Cytaty Pierre Lemaitre

Dodaj cytat
Doktorzy Crest i N'Guyen uścisnęli sobie dłonie niczym dwaj uczestnicy kongresu. Wysłannik obłędu z powagą powitał wysłannika okrucieństwa.
Niekiedy pogarda przynosi pocieszenie.
Buisson nie był gwiazdą. Brakowało mu tego, co najważniejsze, by zostać wybitnym dziennikarzem, ale był dziennikarzem dobrym, gdyż jego niebezpieczna intuicja ograniczała się ściśle do obszaru jego kompetencji.
Doktorzy Crest i N’Guyen uścisnęli sobie dłonie niczym dwaj uczestnicy kongresu. Wysłannik obłędu z powagą powitał wysłannika okrucieństwa.
Początkowo Camille grał na zwłokę. Irene wybrała strategię uporu. Camille ostrożnie wycofał się w okopy genetyki, Irene wyminęła przeszkodę, przedstawiając pogłębiony bilans. A wtedy Camille dobył swój atut: nie zgadzam się. Irene przebiła go własnym: mam już trzydzieści lat. Kości zostały rzucone.
Camille miał za sobą dzień wypełniony ciosami noża, burzliwymi zatrzymaniami, wrzaskami w lochach Brygady Kryminalnej. Otwarta, jątrząca się rana świata.
...sądził, że Irene i on przeżywają jeden z tych epizodów, które życie niekiedy człowiekowi taktownie ofiarowuje, a potem bezwzględnie odbiera.
...harmonogram Camille’a był uwarunkowany niedolą świata; wychodził wcześnie, wracał późno.
...w tej pracy nawet nękanie innych staje się formalnością.
Camille przypomniał sobie pięćdziesięcioletnią kobietę, którą kiedyś spotkał, szczupłą, elegancką i przeraźliwie brzydką. Typ kobiety wymykającej się wszelkim próbom opisu...
Jakieś pytania? Nie było żadnych, albo było ich zbyt wiele, co na jedno wychodzi.
Maleval miał zadatki na przyszłego skorumpowanego glinę, tak jak niektóre dzieci już od przedszkola mają zadatki na przyszłych laserów. Właściwie trudno było powiedzieć, czy po prostu trwonił swoje kawalerskie życie, tak jak inni trwonią otrzymany spadek, czy zdążył już wkroczyć na śliską równię pochyłą wydatków człowieka żyjącego ponad stan.
Dziennikarze są trochę jak pracownicy zakładu pogrzebowego, wystarczy im jeden rzut oka, by ocenić długość ciała. I widząc wynoszone worki, od razu odgadli, że zawartość jest w kawałkach.
...antypatyczny osobnik o nazwisku Cottet, pewny siebie, pamiętajcie, że jesteście na moim terenie, proszę usiąść, czym mogę służyć, ale nie mogę wam poświecić dużo czasu. W rzeczywistości Cottet przypominał domek z kart. Należał od ludzi, którymi potrafi zachwiać byle drobiazg.
Elegancki budynek nad kanałem, jak okiem sięgnąć żyłkowana wykładzina, jak okiem sięgnąć szkło, a i piersi recepcjonistki też jak okiem sięgnąć.
Zaraz po zdaniu egzaminów Louis wylądował w świecie bardzo odległym od jego wyobrażeń; nie było w nim za grosz brytyjskiej schludności Agathy Christie ani metodycznego namysłu Conan Doyle’a, były tylko ponure meliny, pobite dziwki, wykrwawieni dilerzy w kontenerach na śmieci na bulwarze Barbes, zadźgane ćpuny, cuchnące kible, gdzie znajdowano tych, którzy próbowali uciec przed wyrokiem śmierci...
-Znaleźli Marca. Miał pan rację, w nieciekawym stanie.
-Gdzie?- zapytał Camille, udając zaskoczenie.
-U niego w mieszkaniu.
Camille popatrzył na kolegę zasmuconym wzrokiem: Armand był skąpy, oszczędzał nawet na wyobraźni.
W ciele modela bije zawsze serce artysty.
W Hafnerze nie ma nic z tego drapieżnika, którego opisuje jego przestępczy życiorys. To zresztą dość częste zjawisko- wyjąwszy tych kilka minut, kiedy dokonują swoich najbrutalniejszych czynów, kryminaliści, złodzieje i gangsterzy wyglądają na zupełnie zwyczajnych ludzi. Mordercy to ty i ja.
Maleval i Louis urodzili się w jego zespole i trudno mu wyobrazić ich sobie poza jego ramami. Jak większość mężczyzn, którzy pozostaną bezdzietni, Camille jest specjalistą w wymyślaniu sobie potomstwa. (...) Tym sposobem wymyślił sobie dwóch synów, z jednej strony Luisa, syna idealnego, nienagannego, pojętego ucznia, będącego mu nagrodą za wszystko, z drugiej Malevala, syna gwałtownego, szczodrego, mrocznego, tego, który go zdradził, przez którego stracił żonę. W którym wszystko, łącznie z nazwiskiem, było złowieszcze.
Z gniewem można sobie poradzić, w końcu człowiek się uspokaja, relatywizuje, ale miłość własna? To straszne, jak potrafi dopiec. Zwłaszcza komuś, kto nie ma już nic do stracenia, komuś, komu już nic nie zostało. Na przykład takiemu facetowi jak ja. Zraniona miłość własna sprawia, że jest zdolny do wszystkiego.
Wie pan jak skończył Ravic? (...) nim wyzionął ducha, odcięto mu dziesięć palców, po kolei, jeden po drugim. Nożem myśliwskim.(...) Ravic był Serbem, ale w końcu Francja jest krajem azylu, czyż nie? Sądzi pan, że takie siekanie cudzoziemców na kawałki sprzyja turystyce?
...dla człowieka, który czuje, że usuwa się pod nim ziemia, bezczynność jest zabójcza.
W ciągu tych czterech lat wszystko się zmieniło, wszystko odnowił, a zarazem wszystko pozostało takie samo. On także "zrobił porządki". Na tyle, na ile się dało, bo tego nigdy nie zrobi się naprawdę dobrze, strzępy życia przetrwały tu i tam, kiedy się rozejrzy wokół, wszędzie je widzi.
Na słowa będzie jeszcze czas, najpierw musiało się znaleźć miejsce na milczenie.
Przeczuwamy ledwie jedną setną tego, co nas spotyka.
Za przełomowe uważa się takie wydarzenie, które wywraca do góry nogami twoje życie. (...) Takie zdarzenie -decydujące, wstrząsające, nieoczekiwane, zdolne postawić w stan najwyższej gotowości twój system nerwowy, rozpoznajesz natychmiast pośród innych życiowych zdarzeń, ponieważ ma ono w sobie specyficzną dynamikę i intensywność; gdy do niego dochodzi, od razu wiesz, że będzie miało ono dla ciebie olbrzymie konsekwencje, że to co cię właśnie spotyka, jest nieodwracalne.
W dzisiejszych czasach z policjantami jest jak z politykami, im niższy wzrost, tym wyższe stanowisko.
Z napadem jest jak z jazdą na nartach, do wypadku dochodzi zwykle pod koniec dnia, ostatni wysiłek pociąga najwięcej kontuzji.
Każda strona jest gwałtem, każde zdanie upokorzeniem, każde słowo okrucieństwem.
© 2007 - 2024 nakanapie.pl