Recenzja książki Nie zabija się czarnego kota

klątwa kotka

@Aga25 @Aga25 · 2014-04-02
Otrzymując spadek po babce Piotr nie spodziewa się,że przysporzy on mu więcej kłopotów co radości, a wszystko zacznie się od czarnego kota. Dokładnie od jego śmierci. Mężczyzna nie zrobił tego celowo, stwierdził,że nie zdąży ocalić mu życia i po prostu go potrącił. Tym oto sposobem naraził się na klątwę kotka, czarnego w dodatku. Już pierwszej nocy ten niepozorny futrzak uzmysłowi mu,że od tej pory jego życie ulegnie zmianie. Na początek wizyta u adwokata, jakby się wydawać mogło zwykła formalność, jednak babcia miała swoje plany wobec chałupki i okolicznej działki. Plany, które Piotrowi nie przypadły do gustu, wręcz przeciwnie wydawały niedorzeczne. Co zrobić prawo jest prawem, chcąc nie chcąc trzeba pojechać obejrzeć nowy nabytek, to znaczy nie taki nowy. Chatka babki z biegiem lat troszkę podupadła. Jako wnuk nie za bardzo wykazywał się zainteresowaniem względem staruszki. Nie miał pojęcia jak dom się postarzał. Na miejscu okazuje się,że wygląda gorzej niż sobie wyobrażał. W dodatku ten plan zrobienia muzeum. Nie miał najmniejszego zamiaru doprowadzić do urzeczywistnienia marzeń kobiety... Okaże się,że nie tylko testament będzie przeciwko niemu, ale również pewna kobieta mieszkająca w sąsiedztwie.
Na domiar złego klątwa kota będzie dotykała go w najczulszych miejscach, spłonięcie tartaku, dzięki któremu doszedł naprawdę daleko, niespodziewanym pojawieniu się małej dziewczynki...

Bernadetta przyjechała do Gałkowa ponieważ jej synek lepiej się czuł oddychając świeżym powietrzem. Jego i tak już nadszarpnięte zdrowie wymagało odpowiedniej opieki, tutaj miał wszystko czego było potrzeba. Matka sama potrafiła rehabilitować synka. Zanim jej mąż umarł wiedli szczęśliwe życie, później oparciem i przyjaciółką stała się Zofia Tylewska. Traktowała ją jako najbliższą osobę, w pełni popierała pomysł staruszki w utworzeniu skansenu, jednak czy jej wnuk nie będzie miał nic przeciwko? Z opowieści słyszała,że ten nie interesował się babcią, zresztą odkąd zamieszkała w tej urokliwej wiosce nie widziała ani razu odwiedzającego babkę wnuka. Benia nie mogła pojąć jak dobrowolnie Piotr odciął się od tak wspaniałej kobiety. Oczywiście żyła w dobrych relacjach z innymi sąsiadami, wiedziała,że zawsze może na nich liczyć w razie potrzeby. Jednak to Zofia była dla niej przyjacielem, dobrą duszą. Po jej śmierci obrała sobie za cel by spełnić ostatnią wolę sąsiadki. O ile prawo było po jej stronie, tak Piotr utrudniał wykonanie zadania na każdym kroku.

Niby książka mi się podobała, przede wszystkim zaintrygował mnie tytułowy kot, jego rola. Wszystko byłoby dobrze, tylko czegoś mi zabrakło. Postać Piotra mnie drażniła i to jeszcze jak bardzo, kilka wątków z nim odczułam za naciągane, nie chcę tutaj przytaczać, które dokładnie. Może wystarczy jak wymienię imię. Gabi, jej pojawienie się i wszystko z nią związane było tak sielankowe,że chwilami zastanawiałam się w jakim celu autorka ją wplotła w fabułę. Nie wiem, miało się komplikować a tak naprawdę czytając widziałam wymuszanie reakcji. Bo niby Piotr nie chciał budować tego skansenu, ale tak na dobrą sprawę jego argumenty były tak kiepskie,że można było rzec ot kaprysy dużego chłopca. Upierał się chyba dla zasady. Spalił się tartak, wielka tragedia, chwilkę się przejął, przez kilka stron rozważał co dalej z jego życiem. ale spokojnie nie ma co się martwić. Od jakiegoś czasu miał na oku cieplutką posadkę w dobrze prosperującej firmie. no wspaniale! Tylko pozazdrościć "chłopakowi" farta. Też bym tak chciała. Nie ma problemów z kobietami, taki On jest doświadczony, don juan. Nie wiem z której strony, może z lewej albo prawej? Drażnił mnie on i tyle. Nie lubię takich facetów nic nie poradzę.
Natomiast Bernadetę polubiłam od razu, fajna kobietka, zdecydowana wiedząca co ma zrobić. Nie jakaś sierotka jak to przeważnie bywa, biedaczka musiała znosić nachalnego Marka, aż sama jej współczułam, bo ten to dopiero był beznadziejny.
Ponarzekałam sobie, ale proszę nie myśleć,że książka jest beznadziejna. Aż tak bym jej nie określiła, można śmiało przeczytać dla odprężenia. Ja chyba oczekiwałam więcej napięcia, może dreszczyku emocji, mowa o kocie i jego klątwie. Było zwyczajnie, nie porwało mnie nad czym bardzo ubolewam.
Książka Nie zabija się czarnego kota
Nie zabija się czarnego kota
Bonia Wit
{}5.7/10
„Nie zabija się czarnego kota” to nie kryminał. To opowieść o trudnych miłościach. Podróż na Mazury staje się dla Piotra pasmem dziwnych zdarzeń i niefortunnych okoliczności. Czarny kot, którego przej...
Komentarze

Zobacz także

Bonia Wit to w rzeczywistości Bożena Witkowska – czterdziestodziewięcioletnia kobieta będąca z zawodu położną. Obecnie matka dwójki dzieci, studentka Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Wychowała się ...

MA
@Ryszawa

Po niektóre książki często sięgam pod wpływem impulsu i tak też było w przypadku powieści wyjętej spod pióra Boni Wit. „Nie zabija się czarnego kota” to pozycja, która przykuła moją uwagę oryginalnym ...

@lucecita @lucecita

Pozostałe recenzje @Aga25

Książka Malownicze. Wymarzony czas

Ponownie wracamy do Malowniczego i jego mieszkańców, gdzie losy każdego z nich nie są jeszcze do końca poukładane..Każd...

Książka Błękit szafiru

Znowu wracamy do Londynu gdzie Gwen próbuje oswoić się z faktem posiadania genu, dzięki któremu przenosi się w czasie. J...

Nowe recenzje

Książka Bajkoterapia

Bajkoterapia jest dobrą formą radzenia sobie u młodszych dzieci z lękami. Lęki pojawiają się w różnych sferach życia dz...

Książka Żona potwora

Wrażliwość, to jest to, czego pani Darget w nadmiarze nie posiadała, o ile w ogóle. Z jednej strony nie lubiła konflikt...

Książka Pudełko z pamiątkami

Co prawda ja za komediami romantycznymi za bardzo nie przepadam, ale w tej książce jest coś co po prostu mnie zmusiło a...

{}