Pacjent recenzja

Choinka, czyli dlaczego Juan Gómez-Jurando wcale nie jest „hiszpańskim Mrozem”

Autor: @Bartlox ·3 minuty
2024-04-13
Skomentuj
6 Polubień
Ta powieść to choinka. Taka świąteczna, bożonarodzeniowa :) Tak, przez cały czas spędzony z „Pacjentem” miałem taki właśnie obrazek przed oczami – niezbyt imponująca, cherlawa sosenka uginająca się pod ciężarem przeładowania zdecydowanie zbyt licznymi i dość kiczowatymi bombkami, łańcuchami i świeczkami. Banalna, porażająco wręcz banalna historyjka upstrzona tu została taką liczbą ozdobników, świecidełek i fajerwereczków, tyloma atrakcjami, że to głowa mała. I jestem naprawdę mocno przekonany, że tak to właśnie w tym wypadku wyglądało - autor, któremu inteligencji i zdolności krytycznego spojrzenia na rzeczywistość nie można zapewne odmówić, widział, że sam pomysł na ten tekst razi wręcz trywialnością i brakiem oryginalności (swoją drogą to można o nim poza tym powiedzieć jeszcze to, że jest fajnistyczny w takim nie najlepszym, ale też nie najgorszym tego pojęcia znaczeniu, wrócę jeszcze do tego elementu), więc postanowił podorzucać doń istne multum tego typu elementów, by jakoś to przykryć. I mniej nawet chodzi mi o pościgi, strzelaniny (swoja drogą to ta końcowa rozróba tak totalnie tu nie wyszła, że szok), trupy znajdowane w dziwnych miejscach, choć tego wszystkiego mamy tu rzecz jasna dostatek. Bardziej o samą atmosferę tej książki, to np., w jaki sposób są wprowadzane postacie i w jaki sposób dowiadujemy się o nich tego, czego się o nich dowiadujemy.

I wiecie co? Mam ogólne wrażenie – po przeczytaniu potężnej liczby dwóch powieści hiszpańskiego autora - że to jest właśnie to, co odróżnia go od tych naprawdę dobrych pisarzy tworzących literaturę bardzo-bardzo-bardzo-bardzo popularną. Mróz, Coben czy Moss właśnie nie potrzebują tych „bombek”. Świetnie sobie przyrządzając ów literacki fast food radzą bez nich. Smażą go właśnie w samej opowieści, w samej fabule, umiejąc ją stworzyć tak, by wciągała czytelnika i dostarczała mu popularnoliterackiej satysfakcji czytelniczej. I tak, że ozdobniki, które do swoich dziełek rzecz jasna również dorzucają, są w nich… no, właśnie ozdobnikami, a nie sednem danego tekstu. Wzbogacają go (zazwyczaj wzbogacają w ramach tej fastfoodowości, tak, owszem, nie zaprzeczam temu), ale nie stanowią jego istoty.

A tej sztuki Juan Gómez-Jurando nie opanował i, mam wrażenie, nie ma zamiaru nawet spróbować opanować.

Gorzej, że w tym podniesionym do kwadratu fajniźmie – pamiętajcie, tu fajnistyczny jest i sam pomysł na powieść i owe jakże liczne dodatki do niego – ginie prawie cały potencjał ciekawych rzeczy. Kate, chcąc ratować bliską sobie osobę, robi pod koniec coś potwornego, jedną z najgorszych rzeczy, jaką może zrobić człowiek, trochę zaczynamy się zbliżać do tego, jakim dramatem to musiało być dla niej (bo przecież nie jest ona w żadnym razie kimś złym) – i na tym zaczynaniu się wszystko kończy, w żadnym razie tego tak naprawdę nie czujemy. Jim widzi szamotaninę swojego zięcia, usiłuje ją jakoś zinterpretować, pojąć, wyraźnie odbija się ona na nim – i, podobnie, co najwyżej przez moment zbliżamy się do tych jego przeżyć. A sam główny bohater-narrator? Czuliście choć przez moment tak naprawdę jego rozterki? Szerzej: obchodził was na serio jego los, choć przez chwilę?

Tak w ogóle to wręcz interesujące, z jaką konsekwencją giną w tym też próby nawiązania do popkultury, te zupełnie marginalnie pojawiające się wzmianki o Jacku Bauerze itd. I w sumie nawet ten końcowy niby-pseudo-twist nijak nie wybrzmiewa.

PS: Swoją drogą to ciekawe, jak bardzo pisarz starał się nam pokazać, o którego prezydenta USA mu chodzi nie mówiąc wprost, o którego prezydenta USA mu chodzi :)

Moja ocena:

× 6 Polub, jeżeli recenzja Ci się spodobała!

Gdzie kupić

Księgarnie internetowe
Sprawdzam dostępność...
Ogłoszenia
Dodaj ogłoszenie
2 osoby szukają tej książki
Pacjent
Pacjent
Juan Gómez-Jurado
6.9/10

Ceniony neurochirurg David Evans zostaje postawiony w potwornej sytuacji: jeżeli jego następny pacjent przeżyje operację, jego córeczka Julia zginie z rąk psychopaty. Kiedy doktor Evans odkrywa, ...

Komentarze
Pacjent
Pacjent
Juan Gómez-Jurado
6.9/10
Ceniony neurochirurg David Evans zostaje postawiony w potwornej sytuacji: jeżeli jego następny pacjent przeżyje operację, jego córeczka Julia zginie z rąk psychopaty. Kiedy doktor Evans odkrywa, ...

Gdzie kupić

Księgarnie internetowe
Sprawdzam dostępność...
Ogłoszenia
Dodaj ogłoszenie
2 osoby szukają tej książki

Pozostałe recenzje @Bartlox

Uwikłanie
Gdyby tylko kto inny wybrał im knajpę na spotkanie... (i jeszcze kilka uwag :))

„Jak na swój gatunek, to naprawdę wciąga” – ta myśl towarzyszyła mi dość długo podczas lektury „Uwikłania”. Tak, całkiem fajnie to do mnie przemawiało – z jednej strony ...

Recenzja książki Uwikłanie
Debit
Klaustrofobia w cieniu wirusa (i pewnej dziewczyny)

C.J. Tudor, pisząc tę powieść, mocno ułatwiła sobie pracę. I nie chodzi mi teraz o wprowadzenie do niej mocno przemawiającego do nas dziś, w 2024 r., motywu pandemii o...

Recenzja książki Debit

Nowe recenzje

Na zawsze i na wieczność
Na zawsze i na wieczność
@kd.mybooknow:

✨ Recenzja "Nie wolno rezygnować z marzeń tylko dlatego, że na pewnym etapie naszego życia jest nam nieco trudniej. Nie...

Recenzja książki Na zawsze i na wieczność
Ulotny zapach czereśni
Zdecydowanie warta przeczytania!
@maitiri_boo...:

Nie czytam zbyt dużo powieści obyczajowych, ale są takie autorki, po których książki sięgam w ciemno. Jedną z nich jest...

Recenzja książki Ulotny zapach czereśni
Ocalić siebie
Ocalić siebie
@mrsbookbook:

Główna bohaterka Hania po stracie mężczyzny, którego kochała z całego serca, musi zacząć żyć na nowo. Kończy studia med...

Recenzja książki Ocalić siebie
© 2007 - 2024 nakanapie.pl