Avatar @ziellona

@ziellona

Bibliotekarz
32 obserwujących. 28 obserwowanych.
Kanapowicz od 2 miesięcy. Ostatnio tutaj 13 minut temu.
{} muwit.pl
{} Napisz wiadomość
32 obserwujących.
28 obserwowanych.
Kanapowicz od 2 miesięcy. Ostatnio tutaj 13 minut temu.
sobota, 21 marca 2020

O Bieszczadach różni piszą różnie

W ostatnich latach Bieszczady przeżywają "rozkwit turystyki", stają się drugimi Tatrami. Nie chcę dyskutować, czy to dobrze, czy źle. Wykracza to poza łamy tego bloga i moje kompetencje. Jak również poza moją wielka miłość, jaką darzę tą krainę karpacką. W tym poście chciałabym się skupić na publikacjach naokoło bieszczadzkich, jeśli tak można to określić. Post został zainspirowany opinią @Dzikiej pod jedna z książek wydawnictwa Libra. Osobiście uważam, że bardzo w punkt. Ale nie o tym miałam...

Różni pisali o Bieszczadach i pisali bardzo różnie.
(nie jestem pewna czy to zdanie mi wyszło po polsku, ale wybitnie mi się podoba :))
Na początek - mała uwaga. Zastrzegam sobie prawo do bycia niezrozumianą przez rzesze przewodników i krajoznawców. Ten post nie jest dla Was :) - z przyczyn prostych, Wy już to wiecie. Post jest dla tych, którzy nie wiedzą, a jednak się chcą dowiedzieć i trochę się gubią w literaturze.
I po tym przydługim wstępie...

Połonina Bukowska i Kińczyk Bukowski, widziane z gniazda Tarnicy (prawdopodobnie spod Rozsypańca). W dali - już Ukraina.

Na początek wyjaśnijmy sobie jedno. Najwyższym szczytem Bieszczad NIE JEST Tarnica. Bieszczady bowiem leżą na terenie trzech państw. Tak zwanym Trójstykiem, jest Kremenaros, położony w paśmie granicznym, rzecz jasna, niedaleko Wielkiej i Małej Rawki. Tu łączy się Polska, Słowacja i Ukraina. A dalej są to te same Bieszczady... Po stronie słowackiej mamy, rzadko odwiedzane, Bukovske Vrhy, a po ukraińskiej tzw. ukraińskie Bieszczady i Góry Sanocko-Turczańskie (też zachodzące na polską stronę, gwoli ścisłości). O ile ukraińskie Bieszczady są niedostępne "na piechotę" prosto z polskich Bieszczad, to już słowackie są. To tak, żeby dać Wam obraz możliwości poznawczych. A co znajdziemy w księgarniach? Ano, w księgarniach znajdziemy głównie przewodniki (kieszonkowe lub nieco lepiej opracowane w treści) po stronie polskiej. Jest to zrozumiałe. Niemniej jednak pamiętajmy o tym, że polskie Bieszczady to tylko część tych pięknych gór.

Zacznijmy od przewodników - czyli zobaczmy, to co jest teraz.


Przyznaję, niewiele jest przewodników, które mogłabym polecić - większość z nich nie ma na tyle treści. Ale też prawdą jest, że Bieszczady mają w sobie tyle historii, miejsc i opowieści ludzkich, że nie sposób ująć ich w kieszonkowym przewodniku.
Gdybym jednak miała wybrać taki kieszonkowy przewodnik dla kogoś, kto sporadycznie bywa w tym regionie, wybrałabym następujące pozycje
1) Bieszczady z plecakiem - Pawła Klimka - wydane przez Bezdroża. Niewielki to przewodnik, mieści się do plecaka, wydany właśnie w celu noszenia w plecaku. Jest w porządku, bym rzekła
2) Bieszczady i Beskid Niski z plecakiem - wersja rozszerzona o Beskid Niski. Autor połączył siły z Natalią Figiel, redaktorem Gazety Górskiej. Obydwoje wiedzą o czym piszą. Z racji tego, że zasięg przewodnika został poszerzony, a objętość jest porównywalna - treści musi tu być mniej.
3) Bieszczady. Bukovske Vrchy - nie przepadam za przewodnikami wydawanymi przez Agencję TD, szczególnie tych pisanych przez Tomasza Darmochwała. Są po prostu nudne i, tak jakby, nijakie. Ale faktem pozostaje, że jest to jeden z nielicznych (jeśli nie jedyny) przewodnik opisujący region po obu stronach Bieszczad (z przewodnika wyłączono część ukraińską, z oczywistych powodów - komunikacyjnych)
4) No i Bieszczady. Przewodnik dla prawdziwego turysty wydawnictwa Rewasz, bardzo obfite w treść krajoznawczą, aktualizowane. Dla mnie idealny przewodnik, ale ... Ale jeśli mieszkacie np. w Szczecinie i w Bieszczadach bywacie sporadycznie, to jest on (ten przewodnik) za obfity.
5) Ciekawe są również publikacje Stanisława Kłosa.
6) A jeżeli ktoś lubi przewodniki z dużą ilością zdjęć, to wyśmienitą publikacją są Bieszczady, Pawła Lubońskiego.

Co zatem można zobaczyć w Bieszczadach?


Połoniny, cerkwie drewniane (głównie wzdłuż obwodnicy bieszczadzkiej), Bieszczadzki Park Narodowy. Co ciekawe - ochroną objęto tereny po trzech stronach granicy. Różne instytucje mające ten sam cel. Publikacji specjalistycznych jest tu mnóstwo. Są trudniej dostępne, ale na szczęście są księgarnie internetowe :)
Cerkiew w Turzańsku (UNESCO) - za ikonostasem


Ciekawe są (i ładnie wydane, podobnie do BOSZ-a) publikacje Podkarpacki Instytut Książki i Marketingu, ale szczególnie warte polecenia są książki o tematyce cerkiewnej Roberta Bańkosza - pracownika MBL Sanok. Najwięcej drewnianych świątyń zachowało się w dolinach Osławy i Osławicy oraz w Górach Sanocko Turczańskich (po stronie polskiej). Na Słowacji gniazdem drewnianych cerkiewek są Bukovske Vrhy. Jest tez kilka po stronie ukraińskiej.
Jak również fenomenalne książki z serii "Piękno słowackiej kultury", wydane przez słowackie wydawnictwo Dajama (z tego co wiem, w polskiej edycji dostępne są jedynie Drewniane cerkwie i kościoły, ale całą serię polecam z całego krajoznawczego serca.

O cerkwiach (i kościołach) zostały wydane dwa przewodniki Rewasza. Są to raczej katalogi, niż przewodniki. Opisy są raczej nudne, ale kompletne. Coś za coś.

I za pomocą tej ostatniej pozycji dotarłam w końcu do Stanisława Krycińskiego, od którego to chciałam ten post zacząć.

O Bieszczadach nie-przewodnikowo


Zacznijmy od Krycińskiego - miłego, starszego Pana z broda, który niewątpliwie jest przewodnikiem beskidzkim i jako przewodnik wyszukuje miejsca i tematy, o których nikt inny nie pisze (Współcześnie, pomijam tu Orłowicza - o nim będzie niżej), a jeżeli nawet, to lokalnie. Pisane językiem dla ludzi zwykłych, wydawane przez Libre i dostępne w każdej księgarni. Niestety, jako przewodnik, a nie historyk czy etnograf, Kryciński stosuje niezawodną metodę "Kopiuj-wklej" - jedna, dwie jego książki to maksimum, co można zakupić i przeczytać z zachwytem. Pozostałe są mniejszą, czy większą kopią poprzednich (jak słusznie zauważyła @Dzika w opinii o książce Bieszczady).

Miałam przyjemność poznać pana Krycińskiego osobiście. Ma dar gawędziarstwa, a jego siwa broda cudownie komponuje się z zawodem gawędziarza. Lubię pana Stanisława, prywatnie i osobiście. Dużym jego plusem jest poruszanie tematów nieznanych ogółowi i poruszanie się w terenach zapomnianych (zamek LIW chociażby pod Warszawą). Minusem ogromnym jest, klasyczne dla przewodnika, podejście "Jestem w tej dziedzinie autorytetem, wybraliście się na wycieczkę ze mną, bo sami nie wiecie. To słuchajcie. A jak czegoś nie wiem, to zmyślę, podkoloruję i też będzie dobrze" - sama byłam przewodnikiem i to podejście jest dobre, ale jedynie, kiedy się prowadzi grupy w terenie. W momencie pisania książek - czyli czegoś co mogą przeczytać ludzie, którzy wiedzą więcej i mogą nam wytknąć niekompetencje - to podejście się nie sprawdza.

Minusem jest zatem brak wiedzy specjalistycznej, co niestety wychodzi na spotkaniach autorskich. (Byłam na jednym takim. Kiedyś). Pan Kryciński pisze o Łemkach i Bojkach - i fajnie. Bo współczesna młodzież w większości nie ma pojęcia, o tym kim byli. Ale Kryciński - jako przewodnik - porusza temat, nawet go zgłębia, ale nie jest w stanie odeprzeć tabunu pytań specjalistów. Chociażby przedstawicieli mniejszości łemkowskich. Na wspomnianym spotkaniu padło pytanie dlaczego autor wspomina o "opuszczonych wsiach" skoro mieszkańcy tych ziem nie opuścili z własnej woli swoich ziem, tylko zostali wysiedleni siłą. Znam historię tych ziem, ale uważam, że to już jest "czepialstwo". Ale możliwe, ze tak uważam, bo nie jestem z pochodzenia Łemkinią, zatem osobiście mnie to nie dotknęło. I pamiętam, że na to pytanie autor nie do końca umiał odpowiedzieć. Ale to nie jest duży minus - książki Krycińskiego są książkami dla ogółu, nie dla specjalistów. Ogromnym plusem jest dostępność tych publikacji. Specjaliści powinni się raczej zapoznać z konferencyjnymi materiałami pt Łemkowie - na przykład. Albo innymi tego typu.

Drugim autorem nagminnie używającym "kopiuj-wklej" jest Andrzej Potocki. Posiadam bodaj cztery książki tego autora, wydane pod różnymi tytułami, a większość legend i opowieści powtarza się w każdej z nich. Mnie to denerwuje :) - ale ostatecznie, jeśli się głębiej zastanowić, może to i dobrze że te same legendy publikowane są zarówno pod Beskidem Niskim, jak i pod Bieszczadami. Kto zna i wie, to będzie wiedział. A kto nie zna i nie wie - to się właśnie dowie. W każdym razie ja, przed zakupem danej książki pana Potockiego, bardzo dokładnie sprawdzam zawartość :) Ale prawdą też jest, że takiej ilości legend i opowieści o Biesach i Czadach, nie znajdziecie nigdzie indziej.

- Wydawnictwo Carpathia - tu też znajdziecie historie bieszczadzkie, rzadko publikowane gdzie indziej

Dodam jeszcze moje ulubione (i czytane corocznie, albo i częściej nawet) Opowieści Bieszczadzkie Janickiego - to obowiązkowa lektura dla każdego bieszczadnika. Opowieści z czasów, kiedy "wilki podchodziły pod same okna chałupy, gdzie kraina bez Boga i milicji, za to pełna kryjących sie przed prawem i alimentami opryszków. Ziemia krztusząca się jeszcze dymem pogorzelisk i parującą krwią po bieszczadzkiej wojnie braci, co tylko tym się różnili, że jedni raz, a drudzy trzykrotnie żegnali się przy pacierzu?"

I na koniec współczesnych publikacji... słyszeliście o niedźwiadce, znalezionej w Bieszczadach? Ma na imię Cisna i mieszka w Poznaniu. Znaleziona między Cisną, a Baligrodem, odratowana w Przemyślu, znalazła pomoc i ochronę w Zoo Poznań.
Cisna, czyli Puchatka - Zdjęcie z FB Zoo Poznan Official Site


Między innymi o niej jest ta książka. Przyznaję, nie jestem pewna, czy się nie mylę w twierdzeniu, że to właśnie jeden z autorów brał udział w odławianiu małej sieroty. Ale nawet jeśli się mylę, to Cisna jest najbardziej znaną misicą w Polsce. A pan Kazimierz Nóżka - najsłynnejszym leśnikiem (takim, który rozmawia z niedzwiedziami). Ilość fotomontaży w necie przechodzi wszelkie pojęcie :)


Idąc za tropami niedźwiedzia, pojawiła się kolejna książka na temat. To publikacja dwóch leśników: Kazimierza Nóżki i Marcina Sceliny. Niestety, nie miałam tej książki w ręce, ale śledząc profil Nadleśnictwa Baligród na FB, mogę w ciemno polecać. To jest jedna z nielicznych książek, co do których mam pewność "Chcę, pragnę i pożądam" (Update: Zamówione obie, bo pisząc ten tekst, stwierdziłam, ze moje pragnienie posiadania jest zbyt wielkie :))

A co było? reprinty, reedycje...


Do powyższych książek należałoby dodać wszelkie "Starocie", czyli reprinty i reedycje, traktujące o mieszkańcach tych terenów. W wielkim skrócie i mocnym uproszczeniu można wyróżnić trzy grupy:
- Łemkowie - Beskid Niski (po stronie słowackiej zwani Łemakami lub Rusnakami)
- Bojkowie - Bieszczady
- Huculi - Huculszczyzna (Ukraina)

Tu. nie chcąc przekroczyć założonych sobie ram "trzymania się tematu". powiem tylko, że możecie spokojnie te trzy słowa potraktować jako słowa kluczowe do wyszukiwania - a ja kiedyś, jeśli mnie nikt nie ubiegnie (oby ubiegł, bo nie wiem, czy się czuję na siłach) może popełnię kolejny wpis:).
Zatem, już na sam koniec, kilka wydawnictw wydających reprinty i reedycje (baza kanapowa jest cały czas uzupełniana, więc spodziewajcie się...)

Wydawnictwo Ruthenus - tu znajdziecie "różne dziwności". Od kapliczek, Goprowców czy historię drewna i siekiery. Z reprintow polecam szczególnie

Wydawnictwo LIBRA - schwarz, mydło i powidło, ale reprinty też mają i to niezłe

Ufam, że ten wpis pomoże Wam w poszerzeniu biblioteczek o bieszczadzką literaturę.



Tagi:
#Bieszczady, #Cisna, #Wetlina, #Ruthenus, #Libra, #reprinty, #reedycje, #przewodniki
{}
Komentarze
{}