Recenzja książki Te wiedźmy nie płoną

Mamo, czy raczysz mi uwierzyć?

@Aleksandra_B@Aleksandra_B · 2020-03-19
Stereotyp. Zmora społeczeństwa, z którą doprawdy ciężko zwyciężyć. Staramy się nie oceniać nikogo i niczego, jednak zasłyszane lub przyswajane przez lata stwierdzenia są w stanie przejąć nad nami kontrolę. Mierzymy wzrokiem otaczających nas ludzi, wyszukując w nich spopularyzowanych schematów. Lustrujemy ich ruchy, analizujemy zawartość dłoni oraz oceniamy odzienie czy fryzury. Dajemy się porwać tej chorej zabawie. Dopiero z czasem przychodzi oprzytomnienie. Wybudzamy się z transu, pojmując, co właśnie uczyniliśmy. Że daliśmy się podpuścić temu, co wcale nie bywa prawdą. Sama nieraz łapałam się na tego typu czynach, czego później żałowałam, biorąc pod uwagę, cóż takiego inni mogliby powiedzieć na mój temat.
Jednakże, co wtedy, gdyby w pewnych stereotypach tkwiło ziarenko prawdy? I to takiej, której ujawnienie może skutkować przykrymi konsekwencjami?

ODWIEDZINY ZŁEJ CZAROWNICY, CZYHAJĄCEJ NA NASZE ŻYCIE? DZIECKO, NIE DRAMATYZUJ...

Raczej nikogo już nie dziwi, że problemy miłosne nastolatków bywają gwałtowne, przeładowane sprzecznymi emocjami, przy czym człowiek czuje się tak, jakby podróżował hulajnogą po górzystym terenie, gdzie w losowych miejscach ktoś razi go prądem. Wspomnienia mile spędzonych chwil, skradzionych pocałunków czy czułych spojrzeń, przeplatających się z kłótniami, wzajemnymi oskarżeniami oraz ostatecznym pożegnaniem nie należą do najprzyjemniejszych. Dlatego każde spotkanie Hannah z Veronicą nie należy do najłatwiejszych, co dało się zauważyć w „Te wiedźmy nie płoną”. Choć ciągnie je do siebie, nie są w stanie dojść do porozumienia i kompromisów, tym samym wspólna przyszłość nie miałaby racji bytu. Widziałam na własne oczy, to co się między nimi dzieje: wspólne przeżycia brały górę nad rozsądkiem. Wyczuwałam tę chemię, która nie zamierzała odejść w zapomnienie. Jednakże nie za tym niecierpliwie wyglądałam. Wprost nie mogłam doczekać się momentu, kiedy z hulajnogi przesiądę się na rower, wjeżdżając tym razem do gęstego lasu, na dodatek w samym środku nocy. Pragnęłam tych mrocznych scenerii, jakie obiecywał opis, co pani Sterling prędko mi ofiarowała!
Sercowe dramaty podrygiwały w tle, pragnąc większej uwagi, jednak to nagłe wybudzenie niebezpieczeństwa wiodło prym. Pozornie wyglądające na nieszkodliwe, mało znaczące dla tak silnego zgromadzenia czarownic zamieszkałych w sławnym Salem, co rusz pokazywało swoje niezadowolenie brakiem większej reakcji, tym samym ktoś postanowił śmielej sobie poczynać. Poddając próbom liczne więzi, niebezpieczeństwo sięgało coraz dalej, a mózg prawie że parował od myśli, kto tak właściwie stoi za tym zamieszaniem. A liczne rozpraszacze wcale nie zamierzały upraszczać zadania. Co to, to nie!Każda nowa osoba stawała się podejrzana, tym samym moja czujność pracowała na najwyższych obrotach, co poskutkowało tym, iż poznanie tożsamości wroga nie wywołało u mnie efektu WOW. Jego poczynania dawały w kość Hannah i reszcie osób w sabacie, gdzie w połączeniu z dodatkowymi „atrakcjami” w postaci wychodzenia pewnych sekretów spod łóżka niczego nie ułatwiały, ale autorka dała wiele wyrazistych wskazówek. Jak dla mnie za wiele. Poczułam się przez to nieco rozczarowana, no ale, poniekąd, uznam to za drobną karę – w końcu mogłam oddać się bezgranicznie lekturze i nie zawracać sobie głowy łączeniem wątków. Jednakże wtedy czułabym, iż pomijam wiele istotnych rzeczy. I tak źle, i tak niedobrze.Nieodkrywcze rozszyfrowanie tożsamości naszego „psuja” idyllicznego życia ukrywających się przed ludźmi czarownic to nie jedyny element, przy którym nieco kręciłam nosem…
Podobała mi się idea kreacji pochodzenia wiedźm. Choć informacje o nich podawano zdawkowo, gdzie dopiero po połączeniu otrzymywało się pełną wiedzę (chociaż wątpię, że całą, bo coś jeszcze na pewno zostało ukryte), to robiło to wrażenie. Nic nie przybyło znikąd, dlatego panowanie nad żywiołami miało swoje źródło, jednakże gdyby te umiejętności zostały wykorzystywane w zgoła innych celach… Nie powiem, niekiedy współpraca z nimi była popisem umiejętności, lecz pani Sterling nie pozwoliła naturze czarownic ukazać całego majestatu. Niekiedy sceneria aż się prosiła o mocniejsze porywy wiatru czy gwałtowniejsze szaleństwa ognia. Niemal błagała o kopnięcia, po których czytelnik padnie z wrażenia i długo po tym nie wstanie. Autorka zaprezentowała tutaj wersję próbną, ale przy tym trzeba było od razu zaserwować pełną, wypieszczoną do granic możliwości. Również warto zauważyć, że pani Sterling dość często podkreśla homoseksualizm swojej bohaterki. Nie mam nic do orientacji Hannah, bo należę do grupy tolerancyjnych ludzi, jednak kiedy weźmiemy pod lupę to, iż często wykorzystuje ona momenty na ukazanie wątków LGBT, gdzie nie zawsze są powiązane z fabułą, da się odczuć łagodne zniechęcenie. Dlatego warto pamiętać o równowadze! Chyba że to głośny sprzeciw wobec książkom, gdzie króluje multum par hetero, jednak czy prawidłowy?

TRZYMAJ PRZYJACIÓŁ BLISKO, ALE WROGÓW JESZCZE BLIŻEJ – ABY NA PEWNO?

Udręka z licznymi pracami domowymi. Słuchanie reprymend i nakazów troskliwych rodziców. Chęć widywania się z przyjaciółmi i plotkowania z nimi, choćby na chwilę czy zasmakowanie dorosłości poprzez dorywczą pracę, aby zarobić na swoje nadprogramowe zachcianki – to uproszczona wersja życia nastolatki, pod którą Hannah mogłaby się podpisać bez wahania. Dzięki temu nikt by nie mógł zaprzeczyć temu, że jest zwyczajną dziewczyną, jedną z wielu, jakie spotykamy na ulicy. Tyle że nikt nie wie, nawet przyjaciele, iż skrywa ona bardzo mroczny sekret, którego ujawnienie wiązałoby się z przykrymi konsekwencjami, gdzie kąpiel we wrzątku byłaby pieszczotą…
Nie powiem, Hannah umiała sprawić, że człowiek przewracał przy niej oczami, jednak kiedy wróg zapukał do bram Salem, wiedziała, iż trzeba mieć się na baczności. Choć dorośli nie wierzyli w jej słowa, przez co wsparcia szukała u kapryśnej, bawiącej się jej uczuciami Veroniki, starała się zapobiec przykrym niespodziankom, poszukując źródła problemów. Zlekceważenie informacji doprowadziło do tego, że młoda czarownica popełniała błędy, które odbijały się nie tylko na jej zdrowiu i życiu, ale również tych, z którymi trzymała. Narażała nie niewinne, nieznające ciemnej strony miasteczka, osoby, gdzie część z nich była jej bliska, a to wcale nie ułatwiało zadania. Na dodatek na horyzoncie pojawiła się przyjazna, troskliwa i pełna ciepła Morgan, co też wpływało na dekoncentrację. Ale przynajmniej przy tej dziewczynie wreszcie poczuła, co to znaczy zrozumienie oraz możliwość wyrażenia własnego zdania. Veronica, choć pomogła jej zrozumieć, kim tak właściwie jest, była toksyczną, wyniszczającą osobą, przy której zanikała własna wola, bo każdy musiał zatańczyć tak, jak ona zagrała. Kiedy tylko pojawiała się na stronach, wręcz zgrzytałam zębami. Co tu dużo mówić – doprowadzała mnie do szału! Nie cierpię ludzi, którzy nie szanują innych, wymagając poświęcenia im całej uwagi, grzecznie przytakując każdym ich pomysłom, dlatego cieszyłam się, gdy Hannah skupiła się bardziej na Morgan, gdzie ta nie traktowała jej jak zabawki.
Rodzice głównej bohaterki również – moim zdaniem – się nie popisali. Hannah starała się jak mogła, byle tylko udowodnić, że coś jest nie tak, kiedy ci wysłuchiwali jej słów, robili powierzchowne „śledztwo”, po czym uznawali to za nadwrażliwość oraz fanaberie kogoś, kto cierpi po nieudanym związku. Nie wiem, jak wy, ale ja – po takich atakach paniki – bym postanowiła poruszyć ten temat z „górą”, no, ale gdyby nie to, to też tyle by się nie zadziało, nieprawdaż? No i wtedy nikt by nie dowiedział się, ile jest w stanie zrobić dla bohaterki jej przyjaciółka Gemma, którą tyle łączy z magią, co mnie z noszeniem butów na obcasie. Jak nikt inny stała murem za młodą czarownicą, niejednokrotnie zachęcając do działania. Była dla niej jak siostra, o jakiej wielu marzy. Owszem, niekiedy też miewała humorki, ale kto nigdy nie miał złego dnia, niech pierwszy rzuci puszką z groszkiem lub paczką makaronu! Natomiast Benton od początku dawał mi wiele do myślenia. Niby oddany kumpel, gdzie również dla Hannah wiele by zrobił, a jednak było w jego zachowaniu coś takiego, co powodowało u mnie szereg wątpliwości. Ale czy moje przypuszczenia okazały się słuszne? Na tę chwilę pozostawiam to pytanie bez odpowiedzi.

Podsumowując. „Te wiedźmy nie płoną” to nie jest kolejna młodzieżówka, o której słuch zaginie po paru tygodniach. To opowieść, przy której magia zdaje się buzować, będąc gotową do zmiecenia czytelnika z siedzenia, a nastoletnie problemy potrafią zejść z drogi, kiedy niebezpieczeństwo odbiera wolność oraz radość życia. Jesteśmy prowadzeni pomiędzy dwoma światami, gdzie każdy z nich przygotował dla nas niemałą niespodziankę, wywołującą ogrom sprzecznych emocji.
Historia Hannah nie tylko pokazuje, że choćby sytuacja wydawała się bez wyjścia, trzeba pochwycić broń i walczyć do końca. Nie można załamywać się przy każdym upadku. Łzy mogą płynąć strumieniami, ale jeżeli dalej brniemy przed siebie, nikt nigdy nie powie, że są one oznaką słabości. Jednakże ta historia ukazuje również, że niezależnie od tego, jak bardzo „wyróżniamy się” na tle tych uznawanych za normalnych, każdy z nas ma prawo do szczęścia oraz – przede wszystkim – szacunku. Dlatego też, choć książka nie jest pozbawiona wad, jest kolejnym krokiem ku akceptacji.
Ocena @Aleksandra_B:
{}{}{}{}{}{}{}{}{}{}
Data przeczytania: 2020-03-19
Książka Te wiedźmy nie płoną
Te wiedźmy nie płoną
Isabel Sterling
{}6.7/10
Może najbardziej znaną nastoletnią czarownicą jest Sabrina, ale o tej czwórce jeszcze usłyszy świat! Hannah to czarownica z krwi i kości, z umiejętnością kontrolowania ognia, ziemi, wody i powietrza...
Komentarze

Zobacz także

„Te wiedźmy nie płoną” - słyszałam i czytałam tyle różnych opinii, że sama musiałam przekonać się o co tyle szumu. I muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczona. Czytało się bardzo dobrze, co pr...

"Łowcy nie skrzywdzą już nikogo. Przyrzekam" ~ Udało mi się spotkać z książką, którą widzicie na zdjęciu. Przez wielu uważana za rozczarowanie roku. Naczytałam się w wielu opinii, które wyrażały się ...

Pozostałe recenzje @Aleksandra_B

Książka Normalni ludzie

Trzeba przyznać, że szkoła doskonale uczy nas tego, że choć wiecznie powtarza się, iż grubość portfela, wygląd, odzieni...

Książka Nim nadejdzie świt

Obecnie sporo mówi się o naturalności. Wiele magazynów oraz stron poświęconych modzie, urodzie czy stylowi życia wprost...

Nowe recenzje

Książka Strefa skażenia

Nie ma nic bardziej na czasie, niż wirus, zakażenia i strach przed zachorowaniem. Teraźniejszość i wydarzenia, jakie w ...

Książka Trupia Farma. Nowe śledztwa

Druga część serii identyczna jak pierwsza. Mamy tutaj napisaną autobiografię autora w oparciu o sprawy, które prowadził...

Książka Za wszelką cenę

Dzięki uprzejmości serwisu @nakanapie.pl Klub Recenzenta i @wydawnictwo_novaeres miałam okazję przeczytać książkę @mart...

{}