Recenzja książki Siedem wykładów z psychologii sztuki

W jaki sposób zapełniasz swoją „pustkę poznawczą”?

Autor: @jatymyoni ·3 minuty
2021-02-21 4 komentarze 23 Polubienia
Dzięki @LetMeRead przełamałam swoją niechęć czytelniczą i mogłam zapełnić swoją „pustkę poznawczą”. Wprowadzone przez autora pojęcie „pustki poznawczej” przemówiło do mojej wyobraźni. Interesowało mnie od dawna, dlaczego i w jaki sposób potrafię odnaleźć cząstkę siebie w jakimś dziele sztuki, że jakbym dzięki jakiemuś dziełu mogła prowadzić dialog z samą sobą. Książka jest napisana w formie systematycznej pracy naukowej, ale jej język pozwala na swobodne i przyjemne zapoznanie się z tym dziełem, a także na własne refleksje. Autor na wstępie określa, czym jest poznanie naukowe i artystyczna, czym się różnią, ale też jak się uzupełniają. Z psychologicznego punktu widzenia najbardziej interesujący jest moment kontaktu ze sztuką. Tłumaczy psychologizm, który pozwala „objąć” naszym życiem wewnętrznym obiekt zewnętrzny, uczynić go bliskim, osobistym, odnaleźć w niej cząstkę siebie. Pragnie dociec interakcji między twórcą, jego dziełem, a odbiorcą dzieła sztuki. Omawia to na podstawie malarstwa, muzyki i literatury. Przedstawia z jednej strony twórców, ich determinizm w tworzeniu i przekazaniu nam części siebie, przełożeniu siebie na język sztuki. Jak w jakiś minimalny sposób potrafię pojąć malarstwo, czy literaturę, tak przełożenie świata na świat uporządkowanych dźwięków, czyli muzyki, jest mi zupełnie obcy. Dla mnie „szarego zjadacza chleba” bardziej interesująca jest interakcja między dziełem sztuki a odbiorcą. W oddziaływaniu literatury skupia się na poezji, gdyż ona zostawia nam jakby więcej miejsca dla własnych odczuć, wypełniania własnymi przeżyciami w odróżnieniu od prozy. Każdy z tych kierunków sztuki inaczej oddziałuje na nas i różną nam zostawia przestrzeń na odpowiedź. Największą przestrzeń zostawia nam muzyka. Autor porównuje muzykę do zbioru zagadek i problemów, dzięki którym uczymy się rozwiązywać problemy i zagadki w życiu codziennym.

Profesor dr hab. Stanisław Kowalik przez lata zajmował się osobami niepełnosprawnymi i ostatni rozdział poświęcił wykorzystaniu w sztuki w leczeniu i adaptacji ludzi chorych. „Sztuka pełni też funkcję buforową między postępem cywilizacji, a kształtowaniem się osobowości ludzi (nie tylko dzieci, ale też młodzież i dorośli). Ułatwia likwidowanie napięć psychicznych wynikających ze zderzenia się procesów industrializacji z indywidualnymi ideałami życiowymi.” Omawia jak ważne w rozwoju psychiki i osobowości ma kontakt ze sztuką od najmłodszych lat. Mnie zainteresował fragment dotyczący psychodramy i jej oddziaływania na uczestników.

Nie zgadzam się, że tylko kontakt z oryginałami dzieł malarskich, czy z muzyką na salach koncertowych pozwala nam odczuć ich wpływ na nas, pochłonąć nas. Uważa, że kontakt jak nazywa z surogatami, czyli zdjęciami obrazów, nagraniami muzyki nie mogą na nas oddziaływać. Byłoby to doświadczenie dostępne tylko dla wąskiego grona ludzi. Na pewno łatwiej tego doświadczyć w galerii lub na Sali koncertowej. Natomiast z własnego doświadczenia wiem, że nie dane mi było zobaczyć bezpośrednio niektórych obrazów czy usłyszeć niektórych utworów na sali koncertowej, a jednak wpłynęły w jakiś sposób na mnie, odnalazłam w nich cząstkę siebie. Natomiast zgadzam się, że im więcej obcujemy z różnymi rodzajami sztuki, tym bardziej poszerza się nas horyzont i tym łatwiej wchodzimy z nią w bezpośredni kontakt, można powiedzieć, że uczymy się języka sztuki.
Ciekawa jest jego opinia na temat sztuki współczesnej. Z punktu widzenia psychologii jej wartość ulega zmniejszeniu, nie proponuje niczego, aby wypełnić pustkę poznawczą. „Zajmując się analizą wpływu kultury globalnej na ludzki umysł, stwierdziłem, że współczesna sztuka sprawia, iż ludzie w coraz większym stopniu podlegają procesowi infantylizacji psychicznej.”

„Sztuka jest im potrzebna, aby czerpać z niej przyjemność tu i teraz, ma wypełnić nam teraźniejszość, ułatwić niemyślenie o trudnych problemach życiowych, dostarczyć zabawy w czasie wolnym, pomagać w roztopieniu się w tłumie innych ludzi mających podobne doświadczenie w oglądaniu takich samych seriali w telewizji, fascynujących się życiem (mniej śpiewem) kolejnych gwiazd piosenki rozrywkowej, czytających opisy kolejnych przygód detektywów w „pisanych na kolanie” powieściach kryminalnych. Chcąc za nią nadążać, jesteśmy zmuszeni coraz szybciej oglądać, słuchać i czytać, a potem szybko zapomnieć o tym, co przemknęło przez nas umysł. To jest istota infantylnego spotkania człowieka ze współczesną sztuką.”

A co Wy o tym myślicie?

Dla mnie była to fascynująca przygoda, dzięki której mogłam poznać odpowiedzi na niektóre nurtujące mnie pytania.

Moja ocena:

Data przeczytania: 2021-01-20

Gdzie kupić

Księgarnie internetowe
Sprawdzam dostępność...
Ogłoszenia
Dodaj ogłoszenie
2 osoby szukają tej książki
Siedem wykładów z psychologii sztuki
Siedem wykładów z psychologii sztuki
Stanisław Zbigniew Kowalik
8/10
Autor Siedmiu wykładów z psychologii sztuki nawiązuje do nurtu rzadkich prac dociekających istoty interakcji między twórcą a odbiorcą dzieła sztuki. W swojej pracy traktuje sztukę jako rezultat poz...
Komentarze
@Aleks-a
@Aleks-a · ponad rok temu
Nie sposób nie przytaknąć Panu profesorowi gdy pisze o sztuce współczesnej. Kiedyś sztukę tworzyły jednostki wybitne lub uzdolnione - przez co przemawiała i broniła się sama, dzisiaj sztukę może "robić" każdy - połowa sukcesu to marketing i sztucznie wykreowana moda.
× 3
@LetMeRead
@LetMeRead · ponad rok temu
A ile prawdziwej sztuki ginie przez to...
× 2
@Aleks-a
@Aleks-a · ponad rok temu
Nie dość, że ginie - nie może się przebić, zaistnieć w zalewie zwykłego szamba.
× 2
@jatymyoni
@jatymyoni · ponad rok temu
Ja mam pewną trudność co Pan Profesor rozumie przez sztukę współczesną. Jak kiesyś czytałam, chyba w "Co to jest muzyka", muzyka klasyczna, współczesna skończyła się chyba w latach 70. Na początku miałam z nią duży problem, ale z miarę słuchania "przemówiła" do mnie. Miałam znajomego, który nauczył mnie słuchać jej. To samo mogę powiedzieć o malarstwie i rzeźbie współczesnej. Czasami obrazy przez swoją niejednoznaczność zostawiają więcej miejsca dla odbiorcy. Ważne dla mnie było zdanie Profesora, że im więcej mamy kontaktu ze sztuką, tym bardziej wzrasta nasza wrażliwość na sztukę, a szczególnie jest to ważne w wychowaniu.
Jeżeli Jednak Pan Profesor pisząc o sztuce współczesnej, pisze o tak zwanej sztuce masowej, to całkowicie z nim się zgadzam.
Muszę gdzieś poszukać o psychodramie, gdyż jej oddziaływanie jest niesamowite.
× 4
@oliwa
@oliwa · ponad rok temu
Myślę, że nie mamy co narzekać na czasy, w których żyjemy. Nigdy dostęp do wielkich dzieł nie był taki szeroki jak teraz (internet, albumy, muzea, jeśli chodzi o muzykę podobnie - koncerty, płyty, internet). Gdybym urodziła się sto lat temu w swojej rodzinie, mogłabym podziwiać jedynie malunki w kościele albo twórczość malarzy sprzedających obrazy na targu. Podaż "dzieł" sztuki jest większa niż kiedyś, ale czas jak zawsze pomaga je przesiać. Kiedyś też nie każdy malarz był mistrzem na miarę da Vinci, a ilu było niedocenionych van Goghów.
× 2
@LetMeRead
@LetMeRead · ponad rok temu
No nie wiem. Wydaje mi się, że pojęcie sztuki było kiedyś bardziej precyzyjne i nie mieściło w sobie tyle, co teraz. Nie było nadużywane. Ale może się mylę.
Jeśli chodzi o dostęp do dzieł sztuki - tak, zgadzam się.
× 2
@oliwa
@oliwa · ponad rok temu
To stawia pytanie, kto definiuje prawomocnie, co jest sztuką i co jest wartościowe - kiedyś i teraz. Jeśli twórca nie miał światłego mecenasa albo właściwej publiczności za swego życia, to pozostawał nierozpoznany i popadał w zapomnienie - jeśli z kolei miał szczęście, to trafiał w końcu jak Bach na swojego Mendelssohna.

× 1
@Aleks-a
@Aleks-a · ponad rok temu
@oliwa, oczywiście zgadzam się z Tobą w kwestii dostępu do sztuki, ale - moim zdaniem, żadna technologia nie zastąpi bezpośredniego kontaktu z dziełem sztuki. Kiedyś, owszem, nie każdy był Leonardem, ale należał do cechu lub terminował w pracowniach najlepszych, liczył się i talent i warsztat. Dzisiaj można nie umieć narysować konia z kopytami, a nazywać nowym Picassem.
× 2
@oliwa
@oliwa · ponad rok temu
A propos krytyki tzw. dzisiejszych czasów widziałam kiedyś dobry dokument na TVP Kultura, niestety nie pamiętam tytułu. Koncentrował się na krytyce rynku sztuki - tzn. tego, że współczesne dzieła sztuki służą bogaczom do "parkowania" pieniędzy, są lokatą kapitału, oni oczywiście się na tym nie znają, mogą co najwyżej uchodzić za znawców, ale nie powiedzą nic ciekawego na temat dzieł, w które ładują grube miliony. Zależy im tylko na tym, żeby były słynne i żeby cena rosła. Jak dzieła Warhola czy Hirsta. Ale pomniejsi będą kupować konia z kopytami, jak im ktoś powie, że będzie za chwilę warty tyle co Picasso;)
× 2
@jatymyoni
@jatymyoni · ponad rok temu
Jestem zachwyconą możliwością dostępu do dzieł sztuki, dlatego nie zgadzam się z Profesorem, że to są surogaty, nie warte uwagi.
Myślę, że od wieków dzieła sztuki służyły do lokaty kapitału i pokazaniu światu swojej pozycji społecznej i zależały od mody. Teraz odpadł drugi czynnik i często są zamykane w sejfach na równi ze sztabkami złota, chyba, że na wystawieniu można jeszcze więcej zarobić. Ciekawe jest, kto i w jaki sposób kształtuje mody na dane dzieła sztuki. Tamara Łępicka przez całe dziesięciolecia była zapomnianą artystką. Nagle okazało się, że parę gwiazd Hollywoodu posiada jej obrazy i ceny ich poszybowały w górę, nagle stała się modna.
@aleksiunka zgadzam się z Tobą, że żadna technologia nie zastąpi bezpośredniego kontaktu ze sztuką, tak jak nic nie zastąpi sali koncertowej, ale nie zawsze mamy taką możliwość. Dzięki nowym technologiom możemy więcej zobaczyć i usłyszeć.
Szczególnie to widać przy balecie. Wiemy, że Niżyński był genialnym tancerzem i choreografem, ale sami się o tym nie przekonamy. Teraz dzięki filmom możemy się sami przekonać jak tańczyła i jakim choreografem była na przykład „Pina” Bausch, która zmarła 12 lat temu.
× 3
@LetMeRead
@LetMeRead · ponad rok temu
Przeczytałam bardzo uważnie Twoją recenzję, jest tak samo interesująca jak książka. Cieszę się, że mogłam Ci ją podarować, trafiła we właściwe ręce. :)
× 2
@jatymyoni
@jatymyoni · ponad rok temu
Dziękuję, musiało minąć trochę czasu, aby ją przetrawić i coś napisać. Ja miałam jeszcze jedną refleksję: "Powiedz jakie obrazy do Ciebie "przemówiły", a powiem Ci kim jesteś.". Omawiany przez Profesora obraz, dla mnie był zbyt spokojny, sielankowy. Mną najbardziej wstrząsną "Krzyk" Muncha, którego nigdy nie oglądałam w oryginale, a który ileś razy kopiowałam. Kiedyś chodziłam do pracowni, że na pewno nic nie potrafię namalować. Usłyszałam, że każdy ma jakiś obraz do namalowania. Wiem co to wizję obrazu, ale kompletnie brak mi techniki i odwagi.
× 4
@Carmel-by-the-Sea
@Carmel-by-the-Sea · ponad rok temu
Bardzo ciekawa recenzja.

Również nie zgadzam się z autorem, że kontakt z ‘nie-oryginałem’ to coś niepełnego. Moje doświadczenie obcowanie ze sztuką jest wyłącznie interakcją laika. Ale nie widzę szans na udowodnienie, że czymś pełniejszym jest stanie przed obrazem w muzeum, niż dobra reprodukcja (tak analitycznie). Co gorsza, czasem wysublimowanie eksperckie sugeruje, że bez znajomości kontekstu (warsztatu autora, na kim się wzorował, a nawet co jadł w trakcie) przeżywanie sztuki nie może być pełne. Sztuka to nie matematyka, gdzie prosto można wykazać stopień profesjonalizmu (dzieła/twórcy/odbiorcy). Jakiś czas temu czytałem „Instynkt sztuki” Duttona, który opisuje cienką granicę między snobizmem a znawstwem.

Z innej strony. Kiedyś telewizja polska (eony przed Kurskim) przypominała świetne wykłady, połączone z występem filharmoników, Leonarda Bernsteina (polecam na YT). Rozkładając na czynniki pierwsze dzieła mistrzów pokazywał ich źródła. Taki Beethoven z ponadczasowymi symfoniami wprost wzorował się na ludowych rytmach, itd. Nie chodzi o to, by szukać inspiracji na Warszawską Jesień w ‘majteczkach w kropeczki’, ale by dostrzec pewną prawidłowość – wielkie rzeczy często mają wstydliwe (dla snobów) początki.

Wracając do Duttona i nieubłaganej biologiczności naszych potrzeb sztuki, warto chyba pamiętać, że jej ‘użytkowość’ nie jest surogatem ale jednym z celów (dalece niejedynym). Doceniam pewien namysł przechodnia nad pracami Banksego, ale są one z reguły dość popularnym komentarzem do rzeczywistości, jakich dużo w sieci (jeśli się poszuka). Nie ma w tym nic wybitnego, a już doszukiwanie się głębi geniuszu – to przesada. Sztuka ma poruszyć, więc dobry sprzęt muzyczny w domu używany CODZIENNIE może być lepszy niż wizyta w filharmonii RAZ DO ROKU, bo buduje relacje ze sztuką permanentnie, a nie ‘od święta’ (choć słuchanie ‘na żywo’ jest wspaniałym przeżyciem i warto je ponawiać). Ponieważ niemal nikt nie ma słuchu absolutnego, to kable nie muszą być ze złota, by fizyczne doznanie było wartościowe. Nasza percepcja bodźców jest bardzo ograniczona. Raczej chodzi właśnie o zbudowanie kontekstu, lawiny wrażeń, a czasem może nawet o namysł nad sobą. To wszystko można osiągnąć i w Luwrze i we własnym salonie z katalogiem reprodukcji na kolanach.

× 1
@jatymyoni
@jatymyoni · ponad rok temu
Ja jestem też laikiem. Zgadzam się z Tobą, że kontakt z oryginałem jest najwspanialszy. Często nie jesteśmy sobie wyobrazić wielkości obrazu. Pamiętam moją pierwszą reakcję na jeden z moich ulubionych obrazów Klimta "Muzyka": "Taki mały". Niestety jak się nie ma co się lubi, to się lubi to co ma.
Parę razy oglądałam wykłady Leonarda Bernsteina i są świetne. Przed wiekami telewizja polska też nagrała cykl programów o muzyce prowadzony przez dyrygenta.
Zgadzam się, że lepiej słuchać muzyki często, niż od czasu do czasu w filharmonii, gdzie często są grane utwory najbardziej znane i lubiane. Kiedyś zostałam sprowadzona na ziemię w dyskusji o sprzęcie odtwarzającym muzykę. Moja córka miała przyjaciela, studenta kompozycji i teorii muzyki ze słuchem absolutnym. Jednym z jego ćwiczeń odtwarzanie zapisu nutowego ze słyszanego utworu. Robił to słuchając na małym radio- odtwarzaczu, a nie na super sprzęcie. Tak naprawdę to bardziej nasz snobizm i wiara w reklamy.
Ja mogę powiedzieć o sobie, dzięki obcowaniu ze sztuką, a później też robieniu własnych zdjęć zmienił mi się sposób widzenia świata. To na co zwraca uwagę Pan Profesor. Widzenie naukowe, to widzenie globalne, widzenie artystyczne to dostrzeganie szczegółów. Każdy więc kontakt ze sztuką jest cenny.
× 1
@Renax
@Renax · ponad rok temu
ludzie w coraz większym stopniu podlegają procesowi infantylizacji psychicznej.”
To bardzo ciekawe....
× 1
@jatymyoni
@jatymyoni · ponad rok temu
Niestety, według mnie to prawda i powód coraz większej ilości załamań psychicznych.
@Renax
@Renax · ponad rok temu
Wierzę.. Poczytałabym o tym. Może i mnie to dopadło.
Siedem wykładów z psychologii sztuki
Siedem wykładów z psychologii sztuki
Stanisław Zbigniew Kowalik
8/10
Autor Siedmiu wykładów z psychologii sztuki nawiązuje do nurtu rzadkich prac dociekających istoty interakcji między twórcą a odbiorcą dzieła sztuki. W swojej pracy traktuje sztukę jako rezultat poz...

Gdzie kupić

Księgarnie internetowe
Sprawdzam dostępność...
Ogłoszenia
Dodaj ogłoszenie
2 osoby szukają tej książki

Zobacz inne recenzje

Będąc naukowcem, nie można powiedzieć, że coś jest nie możliwe, jeśli wcześniej, nie spróbowano tego wykonać. Zanim zabrałam się za czytanie 7 wykładów z psychologii sztuki przepatrzyłam Internet...

@migaczynka @migaczynka

Trzeba przyznać, że Autor podszedł do pracy nad swymi wykładami bardzo profesjonalnie. Przejrzysta kompozycja, mnóstwo źródeł naukowych, dokładne wyjaśnienie stawianych tez... wszystko to sprawia, że...

@luizko @luizko

Pozostałe recenzje @jatymyoni

Dwudziesta trzecia
Thriller tylko z nazwy.

Od czasu do czasu sięgam po nieznanych mnie polskich autorów kryminałów. Niestety tym razem zawiodłam się, już dawno nie słuchałam czegoś tak nudnego. Zaczyna się jak u ...

Recenzja książki Dwudziesta trzecia
Śledztwo
Kiedy jest więcej pytań niż odpowiedzi.

”Śledztwo”, napisane przez Lema w 1959 roku, wydaje się klasycznym kryminałem w stylu angielskim, ale tylko się wydaje. Akcja powieści toczy się w Londynie i okolicach w...

Recenzja książki Śledztwo

Nowe recenzje

Moje serce, mój wróg
"Dlaczego zawsze to ja miałam się zmienić?"
@flatreads:

Czasem tak jest. Ktoś z zewnątrz wtargnął na twój teren. A w krótkim czasie ta sama osoba wtargnie również do twojego u...

Recenzja książki Moje serce, mój wróg
Postrach
To nie był film
@gala26:

„Ach, chciałbym sobie postrzelać, wiesz, do dziewczyn na ulicy, w biały dzień, teraz. Nie do zwykłych dziewczyn, ale d...

Recenzja książki Postrach
Szkoła żon
Szkoła... żon to także szkoła.
@maciejek7:

"Szkołę żon" autorstwa mistrza Moliera czytałam dawno, w prehistorycznych czasach liceum..., pamiętałam, że to chyba na...

Recenzja książki Szkoła żon
O nas Kontakt Pomoc
Polityka prywatności Regulamin
© 2022 nakanapie.pl