Wyszukiwarka

Wyniki wyszukiwania dla frazy "ze w grzej", znaleziono 39

Bo, to nie człowiek ma grzać browar, lecz ten człowieka.
Kwiaty, które grzeją, są szczególnie atrakcyjne, ponieważ można się na nich posilić, nie tracąc ciepła.
Nie miał pojęcia, po co komu w kuchni jest potrzebny kran z gorącą wodą, bo przecież każdy wiedział, że wodę grzeje się na piecu, a nie w kranie.
Z tym miejscem cos było nie tak. Nie dziwiło, że w takim zimnie i po zmroku ludzie siedzą w domach i grzeją się w towarzystwie najbliższych. Ale ta pustka na ulicach sprawiała, że Akuck wydawał się wręcz opustoszały.
Żal jest jak jaskółka (...). Pewnego dnia budzisz się i myślisz, że cię opuścił, ale on tylko przeniósł się w inne miejsce i grzeje piórka. Prędzej czy później wróci i ponownie zagnieździ się w twoim sercu.
Wracając, wstąpiła na plażę. Pogoda była cudowna. Jasne niebo, lekki wiatr, jesienne słońce delikatnie grzało twarz. Kobieta zdjęła sandały i szła boso po piasku.
Jesień w Atlancie jest magiczna, temperatura spada, ale słońce wciąż mocno grzeje, drzewa w tym czasie stroją się w najwytworniejsze szaty, aby godnie pożegnać świat gasnący wraz z nadejściem mrozów.
Jesteś centrum mojego świata. Słońcem, wokół którego krążę każdego dnia, i księżycem, w którego blasku grzeję się nocą. Powietrzem, którym oddycham, wiatrem we włosach i kroplami deszczu spływającymi po twarzy.
On też miał ochotę zdjąć ten głupi surdut, który wybrały dla niego żona i teściowa. Prążkowana kamizelka, na którą się uparły, grzała lepiej niż bielizna termiczna. Plecy i wszystko to, co było pod nią, miał już całkiem mokre. Wiedział jednak, że nie może.
Dzień był wspaniały, właśnie taki, jaki powinien być w wakacje. Słońce grzało, delikatny wiatr niósł zapach łąk i zboża, drzewa szeleściły i dawały przyjemny cień. Na Kaszubach kończyły się żniwa.
Po prawdziwych szoferach widać, że znają życie i nie jeżdżą na pokaz. Jeżdżą bo taki jest ich los. Tego im zazdrościłem: fatalizmu. Każdego poranka wsiadali, grzali silnik i wytaczali się na trasę. Skacowani, wkurwieni, niewyspani i źli. Ale ruszali.
Papa wyjaśnił córce, że Jerozolima to kraina, w której pragnie się znaleźć każdy Żyd. Miejsce bardzo odległe, położone nad morzem. To właśnie tam bociany odlatują na zimę, to tam grzeje słońce, a od białego brzegu morza wieje rześki wiatr.
Sztuka narodowa! Przecież każda szczera sztuka jest narodowa. Korzenie jej istoty grzeją się w ojczystym gruncie i z niego czerpią odwagę. Wszelako pień wznosi się już samotnie, gdzie zaś korona się rozszerza, tam królestwo niczyje. I może być tak, że głuchy korzeń nie wie, kiedy gałęzie kwitną.
Łzy nie pomogą Jeszcze na niebie jaskółki tańczą jeszcze świat się złotem mieni plaża grzeje pomarańczą połyskując wśród promieni. Lato wciąż nam jeszcze trwa fale masują i głaszczą brzeg ciało wachluje ciepły wiatr łagodząc smutek, tęsknotę i gniew. Żal, który w sercu mam nawet łzy mu nie pomogą tak, jak nikt nie zatrzyma fal tak świat i tak pójdzie swoją drogą.
Co to za świat? Czyjeś ciało przerobione na buty, na pulpety, na parówki, na dywan przed łóżkiem, wywar z czyichś kości do picia... Buty, kanapy, torba na ramię z czyjegoś brzucha, grzanie się cudzym futrem, zjadanie czyjegoś ciała, krojenie go na kawałki i smażenie w oleju... Czy to możliwe, że naprawdę dzieje się ta makabra, to wielkie zabijanie, okrutne, beznamiętne, mechaniczne, bez żadnych wyrzutów sumienia, bez najmniejszej refleksji [...]
Dlatego pewnego dnia,  gdy po kilku minutach ciszy zobaczyłam, jak Helga schodzi  z pierwszego piętra z torebką pod pachą i workiem po papierze  toaletowym, wypchanym po brzegi, nawet nie protestowałam. 
Postanowiłam pozwolić jej „pójść do domu”. Helga wyszła, ja za  nią. W samo południe. Słońce grzało. Popatrzyłam na chorą pełną  determinacji. Na worek, z którego wystawały peruka, pantofel,  szczoteczka do zębów. Na kurtki przerzucone przez ramię, które  zdołała jeszcze złapać na progu, i pomyślałam, że to dla mnie za  dużo. 
Są wspomnienia przy których można się ogrzać.
Przy ogniu można się zarówno ogrzać, jaki i w nim spłonąć.
Jak niewiele potrzeba, by ogrzać ludzkie serce.
Wyprawiała się w przeszłość, żeby ogrzać się w cieple wspomnień.
Lubię konie. Za przywiązanie przywiązaniem płacą. Ogrzać się przy nich łacniej niż przy ludziach.
- Co robisz w moim łóżku? - zapytał ktoś ostro.
Kip nawet nie otworzył oczu.
- Pierdzę, żeby je dla ciebie ogrzać.
Ciężką pracą i wiarą w sukces odbudowałem swój organizm do tego stopnia, że mogłem wygrywać z najlepszymi na morderczych dystansach Ironman i Double Ironman.
Czasem nie chodzi o ucieczkę, lecz o znalezienie choćby najmniejszej strefy komfortu w piekle...
Główne Miasto, Stare Miasto, Korzenne Miasto, Stare Przedmieście, Młode Miasto, Nowe Miasto i Dolne Miasto, budowane łącznie ponad siedemset lat, spłonęły w trzy dni. Nie był to pierwszy pożar Gdańska. Pomorzanie, Brandenburczycy, Krzyżacy, Polacy, Szwedzi i znów Szwedzi, Francuzi, Prusacy i Rosjanie, także Sasi już przedtem, tworząc historię, co parę dziesiątków lat uznawali, że trzeba to miasto spalić - a teraz Rosjanie, Polacy, Niemcy i Anglicy wspólnie wypalali po raz setny cegły gotyckich budowli, nie uzyskując w ten sposób sucharów. Płonęła Straganiarska, Długa, Szeroka, Tkacka i Wełniarska, płonęła Ogarna, Tobiasza, Podwale Staromiejskie, Podwale Przedmiejskie, płonęły Wały i Długie Pobrzeże. Żuraw był z drzewa i płonął szczególnie pięknie. Na ulicy Spodniarzy ogień kazał sobie wziąć miarę na wiele par uderzająco jaskrawych spodni. Kościół Najświętszej Marii Panny płonął od środka i przez ostrołukowe okna ukazywał uroczyste oświetlenie. Pozostałe, nie ewakuowane jeszcze dzwony Świętej Katarzyny, Świętego Jana, Świętej Brygidy, Barbary, Elżbiety, Piotra i Pawła, Świętej Trójcy i Bożego Ciała stapiały się w dzwonnicach i skapywały bez szmeru. W Wielkim Młynie mielono czerwoną pszenicę. Na Rzeźnickiej pachniało przypaloną niedzielną pieczenią. W Teatrze Miejskim dawano prapremierę "Snów podpalacza" dwuznacznej jednoaktówki. Na ratuszu Głównego Miasta postanowiono podwyższyć po pożarze, z ważnością wstecz, pensje strażaków. Ulica Świętego Ducha płonęła w imię Świętego Ducha, Radośnie płonął klasztor franciszkanów w imię Świętego Franciszka, który przecież kochał i opiewał ogień. Ulica Mariacka płonęła równocześnie w imię Ojca i Syna. Że spłonął Targ Drzewny, Targ Węglowy, Targ Sienny, to samo przez się zrozumiałe. Na Chlebnickiej chlebki już nie wyszły z pieca. Na Stągiewnej kipiało w stągwiach. Tylko budynek Zachodniopruskiego Towarzystwa Ubezpieczeń od Ognia z czysto symbolicznych względów nie chciał spłonąć.
"co prawda NRD jest zaprzeczeniem pojęć o swobodzie, ale i w RFN istnieje ustawa o stanie wyjątkowym" (cytowane z pamięci ale bez naruszania meritum, zdaniem tego byłego SSmana oba reżimy były niedobre)
Jesteś jak ciepły wiatr (...). Można się od ciebie ogrzać. Pomagasz, pocieszasz, rozbawiasz... Przy tobie udaje się chociaż na trochę zapomnieć.
- No proszę, Hugo Boss, Armani, myślałam że tylko ty się wprowadzasz, a wygląda na to że będę miała mały harem.
Na początku leżałam trochę tu, trochę tam, każdą część chciałam ogrzać, a jak się któraś robiła zimna, to szybko się przesuwałam.
Sądzę, że to wszystko zaczęło się od nauki rozpalania ognia, żeby ogrzać jaskinię i odpędzić drapieżniki, a skończyło na valium o przedłużonym działaniu.
© 2007 - 2025 nakanapie.pl