Avatar @biegajacy_bibliotekarz

Biegający Bibliotekarz

@biegajacy_bibliotekarz
40 obserwujących. 52 obserwowanych.
Kanapowicz od 11 lat. Ostatnio tutaj mniej niż minutę temu.
{} Napisz wiadomość
40 obserwujących.
52 obserwowanych.
Kanapowicz od 11 lat. Ostatnio tutaj mniej niż minutę temu.

Blog

piątek, 23 lipca 2021

Co nowego w bemowskiej bibliotece. Cz. 2

A dziś mam dla wszystkich chętnych zaproszenie :).

 

A jak Wy wyobrażacie sobie Pana idealnego? Czy w ogóle taki istnieje? Tego dowiecie się wkrótce, podczas spotkania w klimatycznym plenerze przed Wypożyczalnią dla Dorosłych i Młodzieży nr 38 (ul. Konarskiego 6).

Już 12 sierpnia o godz. 17.00 zapraszamy bardzo serdecznie na spotkanie z Agnieszką Niezgodą, autorką książki pt. “Pan Idealny”.

Wstęp wolny.

Agnieszka Niezgoda

Mieszkanka Warszawy, która dzieciństwo i młodość spędziła w Słupsku i jego okolicach. Humanistka – absolwentka Szkoły Głównej Handlowej. Miłośniczka aromaterapii i medycyny naturalnej, lubiąca łączyć to, co konwencjonalne i niekonwencjonalne. Autorka „Chwili nieuwagi” i „Niespodzianki” oraz trzech anglojęzycznych ebooków: „Unexpected”, „Complicated” oraz „Mr. Perfect”, który stał się pierwowzorem dla „Pana Idealnego”.

W 2013 roku, kilka lat po zakończeniu studiów, spełniła marzenie o wydaniu własnej książki i przelewanie na papier ciekawych historii do dziś traktuje jako hobby. W jej książkach dużo się dzieje, a obok bohaterów nie można przejść obojętnie – zawsze wzbudzają emocje i mają prawo popełniać własne błędy. Przecież nikt nie musi być idealny.

Autorka na co dzień pracuje ze słowem pisanym jako copywriter i tłumacz, swobodnie wykorzystując nie tylko język ojczysty, ale również angielski i niemiecki.

sobota, 10 lipca 2021

Biegusiem. Cz. 4

Dzień dobry, ja już po aktywności fizycznej. Dziś wreszcie po ponad 1,5 roku po tym jak pozamykano wszystko mogłem powrócić na biegową ścieżkę podczas 193. edycji parkrun Jabłonna. W miejsce, gdzie w raz z kilkoma pasjonatami biegania i idei parkrun, rozkręciliśmy jabłonowską lokalizację.

Ostatnie trzy edycje biegałem w Kudowie-Zdroju, więc radość powrotu do macierzystej była ogromna. Choć w lipcu ponownie otwieraliśmy w całej Polsce parkrun, to wtedy koordynowałem spotkanie. Dziś mogłem pobiec, ale nie było to typowe bieganie. Pełniłem funcję zamykającego stawkę. To fukcja, która pozwala na kontrolę, czy wszyscy uczestnicy pokonali trasę i dotarli do mety. Dziś miałem przyjemność tupać za zawodnikiem nordic walking, Wiesławem Kosteckim, który w tej dyscyplinie, w swojej kategorii jest w czołówce w naszym kraju. 

Idea wolontariatu na parkrunie to najważniejsza sprawa.

Razem z moją Ulą od początku mocno zaangażowaliśmy się w budowanie społeczności parkrunowej w Jabłonnie. Oczywiście, jak wspomniałem wcześniej dwie osoby nie są w stanie prowadzić lokalizacji. Dlatego też cieszymy się, że z nami są inni parkrunowi wolontariusze - Szewczyki, Bruderki, Cierniaki, Łatki... i to tylko część, bo są jeszcze inne osoby, które starają się, by lokalizacja parkrun Jabłonna działała sprawnie.

Dziś więc wynik nie był tak ważny, ale uczestnictwo i działanie na rzecz organizacji. Wyniki dzisiejszego spotkania w podwarszawskiej Jabłonnie znajdziecie TUTAJ. 

Całą galerię zdjęć w wykonaniu Magdaleny Maskiewicz (funkcja fotografa to też bardzo ważna sprawa) zjajdziecie na naszym FANPAGE.

 

 

Tagi:
#parkrun, #bieganie
{}× 10
czwartek, 8 lipca 2021

Korona Gór Polski vol. 1 z 28

Witam Was jak zwykle bardzo serdecznie. Dziś nowy cykl, który będzie się skłał z 28 odcinków. Dlaczego 28? Korona Gór Polski to projekt ustanowiony w 1997 roku. Składa się na nią 28 najwyższych szczytów wszystkich pasm górskich w Polsce. Jak obliczono trzeba pokonać w sumie 30000 metrów n.p.m., by ją zdobyć i choć to brzmi dosyć przerażająco, nie jest to wcale takie trudne. Całe rodziny potrafią zdobywać szczyty. Jedni to robią szybko w kilkadziesiąt godzin, inni rozkładają je na lata, w zależności od możliwości, np. urlopowych jak to się ma w moim przypadku.

Wszystkie informacje, jak dołączyć do Klubu Korony Gór Polski znajdziecie TUTAJ.

Za kawalera

Jak zaczęła się moja przygoda z Koroną Gór Polski? Muszę przyznać, że dosyć typowo, bo udało mi się namówić kolegów, Krzyśka i Marcina, by ruszyli ze mną w Sudety i zaczęli zbierać szczyty do korony. Mieliśmy podzielić to na kilka wyjazdów, rok po roku, ale... do skutku doszedł tylko pierwszy wyjazd 😂. Potem nastąpiły związki małżeńskie i projekt umarł śmiercią naturalną. Ale nie u mnie! Zaraziłem tym projektem moją rodzinkę, Ulę i Pawełka. Jednak dopiero od dwóch lat mój synek zapełnia książeczkę pieczątkami, bo regulamin mówi, że Koronę Polskich Gór mogą potwierdzać osoby po siódmych urodzinach. Wcześniejsze szczyty musieliśmy powtórzyć i zrobiliśmy to z dużą radością.

A wszystko zaczęło się od Waligóry - 2 lipca 2010 r.

Waligóra - Góry Kamienne – 936 m n.p.m.

Zapis trasy na mapaturystyczna.pl ---> 1 km - 138 metrów przewyższenia 

Pierwszy szczyt, pierwsze emocje i pierwsze zdziwienie! Miało być szybko lekko, łatwo i przyjemnie, bo przecież co to jest kilometr w obie strony? Co tam 138 metrów przewyższenia, przecież to pikuś. Zacznijmy od początku. Podjechaliśmy do Schroniska PTTK Andrzejówka, gdzie mogliśmy zaparkować auto. Dużo dobrego słyszeliśmy o kuchni w schronisku, ale tą niewątpliwą przyjemność postanowiliśmy zostawić sobie po zejściu ze szczytu.

Ochoczo ruszyliśmy w stronę szczytu, nic nie zapowiadało, że tego dnia się zmęczymy (dodam, że po Waligórze, mieliśmy zaliczyć jeszcze Wielką Sowę i Szczeliniec Wielki)... Gdy po około 200 metrach trasy doszliśmy do rozgałęzienia szlaku i spojrzeliśmy na podejście, jużnam nie było w ogóle do śmiechu. Ostro w górę! To jedno z ostrzejszych podejść w Sudetach, 300-metrowa ścianka i ponad 120 metrów w prawie w pionie. Dobrze, że było ciepło i sucho, bo na stromym zboczu łatwo się można poślizgnąć. Tabliczki na dole pokazały, że przejście zajmie nam 15 minut. I mniej więcej po takim czasie, zasapani stanęliśmy na Waligórze. Tam niestety nie dostrzegliśmy żadnych widoków, a jedynie taki oto słupek.

I jeszcze jedno zdjęcie z podejścia

Szczyt zaliczony. Szybciutko w dół, uważnie, by nie skręcić, nie daj Boże, kostki i już mogliśmy w schronisku rozkoszować się bardzo dobrymi pierogami!

 

Wykaz szczytów 

  1. Rysy – Tatry – 2499 m n.p.m. 
  2. Babia Góra – Beskid Żywiecki – 1725 m n.p.m. 
  3. Śnieżka – Karkonosze – 1602 m n.p.m. (MICHAŁ, ULA - letnie) - planowany sierpień 2021
  4. Śnieżnik – Masyw Śnieżnika – 1425 m n.p.m. (MICHAŁ - zimowe i letnie)
  5. Tarnica – Bieszczady – 1346 m n.p.m. 
  6. Turbacz – Gorce – 1310 m n.p.m. (MICHAŁ, ULA, PAWEŁEK - letnie)
  7. Radziejowa – Beskid Sądecki – 1262 m n.p.m. 
  8. Skrzyczne – Beskid Śląski – 1257 m n.p.m. 
  9. Mogielica – Beskid Wyspowy – 1171 m n.p.m. 
  10. Wysoka Kopa – Góry Izerskie – 1126 m n.p.m.
  11. Rudawiec – Góry Bialskie – 1112 m n.p.m.
  12. Orlica – Góry Orlickie – 1084 m n.p.m. (MICHAŁ, ULA, PAWEŁEK - letnie)
  13. Wysoka – Pieniny – 1050 m n.p.m. 
  14. Wielka Sowa – Góry Sowie – 1015 m n.p.m. (MICHAŁ, ULA, PAWEŁEK - zimowe i letnie)
  15. Lackowa – Beskid Niski – 997 m n.p.m. 
  16. Kowadło – Góry Złote – 989 m n.p.m. (MICHAŁ, ULA, PAWEŁEK - letnie)
  17. Jagodna – Góry Bystrzyckie – 977 m n.p.m. (MICHAŁ, ULA, PAWEŁEK - letnie)
  18. Skalnik – Rudawy Janowickie – 945 m n.p.m. - planowany sierpień 2021
  19. Waligóra – Góry Kamienne – 936 m n.p.m. (MICHAŁ) - planowany sierpień 2021
  20. Czupel – Beskid Mały – 933 m n.p.m. (MICHAŁ, ULA, PAWEŁEK - letnie)
  21. Szczeliniec Wielki – Góry Stołowe – 919 m n.p.m. (MICHAŁ, ULA, PAWEŁEK - zimowe i letnie)
  22. Lubomir – Beskid Makowski – 904 m n.p.m. (MICHAŁ, ULA, PAWEŁEK - letnie)
  23. Biskupia Kopa – Góry Opawskie – 889 m n.p.m.
  24. Chełmiec – Góry Wałbrzyskie – 851 m n.p.m. (MICHAŁ, ULA, PAWEŁEK - letnie)
  25. Kłodzka Góra – Góry Bardzkie – 765 m n.p.m. (MICHAŁ, ULA, PAWEŁEK - letnie)
  26. Skopiec – Góry Kaczawskie – 724 m n.p.m. - planowany sierpień 2021
  27. Ślęża – Masyw Ślęży – 718 m n.p.m. (MICHAŁ, ULA, PAWEŁEK - zimowe)
  28. Łysica – Góry Świętokrzyskie – 612 m n.p.m. (MICHAŁ, ULA, PAWEŁEK - letnie)

 

Tagi:
#koronagorpolski, #turystyka, #sudety
{}× 7
niedziela, 4 lipca 2021

Biegusiem. Cz. 3

Po piątkowej 29-kilometrowej wyprawie przez trzy pasma górskie, poczynając od krańca Gór Stołowych, Góry Bystrzyckie aż na najwyższy szczyt Gór Orlickich, Orlicę, przyszedł czas na pożegnanie z Ziemią Kłodzką... na sportowo. Pojechaliśmy więc do Kudowy-Zdroju na cosobotnią imprezę zwaną parkrunem. Razem ze mną pobiegł Artur z Legionowa, który również w tym czasie wypoczywał w gościnnych progach GolfSpa Szczytna.

Przed startem, jak widać z powyższego, humory nam dopisywały. Kameralny start, wystartowało bowiem 10 zawodników, chętnych do aktywności ruchowej. Park Muzyczny w Kudowie-Zdroju wręcz do niej zachęca.

To mój piąty start w parkrunie w tym pięknym miejscu. Tym razem czas daleki od oczekiwań, ale tydzień wcześniej mój czas wyniósł 32:51. W minioną sobotę 32:20, a więc jest jakaś poprawa, mimo że mięśnie odczuwały trudny piątkowej wędrówki. A w sumie wystartowałem 125. raz w parkrunach.

W linku pełne wyniki 55. edycji parkrun Park Zdrojowy, Kudowa Zdrój - TUTAJ.

Tagi:
#parkrun, #bieganie
{}× 10
sobota, 3 lipca 2021

Podróżując po Polsce. Cz. 15

Ja już po pierwszym wyjeździe na urlop. Na pewno nie zaskoczę Was, gdzie byłem ze swoją rodzinką, bo zdajecie sobie sprawę, że byliśmy na Niesamowitej Ziemi Kłodzkiej w Golf Spa Szczytna! Osiem dni, osiem aktywności, nowe miejsca i trasy, naprawdę była to udana eskapada w południowo-zachodnią część Polski. 

Z wyjazdu na początek polecam Wam dość długą trasę, może niezbyt urodziwą, może nie ze spektakularnymi widokami, ale przeszliśmy wraz z Marcinem, właścicielem Golfowej Wioski przez... trzy pasma górskie Sudetów: południowo-wschodni kraniec Gór Stołowych, północny fragment Gór Bystrzyckich i północną część Gór Orlickich.

Zapis przejścia znajdziesz TUTAJ.

Zaczęliśmy tradycyjnie z Golfowej Wioski, niedaleko szczytu Ślepowron (553 m n.p.m.) Stąd rozpościerają się niesamowite widoki na zamek Leśna Skała na Szczytniku, zanim masyw Wolarza, Obniżenie Dusznickie i... Orlicę przy dobrej widoczności.

 

Pierwsze kilometry w dobrym tempie. Pokonujemy pierwsze 5 km w niespełna godzinę. W centrum miasta, maszerując czarnym szlakiem, mijamy figurę św. Niepomucena, który stoi tuż przy krajowej "ósemce". Figura świętego stoi na postumencie z kamienia. Na nim można doczytać się daty 1711. To rok, w którym została wykonana rzeźba oraz herb jej fundatora herb fundatora Christopha Cajetana von Hardiga. Niestety reklamy w tle skutecznie pokazują, w jakim wieku żyjemy my...

Za chwilę znajdujemy się przy stacji kolejowej w Szczytnej, z której warto wybrać się pociągiem Kolei Dolnośląskich w kierunku Kudowy-Zdroju. Widoki gwarantowane! My maszerujemy wzdłuż torów, mijamy ostatnie domostwa miasta i wchodzimy w las. Ścieżka mało wydeptana, bo szlak w tym miejscu jest zaledwie od paru lat. Dopiero gdy wychodzimy na leśne dukty, możemy zwiększyć swoje tempo marszu, mimo że szlak prowadzi pod górę. Oczywiście to tempo zakończy się około 500 metrów przez szczytem Wolarza. Czeka tam na nas "ściana", która daje się mi we znaki. Podobnie jest czerwonym szlakiem od Bobrownik (część Szczytnej), ale tam ściana jest na początku, tu zmagamy się na końcu podejścia na ten mało uczęszczany szczyt Gór Bystrzyckich.

Po krótkim odpoczynku ruszamy w dalszą wędrówkę. W Szczytnej opuściliśmy granice Gór Stołowych, teraz maszerujemy przez Góry Bystrzyckie, dzikie, mało uczęszczane, ale za to piękne. Ciszę, śpiew ptaków i inne odgłosy przyrody zakłócają... pracownicy leśni, którzy pracują przy wycince drzew. Komentarz zbędny. Do tego naszą wędrówkę zakłóca ogromny "tiropodobny" wielki samochód do przewozu drzew. Od razu mam skojarzenie z filmem Oszukać przeznaczenie...

Za nim dotrzemy do Zieleńca, dzielnicy Dusznik-Zdroju znajdziemy się w szczególnym miejscu. Jest nim Torfowisko pod Zieleńcem. Pięknie wyglądają tu wełniaczki pochwowate! Warto było przemierzyć ponad 18 km, by je zobaczyć!

Kontynuujemy marsz w kierunku Zieleńca i w kolejne sudeckie pasmo, którym są Góry Orlickie. Za nim zdobędziemy szczyt z Korony Gór Polski, Orlicę, odpoczniemy w gościnnych progach Schroniska Orlica. Tam po małej regenracji ruszamy dalej na trasę. Po niespełna 45 minutach meldujemy się na nowo wybudowanej wieży widokowej, z której niestety tego dnia nic nie widać. Pogoda tym razem nie spisała się na medal. Żeby osiągnąć wierzchołek, musimy przeskoczyć kilkanascie metrów na stronę czeską. 

Nam pozostaje już zejście do Zieleńca, gdzie na zmordowanych turystów czeka.., moja żona Ula, która była już ze mną i Pawełkiem na tym szczycie. 29 km pokazał gps. To była bardzo udana wycieczka, przy przewyższeniu ponad 1000 metrów, która zajęła nam około 7 godzin marszu. Po takim wysiłku pierogi w Pierogarni od Pokoleń w Szczytnej smakują wyśmienicie. 

Więcej zdjęć znajdziecie na moim profilu na Facebooku. Daję link do całej galerii - TUTAJ.
Zapraszam do polubienia mojego fanpage - Biegający Bibliotekarz i Niesamowita Ziemia Kłodzka.
Gdybyście chcieli odpoczywać w tych pięknych okolicach polecam - Golf&Spa Szczytna Golfowa Wioska.
Gdzie zjeść? Nie ma innej opcji - Pierogarnia od Pokoleń w centrum Szczytnej.

Polecam powyższe fanpage i zapraszam do ich polubienia :)

 

Tagi:
#ziemiaklodzka, #turystyka, #gory, #szlaki
{}× 9
wtorek, 29 czerwca 2021

Biegusiem. Cz. 2

Co to jest parkrun? 

Parkrun to cykliczny bieg na dystansie 5km. Rozgrywany jest na niemal wszystkich kontynentach. W Polsce amatorzy biegania mogą spróbować swoich sił w 79 lokalizacjach (otwierane są następne). W każdą sobotę punktualnie o 9.00 można wziąć udział w biegu na 5km. W biegu bezpłatnym, bo jedynym „kosztem” jakie ponosi uczestnik to… rejestracja w systemie i wydruk indywidualnego kodu uczestnika, który należy wziąć na bieg.

 

Tu możesz się zarejestrować! - KLIKNIJ

Historia biegów parkrun sięga 13 października 2004 roku. Wtedy to w Londynie w Bushy Park, drugim pod względem wielkości spośród królewskich parków położonym w południowo-zachodniej części miasta, odbył się pierwszy bieg parkrun. Pobiegło w nim… 13 osób. 

W Polsce mamy już blisko 80 lokalizacji, nowe (po pandemii) co sobota się otwierają, myślę, że przez następny rok będzie już 100!

Mapa biegów w Polsce.

Co ja mam z tym wspólnego? Biegi parkrun wciągnęły mnie bez reszty. Najpierw samo bieganie. Postanowiłem zaliczać lokalizacje w Polsce. Na początku szło mi dosyć nieźle do momentu... gdy postanowiliśmy z grupką biegaczy stworzyć parkrun w Powiecie Legionowskim. Padło na Jabłonnę i park przy zabytkowym Zespole Parkowo-Pałacowym. Po sprawach organizacyjnych z Polską Akademią Nauk, dzięki wsparciu naszych miejscowych władz Urzędu w Jabłonnie ruszyliśmy 27 sierpnia 2016 r. 

Wróćmy do mnie. Jeśli chcecie przeanalizować moje starty wystarczy kliknąć TUTAJ.

Na swoim koncie mam zaliczone 124 biegi parkrun. Najwiecej w Jabłonnie, bo 46 razy. Często biegałem również w Warszawie w takich lokalizacjach jak: Warszawa-Praga, Warszawa-Bródno, Warszawa-Żoliborz, Pole Mokotowskie czy Warszawa-Ursynów. Ale 4 starty zaliczyłem w parkrun Park Zdrojowy w Kudowie-Zdroju! W sumie wystartowałem w 27 lokalizacjach w Polsce i w jednej zagranicznej w Hasenheide w Berlinie.

Mój nalepszy czas jest z Krakowa - 23:01. Najlepsze miejsce to 3 w parkrun Augustów i parkrun Skórzec. W tym roku chciałbym odwiedzić lokalizacje: w Żarach i parkrun Ekomarina w Mrągowie. A teraz, przebywając w Szczytnej, w sobotę znów przemierzę 5 km w Kudowie-Zdroju na zakończeniu urlopu w tych okolicach.

Parkrun Gdynia

 

Parkrun Kraków

Parkrun Warszawa-Praga

Tagi:
#parkrun, #bieganie
{}× 10
niedziela, 20 czerwca 2021

Biegusiem. Cz. 1

Dzień dobry :)

@Mackowy napisał pod moim wywiadem dotyczącym Sudetów. Atlasu Turystycznego, że: "Świetny wywiad, ale mało o bieganiu :)". Postanowiłem więc stworzyć osobną część na blogu poświęconą bieganiu, a tak naprawdę człapaniu, tupaniu, jak zwał tak zwał, ale bieganie było przed pandemią teraz jest powolny, wręcz żółwi powrót do ruszania się na powietrzu,

Dlaczego zacząłem biegać? O małego czułem zew rywalizacji sportowej. Od małego grałem w tenisa stołowego i w piłkę nożną. W pierwszej dyscyplinie grałem w trzech klubach Sokole Serock (III liga), Lotosie Jabłonna (V liga) i Ożarowiance II Ożarów Mazowiecki (IV liga, ale treningu z II ligą). W piłkę nożną zaś rywalizowałem na poziomie B-klasy na pozycji napastnika, strzelając 54 bramki w 93 spotkaniach, zaliczając też sporo asyst w tych meczach, a dokładnie 23. Jest taki filmik na youtobie. Kto chce zobaczyć?

Wróćmy jednak do biegania. Zacząłem biegać za namową sąsiada. Miałem sporą nadwagę, bo niestety poważna kontuzja na boisku unieruchomiła mnie na pół roku. Wtedy nie było takich zabiegów artroskopii jak teraz, albo w Polsce wykonywano je jeszcze bardzo prymintywnie - skalpel i jazda. Dlatego też moje kolano to istne pole do popisu dla ówczesnych ortopedów. Do piłki już nie wróciłem, ale zachorowałem na cukrzycę. Paradoksalnie dzięki niej schudłem. Po trzech latach chorowania od maja 2009 roku postawiłem na bieganie. Do tej pory przebiegłem ponad 10000km (w 2012 roku przeszedłem dwie operacje kolana, co zatrzymało mnie w bieganiu na okres ok. 8 miesięcy). Pandemia mnie zatrzymała, ale wracam. A dokładniej wróciłem. Pierwszym moim biegiem była Legionowska Dycha. Właśnie w piątek odbyła się 12. edycja tej imprezy, w której wziąłem udział po raz jedenasty. Tak w ogóle to wystartowałem już w ponad 400 różnych biegach w całej Polsce w tym jeden w Berlinie - parkrun Hasenheide. Piątkowy bieg był 403. 

12. Legionowska Dycha

Zapisanie się na bieg rozgrywany pod moim domem był czystym spontanem, decyzją, która była zupełnie nieprzemyślana. Przecież ja nie biegam praktycznie w ogóle od lutego zeszłego roku, gdy 22.02.2020 roku w swoje urodziny zaliczyłem parkrun Park Zdrojowy w Kudowie-Zdroju. Oczywiście były sporadyczne wyjścia na jakiś rozruch, ale nie można tego nazwać trenowaniem. Tak było też przez Legionowską Dychą. Dwa wyjścia na 5km to wszystko na co mnie było stać! A tu dwa razy dłuższy dystans. Temperatura blisko 30 stopni, dobrze, że start o 20.00. Namówiłem wychowaczynię mojego Pawełka na start. Pani Kasia jeszcze nie biegła na 10km więc oboje mielismy motywację ukończenia rywalizacji. Nie liczył się czas, a właśnie ukończenie, pokonanie własnych słabości. Nam się do udało dzięki kolejnej osobie, Ewie, która biegnąc razem z nami, motywowała nas do równego tupania stopami o asfalt. 

Wyniki 12. Legionowskiej Dychy

 

Powyżej medal, mój pierwszy w kolekcji ponad 200. I ten ostatni piątkowy.

To tylko fragment mojej medalowej ściany.

Satysfakcja ukończenia biegu była ogromna. Nie wiem, czy nie większa niż 12 lat temu, gdy pierwszą edycję Legionowskiej Dychy pokonałem w 57:40. Nie wiem, czy nie większa, gdy pobiłem życiówkę na dyszkę - 47:09. Z czego się tak cieszę? Z 1:13:39 - wynik netto z zegarka, brutto 1:14:21. Teraz wyjazd na wakacje i znów zaliczę parkrun w Kudowie-Zdroju. Więcej o parkrunie napiszę Wam za tydzień, bo to osobna historia warta przekazania Wam. 

 

Zapraszam do polubienia mojego fanpage - Biegający Bibliotekarz

 

 

Tagi:
#bieganie, #sport, #rekreacja, #LegionowskaDycha
{}× 9
czwartek, 27 maja 2021

Co nowego w bemowskiej bibliotece. Cz. 1

Jak wiecie, jestem bibliotekarzem. Od blisko 25 lat. To praca, która pochłania mnie bez reszty. To pasja, której wypalenie zawodowe mnie nie grozi. To sens życia, to czytanie książek, to praca z czytelnikiem i poznawanie jego zainteresowań, tego co lubi czytać. Zastanawiam się, czy nie powinienem dzielić się z Wami swoim codziennym życiem biblioteki. Tym co robimy dla Czytelników, co planujemy, co możemy zrobić, by... żyło nam się wspólnie lepiej.

W dobie pandemii nie jest łatwo. Ale uważam, że od marca ubiegłego roku sprostaliśmy zadaniu. Nie dość, że praktycznie byliśmy jedną z niewielu, jak nie jedyną instytucją kultury, która tylko krótki okres była nieczynna dla użytkowników, to wprowadziliśmy szereg udogodnień, by nasi Czytelnicy wiedzieli, że pamiętamy o nich.

Pisałem już o video-zapisie, gdzie każdy może zapisać się do naszej biblioteki, nie wychodząc z domu. Dzięki takiemu zapisowi może korzystać z e-platformy, na której znajdzie e-booki, e-audiobooki i e-prasę.

Teraz jest czas, gdy dzięki naszej Promocji zaczynamy realizację Budżetu Obywatelskiego. Dla Was kupowane są książki, organizowane warsztaty i inne atrakcje. Dla każdego coś miłego. Musicie tylko zajrzeć na nasze strony:

https://bibliotekabemowo.pl/

oraz na naszą stronę facebookową

https://www.facebook.com/BibliotekaBemowo

Będę Was informował o działaniach, które są przygotowywane dla Czytelników.

Ostatnio bez wychodzenia z domu można zobaczyć nasze skromne progi :)

Street View
Tagi:
#biblioteka, #bemowo, #warszawa
{}× 12
piątek, 16 kwietnia 2021

Podróżując po Polsce. Cz. 14

Pewnie już nie pamiętacie, jak opisywałem wycieczkę w Góry Świętokrzyskie z zeszłego roku z 1 maja. Dla przypomnienia kliknijcie TUTAJ. Na końcu napisałem, że dalszy ciąg nastąpi. Zbliża się maj, warto poszukać inspiracji, bo raczej na majówkę nie wyjedziemy dłużej niż dzień. Oto kolejny przykład jednodniowej wycieczki w rejony Gór Świętokrzyskich.


Materiały biblioteczne zawsze przydatne - fot, Michał Machnacki

Zaczęliśmy dosyć nietypowo. Dlaczego?

Wiele lat mieszkałem w gminie Jabłonna (mazowieckie). Odkryliśmy na mapie Polski inną Jabłonnę i postanowiliśmy po drodze zatrzymać się w tej miejscowości. Okazuje się, że moja Jabłonna z przepięknym Zespołem Pałacowo-Parkowym, a przypomnę, że to wieś, w porównaniu ze świętokrzyską Jabłonną to metropolia.


Świętokrzyska Jabłonna liczy niespełna 400 mieszkańców - fot. Michał Machnacki

Oczywiście puściliśmy naszą sweet-focię (ja, Ula i Pawełek) z pozdrowieniami z Jabłonny na facebooka, co spowodowało konsternację, bo w Jabłonnie bywamy, przejeżdżamy, praktycznie codziennie. A tu obie Jabłonny dzieli 178/190 km w zależności, którą trasą się pojedzie.


wujek google

Z Jabłonny do Nietuliska Wielkiego to tylko kilka minut jazdy. Po 9,8 km znaleźliśmy się w dosyć interesującym miejscu. Nietulisko Wielkie to niewielka wieś położona w powiecie ostrowieckim, w gminie Kunów. Co spowodowało, że tam zajechaliśmy? Czym się zainteresowaliśmy?

W tej miejscowości chcieliśmy zobaczyć ruiny z XIX wieku. Ale nie był to żaden zamek, a walcownia profili drobnych i blach grubych. Zakład ten działał prężnie w latach 1834-1846. Trudno sobie wyobrazić, że w tym miejscu znajdowały się zabudowania fabryczne, osiedle mieszkaniowe, stajnia, magazyny czy budynki dyrekcji.
Z resztą popatrzcie.

fot. Michał Machnacki


fot. Michał Machnacki


fot. Michał Machnacki


fot. Michał Machnacki


Kolejnym miejsce na trasie naszej wycieczki był Święty Krzyż czyli Łysa Góra, albo dawniej Łysiec bądź Święty Łysiec. Na szczyt położony na wysokości 594 m n.p.m. zaczęliśmy wspinać się szlakiem niebieskim z Nowej Słupi, a w końcowym fragmencie czerwonym - Głównym Szlakiem Świętokrzyskim. Przewyższenie na długości ponad 2 km wyniosło 265 metrów.

Urzekł nas las, który nie jest wycinany, a każde powalone drzewo próchnieje, tworząc niesamowitą Puszczę Jodłową. Niestety w tym przypadku Buk Jagiełły przegrał walkę o przetrwanie z otaczającą naturą. - "Po nim przyjdzie nowe pokolenie, równie silnych i potężnych drzew. Choć na pierwszy rzut oka martwy, to dopiero teraz stanie się tyglem życia dla tysięcy organizmów" - można było przeczytać smutną informację w letni czas 2019 r. na facebookowej stronie Świętokrzyskiego Parku Narodowego.



Za nim dotarliśmy do klasztoru Misjonarzy Oblatów M.N. postanowiliśmy zostawić szlak przy Grocie Matki Boskiej i iść za kierunkowskazem do cmentarza jeńców radzieckich, którzy zostali uwiezieni w obozie zagłady przez Niemców. Niewielka polanka, zadbana, znajduje się niedaleko szczytu. Zastanawialiśmy się, czy ktoś tu zagląda, żałowaliśmy, że nie mieliśmy choćby znicza, by zapalić na bezimiennych mogiłach. Zamordowano tutaj około 8000 ludzi.


fot. Michał Machnacki


fot. Michał Machnacki

Wróciliśmy na szlak, by po kilku minutach być w miejscu docelowym.


fot. Michał Machnacki


Postanowiliśmy zejść do krypty w kaplicy Oleśnickich. Tam można zobaczyć zmumifikowane ciało, które podobno należało do księcia Jeremiego Wiśniowieckiego. Podobno, bo badania naukowe wykluczyło to ponad 40 lat temu. Paweł nie był jednak zadowolony z naszego pomysły, by takie "rzeczy" oglądać... Prócz tego ciała, można też zobaczyć zwłoki powstańca styczniowego z 1863 r. W sumie ciekawa lekcja historii.


"I co ja robię tu" - fot. Michał Machnacki


fot. Michał Machnacki

Po podziemnych atrakcjach poszliśmy zobaczyć atrakcje naturalne, jakim są pozostałości wału kulturalnego przedchrześcijańskiego oraz sławne gołoborza (dodatkowo płatna atrakcja...). Rumowisko skalne nam się bardzo podobało, a prowadziło tam specjalne zejście. Mieliśmy ogromne szczęście, bo dzień później miejsce to nie było dostępne dla zwykłych szaraczków, jak my. Pan Prezydent kontynuował swoją kampanię wyborczą na wspomnianym tarasie nad gołoborzami.


fot. Michał Machnacki


fot. Michał Machnacki

Zeszliśmy tą samą drogą do Nowej Słupi. Troszkę było pochmurnie. Obawialiśmy się, że znów złapie nas nawałnica, i że znów nie zobaczymy naszego staruszka. Zaryzykowaliśmy przejazd do miejscowości Zagnańsk, w którym dąb rośnie od dobrych kilkuset lat. To już nasze drugie wspólne spotkanie w tym jakże przepięknym miejscu. Dęba pamiętam jeszcze z podstawówki, kiedy to widziałem go po raz pierwszy.



To był naprawdę wspaniały wypad. Jeden dzień, a tyle atrakcji. Polecam taki wypad w dobie pandemii. Plusem było to, że nie trzeba było chodzić w maseczkach, ale na szlakach w lesie nie jest to wymagane.

Więcej zdjęć znajdziecie na moim profilu na Facebooku. Daję link do całej galerii - TUTAJ.
Zapraszam do polubienia mojego fanpage - Biegający Bibliotekarz. Z góry bardzo dziękuję.

Tagi:
#turystyka, #goryswietokrzyskie, #swietykryz, #dabbartek
{}× 10
sobota, 27 marca 2021

Podróżując po Polsce. Cz. 13

W zeszłe ferie tuż przez pierwszym zamknięciem "czego popadnie", zdążyliśmy wybrać się na odpoczynek w góry. Nie będzie to żadna nowość... ponownie byliśmy w naszych ukochanych Sudetach, na Ziemi Kłodzkiej, w Szczytnej. Jak zwykle nudy nie było. Na jedną z wycieczek obraliśmy niedalekie Wambierzyce. - Tylko nie do Wampirzyc! - nie mógł pogodzić się z celem wycieczki nasz Pawełek. Ciągle z tego się śmiejemy, że piękne miejsce pielgrzymkowe kojarzy mu się z wampirami!

Przed schodami do świątyni wambierzyckiej - fot. Michał Machnacki

Trochę historii tego miejsca

Wambierzyce to niewielka miejscowość położona u stóp Gór Stołowych. Można tu dotrzeć kilkoma szlakami w tym Głównym Szlakiem Sudeckim, ale najlepiej przyjechać tu samochodem, wracając sobie ze Szczelińca Wielkiego przez Radków Szosą Stu Zakrętów. Śląska Jerozolima. Tak mówi się na to interesujące miejsce jakim są Wambierzyce. To tu ponad 800 lat temu Janowi z pobliskiego Ratna, objawiła się Maryja z Jezusem na rękach. Dzięki tej wizji na lipowym drzewie zawieszono figurkę, do której zaczęli przychodzić wierzący i modlić się. Gdy niewidomy Jan, który modlił się pod drzewem, potknął się u uderzył swoim ciałem o lipę, cudownie ozdrowiał i zobaczył zawieszoną figurkę Matki Boskiej. Od tego czasu poprzez wieki coraz więcej osób odwiedzało to miejsce, na którym w 1715 roku rozpoczęto budowę świątyni. Tak głoszą legendy.

Za nim weszliśmy do środka, podziwialiśmy schody. Jest ich 57. w trzech ciągach. 33. położone pośrodku symbolizuje wiek Jezusa Chrystusa. 15. schodków na pierwszym tarasem symbolizuje życie Matki Boskiej przed jej macierzyństwem, a 9. liczbę chórów anielskich. Wejście do tego miejsca warto oglądać po zmroku, ponieważ iluminacja świetlna potęguje piękno tego miejsca. W środku w stylu barokowym zobaczymy malowidła czy rzeźby, a na pewno nie umknie wzroku przepiękna ambona wykonana przez Karola Sebastiana Flackera oraz główny ołtarz z cudowną figurką.


Po wyjściu uchwyciłem moją rodzinkę w stronę kalwarii, na którą zamierzaliśmy się udać.


fot. Michał Machnacki

Zimą można dostrzec kapliczki na wzgórzu, latem widać tylko schody. Dodam tylko, że zima była, jak widać, łagodna. Śniegu za wiele na wyjeździe nie zobaczyliśmy.

Kapliczki robią wrażenie, ale chyba najbardziej zaciekawiły nas postawione dzwony na części wzgórza. Zastanawialiśmy się, co one tu robią. Jest ich cztery, a na nich można znaleźć napisy w języku niemieckim. Podobno ważą w sumie 8 ton, a jakiś czas temu stały w centrum miejscowości, a na polecenie księdza, zostały przeniesione na wzgórze.

Dzwony na wzgórzu - fot. Michał Machnacki

Dzwony dzwonami, ale dech w piersi zapierały widoki. Stamtąd roztacza się majestatyczny widok na najwyższy szczyt Gór Stołowych, Szczeliniec Wielki - 919 m n.p.m.

Wambierzyce i majestatyczny Szczeliniec Wielki - fot. Michał Machnacki

Warto kilka słów poświęcić drodze krzyżowej i kapliczkom. Sama droga krzyżowa w tym miejscu powstała już w 1732 roku, na wzór jerozolimski, stąd właśnie nazwa Śląskiej Jerozolimy. Spacer w tym miejscu pozwoli na wyciszenie, ale też na poznanie historii niego niezwykłego miejsca.


W Wambierzycach warto też zwrócić uwagę na dwie Bramy, przez które wjeżdża się do centrum miejscowości. Są to bramy o nazwach – Gihon i Jerozolimska. Ciekawą bramą jest jeszcze Brama w dolinie Jozofata. W tej niewielkiej wsi znajduje się również Skansen Dawnych Zaprzęgów oraz MiniZOO. Podobno ogromne wrażenie robi szopka bożonarodzeniowa, ale tą atrakcję zostawiliśmy sobie na kolejny raz.


Jedna z bram - fot. Michał Machnacki


Więcej zdjęć znajdziecie na moim profilu na Facebooku. Daję link do całej galerii - TUTAJ.
Zapraszam do polubienia mojego fanpage - Biegający Bibliotekarz i Niesamowita Ziemia Kłodzka.
Gdybyście chcieli odpoczywać w tych pięknych okolicach polecam - Golf&Spa Szczytna Golfowa Wioska.
Gdzie zjeść? Nie ma innej opcji - Pierogarnia od Pokoleń w centrum Szczytnej.

Z góry bardzo dziękuję za polubienia moich fanpagów.

Tagi:
#ziemiaklodzka, #turystyka, #wambierzyce
{}× 14
niedziela, 21 marca 2021

Podróżując po Polsce. Cz. 12

Jeszcze dwa tygodnie temu (dokładnie 6 marca), byliśmy na Ziemi Kłodzkiej. Zamieściłem jedną relację z blisko 24-kilometrowej wycieczki, a teraz przyszedł czas, by podzielić się z Wami tym, co jeszcze udało nam się zobaczyć. I to nie tylko na Niesamowitej Ziemi Kłodzkiej, ale i Dolnym Śląsku.

Zawsze chcieliśmy zobaczyć Zamek Książ. Oglądaliśmy kilka filmów na temat zamku, m.in. jednym z nich były Kwatery Hitlera. Jednak zawsze coś stawało na drodze. Albo nie było czasu, bo inne atrakcje były w pobliżu, albo w drodze powrotnej na niziny nie starczało sił.

Tym razem jednak postanowiliśmy, że nadszedł ten czas. Od razu nastawiliśmy się na zobaczenie zamku z zewnątrz i spacer do ruin starego Książa. To był plan, który udało się nam zrealizować choć... no właśnie, do tej pory mam ciarki na plecach... Dlaczego? O tym wkrótce się dowiecie.

Za nim ruszyliśmy ze Szczytnej do Książa pogoda zrobiła się iście zimowa. Sypnęło porządnie śniegiem i w ogóle zastanawialiśmy się, czy bezpiecznie dojedziemy do celu. Koło 10.45 rano przestało sypać, więc decyzja była jedna! - Ruszamy!!!


Zaczęło się przejaśniać nad szczytniańskim zamkiem Leśna Skała - fot. Michał Machnacki


Na nizinach mało śniegu, więc Paweł ma radochę - fot. Michał Machnacki

Ze Szczytnej mieliśmy do pokonania około 70 km, więc po godzinie z minutami dotarliśmy pod okazały zamek, który robi ogromne wrażenie. Od razu jednak ruszyliśmy na szlak, by nie tracić cennego czasu.

A trasa prowadziła tak ---> KLIKNIJ TUTAJ - Dystans - 4,7 km (nie licząc łażenia po ruinach i w okolicach zamku na koniec) - wzrost wysokości 319 m.

Warto wiedzieć, że wchodząc na czerwony szlak wkraczamy na utworzony tu Książański Park Narodowy, w którym można spotkać blisko 200 gatunków roślin. 30 z nich jest pod ścisłą ochroną! Wiadomo, że zimą ciężko je wszystkie wypatrzeć, ale brak zielonej roślinności rekompensuje krajobraz przełomy przepływającej tędy rzeki Pełcznicy i potoku Szczawnika. Do tego w pierwszej części szlaku napotkamy okazałego cisa Bolka.


Cis Bolko - jego wiek szacuje się nawet na 600 lat - fot, Michał Machnacki

Od okazałego drzewa zaczyna się niesamowicie piękny krajobraz, który zachwycił nas dogłębnie. Pełcznica płynąca w głębokim wąwozie, ciągły widok na zamek, który gdzieś wysoko górował nad otoczeniem, działały na wyobraźnię. A szlak zwie się Ścieżką Hochbergów, którzy mieszkali tu w Książu aż do wysiedlenia w 1940 roku.


fot. Michał Machnacki


fot. Michał Machnacki


Bajkowa scenaria na szlaku - fot. Michał Machnacki

Wiedzieliśmy, że do ruin będzie się trzeba wspiąć. Szlak był śliski, prowadzący ostro w górę, czasem na wąskiej ścieżce leżały powalone drzewa. Spojrzenie w dół zapierało dech w piersiach, ale też obawy, by się nie poślizgnąć.


Czasem trzeba było i tak - fot. Michał Machnacki

Wreszcie osiągnęliśmy cel wycieczki, czyli ruiny starego Książa. Nie będę Wam przynudzać o jego historii. Warto przeczytać o tym miejscu w Internecie, bo działo się tutaj wiele ciekawych rzeczy. Spójrzcie zresztą na kilka zdjęć z tego niesamowitego miejsca.



Po wizycie na "salonach" ruszyliśmy dalej tzn. tak, by zatoczyć pętlę i dojść do zamku. Trasa prowadziła zielonym szlakiem i dała mi się porządnie we znaki ze względu na... przepaście, które towarzyszyły mi po lewej stronie wąskiej ścieżki. Oczywiście przypomniał o sobie lęk wysokości i miałem nie lada pietra, bojąc się nie tylko o siebie jak i o moją Ulę i Pawełka. Oni nic z tego sobie nie robili, czasem nawet pod nosem uśmiechali się. Ja jednak chciałem jak najszybciej dotrzeć do celu, choć jak zobaczycie poniższe zdjęcia to pośpiech nie był wskazany.


Chwila wytchnienia na tarasie widokowym - fot. Urszula Machnacka


Barierki stały w newralgicznych miejscach, ale to nie znaczy, że przed nimi, bądź za czułem się bezpiecznie - fot. Michał Machnacki


Nie wzruszeni... - fot. Michał Machnacki

Na prawdę cieszyłem się, że dotarliśmy pod zamek bez dodatkowych przygód. Po drodze przed samym wyjściem na parking rododendrony w białej szacie bardzo nam się spodobały.


fot. Michał Machnacki

I jeszcze Ula w jesienno-zimowej szacie.


fot. Michał Machnacki

Weszliśmy jeszcze do budynku gdzie mieścił się sklepik z gadżetami i kasy biletowe. W sklepiku obowiązkowy zakup magnesów na lodówkę, pająka na sznurku (to dziwne pamiątki naszej pociechy :P). Ja zainteresowałem się książkami, w których były książki z serii Atlas Turystyczny. Dolny Śląsk z Wydawnictwa SBM (tak, tak wkrótce staną tam Sudety z tej serii) oraz Sekrety Wałbrzycha i Wrocławia z Wydawnictwa Księży Młyn. Nie omieszkałem zakupić przewodnika w pigułce po zabytkach Książa.

Na to wychodzi, że wrócimy tutaj, ponieważ musimy zwiedzić obowiązkowo podziemia i sam zamek, którego widzieliśmy z dziedzińca. Warto tu zajrzeć!!!


fot. Michał Machnacki

Więcej zdjęć znajdziecie na moim profilu na Facebooku. Daję link do całej galerii - TUTAJ.
Zapraszam do polubienia mojego fanpage - Biegający Bibliotekarz i Niesamowita Ziemia Kłodzka.
Gdybyście chcieli odpoczywać w tych pięknych okolicach polecam - Golf&Spa Szczytna Golfowa Wioska.
Gdzie zjeść? Nie ma innej opcji - Pierogarnia od Pokoleń w centrum Szczytnej.

Z góry bardzo dziękuję za polubienia moich fanpagów.

Tagi:
#dolnyslask, #turystyka, #ksiaz, #zamek
{}× 10
piątek, 19 marca 2021

Debiut, na który czekałem bardzo długo

Kochani,
dziś podejrzałem w hurtowni książek Platon, że ukazała się w zapowiedziach pewna pozycja :)



Czasami trzeba się pochwalić, więc i ja to czynię. Jestem współautorem tego przewodnika i cieszę się, że wreszcie mogłem na papier przelać swoje pasje turystyczne i zamiłowanie to tego terenu.

Premiera w Platonie 7 kwietnia!!! Więcej o książce wkrótce na @Biegający Bibliotekarz na fanpage facebookowym!

Miłej lektury :)
Tagi:
#sudety, #debiutliteracki, #turystyka, #przewodnik
{}× 12
piątek, 5 marca 2021

Podróżując po Polsce. Cz. 11

Pisząc relacje z wycieczek po Polsce przeważnie siedzę w zaciszu domu w Legionowie i wspominam swoje rodzinne wyprawy. Dziś jednak jestem w południowo-zachodniej części kraju, a nie w centrum. Dodatkowo miałem okazję kończyć pracę nad pewnym projektem książkowym. O czym wkrótce Was poinformuję. A teraz zapraszam na 24 km wycieczkę w Góry Stołowe!


Szczeliniec Wielki - fot. Michał Machnacki

Ruszamy nietypowo razem z Marcinem z Golf&Spa Szczytna z Lisiej Przełęczy w okolicach Narożnika i Białych Skał. Muszę o tych dwóch miejscach wspomnieć, ponieważ warto je zobaczyć. Pewnie na temat tych miejsc wrzucę niebawem relację.
Do Karłowa dochodzimy asfaltową drogą. Parę lat temu prowadziły tędy szlaki, ale zostały przeniesione na zbocze Ptaka (835 m n.p.m.). Może i dobrze, bo latem ruch turystyczny na Szosie Stu Zakrętów, jak na Marszałkowskiej w stolicy. Teraz cisza i pusto. Jeszcze nie miałem takiej sytuacji, by na karłowskich" Krupówkach nie było żywego ducha! Od Karłowa przez Trasę Turystyczną im. Franciszka Pabla, pierwszego przewodnika turystycznego w Sudetach, wiedzie szlak oznaczony kwadracikiem z zielonym paskiem. Jest to bardzo interesująca Ścieżka Rzeźby Skalnej w Górach Stołowych. Warto zaplanować sobie wycieczkę tym szlakiem - Tutaj opis.


Ścieżka Rzeźby Skalnej - fot. Michał Machnacki

Pustki pod wejściem na Szczeliniec Wielki 919 m n.p.m.

Wejście na Szczeliniec z lewej, zejście obok - fot. Michał Machnacki

My od tego miejsca idziemy niebieskim szlakiem w lewo wokół Szczelińców. Okrążamy je, bo chcemy dotrzeć do Pasterki i z drugiej strony zobaczyć najwyższy szczyt Gór Stołowych należący do Korony Gór Polski. Trzeba uważać, bo jest ślisko. Udeptany śnieg jest zbity i zmrożony. W ciągu dnia dodatnia temperatura rozpuszcza górną warstwę, tworząc naturalne lodowisko. W Pasterce na oblodzonym asfalcie raz łapie powietrze rękoma Marcin, raz ja. Duży wpływ na tą sytuację ma pewien obelisk-pomnik. Zresztą zobaczcie.


Kotom... - powinno być - mieszkańcy :P - fot. Michał Machnacki


Dochodzimy do schroniska w Pasterce, by stanąć do zdjęcia przed pewna płytą... nagrobkową.


Serce pozostawione w Pasterce - fot. samowyzwalacz

Dalej maszerujemy żółtym szlakiem. Słońce mocno przygrzewa, skutki zobaczę wieczorem, gdy spojrzę w lustro. Na początku marca nie byłem tak nigdy opalony na twarzy. Znajdujemy kolejne miejsca rzeźby skalnej i powoli kierujemy się na Skalne Grzyby, które ja rodzinnie odwiedzam każdego roku. To piękne miejsce i zdecydowanie mniej ludzi niż na Szczelińcu i Błędnych Skałach. Dodatkowo na trasie znajdujemy pewne słupki, które kiedyś wskazywały drogę mieszkańcom tych terenów. Jak widać byli to Niemcy.


fot. Michał Machnacki

Najbardziej cieszą oko skałki. To góry zrodzone z morza. Polecam do obejrzenia pewien film o Narodowym Parku Gór Stołowych, który pokaże Wam piękno tych magicznych gór. Obejrzyjcie
. Dlatego też w uwagą patrzę na nie, bo w tym miejscu jestem pierwszy raz.
Zaczynam odczuwać dyskomfort w prawej kostce. Buty specjalnie na górskie wyprawy zakupiłem jakiś czas temu. Rozchodziłem w warunkach zimowych w mieście. A tu niespodziewanie czuję ból i nie wiem, czy to wina buta, czy dzień wcześniej nie przykręciłem lekko kostki. Ból towarzyszy mi już przez całe Skalne Grzyby. Te w zimowej szacie (choć nie w każdym miejscu leży śnieg), wyglądają przepięknie, tempo marszu spada i z tego powodu, że chcemy mieć przy każdej skałce foto. Szczególnie ważny jest odpoczynek w fotelu pradziada.


Chwilę się posiedziało... ale zimno w tyłek - fot, Michał Machnacki

Następnie czekają nas spektakularne Skalne Wrota. Bardzo ciekawa formacja skalna to idealne miejsce do fotografowania, szczególnie, gdy nie ma tutaj ludzi, którzy chcą mieć w tym miejscu pamiątkowe zdjęcie. Ja wrzucę zdjęcie z lata, moje rodzinne.


fot. samowyzwalacz

Na Skalnych Grzybach ścieżki oblodzone. Turyści ubili śnieg i jest lód na szlaku. Czasem muszę schodzić na bok, omijać główną ścieżkę, bo... raczki zostały w domu w Legionowie. Pała z przygotowania do wyjazdu! W zeszłym roku o tej samej porze w ogóle na tym szlaku nie było śladu zimy,
Dochodzimy do Czerwonego Potoku. Zawsze o nim wspominam, bo ostatnie lata z powodu suszy był wyschnięty. Teraz rdzawa woda wypełniła koryto, dodając kolorytu na szlaku.


Czerwony Potok - fot, Michał Machnacki

Wiem, że od Batorówka nie pójdziemy już dalej szlakiem. Noga przy każdym kroku daje znać o sobie. Postanawiamy zejść do Szczytnej asfaltową drogą przez Batorów. W pewnym momencie jednak decyduję, że dalej nie dam rady i dzwonię do mojej Uli, by podjechała te kilka kilometrów i zabrała nas z trasy. Jeszcze przejdziemy kilkaset metrów, zobaczymy Golf&Spa Szczytna i po 23,60 km zakończymy i tak bardzo udaną wyprawę.


Golfowa Wioska z odległości 3 km z drogi z Batorowa - fot, Michał Machnacki

Więcej zdjęć znajdziecie na moim profilu na Facebooku. Daję link do całej galerii - TUTAJ.
Zapraszam do polubienia mojego fanpage - Biegający Bibliotekarz i Niesamowita Ziemia Kłodzka.
Gdybyście chcieli odpoczywać w tych pięknych okolicach polecam - Golf&Spa Szczytna Golfowa Wioska.
Gdzie zjeść? Nie ma innej opcji - Pierogarnia od Pokoleń w centrum Szczytnej.

Z góry bardzo dziękuję za polubienia moich fanpagów.

Tagi:
#gorystolowe, #golfowawioska, #turystyka, #szczytna, #dolnyslask
{}× 10
sobota, 20 lutego 2021

Podróżując po Polsce. Cz. 10

Dawno nie podróżowaliśmy. Tym razem ruszymy na najwyższy szczyt Ziemi Kłodzkiej. Śnieżnik - 1426 m n.p.m., bo o nim mowa, to dosyć często odwiedzany szczyt graniczny, czy to latem czy zimą. Byłem tam dwa razy. Raz w czerwcu szedłem z Kletna obok Jaskini Niedźwiedziej, raz 20.02.2020 z Międzygórza. Zgadnijcie kiedy była ładniejsza pogoda? Na Śnieżniku latem zastała nas gęsta mgła, żadnych widoków, mokro i chłodno jak na porę roku, która powinna przynieść upał. Zimą panował lekki mróz, a i widoki zapierały dech w piersiach. Dodatkowo byłem spragniony śniegu, którego tak na prawdę ostatnimi czasy było jak na lekarstwo (nie licząc ostatnich tygodni).

Trasa na Śnieżnik - 6,4 km - 715 metrów przewyższenia

Tym raz ruszyłem z Międzygórza razem z przyjaciółką Anią z Kłodzka i Marcinem, szefem Golf&Spa Szczytna. Od samego rana panowała wspaniała pogoda, drogi były przejezdne więc szybko dotarliśmy ze Szczytnej do Kłodzka, a potem do Międzygórza. Międzygórze to niewielka miejscowość położona w w Sudetach Wschodnich w dolinie potoku Wilczki i Bogoryi, umiejętnie wkomponowanej w zbocze Śnieżnika. Słynie z jednej z największych atrakcji Niesamowitej Ziemi Kłodzkiej, Wodospadu Wilczki. Warto zatrzymać się w centrum miejscowości i zobaczyć te przyrodnicze arcydzieło.


Wodospad Wilczki latem - fot. Michał Machnacki

My jednak tym razem podjeżdżamy autem do Międzygórza Górnego, by stamtąd ruszyć na szlak. Do pokonania w jedną stronę około 6,5 km, wzniosłości ponad 700 m. Na początku na trasie niewielka warstwa śniegu, ale z każdą krokiem wyżej śniegu powolutku zaczęło przybywać.

Bajkowy początek nad Wilczką - fot. Michał Machnacki

Gdzieniegdzie widać było, że turyści byli tutaj, bo na szlaku można było spotkać postać charakterystyczną dla tej pory roku. Dawno niewidziany przeze mnie bałwan przypomniał zimy, które na Mazowszu często trzymały długo w okowach mrozu i zaspach śniegu.


fot. Michał Machnacki

W tym miejscu warto wspomnieć, że my z Marcinem po raz pierwszy wchodziliśmy tutaj zimą, Ania to... weteranka, bo wchodziła tutaj, bądź wjeżdżała rowerem wiele razy, o czym świadczą pieczątki w jej książeczce wbijane w schronisku. Nie wspomniałem jeszcze, a powinienem na początku, że na szlak ruszyliśmy Głównym Szlakiem Sudeckim im. Mieczysława Orłowicza. Jego początek (bądź koniec) zaczyna się w Świeradowie-Zdroju, a koniec (bądź początek) w Prudniku. To tylko około 443 km trasy! Niejedna osoba ma to za sobą i wiele pozytywnych wspomnień. Mnie się marzy jak i wycieczka wokół Ziemi Kłodzkiej! Ale to marzenia na dalszą przyszłość, wróćmy pod Śnieżnik, na który maszerujemy. Po dwóch kilometrach pokrywa śnieżna daje znać o sobie, a ścieżka coraz mnie wydeptana. Za to słońce odbijające się w śniegu, dobra widoczność daje wiele satysfakcji. Trawersujemy szczyt Średniaka 1210 m n.p.m. Mijamy malownicze skałki, przy których zatrzymujemy się na chwilę.


Dalej również bajecznie - fot. Michał Machnacki


fot. Michał Machnacki

Po około 5 km zostaje nam tylko ostre, kilkudziesięciometrowe podejście do Schroniska pod Śnieżnikiem, który wyłania się zza majestatycznie drzew ubranych w zimową szatę.


W okolicy Schroniska pod Śnieżnikiem - fot. Michał Machnacki

Jeszcze jest bezwietrznie, słonecznie więc mijamy schronisko (zielony szlak), by od razu znaleźć się na szczycie Śnieżnika. I tutaj bajkowe krajobrazy, chociaż Jaskółcze Skały przykryte białą pierzynką. Zapadam się do połowy ud, podobno nie ma tragedii, czasem śnieg jest do pasa i trzeba poważnie torować, by dostać się na wypłaszczenie na szczycie...


Po minięciu schroniska - fot. Michał Machnacki

A na nim lekki wiatr, który podszczypuje policzki i nosy. I niespodzianka - pusto!!! Szczyt jest tylko dla nas. Trwa to krótką chwilę, ale cieszy nas, że możemy pstryknąć kilka fotek w różne strony nie czekając aż ktoś przejdzie. Stoimy na najwyższym punkcie Ziemi Kłodzkiej. Było warto. Widoki przepiękne. Widzimy Ścieżkę w chmurach po stronie czeskiej (polecamy dla całych rodzin, to niesamowite miejsce!!!), czy wieżę na Trójmorskim Wierchu, na którą chcemy wybrać się w przyszłości.


Mroźno! - fot. Michał Machnacki


Daleko na horyzoncie Stezka v oblacích w Dolní Morava - fot. Michał Machnacki

Czas wracać do schroniska na grzańca i... morsowanie. Ania postanawia zanurzyć się w wodzie obok schroniska. Podziwiamy jej pasję, ale nie jesteśmy przygotowani, by zadebiutować w roli morsa. Po przerwie ruszamy w drogę powrotną. Tym razem kierujemy się czerwonym szlakiem na Przełęcz Śnieżnicką. Za przełęczą schodzimy leśnymi drogami po za szlakiem do miejsca startu, a nasze rozmowy o górach nie mają końca.

P.S. Wszystkie znaki na niebie wskazują, że za 6 dni podążymy na Ziemię Kłodzką!!! :)

Tagi:
#ziemiaklodzka, #snieznik, #turystyka
{}× 9
wtorek, 26 stycznia 2021

Video-zapis? Nowocześnie na Bemowie

Pandemia, koronawirus, COViD-19. Te słowa najczęściej wymienialiśmy w ostatnim roku. Ograniczenia, obostrzenia, zamykanie, otwieranie i tak w koło Macieju. Jak w takich warunkach funkcjonowała/funkcjonuje biblioteka na warszawskim Bemowie?

Jednym z wielu pomysłów jest tzw. video-zapis. Nie trzeba już przychodzić do jednej z placówek, należącej do Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Bemowo m.st. Warszawy, żeby móc zapisać się do niej. Pewnie w tym momencie padnie pytanie - po co zapisywać się zdalnie, jak po książkę i tak trzeba przyjść? I tu dochodzimy do sedna. Biblioteka wyszła naprzeciw oczekiwaniom czytelników i postawiła na e-(możliwości). Mamy więc bogaty zbiór e-booków, e-audiobooków, e-prasy. A wszystko to bez wychodzenia z domu. Co to oznacza? Możesz być czytelnikiem naszej biblioteki, w ogóle do niej nie przychodząc (nie przyjeżdżając)!!!

Katalog e-booków - kliknij

Katalog e-audiobooków - kliknij

Katalog e-audiobooków dla dzieci i młodzieży - kliknij

Katalog e-prasy - kliknij

Najpierw jednak trzeba zdalnie się zarejestrować (zapisać) do bemowskiej biblioteki.

Video-zapis - kliknij

Następnie trzeba wprowadzić swoje dane do formularza zamieszczonego w powyższym linku i koniecznie zapoznać się z regulaminem. Na podany numer telefonu otrzymasz wiadomość tekstową SMS o treści TOKEN. Po tym, jak wprowadzić prawidłowy numer TOKENA, otrzymasz informację o oczekiwaniu na połączenie Google Duo tj. połączenie wideo z następujących numerów: 509 533 069 lub 797 525 306. Nasi bibliotekarze oddzwonią do zainteresowanej osoby w przeciągu trzech dni roboczych. Spowodowane jest to dużym zainteresowaniem, więc prosimy o cierpliwość w oczekiwaniu. Ważne jest też to, żeby mieć zainstalowanego Google Duo. Jeśli nie masz, przyjmij zaproszenie od bibliotekarza. Podczas bardzo sympatycznej video-rozmowie bądź przygotowany, mając pod ręką dowód osobisty, który trzeba pokazać do kamery. Bibliotekarz spisze imię i nazwisko oraz numer pesel potrzebny do zapisu. Następnie, po wpisaniu danych do systemu bibliotecznego Mateusz, każdy z rejestrujących otrzyma wiadomość tekstową SMS z danymi do zalogowania się na swoje konto biblioteczne. Po zalogowaniu można już od razu korzystać z e-platformy.

Miłego czytania i słuchania.


Punkt Biblioteczny nr 143 - to tutaj bibliotekarze zapisują Was zdalnie



Tagi:
#biblioteka, #bemowo, #video-zapis, #e-biblioteka, #e-booki, #e-audiobooki, #e-prasa
{}× 12
O nas Kontakt Pomoc Polityka prywatności Regulamin
© 2021 nakanapie.pl
Zrobione z {} na Pradze Południe