Recenzja książki Marcowe fiołki

recenzja

@Loli14@Loli14 · 2013-02-22
Sięgnęłam po tą powieść ze względu na okładkę, która jest przecudowna. Może nie ma w niej nic takiego fascynującego, ale mnie urzekła. Później zwróciłam uwagę na napis pod tytułem i od razu postanowiłam ją wypożyczyć. Tak zakończyło się moje wyjście do biblioteki. Oczywiście nie była to jedyna wypożyczona pozycja, ale o nich kiedy indziej.

Bernhard Gunther jest detektywem, potocznie zwanym łapsem. Pewien dobrze ustawiony mężczyzna zleca mu odnalezienie diamentów, które zostały skradzione z mieszkania jego córki i zięcia, którzy zaś zginęli w pożarze. A przynajmniej tak się wszystkim wydaje, chociaż w głębi duszy mało kto wierzy, iż był to zwykły pożar. Jak się potem okazuje, ofiary zostały zastrzelone. Potem jednak okazuje się coś jeszcze dziwniejszego, o czym nawet ja, dziewczyna, która chciała zostać detektywem, nie pomyślała.

Teoretycznie rzecz biorąc, pomysł na fabułę ciekawy. Ale tylko ciekawy, ponieważ nie było w nim nic fascynującego, mimo że książkę wprost pochłonęłam; nie mogłam oderwać się od niej ani na chwilę. Jednak czy wynikało to tylko z tego, aby mieć ją już za sobą, czy z samej chęci? Chyba wybieram ten pierwszy wariant. Powieść napisana jest naprawdę dobrze, co do tego nie mam zastrzeżeń. Autor nie pohamowuje się przed wulgaryzmami, których nie sadzi dookoła, a tylko wtedy, gdy wymaga tego sytuacja. Dialogi też nie nudzą, co jest dużym plusem. Jednak ta fabuła... Czegoś brakuje w tym wszystkim. Na pewno większych przemyśleń głównego bohatera, co do tego nie mam wątpliwości. Jednak jest coś jeszcze, czego nie potrafię odnaleźć. Czuję po prostu niedosyt i tak już chyba zostanie.

Jeśli chodzi o Bernharda - postać interesująca, aczkolwiek niedopracowana. Niektóre rzeczy robi za szybko, zbyt pochopnie, no i który facet po kilku dniach znajomości z kobietą chce wyznawać jej miłość? Ja rozumiem, że różni ludzie są, ale bez przesady. To mi się właśnie nie spodobało - mężczyzna prawie nie znał Inge, a tu coś takiego. Mały minus ma ode mnie Gunther. Sama postać Inge również jakoś nie przypadła mi do gusta, aczkolwiek zaciekawiło mnie to, co się z nią dalej stało... Oczywiście można się domyślać i zapewne wszyscy wiedzą, co jest najbardziej prawdopodobne.

"(...) Teraz jednak każdy powinien pan skorzystać z okazji i przeczytać je, choćby tylko dlatego, że zostały zabronione."


Umieszczenie akcji w realiach III Rzeszy to był bardzo dobry pomysł. Czytając tą książkę, mamy okazję dowiedzieć się, jak żyło się w tych czasach. Oczywiście autor urodził się 11 lat po skończeniu wojny i nie mógł być świadkiem tych wydarzeń, jednak wydaje mi się, że odzwierciedlenie ich w tej powieści jest naprawdę dobre, a my dzięki temu możemy się dowiedzieć więcej niż z podręczników historii, do których mało kto zagląda.

Czytając "Marcowe fiołki" nie można być obojętnym na to, jak traktowano ludzi. A raczej można rzecz, że ich w ogóle nie traktowano. Wiele osób "zaginęło", a ich ciała odnajdywano po jakimś czasie w jakiejś rzece, często bez możliwości identyfikacji. Tak samo były z tymi, które leżały już w kostnicy - tożsamość nieznana, albo zatajona. Bo czemu robić sobie jakiś problem ze śmierci człowieka, jak można po prostu wpisać coś innego w jednym czy drugim dokumencie? Masowe mordy, wysiedlenia, strach, łapanki, okrutne tortury - kto o tym nie słyszał? Już nawet w lekturze gimnazjalnej "Kamienie na szaniec" była o tym mowa. Jednak mimo że znamy tą historię to i tak nie zdajemy sobie do końca sprawy z tego, co się wtedy działo. Przecież to było tyle lat temu, Hitler nie żyje, mamy spokój, po co rozpamiętywać? Ja również nie przywiązuję do tego aż tak dużej wagi - było, minęło. Jednakże nie zapominam, że coś takiego miało miejsce i czasami lubię poczytać o II wojnie światowej. Nie jestem wielce zbulwersowana, że coś takiego miało miejsce, ale jestem zadziwiona. Tak, to chyba dobre słowo. Ludzie wtedy praktycznie nie mieli życia; ukrywali się w więzieniach, aby nie popaść w gorsze tarapaty. I jaki to ma sens? Nie ma żadnego.

"- Gdzie ukryłbyś krople deszczu? - Zrobiłem głupią minę, a on wyjaśnił: - W jeziorku nad wodospadem. Tak mówi chińska filozofia. No co, znalazłbyś taką kroplę?"

Jeśli chcecie poznać trochę tej historii, a jednocześnie przeczytać kryminał - ta książka jest odpowiednia. Nie twierdzę, że jest to kryminał pierwszej klasy, do takiego dużo mu brakuje, jednakże tragiczny też nie jest; przeczytać można.
Książka Marcowe fiołki
2 wydania
Marcowe fiołki
Philip Kerr
{}8.2/10
"Marcowe fiołki" to powieść otwierająca serię czarnych kryminałów o Bernim Guntherze, ukazujących czytelnikowi niezwykły obraz III Rzeszy, zarówno u narodzin jej potęgi, jak i po jej upadku. Berlin, 1...
Komentarze

Pozostałe recenzje @Loli14

Książka Przestrzeń samotności — Konrad Gonera

Cześć. Jestem Harry. Harry Ambrose. Mam dwadzieścia trzy lata i jestem studentem literatury. Mieszkam sam w dużym domu, ...

Książka Oko Kanaloa: Szyfr Wtajemniczenia

"Przyjaciel to osoba, która nawet w najgorszej sytuacji powie, że wszystko jest możliwe." Każdy z nas ma przyjaciół, k...

Nowe recenzje

Książka Teściowe muszą zniknąć

Dzisiaj będzie na wesoło, a to za sprawą znanego i lubianego Alka Rogozińskiego, który bez wytchnienia tworzy wyśmienit...

Książka Bliżej niż myślisz

Zaintrygowana i mega zainteresowana kolejną pozycją, która na Instagramie była dosłownie wszędzie - a mówię tu o książc...

Książka Operator 112. Relacja z centrum ratowania życia

Gdy dostrzegłam tą pozycję sierdziłam, że muszę ją przeczytać, ponieważ osobiście uwielbiam reportaże o lekarzach, a nu...

{}