Wyszukiwarka

Wyniki wyszukiwania dla frazy "sarina sobie", znaleziono 38

Podczas przejazdu przez Polskę włączono film. Nie chciałam go oglądać, wolałam się uczyć niemieckiego. "Nie chcę, żeby rodzice Mariny wzięli mnie za idiotkę, kiedy się u nich zjawię", pomyślałam.
A teraz najważniejsze. Co z Mariną? Spaliście już ze sobą? Czy jak zwykle spieprzyłeś sprawę? – Spojrzał na mnie i dodał: – Szpieg z ciebie może i dobry, ale macho beznadziejny, chociaż jesteś przystojny.
Zaraz po zamknięciu drzwi z ulga przysiadła na ławce w szatni i to był błąd. Teraz trudno będzie jej się podnieść. Nogi jej wchodziły do dupy, jak to zawsze krzyczała Sabina w sklepie, nawet przy klientach.
Sabina uwielbiała swój nowy image, unikała słońca jak diabeł święconej wody. To, co Tekli przybyło, Sabinie ubyło, co spowodowało, że jej posągowa figura stała się wiotka jak trzcina. Do tego wydawała się znacznie wyższa niż w rzeczywistości.
całkowite przeciwieństwo pierwszego, był o wiele bardziej mroczny. I to właśnie tamtędy chłopak postanowił się udać. Trudno przezwyciężyć stare nawyki, jeszcze trudniej odwzorować cokolwiek innego, jeśli w życiu poznało się tylko to, co złe. A ta głodna bestia gdzieś w nim chciała nakarmić się światłem Avy.
Nie jesteś ani tak niewinna, ani tak pewna siebie, jak udajesz. Możliwe, że masz ostry język, ale ostatecznie tam, w środku, pozostajesz małą, bezbronną dziewczynką. Jesteś jedną z tych dziewczyn, które udają oczytane intelektualistki, a w rzeczywistości chcą, żeby komplementować ich urodę. A poza tym pojęcie „oczytane” odnosi się w większości przypadków – w tym również w twoim – do Harry’ego Pottera, rozdziały od pierwszego do dwudziestego siódmego. Ale to inny temat. (…) W głębi serca chciałabyś mieć kogoś, kto cały dzień prawiłby ci komplementy. Kogoś, kto zbudowałby twoje nieistniejące poczucie wartości, którym mogłabyś się chwalić przed swoimi przyjaciółkami.
Miłość była prezentem, czyniła życie wartym przeżycia i o wiele piękniejszym. Jednocześnie miłość miała wielką siłę i tak wielką ciemność, że jej cień mógł przygniatać. Miłość mogła zniszczyć wszystko, co wybudowaliśmy. Miłość mogła doprowadzić do tego, że zaczynaliśmy się nienawidzić…
Co mam do stracenia?
Niewiele, nic nieznaczący detal.
Moje serce.
Większość ludzi – powiedział – ukrywa się za maskami w obawie przed zranieniem.
"Nie byłam gotowa, aby tę siłę przyjąć. Nie dane mi było zrozumienie miłości, w jej wymiarze ponad podziałami, za które mam zazdrość i nienawiść.."
Jesteśmy tacy, jakimi uczynią nas inni ludzie.
chciałam ubiec wstrętnych ludzi, być wstrętną, wyjść naprzód z własną okropnością. Rozumiesz- warczeć i wyć jak rottweiler, nie dlatego, żebym chciała stać się rottweilerem, ale żeby udaremniać innym szanse bycia rottweilerami wobec mnie.
Historia jest pełna ukrytych archiwów pamięci które zostały zatopione, zatopione jak się wydawało na zawsze - więc co się stało z niehistorycznymi, nieodpowiedzialnymi, niepamiętanymi?
Kto zna do końca etykietę Internetu? Zażyłość na długi dystans, szepty z galaktycznych odległości.
Gramercy czuła, że zamienia się w gaz, gdy z całego serca i ze wszystkich sił pragnęła stać się twardą skałą. Zdała sobie sprawę, że jest zawieszona w słabym i jednolitym roztworze, a pragnęła skondensować się w alchemicznej wizji Kima w coś o określonej i skrystalizowanej strukturze, którą on zamieszkiwał.
Czyje wspomnienia zostają zapamiętane, którą historię się opowiada? Pod każdą historią zawsze jest inna.
Teodor był baranem francuskim, co w praktyce oznaczało, że jego uszy, zamiast sterczeć do góry, majestatycznie zwisały. Matylda była mixem europejskim, co, jej zdaniem, dawało licencję na burzenie wszelkich porządków. Pani była zgrabną Dwunożną o artystycznej duszy (Teodor i Matylda nie bardzo rozumieli, co to znaczy, ale chyba miało związek z rysowaniem), a Dziewczynka była po prostu rasowym potworem. I to właśnie Dziewczynka przyniosła wieczorem Żabę... Teodor poczuł, że żołądek zamienia mu się w supełek. Powróciła straszna myśl, że... w Domku w nocy wydarzyło się Coś Złego.
Ciszę, jaka zapadła po tych słowach, nie mąciło nawet cykanie owadów, bo i one umilkły w trawie porażone tą straszną wieścią. Wszyscy uwielbiali Larysę. Jak na pospolitą jaszczurkę, była niepospolicie ładna a do tego dobrze wychowana i przyjazna. Łatwo nawiązywała kontakty, nie wywyższała się i zawsze służyła pomocą i dobrą radą.
- Larysa jest najsłodszym stworzeniem na ziemi! - krzyknęła Matylda. - I wiem, że w pysku kota brzmi to dwuznacznie, ale zjadłam jej kuzynkę rok temu i wcale nie była słodka. Kto śmiał?!
Stary Jaszczurka w meloniku mówił długo, wychwalając zalety młodej Larysy i apelując do sprawcy porwania tak dramatycznie, że wszystkie zwierzątka biorące udział w czuwaniu popłakały się po swojemu, po zwierzęcemu, w środku siebie i cicho. Teodor czuł, że ze świata zniknęło coś więcej niż jedna mała jaszczurka. Ubyło dobroci, której w Larysie było więcej niż samej Larysy.
- Och, co za piękny pokój! – Agatha kicała po sypialni ich i Dziewczynki. – Jaki mamy luksusowy kojec! Czy to… jadalny tunel? A ten domek? – To dla lalek, nie dla nas! – pospieszył z wyjaśnieniami Teodor, nerwowo kicając za Agathą. Było mu wstyd, że w Pokoju jest taki bałagan. Gdyby wiedział, że Ślub jest dzisiaj, to nie nasikałby na różowy dywanik przy łóżku i zostawiłby dla Agathy ładowarkę od telefonu Dziewczynki (Pani znowu się wścieknie, że jej nie schowała do szuflady, buahahaha).
Depresja to nie zwierzę.(...). To stwór, który składa się z zimnych deszczów i ostrych przedmiotów. Czyha przy drodze i płacze jak małe dziecko, a kiedy Dwunożny lub zwierzę schyli się, aby ją powąchać, to Depresja łapie za głowę, ściska i wchodzi do środka. Przez nos, ryj albo dziób.
Już nie była zła, że tak okropnie ją dziś potraktował. Było jej żal mężczyzny, który teraz leżał obok. Widząc cierpienie na jego przystojnej twarzy, chciała, by choć przez chwilę zapomniał o bólu. Sama również pragnęła zapomnienia, czegoś, co sprawi, że znowu poczuje, że żyje i choć na chwilę wyrzuci z głowy Famiglię, Camorrę i cały świat.
Układając głowę na miękkiej poduszce, łudził się, że może uda mu się zasnąć. Przymknął powieki, prosząc w myślach o choć odrobinę łagodzącego jego niepokój snu. Tej nocy jednak znów nie mógł zasnąć. Targany emocjami umysł błądził gdzieś pomiędzy rozpaczą a szaleństwem, złem a dobrem, mrokiem a jasnością, nie dając mu ukojenia.
Od ponad dwudziestu lat nie poznał kobiety, w której oczach nie dostrzegłby nawet cienia przerażenia. W całym swoim życiu spotkał tylko trzy takie. Sofię, swoją matkę i babkę. Każda z nich wiedziała, że nie ma powodu do strachu, bo Salvatore dbał o rodzinę nawet za cenę własnego szczęścia.
W tym momencie zapragnął, by ten dziwny efekt utrzymywał się już zawsze. Potrzebował jeszcze przez chwilę tulić drobną istotę, której miarowy oddech i ciepło dawały mu ukojenie. Zaciągnął się ponownie jej zapachem i musnął zimnymi wargami blady policzek.
Jej serce zalała mieszanka radości i dziwnego spokoju. Coś, czego w ogóle nie powinna czuć, wchodząc na pokład samolotu wrogiej rodziny. Mimo to nie potrafiła z tym walczyć. Z poczuciem, że jest tam, gdzie właśnie powinna być.
Nie wiedziała, jak bliska była prawdy. Nie zdawała sobie sprawy, co ją czeka i jak okrutny jest mężczyzna, u którego zamieszkała. Nie miała pojęcia, że właśnie stała się częścią dziwnej, pełnej bólu i cierpienia układanki.
Od dawna nikt nie wywołał w niej tak skrajnych emocji jak jej tymczasowy szef. Intrygował ją, podniecał, a jednocześnie wkurzał do tego stopnia, że chciała wypróbować na nim ulubioną z tortur.
Diabeł z Palermo nie widział w swoim życiu żony czy dzieci, zatem to logiczne, że zniknie z tego nędznego padołu, nie pozostawiwszy po sobie dziedzica tego całego mafijnego gówna.
W naszym świecie istnieje tylko piekło i wszyscy, bez wyjątku do niego trafimy. Nawet twoja matka, której, tak między nami, nie dało się nazwać niewiniątkiem.
© 2007 - 2025 nakanapie.pl