Recenzja książki Diuna

Kosmiczny epokowy epos o zdradzie, zemście i wodzie

@Maynard@Maynard · 2011-04-08
Woda. Przezroczyste i krystaliczne H2O. Jest obok nas zawsze i generalnie mamy ją gdzieś. Spożywamy ją, pierzemy w niej i służy nam do codziennych ablucji, co więcej, wylewamy ją bezmyślnie nie przykładając większej wagi co się z nią dalej dzieje. Jest tam gdzieś ten „obieg”, niech on się martwi. Wybrzydzamy również niemiłosiernie, bo albo nie lubimy gazowanej, albo lubimy tylko ją, mówimy „fe!” gdy mamy wdepnąć w kałużę lub wykąpać się w lekko zzieleniałym jeziorku a brak wody jest dla nas czystą abstrakcją. Niezbędną rolę, jaką woda pełni w naszym życiu, rozumieją tylko liczne grupy typu „solidarni z Afryką”, sami mieszkańcy tego kontynentu oraz pewien pisarz S-f nazwiskiem Herbert, Frank Herbert.

Jego epopeja, klasyk i arcydzieło gatunku, „Diuna”, jest już na stałe zapisane we wszystkich kanonach i rankingach, więc opisując je trzeba nieźle się napocić, aby nie być wtórnym. Ja postanowiłem skupić się na temacie: „Czym powieść o Arrakis jest dla mnie” bardziej niż na: „Co poeta miał na myśli?”.

„Diuna” tak naprawdę, była zawsze gdzieś obok mnie. Z początku usilnie namawiał mnie na jej przeczytanie kumpel z lat młodości, który epopeję Herberta „zaliczył” już na przełomie podstawówki i liceum. Później dwa razy podchodziłem do ekranizacji Davida Lyncha, które wydały mi się wybitnie dziwne, w porównaniu np. z „Gwiezdnymi wojnami” czy „Obcymi”. W końcu powieść spróbowałem przeczytać, zachęcony nowym, Rebisowskim wydaniem w roku 2007, niestety poległem, powalony zniechęceniem i brakiem czasu.

Teraz, najwidoczniej dojrzalszy i pełen zapału (mając książkę z dedykacją i autografem Wojciecha Siudmaka, aż wstyd powieści nie przeczytać) ruszyłem do kolejnego, literackiego „starcia” ze światem Herberta. No i udało się. Przeczytałem i czuje się z tym fenomenalnie. Powieść zrobiła na mnie wrażenie i dołączam, niniejszym, do rzesz fanów pustynnej Arrakis, Paula Muad’diba oraz genialnie opowiedzianej historii o zdradzie i zemście.

Owej historii tak naprawdę streścić się nie da, tak jak nie da się w kilku zdaniach opowiedzieć o czym jest „Władca pierścieni”, do którego przyrównywał „Diunę” praojciec i mentor S-f, Artur C. Clark. Otóż, mamy sobie, bogatą w unikalną „przyprawę”, pustynną planetę Arrakis, zwaną Diuną, dwa zwaśnione rody – Harkonnenów i Atrydów, manipulującego całym kosmosem Imperatora Szaddama IV a przede wszystkim młodego, „naznaczonego” mocą chłopaka, dziedzica Atrydów, Paula. W wyniku matactw i intryg, osierocony przez ojca Paul trafia do pustynnego plemienia wojowników, zwanych Fremenami, walczy, mści się i odnajduje swoje przeznaczenie. To mini-streszczenie jest jednak dla fabuły książki tym czym przyprawowe ziarenko jest wobec całego piasku Diuny. Streszczać więcej nie będę, przeczytajcie sami.

Nie znajdziecie w „Diunie” epickich batalii, wielkich namiętności ani porywającej akcji. Cały fenomen powieści opiera się bowiem na zmyślnie ułożonej fabule oraz genialnych dialogach. Cała akcja powieści toczy się „gdzieś obok” a czytelnik dowiaduje się o przełomowych dziejach Arrakis (zdrada Harkonnenów, rewolta Fremenów) jakby z drugiej ręki. Herbert stawia nas prawie zawsze przed faktem dokonanym a czytelnik, wraz z bohaterami, podejmuje liczne życiowe decyzje i wciągnięty jest w wir intryg oraz przeznaczenia.

Bohaterowie oraz ich losy to, moim zdaniem, również wielki atut powieści. Dawno już nie spotkałem książki, w której w oszczędny a zarazem głęboki sposób opisano by dramatis personae. Herbert udowodnił, że można stworzyć arcydzieło kosmiczne, bez wdawania się w nużące dyskusje o ustroju, genealogii czy kosmicznym porządku. Tym samym, świat opisany w „Diunie” broni się sam a czytelnik odkrywa powieściowe „intrygi intryg w intrygach” powolutku i bez zbytniego nawału informacji. Co więcej, cała błyskotliwa konstrukcja świata Diuny to majstersztyk słusznie porównywany ze Śródziemiem i innymi fantastycznymi dominiami. Osnowa powieści oscyluje pomiędzy wątkami przypominającymi świat arabski a ekologicznym przesłaniem połączonym z gloryfikacją wody jako świętej siły sprawczej na Arrakis, gdzie zwykłe H2O urosło do rangi Świętego Graala i gdzie ten cenny likwor destyluje się z wiatru, oddechu i zwłok. Tym samym, autor uświadamia nam, iż powinniśmy otworzyć oczy na fakt, iż bez wody życie możliwe jest tylko na Diunie, w naszym wypadku, raczej skończylibyśmy tam marnie. Powinniśmy, po lekturze powieści, zrozumieć kilka faktów i otworzyć oczy na potrzeby naszej planety. Patetyczne, ale prawdziwe.

Jako fan wszystkiego co nadprzyrodzone, wychowany na komiksach o amerykańskich superbohaterach, niezwykle cenię sobie również powieściowy wątki mesjanistyczne i teokratyczne. Przemiana Paula w niemal boską istotę oraz jego walka o wolność planety kojarzyła mi się z takimi hitami tzw. zero to hero jak „Matrix” czy Trylogia Mistrza Zagadek z Hed. Jak wiadomo to zupełnie inne bajki, ale miło jest czytać jak jakiś mocarz kopie złoczyńcom tyłki.

Na zakończenie moja ostatnia, subiektywna refleksja. Ja zawsze kochałem fantasy, wraz z jej rycerskością, mitologią, heroizmem i baśniowością. O dziwo w „Diunie”, sztandarowym S-f, odnalazłem wszystkie powyższe elementy, których w twardych powieściach tego typu, raczej nie uświadczysz. Landsaad, imperializm, system feudalny lenna i hołdu, walka o władzę, mitologia Bene Gesserit oraz sama „zabawa” z losem i przeznaczeniem to zdecydowanie unikalne i najbardziej wartościowe elementy powieści, które na długo zapadają w pamięć i czynią „Diunę” książką niemal epokową. Powieść Herberta jest od dziś dla mnie mostem łączącym fantasy i S-f i pewnego rodzaju nicią porozumienia między gatunkowego (w literaturze ma się rozumieć). Niczym Muad’dib czuje się przez powieść oświecony i ostatecznie przekonany do literatury kosmicznej.
Panie Herbert – Dziękuję!
Ocena @Maynard:
{}{}{}{}{}{}{}{}{}{}
Data przeczytania: 2011-01-01
Książka Diuna
7 wydań
Diuna
Frank Herbert
{}9.4/10
Cykl: Kroniki Diuny, tom 1
Seria: Diuna
"Diuna" F. Herberta z rysunkami i obrazami Wojciecha Siudmaka, w nowym tłumaczeniu Marka Marszała. Arrakis, zwana Diuną, to jedyne we wszechświecie źródło melanżu - substancji przedłużającej życie, um...
Komentarze

Zobacz także

Pamiętam swoje pierwsze zetknięcie z fantastyką i SF jakby to było dzisiaj - przypadkiem zawędrowałam do części biblioteki, gdzie nie byłam wcześniej...Moja uwagę zwróciła najbardziej posklejana książ...

Dawno temu (ponad ćwierć wieku już minęło) któryś z moich ówczesnych kolegów zaprosił nieletnie dziewczę (znaczy mnie) do kina - głównym celem tej wyprawy było zajęcie wakującej posady "boy-friend'a" ...

Pozostałe recenzje @Maynard

Książka Wielcy zdrajcy. Od Piastów do PRL

Zdrada to, obok miłości, nienawiści i zazdrości, naturalna cecha ludzkiego charakteru, no może nie każdego i nie zawsz...

Książka Akwaforta

Od dawna, czytając literaturę fantastyczną, natrafiam na wciąż powtarzające się schematy, identyczne szablony, które, ni...

Nowe recenzje

Książka Die Geschichte der Liebe von Tristan und Isolde

Nun ward die Festlichkeit geplant, angekündigt, anberaumt für den Monat in der Blüte, und zwar: sobald der süße Mai be...

Książka Kobieta na krawędzi

Jakby ktoś w połowie książki zapytał mnie, co o niej sądzę, powiedziałabym: "nie zastanawiaj się, czy warto, tylko bi...

Książka Lista, która zmnieniła moje życie

Kochani przed chwilą skończyłam czytać książkę #ListaKtóraZmieniłaMojeŻycie Olivia Beirne. Rewelacyjna komedia romant...

{}