Recenzja książki Juliet, naga

Juliet, naga

@kalio @kalio · 2010-09-12
Nick Hornby w tej książce porusza tyle dylematów, że nie wiem, od czego zacząć.
W maleńkim miasteczku na wschodnim wybrzeżu Anglii mieszka para ludzi w średnim wieku. Mają oboje po ok. 40 lat i nie są małżeństwem, co okaże się dalej znaczące. Mieszkają razem już 15 lat i nagle Annie dochodzi do wniosku, ze niezbyt lubi Duncana, swego życiowego partnera. Może "nagle" nie jest tu dobrym słowem. Ona sobie stopniowo to uświadamia. Zaczyna odczytywać różne emocje, jakie wzbudza w niej Duncan swoim zachowaniem, mówieniem. Nie budzi jej entuzjazmu.
Annie uświadamia sobie, że on zaczyna ją irytować. Podstawą do podobnych rozważań jest jego uwielbienie, obsesja na punkcie pewnego muzyka, który od 20 lat niczego nowego nie nagrał. Duncan wraz z grupą fanów na stronie internetowej poświęconej Crowe'owi analizują teksty piosenek, wklejają zdjęcia, rozmawiają, ich życie kręci się wokół twórczości i życia Tuckera Crowe. Annie stopniowo przestaje to rozumieć, przestaje wyrozumiale akceptować obsesję Duncana, który to zjawisko nazywa hobby i pasja. Ta bezkrytyczność zostaje ukoronowana ślepym zachwytem nad płytą "Juliet, naga" - to nieobrobiony materiał do płyty "Juliet", która przyniosła sławę muzykowi. "Juliet, naga" ukazuje się niespodziewanie na małym rynku fanów Crowe'a dzięki jakiemuś staremu znajomemu muzyka, który to znajomy znajduje ją w swojej kolekcji i za zgodą autora wydaje. Duncan oczywiście płacze ze szczęścia i pisze recenzję.

Annie się denerwuje i pisze swoją recenzję tej płyty w odpowiedzi na rozbuchaną i nadmiernie entuzjastyczną opinię Duncana i też publikuje ją na tej stronie. Czy uwierzycie, że musiała najpierw uzyskać jego zgodę? Przecież to on jest nadwornym specjalistą w dziedzinie, więc jak ona może w ogóle wypowiadać się na temat czegoś, na czym się nie zna?
I to moje pierwsze pytanie - kto dał prawo wszelkiej maści "profesjonalistom", krytykom, recenzentom do tego, że tylko oni mogą coś oceniać? Czy trzeba się znać na muzyce, by wiedzieć, że podoba nam się ona albo nie? Tu muszę dopisać, że myślałam o literaturze, gdy czytałam tę książkę. Odniesienia widziałam podobne.
Rozśmieszyło mnie zwłaszcza stwierdzenie pewnych dwóch mężczyzn, którzy oceniali jakąś muzykę po tym, czy jest ona popularna czy nie.

"_Tylko że muzyka Tamli jest zbyt sławna, rozumiecie? - powiedział Gav.
-Jak to, zbyt sławna?
-Nie jest wystarczająco niszowa. A to musi być niszowe.
(...)jeśli kawałek dotarł do szerokiej publiczności, to po drodze z pewnością stracił swoją wartość."


Urocze, prawda? Czy nie odnosicie wrażenia, że podobny snobizm ma miejsce wśród wielbicieli literatury? Jeśli książka znalazła się gdzieś na szczycie listy bestsellerów, to straciła po drodze swoją wartość. Wartościowe jest tylko to, co ja odkryłem, jest tylko moje; niemożliwe, żebym był taki sam jak tłumy, nie może mi się podobać to samo, co milionom innych ludzi, jakże to tak? Komercja to coś uwłaczającego, żeby tylko mój autor nie zawitał na te listy (modlą się ci od wysokiej literatury) - ja czasami odnoszę wrażenie, że tak się dzieje. Gdy tylko ktoś zyskuje popularność, czyli trafia do milionów, od razu podnosi się tyle samo głosów krytyki. Wtedy dopiero trzeba się wykazać indywidualnością, odrębnością, wyrobieniem (oczywiście innym niż to ogólne) i pokazać, że jest się ponad przeciętność i koniecznie trzeba znaleźć co najmniej 5 wad danego utworu (można więcej).

Ale nie to jest głównym tematem książki - rozpisałam się na temat tego, co obserwuję od jakiegoś czasu.
Tak naprawdę Hornby chyba pisze o przemijaniu, rozliczaniu się z dokonaniami życiowymi, o tym, co zrobiliśmy ze swoim życiem.
Ten ostatni a przecież najważniejszy temat powieści tylko zasygnalizuję, bo dla mnie nie jest on tak istotny jak popularność w sztuce. Chociaż wiekiem pasuję do bohaterów, to jednak nie uważam, że już powinnam zacząć jakieś podsumowania czy rozliczania ze sobą. Spokojnie, na to przyjdzie czas. Annie żyła w związku z człowiekiem, którego zwyczajnie nie kochała i pewnie stąd to pragnienie zmiany w życiu, póki jeszcze nie jest za późno. Każdy w książkach znajduje to, co go dotyka najbardziej. Więc mnie jeszcze nie dotyka przemijanie, ale zagadnienie popularności w muzyce i literaturze owszem.
Powieść przeczytałam z ogromną przyjemnością, nie jest jakimś zagmatwanym traktatem, a mimo to skłania do przemyśleń. Dlatego dałam jej 5. Bo co prawda wcześniejsze powieści Hornby'ego podobały mi się bardziej, ale ta jest całkiem dobra. Porusza też sprawę ojcostwa, ingerencji w prywatność. Myślę, że każdy w niej znajdzie coś dla siebie.
Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w usłudze Twitter Udostępnij w usłudze Facebook Udostępnij w usłudze Google Buzz
Ocena @kalio:
serce
← polub, jeżeli recenzja Ci się spodobała
Książka Juliet, naga
Juliet, naga 8 /10
Nick Hornby
Kolejna powieść międzynarodowej sławy pisarza, autora m.in. „Był sobie chłopiec”, na podstawie które...
Komentarze

Inne recenzje @kalio

Książka Miasto Słońca

To jest, proszę państwa, kawałek bardzo dobrej sensacji. Treść w olbrzymim skrócie: dwunastoletni Jamie jest roznosicie...

Książka Magia przeznaczenia

O książkach Barbary Rybałtowskiej słyszałam już od jakiegoś czasu. Widziałam, że zbierają całkiem dobre oceny, więc chci...

Nowe recenzje

Książka Setna królowa

Na rynku wydawniczym nastąpił wysyp powieści z gatunku fantastyki, gdzie bohaterką jest młoda kobieta. Nie inaczej jest...

Książka Dziewczyna z ogrodu

Kamila jest przeciętną nastolatką, uczącą się w liceum w Sopocie. Wychowuje ją wyłącznie matka, która jest wiecznie roz...

@Katarzyna_Bieszczad @Katarzyna_Bieszczad
Książka Sadie

Sadie nigdy nie miała łatwego życia. Odrzucona przez własną matkę oraz rówieśników. Jej jedynym światełkiem w tunelu je...

@Katarzyna_Bieszczad @Katarzyna_Bieszczad

Książki, recenzje, ogłoszenia, społeczność!

Znajdziesz tu wszystko, czego potrzebuje każdy wielbiciel książek. Załóż konto i korzystaj w pełni ze wszystkich możliwości serwisu.
Zarejestruj się