Wyszukiwarka

Czy chodziło Ci o: gasniegaleziegaellegaleriegadzie ?
Wyniki wyszukiwania dla frazy "gallie", znaleziono 28

Oczywiście, że coś się stało, Allie! Wszyscy kłamią - Machnęła ręką w jej stronę. - A ty o niczym nie wiesz. Nie powiedzą ci prawdy, ponieważ nie wiedzą dlaczego tu jesteś. Ani kim jesteś. Kim jesteś, Allie Sheridan?
Allie twierdziła, że altruizm to w rzeczywistości egoizm, a życzliwość jest formą manipulacji, brzmiała zupełnie jak Jakob.
Przez ostatnie lata Shane rzadko odwiedzał ojca. Księgarnia, Allie, życie w Londynie. Zawsze coś stało na przeszkodzie.
Trud­no jest wal­czyć z sym­bo­lem. Mo­żesz ska­zać go na śmierć, wy­ko­nać eg­ze­ku­cję, ale pa­mięć o nim po­zo­sta­nie w umy­słach tych, któ­rzy w niego uwie­rzy­li. I może za­in­spi­ro­wać in­nych do pod­ję­cia dzia­ła­nia.
Narkotyki sprawiają, że wszyscy w Albanii jedzą.
- A co Ciebie boli?
- Tak bardzo staram się sprostać cudzym oczekiwaniom, że już nie wiem, kim naprawdę jestem.
Chętnie bym stwierdziła, że kłamstwo było dla mnie całkowitą nowością, ale to nie prawda. Jeśli człowiek całe życie stara się nie narazić i przypodobać pijanej matce, dochodzi do perfekcji w mówieniu tego, co w danym momencie ułatwia życie. Nie wiedzieć kiedy, kłamstwo przestaje być kłamstwem, rozmienia się na milion drobnych ustępstw, za sprawą których wszyscy są zadowoleni.
(...) nie pamiętam, żebym kiedykolwiek czuła się pewnie i wiedziała, kim jestem. Prawdopodobnie dlatego łatwo było mi wejść w skórę Jessie Morgan. Nigdy nie byłam Jenny Shaw. Nie dany był mi luksus bycia sobą.
Wreszcie dałam sobie samej pozwolenie, by całą energię poświęcić na osiągnięcie upragnionego celu, i wszystko inne temu podporządkowałam.
Ich przyjaźń nie miała prawa mnie boleć. Nie miałam też prawa znaleźć się na tej fotografii. (...) Nie byłam w ich paczce, zresztą czy tego bym chciała? Teraz raczej nie życzyłabym sobie mieć ich za przyjaciółki, nawet gdybym mogła. Tylko to przykre uczucie wykluczenia ścisnęło mnie w dołku i zaszkliło oczy, chociaż już dawno wyrosłam z takich emocji.
Za sprawą fryzury, makijażu i świetnych ciuchów czułam się całkiem nową osobą, jednak nie z ich powodu, lecz najzwyczajniej w świecie ze szczęścia zmieniłam się nie do poznania.
Żeby przekonać się, kim naprawdę jesteś, porzuć wyobrażenia o tym, kim być powinnaś...
Potrzebowałam odmiany. Nie chciałam dłużej starać się być kimś, kim w rzeczywistości nie byłam.
- Twoja wersja Jessy kazała mi uwierzyć we własne marzenia o niej. Uwierzyłam Ci, uwierzyłam w Ciebie, bo właśnie taką Jessy chciałam mieć za przyjaciółkę. - zaśmiała się. - I miałam! (...)
- Dziwnie jest, bo równocześnie znam Cię i nie znam. I pewnie bardziej nie znam, niż znam.
Może udawanie Jessie Morgan jest moim spóźnionym buntem nastolatki? Przegapiłam ten etap dorastania i teraz nadrabiam stracony czas? Pewnie w każdym człowieku tkwi uśpiony wywrotowiec.
Teraz już nie miałam dziewiętnastu lat. Matki nie zmieniłam, jednak wiedziałam, że ona nie ma prawa mi rozkazywać, obarczać poczuciem winy ani podważać mojego dobrego mniemanie o sobie.
Zawsze potwornie brakowało mi nocowania u koleżanek, wspólnego zaplatania włosów czy przymierzania ciuchów. Niestety, nie miałam pojęcia, jak być taką dziewczyną. To był inny gatunek człowieka. Moje koleżanki (...) trajkotały przez telefon i wspólnie planowały najlepsze kreacje, najwyraźniej miały innych przodków niż ja, zostały stworzone po to, by się zaprzyjaźniać. Ich matki też miały przyjaciółki, więc wiedziały, jak wychowywać córki.
Przy matce opanowałam do perfekcji sztukę poruszania się po polu minowym cudzej wściekłości, a najlepszą metodą na bezkolizyjne przetrwanie było milczenie. W razie potrzeby umiałam idealnie wtopić się w tło i zniknąć.
Ludzie, którzy spali w salonie Myry, byli rodziną nie ze względu na geny, lecz dzięki uczuciom, miłości. Pomagali sobie nawzajem. Razem żyło im się lepiej. Nikt nikomu nie ciążył, wręcz przeciwnie, wzajemnie się wspierali. Dla mnie było to znacznie ważniejsze niż rodzina, do której człowiek jest przypisany, czy tego chce, czy nie.
Trudno się z tym pogodzić. Bo jeśli już przyjmiemy, że człowiek może być dobrym rodzicem, chociaż miał złych, łatwo dojść do wniosku, że nasi rodzice też mieli wybór. Skoro ani ty, ani ja nie musimy być złymi rodzicami, to nasi rodzice też mogli być inni.
Łatwiej wierzyć w przeznaczenia, które skazuje nas na porażkę, niż we własne siły. (...) Łatwiej się pogodzić z nieszczęściem, gdy się przyjmie, że inaczej być nie mogło.
Znałam swoje obawy, gdy myślałam o dzieciach. A teraz uświadomiłam sobie, że zapewne były one największym problemem każdego dziecka złych rodziców.
Patrzyłam jak ludzie, których ledwo znałam, odnajdywali starych dobrych znajomych, na których im rzeczywiście zależało. (...) aż w którymś momencie godna pożałowania rzeczywistość mojej egzystencji spadła na mnie takim smutkiem, tak jaskrawo ukazała mi, co straciłam (...).
Wyszłam.
Uznałam, że nie ma sensu stać i czekać, aż ktoś mnie rozpozna. Nikt nie wiedział, kim jestem. Nikogo nie obchodziłam.
"Boże, jaka ona piękna - myślał. I aż go ściskało z bólu. Bo zupełnie zwyczajnie po raz drugi się zakochał. Właśnie zdał sobie z tego sprawę, teraz, gdy tak siedzieli na ganku. Zakochał się w tej nowej Allie, nie tylko w jej wspomnieniu.
Choć właściwie nigdy nie przestał jej kochać i ona - uświadomił sobie - stanowi jego przeznaczenie."
"Boże, jaka ona piękna - myślał. I aż go ściskało z bólu. Bo zupełnie zwyczajnie po raz drugi się zakochał. Właśnie zdał sobie z tego sprawę, teraz, gdy tak siedzieli na ganku. Zakochał się w tej nowej Allie, nie tylko w jej wspomnieniu.
Choć właściwie nigdy nie przestał jej kochać i ona - uświadomił sobie - stanowi jego przeznaczenie."
Poczuła, jak wypełnia ją niespodziewany smutek. Miała wrażenie, że zaraz się popłacze, ale udało jej się powstrzymać. Nie potrafiła zrozumieć, co się z nią dzieje. -O czym twoim zdaniem jest ten wiersz, Allie? Przerażona, że Isabelle wciąż czegoś od niej chce, próbowała wymyślić odpowiedź. -On się boi -odparła prawie szeptem. -Boi się powiedzieć komuś o swoich uczuciach i przepełnia go smutek, ponieważ ta osoba o tym nie wie. -Dlaczego się boi? -spytała Isabelle. -Bo ona może ich nie odwzajemniać. To, że Carter wyrywał się z odpowiedzią, wcale jej nie zaskoczyło. Allie wbiła wzrok w zeszyt i obrysowała motyla małymi, połączonymi kółeczkami. -W takiej sytuacji uznał, że lepiej będzie, jeśli ona się nie dowie. -dokończył chłopak. -Dlaczego jego zdaniem tak jest lepiej? -drążyła Isabelle, opierając się o pustą ławkę. -Skąd wie, że ona nie odczuwa tego samego? Jak ma się dowiedzieć skoro boi się zapytać? -On boi się zranienia -wyszeptała Allie, rysując kolejne kółeczko. Isabelle wodziła zaciekawionym wzrokiem od niej do Cartera i z powrotem. -Tak stwierdziła wreszcie. -To by wyjaśniało sprawę." -C.J. Daugherty "Wybrani
Czytaj dalej
Musisz mi zaufać, Allie. -Spojrzenie Cartera zdawało się wypalać w niej dziury, ale nie odwróciła wzroku. -Niby dlaczego? Ty mi nie ufasz. Stali w auli otoczenie blaskiem świec rozstawionych na stołach, parapetach i umocowanych w olbrzymich kandelabrach. -Za to mogę ci pomóc. -W oczach chłopaka odbijały się migocące płomienie. Ktoś nagle załomotał w drzwi. Allie poczuła szybsze bicie serca. -Kto to jest? Kto jest za drzwiami, Carter? -Musisz mi zaufać -w jego głosie pojawiła się ponaglająca nuta. -Jesteś w stanie? Spoglądając przez ramię, zauważyła, że drzwi zaczynają pękać pod gradem uderzeń. -Tak! -wrzasnęła zalewając się łzami. -Tak! Ufam ci, Carter!
"CYKL" Wyszły myśli naznaczone słowem. To inicjacja do związku mówiących. Ugory tabu będą zaorane i ziarna prawdy wpadną między skiby, a kiedy wzejdą gęsto grube kłosy i gdy otuchę tchną w głodujących, zaczną się żniwa, legną prawd pokosy - jak w Galilei nam ofiarowane - pod zakłamanie chciwym ostrzem kosy - chleb, wino i ryby -.
© 2007 - 2025 nakanapie.pl