Listy do Emilki recenzja

Listy pełne wyjaśnień

Autor: @Asamitt ·8 minut
2021-04-15
2 komentarze
16 Polubień
Przeczytane przez mnie wcześniej trzy, może cztery recenzje na temat książki obiecywały coś innego, niż to z czym osobiście przyszło mi zetknąć się w Listach. Przyznam, że zanim otrzymałam książkę wybiegłam już na przeciw fabule i wyobrażałam sobie, iż książka zawierać będzie listy starszego pana zakochanego w młodej dziewczynie, będą one traktować o miłości mniej lub bardziej odwzajemnionej, ale zduszonej przez bliskich czy środowisko, w jakim się tych dwoje porusza. Zresztą dołączony do książki list Autora do czytelnika (chyba tak to trzeba odbierać) ujawnia, iż bohaterowie spotkali się z pochopną i niewłaściwą oceną. Stąd też to czym w rzeczywistości obdarzyła mnie publikacja Andrzeja Głowackiego, była prawdziwym zaskoczeniem.
"Listy do Emilki" niewątpliwie opisują zauroczenie starszego pana młodziutką dziewczyną, ale w głównej mierze są tłumaczeniem swojego postępowania, a zarazem obroną przed niewłaściwą interpretacją tego, co zawierał pierwszy, najważniejszy list. Czy byłyby kolejne, gdyby nie zdecydowana reakcja pani Ani? Bohater myśli, że tak. Mogłaby nawiązać się miła wymiana zdań między nim, a Emilką. Ale czy na pewno? Przecież pierwszy list Andrzej pisze, gdy już wie, że dziewczyna zamieszkała ze swoim chłopakiem, a mimo to chce ją sprowokować do kontaktu. Wciąż podkreśla, że niczego od niej nie chce, pragnie by była szczęśliwa, ale mimo to zakłóca jej spokój. A gdy listy nie skutkują odnajduje źródło swej fascynacji na facebooku, dzięki czemu ma nadzieję na szybszą reakcję z jej strony.

Po dwukrotnym przeczytaniu (a jakże! Lektura dostarczyła mi tyle emocji, że nie mogłam się oprzeć) myślę, że równie dobrze mogło skończyć się na jednym liście. Miłość jest piękna, gdy odwzajemniona, ale bywa przecież często tak, że tylko jedno się zakochuje, a drugie patrzy w innym kierunku. Przy czym w tym wypadku dostrzegam nie tyle miłości, a zauroczenie młodą dziewczyną. I bynajmniej nie można mieć o to żalu do człowieka, tylko dlatego, że jest dużo starszy i być może jemu nie wypada. Dla mnie akurat ten niuans w całej historii jest najmniej istotny, bo gra toczy się bardziej o niewłaściwe odczytanie przez bohatera zaistniałej sytuacji. To co on odbiera za przyzwolenia ze strony matki i co wielokrotnie w ramach obrony podkreśla w listach, ja odczytuję jako zwykłą grę towarzyską, którą podejmuje się również z tymi, których częściej spotykamy na ulicy. Uważam też, że w pewnym momencie oczekiwanie na odpowiedź staje się obsesyjne. Na początku brak jakiejkolwiek reakcji ze strony Emilii jest dla mnie czytelną odpowiedzią "nie jestem zainteresowana". Natomiast mężczyzna brnie dalej chcąc.. Właśnie, czego tak naprawdę chce Andrzej? Powtarza, że nie zamierza burzyć jej szczęścia, że pogodzi się z brakiem uczuć z jej strony, a pragnie tylko wyjaśnić sytuację, by wszystko wróciło do normy. Ale gdy ostatecznie dostaje odpowiedź, twierdzi, że przez sposób w jaki dziewczyna to uczyniła, zrobiła mu przykrość. (A przecież oczekiwałby również przeprosin ze strony jej chłopaka!)

Napisała Pani, że spośród wielu stałych klientów, z którymi mama lubiła porozmawiać i pożartować, tylko ja odbierałem chore sygnały. Proszę więc mi powiedzieć: czy wszyscy stali klienci adorowali Panią i czy im wszystkim mama z radością na to przyzwalała? Pani Emilko, dlaczego jest Pani tak rażąco niesprawiedliwa? Dlaczego nie okazuje mi Pani empatii i pomimo moich licznych wyjaśnień dalej myśli Pani w tak dziwny, nieżyczliwy sposób? Dlaczego Pani mi to robi, skoro przez dwa lata byłem tak opiekuńczy i dobry dla Pani? s.47

Mogę zrozumieć rozgoryczenie bohatera, jego zranione uczucia, które z taką ufnością na początku powierzył dziewczynie, a teraz stracił twarz, bo o wszystkim dowiedzieli się również postronni uczestnicy tej historii, jednak dlaczego z takim uporem brnie dalej z kolejnymi tłumaczeniami. Emilii wyjawił swoje uczucia, jej matce przesyła wyjaśnienia, bo uważa, że został źle zrozumiany, a na dokładkę angażuje w sprawę siostrę dziewczyny. Jak nie listy tradycyjne, to wiadomości na facebooku, a nawet wpisy pod zdjęciami. Tego jest za dużo. Czy w żadnym momencie bohater nie zdawał sobie sprawy, że posuwa się za daleko? Nie poczuł, że może się wydać śmieszny? I nie chodzi o innych, a o samą Emilkę. Jak ona mogła się czuć? Jak ma się zachować kobieta względem mężczyzny, do którego nie czuje tego samego co on? Wydaje mi się, że większość pragnie jak najszybciej zakończyć taką znajomość, by nie prowokować do dalszego narzucania się mężczyzny. Kontynuacja w tym wypadku, w zależności od dalszej nadinterpretacji zainteresowanego, mogłaby doprowadzić do nieciekawego rozwoju wypadków. Dla mnie - jako czytelniczki - była to sytuacja niezmiernie krępująca, a gdyby miała zajść rzeczywiście to wręcz surrealna.

Żałuję, że nie dane jest czytelnikowi poznać pełnych odpowiedzi, jakie kierowane były do Andrzeja przez Emilię oraz jej matkę, a jedynie styka się z pewnymi nakreśleniami, które w swych odpowiedziach przywołuje mężczyzna. W gruncie rzeczy i tak wynikają z tego znaczące kwestię, jak choćby to, że Emilia nie życzy sobie dalszych kontaktów. Z listu do matki:
"Co złego jest w tym, że ze względu na chęć przywrócenia normalności w moich relacjach z Emilką po kilku dniach napisałem do niej ponownie? Dlaczego Emilka, oceniając mnie niesprawiedliwie, zabrania mi do siebie pisać? Przecież swoim zakazem pozbawia mnie możliwości obrony." (s.48)
Istotą w tym niezrozumieniu obu stron jest to, że niestety, ale to nasz bohater źle odczytuje sytuację. I choćby w każdym kolejnym liście przypominał, jakoby to matka Emilki sprzyjała mu i prowokowała do zainteresowania swoją córką, to ja przedstawionych zdarzeń nie potrafię tak z wizualizować. Może dlatego, że jestem kobietą? Dlatego, że bliższe są mi odczucia bohaterek? A może jest tak jak zauważa sam Autor, rządzą nami pewne konwenanse, normy społeczne i kulturowe. Na co dzień posługujemy się kodami językowymi, jesteśmy uprzejmi, ale nie tylko dla tych, których kochamy i szanujemy, ale również względem obcych. Oczywiście tu też niemałą rolę odgrywa wychowanie. I właśnie stąd pani Ania oraz jej córki są miłe dla swoich klientów. Osobiście nie wyobrażam sobie dobrego handlowca bez umiejętności nawiązywania spontanicznego, przyjaznego kontaktu z klientem. W grę wchodzi zarówno kultura osobista, otwartość, łatwość nawiązywania kontaktów (w przypadku matki, bo córki były ponoć sympatyczne acz nieśmiałe), jak i umiejętności handlowe.

Zaskakujące jest dla mnie też to, że narrator niejako zamiennie wykorzystuje słowa: miłość, lubienie, sympatia albo przyjaźń. Jeśli ktoś kocha, to zaiste również lubi i czuje sympatie do tej osoby. Jednak w lekturze nie ma mowy o nawiązaniu głębszych więzi z wybranką, więc o jakiej przyjaźni może być mowa? Zarówno miłość jak i sympatia może być jednostronna. Cóż, pechowo zainwestowaliśmy uczucia w obiekt, który tego nie odwzajemnia. Ale co do przyjaźni, to trudno udawać, że może zatrzymać się na jednej ze stron. Jeszcze bardziej zaskakujący jest dla mnie sposób opisujący stosunek do młodych ludzi, dzieci oraz zwierząt. Słowa kierowane w odniesieniu do swojej byłej dziewczyny: "Kochała mnie czule, jak dziewczynka kocha swojego pieska." (s.39) To tylko przykład, jak uroczo można porównać uczucie miłości. Ale jeśli w podobny sposób narrator każdorazowo obrazuje, to co sam czuje, bądź mogło być odczuwane przez innych, to staje się to dla mnie dość infantylne w wymowie. Nie żeby to było od razu negatywnie nacechowane, ale zdrobnienia odnośnie piesków, dziewczynek czy dziewcząt są nagminne, a specyficzna słodycz zalewa strony "Listów do Emilki". Słodka jest Emilka, słodka była poprzednia dziewczyna Andrzeja, ogólnie młodość jest słodka niczym mały zabawny psiak. W treści, mimo narastania przygnębiającej aury, wciąż jest "słodko", "milutko", tak jakby Autor zwracał się do dziecka albo psiaka, a przecież miała to być książka o miłości do dziewczyny. Poza tym stosunek mężczyzny do młodziutkiej kobiety nie jest ukazany jako eksplozja uczuć, a jedynie czysta chęć opiekowania się i kształtowania jej światopoglądu poprzez podsyłanie drobnych prezentów oraz wyrażanie opinii w pewnych kwestiach. Na pewno dostrzeżemy skupienie na platoniczności tego uczucia. Andrzej bardziej zakochuje się w niewinności, młodości, świeżości niż w samym człowieku, który posiada również wady. I stąd zderzenie jego wyobrażeń z rzeczywistością jest tak bolesne. Odniosłam wrażenie, że to obraz, pewna wizja osoby jaką stworzył jest w centrum jego zainteresowania, a nie konkretna jednostka.

Trudno byłoby mi jednoznacznie umotywować, że to jest książka dobra, średnia czy wręcz kiepska. Na pewno emocjonująca z uwagi na sposób w jaki bohater reaguje na każde słowa ze strony pani Anny, a nawet samej Emilii. Bohater ma poważne trudności ze zrozumieniem pań (i to nie tylko bohaterek), jak i całej sytuacji, którą sprowokował. Uważa, że list jest niewinnym okazaniem uczuć, ale czytelnik na pewno będzie się zastanawiał dlaczego akurat w tym czasie go pisze. Dlaczego wtedy i co chcę tym uzyskać, to tak samo dobre pytania, jak to czy bohater rzeczywiście jest taktowny i nie można mu nic zarzucić?
Mimo iż w wielu momentach byłam mocno zirytowana z powodu działań bohatera, jego niestandardowego podejścia do ludzi i szczególnej opcji - postrzegania dzieci (a gdy mamy w temacie żadne doświadczenie to i błędne ich odbieranie), to uważam, że treść może nas zmusić do myślenia. I nie mam tu na myśli samego epilogu, który dla mnie średnio sprawdził się jako część tak emocjonującej podróży jak odkrywanie siebie przez bohatera. "Listy do Emilki" dają nam studium człowieka, który tak głęboko żyje w swoim świecie, mając na uwadze przede wszystkim własny pryzmat postrzegania realiów i oceniania, że zapomina, iż inni również mają prawo do własnego zdania oraz interpretacji działań innych według pewnych prawideł. Narzucanie swoich opinii, sposobu bycia i realizowania zamierzeń innym nie może skończyć się dobrze. A samo wyjaśnianie i tłumaczenie każdego słowa na swój użytek nie przybliża nas do ludzi.
Warto przeczytać, bo może akurat mamy wolne popołudnie, niskie ciśnienie i głupoty w głowie, a dzięki temu zyskamy bystrość umysłu, szał emocji i temat rozmów ze znajomymi. U mnie było gorąco;)

Moja ocena:

Data przeczytania: 2021-03-21
× 16 Polub, jeżeli recenzja Ci się spodobała!

Gdzie kupić

Księgarnie internetowe
Sprawdzam dostępność...
Ogłoszenia
Dodaj ogłoszenie
2 osoby szukają tej książki
Listy do Emilki
Listy do Emilki
Andrzej Głowacki
5.2/10

Książka początkowo opowiada historię zakochania, a następnie wyjaśnia, dlaczego jesteśmy tacy, a nie inni, czym jest miłość, nienawiść, pożądanie, wiara w Boga, śmierć. Główny bohater książki – dojr...

Komentarze
@Asamitt
@Asamitt · około 3 lata temu
Błędnie założyłam, że silne emocje wyzwala jedynie treść Listów, bo po kilkutygodniowej nieobecności na portalach czytelniczych, dopiero po dodaniu własnej recenzji zaczęłam czytać te, których tu wcześniej nie było. Ale to nie one przykuwają uwagę tak, jak komentarze pod nimi. Przede wszystkim komentarze dodawane przez Autora. Choćby ten, w którym poddaje się analizie kontakty między uczestnikami, kto komu, w którym momencie zaplusował opinie i sugerowanie, że to zaważyło na pojawianiu się kolejnych nieprzychylnych opiniach. To mnie aż przeraża, ale też daje wyobrażenie o tym, w co ludzie potrafią się z taką skrupulatnością angażować w strefie internetu.

To nie książka, ale podejście Autora najbardziej rozczarowuje:( Pierwszy raz spotykam się z tak agresywnym zachowaniem ze strony Pisarza, który posuwa się nawet do zastraszania czytelników wyrażających się o książce nie po Jego myśli.
× 13
@OutLet
@OutLet · około 3 lata temu
Brawo Ty.
× 4
@Rudolfina
@Rudolfina · około 3 lata temu
Widocznie nigdy nie skrytykowałaś Alka Rogozińskiego 😉
× 1
@listydoemilki
@listydoemilki · około 3 lata temu
Szanowna Pani,

Mogę zrozumieć Pana rozgoryczenie

W moim komentarzu nie ma żadnego rozgoryczenia. Są tylko sprostowania. Mam do tego takie same prawo jak Pani do wypowiadania się o mojej książce. Na tym właśnie polega wolność słowa.

Jeśli drąży Pan w naszych recenzjach/opiniach każde słowo, które odstaje od Pana wizji

Moją książkę tworzą listy. Opisują one prawdziwe wydarzenia. Książki tego rodzaju nazywamy literaturą faktu. Nie ma w nich za bardzo miejsca na czyjeś wizje. Oczywiście fakty mogą być dobrze lub źle interpretowane. Pani zacytowała pewne fragmenty listów, a ja inne. Tak właśnie wygląda rzeczowa dyskusja w oparciu o argumenty.

Pierwszy raz spotykam się z tak agresywnym zachowaniem ze strony Pisarza, który posuwa się nawet do zastraszania czytelników wyrażających się o książce nie po Jego myśli.

O jakim zastraszaniu Pani mówi? Zupełnie tego nie rozumiem.

To mnie aż przeraża, ale też daje wyobrażenie o tym, w co ludzie potrafią się z taką skrupulatnością angażować w strefie internetu.

A mnie przeraża złośliwość ludzi ukrywających się za pseudonimami. Nie mówię teraz o Pani, tylko o recenzjach, o których Pani wspomniała. Czy widziała Pani gdzieś recenzję filmu czy samochodu napisaną przez anonima? Czy jakieś poważne czasopismo publikuje takie rzeczy? To właśnie anonimowość powoduje, że ludzie nie czują się odpowiedzialni za swoje słowa i pozwalają sobie na znacznie więcej niż w realnym świecie. To anonimowość sprzyja złośliwości i agresji w internecie.

Pozdrawiam, Andrzej
@Asamitt
@Asamitt · około 3 lata temu
@Rudolfina nie ośmieliłabym się krytykować samego pisarza, bo go nie znam osobiście, zresztą tak samo jak i jego książek 😉
× 2
@Rudolfina
@Rudolfina · około 3 lata temu
@Asamitt, miałam na myśli, oczywiście, książki R. Po recenzji tak zostałam przez autora objechana, że można powiedzieć, że go poznałam osobiście i właściwie to jego, nie książkę powinnam skrytykować 😉
× 5
@Asamitt
@Asamitt · około 3 lata temu
Czyżby chodziło o zdanie odnośnie "Jak Cię zabić, kochanie?" Podobno pisze wszystko na tym samym poziomie i do znudzenia korzysta z amerykańskich wzorców. I w kontekście tego znajomy napisał gdzieś, żeby autor wziął się do pracy, a nie korzystał jedynie z cudzych pomysłów.
× 2
@Rudolfina
@Rudolfina · około 3 lata temu
@Asamitt, nie nabrałam ochoty do przeczytania innych książek autora, więc na temat całej twórczości nie mogę się wypowiadać 😉
× 1
@listydoemilki
@listydoemilki · około 3 lata temu
Szanowna Pani,

Zamieszczone w mojej książce listy są prawdziwe. Dlatego recenzje mojej książki podzieliłbym nie tylko na pozytywne i negatywne, ale przede wszystkim na dobrze bądź źle oddające rzeczywiste wydarzenia. Proszę się na mnie nie obrazić, że Pani recenzję zaliczam do tych ostatnich. Mnie jako autora książki, który zna jej każdy szczegół, w wielu recenzjach zaskakuje ogrom i siła ludzkich uprzedzeń. Przejawiają się one w nadinterpretacji pewnych faktów i nie dostrzeganiu innych, na postrzeganiu kobiet jako istot lepszych, za którymi trzeba się wstawiać, którym należy współczuć, i równoczesnym postrzeganiu starszego mężczyzny jako natrętnego, ohydnego dziada. Niestety silne uprzedzenia mają to do siebie, że nie ważne ile mądrych słów byśmy powiedzieli, poglądów osoby uprzedzonej i tak nie uda się zmienić.

Przecież pierwszy list Andrzej pisze, gdy już wie, że dziewczyna zamieszkała ze swoim chłopakiem, a mimo to chce ją sprowokować do kontaktu. Wciąż podkreśla, że niczego od niej nie chce, pragnie by była szczęśliwa, ale mimo to zakłóca jej spokój. A gdy listy nie skutkują odnajduje źródło swej fascynacji na facebooku, dzięki czemu ma nadzieję na szybszą reakcję z jej strony.

Czy nie wolno nam mówić, że kogoś lubimy bądź kochamy, jeśli osoba ta jest w związku? Czy możemy się zakochiwać tylko w osobach wolnych? Czy nastolatka zakochująca się w żonatym nauczycielu czy piosenkarzu popełnia grzech? A może wolno jej się zakochać, ale nie wolno jej tego wyznać?
Zakochanie jest rzeczą zupełnie normalną, niezależnie od tego czy zakochuje się stary, czy młody człowiek, i czy obiektem jego westchnień jest osoba realna, czy postać z filmu bądź książki. Skoro wszyscy się zakochujemy, nie widzę żadnego powodu, aby to ukrywać.
Wyznanie, że kogoś kochamy, nie jest równoznaczne z tym, że osobę tę chcemy wyrwać ze związku, poślubić czy namówić do seksu.
O tym wszystkim jest dokładnie powiedziane w mojej książce.

Bohater nigdy nie zakłócał spokoju Emilce i nigdy nie czekał na żadną reakcję z jej strony. Jako osoba zakochana odczuwał jedynie potrzebę myślenia, mówienia – nic ponadto.

Miłość jest piękna, gdy odwzajemniona

Trwała obustronna miłość jest zdecydowanie rzadsza od zakochania. Czy nieodwzajemnione zakochanie jest grzeszne, brzydkie? Dla mnie jest równie piękne jak miłość.

Uważam też, że w pewnym momencie oczekiwanie na odpowiedź staje się obsesyjne. […]
A przecież oczekiwałby również przeprosin ze strony jej chłopaka!

Tym mnie Pani rozbawiła. Skąd Pani to wzięła? Bohater nigdy od nikogo nie oczekiwał odpowiedzi.
„Przez dwa lata byłem święcie przekonany, że ja, Pani i Pani córki jesteśmy dobrymi znajomymi. W ostatnich miesiącach czuję się jednak jak natręt. Moje intencje zawsze były uczciwe i jeżeli dla Emilki tak będzie lepiej, mogę – bez żadnego żalu – usunąć swoje konto tutaj.
Nie musi mi Pani nic tłumaczyć i proszę przemilczeć tę wiadomość, jeśli tak będzie Pani wygodniej. Przepraszam, że znowu zawracałem Pani głowę :)”.

a nawet wpisy pod zdjęciami. Tego jest za dużo. Czy w żadnym momencie bohater nie zdawał sobie sprawy, że posuwa się za daleko? Nie poczuł, że może się wydać śmieszny?

Skoro mama Emilki dodała bohatera do swoich znajomych, to co złego jest w tym, że umieścił on sympatyczne wpisy na jej profilu?

by nie prowokować do dalszego narzucania się mężczyzny
Bohater nigdy nikomu się nie narzucał. Przez dwa lata był zachęcany do zaprzyjaźnienia i spoufalenia. Gdy tylko zorientował się, że jest traktowany inaczej, nigdy więcej nie przyszedł do kobiet na zakupy.

Żałuję, że nie dane jest czytelnikowi poznać pełnych odpowiedzi, jakie kierowane były do Andrzeja przez Emilię oraz jej matkę, a jedynie styka się z pewnymi nakreśleniami, które w swych odpowiedziach przywołuje mężczyzna.

Publikowanie listów bez odpowiedzi jest czymś powszechnym z tej prostej przyczyny, że odpowiedzi często znajdowały się w innej części kraju czy świata i się nie zachowały. Zresztą listy publikowane z odpowiedziami wydawane są nie jako listy, lecz jako korespondencja.
W przypadku mojej książki odpowiedzi praktycznie nie było. Jest wyraźnie powiedziane, że mama Emilki nigdy nie napisała do bohatera ani jednego słowa.

Osobiście nie wyobrażam sobie dobrego handlowca bez umiejętności nawiązywania spontanicznego, przyjaznego kontaktu z klientem.

Uprzejmość mamy Emilki nie była spowodowana chęcią zysku.
„To znaczy nie byłem pewien, czy chciała, abym zaprzyjaźnił się z Panią, czy z nią. Tak czy inaczej, chciała, żebym był jej stałym klientem. To dało się zauważyć, na samym początku zaś jednoznacznie dała mi to do zrozumienia. A przecież ze względu na upusty i różne gratisy, które otrzymywałem, moje zakupy przynosiły jej raczej symboliczny dochód, jeżeli w ogóle jakikolwiek”.

Jeszcze bardziej zaskakujący jest dla mnie sposób opisujący stosunek do młodych ludzi, dzieci oraz zwierząt. Słowa kierowane w odniesieniu do swojej byłej dziewczyny: "Kochała mnie czule, jak dziewczynka kocha swojego pieska."

W tym miejscu przytoczę słowa byłej dziewczyny bohatera, której bardzo spodobał się zarówno opis jej związku z nim, jak i cała książka. Po przeczytaniu kilku niepochlebnych recenzji powiedziała: „Ja Ciebie znam i wiem, że Twoje działania zawsze są podyktowane sercem i chęcią pomocy – wręcz do skrajności. Mogłabym tak zeznać w sądzie – he he. Bądź sobą i nie zmieniaj się dla nikogo”.

Andrzej bardziej zakochuje się w niewinności, młodości, świeżości niż w samym człowieku, który posiada również wady.

Sugeruje Pani, że bohater jest człowiekiem niedojrzałym, niezdającym sobie sprawy, że wszyscy ludzie mają wady. Bohater zakochał się w dziewczynie, którą widywał przez dwa lata, trzy razy w tygodniu.
„a choćby z racji różnicy wieku – niezależnie od tego, czy Pani zachowanie mi się podoba, czy nie – nie mogę się na Panią obrażać”.

Narzucanie swoich opinii, sposobu bycia i realizowania zamierzeń innym nie może skończyć się dobrze.

Czy napisanie listu czy książki uważa Pani za narzucanie swoich opinii?

Pierwsza część mojej książki opisuje prawdziwe wydarzenia, a druga ukazuje wynikające z nich przemyślenia. Mówi ona o uprzedzeniach, o przemianie sympatii w nienawiść, o wpływie dorosłych na młode pokolenia. Osobą, wokół której prowadzone jest wiele rozważań, jest mama dziewczyny. Wpierw przymilała się, zachęcała bohatera do zbliżenia, a potem, gdy okazało się, że adresatką jego sympatii jest córka, uczyniła z bohatera przestępcę, zboczeńca…

Pozdrawiam, Andrzej
@Asamitt
@Asamitt · około 3 lata temu
Drogi Autorze,

Mogę zrozumieć Pana rozgoryczenie, bo zawarte w Listach wynurzenia są osobistymi kadrami z życia, a czytelnicy rozbijają je na kawałki, szatkują niemiłosiernie i jeszcze mają odwagę napisać swoje zdecydowane zdanie na temat odbioru. Ale proszę powiedzieć, jak sobie Pan wyobrażał odniesienia czytelników do swoich wspomnień? Jeśli oddajemy pod ocenę innym nasze intymne odczucia, to tak naprawdę odzieramy się ze wszystkiego, co najcenniejsze i stajemy nago. Trzeba mieć odwagę? Pewnie tak, ale myślę, ze to nie ona ostatecznie sprowokowała Pana do napisania, a przede wszystkim oddania w ręce publiczności tego typu książki.
Jeśli drąży Pan w naszych recenzjach/opiniach każde słowo, które odstaje od Pana wizji, naprowadza, jak powinno się odbierać każdy niuans Listów, to nie rozumie Pan czym jest wyrażanie zadania przez czytelnika po lekturze. To nie mają być zajęcia z literatury klasycznej, gdzie to nauczyciel narzuca nam jedyny słuszny kierunek interpretacji dzieła.
A jeśli przypisuje Pan mojej opinii uprzedzenia, to powiem tylko, że ja niczym takim się nie kierowałam, ani podczas czytania, ani podczas pisania recenzji. Nie widzę też niczego grzesznego w zachowaniu bohatera, co jednak Pan kilkukrotnie zaznacza w swoim komentarzu. Czy to oznacza, że teraz ja powinnam przypuścić na Pana atak, bo oskarża mnie Pan o coś, co nie miało racji bytu? Nie życzę sobie nadinterpretacji mojej subiektywnej opinii z Pana strony, bo to prowadzi jedynie do zniekształcenia tego, co wyraziłam wprost i dalszej gry w poszukiwaniu podtekstów.
× 11
Listy do Emilki
Listy do Emilki
Andrzej Głowacki
5.2/10
Książka początkowo opowiada historię zakochania, a następnie wyjaśnia, dlaczego jesteśmy tacy, a nie inni, czym jest miłość, nienawiść, pożądanie, wiara w Boga, śmierć. Główny bohater książki – dojr...

Gdzie kupić

Księgarnie internetowe
Sprawdzam dostępność...
Ogłoszenia
Dodaj ogłoszenie
2 osoby szukają tej książki

Zobacz inne recenzje

Oto historia uczucia (no, jakieś uczucie to było) dojrzałego mężczyzny do dwudziestoletniej dziewczyny – on jest od niej trzykrotnie starszy. Gdyby tylko tak było, zabrzmiałoby to może nawet intryguj...

@OutLet @OutLet

Każdy z nas kiedyś szukał pracy. Każdy z nas to przerabiał - setki wysłanych CV i cisza w eterze. Dotarło? Nie dotarło? Mija tydzień, miesiąc, kwartał. Odpowiedzi żadnej, więc chyba nici z tego piękn...

@Chassefierre @Chassefierre

Pozostałe recenzje @Asamitt

Śmiertelni nieśmiertelni
Depresja ustępuje wraz z prawidłową diagnozą

"Śmiertelni nieśmiertelni" to wyjątkowa pozycja zarówno pod kątem ujęcia tematu przewodniego jakim jest choroba nowotworowa, a też z uwagi na konstrukcję. Formalnie przy...

Recenzja książki Śmiertelni nieśmiertelni
Jedna jedyna
Wszyscy mają coś do ukrycia

"Jedna jedyna" stanowi dla mnie start w cykl z komisarzem Williamem Wistingiem. Ani nie był wydawany w Polsce w kolejności ani teraz - mimo istniejących na tę chwilę moż...

Recenzja książki Jedna jedyna

Nowe recenzje

KOTomyśli
Złote myśli o kotach
@beatazet:

"KOTomyśli" Andrzeja Kwaśniewskiego to zaskakująca i pełna uroku książka, która zaprasza czytelnika do świata refleksji...

Recenzja książki KOTomyśli
Do ostatniego słowa
Do ostatniego słowa
@rudaczyta2022:

🔥🔥🔥RECENZJA 🔥🔥🔥 Dzień dobry😊 Zapraszam Was dzisiaj na recenzję książki @tamaraistone pt. ,,Do ostatniego słowa". Książ...

Recenzja książki Do ostatniego słowa
Polana
Polana
@gdzie_ja_ta...:

"Znów był tym zagubionym, przytłoczonym brutalną rzeczywistością nastolatkiem, który pragnął tylko świętego spokoju." ...

Recenzja książki Polana
© 2007 - 2024 nakanapie.pl