Recenzja książki Jak zszedłem na psy

Dobre zejście nie jest złe...

Autor: @spirit87 ·4 minuty
2022-05-31 Skomentuj 1 Polubienie
Książka o przewrotnym i nieco dwuznacznym tytule „Jak zszedłem na psy” nie opowiada wcale o żadnym staczaniu się na dno czy życiowym upadku. Nie jest też w żadnym wypadku książką depresyjną czy też dołującą, chociaż trzeba przyznać, że momentami bardzo przejmująca i wzruszającą. Ta książka jest przykładem na to, że naprawdę wszystko co niemożliwe można przemienić w możliwe. Zawsze…
Dosłownie mówiąc i domyślając się również po okładce to dzięki temu, że autor postanowił zejść na psy jego życie zmieniło się niewyobrażalnie pozytywnie i motywująco, nadając codziennej monotonii i szarzyźnie wspaniałych barw, a powszechne obowiązki kiedy to tylko możliwe zastąpić nutką głębokiego oddechu wszędobylskiej wolności…

Człowiek, który nigdy wcześniej nie miał zwierzaka podejmuje ważną decyzję i postanawia zostać właścicielem psa. Potem kolejnych… Nie dla żadnego widzimisię i kaprysu, ale z przyczyn losowych głównie dla niepełnosprawnej córki, która w takim czworonogu miałaby mieć dodatkowe wsparcie i pomoc… Nieświadomie jednak dla samego właściciela ten nowy domownik staje się wybawieniem i zachętą do zmiany trybu życia na bardziej sportowy i zdrowy. Pomaga wybić z głowy złe nawyki i używki, a także przecierać nowo odkrywane szlaki już wspólnie na ludzkich i psich łapach…

To wspaniałe, że ktoś mający na głowie tak wiele spraw i obowiązków umie sobie to wszystko zorganizować i ogarnąć, żeby poza tym co konieczne znalazło się również to co przyjemne.
Odskocznia od tego stałego rytmu jaki chyba ma każdy człowiek jest bardzo ważna żeby nie zatracić całego sensu życia. Określona stałymi godzinami praca i do tego jeszcze rodzinne życie oraz związane z nim troski, może przestać dostarczać pełnię radości i spowszednieć jeśli ograniczymy się tylko do tego co już podstawowe i konieczne… Rybczyński się nie ogranicza, znajduje taki życiowy balans i równowagę, by móc się cieszyć podjętymi wyzwaniami. Bierze urlop, zabiera rodzinę na wędrówki pomimo przeszkód z niepełnosprawnością córki zdobywają szczyty, włóczy się z psami wyznaczając sobie kolejne cele i szukając atrakcji, wkręca się w psie życie i ich potrzeby. Zaczyna poznawać podobnych do siebie ludzi pełnych pasji, myśli i realizuje pomysły o zaprzęgach…

Rany… uwielbiam takie książki napisane autentycznie z potrzeby serca. A przecież głównym powodem jej powstania, było upamiętnienie Karelczyka- psa, który do końca towarzyszył dzielnie swojemu Panu w włóczęgach, czasami bardzo ekstremalnych i to nawet wtedy gdy już było niezbyt dobrze z jego zdrowiem…
Czytając „Jak zszedłem na psy” miałam poczucie jakby sam autor siedział w jakiejś przydrożnej knajpce naprzeciw czytelnika jak kumpel z kumplem i sącząc z nim zimne piwko opowiadał mu na luzaka całkowicie podekscytowany o swoich wojażach i przygodach. To poczucie i wrażenie bierze się stąd, że Tadeusz w swoim pisaniu jest bardzo prostym i naturalnym człowiekiem, który co myśli to mówi i nie zastanawia się jak złożyć zdanie by brzmiało lepiej stylistycznie, czy bardziej profesjonalnie jak u rasowego podróżnika. Nie można dopatrzyć się żadnej wyniosłości czy chełpienia z tego, że spełnia marzenia i szuka szczęścia, że jest od kogoś lepszy. Wręcz przeciwnie, słuchając go może stawać się inspiracją, że prawdziwą pasję często wykonuje się pomimo innych zajęć i obowiązków, bo tylko… dla chcącego nic trudnego.
Szkoda mi tylko, że tę książkę tak szybko się czyta, bo dziewiętnaście, krótkich rozdziałów to zdecydowanie za mało… Mam jednak nadzieję, że może kiedyś autor zdecyduje się napisać jeszcze o swoich nowych przygodach z nowymi kumplami, bo chociaż Karelczyk był jedyny w swoim rodzaju, co widać na zamieszczonych w książce fotografiach i miał to być dla niego jednorazowo złożony hołd, tak może jeszcze kiedyś coś nowego powstanie… bardzo bym chciała tym bardziej, że ta książka pod względem informacyjnym jest bardzo fajnie wykonana i dobrze było dowiedzieć się choćby o takiej istniejącej w Polsce Drodze św. Jakuba, może tak kiedyś samemu by się nią wybrać… albo też zejść na psy…?

Doceniam takich amatorów podróżowania i realizowania swoich marzeń bardziej niż zawodowców, którzy mają… nie oszukujmy się dużo łatwiej. Są znani, z funduszami, rozreklamowani i często też… przereklamowani.
A przecież wśród nas może być ktoś, kto po robocie siada na rower i zapisuje się na bardzo wyczerpujące maratony. Może być ktoś kto wybiera się w podróż starym motocyklem i udaje mu się przejechać całe Stany. Może być wielu, którzy czegoś dokonują i zasługują na uznanie za to, że wyciskają z życia tyle ile się tylko da i wcale nie są zwyczajni, choć często szeroko nieznani…
Cudowna jest ta książka właśnie za to, że daje wiarę i nadzieję we własne możliwości. Chcę takich więcej!

„Masz tyle w życiu, na ile się odważysz”...
Dziękuję za tę przygodę z psami, empatię i mądrość.

Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

Moja ocena:

Data przeczytania: 2022-05-31

Gdzie kupić

Księgarnie internetowe
Sprawdzam dostępność...
Ogłoszenia
Dodaj ogłoszenie
2 osoby szukają tej książki
Jak zszedłem na psy
Jak zszedłem na psy
Tadeusz Rybczyński
8.3/10
Czasem zejście na psy to najlepsze, co może się zdarzyć. Jak to się stało, że sfrustrowany początkujący pijak zmienił się w pełnego pozytywnej energii sportowca i podróżnika? Po prostu… zszedł na ps...
Komentarze
Jak zszedłem na psy
Jak zszedłem na psy
Tadeusz Rybczyński
8.3/10
Czasem zejście na psy to najlepsze, co może się zdarzyć. Jak to się stało, że sfrustrowany początkujący pijak zmienił się w pełnego pozytywnej energii sportowca i podróżnika? Po prostu… zszedł na ps...

Gdzie kupić

Księgarnie internetowe
Sprawdzam dostępność...
Ogłoszenia
Dodaj ogłoszenie
2 osoby szukają tej książki

Zobacz inne recenzje

Właściwie to powinnam zacząć słowami autora : "masz tyle w życiu na ile się odważysz...", ale zacznę od początku. Chciałabym bardzo zejść na psy tak jak autor książki, Tadeusz Rybczyński, choć po p...

@ale.babka @ale.babka

Cesar Millan, amerykański trener psów zwykł mawiać, iż: Zwierzęta w naszym życiu nie zjawiają się bez powodu: udzielają nam nauk o tym, jak zostać lepszym człowiekiem. Rzeczywiście, w tych słowach je...

@ladymakbet33 @ladymakbet33

Pozostałe recenzje @spirit87

Duchy Nocy Kupały
Straszna impreza w doborowym towarzystwie... to ubieram kiecę i lecę.

Słów mi brakuje… takie to było dobre i nie chcę słodzić, ale muszę. „Duchy Nocy Kupały” są po prostu nieziemsko fantastyczne. Twierdzę to całkiem dosłownie, ale też jak...

Recenzja książki Duchy Nocy Kupały
PRL. Słynne pary
A kiedyś to były czasy... działo się, oj działo.

Moje pierwsze myśli pojawiające się w głowie po wstępnym zapoznawaniu się z „PRL Słynne pary” były dosyć sceptyczne i mało pozytywne. Czułam początkowo, że zaraz może na...

Recenzja książki PRL. Słynne pary

Nowe recenzje

W jej sercu czai się mrok
W jej sercu czai się mrok
@Logana:

"Defi­ni­cja sza­leń­stwa to robie­nie wkółko tego sa­me­go iocze­ki­wa­nie in­ne­go rezul­tatu." Jestem oczarowana, ...

Recenzja książki W jej sercu czai się mrok
Terror
Wróg - Kochanek - Przyjaciel
@Oliwia_Anto...:

Costello brothers - Terror - K.E. December Dość często przed oczami przemykał mi ''któryś" tom z serii 😅 Na szczęście ...

Recenzja książki Terror
Ada nie chce spać
Ada, czyli dziewczynka utulona dzieki książce i...
@bargielita:

Pamiętam momenty, w których kładłam starszą córkę na sen... i ten rytuał trwał wieki. Kolacja. Mycie. Szykowanie łóżka...

Recenzja książki Ada nie chce spać
O nas Kontakt Pomoc
Polityka prywatności Regulamin
© 2022 nakanapie.pl