Wyszukiwarka

Wyniki wyszukiwania dla frazy "lipka dr hab", znaleziono 8

-Mówiłem (...), że prędzej rozpuścimy się na tym słońcu, niż odważysz się wejść do środka (...) I że szkoda, że ten upał dopadł nas włąśnie dzisiaj.
-Serio? Na te dwa zdania potrzebowałeś aż dwudziestu minut?
To tyloko wyniki rekrutacji do szkoły filmowej, zaraz po prostu dowiesz się, czy twoje życie zamieni się w jedno wielkie rozczarowanie, czy też zostaniesz najszczęśliwszą dziewczyną pod słońcem. Drobnostka.
Dzień dobry, jestem Maria Majka i zaśpiewam dziś "Miasteczko cud" Agnieszki Osieckiej.
Czy można się obudzić jako wiolonczelistka, a położyć spać jako prostytutka?
Lilianna Warzęcha, zwana przez przyjaciół Lidką, sprawdziła na własnej skórze, że owszem, można.
Ksiądz i kurwa to chyba jedyne na świecie zawody, w których nie występuje bezrobocie. Specyficzny popyt na te usługi sprawia, że te dwie wyjątkowe branże rządzą się swoimi prawami.
Znowu ruszył kalejdoskop podsuwanych przez wyobraźnię wizji: zmięta pościel, zwarta w uścisku, napięte ciała, ciche jęki. Wulgarne odzywki toczyły się niczym ciżba gapiów na miejscu wypadku: piczka, cipka kosmata, wykręcić z nią numerek, spuścić się, pieprzę-ci-ja-pieniądze-pieprzę-ja-zaszczyty-ale-jak-ciebie-pieprzę-to-już-istne-szczyty, mój grześ w twoim błotku, na boku i z doskoku, na raka, na stojaka, na podłodze, na stole, ależ ja cię pierdolę...
Czas – prze­ciąg. Albo: czas – ogrom bez­li­to­sne­go po­wie­trza, co mnie gnało i gnało, pło­wi­ło barwy i wy­wie­wa­ło wspo­mnie­nia; kon­se­kwent­nie wy­wie­wa­ło ze mnie tu i teraz. Ro­bi­ło z po­nie­dział­ków piąt­ki, so­bo­ty roz­dy­go­ta­ne cze­ka­niem na wie­czór, trwa­ją­ce kilka chwil nie­dzie­le. Zmie­nia­ło oszro­nio­ne po­licz­ki w struż­kę potu mię­dzy pier­sia­mi, gdy nagle po­czą­tek czerw­ca i stoję ści­śnię­ta mię­dzy ludź­mi w chy­bo­czą­cym się na szy­nach tram­wa­ju. Za­my­kam oczy, liczę do dzie­się­ciu, wdech, do trzy­dzie­stu liczę i myślę tylko, żeby nie ze­mdleć, nie ze­mdleć, nie paść tru­pem na lepką od brudu tram­wa­jo­wą pod­ło­gę.
– Ja... Ja nie chciałem. Musiałem to zrobić. Nie miałem wyjścia – odpowiedział, czując, że
obraz przed jego oczyma wiruje na tyle mocno i nieprzyjemnie, że z trudem utrzymuje równowagę.
Gdy do ust podeszła mu zawartość żołądka, Thomas wypluł wymiociny tuż pod własne nogi,
po czym wytarł twarz zewnętrzną częścią dłoni. Rozpoznając znajdującą się na języku oraz zębach
lepką warstwę gorącej krwi, poczuł obrzydzenie.
– Nie musiałeś. Ty po prostu tego chciałeś – głos Johnny’ego dotarł do jego uszu zza
pleców, z kolei postać, za którą jeszcze przed kilkoma minutami podążał, niemal zupełnie zniknęła we
mgle.
Thomas ruszył bez wahania naprzód. Od tej chwili biegł tuż za nieznajomym cieniem. Wciąż
nie potrafiąc przybliżyć się do niego – otępiały i odurzony unoszącą się w powietrzu trucizną –
potykał się o własne nogi. Czując ból już nie tylko w czaszce, lecz także i w każdej cząstce drżącego z
wyziębienia ciała, tracił wszelkie siły. Tracił również poczucie, że zdoła wydostać się z pułapki.
© 2007 - 2025 nakanapie.pl