga, kusi- mój głos, moja twarz, nawet mój zapach! I po co to wszystko?”
Cóż wygląda na to że mamy następny ideał mężczyzny. Kiedyś był książę z bajki który pojawiał się znikąd na białym koniu który poraża swoją elokwencją, męstwem i uczynnością. Teraz mamy Edwarda ze Zmierzchu który pojawia się z nikąd biegnąc na piechotę i poraża nas swoją urodą i nijakim charakterem...

Skoro już opisałam kochasia Edwarda to zajmę się Bellą.
Otóż Bella jest niczym niewyróżniającą się nastolatką, typową outsiderką która stroni od towarzystwa ludzi i jest chorobliwie nieśmiała. Nie ma żadnych zainteresowań (oprócz Edwarda) i właściwie nawet nie wiemy, po co przyjechała do Forks. Twierdzi że chce żeby matka spędzała więcej czasu z jej ojczymem którzy często wyjeżdża. No tak. Jakież to szlachetne. Unieszczęśliwiać się dla matki. Rezygnować z „wolnej chaty” w słonecznym Phoenix żeby wyjechać do takiego wygwizdowa jak Forks. Ehh. Tutaj pani Meyer nie popisała się znajomością natury nastolatków...
Co do cech charakteru Belli; jest grzeczną córeczką która gotuje swojemu ojcu, nie chodzi na wagary, jest dociekliwa, nie posiada czegoś takiego jak koordynacja ruchowa i jest całkowicie pozbawiona instynktu samozachowawczego. I strasznie się przejmuje tym co ludzie o niej powiedzą. I lubi spławiać adoratorów. Za to usilnie się pcha tam gdzie nie trzeba... Wiemy, że w poprzedniej szkole chodziła do klasy z zaawansowaną biologią...ale ogólnie rzecz biorąc w szkole nie uważa na lekcjach, bo albo myśli o Edwardzie albo Edward jej przeszkadza...
Oczywiście praktycznie nie miała kłopotów z uwierzeniem w to, że cała rodzinka Cullenów to krwiopijcy. No bo w końcu nie ma nic normalniejszego od tego że twoi sąsiedzi polują na niedźwiedzie gołymi rękoma po to żeby wypić ich krew. Ja też jestem skłonna uwierzyć że moja stara sąsiadka z naprzeciwka jest w rzeczywistości najprawdziwszą wiedźmą... A facet z klatki obok jest jakiś strasznie zarośnięty...taaak…to na pewno wilkołak! A moja koleżanka z klasy to pewnie Yeti! Jasne...

Co do postaci drugoplanowych: każda niby ma tam jakąś swoją historię...ale to wszystko jest jakieś strasznie naciągane. Nie ma tam praktycznie postaci, która miałby te dobre cechy (np. miły, empatyczny, odważny) i te złe (np. przebiegły, lekkomyślny, choleryk) równocześnie.
Nawet w szkole Belli i Edwarda są prawie sami mili i uczynni młodzi ludzie...(oprócz jednej jedynej Lauren, która to ciągle dokucza tej bidnej Belli...)
Są dwa czarne charaktery: James i Victoria. Złe wampiry, które żywią się ludzką krwią. Czemu na samym końcu James postanawia ścigać Bellę? Chce dopiec Edziowi? A może jest po prostu maniakiem? To nie zostało wyjaśnione.

Podsumujmy fakty:

Więc tak:
Cały „Zmierzch” przeczytałam z szerokim uśmiechem na twarzy. Uśmiech ten pojawił się na mojej twarzy z kilku powodów:
1. Gafy tłumacza. Czasami miałam ochotę podrzeć książkę na kawałki i potem spalić. Czasami po prostu kręciłam głową z politowaniem nad niektórymi topornie złożonymi zdaniami. Czasami po prostu śmiałam się w głos...
2. Fabuła. Prosta niewymagająca amerykańska powieść dla nastolatków. Żadnych rewelacji. Żadnej intrygi. Jakiś wątków pobocznych. Tylko prosta miłosna opowiastka. Wątek romansu jest strasznie ubogi. Fajnie: są razem. Niestety brakuje miedzy głównymi bohaterami chemii, Bellce bardziej chodzi o wygląd Edwarda niż o jego charakter (czemu się osobiście nie dziwię). Młody Cullen ma za to fioła na punkcie zapachu Belli...to jakiś rodzaj wampirzego zboczenia. Fakt, że Edziu, co chwilę powtarza Bellce żeby sobie poszła, bo on jest strasznym potworem jest wkurzający. A to, że Bella co chwilę porównuje Edwarda do greckiego boga, albo dostaje palpitacji na jego widok może na początku śmieszyć. Potem zaczyna irytować. A na końcu wkurza. Tak bardzo że ma się ochotę krzyczeć: „Zabij ją ty błyszczący odmieńcu, żeby ta książka wreszcie mogła się skończyć!!!”
3. Akcja. Ale pani Meyer poszalała! Akcja rozkręca się już po 313 stronach (cała książka ma 414)!
4. Bohaterowie. Jednolita masa. Wszystko jest czarno-białe. Dobrzy pokonują złych. Hura, hura. (naprawdę, ale to naprawdę życzyłam Belli śmierci; to byłoby jakieś zaskoczenie)
5. Puenta. Z całej książki wynika, że miłość jest silniejsza niż strach przed tym, że twój ukochany, jego rodzeństwo albo przyszli teściowie zagryzą cię gdzieś w lesie.
Krótko mówiąc, jeśli nie gustujecie w książkach, które wymagają od czytelnika jakiegoś wysiłku intelektualnego ta książka jest w sam raz dla was. Jest też wspaniałą lekturą na wakacje kiedy to leżymy brzuchem do góry i nie mamy nic innego do roboty...
Książka Zmierzch.
15 wydań
Zmierzch.
Stephenie Meyer
{}7.1/10
Cykl: Zmierzch, tom 1
Bohaterka „Zmierzchu”, siedemnastoletnia Isabella Swan, przeprowadza się do ponurego miasteczka w deszczowym stanie Washington, gdzie poznaje tajemniczego, przystojnego Edwarda Cullena. Chłopak ma nad...
Komentarze

Zobacz także

fajna lekka fabuła ,,, polecam

Każdy w swoim życiu chociaż raz spotkał sie z historią Belli i Edwarda. Według mnie po prostu nie ma takiej osoby, która chociażby nie słyszała o tej fenomenalnej książce. Bella przeprowadza sie do m...

Nowe recenzje

Książka W czepku urodzone. O niewidzialnych bohaterkach szpitalnych korytarzy

Jestem pielęgniarką, a jaka jest twoja super moc? To jedno zdanie idealnie ukazuje to czego dowiemy się czytając tę ksi...

Książka Alabastrowe panny

@Obrazek"Alabastrowe panny " to pierwszy tom z cyklu "Królowe Kharu". Mimo że autorka pisała do tej pory książki obycza...

Książka W pajęczej sieci

Miesiąc marzec rozpoczęłam książką Joy Fielding pt. "Teraz ją widzisz" i również powieścią tejże autorki go ...

{}