Cytaty Pierre Lemaitre

Dodaj cytat
Irene żywiła wiele ciepłych uczuć wobec Armanda. Uczuć w pewnym sensie matczynych. Uważała, że jest rozbrajająco nieporadny, rozczulała ją jego paranoja.
- Co u niego?
- W skali Richtera skąpstwa przestał się już mieścić. Znalazł się po drugiej stronie.
- Nie może być gorzej, niż było.
- Owszem, w przypadku Armanda, może. To naprawdę patetyczny kazus.
Camille zawsze wyobrażał sobie Glasgow jako miasto jednego sezonu, zimne i wietrzne przez okrągły rok. Rzadko kiedy dane miejsce aż tak samo z siebie przyznaje człowiekowi rację. Wydawało się, że ta kraina nie chce nikogo zawieść.
- Jaką masz pogodę?
- Mixed, jak tutaj mówią. Co znaczy, że wczoraj padało i jutro też będzie padało.
Le Guen wciąż jeszcze traktował Louisa jak jakąś osobliwość antropologiczną. Niezmiernie go zdumiewało, że ludzkość, wyczerpawszy bez mała wszelkie możliwe kombinacje, była jeszcze w stanie wydać na świat podobny okaz.
(...) - wybiera naprawdę świetne książki!
- To dobrze- rzekł Camille.- Wolę szukać człowieka z gustem. To podnosi rangę poszukiwań.
- Pański...pański morderca...czyta bardzo dobre książki. Najwyraźniej jest koneserem.
Dopiero na podstawie środków oddanych do dyspozycji policji widać, jakie zainteresowanie wzbudzają u kierownictwa głośne medialne sprawy. Camille'owi przydzielono wielką salę w podziemiach. Bez okien.
- Co za głupota, jedna zbrodnia więcej i mielibyśmy okna- skomentował.
- Możliwe- odparł Le Guen- ale jeden trup mniej i nie miałbyś komputerów.
To było silniejsze od niego i przynajmniej ten raz mu się udało. Pięć uderzeń i ani jednego więcej (...) ale mimo wszystko... żeby o trzeciej nad ranem stukać młotkiem w ścianę... Pierwsze uderzenie zaskakuje, drugie budzi, trzecie zastanawia, czwarte oburza, przy piątym wali się pięścią w ścianę... ale szóstego nie słychać, zapada cisza, Camille może zawiesić autoportret Maud na ścianie salonu.
(...) Jego syn, jak sam pan mówi, posiadał iloraz inteligencji pantofelka. Ojciec stał umysłowo niewiele wyżej i nie trzeba było długiej obserwacji, by odgadnąć jego zamiary. Chcę przez to powiedzieć, że to było tak, jakby pan skazał siostrę na cięgi. Ale nietrudno było też odgadnąć, że mógł ją nawet zabić. Czy o to panu chodziło, panie Vasseur? Chciał pan, żeby zabił pańską siostrę?
- Czy Alex wspominała coś o ojcu? To znaczy, czy zadawała jakieś pytania? Chciała się z nim zobaczyć?
- Nie. Wszystko, co trzeba, miała w domu.
- Pana i waszą matkę.
- Miłość i autorytet.
- Jak pan woli.
Seryjna morderczyni, która popełnia samobójstwo, nie przysparza chwały, to mniej zaszczytne niż aresztowanie, jednak biorąc pod uwagę bezpieczeństwo publiczne, spokój obywateli, ład wewnętrzny i Bóg wie co jeszcze, to zawsze coś.
Zmarli wyglądają zawsze inaczej niż za życia.
Jak zawsze w obecności zmarłych, w pokoju wyczuwa się obecność tajemnicy.
(...) Camille wchodzi do pokoju sam, jak ktoś z rodziny, ktoś, kto przyszedł do wezgłowia bliskiej sobie osoby i komu pozwolono, chcąc uszanować jego prywatność, pozostać przez chwilę sam na sam ze zmarłym.
W takich banalnych miejscach śmierć wygląda zawsze dość trywialnie.
(...) zapada noc, sąsiad zgasił już telewizor i śpi nieświadom cudu, jakim jest znaleźć się tak blisko Alex i zachować życie.
Człowiekowi, który wkracza na miejsce zbrodni, towarzyszy rodzaj specyficznego napięcia, czuje to we własnym żołądku i słyszy we własnym głosie.
- Nie mieliśmy żadnego morderstwa za pomocą kwasu siarkowego od (...) jedenastu lat. Mówię o sprawach niewyjaśnionych. Zdarzają się od czasu do czasu żartownisie, którzy incydentalnie się nim posiłkują, jednak używają go pomocniczo, by rzec można, nadprogramowo. Ale tych znajdujemy, aresztujemy, demaskujemy, sądzimy, krótko mówiąc, czujny, żądny zemsty naród własnym ciałem zagradza im drogę. W materii stężonego kwasu siarkowego, my, demokratyczna policja od jedenasatu lat jesteśmy niezawodni i nieprzejednani.
Nawet w normalnych okolicznościach poprawne kłamstwo wymaga niemałych zdolności, potrzeba do tego energii, pomysłowości, zimnej krwi, dobrej pamięci- jest znacznie trudniejsze, niż można by sądzić. Okłamywanie władzy jest przedsięwzięciem bardzo ambitnym, wymagającym wszystkich tych umiejętności, tyle że w stopniu jeszcze wyższym. A już okłamywanie policji...
Sędzia to trzydziestoletni facet (...). Szczupły, oschły, w garniturze w delikatne prążki, w mokasynach i ze złotymi spinkami w mankietach. Takie detale wiele mówią o człowieku. Sędzia wygląda, jakby urodził się już w garniturze i pod krawatem. Choćby maksymalnie popuścić wodze fantazji, nie sposób wyobrazić go sobie na golasa.
Kiedy minie żałoba, pozostaje jałowa ziemia.
Niewiarygodny sukces literatury kryminalistycznej wyraźnie dowodzi, jak bardzo świat spragniony jest śmierci. I tajemnicy. Goni za tymi obrazami nie dlatego, że ich potrzebuje. Ale dlatego, że ma tylko to. Abstrahując od wojen i wielkich bezinteresownych rzezi, jakie polityka ofiarowuje ludziom, by zaspokoić ich nieopanowaną żądzę śmierci, cóż innego mają? Obrazy. Człowiek rzuca się na obrazy śmierci, bo pragnie śmierci.
Bulwary, obwodnica, szerokie arterie, aleje, kanały; miejsca przelotowe. Sceneria dramatów i nikczemności, wypadków i żałoby. Wszystko tu znajduje się w nieustannym ruchu, nic się nie zatrzymuje- oprócz tego co tu trafi i po czym ślad momentalnie znika, wchłonięty przez wody rzeki. Nie sposób zliczyć, ile i co można z niej wyłowić.
Tak więc Viguier, pewnie tak jak Le Guen, i jak sam Camille, nie mógł się powstrzymać, by nie sprawdzić, w jakim świetle została przedstawiona jego postać. Oto wszyscy stanęli przed wielkim krzywym lustrem literatury. Jaką prawdę zdradza ono o każdym z nich?
Nie ma emocji głębszych niż te, które przeżywamy za pośrednictwem artystów.
Wysocy są tacy, jacy chcą, niscy tacy, jacy mogą.
...ruszyła w nim maszyna, połączenie doświadczenia i gniewu, technicznej wiedzy i rozpaczy, dziwna mieszanka, która może nawet u najlepszych wywołać jak najgorsze odruchy, ale u innych uruchamia świadomość, wyostrza postrzeganie, wyzwala dziką niemal determinację. Być może to właśnie nazywa się strachem.
Kontakty między ludźmi nieraz przypominają linię szyn kolejowych. Kiedy szyny się rozchodzą, oddalają od siebie, należy zaczekać do zwrotnicy, licząc, że na nowo pobiegną równoległym torem.
James Ellroy zaczynał ukazywać okrucieństwo w stanie czystym. Miejskie szumowiny jawiły się jako metafora zdemoralizowanej i odartej ze złudzeń ludzkości. Miłość nabierała cierpkiego posmaku ulicznych dramatów. Do głosu dochodziły sadyzm, przemoc, okrucieństwo, nasze najniższe fantazmaty z całym korowodem krzywd i odwetów, maltretowanych kobiet i krwawych zbrodni.
- Uważa pan, że morderca z Tremblay w pewnym sensie zmałpował książkę.
- Zmałpował?- zapytał Camille.- Ty to potrafisz powiedzieć...Facet przepoławia dziewczynę, usuwa jej wnętrzności, obie połowy ciała myje, szoruje jej głowę szamponem, a potem wszystko wyrzuca na miejskie wysypisko! Jeśli to małpa, to całe szczęście że nie może mówić...
- Posłuchaj, Camille- przemówił wreszcie Le Guen (...)- nie mam lepszej hipotezy. Ale to nie oznacza, że twoja na tym zyskuje. Bo co? Znalazłeś książkę, która opowiada o podobnej zbrodni?
Od zarania dziejów mężczyźni mordują kobiety, zdążyli już do tej pory wyczerpać wszelkie możliwe kombinacje. Gwałcą je, ćwiartują, znajdź mi faceta, któremu nie chodziłoby to po głowie. (...) Nie ma potrzeby szukać w bibliotece, spektakl masz przed oczami.
Le Guen miał wiele wad, co do tego zgadzały się wszystkie jego eksżony, ale głupota nie była jego mocna stroną. Swego czasu był wręcz pierwszorzędnym, wybitnie inteligentnym glina. Jednym z funkcjonariuszy, którzy w myśl zasady Petera awansują w administracji aż po osiągnięcie pułapu własnej niekompetencji.
© 2007 - 2024 nakanapie.pl