Avatar @Mackowy

Maciek

@Mackowy
98 obserwujących. 69 obserwowanych.
Kanapowicz od 2 lat. Ostatnio tutaj około 6 godzin temu.
{} Napisz wiadomość
98 obserwujących.
69 obserwowanych.
Kanapowicz od 2 lat. Ostatnio tutaj około 6 godzin temu.

Blog

wtorek, 29 czerwca 2021

Czytamy Faraona czyli Fenicjanie jak Żydzi.

Ten wpis to właściwie niepotrzebna i nie do końca przemyślana notatka, ale jakbym nie napisał czegoś o Faraonie, to chyba bym pękł ze zgryzoty, jak student prawa, co nie ma się komu pochwalić, że studiuje prawo.  

No i stało się, zacząłem czytać Faraona. Praktycznie od początku okazało się, że nie taki diabeł straszny, jak go na piramidzie wymalowali, toteż wielki ociosany blok piaskowca spadł mi z serca, bo Faraona, pomimo że został wydany 126 lat temu*, czyta** się nieźle, prawie bez ziewania (prawie) - wszak to literatura popularna, co w tym przyadku uważam za komplement.

Nie dopadła mnie równiez klątwa faraona, bo Intryga (póki co) się broni, ponadto - z tego co wyczytałem z Wikipedii - Prus pisał zgodnie z realiami historycznymi, dość mocno zgłębiając historię państwa faraonów (za co zawsze idą dodatkowe punkty), co nie zmienia faktu, że powieść jest uniwersalna i czytelna - nawet przsytrojona w egipskie szaty. 

Póki co tyle. 

         

(Obrazek większy, niż teks dłuższy, chyba przerzucę się na insta :D)

*powieść ukazywała się w odcnikach, na łamach "Tygodnika Ilustrowanego" w latach 1895- 1896, taki Netflix sprzed stu lat.

** ja akurat słucham 

Tagi:
#faraon
{}× 19
poniedziałek, 15 marca 2021

Nietypowe twory około książkowe.

Chociaż pisane głównie przez pisarzy, nigdy nie ukazały się na papierze, mają być magnesem przyciągającym nowych i utrzymującym obecnych subskrybentów portali z audiobookami, kuszą przy tym gwiazdorską obsadą: audioseriale i originalsy bo o nich mowa, to zjawisko na tyle ciekawe i godne uwagi, że warto się nad nimi pochylić.

W następnych odcinkach przedstawię kilka moich ulubionych. Zaczniemy od Skowytu autorstwa duetu Wojciech Chmielarz Jakub Ćwiek - stay tuned!
Tagi:
#seriale
{}× 20
poniedziałek, 22 lutego 2021

Wyzwanie czytelnicze 2020

Dzisiaj przyszła 🙂

{}× 22
poniedziałek, 15 lutego 2021

Dziwne

Zazwyczaj nie interesują mnie te wszystkie dramy lewacko - prawackie. Czarne elfy u Wiedźmina - luz, ciemnoskóra brytyjska rodzina królewska u Bridgestonach - nie ma sprawy, i tak tego nie oglądam.
Jednak gdy czarnoskóra aktorka gra postać historyczną, o której wiemy, że była biała, no to coś już jest nie tak. I w sumie darowałbym sobie ten wpis, gdyby nie jedna rzecz: medialne piętnowanie ludzi, którzy wytykają twórcom serialu tą dziwaczą decyzję, chodzi mi o ten artykuł:

https://natemat.pl/338455,jodie-turner-smith-elfka-z-wiedzmina-jako-zona-henryka-viii-wywolala-burze

Najsmutniejsze jest to, że dziś rolę arbitrów w kwestiach moralności i równouprawnienia przejęli dziennikarze modowi, blogerzy lajfstajlowi, i tym podobni ludzie bez żadnych kwalifikacji aby mówić innym jak mają żyć. Niby mamy szczęście żyć w czasach kiedy całą wiedzę świata mamy dostępną na wyciągnięcie ręki - wystarczy tylko chcieć - nie trzeba się nawet męczyć czytając książki!

Boli mnie to, szczególne, że sam mam serce mocno po lewej stronie.
{}× 16
środa, 30 grudnia 2020

To i ja o recenzjach - po prostu trzeba chcieć!

Zanim się człowiek wypowie na dany temat podobno warto wyjść z siebie, stanąć obok i spojrzeć na problem z innej perspektywy. Tak też robię od kiedy przeczytałem wpis @Jagrys (mój wpis nie jest polemiką z tekstem Jagrys!). Stoję i patrzę. Mentalne oczy już mnie pieką, a mentalne nogi włażą w dupę. Słaby tekst, to słaby tekst, obojętnie czy nazwiemy go recenzją, opinią, felietonem czy czymkolwiek innym.

Każdy kiedyś zaczynał? Tak, to prawda, początki bywają trudne (piszę z własnego doświadczenia), ale od czego są poradniki? I wcale nie mam na myśli książek w stylu: "jak napisać powieść" tylko, takie bardziej level #1: "jak napisać jedno dobre zdanie, a potem następne"* , "gdzie postawić przecinek?", "jak podzielić tekst na akapity", "dlaczego nadużywanie emotikon w tekście krytycznym to szczytowy przejaw infantylności i zdziecinnienia" i tak dalej, są to poradniki pisane zazwyczaj przez polonistów i naprawdę pomagają.

Nie chce ci się czytać poradników? Może szkoda ci kasy na samorozwój? Nic straconego! Czytaj cudze opinie i ucz się na żywym organizmie - analizuj go, zacznij grzebać we flakach. Notuj co ci się w danej opinii podobało i dlaczego: ten tekst czyta się lekko i przyjemnie, lektura innej jest jak przejazd gałki ocznej po drucie kolczastym? Obecnie jak masz internet to wszystko można ogarnąć samemu, nawet chemiczną bombę - tylko trzeba chcieć!

A właśnie z tym chceniem jest różnie. Czemu każdą "recenzję" zaczynać: od "dzisiaj przychodzę do was z ..."? przecież do nikogo z niczym nie przychodzisz. Po co pisać kolejne streszczenie książki, skoro na okładce już miła pani z wydawnictwa je zamieściła? Jak piszesz, że książka ci się nie podoba bo "Ian, chłopak głównej bohaterki był jakiś dziwny" to napisz nam czemu z tego Iana taki odszczepieniec, taki ladaco - rozwiń wypowiedź i przedstaw swoje stanowisko, napisz dlaczego myślisz, co myślisz i wiem, na początku ciężko wyjść poza banał, ale z pisaniem jest jak z nauką języka obcego, czyli trzeba wylać trochę (dużo) potu, żeby je posiąść.

Ale jeśli uważasz, że Picasso miał swój styl, dzięki któremu stał się sławny wbrew krytyce i jakby ludzie poddawali się oczekiwaniom innych, to taki Van Gogh prędziutko odwiesiłby pędzel na kołku i w ogóle "jeśli nie możesz mnie znieść kiedy jestem najgorszy..." to wiedz, że taki Picasso był dobrym malarzem realistycznym, zanim zaczął się bawić w te swoje krzywe ludziki. Prościej: on umiał namalować prostą babę, zanim zmalował krzywą i tak jak z pisaniem - gdyby to było takie proste, to wszystkie Noble i Pulitzery po roku by zbankrutowały. Jednym słowem podstawy są najważniejsze.




*parafraza miłościwie nam panującego króla Remusia, pierwszego tego imienia, autora bestsellerów, księcia intrygi, władcy banału.
{}× 24
wtorek, 1 grudnia 2020

Reptilianie atakują ! #7

Znalezienie liny, sznurka, czy w ogóle czegoś na tyle długiego i mocnego, żeby związać nieprzytomnego Svena okazało się nie lada wyzwaniem. Reptilianie bardzo dbali o to, aby miastowi nie mieli w swoich mieszkaniach nic, co mogłoby posłużyć za ewentualną broń i najwyraźniej sznurek, obok noży do masła, również zaliczał się do tej śmiercionośnej kategorii.

A czas leciał. Zaśliniony Sven powoli wracał do świadomości.

W końcu Willman, ostro poganiany przez Minnie, nie miał innego wyboru jak rozebrać budzącego się Svena do bielizny i związać go jego koszulą i spodniami.
Skrępowany Sven wyglądał komicznie. Willman przekręcił go na brzuch, ręce skrępował w nadgarstkach koszulą a nogi w kostkach spodniami jeszcze przed chwilą zasłaniającymi zadek i włochate nogi współlokatora. Na koniec, instruowany piskami nornicy, połączył oba węzły na wysokości krzyża leżącego w ten sposób, że ręce skrępowanego wygięte były do tyłu, a nogi zgięte w kolanach pod kątem prostym do przodu, tworząc tym samym jakąś pokręconą ludzką kołyskę, ulepioną z ciała na wpół gołego faceta.
Gdy tylko zasapany Willman skończył, na plecy związanego wskoczyła Minnie i małymi łapkami o ostrych pazurkach sprawdziła naciągnięcie improwizowanego naprędce węzła, gdy skończyła z aprobatą pokiwała mysią główką.

- Ujdzie - fachowym okiem oceniła willmanową robotę - jeszcze dojdziesz do wprawy kochasiu.
- Wolałbym nie - klapnął ciężko na podłodze pod ścianą jak najdalej od leżącego - Boże, mam nadzieję, że to tylko sen - schował spoconą głowę w dłoniach.
- Willman ... - Minnie zwinnie zeskoczyła z pleców Svena, który właśnie zaczął się poruszać i przycupnęła obok załamanego chłopaka - spójrz na to z innej perspektywy: dzisiaj jest pierwszy dzień twojego prawdziwego życia, jak w Matrixie! Właśnie dostałeś szansę na połknięcie odpowiedniej pigułki.
- Co to jest Matrix? - przetarł twarz. Ciekawość znowu zwyciężyła - jakiej pigułki? Co ty bredzisz?
- Och - wykonała mysi odpowiednik wzruszenia ramionami - znowu zapomniałam, jak wy w tych rezerwatach jesteście zacofani kulturowo, jeszcze ci opowiem o Matrixie, obiecuję,ale póki co, twój koleżka chyba się obudził.

Rzeczywiście, Sven otworzył jedno oko i spod wpół przymkniętej powieki przyglądał się im z mieszaniną wściekłości i ciekawości, jednocześnie ruchami nadgarstków próbował poluzować węzeł na przegubach rąk.

- Sven! - pisnęła nornica w udawanej ekscytacji - chyba jesteś nam,a na pewno swojemu przyjacielowi, winien jakieś wyjaśnienia! No dalej chłopie, nie bądź taki skrępowany!
{}× 14
piątek, 27 listopada 2020

Reptilianie atakują ! #6

Na moment świat skurczył się do rozmiarów futryny drzwiowej, reszta była ciemnością. W drzwiach stał jego współlokator z bronią i warczał coś, ale Willman nie rozumiał co.

Zastygł. Do głowy przyszła mu irracjonalna myśl, że chyba będzie musiał poszukać innego mieszkania, bo Svenowi odbiło. Jego zmrożony mózg nie był w stanie przetrawić informacji wysyłanych za pośrednictwem nerwów wzrokowych przez oczy i ułożyć ich w logiczną całość: Sven, broń, lufa wymierzona w jego kierunku - to nie miało sensu. Dlaczego w progu kuchni stoi Sven i celuje do niego z broni?

Ułamek sekundy później świat ruszył z miejsca.

Minnie coś powiedziała. Sven obrócił lufę szczepionkowca w jej stronę. Willman przypomniał sobie o szklance, którą cały czas ściskał w dłoni. W kolejnym ułamku sekundy podjął decyzję, a raczej zrobiła to za niego podświadomość.

Szklanka świsnęła w powietrzu. W nieco dłuższym ułamku sekundy naczynie pokonało dystans dzielący dłoń Willmana od skroni Svena. Niemal w tym samym momencie zaskoczony Sven, rozproszony przez Minnie, wystrzelił ze szczepionkowca.
Broń kaszlnęła cicho, wyrzucając z siebie pocisk. Kula o centymetry minęła prawe ucho Willmanna i ze stuknięciem wbiła się w szafkę za jego plecami. Dokładnie w chwili, gdy szklanka trafiała w głowę strzelca powalając na ziemię.

Willman odetchnął. Drżącą dłonią otarł pot z czoła. Za dużo wrażeń jak na jeden wieczór dla kogoś, kto jeszcze godzinę temu był zwykłym gryzipiórkiem na usługach Reptilian, idącym przez życie skryty w cieniu, pilnując się żeby przypadkiem nie nadepnąć na odcisk komuś wyżej w hierrarchii, niż on. Wygląda na to, że właśnie pożegnał się ze swoją spokojną egzystencją.

- Kurwa mać ... - przerażony zaklął pod nosem.
- Rusz się! - ponagliła go Minnie. Najwyraźniej cała sytuacja nie zrobiła na niej większego wrażenia - trzeba go związać zanim się ocknie.
- Jak to związać? - Willman spojrzał na nieprzytomnego Svena, który właśnie zaczynał się ślinić.
- Wiem, wiem - usprawiedliwiła się nornica zwinnie, schodząc po nodze stołowej - ale nie możemy go zabić. Jeśli jest Reptiliańskim agentem, to pewnie ma jakiś czujnik monitorujący jego parametry życiowe i jeśli na ekranie zobaczą płaską kreskę, to mamy do końca przesrane. Bierz jego szczepionkowaca i dawaj jakąś linę!
{}× 14
niedziela, 22 listopada 2020

Reptilianie atakują ! #5

Willman potrzebował chwili na zebranie myśli. Wstał od stołu, podszedł do zlewu i nalał sobie szklankę zimnej wody, cały czas pod czujnym spojrzeniem czarnych ślepek.

- To jest irracjonalne - powiedział gdy w końcu przełknął ostatni łyk - niemożliwe.
- Ona ich odnalazła - nornica zdawała się go nie słuchać - rozmawiała z nimi, nie osobiście, ale nawiązała kontakt. Są cali i zdrowi i zgodzili się do niej dołączyć, pod warunkiem, że ty też się zgodzisz.
- Jeśli to żart to zupełnie nieśmieszny - założył ręce na piersi - Czy moja kochana siostra mówiła ci czemu nas rozdzielili?
- A jakie to ma teraz znaczenie? - odparł gryzoń niezrażony - Znalazła ich i tylko to się liczy, Willman - oczka znowu zapłonęły - chyba nie powiesz, że nie chcesz znowu ich zobaczyć, porozmawiać?
- Nie bierz mnie pod włos - zirytowany zaczął chodzić po pokoju - dobrze wiesz, że o niczym bardziej nie marzę. Problem w tym, że po pierwsze: nie wierzę ci, po drugie: nie wierzę mojej siostrze, jeśli faktycznie to ona cię przysłała i po trzecie ostatnie i najważniejsze: nie wierzę, że Reptilianie będą stać bezczynnie i patrzeć jak dwoje prepandemicznych naukowców daje nogę ze strzeżonego ośrodka badawczego, może jeszcze zapakują im kanapki na drogę?
- Twoja siostra ma plan - puściła ironię mimo uszu - bardzo dobry plan. Chyba nie sądzisz, że odnaleźliśmy ich wczoraj i teraz na hurra lecimy z odsieczą?

Prawdę mówiąc Willman nie wiedział co sądzić. Sam fakt, że właśnie dyskutował z gryzoniem na temat własnej rodziny, był dla niego wystarczająco dziwaczny i niepojęty. Czuł, że obojętnie jaką decyzję podejmie, może jej potem mocno żałować.
Nie ufał swojej siostrze i nie potrafił jej wybaczyć, że zostawiła go na pastwę Reptilian po tym, jak zabrali ich rodziców, z drugiej strony czuł się cholernie samotny w mieście, gdzie każdy był skądś indziej, a kontakty międzyludzkie były szczegółowo monitorowane, a jego jedyną radością było ukradkowe czytanie prepandemicznej kolorowej prasy i komiksów.
Willman usiadł na przeciwko nornicy, w dłoniach nieświadomie cały czas obracał pustą szklankę.

- Masz właściwie jakieś imię nornico? - zapytał zrezygnowany.
- Możesz mi mówić Minnie - dałby sobie rękę uciąć, że gryzoń uśmiechnął się do niego.
- Minnie to nie mysz z kreskówek? - mrugnął do zwierzaka.
- Może jeszcze będą z ciebie ludzie Willman - w czarnych oczkach znowu zabłysły iskierki, tym razem radości - a teraz daj mi proszę coś normalnego do jedzenia, albo naprawdę poczujesz mój gniew.
- Ani drgnij Willman! - od strony drzwi dobiegł głos Svena.

Willman obrócił się powoli. W progu stał jego przyjaciel z wycelowanym w jego stronę ręcznym szczepionkowcem.
sobota, 21 listopada 2020

Reptilianie atakują ! #4

Willman nawet nie próbował cucić nieprzytomnego współlokatora. Ograniczył się do podłożenia mu pod głowę poduszki i nakrycia kocem.
Wolał, żeby rozmowa z dziwnym gryzoniem odbyła się bez świadków. Nie w tym rzecz, że nie ufał Svenowi, bo ufał, w końcu razem robili rzeczy, za które w mieście w najlepszym wypadku szło się siedzieć, po prostu nie chciał narażać kolegi na dodatkowe ryzyko. W myśl zasady, że im mniej wiesz, tym mniej powiesz na przesłuchaniu, postanowił pozwolić Svenowi pozostać w błogiej nieświadomości.

- Więc przysyła cię moja siostra? - zagaił Willman wchodząc do kuchni.
- W rzeczy samej - odparł gryzoń z blatu stołu, w zwinnych łapkach nieufnie obracał kostkę sera - mam to jeść?
- Myślałem, że myszy lubią ser - odpowiedział zdziwiony - a tak poza tym nie zmieniaj tematu, co jest grane.
- Nie jestem myszą, tylko nornicą, a to nie jest prawdziwy ser - fuknęła - a grane jest to, że przybywam cię ocalić.
- Ocalić? - zaśmiał się cicho siadając na krześle naprzeciwko gryzonia - przed kotem Jerrym?

Gryzoń westchnął, odłożył z obrzydzeniem ser na blat. W jego czarnych ślepkach zapłonęły ogniki irytacji:

- Kot z kreskówek nazywał się Tom. Jerry to mysz, którą gonił, ale nigdy nie mógł złapać.

Nornica przydreptała na skraj stołu. Czarne oczka wwiercały się w Willmana, mężczyzna może nawet i by się przestraszył, gdyby nie należały do kogoś o wzroście około 10 centymetrów. Tymczasem gryzoń wziął się pod boki zupełnie jak maluteńki wkurzony człowieczek i kontynuował:

- Chcemy cię ocalić przed takim życiem - zatoczyła łapką krąg - przed całym tym orwellowskim szajsem, w którym wegetujesz ...
- Orwellowskim?
- Nie przerywaj - przysiągłby, że pogroziła mu palcem - od ładnych paru lat obserwujemy ludzkie rezerwaty takie jak ten i jesteśmy przerażeni. Pełna inwigilacja, kontrola każdego aspektu życia i masowe ogłupianie jakimiś pożal się boże teoriami pseudo naukowymi - nornica zaczęła spacerować w tę i z powrotem, jak zaaferowany miniaturowy profesorek podczas wykładu - do tego ścisła kontrola urodzeń i selektywne rozmnażanie. Jak myślisz Willman? - znowu spojrzała na rozmówcę - ile na świecie żyje teraz ludzi?
- Coś około 6 miliardów - odpowiedział bez wahania - Reptilianom udało się ograniczyć ludzką populację w stosunku do czasu prepandemicznego o prawie dwa miliardy, chyba nie możesz mieć do nich o to żalu?
- Willman na świecie nie ma was nawet jednego miliarda - westchnęła - z czego 95 procent żyje w rezerwatach, gdzie społeczeństwa są formatowane, lepione na nowo, oddarte z niemal całego dorobku kulturowego i godności - są jak krowy w hodowlach! - czarne oczka zapłonęły żywym ogniem.
- Pieprzenie - powiedział - do tego pieprzenie, za które czeka krawędź.
- Krawędź czego? - rzucił gryzoń zaczepnie.
- Nie prowokuj mnie - syknął.
- Willman krawędź czego? - nie dawała mu spokoju.
- Za takie gadanie - opanował się - grozi strącenie z krawędzi świata w pustkę, czyli śmierć!

Nornica patrzyła na niego bez słowa. Willman założyłby się o każde pieniądze, że tym razem w jej małych błyszczących oczkach zauważył mieszkankę politowania i współczucia, może nawet żalu. Tak patrzy się na kogoś niespełna rozumu, tak matka patrzy na niezbyt mądre, ale kochane dziecko.

- Wilman - zaczęła spokojnie - pomyśl: co wiesz na temat świata, jak go nazywasz: “prepandemicznego”, dlaczego Reptilianie tak surowo karzą za handel kontrabandą historyczną, na przykład za to, co dzisiaj przyniosłeś pod kurtką z pracy? Co przyniosłeś, co?

Willman wzruszył ramionami. Nieraz zastanawiał się, w czym stare gazety i czasopisma mogą szkodzić społeczeństwu. Wielokrotnie dyskutował o tym ze Svenem, ale nigdy do niczego nie doszli. Obaj lubili czytać, jak żyło się ludziom w prepandemii, ale ich ulubioną rozrywką były komiksy, bo dodawały najwięcej kolorów ich szaremu życiu, poza tym najprościej było je zrozumieć, bo obrazki pokazywały to, czego nie byli w stanie sami sobie wyobrazić.

- Przyniosłem komiks o Batmanie - podniósł rękę aby uciszyć wyrywającą się do riposty nornicę - i nie, nie wiem, czemu czytanie tego jest zakazane, ale na pewno to część jakiegoś większego planu, w końcu z jakiegoś powodu cywilizacja prepandemiczna upadła, a Reptilianie po prostu uratowali to co zostało z ludzkości i … nie przerywaj mi przez chwilę! … i cieszę się, że żyję, że jestem bezpieczny i nie chodzę głodny, jak ludzie w pandemii, i że do cholery nikt nie umiera na ulicy, także serdecznie podziękuj mojej kochanej siostrze, za to, że chce mnie ocalić przed takim, życiem i pozdrów ją ode mnie serdecznie, ale ja się stąd nie ruszam!
- Może źle to ujęłam - odpowiedziała, pojednawczym tonem po chwili milczenia - Tu nie o to chodzi, czego ty chcesz czy nie chcesz. Możemy całą noc dyskutować o filozofii i moralności, o wyższości syntetycznego sera nad zwykłym - z obrzydzeniem spojrzała na kostkę, którą dostała do zjedzenia - ale szczerze, uważam, że szkoda na to czasu i energii, więc powiem ci to wprost: twoja siostra odnalazła waszych rodziców, znowu możecie być razem!
{}× 13
czwartek, 19 listopada 2020

Reptilianie atakują ! #3

W pierwszej chwili nikogo nie dostrzegł. Co prawda miejsce, z którego dobiegał głos natręta było ukryte w półmroku, bo do willmanowego zaułka nie docierało światło latarni stojącej przy głównej ulicy, jednak nie było tam aż tak ciemno, aby przechodząc nie dostrzegł stojącego człowieka.
Przełknął ślinę. Drżące dłonie zacisnął w pięści. Powoli, starając się zachowywać naturalnie, do czego zużył resztki z niewielkich zapasów drzemiącej w nim odwagi, ruszył w kierunku natręta.

- Nie wiesz - syknął - że nie zaczepia się obcych na ulicy?
- Willman wyluzuj - głos dobiegał z dołu, jakby mówiący leżał na chodniku - oni nie są wszechmocni, to nie są bogowie, nie widzą wszystkiego i nie mogą wejść ci do głowy.
- Przecież nie jestem głupi! - zacietrzewił się, ciekawość powoli wygrywała walkę ze strachem, co na swój sposób przeraziło go jeszcze bardziej - Ale kamery…
- Kamery ... - w głosie dało się wyczuć pogardliwą nutkę - na kamerze będzie widać jak schylasz się po portfel, widzisz portfel ? Nie tu. Musisz patrzeć trochę bardziej na prawo. O właśnie! A teraz kucnij, podnieś go i otwórz.

Faktycznie. Koło jego prawej stopy leżał mocno sfatygowany skórzany portfel. Willman schylił się żeby go podnieść:

- To portfel Svena! - stłumił okrzyk zdziwienia - skąd ?!
- Ćsss ! - syknął głos - nie podnoś się, otwórz portfel i udawaj, że przeglądasz zawartość. O właśnie tak i nie ruszaj się choćby nie wiem co.

Wykonał polecenie. Sven był jego współlokatorem mniej więcej od pięciu lat, więc wiedział co znajdzie w jego portfelu, mimo to przeglądał dokumenty jeden po drugim, przy okazji, w udawanym skupieniu marszcząc brwi: karta pobytu, karta zatrudnienia, “dowód prawego obywatela” z aktualnymi pieczątkami. Ze wszystkich dokumentów patrzył na niego uśmiechnięty, szczupły blondyn, o roztargnionym spojrzeniu dziecka.

Bardziej wyczuł, niż usłyszał szelest, a zaraz po nim ruch w okolicach kostek. Kątem oka zauważył jak coś niewielkiego, o ciemnoszarej barwie podąża od jego lewej stopy do prawej, po czym uczepiwszy się nogawki jego spodni powoli wspina się po łydce, a zaraz potem po udzie. Willman poczuł jak wszystkie włoski na jego przedramionach i karku stają dęba, kiedy to coś mościło się się w kieszeni jego kurtki.

- Jak na pierwszy raz, to wcale nieźle nam to wyszło - pochwalił go głos, tym razem dobywający się z jego kieszeni - a teraz schowaj portfel do kieszeni i jazda do domciu, Sven pewnie się zamartwia, a ja cholernie zgłodniałam na tym mrozie. Nie! Nie! do drugiej kieszeni idioto!! Ała !!!


Sven faktycznie się zamartwiał i nie było w tym nic dziwnego. W mieście zgubienie dokumentów było równoznaczne z długim i męczącym procesem, obejmującym dziesiątki godzin przesłuchań i wywiadów w instytucjach, których praworządny obywatel bał się bardziej, niż spotkania ze zwykłymi bandytami. Przy okazji żaden szanujący się zwykły bandyta, nie zabrałby praworządnemu obywatelowi dokumentów: pieniądze, kosztowności, czy w skrajnych przypadkach, wobec oporu, zdrowie, tak, ale nigdy dokumenty, w końcu trzeba być człowiekiem, niezależnie od wykonywanej profesji. Reptilian ta zasada nie dotyczyła i bywały już przypadki, że człowiek chcący odzyskać któryś z dokumentów, nie wytrzymywał przesłuchania, czego konsekwencje ponosiła jego rodzina, czasem przyjaciele, a nierzadko i znajomi z pracy, bo w mieście tak naprawdę nie było ludzi niewinnych, a Reptilianie umieli do człowieka dotrzeć. Szczególnie do człowieka takiego jak Sven czy Willman, trudniących się handlem i wymianą kontrabandy historycznej.

Kiedy emocje związane z cudownym odnalezieniem portfela opadły, Willman pokrótce opowiedział Svenowi, co przydarzyło mu się w drodze do domu. Sven najpierw nie uwierzył, potem zbeształ współlokatora za brak ostrożności, na koniec, gdy głos dobiegający z kieszeni kurtki Willmana oznajmił, że jak zaraz nie dostanie czegoś do jedzenia to rozerwie ich na strzępy, z irytował się, z kolei gdy z rzeczonej kieszeni wylazła najprawdziwsza nornica po prostu zemdlał.
poniedziałek, 9 listopada 2020

Reptilianie atakują ! #2

2 Lata wcześniej ...

Zamknął drzwi biura i postawił kołnierz kurtki. Wieczór był chłodny i ponury. Wilgotna mgła zdawała się oblepiać każdy pozostawiony bez okrycia skrawek ciała i w parze z silnym blaskiem latarni ulicznych tworzyła surrealistyczne wrażenie, jakby świat zamienił się w stary film, odtwarzany z mocno zużytej kasety wideo.
Willman pociągnął za klamkę. Drzwi ani drgnęły. Wiedział, że są porządnie zamknięte, w końcu zamykał je tak codziennie od 10 lat, ale procedurom musiało stać się zadość. Szczególnie, że wejście do “Urzędu” cały czas obserwowało wszechwidzące oko kamery, a z nadzorcami nie było żartów i nie warto było zwracać na siebie uwagi, zwłaszcza, gdy pod kurtką, tak jak Willman, ukrywało się kontrabandę historyczną.
Gdy już zakończył codzienny rytuał z drzwiami, szybkim krokiem nie rozglądając się, ruszył w stronę domu. W mieście wszyscy tak chodzili - szybko i cicho jak duchy, starając się nie zerkać w stronę wszechobecnego monitoringu i nie zwracając na siebie uwagi reptiliańskich strażników.
Willman przeciął jezdnię, uważając, aby przypadkiem nie wyjść poza obszar przejścia dla pieszych, bo to były ujemne punkty zachowania.
Minął reptiliańskich nadzorców uzbrojonych w szczepionkowce, pilnujących dwóch nastolatków ścierających z muru jakiś napis. Kątem oka dostrzegł tylko “... jest okrągła!” i przyśpieszył kroku. Kontrabanda ukryta pod kurtką zdawała się palić żywym ogniem. Skręcił w swój zaułek i już chciał odetchnąć z ulgą, kiedy usłyszał, że ktoś go woła:
- Hej Willman!
Zaklął pod nosem. Próbował zignorować wołającego i jak najszybciej znaleźć się w mieszkaniu. Jedynie siłą woli nie zaczął się rozglądać za wołającym, modląc się aby kamera obserwująca jego zaułek nie była zaopatrzona w mikrofon.
- Willman to ważne, siostra przesyła pozdrowienia!
Nie wytrzymał. Obrócił się gwałtownie w stronę głosu.

I to był początek jego końca.

{}× 17
czwartek, 22 października 2020

Reptilianie atakują ! #1

Willman zamknął oczy i zrobił krok w kierunku przepaści. Owionął go powiew świeżego powietrza. Na brodatej twarzy poczuł kropelki morskiej wody, do jego nozdrzy wdarł się zapach soli.
"Więc tak to się skończy? Cała walka na nic?" - pomyślał ze smutkiem.
Między łopatkami poczuł lufę szczepionkowca, niecierpliwiącego się Reptilianina. Willman zrobił kolejny krok i jeszcze jeden, najmniejszy jaki zdołał, najwolniej jak potrafił - podświadomie odwlekał moment egzekucji. Reptilianin zagulgotał coś nerwowo, lufa naparła mocniej na plecy człowieka.
"Raz matka rodziła" - pomyślał Willman zbierając w sobie odwagę przed skokiem w nieskończoną pustkę. Wziął głęboki oddech, zaczął się ostatni krok jego ziemskiej egzystencji, pod prawą stopą nie wyczuł zmurszałej deski pomostu, jak w zwolnionym tempie jego ciało zaczęło przechylać się do przodu ...
{}× 16
środa, 21 października 2020

Przecinek #2

Nazajutrz wypadał dzień karmienia. Zaraz po wprowadzeniu do maszynopisu poprawek, zasugerowanych w mailu przez Włodka, porannym joggingu i sprzątaniu ruszył odwiedzić swojego Ghosta.

Za lokum dla “ducha” służyło mieszkanie, które Młody Człowiek odziedziczył po babci. Kawalerka w szarawym, wielkopłytowym bloku z lat siedemdziesiątych, jakich pełno na gdańskiej Morenie, była dla tego celu idealna - gwarantowała niemal pełną anonimowość. Większość mieszkań wynajmowali studenci, młode małżeństwa, albo Ukraińcy, wszyscy za bardzo zajęci odpowiednio: imprezowaniem, dziećmi lub pracą, albo każdą z powyższych rzeczy po trochu, żeby przejmować się tym, co dzieje się za drzwiami ich klitkowatych, ciemnych mieszkań. Starsi mieszkańcy, niczym ostatni mohikanie PRL-u, byli praktycznie na wymarciu i dopóki na klatce był porządek, i przestrzegana była uświęcona pora ciszy nocnej, solidarnie wykazywali się pełną sąsiedzką obojętną tolerancją, do tego nikt nikomu nie mówił “dzień dobry”. Idealne miejsce aby coś lub kogoś ukryć.

Zaparkował swojego szarego Hyundaia na wąskim parkingu pod blokiem i wyłączył silnik. Odczekał chwilę za kierownicą, aż para młodych ludzi, pewnie studentów - najemców, wejdzie do budynku. Gdy drzwi klatki zamknęły się za nimi, nieśpiesznie, dając młodym czas na wejście do windy, wysiadł z auta i wyjął z bagażnika siaty z zakupami i aby urwać jeszcze dodatkowych kilkadziesiąt sekund, udawał, że szuka czegoś w bagażniku, po czym nasunął na głowę kaptur i ruszył w stronę drzwi.

Zamiast zwyczajowej marynarki, eleganckich butów i spodni, ubrał się w burą bluzę z kapturem i zwykłe dżinsy, na nos, mimo, że słońce jedynie z rzadka przebijało się przez chmury, założył ciemne okulary, na stopy zaś adidasy, w których co rano biegał. Całość ubioru sprawiała, że wyglądał jak sklepowy złodziejaszek, uchwycony przez oko kamery monitoringu, ale nie miał innego wyjścia, bo odkąd zaczął spotykać się z Gośką zdarzało się, że ktoś go rozpoznał,a tego w obecnych okolicznościach wolał uniknąć.
Czasem na ulicy, albo w galerii handlowej, jakaś nastolatka poprosiła o wspólne selfie, choć Młody Człowiek podejrzewał, że nawet nie zdawała sobie sprawę, kim właściwie jest ten uśmiechający się do zdjęcia facet a co więcej, zakładał, że niespecjalnie ją to interesowało. Liczyło się, że gdzieś na instagramie lub twitterze, widziała go pozującego na czerwonym dywanie w towarzystwie jej idolki.
Nie przejmował się tym za bardzo, bo nastolatki nie były jego marketingowym targetem, tak naprawdę zależało mu żeby to matka takiego podlotka go kojarzyła i lubiła, a w konsekwencji kupowała jego powieści. Sam przed sobą jednak musiał przyznać, że rola kwiatka do kożucha, czasami go drażniła. Teraz jednak, z nagrodą dla pisarza roku i nową chwalebną łatką autora bestsellerów, wreszcie przebije się do tego kolorowego świata, jedynie dzięki magii własnego nazwiska. Młody człowiek nie był głupi i dobrze wiedział, “że w dzisiejszych czasach, jak nie ma cię w sieci, to nie istniejesz ” i równie ważne, jeśli nie ważniejsze, od tego co piszesz, było gdzie i z kim bywasz.

Klatka schodowa babcinego bloku, była świeżo po remoncie: gruba warstwa farby w obrzydliwym różowawo - łososiowym kolorze, linoleum położone prosto na lastryko i nowe skrzynki na listy sprawiały dziwne wrażenie upudrowanego nieboszczyka, nie zdołały również zneutralizować specyficznego smrodku panującego w jej wnętrzu: miksu zapachu kilku pokoleń zamieszkujących go ludzi z najróżniejszych grup społecznych i woni dziesiątek ton usmażonych przez lata niedzielnych schabowych, z ziemniaczkami i surówką z kiszonej kapusty. “Każde nowe osiedle - pomyślał - jest schludne w ten sam sposób, każdy gierkowski wielkopłytowiec jednak, śmierdzi unikalnie”. Uśmiechnął się, nad tą parafrazą Tołstoja. Przez moment nawet chciał ją zapisać w pamięci telefonu i użyć w nowej powieści, ale zrezygnował z tego pomysłu. Nie wierzył, że czytelnicy jego kryminałów zrozumieją aluzję do słów autora “Anny Kareniny”, a pisać trzeba tak, żeby ludzie rozumieli albo możesz witać się z pustą lodówką.

Winda zatrzymała się ze zgrzytem i młody człowiek, wsiadł do środka, łokciem wcisnął dziewiątkę. Stary dźwig ciężko ruszył w górę. Młody człowiek odetchnął z ulgą. Nikogo po drodze nie spotkał.

Usłyszawszy brzęczyk domofonu, Włodek z żalem zgasił w popękanej umywalce, dopiero co odpalonego papierosa. Miał nadzieję, że Marcel tym razem nie zapomniał o fajkach, bo zostało mu pół paczki, a ostatnio jarał jak smok. Miał problem z sensownym rozpisaniem głównego wątku najnowszej, zapowiedzianej na Gwiazdkę, powieści Marcela Ludwiga - wschodzącej gwiazdy polskiego kryminału, młodego wilka zbrodni, mistrza intrygi. Chociaż Włodek głowił się już od kilku dni, akcja”Zapadni” nijak nie chciała się skleić do kupy, a papierosy nie dość, że byłby mu potrzebne, żeby w ogóle się skoncentrować, to jeszcze wyznaczały mu rytm pracy. Klepanie w klawiaturę, przerwa na dymka, jeszcze pół strony, akapit i można dać sobie w płuco - papierosy były dla niego najlepszą, bo jedyną, nagrodą z ciężką pracę i zarazem miniaturowym poganiaczem niewolników.

Co gorsza Fircyk, tak w myślach Włodek nazywał Marcela, fanatyk zdrowego trybu życia jako takiego, a szczególnie biegania, krzywo patrzył na tę jego drobną słabość do wyrobów tytoniowych. Marudził coś, że szkoda zdrowia, a poza tym, jak Włodek palił w pokoju, to dym wchodzi w ściany i później się tego nie wywietrzy i trzeba będzie tynki zrywać, co patrząc na stan tej meliny naprzemiennie Włodka śmieszyło lub irytowało. Ostatecznie stanęło na tym, że Włodek absolutnie nie ma palić w jego Marcela, obecności, bo, on, Marcel nie chce śmierdzieć wędzonką i najlepiej, jak już Włodek musi się truć, to niech robi to w łazience, pod kratką wentylacyjną, albo inaczej więcej papierosów nie zobaczy. Jakby to on gnił w tym śmietniku - pieprzona Annie Wilkes w dopasowanym garniturku. O otwarcie okna w ogóle nie chciał prosić - wiadomo - ktoś może zauważyć, zyskałby co najwyżej tyle co ateista składający pobożne życzenia i nawet nie chciał ryzykować irytowania tego paranoika - psychopaty podobnymi kwestiami. Tak naprawdę Włodek podejrzewał, że Fircykowi nie w smak było płacić za włodkowy nałóg, bo Włodek kopcił, jak parowóz, a papierosy były coraz droższe.

Westchnął i wrzucił kipa do do muszli klozetowej, spuścił wodę, przy pomocy archaicznej spłuczki w formie gałki dyndającej na łańcuszku, dobrze, że wiadrem nie musiał zalewać, i wyszedł do niewielkiego, pokrytego pociemniałą ze starości boazerią przedpokoju, akurat w momencie, gdy w zamku szczęknął klucz i do pomieszczenia wszedł Marcel, dysząc pod ciężarem niesionych toreb.

- Bierzcie i jedzcie - Marcel z ulgą przekazał Włodkowi zakupy
- Dzięki ci o dobrodzieju - mruknął Włodek- Kupiłeś fajki?
- Jasne, przecież musimy dbać o dokarmianie twojego raka.
- Musimy. - przyznał Włodek - to w końcu moje jedyne towarzystwo i byłoby mi bardzo smutno, gdyby zdechł - chcesz herbaty, czy coś? Oczywiście jeśli jakąś przywiozłeś, bo mi już wyszła.

Przeszli do mikroskopijnej kuchenki ...
Tagi:
#przecinek, #opowiadanie
{}× 15
wtorek, 13 października 2020

Przecinek #1

W odcinkach pisali Reymont, Sienkiewicz i Prus, więc i ja, dodatkowo natchnięty naszą gremialną akcją pt. Piszemy opowiadanie zacząłem działać z czymś swoim. Jak bóg da, to kolejne części będę wrzucał w miarę regularnie.

Przecinek

Młody człowiek z pietyzmem powiesił elegancką marynarkę na garderobianym wieszaku. Idealnie pasowała do innych, co najmniej tuzina, podobnie eleganckich marynarek, ułożonych zgodnie z zasadami gradacji koloru: niebieska, ciemno - niebieska, granatowa, dalej popielata, jasnoszara, szara, ciemnoszara i wreszcie ta jedna jedyna, która właśnie wróciła na miejsce - ta na specjalne okazje - czarna.
Młody człowiek zamknął drzwi od garderoby i przejrzał się w wiszącym na nich lustrze: szczupłą sylwetkę zawdzięczał codziennemu porannemu joggingowi, a nienaganną fryzurę cotygodniowym wizytom u fryzjera. Ostatnio też, po rozstaniu z narzeczoną, zapuścił krótką brodę, którą codziennie pielęgnował. Znajomi twierdzili, że nowy zarost jest bardzo twarzowy i generalnie była partnerka nie wie co straciła, ale młody człowiek miał w dupie opinie znajomych.

Młody człowiek, zadowolony z tego co zobaczył w lustrze, poszedł do kuchni, gdzie z lodówki wyciągnął napoczętą butelkę różowego wina, ostatnią pamiątkę po byłej i nalał sobie odrobinę do kryształowego kieliszka. Normalnie nie pił alkoholu, ale dzisiaj świętował. Z kieliszkiem w dłoni rozsiadł się na skórzanej kanapie, stopy w czarnych garniturowych skarpetkach położył ostrożnie na marmurowym blacie stolika, i z lubością spojrzał na nagrodę w kształcie przecinka, odebraną na niedawnej gali. Jego samozadowolenie trochę burzył fakt, że na scenie kazali mu stać między tą od romansów z napompowanymi ustami i biustem, a Irkiem od discopolo, ale cóż - bestsellery to bestsellery. Ludzie głosują portfelem, za nic sobie mając opinie krytyków i według młodego człowieka, był to nawymierniejszy sposób oceny pracy twórcy: ktoś jest gotów zapłacić za to co stworzyłeś, albo nie i w zasadzie tyle. Nobla do garnka nie włożysz.
Oczywiście pogląd ten zachowywał dla siebie i nie wyjawił go nigdy, nawet nielicznym najbliższym przyjaciołom. Spojrzał na tarczę złotego zegarka, zdobiącego jego nadgarstek: "późno, nagrody czy nie, jutro normę trzeba wyrobić, bez pracy nie ma kołaczy" - pomyślał, dopił wino i odstawił kieliszek na korkową podstawkę - czyszczenie marmuru z kręgów i wodnych zacieków po naczyniach to prawdziwy dramat...
Przed snem miał jeszcze jedno do zrobienia.

Obicie kanapy zatrzeszczało rozkosznie luksusowo, gdy się z niej podnosił. Kanapa była jego najnowszym nabytkiem. Dobrze zdawał sobie sprawę, że przy dzisiejszych trendach nie powinien wybierać obicia z naturalnej skóry, bo prawa zwierząt i ekologia, i jeśli ktoś się dowie, że ma w domu taki gadżet, i nie daj boże, rozpowszechni tę informację w sieci, to może stracić czytelników, ale co tam - na co komu pieniądze jeśli nie może ich wydać na drobne oznaki dostatku i pomyślności, jak właśnie taki mebel? "Ot relatywizm moralny - przyszło mu do głowy- z jednej strony futro, czy skórzana kanapa wszystkich dzisiaj mierzą, za to skórzanego paska od zegarka nikt się nie zauważa, a przecież i tu i tam, aby powstał przedmiot, musiała zginąć krowa".
Stwierdził, że to dobra myśl, i potem może wsadzi ją w usta jakiemuś villianowi w książce, więc zapisał ją w notatniku w Iphonie w zakładce "źli", w podzakładce "złote myśli" - młody człowiek lubił schludność i porządek, bo to znacznie przyśpiesza pracę.

Poszedł do gabinetu i odpalił macbooka. Czekając, aż system się uruchomi, omiótł spojrzeniem pomieszczenie. Gabinet był urządzony bardzo prosto, bez jednej zbędnej rzeczy, nic co mogłoby go rozpraszać podczas pracy. Duże dębowe biurko stało na dębowej podłodze, na biurku znalazły miejsce tylko macbook i lampka. Przed biurkiem stało nowoczesne, krzykliwe krzesło komputerowe, rodem z zawodów gamingowych, nie do końca styl młodego człowieka, ale niezwykle wygodne. Cóż, spędzał na siedząco parę ładnych godzin dziennie, a zdrowy kręgosłup to podstawa. W rogu gabinetu stał pusty regał, tak, żeby jakoś urozmaicić biel ścian. Poza tym nic. Żadnych plakatów, zdjęć, nagród, czy innych osobistych rzeczy, pamiątek - jak w korporacyjnym boksie. Młody człowiek nie potrzebował nostalgii, potrzebował pełnego skupienia.
Młody człowiek zanotował w pamięci, że musi zmienić komputer na szybszy - w najbliższej przyszłości i odkurzyć gabinet - jutro rano, zanim rozpocznie pisanie.
Tymczasem system wreszcie się załadował. Młody człowiek otworzył pocztę email i od razu zauważył to na co czekał. Kliknął w ostatnią wiadomość: wiadomość od: “Włodek”, tytuł: “Zapadnia” poprawki # 6.
Przebiegł szybko wzrokiem treść:
“Wszystko tak jak prosiłeś. W załączeniu plik z poprawkami do rozdziału szóstego. Tak jak prosiłeś, poprawił tempo akcji i dopisał dwa akapity opisowe.”
“Poprawiłem”, nie “poprawił” i “dopisałem”, nie “dopisał”, poprawił w myślach młody człowiek. Zanotował w pamięci, żeby przy najbliższym karmieniu ukarać Włodka, za te rusycyzmy. Ostatnio Włodek i tak mocno się podciągnął w gramatyce i pewnie niedługo, dzięki zastosowanemu systemowi kar i nagród, uda mu się całkowicie wykorzenić te naleciałości, a to poprawi wydajność i zmniejszy ryzyko jakiejś głupiej wpadki.
Pliku tekstowego załączonego do maila nie otworzył - higiena pracy - pisanie jutro od rana, zaraz po joggingu. Młody człowiek zadowolony wyłączył komputer i wyszedł z gabinetu. Uwielbiał, gdy wszystko szło zgodnie planem.
Tagi:
#opowiadanie, #przecinek
{}× 15
poniedziałek, 28 września 2020

Piłka książką się toczy część 3 (ostatnia)

Wygrzebałem jeszcze trzy futbolowe książki godne uwagi, tak żeby było 11. Mamy więc całą drużynę i jednego, rezerwowego - 12 zawodnika, jako, że wpis bez Stanowskiego byłby wpisem niepełnym.

Zaczynamy od dwóch pozycji historycznych ze stajni SQN - u:

“Aniołowie o brudnych twarzach” Jonathan Wilson
Świetne opracowanie o historii piłki w Argentynie. Biografia Argentyńskiego futbolu autorstwa Wilsona jest pozycją ze wszech miar godną uwagi: obiektywną, daleko wykraczającą poza piłkarskie stadiony dzięki czemu wciągającą, do tego napisaną lekko i wielce przyjemną do czytania.

“Calcio. Historia włoskiego futbolu” John Foot
Calcio to w teorii pozycja analogiczna do powyższej, z tym, że o piłce na Półwyspie Apenińskim. W teorii, bo w praktyce jest po prostu od książki Wilsona gorsza. Anglofilska, momentami przeintelektualizowana i nudnawa. Mimo wszystko fani historii piłki kopanej powinni być zadowoleni, bo jednak coś ciekawego też można się z lektury dowiedzieć. Dodatkowy wielki plus za piękne wydanie.

“Wisła w ogniu. Jak bandyci ukradli Wisłę Kraków” Szymon Jadczak
Tytuł właściwie mówi sam za siebie. Reportaż śledczy autorstwa dziennikarza Szymona Jadczaka (gość podtrzymuje moją wiarę w etos dziennikarza śledczego) odkrywa kulisy przejęcia rady nadzorczej krakowskiego klubu przez jego “kibiców” - bandytów z Wisła Sharks, kontrolujących między innymi w handel narkotykami w Krakowie - świetna, mocna pozycja, do tego czyta się jak kryminał.

“Stan Futbolu. Tajemnice boiska, szatni i piłkarskich gabinetów” Krzysztof Stanowski
Stanowski, dziennikarz sportowy w branży niemal od zawsze, nie dziwi więc fakt, że ma wiele do opowiedzenia. Książka jest lekka, przyjemna, z lekko plotkarską nutką, ale nie ogłupiająca - warto dla rozluźnienia.
Tagi:
#sport, #futbol, #lista
{}× 11
O nas Kontakt Pomoc Polityka prywatności Regulamin
© 2021 nakanapie.pl
Zrobione z {} na Pradze Południe