Mam swoją opinię na temat tego wiersza, ale poczekam na Wasze komentarze...
Adam Zagajewski
Krótkie chwile
Te krótkie chwile
Które zdarzają się tak rzadko –
To ma być życie?
Te nieliczne chwile
Kiedy wraca jasność –
To ma być życie?
Te momenty
Kiedy muzyka odzyskuje swoją godność –
To ma być życie?
Te rzadkie godziny
Kiedy miłość zwycięża –
To ma być życie?
Źródło: Adam Zagajewski, Prawdziwe życie, a5, 2019
Tym razem wyjątkowo w sobotę.
Ten najbardziej znany wiersz ks. Twardowskiego przypomniał mi się teraz, gdy spotykamy się w gronie rodzinnym. Życzę wszystkim dobrych, rodzinnych, szczęśliwych Świąt!
Jan Twardowski
Śpieszmy się
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno
Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
1971, 1986
Źródło: Jan Twardowski: Miłość miłości szuka, Wiersze 1937-1998, PIW, 1999
Jeden z najpiękniejszych wierszy o miłości, jakie znam
Anna Świrszczyńska
Największa miłość
Ma sześćdziesiąt lat. Przeżywa
największą miłość swego życia.
Chodzi z miłym pod rękę,
wiatr rozwiewa ich siwe włosy.
Jej miły mówi:
– Masz włosy jak perły.
Jej dzieci mówią:
– Stara wariatka.
Źródło: Anna Świrszczyńska: Jestem gotowa, PIW, 2018
Pożegnanie z najbliższą osobą, warto zwrócić uwagę na tropy prowadzące do innych poetów.
Anna Piwkowska
Nie masz, nie masz nadzieje
Ojcu
Nieszczęsne ochędóstwo, żałosne ubiory,
ampułki po lekarstwach, bandaże, wenflony,
uprane prześcieradła – przetarte upiory
twego bólu i jeszcze nożyk porzucony
ten, którym rozcinałeś w spłowiałej gazecie
strony. Już tylko żalu, żalu przydajecie.
I moje uploteczki, chustki haftowane,
znajduję rozrzucone jak ślad po czuwaniu
nocami przy twym łóżku w daremnym czekaniu
na znak, ostatnie słowo, choćby napisane
ołówkiem, bo uparcie twoja dłoń wędruje
do stolika, gdzie notes – lecz już śmierć spisuje
jak spiskowiec, szeptane przez ciebie imiona
jeszcze wczoraj. Dziś milczysz – już skrzynka zamkniona.
A jakbym jeszcze tobie coś obiecowała,
jakbym nie dotrzymała, straciła, oddała
to, co mi powierzyłeś, a czego ubyło
po tobie, jakby nigdy cię tutaj nie było,
to miłość, której nigdy nie zwrócę nikomu,
bo tak kochać nie umiem – szczere pustki w domu.
I klęczę przy twym łóżku w przeciągu, bo wieje
nicość poprzez pokoje i nie masz nadzieje.
Źródło: Anna Piwkowska: Furtianie, Znak, Kraków 2022
Hałyna Petrosaniak – ukraińska poetka i tłumaczka.
Hałyna Petrosaniak
***
Lepiej się nie broń
to przeżytek
mówią jej sąsiedzi
ci lepsi
którym zawsze pragnęła dorównać
nie powinnaś
jęczeć z bólu
a tym bardziej
krzyczeć
spływając krwią
to kompletny anachronizm
do tego nieestetyczny
mówią ci ze strony których
liczyła na pomoc
po prostu
bądź rozsądna
ładnie się uśmiechaj
grzecznie pozwól
rozerwać się na strzępy
i zapomnij
my byśmy właśnie tak zrobili
na twoim miejscu
naprawdę
2014
z ukraińskiego przełożyła Paulina Ciucka
Źródło: Miesięcznik Twórczość, 6/2022
Tęsknota za światem, który odchodzi a może już odszedł? Światem ludzi dyskretnych, dobrze wychowanych i mówiących półgłosem...
Julia Hartwig
Pożegnanie
Jak postarzały się obie panny Zakrzewskie
niezmiennie w czerni starannie obute i w czarnych pończoszkach
Majaczy drewniany ganek naszej lubelskiej kamienicy
Słońce upiększa brzydkie podwórko
Kiedy rano idę do gimnazjum młode dziewczęta śmieją się trzepiąc dywany
tak kijankami tłukły jeszcze niedawno płótno nad Bystrzycą
Ale niewiele zmienił się pan Józio
który przyjechał kiedyś do ojca z Hrubieszowa
i odtąd przez czterdzieści lat przynosił mu zawsze kwiaty na imieniny
Wielu ludzi nie widziałam od dzieciństwa i nie mogę ich rozpoznać
niektórzy znają moje losy i przyglądają mi się ciekawie
Za murem na cmentarzu prawosławnym leży moja matka
daleko od wszystkich których kochała
najdalej od tych których kochała najbardziej
Nosiła jeszcze wówczas suknie z białą ryszką
i włosy zaplecione w wianuszki na uszach
Dymiły w rękach cieniutkie świece
w niekończących się pieśniach powracało Hospodi pomiłuj
Cmentarz był miejscem częstych spotkań
Znajome mojej matki oczyszczały z liści i gałązek
solidne grobowce swoich mężów
potem chodziły na herbatę do popa
w tajemnicy przed moją babką
Nikt już nie żyje z grona tamtych ludzi
dyskretnych dobrze wychowanych i mówiących półgłosem
Źródło: Julia Hartwig, Czuwanie, Czytelnik 1978
Och, jak bym chciał repetować klasę w szkole życia...
Julian Tuwim
Nauka
Nauczyli mnie mnóstwa mądrości,
Logarytmów, wzorów i formułek,
Z kwadracików, trójkącików i kółek
Nauczali mnie nieskończoności.
Rozprawiali o „cudach przyrody”,
Oglądałem różne tajemnice:
W jednym szkiełku „życie w kropli wody”,
W innym zaś – „kanały na księżycu”.
Mam tej wiedzy zapas nieskończony;
2piR i H2S04,
Jabłka, lampy, Crookesy i Newtony,
Azot, wodór, zmiany atmosfery.
Wiem o kuli, napełnionej lodem,
O bursztynie, gdy się go pociera…
Wiem, że ciało pogrążone w wodę
Traci tyle, ile… etcetera.
Ach, wiem jeszcze, że na drugiej półkuli
Słońce świeci, gdy u nas jest ciemno!
Różne rzeczy do głowy mi wkuli,
Tumanili nauką daremną.
I nic nie wiem, i nic nie rozumiem,
I wciąż wierzę biednymi zmysłami,
Że ci ludzie na drugiej półkuli
Muszą chodzić do góry nogami.
I do dziś mam taką szkolną trwogę:
Bóg mnie wyrwie – a stanę bez słowa!
– Panie Boże! Odpowiadać nie mogę,
Ja… wymawiam się, mnie boli głowa…
Trudna lekcja. Nie mogłem od razu.
Lecz nauczę się… po pewnym czasie…
Proszę! Zostaw mnie na drugie życie
Jak na drugi rok w tej samej klasie.
Źródło: Julian Tuwim: Wiersze 1, Czytelnik 1986.
A wy co wolicie?
Wisława Szymborska
Możliwości
Wolę kino.
Wolę koty.
Wolę dęby nad Wartą.
Wolę Dickensa od Dostojewskiego.
Wolę siebie lubiącą ludzi
niż siebie kochającą ludzkość.
Wolę mieć w pogotowiu igłę z nitką.
Wolę kolor zielony.
Wolę nie twierdzić,
że rozum jest wszystkiemu winien.
Wolę wyjątki.
Wolę wychodzić wcześniej.
Wolę rozmawiać z lekarzami o czymś innym.
Wolę stare ilustracje w prążki.
Wolę śmieszność pisania wierszy
od śmieszności ich niepisania.
Wolę w miłości rocznice nieokrągłe,
do obchodzenia co dzień.
Wolę moralistów,
którzy nie obiecują mi nic.
Wolę dobroć przebiegłą od łatwowiernej za bardzo.
Wolę ziemię w cywilu.
Wolę kraje podbite niż podbijające.
Wolę mieć zastrzeżenia.
Wolę piekło chaosu od piekła porządku.
Wolę bajki Grimma od pierwszych stron gazet.
Wolę liście bez kwiatów niż kwiaty bez liści.
Wolę psy z ogonem nie przyciętym.
Wolę oczy jasne, ponieważ mam ciemne.
Wolę szuflady.
Wolę wiele rzeczy, których tu nie wymieniłam
od wielu również tu nie wymienionych.
Wolę zera luzem
niż ustawione w kolejce do cyfry.
Wolę czas owadzi od gwiezdnego.
Wolę odpukać.
Wolę nie pytać, jak długo jeszcze i kiedy.
Wolę brać pod uwagę nawet tę możliwość,
że byt ma swoją rację.
Źródło: Wisława Szymborska, Ludzie na moście, 1986
Coś dla nas, moli książkowych...
Czesław Miłosz
Ale książki
Ale książki będą na półkach, prawdziwe istoty,
Które zjawiły się raz, świeże, jeszcze wilgotne,
Niby lśniące kasztany pod drzewem w jesieni,
I dotykane, pieszczone, trwać zaczęły
Mimo łun na horyzoncie, zamków wylatujących w powietrze,
Plemion w pochodzie, planet w ruchu.
Jesteśmy – mówiły, nawet kiedy wydzierano z nich karty
Albo litery zlizywał buzujący płomień.
O ileż trwalsze od nas, których ułomne ciepło
Stygnie razem z pamięcią, rozprasza się, ginie.
Wyobrażam sobie ziemię, kiedy mnie nie będzie,
I nic, żadnego ubytku, dalej dziwowisko,
Suknie kobiet, mokry jaśmin, pieśń w dolinie.
Ale książki będą na półkach, dobrze urodzone,
Z ludzi, choć też z jasności, wysokości.
1986
Źródło: Czesław Miłosz: Poezje wybrane, Wrocław, Ossolineum 2013
Mija już rok gdy zacząłem prowadzić ten blog, bardzo ciekawy dla mnie rok, bo wróciłem do poezji, mam lepszy nos do wierszy, poszerza się wyobraźnia i wrażliwość. Z drugiej strony udało mi się parę rzeczy. Po pierwsze założyłem sobie, że autorzy wierszy nie będą się powtarzać i dopiąłem celu! Nie zawsze było to łatwe, bo mam paru ulubionych poetów, ale szukanie nowych bardzo poszerza horyzonty, tylu jest ciekawych a zapoznanych twórców!
Po drugie konsekwentnie mieszałem utwory starsze, z wydanych jakiś czas temu książek, ze świeżymi, dopiero co opublikowanymi w periodykach literackich, bo poezja żyje też dniem dzisiejszym, w ogóle żyje, to nie tylko zbiór wierszy z zakurzonego tomiku, ale też aktualny komentarz do otaczającej nas rzeczywistości. Nowej poezji u nas naprawdę publikuje się sporo, jest różnej jakości, ale trafiają się prawdziwe perełki.
I jeszcze, zadałem sobie pytanie o swój stosunek do poezji, bardzo mi odpowiada pogląd Czesława Miłosza, przedstawiony w książce 'Wypisy z ksiąg użytecznych': „Moja propozycja na tym polega, że pokazuję wiersze bardzo, z niewieloma wyjątkami, krótkie, jasne i czytelne, oraz – że użyję niesłusznie skompromitowanej nazwy – to znaczy lojalne wobec rzeczywistości i starające się ją opisać jak najzwięźlej. Obalają więc powszechny sąd o poezji jako o dziedzinie mglistej i wymykającej się rozumieniu.”
W jednym z wywiadów laureat ostatniej nagrody Nike, Jerzy Jarniewicz mówi, że istnieje poezja zrozumiała ale też programowo niezrozumiała, twórcom chodzi o zmuszenie czytelnika do wysiłku. Ja się opowiadam za poezją zrozumiałą.
I wreszcie, zobaczyłem jakie wiersze do mnie przemawiają, z pewnym zaskoczeniem i przerażeniem, że pesymistyczne, dużo w nich smutku i śmierci, no ale tak mam i co mi zrobicie?
Dalej zamierzam prowadzić ten blog, dopóki sił i czasu starczy, jest jeszcze trochę wierszy w tece.
We wstępie do wiersza pisze m.in. Czesław Miłosz: „Aleksander Wilson (1766-1813), który występuje w wierszu amerykańskiego poety Davida Wagonera (1926-2021) pochodził ze Szkocji (…). Po emigracji (…) do Ameryki zajął się badaniem przyrody, zwłaszcza ptaków. Jego 'Ornitologia amerykańska' z ręcznie kolorowanymi drzeworytami zaczęła ukazywać się w 1808 roku.”
David Wagoner
Autor Ornitologii Amerykańskiej
rysuje ptaka dziś wymarłego gatunku
(Aleksander Wilson, Wilmington, N.C., 1809)
Kiedy szedł przez miasto, postrzelony w skrzydło ptak,
Którego schował pod płaszczem, zaczął płakać jak niemowlę,
Żałośnie, głośno, dojmująco, tak jak go słyszał
Polując na niego w lasach, i kobiety
Znikały w drzwiach niespokojne, biegnąc do swoich maleństw.
A oberżysta i mężczyźni w gospodzie
Pytali, czy dziecko mu choruje, i wybuchali śmiechem,
I rechotali, kiedy odwinął swój łup,
Swoją dumę i ciężar: dzięcioła białodziobego,
Tak dużego jak wrona, który piskał i kwilił.
Na górze, kiedy puścił go w swojej pracowni,
Ptak umilkł, przy obiedzie opowiadał,
Jak to, chcąc rysować ptaki z natury,
Trzeba je najpierw strzelać, żeby potem
Mogły być w książkach, żywe na zawsze.
Zastał później łóżko zasypane tynkiem
I ptaka uczepionego obok dziury w ścianie,
Na wylot, aż do zewnętrznej, już rozłupanej deski.
Skąd przeświecało niebo. Kiedy go uwiązał
Za nogę do nogi od stołu, znów zaczął kwilić.
I nie przestawał kwilić, jakby w stronę cyprysowych gajów,
Kiedy artysta rysował i barwił na welinowym papierze
Jego czerwoną kokardę, szare szpony i sepiowe oczy,
Skąd biały klin spływał do zranionego skrzydła
Jak światło w locie kończył się czernią.
Rysował i badał przez kilka dni, jadł, spał
Pod dziki taniec i głośne bębnienie
Białego dzioba, który nie chciał orzechów ni chrząszczy,
Kasztanów ani słodkokwaśnych owoców magnolii,
I tylko kuł dziurę za dziurą w stole, ciął go w palce i kwilił.
Patrzył na jego koniec, jak mówi, z wielkim żalem.
Źródło: Czesław Miłosz: Wypisy z ksiąg użytecznych. Znak, Kraków 1994
Dobiłem do tysiąca recenzji na kanapie! Zabrało mi to prawie trzy lata, bo pierwszy wpis, o książce 'Ogień i furia. Biały dom Trumpa' dodałem 3 kwietnia 2020 r.
Trwało to tak długo, bo założyłem sobie, że będę umieszczał najwyżej jedną recenzję dziennie i słowa dotrzymałem. Nie ukrywam, że zdecydowana większość tych opinii ukazała się pierwotnie na LC, ale wiele z nich zmieniłem, uaktualniłem, wzbogaciłem (wymóg 2000 znaków!), kilka razy wracałem ponownie do lektury i pisałem recenzję na nowo.
Sympatyczne było też dodawanie tytułów do recenzji, uważam, że tytuł pełni dość istotną rolę, to takie streszczenie mojej opinii w paru słowach.
Miło mi, że 294 recenzje zostały wyróżnione przez redakcję. Bardzo dziękuję za pozytywne komentarze i plusy. Cieszę się, że moje wpisy inspirują wiele koleżanek i kolegów po sięgnięcia po omawiane pozycje, niektórzy wręcz uskarżają na niedogodności ekonomiczne z tym związane, chciałbym to jakoś zrekompensować, ale jeszcze nie mam pomysłu...
Samo pisanie recenzji jest ciekawe, bo widzę, że coraz łatwiej i szybciej składa mi się zdania, to dobry trening umysłu i sprawności językowej. Nie ukrywam, że jasne, logiczne pisanie bez błędów jest dla mnie ważne, zwłaszcza obecnie, gdy bylejakość językowa coraz bardziej się panoszy.
Z drugiej strony składanie recenzji jest czasochłonne, wymaga przemyślenia, co w książce jest ważne, a co nieistotne, co mi się podoba a co nie; i oczywiście ubrania tego wszystkiego w słowa. Ale ta praca przynosi efekty, bo nie raz przekonałem się, że pamiętam przeczytane książki i mogę o nich sporo mówić. Mam znajomych czytelników, którzy są w stanie powiedzieć o przeczytanej książce tylko tyle, że jest fajna lub do kitu, ale dlaczego tak sądzą, już nie mogą wyartykułować. Ja mam inaczej :). Dlatego dalej będę ciągnął ten wózek, jeszcze mam trochę recenzji w zapasie.
Haiku jest inspiracją dla wielu twórców, tym razem padło na poetkę szwajcarską Sylviane Dupuis (ur. 1956).
Sylviane Dupuis
13 WIERSZY Z INSPIRACJI HAIKU
o czym marzą w kwiatach
nieme
motyle
Reikan
***
lato lodowate
od nadmiaru
światła
***
jak rysa na szkle
dźwięk dzwonu
w zimowym poranku
***
tyle przestrzeni
od moich ust
do twojej duszy
***
ty
dotykam świata
palcem
***
noc
bez księżyca
płacze ptak
***
wystygła
filiżanka z herbatą
patrzę na ciebie
***
od ciebie
do mnie
nieskończoność na uwięzi
***
och słodyczy
twoich dłoni
jak ciemno
***
jak bardzo jest nagi
kark
mężczyzny
***
dziecko pyta matkę
co jest
wyżej niż niebo
***
dusza jest niczym oko
w środku
a jednak na zewnątrz
***
człowiek w pośpiechu
nie zauważa że zdeptał
trzy ślimaki
***
wydawało mi się że złapałam
to haiku
ale właśnie mi uciekło
Źródło: Krystyna Rodowska: Cudze moje. Wiersze (wybór przekładów poezji z lat 1968–2020), Officyna, Łódź 2021
Wacław Oszajca SJ (ur. 1947) – duchowny katolicki, jezuita, teolog, publicysta i poeta.
Wacław Oszajca
tak albo nie
już nie mnie
ale coś
oddadzą ziemi
albo płomieniom
czego bym sobie życzył
wsiąknę w ziemię
zniknę
jak grudka soli
kropelka miodu
albo jak pokruszony opłatek
jak wiatyk
ziemia przyjmie mnie
jak oddech w grudniowy wieczór
jak majowa mgła o poranku
jak nie wiem co
Źródło: Kwartalnik Akcent 1/2023
Bardzo lubię haiku, jego zwięzłość i malarskość, jego zatrzymanie się w chwili, jego wgląd w istotę rzeczy. Oto kilka wierszy jednego z największych twórców tego gatunku w tłumaczeniu Ryszarda Krynickiego.
Issa (1763–1827)
Dzień noworoczny.
O, jak chętnie dziś byłbym
znów małym dzieckiem!
Już od pokoleń
kwitnie przy biednym płocie
krzew hibiskusa –
Dziś będzie ścięte –
a ptaki wciąż budują
na nim swe gniazdo!
Pnij się, ślimaczku,
na sam szczyt góry Fudżi –
ale powoli!
Jak pięknie śpiewasz!
Może nam też zatańczysz,
malutka żabko?
Och, nie depcz trawy!
Tam świeciły świetliki
wczorajszej nocy –
A kiedy umrę,
zakukaj mi, zakukaj,
szara kukułko –
Źródło: Ryszard Krynicki: Haiku. Haiku mistrzów, a5, 2014