Avatar @zgrajaksiazek

Zgraja Książek

@zgrajaksiazek
5 obserwujących. 12 obserwowanych.
Kanapowicz od 9 dni. Ostatnio tutaj około 13 godzin temu.
{} zgrajaksiazek
{} Napisz wiadomość
5 obserwujących.
12 obserwowanych.
Kanapowicz od 9 dni. Ostatnio tutaj około 13 godzin temu.
piątek, 22 maja 2020

"Jeden dzień" Edward Stachura

Edward Stachura jest jednym z polskich twórców XX wieku. Napisał wiele książek, z czego część została zekranizowana, a wszystkie zapisały się w historii literatury. Nie miałam jeszcze okazji sięgnąć po powieść jego autorstwa, ale zdecydowałam się przeczytać jego opowiadanie "Jeden dzień" z tomiku "Opowiadania".

Ta krótka historia opowiada o losach bohatera, opisującego jeden dzień, który spędził w pewnym mieście. Jest to swego rodzaju zapis wydarzeń, myśli, bez większej fabuły. Wydarzenia przeplatane są z refleksjami, dywagacjami i nieprzerywanym spacerem po mieście.

Chociaż opowiadanie pozbawione jest fabuły, jest chyba jedną z najbardziej urzekających historii, jakie kiedykolwiek przeczytałam. To, w jaki sposób Stachura prowadzi czytelnika sprawia, że nie da się nie ponieść nurtowi zdarzeń, myśli. Czytając czułam, że jestem w świecie autora, czułam się jakby darzył mnie przydługim monologiem, który mógłby trwać całą wieczność, a ja bynajmniej nie odczułabym nawet na moment znużenia, nudy czy zmęczenia. Całkowicie wpadłam w utworzoną przez niego rzeczywistość i nawet na moment nie chciałam jej opuścić.

Stachura tworzy historie w ten sposób, że dotykają czytelnika każdym słowem, elementem; tworzy osobny, alternatywny świat, będący odbiciem rzeczywistości. To miejsce, jest samoistnie wykreowane na piękne - budynki, chociaż są zwyczajne i zniszczone, wydają się być fascynujące, mosty są przejściem do wyobraźni, a ludzie tworzą ciągle trwające, wszechobecne scenki rodzajowe rodem z prac malarskich impresjonistów. Każdy fragment świata jest piękny, znaczący i interesujący, a najprostsze interakcje z innymi mogą dać błogie wrażenie szczęścia, tak ulotnego i umykającego, gdy poświęcimy mu zbyt wiele uwagi.

To wszystko jest zasługą sposobu pisania Stachury. Jego maniera, tak wyczuwalna od pierwszych zdań nadaje pewną autentyczność wszystkim wydarzeniom. Właściwe, opowiadanie wydaje się być dziennikiem i prawdziwym zapiskiem myśli autora, niezmienionym przez nic i szczerym, osobistym wglądem w jego życie. Każdy stosowany przez niego zabieg, nawet jeśli był użyty celowo, nie daje tego po sobie poznać, pozostaje szczery; nie mami czytelnika ozdobnikami, tylko lepiej kreuje tworzony świat, pozostawiając go naturalnym i realistycznym. Autor często stosuje powtórzenia, nagłaśnia pewne słowa, używając ich prawie cały czas, wraca do anegdot czy opowiedzianych już historii, uwypuklając je, wracając do tych uczuć, które towarzyszyły czytelnikowi, gdy zagłębiał się w nie po raz pierwszy. To opowiadanie to prawdziwa magia słów, wciągająca do siebie i nie pozwalająca na opuszczenie jej. W historię zapada się łatwo, po pierwszym zdaniu jest się przyzwyczajonym do tego sposobu pisania i z ekscytacją oczekuje się na kolejne zawirowania słowne, te różne gry, zaskakujące użycie wyrazów i formy, które tak urzekają. Łatwo wpada się w nurt rzeki, którą jest "Jeden dzień", a tak ciężko wydobyć się z wody, osuszyć i pójść dalej, wyjść z tego świata myśli pisarza.

Ta krótka opowieść jest zwyczajnie piękna. Porusza duszę w sposób inny niż jakiekolwiek inne dzieła i uniemożliwia powrót do dawnych wzorców literackich. Stachura sprawił, że (po przeczytaniu opowiadania, które nie miało nawet piętnastu stron!) jestem wdzięczna za literaturę w zupełnie inny sposób niż dotychczas i nie wiem nawet, jak sobie z tym poradzić. Zazwyczaj, gdy czytam bardzo dobrą książkę, czuję się przytłoczona tym, jak dobra jest ta historia. Teraz pragnę po prostu zanurzyć się w tych myślach bardziej, wrócić i pozostać w świecie tak statecznym i metafizycznym, a jednocześnie czysto przylegającym do realiów przyziemnego życia. Pragnę sama czuć w ten sposób, myśleć i ubierać słowa w kostium myśli Stachury. Nie chcę już opuszczać tego świata, a przecież ledwo do niego zajrzałam. Nawet uderza mnie myśl - chciałabym z nikim nie dzielić się jego twórczością, nacieszyć się nią sama, odczuć na każdy możliwy sposób i dzielić te tajemnicze, głębokie wrażenia tylko ze sobą. Samoistnie zapominam o fakcie, że opowiadanie zostało mi wskazane przez siostrę i sięgnęłam po nie z polecenia, więc to ktoś ze mną podzielił się tymi historiami. To pisanie tak mnie urzekło, tak do mnie dotarło i złapało, że jeszcze przez jakiś czas nie będę w stanie polecać go z czystym sercem - jest zbyt piękne bym mogła ryzykować usłyszenie opinii, niezgadzającej się ze mną.

Po namyśle i wzniesieniu na nowo burzy uczuć, która wytworzyła się we mnie z powodu opowiadania, dochodzę do wniosku - jednak jest coś w ojczystych autorach. Gdy pisarz wiele uwagi poświęca na wypracowanie pewnego sposobu pisania, gdy dąży do utworzenia określonej atmosfery dzięki słowu, lepiej to wypada w przypadku książek nietłumaczonych. Autor tworzy w jednym języku i tylko w tym oryginalnym da się zachować brzmienie, najlepiej ukazujące myśli bohatera. Sprawdza się to również przy wszelkiego rodzaju opisach, które nie tłumaczone mają po prostu pewną lekkość, łatwość słowa, jednak rzadko spotykaną w pozycjach zagranicznych. Dlatego też, z tęsknotą zerkam na półki pełne literatury polskiej, mając nadzieję, że taką ucztę dla duszy, gdy zostanie nasycona dzięki prozie Stachury, odnajdę na nowo u innych twórców.
Tagi:
#edwardstachura, #sted, #stachura, #opowiadanie, #recenzja, #jeden, #dzie
{}
Komentarze
{}