Kobieta w czerni. Rączka recenzja

"Kobieta w czerni. Rączka", czyli horror nieco retro

WYBÓR REDAKCJI
Autor: @Orestea ·4 minuty
2021-03-25
Skomentuj
6 Polubień
Horror nie jest moim ulubionym gatunkiem literackim, ale nie unikam go i obchodzę go szerokim łukiem. Lubię bardzo klasyków gatunku i lubię ghost stories, dlatego po Susan Hill po polsku sięgnęłam z ciekawością. Tomik, który dostałam do ręki, to de facto dwa opowiadania: "Kobieta w czerni" i "Rączka".

Pierwsze z nich zostało zekranizowane i jeśli lubicie Daniela Radcliffa, to możecie sięgnąć po film z 2012, w którym zagrał główną rolę. Zwiastun po polsku znajdziecie bez kłopotów na YT. Sama "Kobieta w czerni" to takie dziecko wiktoriańskiej literatury grozy. Mamy tu wszystko, co ten gatunek charakteryzuje: opuszczony dom na bagnach, tajemnicę sprzed lat, współczesne tragedie, małe miasteczko, w którym ludzie wolą milczeć niż mówić i młodego bohatera, który musi, po prostu musi rozwiązać tajemnicę.

Prawdziwym bohaterem tego opowiadania jest dla mnie... język.

"Nigdzie nie było żadnej pochyłości gruntu, bowiem Crythin Gifford okazało się zupełnie płaskie, a tymczasem u końca wąziutkiej uliczki nieoczekiwanie zobaczyłem przed sobą odkryty teren, gdzie pola ciągnęły się za polami aż po blady horyzont. Zrozumiałem, co miał na myśli pan Daily, mówiąc, że mieszkańcy tulą się do siebie, plecami zwracając się do wiatru, gdy się bowiem odwróciłem, miałem za sobą jedynie tylne ściany domów i sklepów oraz najważniejszych budynków na rynku.Jesienne słońce trochę grzało, a wszystkie drzewa, które dostrzegłem, a które lekko się kłaniały pod dotykiem wiatru, wciąż zachowywały trochę rdzawych i złotawych liści, wczepionych w koniuszki gałęzi. Ja jednak wyobrażałem sobie to miejsce jako ponure, szare i niemiłe przy siąpiącym deszczu i mgle, schlastane i wytarmoszone przez wichury całymi dniami dmące nad płaską, odsłoniętą równiną, kompletnie odgrodzone od reszty świata przez śnieżyce".

Czytając "Kobietę w czerni", czułam się jakbym wróciła do Poego, do Dickensa, do George Elliot i nie wiem, czy był to powrót całkowicie udany. Za ambiwalencję odbioru winię po części tłumacza. Tłumacz stara się oddać język Susan Hill, to da się wyczuć. Język jest delikatnie archaizowany, melodia i tempo zdań wielokrotnie złożonych, które stosuje Hill, jest niezła, ale raz po raz pojawia się jakiś babol, który zgrzyta mi w zębach.

Ale bez dygresji. Wracam do "Kobiety w czerni".

Umówmy się: to nie pierwszy w literaturze straszny dom na bagnach i nie ostatni (nawet jeśli nazywany jest klimatycznie Domem na Wężowych Mokradłach). Autorka buduje napięcie za pomocą opisów (dlatego tłumaczenie imnie rytuje), za pomocą atmosfery, którą te tworzą. Język kłębi się, kumuluje w sobie emocje, narasta i zdania puchną, prawie dusząc werbozą, by w innym miejscu - dać czytelnikowi przestrzeń.

To ładnie napisane opowiadanie, naprawdę. Przyroda i jej opisy grają w "Kobiecie w czerni" prawie tak dużą rolę jak sami bohaterowie. Mgła, drzewa, morze i jego rożne oblicza, ptaki... Narrator ma oko ornitologa i ptaki widzi szczególnie dobrze, jakby był jednym z tych Anglików, dla których birdwatching jest ulubionym hobby.

Pamiętajmy, że narrator opowiada własną historię, własne przeżycia. Nie wszystkie emocje chce nazwać, niektórych może nawet nie jest w stanie zdefiniować, posługuje się zatem takimi pomocami jak opisy przyrody. To taka proteza, za pomocą której łatwiej, bezpieczniej jest wyrazić siebie, to co się czuje. Dlatego ten gęsty i prawie duszący składnią język jest tak ważny dla odbioru "Kobiety w czerni". Bohater opowiada swoją historię z perspektywy, po kilkudziesięciu latach wyrzuca ją z siebie, zapisuje. Noszący w sobie wyrzuty sumienia i dawną traumę starzec patrzy na pełnego nadziei młodzieńca, którym kiedyś był, i nie może się nadziwić, jak szybko los się odmienia...

Ale prawda jest taka, że "Kobieta w czerni" nie przypadła mi do gustu. Może ze względu na tę wiktoriańską konwencję? Intelektualnie odczytuję ją i rozumiem, ale emocjonalnie - niespecjalnie do mnie dociera. Bohatera nie polubiłam i jego zachowanie budziło moją irytację, tak że nie mogłam się bać, kiedy on się boi, i cierpieć, kiedy on cierpi.

"Rączka" jest o wiele lepsza!


Historia przedstawiona w tym opowiadaniu także "już była", ale bardziej ze mną rezonuje. Jest tu miejsce i na ciepło, i na zagubienie, i na przerażenie. Na skomplikowane uczucia rodzinne i tak dalej.

W "Rączce" Susan Hill postawiła na coś więcej, niż na "straszny i tajemniczy dom na bagnach", jako na oś narracji. W "Rączce mamy do czynienia z połączeniem psychologii i horroru, zagadka wciąga i jej rozwiązanie jeży włos na głowie. Autorka daje nam i duchy, i opuszczone domostwo i zagubiony na odludziu klasztor, ale to wszystko jest mniej zużyte literacko, świeższe.

Język opowiadania także jest ciekawy. I tu narratorem jest bohater, ale nie mamy piętrowych okresów zdaniowych rodem z XIX wiecznej literatury angielskiej, tylko krótsze frazy, w których rzeczywiście da się odczuć emocje bohatera. Jego strach i jego żal.
Czytając "Rączkę", zwróćcie uwagę na powtarzające się jak refren zdanie: "Powinienem był wtedy wrócić". Pojawia się kilka razy i pięknie stopniuje napięcie. i Tak, powinien był wtedy wrócić.

Podsumowując - ciekawa pozycja, ale czy straszna? Hmmm.... Nie, odwołuję wahanie. "Rączka" była przerażająca.
Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta portalu nakanapie.pl

Moja ocena:

× 6 Polub, jeżeli recenzja Ci się spodobała!

Gdzie kupić

Księgarnie internetowe
Sprawdzam dostępność...
Ogłoszenia
Dodaj ogłoszenie
2 osoby szukają tej książki
Kobieta w czerni. Rączka
Kobieta w czerni. Rączka
Susan Hill
7.7/10

Zapierające dech opowieści grozy Kobieta w czerni i Rączka to klasyczne opowieści o duchach. Arthur Kipp, bohater Kobiety w czerni, jest obiecującym adwokatem w londyńskiej kancelarii, który zo...

Komentarze
Kobieta w czerni. Rączka
Kobieta w czerni. Rączka
Susan Hill
7.7/10
Zapierające dech opowieści grozy Kobieta w czerni i Rączka to klasyczne opowieści o duchach. Arthur Kipp, bohater Kobiety w czerni, jest obiecującym adwokatem w londyńskiej kancelarii, który zo...

Gdzie kupić

Księgarnie internetowe
Sprawdzam dostępność...
Ogłoszenia
Dodaj ogłoszenie
2 osoby szukają tej książki

Zobacz inne recenzje

Są takie miejsca, które oglądały ludzkie tragedie. Towarzysząca dramatowi rozpacz i złość odcisnęła na nich swoje piętno na długi czas. Skrzywdzone dusze nie mogą zaznać spokoju, chcą żeby inni dziel...

@asiaczytasia @asiaczytasia

Zaczynając nie mogę odmówić sobie przybliżenia jak wygląda to wydanie. Ponieważ czytając recenzje nie widzicie wydania fizycznego. W tym wypadku jest co oglądać. Książka jest w twardej oprawie. Piękn...

@zakaz_czytaAnia @zakaz_czytaAnia

Pozostałe recenzje @Orestea

Wielojęzyczność
„Wielojęzyczność” John C. Mahera, czyli jak dobrze wprowadzać w skomplikowaną tematykę.

O, i oto kolejna książeczka z tzw „serii oksfordzkiej” pojawiła się na rynku, ku wielkiej uciesze tych, którzy lubią gromadzić wiedzę, lub też tych, którzy szukają do...

Recenzja książki Wielojęzyczność
Bohaterowie ostatniej akcji
Nick de Semlyen „Bohaterowie ostatniej akcji. Tryumfy, klęski i konflikty hollywoodzkich królów rozwałki”, czyli o tym, jak książka pozwoliła mi przeżyć święta.

Bohaterowie - recenzja „Jak jednak wie każdy miłośnik kina akcji, to kiedy wszystko wydaje się stracone, kiedy cała nadzieja idzie w diabły, kiedy zbiry uśmiechają s...

Recenzja książki Bohaterowie ostatniej akcji

Nowe recenzje

Znak i Omen
Znak i omen
@guzemilia2:

Miłego weekendu kochani ❤️ ✨współpraca recenzencka wydawnictwo Jaguar✨ Znacie książki Marah Woolf? W Polsce wyd...

Recenzja książki Znak i Omen
Jej sprawa
Jej sprawa.
@Malwi:

W "Jej sprawie" Anna Kaczanowska zabiera czytelników w mroczny labirynt politycznych intryg, miłosnych zawirowań i zbro...

Recenzja książki Jej sprawa
Wielojęzyczność
Tożsamość w wielojęzyczności
@zaczytana.o...:

Obecnie coraz więcej osób określa się jako osoby wielojęzyczne, mogąc swobodnie porozumiewać się w więcej niż jednym ję...

Recenzja książki Wielojęzyczność
© 2007 - 2024 nakanapie.pl