Avatar @Romska

SARA 65

@Romska
2 obserwujących. 1 obserwowanych.
Kanapowicz od ponad roku. Ostatnio tutaj 5 miesięcy temu.
{} Napisz wiadomość
2 obserwujących.
1 obserwowanych.
Kanapowicz od ponad roku. Ostatnio tutaj 5 miesięcy temu.

Blog

czwartek, 6 lutego 2020

,,CHOĆ GONI NAS CZAS”

Coraz częściej zdajemy sobie sprawę z szybkości upływającego czasu. Ustawiamy sobie priorytety co będzie dla nas najważniejsze, ważne, a co zepchniemy na dalszy plan. Dla jednych będzie to kariera zawodowa, dla innych rodzina, podróże, a może jeszcze coś innego. Realizowanie celów jeden po drugim wymaga naszego wysiłku równie obciążająco jak życiowa mieszanina. Łączenie kariery z życiem rodzinnym, czy innej konfiguracji niejednokrotnie doprowadza do zawirowań, a nawet zakrętów życiowych. Wielu z nas oddaje się całym sercem jednemu celowi zaniedbując inne. Czasami bezwiednie gubimy rzeczy, które były bardzo ważne, a stały się mniej ważne, czy nawet stały się obciążającym balastem. Warto na jakiś czas się zatrzymać, częściej wygospodarować czas wolny, przewartościować priorytety i zwyczajnie pomyśleć, czy nie zmierzam w ślepą uliczkę. Nie lubimy poddawać się refleksji, że coś utraciliśmy bezpowrotnie, lub mogliśmy coś zrobić zupełnie inaczej. Pracoholicy nie potrafią wypoczywać, bo po kilku dniach czują się jak lwy w klatce. Brakuje im adrenaliny, działania i nowych wyzwań. Wypracowany schemat nie przewiduje przestojów i trwonienia cennego czasu. Każdą chwilę poświęcają na pracę nawet w trakcie posiłku. Jest coś takiego jak higiena pracy. Obecnie zapracowani biznesmeni, informatycy, czy ludzie przeróżnych zawodów przechodzą swoisty detoks w coraz to nowych miejscach odosobnienia. Okazuje się, że jednym z nich są klasztory oferujące skromne pomieszczenia do kontemplacji, bez gadżetów naszej cywilizacji. W ciszy, spokoju próbują zajrzeć w głąb siebie i odwlec pierwszy zawał serca. Jeśli robimy coś systematycznie nie potrzebujemy życiowej rewolucji. Czy jedynym czasem wolnym dla własnej rozrywki, dla rodziny będą zbliżające się święta? Znam ludzi, którzy bez względu na wszystko wyznaczają niemalże święty  czas dla rodziny, znajomych, dla siebie. Może to być jeden dzień w tygodniu, a nawet kilka godzin dla odstresowania, odpoczynku, spontanicznego śmiechu. Zatrzymując się na chwilę przypominamy sobie o najbliższych. To nasze dzieci, nasz partner, rodzice, przyjaciele, znajomi. Ludzie, którym jeszcze na nas zależy. Kiedy zaniedbamy tą sferę życia może okazać się, że w czasie życiowej porażki tak naprawdę nie mamy komu wypłakać się w rękaw. Budowanie od nowa ludzkich relacji jest bardzo trudne. Zmiana pracy może okazać się trudna nie tylko przez wykonywanie nowych, powierzonych zadań, ale właśnie z powodu akceptacji nowego środowiska. Nikt nie wytrzyma długo w wymarzonej pracy, gdzie nie jest się akceptowanym, a wręcz mobbingowanym. Łatwo przychodzi nam osądzać innych na podstawie wyglądu, zwykłej gafy, czy niedoskonałości. Nie wysilamy się, żeby kogoś bardziej poznać, akceptować go takim jakim jest. Oczywiście nie polubimy wszystkich, bo jest to niemożliwe. Nie zdajemy sobie sprawy, że właśnie ktoś najmniej akceptowany i poniżany w firmie jest bardzo wartościowym człowiekiem i w najmniej oczekiwanym momencie to właśnie on może ci pomóc. ,,Choć goni nas czas” to tytuł filmu w doskonałej obsadzie aktorskiej Morgana Freemana i Jacka Nicholsona w rolach głównych. Możemy w nim zobaczyć jak dla nich rzeczy istotne nagle stały się drugoplanowe. Nie chcę zdradzać fabuły, bo warto go obejrzeć i zastanowić się nad upływającym czasem. I nie jest ważne ile ma się lat. Pracować trzeba, ale z umiarem, by cieszyć się życiem i owocami swojej pracy. Byłoby cudownie, by mieć się tym wszystkim z kim dzielić. Człowiek jest zwierzęciem stadnym i długo nie wytrzyma w samotności. Nie warto też być Scroogem, bo dawanie i pomoc innym uszlachetnia. Skala nie jest ważna, ale otwarte serce już tak.    
czwartek, 6 lutego 2020

ODDZIAŁY PSYCHIATRYCZNE DLA DZIECI

Plusy i minusy umieszczenia dziecka w oddziale psychiatrycznym. W naszym kraju istnieją placówki otwarte i zamknięte. W tych otwartych rodzice praktycznie mogą zabrać dziecko, jeśli uważają, że placówka nie spełnia ich oczekiwań, a dziecko nie dość, że nie robi postępów, to ewidentnie tkwi w punkcie wyjścia, lub się cofnęło. W oddziałach szpitalnych, gdzie dziecko umieszcza sąd decydentem jest lekarz, który ocenia stan dziecka. Co pół roku wystawia opinię o stanie zdrowia i o postępach w leczeniu, lub ich braku.  Pamiętajmy, że każde odłączenie dziecka od rodziny, znajomych, przyjaciół to dla niego wielkie przeżycie. Tendencja umieszczania dzieci w takich placówkach blisko rodzin już dawno odeszła do lamusa. Oddziały psychiatryczne dla dzieci są przepełnione, a kolejka do nich długa. Czas oczekiwania na miejsce nawet kilka, a nawet kilkanaście miesięcy. W tym czasie mogą zdarzyć się przeróżne rzeczy od dalszej demoralizacji, po wyjście na prostą. To tak jak wyrok w odroczeniu, który i tak trzeba zrealizować. Umieszczane dzieciaki na drugim końcu Polski mogą liczyć na niezbyt częste odwiedziny, może paczkę i rozmowę telefoniczną, jeśli akurat nie będzie w szkole. Dzieci bardzo tęsknią, a swoją frustrację manifestują zamknięciem się w sobie, albo agresją i złością. Kiedy rodzice uczestniczą w terapii rodzinnej to obie strony uczą się na nowo zasad i postępowania. Poznają własne błędy i starają się wyciągać wnioski. Z czasem ich życie układa się po nowemu. Taka izolacja dziecka ma sens. Natomiast pozostawienie młodego człowieka jak w przechowalni bagażu niech naprawią go inni, to przeważnie czas stracony. Gdy dziecko trafi na placówkę z przygotowaną do tego rodzaju pracy kadrą, to również może wiele skorzystać. Wypełniony czas zajęciami, odpowiednia terapia i wsparcie wielu zaangażowanych ludzi sprawi, że zacznie rozumieć dlaczego tkwi w takim miejscu. Gorzej jest, kiedy przypadkowi ludzie pracują na zasadzie ,,klawiszy” i odwaleniu zmiany. Priorytetem staje się, by nikt nie uciekł, ewentualnie któreś nie zrobiło czegoś, za co trzeba by ,,beknąć”. Jest tak wiele aspektów tego tematu, że wiele zależy to od analizy indywidualnych przypadków. Każde dziecko jest inne, jego historia jest inna, choć podobna, ale jednak inna. Nie wszystkie dzieci trzeba zaraz zamykać i izolować. Tak bardzo brakuje nam profilaktyki, psychologów, psychiatrów dziecięcych, czasami czujnego oka rodziców, by na bardzo wczesnym etapie kłopotów pomagać młodym ludziom. Sami dorośli mają problemy ze sobą, to jak staną na wysokości zadania i pomogą najmłodszym? Skoro są to ,,nasze dzieci” cytowałam wypowiedź polityka to zadbajmy o nie w należyty sposób. Pracuję nad tematem i zauważyłam, że zaczyna się więcej mówić o psychiatrii dziecięcej. Ten problem narasta, a rodzice stają się bezradni. Nie powstrzymamy rozwoju cywilizacyjnego i jej skutków, a brak standardów postępowania w sytuacjach kryzysowych nie pomaga. Walczmy o dzieciaki, by nie stały się emocjonalnymi kalekami. Zamknięcie, wykluczenie nie równoważy się z pomocą, czy wyleczeniem. Jak obecnie trudna sytuacja jest w psychiatrii dziecięcej ukazuje nam artykuł w ,,Onet.pl”.      

czwartek, 6 lutego 2020

DUSZA I CIAŁO

 Najkorzystniej dla gatunku homo sapiens jest, gdy zachowana jest równowaga pomiędzy naszym ciałem, a tym co mamy w środku. Wielu psychologów, psychiatrów nawiązuje do zależności pomiędzy zdrowiem psychicznym, a fizycznym. Wiele zburzeń somatycznych jest ściśle związane z tym, co mogliśmy zepchnąć do podświadomości. Nieprawidłowe relacje z rodzicami, przeżyte traumy, długotrwały stres i wiele innych skomplikowanych obciążeń psychicznych powoduje, że ciało zaczyna się buntować. Wizyty u lekarzy różnych specjalności, kolejne leki nie przynoszące ulgi mogą wskazywać na przyczyny dolegliwości ściśle związane z terminem zaburzenia psychosomatycznych. Tłamszone emocje przez nakazy rodziców, by nie płakały, krzyczały, nie bały się, nie złościły gromadzą je w sobie kumulując nowe pokłady niepotrzebnego stresu. Kiedy dziecko sygnalizuje nam, że się czegoś boi, to nie wymuszamy na ośmiolatku bohaterstwa podkreślając, że jest już dużą dziewczynką, czy chłopcem. Każdy ma prawo się bać, bo jest to naturalna obrona organizmu. Nawet antyterroryści odczuwają strach, bo wówczas popełniają mniej błędów. Należy z dzieckiem poszukać źródła strachu i przy pomocy wyjaśnień, zapewnień, a nawet doświadczeń sukcesywnie strach niwelować. Tłamszone emocje przez dziecko związane ze szkołą mogą manifestować dolegliwościami somatycznymi jak bólami brzucha, mdłościami, bólami głowy, zaburzonym snem i wieloma innymi objawami. Nawet jak dziecko twierdzi, że wszystko jest w porządku należy sprawdzić. Wcześniej jednak poradźmy się pediatry, czy dziecko jest na pewno zdrowe fizycznie, a następnie przeanalizujmy relacje w szkole. Sprytny rodzic dojdzie przyczyny dyskomfortu. Mamy przykłady opiekunek w żłobkach, czy przedszkolach, gdzie osoby opiekujące się dziećmi wręcz je krzywdziły. Wymaga to jednak zaangażowania i dociekliwości. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie. Na czym nam bardziej zależy? Na świętym spokoju, czy dobru dziecka? Może to wyglądać w taki sposób. Byłam u lekarza, wykonano dziecku komplet badań, więc wszystko w porządku, a reszta to fanaberie małolata. Niestety myśląc w ten sposób łatwo coś przeoczyć, zbagatelizować, co w przyszłości może odbić się na kruchej psychice naszej córeczki, czy synka. Należy też twardo stąpać po ziemi i dokładnie obserwować nasze pociechy, gdyż potrafią łatwo manipulować dorosłymi. Nawet dziecięcy szantaż nie jest im obcy. Dobry rodzic będzie czujny i pragmatyczny, a nie jest to łatwe zadanie, przecież standardowe osiemnaście lat opieki to ogrom czasu. 
wtorek, 29 października 2019

ADRENALINA – PRZYJACIEL, CZY WRÓG?

Adrenalina jest hormonem kory nadnerczy. Jak we wszystkim potrzebny jest umiar. Jej brak prowadzi do defektów ciała, a nadmiar do chorób somatycznych, a nawet do uzależnienia. Jej nadmiar pojawia się w momencie stresu. Jeśli jest to stres krótkotrwały pomaga nam mobilizować siły do większego wysiłku, gdzie nasze możliwości zadziwiają nas samych. W momencie strachu, ucieczki, walki jej wyrzut w naszym organizmie dodaje tak zwanego powera (w tłumaczeniu siły, mocy, zasilania). Po tym jednak przychodzi chwila przyjemnego relaksu i nasz organizm samoczynnie stabilizuje jej działanie. Gorzej jest, gdy jej podwyższony poziom z powodu ciągłego stresu niszczy nas od środka. Obecnie każdy z nas jest narażony na destrukcyjne działanie jej nadmiaru poprzez wszechobecny stres w naszym życiu. Podwyższa ciśnienie krwi, poziom glukozy, kobietom odbiera urodę, może być przyczyną wrzodów żołądka i wielu innych schorzeń. Są to zawiłe procesy metaboliczne i szeroko powiązane ze sobą. Przodującym narodem z powodu umieralności z przepracowania i nadmiernego stresu są Japończycy Przeciw wagą jest z kolei dla alergików, gdzie w momencie wstrząsu na czynnik uczulający jak jad pszczoły, orzeszków arachidowych, czy innych substancji jej podanie ratuje życie.
Lubimy działanie Adrenaliny, kiedy oglądamy horrory, jedziemy kolejką rollercoastera, skaczemy na bungee, wspinamy się po górach. To następujące odprężenie po osiągniętym celu cudownie odpręża i nie jest ono szkodliwe. Kłopot pojawia się dopiero, gdy uzależnimy się od jej zwyżek. To bardzo silne uzależnienie porównywalne do alkoholu, papierosów. Takim przykładem mogą być hazardziści. Aby zerwać z nałogiem przechodzą długotrwałą psychoterapię. Zadziwiają nas wyczyny himalaistów, gdzie można by sądzić, że oni również uprawiają swoisty hazard. Ta nieodparta chęć powrotu do ekstremalnych warunków, podwyższonego poziomu adrenaliny popycha ich na następne wielotysięczniki nie bacząc na zagrożenia. Problem pojawia się w momencie, kiedy najmłodsi odkrywają Adrenalinę po swojemu. Coraz to wymyślniejsze środki chemiczne pojawiające się na naszym rynku zażywają młodzi ludzie. To dla niej i tego powera sięgają po narkotyki, dopalacze, alkohol. Pragną ekstremalnych przeżyć, odblokowywać kompleksy, sprawdzać się w nowych pozach, czy doznaniach. To nam dorosłym wydaje się, że w dobie internetu, nagłaśniania w mediach, prasie o ich szkodliwości młodzi już wiele wiedzą. Uważam, że to błędne założenie. Skoro przez całą podstawówkę dzieci uczyły się matematyki, to w szkole wyższej już nie muszą? Trzeba rozwijać każdą wiedzę i utrwalać zdobyte wiadomości. W tym względzie edukacji nigdy za wiele. Nie codziennie się mówi o przepełnionych oddziałach toksykologii, gdzie tak wiele dzieciaków traci zdrowie i życie. Nowy rok szkolny, to nowe rozdanie. Nie tylko dorośli żyją w ciągłym stresie. Możemy nawet nie zdawać sobie sprawy z czym aktualnie boryka się młody człowiek. Nadmiar Adrenaliny może zaprowadzić do konfliktu z prawem, utratą zdrowia, czy życia, albo odebrania go komuś innemu. Szybka jazda samochodem to może być ten moment, a wzmocniona środkami psychoaktywnymi to gotowe nieszczęście. Gotowe przykłady nieszczęść z powodu podwyższania Adrenaliny i nieodwracalności zdarzeń mimo żalu znajdziecie w moich książkach. Będę przypominać do znudzenia jak edukować dzieciaki, by były całe i zdrowe, i by rozumiały dlaczego je edukujemy.
To zdjęcie przy moim poście to taka mała Adrenalinka.

Poniżej prezentuję krótki fragment z rozdziału ” Zagrożenia” z drugiej mojej książki „Dzieci psychiatryka. Dalsze losy”. Polecam także pierwszą czyli „Dzieci psychiatryka. Historie z ich życiach”

Od najmłodszych lat dzieci winny być przygotowywane do bezpiecznego korzystania z ruchu ulicznego. Wskutek tragicznego wypadku cierpi i poszkodowany, i wszyscy współwinni takiej sytuacji. Oczywiście, jeśli przeżyje… Zdarza się, że mimo naszych ostrzeżeń okrutny los zakpi z nas wszystkich, jednak rodzice czy opiekunowie nie powinni obarczać się dodatkowymi wyrzutami sumienia. Inaczej sprawy mają się wtedy, gdy świeżo upieczony kierowca otrzymuje na swoje osiemnaste urodziny wypasiony samochód. Wydaje mu się, że jest już wprawnym kierowcą i pozwala sobie na brawurę i szpan. Pomijam fakt, że równie szybko i beztrosko jeżdżą po alkoholu czy narkotykach. Tyle lat wychowania i rodzicielskiej troski zamieniamy na destrukcyjne narzędzie, które w jednej chwili może zniszczyć wiele żyć. Stary samochód pozwoli na szlifowanie nabytych umiejętności i ograniczy kopa powodującego małpi rozum. Czas zrobi z młodych rozsądnych kierowców, a dorośli będą dumni ze swoich dzieci, zamiast po nich płakać.

Sara Romska

niedziela, 25 sierpnia 2019

,,DZIECI PRZYSZŁOŚCIĄ NARODU”

Niedługo miną trzy lata od ukazania się książki ,,Dzieci psychiatryka historie z ich życia”. Część druga miała pomóc bardziej zrozumieć niedoskonałości systemu i problemu powrotu skrzywdzonych dzieci do społeczeństwa. Jak naiwnie z mojej strony, że wierzyłam, iż uda mi się zainteresować i zmiękczyć decydentów w naszym, świątobliwym kraju. Uważam, że dbanie o najsłabszych jest wyrazem wysokiego stopnia człowieczeństwa. Niestety nie w Polsce. Cóż z tego, że przybywa dzieci z problemami emocjonalnymi, że rodzice są coraz bardziej bezradni. Posiadający wiedzę medyczną, psychologiczną i chętni do pomocy są pozbawieni instrumentów mogących chociaż częściowo zminimalizować narastające problemy. Rozesłałam wiele kompletów swoich książek z gotowymi podpowiedziami jak pomóc zatrważającej liczbie potrzebujących wsparcia dzieciom i ich rodzinom. Oczekiwałam próby podjęcia tematu, jednego punktu, czy wzmianki w programach wyborczych, współczucia dla rodziców dotkniętych tragediami najmłodszych. Jeden raz dziennikarze zwrócili uwagę na problem w momencie zamykania oddziału dziecięcego w Warszawie. Żaden z polityków jakiejkolwiek partii nie podjął tematu. Mimo wyjaśnień, naświetlania problemów autorytatywnych psychologów nie zrobiły na nikim wrażenia. Posługując się przykładem jak jednym zdaniem polityk wpłynął i częściowo zniszczył nadzieję wielu potrzebujących w tak ważnej dziedzinie medycyny jak transplantologia pamiętamy do dziś. Trudno to było wszystko odkręcić łącznie z życiem lekarza. Niszczyć jest łatwiej, niż budować. Profilaktyka jest zawsze tańsza od leczenia. Kilka lat temu przetrzymywanie, niestety nie pomoc w takim szpitalu psychiatrycznym jak Bolanowo kosztowało trzysta dwadzieścia złotych osobo/dzień podatnika. Należy to przeliczyć razy średnio trzydzieścioro dzieci przez trzydzieści dni i otrzymamy sumę miesięczną. Obecnie należy ją nieco uaktualnić uwzględniając wysokie koszty utrzymania. Za taką kwotę spokojnie można zorganizować pomoc w przychodniach na początku problemów nie narażając dzieci i rodziców na dodatkową traumę. Jak jednym zdaniem można skrzywdzić, tak jednym zdaniem można dać nadzieję.,, Tak zorganizujemy więcej pomocy specjalistycznej dla najmłodszych, a następnie systemowo będziemy wdrażać potrzebne zmiany”. Akurat! Potraktowano temat jak gorący kartofel przerzucany z rąk do rąk. Ile dzieci ma jeszcze targnąć się na życie, ilu rodziców ma płakać nocami z bezradności, ilu nauczycieli, pedagogów szukać rozwiązań na własną rękę? Ludzie obudźcie się! Dzisiaj ten problem mnie nie dotyczy, bo moje dzieci sobie radzą, ale jutro może coś zmienić nawet głupi przypadek może wpłynąć na zmianę losu. A może dotyczy to mojej przyjaciółki, czy kogoś z rodziny. Przestańmy traktować ten temat jak tabu. W życiu nie można cwaniakować. Przestańmy widzieć tylko czubek własnego nosa. Po to ubezpieczamy się na różne ewentualności, by nasza rodzina czuła się bezpieczna. Nie ma ubezpieczenia na kłopoty emocjonalne najmłodszych. Odkręcanie czegoś złego to długi proces. Niektórzy mówią, że kto raz próbował się zabić ten i tak to zrobi. Oby było to tylko gadanie, a nie reguła. Im zdrowsze społeczeństwo, tym bogatsze. Zdrowy, szczęśliwy człowiek przeniesie góry. Przeczytajcie proszę o ,,moich” dzieciach. Nie kojarzcie ich tylko z patologią, bo to krzywdzące. Rozmawiajcie o tym problemie z innymi. Przekazujcie swoje uwagi dalej. Wywierajcie wpływ i żądajcie zmian systemowych. Traktujcie to jak transakcję wiązaną. Posiadam dzieci, ale pragnę dla nich ochrony i w razie kłopotów fachowej pomocy. Zdrowe, zadowolone, kochane i szczęśliwe dzieci to przyszłość narodu. Nie pozwólmy się rolować z naszych praw i przemawiajmy w imieniu tych, którzy jeszcze oficjalnie nie mają prawa do głosu.

Sara Romska

niedziela, 11 sierpnia 2019

JAKIE DZIECIŃSTWO, TAKIE ŻYCIE

Niemalże w co drugim thrillerze psychologicznym stykamy się z chorymi umysłami dokonującymi zbrodni po traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa. Nieprzepracowane traumy tkwią w głowach niczym tykająca bomba. Oglądamy o tym w filmach z dreszczykiem, czytamy książki z wypiekami na twarzy i zastanawiamy się, czy to tylko fikcja, a może coś podobnego zdarzyło się naprawdę? Życie to nie fikcja, a opowiadane fakty mrożą nam krew w żyłach. Nie każdy, kto miał trudne dzieciństwo zostaje zaraz mordercą, ale wyniesione z domów nawyki czasami podświadomie mogą niszczyć nasze relacje z najbliższymi. Takim destrukcyjnym elementem może być strach. Dzieci, które boją się rodziców z różnych przyczyn stają się zamknięte w sobie, nie potrafią być asertywne, częściowo wycofane, a nawet podatne na stany depresyjne. Dzieci boją się powiedzieć o trudnych sytuacjach rodzicom, bo…? No właśnie dlaczego? Bo rodzice będą krzyczeć, będą poniżać dzieci, wyznaczać długo trwające kary, nie wspomnę o biciu. Strach paraliżuje i pozwala na szukanie nierozważnych decyzji. Nastolatka, która zaszła w ciążę ze strachu przed rodzicami myśli o samobójstwie, usunięciu ciąży niebezpiecznymi sposobami, ucieczce z domu i innymi równie niemądrymi pomysłami. Chłopiec, który jest gejem potrafi swoją orientację ukrywać latami będąc dorosłym mężczyzną. Strach dzieci może dotyczyć różnych sfer życia. Boją się, że zawiodą rodziców w ich oczekiwaniach, nie sprostają wyznaczonym im zadaniom, nie staną się podobni do nich. Dzieci robią coś, co daje szczęście rodzicom, a niekoniecznie im samym. W przypływie złości mogą wykrzyczeć jak bardzo czegoś nienawidzą, i oby między innymi nie dostało się właśnie rodzicom. Może to być tylko chwilowy bunt i wcale tak nie myślą, a może to być coś więcej. Strach nie pozwoli na szczere relacje, zaufanie i prawdziwą, bezinteresowną miłość. Powtarzane złe schematy, miesiącami, latami pozostawią niekorzystne piętno na ukształtowanym już później młodym umyśle i charakterze. Schematy wyniesione z domu będą przekazywać dalej budując swoje związki i relacje. Może warto się zastanowić dlaczego coraz więcej młodych ludzi nie potrafi budować szczęśliwych związków i być ze sobą przez wiele lat? Prędko idąc na łatwiznę i zwyczajnie się rozstając. Pomijam rzeczywiście związki, które od początku były pomyłką i nie rokowały za dobrze. Mam na myśli regularnie nadużywającego alkoholu mężczyznę i kobietę, która święcie wierzy w jego cudowną przemianę. Problem polega głównie w tym, że przychodzą na świat dzieci, a odpowiedzialność dorosłych za nie staje się problemem drugorzędnym. 
Strach dzieci może dotyczyć relacji między rodzicami. Powtarzające się kłótnie i awantury, wypominanie sobie różnych rzeczy, a szczególnie kwestii dotyczącej opieki, czy wydatków na potomstwo może skutecznie zatruć umysł i obedrzeć dzieciństwo z poczucia bezpieczeństwa. Następstwa takiego nieodpowiedzialnego zachowania dorosłych znajdziecie w opisach moich książek, czy postów. Zaburzonych i nieszczęśliwych dzieci przybywa w zastraszającym tempie. Ośrodki wychowawcze nie zastąpią kochającej rodziny, a te problemy nie dotyczą jedynie patologii. Każdy rodzic ma wybór, czy chce mieć posłusznego niewolnika i relacje zbudowane na strachu, czy kochające dziecko i relacje zbudowane na miłości i zaufaniu? Proszę zadajmy sobie pytanie kiedy ostatnio moje dziecko powiedziało mi, że mnie kocha? A ja jako rodzić potrafię dziecku powiedzieć, że je kocham? A zdarzyło się Wam powiedzieć to dorosłemu dziecku? Tym, którzy odpowiedzieli twierdząco gratuluję. Mimo różnych burz życiowych, na które nie zawsze mamy wpływ w tym względzie spełniliście swój rodzicielski obowiązek na szóstkę.

Sara Romska

niedziela, 11 sierpnia 2019

TRZY SŁOWA, KTÓRE UŁATWIAJĄ ŻYCIE

Wiele słów wypowiadamy w swoim życiu, ale te magiczne pozwalają nam poprawiać relacje, czuć się docenionym, mogą łagodzić konflikty i sprawiają, że można czasami coś naprawić. Te słowa to PROSZĘ, PRZEPRASZAM, DZIĘKUJĘ. Jak wiele mogą zmienić w naszym życiu niejeden człowiek zapewne się o tym przekonał. Niestety w pewnych okolicznościach trudno zdobyć się, żeby je wypowiedzieć. Jeśli dorosły człowiek ma problem z ich wypowiadaniem to nasze dziecko również nie będzie znało wagi wypowiadanych słów. Przykre słowa wypowiedziane w złości, czy gniewie mogą ranić bardziej niż czyny. Bywa, że pamiętamy je przez całe życie, a powstała z tego tytułu zadra w sercu nie chce się zagoić. Wypowiedziane złośliwości nie da się z powrotem włożyć do ust i wymazać je całkowicie z pamięci. Tak trudno przyznać się do błędu szefowi w pracy, który nas źle, czy niesłusznie potraktował. Natychmiast oceniamy go przez pryzmat doznanej krzywdy. Jak bardzo zyskuje w naszych oczach, kiedy zdobywa się na przeprosiny tłumacząc, że nie miał racji. Czujemy się wówczas docenieni, potrzebni, a swoim zachowaniem wzbudza nasz szacunek. Rzeczą ludzką jest popełnianie błędów, ale przyznanie się do nich eksponuje naszą klasę. W rodzinie dzieje się podobnie. Tak trudno przeprasza się dzieci, które niesłusznie były zganione. Rodzic niczego nie straci w oczach dziecka, jeżeli przyzna się do błędu i wypowie to magiczne słowo przepraszam. Wręcz odwrotnie dziecko uzna, że jest takim samym, ważnym członkiem rodziny, którego nie tylko rodzice kochają, ale również szanują. Rośnie wzajemne zaufanie i tworzy się szczególna nić porozumienia. Nie raz, nie dwa rodzice prosząc dziecko o wykonanie jakiejś czynności słyszą w odpowiedzi znienawidzone słowo ,,zaraz”. Młody człowiek nie zdaje sobie sprawy jak rodziców irytuje taka postawa i ubogi zasób słów oznaczający zwłokę na nie wiadomo do kiedy. Natomiast, gdy dziecko nawet po ociąganiu się spełni naszą prośbę to należy mu za to podziękować. Będzie zaskoczone i zażenowane. Kiedy do tego dodamy krótką, rzeczową rozmowę bez nakręcania się i zbędnych, negatywnych emocji może to przynieść zmiany na przyszłość. Świetnie działa przykład z odwróceniem sytuacji, czy Ty chciałbyś, żeby to, czy tamto? Dorośli bogatsi w doświadczenie łatwiej mogą zaprezentować przykłady. Rozmowa o magicznych słowach, jak również stosowanie ich w codziennym życiu pozwoli dzieci uwrażliwić, a w przyszłości doda im szczególnego awansu społecznego.
W Niemczech zaskoczył mnie niespotykany w naszym kraju zwyczaj. Mijani nieznajomi w parku, na ulicy mówili sobie ,,dzień dobry”. Było to bardzo miłe i zaskakujące. Mówienie sobie ,,miłego dnia” stało się u nas bardzo popularne choć nie jest to rodzimy zwrot. Tak wiele można zyskać używając grzecznościowych zwrotów nie tylko od święta.

Sara Romska

czwartek, 8 sierpnia 2019

DZIECI WE MGLE.

Dzieci przebywające od kilkunastu miesięcy, a nawet kilku lat w placówkach zamkniętych uczą się życia od nowa. Dzieje się tak z wielu powodów. Te, które zrywają z nałogiem odkrywają świat czysty i realny bez używek. Czy w ich mniemaniu lepszy? Dla jednych tak, dla innych nie możliwy do zaakceptowania. Dla części dzieciaków przy wsparciu życzliwych ludzi i instytucji stawiają swoje pierwsze kroki zdając egzamin z dorosłości. Nikt nie twierdził, że będzie łatwo, ale program motywacyjny i odrobina życzliwości może zdziałać cuda. Trzeba również pamiętać, że kota można zagłaskać na śmierć, więc dyscyplina, zdrowy rozsądek ma zahartować na ewentualne porażki i niepowodzenia. Odkrycie świata na trzeźwo, czy bez narkotyków może zszokować w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Okazuje się, że młodzi ludzie przestają się bać, świat staje się bardziej przyjazny i nie ogranicza się tylko do kolorów czarnego i białego. Dla innych przeżyte traumy, upodlenia i demoralizacja pozwalają wracać do życia z myślą, że już nigdy nie pozwolą się krzywdzić, czy wykorzystać. Jedni dzięki uporowi i instynktownej sile przetrwania, mimo upadków walczą o swoje szczęście, inni słabi, samotni poddają się, by ponownie zaczynać z punktu wyjścia. 
Odosobnienie, dyscyplina, musztra wymusza automatyzm działania. Co zrobić z odzyskaną wolnością, kiedy wszystko wykonywało się na komendę? Nawet wyjście do toalety wymagało zgody. To jak zerwanie się zwierzęcia z postronka. To okrutne porównanie, ale jakże prawdziwe. To jak łykanie prędko powietrza, którym można się udusić. Powrót do życiowych błędów, a następnie refleksja jak je naprawić? Robienie zakupów, płacenie rachunków, szukanie szkoły, czy pracy dla większości nastolatków to zwyczajne i naturalne czynności. Nie dla dzieci izolowanych z oddziałów psychiatrycznych, placówek resocjalizacyjnych, wychowawczych, poprawczaków i innych. To jakby skomplikowane techniki poznawcze, praktycznie od podstaw, jak nauka pisania i czytania. Stąd tytuł dzieci poruszających się jak we mgle wśród przepisów, kodeksów oraz instytucji. Takim rzeczowym przykładem nieporadności, słomianych zapałów, nierealnych wyobrażeń i braku podstawowej wiedzy jest moja książka ,,Dzieci psychiatryka dalsze losy”. To tam przeczytacie jak długo musiały się przedzierać przez gęstą mgłę życia, by odnaleźć swoje szczęście, albo się zgubić.
czwartek, 8 sierpnia 2019

UTRACONE SZANSE.

 Bardzo zasmuciła mnie wiadomość, że wiele dzieci w tym roku może nie dostać się do swoich, wymarzonych szkół. Nie jest to ich winą, tylko dorosłych, którzy bez odpowiednich analiz pchnęli na rym pał ustawę o edukacji. Co ma zrobić młody człowiek, który zaplanował swoją przyszłość związaną z wyborem konkretnej szkoły, a utracił szansę na dostanie się do niej? Otóż pozostaje wybór innej, albo nawet strata roku. Takie wymuszone decyzje mogą wpłynąć na całe, przyszłe życie młodego człowieka. Po latach może nadejść refleksja, że gdyby to…, to może tamto…. Może okazać się, że żal i frustracja związana z wyborem zawodu rozczaruje. Oczywiście takie rozczarowanie może dotknąć każdą osobę, ale zawsze szuka się przyczyn i winnych w przeszłości. Taka sytuacja dotknęła mnie bezpośrednio i rzutowała na moje, całe życie.
Bardzo chciałam pójść do LO w Oleśnicy. Była to szkoła z internatem i jako w tamtych czasach nieliczna z Językiem angielskim. Niestety matka nie chciała o tym słyszeć, bo trzeba by wydać pieniądze na internat, jak również straciłaby tanią, siłę roboczą. Mając sporą rentę po ojcu, który umarł na białaczkę miałam środki do kształcenia się tak naprawdę nawet w Warszawie. Uznano jego chorobę za chorobę zawodową i renta była naprawdę pokaźna, ale cóż z tego skoro matka nią zarządzała, a mnie nic do tych pieniędzy. Nie potrafiłam zawalczyć o siebie i koniec końców złożyłam dokumenty do LO w Brzegu Dolnym. Uczyłam się francuskiego na profilu biologiczno-chemicznym.
W latach osiemdziesiątych kiedy działała ,,Solidarność” otarłam się o jej działania. Swego czasu dyrektorem szkoły był pan Józef Ambroszko, który był również polonistą. Młodzież bardzo go szanowała, a jego moralizatorskie pogadanki wywoływały u nas pąsowienie twarzy i zawstydzenie. Jednak jego działalność nie spodobała się ówczesnej władzy i został odwołany ze stanowiska. Rozczarowana i rozgoryczona młodzież postanowiła wesprzeć swojego nauczyciela pisząc petycję do władz nadrzędnych. Petycje były podpisane przez wszystkich uczniów klas czwartych z wyjątkiem nieobecnych. Efektem tych działań były przesłuchania nas w szkole przez SB i przyrzeczenie, że nie dostaniemy się do szkół, które sobie wybraliśmy. Jak powiedzieli tak się stało. Wybierałam się na Wydział Higieny i w przyszłości miałam pracować w sanepidzie. Po oblaniu mnie na ustnym egzaminie nastąpiła konsternacja co robić dalej. Tracić rok, czy próbować w innej? Do swoich szkół rzeczywiście dostali się tylko ci, którzy nie byli podpisani na listach, czyli około pięć procent absolwentów. Dopiero po roku moje koleżanki i koledzy dostali się na studia. Oczywiście ograniczenia mojej matki spowodowały, że nie miałam co marzyć o studiach. Decyzja – Medyczne Studium Zawodowe – zawód wyuczony pielęgniarka. Dwa lata kształcenia w zawodzie we Wrocławiu stworzyły ze mnie pielęgniarkę z przypadku. Podobało mi się w tej niezwykłej szkole, arkana wiedzy medycznej zostały mi odkryte, a reszta zależała ode mnie.
Jestem świetnym fachowcem, ale zawsze pozostaje to, ale…. Może wykonując inny zawód nie bolałby mnie kręgosłup, może to, a może tamto. Nigdy się tego nie dowiem. Czasami splot niekorzystnych zdarzeń spowoduje tak nieoczekiwane zmiany w życiu, że trudno jest nam je sobie wyobrazić. Jednej rzeczy nigdy nie będę żałować. Pracy z dziećmi w szpitalu psychiatrycznym. Czasami było bardzo ciężko, mam na myśli wszystkie przeżycia emocjonalne, ale czułam się tam wyjątkowo potrzebna. Moje trudne dzieciństwo pozwoliło mi przynajmniej częściowo rozumieć te skrzywdzone dzieciaki. Czasami bardzo mi ich brakuje, bo mogły poczuć, że nie są tylko wyrzutkami społeczeństwa. Koleżanki twierdzą, że przez książkę nigdy mnie nie zatrudnią na podobnym oddziale z dziećmi, ponieważ część moich pseudo koleżanek wyrobiło mi opinię pieniacza. Trudno! Nigdy jednak nie pogodzę się z tym, że instytucja, która ma chronić dzieci ma je tak naprawdę w d….
Kochani rodzice, opiekunowie wspierajcie swoje dzieciaki w tak trudnych chwilach. Dodawajcie im otuchy i pomóżcie walczyć o szczęśliwe życie. Świat się nie kończy po jednej porażce. Dzieciom życzę hartu ducha i optymizmu. Głowa do góry!
Kiedyś napiszę autobiografię, a będzie o czym czytać. Zapewniam. Obecnie możecie przeczytać o moim trudnym dzieciństwie w książce ,,Dzieci psychiatryka dalsze losy” w rozdziale ,,Marta”. 
niedziela, 2 czerwca 2019

POCHODZIĆ W CUDZYCH BUTACH.

Czy choć raz w życiu doznałeś uczucia, że świat wali ci się na głowę i wszystko jest w rozsypce? Dorośli powinni być odporniejsi na przeciwności losu i praktycznie mieć zawsze receptę na ich rozwiązanie. Ale tak nie jest. Są tacy, gdzie życiowe porażki przytłaczają ich do ziemi i nie pozwalają stanąć pewnie na nogach. Z każdym niepowodzeniem tracą wiarę i siły. Stają się słabi i nie mają już siły podejmować kolejnej walki. Czasami się poddają szukając ukojenia w alkoholu, czy narkotykach. Jeśli w odpowiednim momencie nie znajdą wsparcia, pomocy, tego bodźca, który pokieruje ich życiem inaczej to ulegną całkowitej destrukcji. Tym bodźcem może być matka, która nie odtrąciła swojego dziecka, mimo tego, że to dorosłe dziecko narobiło masę błędów. Musi być ktoś, kto będzie wierzył w tego zagubionego człowieka. A może to będzie bezdomny, którego skopało życie. Będąc biznesmenem miał pieniądze, rodzinę, przyjaciół i zbankrutował. Pozostał sam, bo wszyscy go opuścili, a był słaby, by zacząć wszystko od nowa. Ktoś kto przeżył tragedię tracąc dzieci, ukochaną osobę, czy cudownych rodziców. Albo ci, którzy przeżyli ogromną traumę i nie przepracowali jej, a której skutki powracają w przypominających się koszmarach. Co tak naprawdę dzieje się w umysłach dzieci, dorosłych po takich przeżyciach? To bardzo skomplikowany proces, który rzutuje na całe życie. Zadałam kiedyś moim koleżankom pytanie kiedy pielęgniarka stanie się prawdziwą pielęgniarką odczuwając empatię w stosunku do pacjentów? Padały przeróżne odpowiedzi, ale staje się taka wówczas, kiedy sama stanie się pacjentką. Podobnie jest z ludźmi, którzy nigdy nie zaznali głodu, cierpienia, krzywdy. Tak naprawdę współczują, są wstrząśnięci, oburzeni, nawet chętni do niesienia pomocy, ale nigdy tak naprawdę nie zrozumieją do końca co czują skrzywdzeni ludzie. Wyparcie to droga ucieczki. Nie myśleć, zapomnieć, zająć się czymś innym, a nawet zatracić w szalonym tempie życia, byle uciec od wspomnień, myśli. Nie da się stale uciekać. Przychodzą momenty, że coś, lub ktoś, może sytuacja, albo niezaplanowany gest o tym przypomni, a natychmiast odradza się ból, złość, żal, bezsilność i pretensje dlaczego mnie to właśnie spotkało? Jak z takim obciążeniem żyć dalej? Trzeba opowiedzieć innym jak bardzo to zżera człowieka od środka, jak jest z tym ciężko. Wylać nie jedną łzę, bo wtedy jest dużo lżej. Rozmawiać, mówić, pisać, by pojawili się podobni, a potem wzajemnie wspierać.  Każdy ma inne doświadczenia, przemyślenia, odczucia. Trudno jest wyzbyć się całkowicie wspomnień, ale można łagodzić ich skutki. To tak jakby dowiedzieć się nagle, że ma się raka i przechodzić kolejne etapy godzenia się nawet z najgorszym. Od zaprzeczania, szoku i niedowierzania, potem gniewu, buntu i wściekłości, strachu, a z czasem akceptacji i odrodzenia. Przeżyta trauma to taki rak toczący naszą jaźń nie wiadomo kiedy atakujący znienacka. Akceptacja minionego czasu nie wytnie z naszej pamięci bólu, ale go złagodzi dając szansę na normalne życie. Chciałam tylko przybliżyć co czują ludzie po przeżytych traumach szczególnie z dzieciństwa. To moi bohaterowie z Bolanowa przez duże ,,B” i nie tylko oni. Składam wielki hołd tym, którym udało się poskładać swoje życie w całość i nieustannie gonić za szczęściem.       
niedziela, 2 czerwca 2019

ZBRODNIA I KARA.

Każda zbrodnia dokonana na dziecku przez dorosłego, czy rówieśnika pozostaje najohydniejszą zbrodnią, ponieważ została dokonana na najsłabszym, małym człowieku. Mając na myśli  pobicia, wykorzystywanie seksualne, nawet odebranie życia. Dzieci cierpią latami, bo w pewnych okolicznościach ktoś im nie uwierzył, a jeszcze gorzej, gdy dawał na to przyzwolenie. Dorośli lubią taki uładzony spokój, by nikt się nie wtrącał, a to co dzieje się za zamkniętymi drzwiami to tylko ich sprawa. Zlekceważone, wyśmiane, czy wręcz skarcone dziecko nie pobiegnie do prokuratury, czy choćby na policję. Zdaje sobie sprawę, że będzie przeżywało dodatkowe piekło. Skoro zawiedli najbliżsi, to praktycznie nie  ma już nikogo. Natomiast wdrożona machina rozdzieli go z rodziną i zmiażdży bezdusznymi procedurami. Krzywdzone cierpi, popadając w beznadzieję i bezgraniczny smutek. Z roześmianego, szczęśliwego dziecka staje się zamkniętym w sobie desperatem. W zależności jak wielki jest jego bagaż doświadczeń i wyrządzone mu okrucieństwo, zabija je uczucie osamotnienia szukając w tym czasie dla siebie najlepszych w jego mniemaniu rozwiązań. Poddaje się biernie krzywdzicielowi, kalecząc swoje ciało, czy próbując jednoznacznie zakończyć swój koszmar. Okaleczenia mają przynieść chwilową ulgę jak alkohol, czy narkotyki. Jak przekonaliśmy się niedawno oglądając film braci Sekielskich ,,Tylko nie mów nikomu” wizualizacja pewnych problemów ma niesamowitą moc sprawczą. Ci, którzy mieli okazję film oglądać mogli przez chwilę namacalnie w czuć się w to wewnętrze rozdarcie dorosłych już osób. Poczuć ich nadal trwający ból i tę wielką niesprawiedliwość, że zwyrodnialcy nie zostali ukarani, albo ukarani, ale nie z surowością na jaką zasługiwali. To prawda, że nie tylko księża są krzywdzicielami, i że w naszym społeczeństwie zło wyrządzone dzieciom nie zawsze jest karane. W moich książkach przedstawiam, zwyrodniałych rodziców, którzy nigdy nie odpowiedzą za swoje winy. Zwyczajnie im się upiekło. W niektórych przypadkach pokarał ich los chorobą, czy samotnością. Może kiedyś te właśnie książki doczekają się ekranizacji, by jeszcze bardziej wpłynąć na wyobraźnię i podświadomość. Może wówczas ludzie zrozumieją, że krzywda dzieci powinna obchodzić nas wszystkich, a siedząca na skwerku narkomanka może być efektem cierpienia, traumy i bezsilności. Jestem daleka od skrajności, by nagle usprawiedliwiać każdego narkomana. Część z nich, z wyboru obiera taką drogę, by w ten właśnie sposób manifestować swoją manierę. Może nie powinnam wtrącać tego przykładu i łączyć z wcześniejszymi przytoczeniami, ale brak rodzicielskiej miłości równie odbiera chęć do życia, a nawet zabija. To tak ważne i silne uczucie, że jego brak jest jak systematyczne dodawanie trucizny do posiłków. Czy dorośli z powodu odrzucenia, utraconej miłości nie próbują odbierać sobie życia? Przecież mają doświadczenie życiowe, nieograniczone możliwości, a jednak popadają w rozpacz. Zawsze będę powtarzać, że dziecko ma ograniczony wybór ponieważ jest zależne od rodziców, opiekunów, czy państwa. Dlatego potrzebna jest wizualizacja pewnych problemów. Oglądając film jest nam łatwiej współczuć ofierze, zrozumieć, czy pochylić się nad ich losem z większą empatią. Doskonała komedia ,,Gliniarz w przedszkolu” z świetną rolą Arnolda Schwarzeneggera jakże ujmująco ukazuje nam nie tylko odwieczną walkę ze złem, ale wielką empatię w stosunku do regularnie bitego chłopca. W innym filmie ,,Twarda sztuka” z nieocenioną Jane Fondą w szczególnej roli babci, która uwierzyła zbuntowanej nastolatce, że ta była molestowana przez bogatego, prawnika i męża jej córki. W jaki sposób dziewczyna radziła sobie z traumą i postawą matki. Dobry poglądowy film dla całej rodziny. Trochę cięższy gatunek ,,Polowanie na łowcę” z Nikolasem Cage w roli policjanta. Film powstał na faktach, a motyw młodej narkomanki i prostytutki pod koniec filmu wzrusza do łez. W filmie jest nie tylko policjantem, ale zwyczajnie zatroskanym człowiekiem. I ostatni przykład, który szczególnie jest dla mnie ważny. ,,Podaj dalej” z niesamowitą grą aktorską Haleya Joela Osmenta jako nad wyraz rozwiniętego emocjonalnie chłopca to odpowiedź na problemy dzisiejszego, niedoskonałego świata. W części drugiej mojej książki ,,Dzieci psychiatryka dalsze losy” poświęciłam mu mały fragment ze względu na między innymi problemy związane z przemocą w szkole. Czytając ten post z przytoczonymi filmami polecam przeczytanie moich książek i obejrzenie polecanych filmów. Być może wiele rzeczy stanie się bardziej zrozumiałe i rzeczywiste. Moja wiara w ludzi nigdy nie słabnie, bo inaczej cóż warte byłoby życie?      
niedziela, 2 czerwca 2019

SŁOWA, KTÓRE ROZTAPIAJĄ LODY.

Młodość rządzi się swoimi prawami. Wybaczamy młodym ludziom popełniane błędy, ponieważ usprawiedliwiamy ich działania brakiem doświadczenia, jakiegoś rodzaju beztroską i zwyczajnie po ludzku młodością. Łatwiej się zakochują i co za tym idzie częściej używają słów kocham Cię. Omijają bariery, które w przyszłym czasie mogą stać się jakiegoś rodzaju ogranicznikiem. Stan błogich emocji zastępujemy chłodną kalkulacją, przyzwyczajeniami, czy stanem posiadania. Wszystko jest ważne i zdrowy rozsądek również, ale tak, jak muzyka łagodząca obyczaje to słowa, które winny być w powszechnym użyciu niejednokrotnie więzną nam w gardle. Sprowadzanie słów tak ważnych w naszym życiu jak powiedzenie komuś, że się go kocha nie mogą być kłamstwem, czy powszechnym sloganem. Zbyt często powtarzane obniżają swoją wagę do równoważnika jakim jest pozdrowienie, czy życzenie komuś miłego dnia. Jest wiele relacji, gdzie usłyszymy je płynące prosto z serca. Ludzie, którzy przeżyli z sobą pięćdziesiąt lat, trzymający się nadal za ręce i potrafiący w dalszym ciągu wyznawać sobie miłość to nie jest tylko przyzwyczajenie. To sentencja ich życia. W każdym związku są wzloty i upadki, kłótnie i nieporozumienia, ale wzajemny szacunek i tolerancja pokona wszystkie przeciwności. Jeżeli wasz pogląd jest z goła inny, to znaczy, że wasz wybór był nietrafiony, albo coś wam bezpowrotnie umknęło.
Dzień Matki, Dzień Dziecka sprzyja refleksji nad relacjami rodzinnymi. Dla mam kwiaty i czekoladki, a dla dzieci nowe gadżety. Poza przedmiotami jest jeszcze część metafizyczna. Najcenniejszym prezentem jest czas. Ktoś, kto podaruje drugiej osobie chwile szczęścia nie zrobi tego uczuciowym oszustwem. Jeśli dziecko usłyszy od rodzica kocham Cię córeczko, kocham Cię syneczku, to otrzyma coś najcenniejszego na świecie. Będzie żyć w zapewnieniu, że jest kimś ważnym i nauczy się przekazywać te uczucia innym. Rodzice mogą otaczać swoje dziecko troską, poczuciem bezpieczeństwa, na swój sposób miłością, ale niewypowiedziane słowa miłości mogą tworzyć pustkę, a w przyszłości żal ,,Dlaczego nigdy nie powiedziałaś mi mamo, że mnie kochasz?” Czuć, a wiedzieć to dwie różne sprawy. Te relacje działają w dwie strony. Starsi, może bardzo schorowani rodzice generalnie nie czekają na prezenty. Oni czekają na swoje dzieci, które je przytulą, potrzymają za rękę i powiedzą, że nadal ich kochają. Mimo, że się zmienili, zestarzeli to nadal pozostają waszymi rodzicami. Bez idealizowania wszystkiego bywają również toksyczni rodzice, którzy okaleczyli emocjonalnie swoje dzieci. Aby się uratować dzieci musiały się od nich odciąć. To taka łyżka dziegciu w beczce miodu. Obserwując młodych rodziców mam wrażenie, że ta beczka miodu mieści coraz więcej gorzkiej substancji niż tylko łyżka. Uczenie miłości, tolerancji, wzajemnego szacunku nie może pochodzić tylko z oglądanych filmów. Życie to nie bajka, czy film. Przebywanie z sobą, rozmowy, ciepły dotyk, ciepłe spojrzenie pełne miłości i wyrozumiałości oraz słowa, które winny roztapiać najtwardsze lody kocham Cię może stać się receptą na dobre relacje i poprawę samopoczucia. Przedmioty są mniej ważne niż ludzkie emocje i uczucia. Mówienie komuś, że się go kocha nie jest żadnym wstydem, rodzajem słabości, czy infantylizmu. To uczłowieczenie, które chroni nas przed staniem się emocjonalnym cyborgiem. Dokąd zawiedzie nas galopująca cywilizacja jak będziemy komunikować się tylko przez urządzenia? Przez komputer nie dotkniemy naszej ręki, nie pocałujemy się w policzek, nie potrząśniemy przyjacielsko ramieniem. Cenię sobie polskie przysłowia i lubię je cytować. Nasze dzieci uczymy wszystkiego od podstaw. Nie tylko posługiwania się nożem i widelcem, ale również przekazywania uczuć. ,,Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał.”
Kocham Was ludzie!

środa, 20 lutego 2019

ROZUMIEĆ WŁASNE DZIECKO.

Nastolatki pragną się wyróżniać tworząc własne odrębności. Taką odrębnością może być ich język, którym posługują się na co dzień. Stworzyli slang, który nie zawsze jest zrozumiały dla nas dorosłych. Tak naprawdę nie zawsze rozumiemy co do nas mówi nasze dziecko, a wstydzimy się zapytać. To, że używają skrótów w postaci ok, spoko, siemka, elo, nara i nam dorosłym przypadły do gustu. Posługujący się tymi skrótami dobrze wiedzą, co oznaczają. Nawet dziadkowie chętnie posługują się już na stałe zakorzenionymi wyrażeniami typu ok. Jeśli nie chcemy bezpośrednio pytać syna, czy córkę co miał na myśli mówiąc, że w szkole była niezła ,,beka”, to sami poszukajmy odpowiedzi w Internecie. A to nic innego jak w szkole zdarzyło się coś wyjątkowo zabawnego. Kilka podobnych wyjaśnień co do młodzieżowego slangu. Suchar - mało śmieszny żart, melanż – impreza, rzygać tęczą – coś przesadnie przesłodzone, gastroza – być głodnym, nie ogarniać – nie rozumieć itd. W jaki sposób powstają tego typu wyrażenia i skąd czerpią inspirację to bardzo złożony proces. Słowa na bazie gier komputerowych, Języka angielskiego, środowiska, czy Internetu cały czas ewaluują. Po jakimś czasie niektóre słowa stają się niemodne i przestarzałe. Nie zdziwmy się, że pragnąc zabłysnąć powiemy coś w młodzieżowym slangu, a dziecko odpowie ,,mamo tak się już nie mówi, to passe”. Czyli coś jest niemodne i odbiegamy od nowoczesnych trendów. Może to trochę za bardzo zawiłe dla niektórych rodziców, ale dzieciaki wychowane, czy wychowujące się na elektronice mogą nas jeszcze nie raz zaskoczyć. Obserwując maluchy, które jakby wyssały tą elektroniczną wiedzę wraz z mlekiem matki zaskakują nas z jaką łatwością i bystrością umysłu posługują się technicznymi gadżetami. Prowadzone są różnego rodzaju badania nad wpływem tych wszystkich urządzeń na mózg nastolatka i wychodzi na to, że nieźle rozwijają inteligencję gorzej natomiast z bezpośrednimi relacjami interpersonalnymi oraz kontaktami społecznymi. Niestety nie uciekniemy od galopująco rozwijającej się techniki, zmian obyczajowych i odrębności. Najpopularniejszym słowem minionego roku wybranym w plebiscycie zostało słowo dzban. Oznacza ono osobę niezbyt ogarniętą, zachowująca się idiotycznie. Określenie omijające wulgaryzmy, a podkreślające samo sedno niebanalnego zachowania. A może warto czasami zagrać w młodzieżową nutę i zachowanie naszego dziecka skwitować jednym słowem ,,dzban”. Sama jestem ciekawa reakcji. Może to doskonale rozładować sytuację i pomóc nam dogadać się w wielu spornych kwestiach w tak trudnym młodzieńczym wieku. Poza tym dobrze znać szyfr przeciwnika zyskując przewagę na wielu polach i nie zawsze trzeba się zdradzać z naszą wiedzą. To kolejne, niełatwe zadanie dzisiejszych rodziców dosłownie zrozumieć co dziecko do nas mówi. Jeśli opanujemy tą sztukę to pełen szacun! :)

Sara Romska

poniedziałek, 18 lutego 2019

Za bramą. Dzieci tęskniły za wolnością.

Młody człowiek staje się pełnoletni, gdy ukończy osiemnaście lat. Wówczas jego status się zmienia. Nabiera on praw do decydowania o sobie: Bez zgody sądu może zawrzeć związek małżeński. Może podjąć praktycznie każdą pracę, jeśli ma odpowiednie kwalifikacje. Ma prawo wziąć udział w wyborach prezydenckich, do sejmu, senatu oraz uczestniczyć w referendach. Jako osoba pełnoletnia może również nabywać alkohol i papierosy. Możliwości stają się nieograniczone i wyrusza na podbój świata. Ale czy pełnoletniość jest tożsama z dorosłością? Niestety, nie. Dorosły to znaczy dojrzały biologicznie lub psychicznie — w tym względzie zachodzą rozbieżności.

Pobyt na oddziale psychiatrycznym (od kilkumiesięcznego do kilkuletniego) zmienia młodego człowieka. Jest on oderwany od życia w społeczeństwie, funkcjonując na zasadzie automatyzmu i szablonu. Każdy dzień pobytu na oddziale jest podobny do dnia poprzedniego. Po porannej toalecie należy sprzątać pokoje i zarazem przygotowywać się do zejścia na śniadanie. Potem wizyta lekarska i wymarsz do szkoły, obiad, szkoła, zajęcia z wychowawcami, czas wolny i tak dalej. Z czasem staje się to nudną rutyną. Oczywiście bywają dni, które chociaż odrobinę zmieniają znane schematy — święta, uroczystości szkolne lub bardzo wyjątkowe okazje, jak na przykład Dzień Dziecka. Wówczas odbywają się przygotowania do przedstawień, inscenizacji: Wybrane dzieci mają wyznaczone role i uczą się swoich kwestii. Inne biorą udział w tworzeniu dekoracji, a jeszcze inne pomagają podczas wystroju. Dzieci uzdolnione plastycznie mogą prezentować swoje prace na różnego rodzaju kiermaszach, w czym pomagają nauczyciele, wychowawcy i terapeuci zajęciowi. W kiermaszach uczestniczą osoby, które mogą opuszczać oddział. To sąd i lekarz odpowiadają za udzielenie przepustki na kilkugodzinny pobyt poza szpitalem — w praktyce dotyczy to wyjazdów w nagrodę za dobre sprawowanie i czynione postępy w resocjalizacji oraz terapii (dają one możliwość wycieczek, udania się do kina czy na basen). Pozostałe uroczystości odbywają się jednak na terenie szpitala, a w owym przypadku wszyscy pacjenci mogą uczestniczyć w zorganizowanej gali (do tego celu wykorzystywane są pomieszczenia szkoły bądź sala teatralna).

Niestety, wyjątki rzadko miały miejsce w utartym schemacie codzienności, a młodzi pacjenci potrafili sami sobie urozmaicić szarzyznę dnia… Nieraz robili sobie krzywdę tylko po to, żeby zawieziono ich do innego lekarza niż opiekujący się nimi na co dzień psychiatra. Samookaleczenia były opatrywane na miejscu, ale inne sytuacje wymagały interwencji specjalisty.

Przedstawiony fragment pochodzi z drugiej części mojej książki Dzieci psychiatryka. Dalsze losy. Ciąg dalszy czytelnicy mogą przeczytać na stronie mojej książki, która od 28.01.19 jest już w sprzedaży.

https://ridero.eu/pl/books/dzieci_psychiatryka_-_dalsze_losy/

Sara Romska



poniedziałek, 18 lutego 2019

JAK TO SIĘ ZACZYNA?

Poważne problemy dzieci nie występują tylko w rodzinach patologicznych. Jednym z przykładów może być rozstanie rodziców praktycznie w każdej, szanującej się rodzinie. Zbyt mało jest kulturalnych, dojrzałych rozstań kiedyś kochających się ludzi. Kiedy nieuchronnie musi dojść do takich sytuacji w pierwszym rzędzie należałoby wziąć pod uwagę dobro najmłodszych.
Dorośli ludzie zaczynają się coraz mniej rozumieć, wyrzucają z siebie ogrom pretensji i oskarżeń. W dalszym etapie przestają się ze sobą komunikować i żyć tak naprawdę obok siebie, gdzie po pewnym czasie postanawiają się rozstać. To wielki skrót jak może dojść do destrukcji związku, czy rodziny. Dzieci potrafią instynktownie wyczuwać zmiany, a paraliżujący strach popycha je do szukania odpowiedzi. Najczęstszym pytaniem, które sobie zadają jest ,,Czy przypadkiem nie przeze mnie rodzice się kłócą, czy rozstają?” Niewiedza jest tą niszą, gdzie wyobraźnia podsuwa najgorsze scenariusze. Obarczają się tak wieloma aspektami swojego życia, że nam dorosłym może wydawać się to śmieszne i niepoważne. A tak nie jest. W swoich dziecięcych umysłach potrafią zarzucać sobie niewłaściwe zachowanie, problemy w szkole, a nawet to, że są zbyt kosztowne i zabierają czas, potrzebny rodzicom na odpoczynek. Bez rozmów i wyjaśnień ze strony dorosłych ich wyobraźnia buduje jeszcze większe demony. Bezpardonowa walka o dziecko czasami z chwytami poniżej pasa ma dyskredytować, któregoś z rodzica. Najważniejsze, żeby skutecznie dowalić, i żeby racja była po mojej stronie. Posunięcia do oskarżeń o molestowanie i zmuszanie dziecka do kłamstwa to prawdziwa zbrodnia na niewinnym umyśle. Dla chęci zemsty, z uporu i pokazania kto jest ważniejszy traci i cierpi najmłodszy i najsłabszy. Ten wewnętrzny strach, który ogarnia dziecko może spowodować ogromną traumę na całe życie. Ten młody człowiek patrzący na kłócących się rodziców, zapijających swoje żale alkoholem, czy łykających tabletki na lepszy sen cierpi razem z nimi. Nie dość, że nie potrafi pomóc, to w dodatku ma wracać do swojego pokoju. Tam w niewiedzy i smutku, osamotniony próbuje szukać ukojenia swoimi sposobami. Wkrada się obniżony nastrój, mogą pojawić się choroby somatyczne jak bóle brzucha spowodowane sytuacją oraz dalsze następstwa jak depresja, samookaleczanie się, szukanie pomocy w internecie, a nawet postępująca destrukcja poprzez sięganie po używki. Kiedy dorośli w końcu się reflektują okazuje się, że bez specjalisty trudno pomóc własnemu dziecku. Niwelowanie dziecięcego strachu poprzez rozmowy, wyjaśnienia i zapewnienia, że w dalszym ciągu jest kochane oraz możliwość zadawania najbardziej niewygodnych pytań dorosłym przygotuje je na nieuniknione zmiany. Tylko zwyrodnialcy nie kochają swoich dzieci.
W moich książkach ,,Dzieci psychiatryka historie z ich życia” i ,,Dzieci psychiatryka dalsze losy” dochodzą do głosu skrzywdzone dzieci. To prawda, że jest tam przewaga historii rodzin patologicznych, ale nie tylko. Warto poznać mechanizmy dziecięcej logiki mimo doznanych krzywd mocno kochających swoich rodziców. Jak trudno im wrócić do społeczeństwa i ponownie zaufać, by samemu zbudować trwałe i szczęśliwe związki. Książki dają również odpowiedzi dlaczego w Polsce powstaje tak wiele różnego rodzaju ośrodków, wychowawczych, resocjalizacyjnych, oddziałów psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży. Te historie nie dzieją się za granicą, tylko za zamkniętymi drzwiami naszego kraju.

Sara Romska

nakanapie.pl
{} {} {}
O nas Kontakt Pomoc Polityka prywatności Regulamin
© 2020 nakanapie.pl
Zrobione z {} na Pradze Południe
{}