Avatar @Jagrys

@Jagrys

Bibliotekarz
57 obserwujących. 42 obserwowanych.
Kanapowicz od ponad 2 lat. Ostatnio tutaj około godziny temu.
Napisz wiadomość
Obserwuj
57 obserwujących.
42 obserwowanych.
Kanapowicz od ponad 2 lat. Ostatnio tutaj około godziny temu.

Blog

czwartek, 30 grudnia 2021

MotoJagrys albo: Wisi Mitsubishi

Mówiłam nie raz, nie dwa i nie dziesięć, że do mądrych inaczej mam ślepy fart. Raczej wcześniej niż później wyskoczy mi jakiś taki niczym z diabeł z pudełka i dostarczy emocji. Nie inaczej było tą razą. Pojechałam ci ja uiścić haracz w placówce ubezpieczeniowej...

Na początek rys sytuacyjny: Przed budynkiem, na całej jego długości jest parking z ładnie zagospodarowanym wyjazdem z/na ulicę. 3/4 z tego parkingu to poziom "0". To znaczy, od strony ulicy wygląda, że jest duży parking, przed samym  budynkiem szeroki chodnik z kawałkiem trawnika wygrodzonym krawężnikiem, gdzie sam trawniczek to zgrabnie wykończony wjazd/wyjazd z parkingu.
W rzeczywistości trawnik maskuje wyjście ewakuacyjne z poziomu "-1" w rogu wspomnianego budynku, a część krawężnika to eleganckie wykończenie ściany z cegieł, wbudowanej dobre trzy metry w dół.
Parking przed agendą ma jeszcze jedną właściwość: Przez większą część dnia jest ciasno zapchany do ostatniego miejsca, manewruje się ciężko i niekomfortowo. Ale że okoliczności zmusiły mnie do wojaży Józefiną - nie było przebacz. Traf chciał, że dwa miejsca najbliżej wyjazdu były puste. Postawiłam Józefinę na drugim miejscu od wyjazdu. Miejsce po swojej prawej, na wysokości rzeczonego zieleńca, zostawiłam wolne.
...Siedziałam jeszcze w aucie i układałam sobie trasę jazdy, gdy oczom moim ukazało się białe Mitsubishi, model prosto z salonu, które jechało ciągiem dla pieszych w stronę wyjazdu.
Widziałam i wiedziałam do czego młody pan (na oko: 28-30lat) za kierownicą zmierza. A wymyślił był on sobie, że nie będzie przebijać się przez zatłoczony parking, ale objedzie chodnikiem od strony budynku, myknie przez trawnik, przejedzie przez wolne miejsce obok mnie i śmignie od razu do wyjazdu. Po chamsku, ale sprytnie to sobie wykoncypował, co nie? Cwaniaczek już siedział w kurniku, już witał się z gąską... Ale karma to suka. 
Kierujący Mitsubishi przejechał chodnikiem, wjechał na trawnik przejeżdżając przez skraj krawężnika, który de facto krawężnikiem nie jest... I stanął.
I było widać, że myśli. I że to, co myśli, wcale nie jest ani miłe ani przyjemne. Ponieważ wyglądało na to, że pan w białym Mitsubishi się powiesił a kto wie, czy nie zrobił kuku w miskę olejową.
Pozwoliłam sobie unieść brew, choć podejrzewam, że wyraz twarzy miałam jednoznaczny.

Józefina szyderczy wyraz paszczy ma zawsze, więc od tej strony też niefajnie musiało to wyglądać. 
Kiedy wychodziłam z agendy, pan w Mitsubishi na krawężniku stał nadal.
A ja się pytam: Skąd się tacy biorą? 

Tagi:
#jagrys#przypadki#auto#pzu#mitsubishi
piątek, 24 grudnia 2021

Chwalesie albo: Choinka

W wątku tutaj: https://nakanapie.pl/grupy/wokol-kanapy/temat/co-mnie-dzisiaj-rozbawilo?strona=123#237686 

napisałam byłam, że być może zadziwię Was naszą tegoroczną choinką.

A oto i ona:

 

 

A tutaj: Irys przy i pod choinką:

 

Sezon świąteczny uważam za rozpoczęty.

Wesołych Świąt!

Tagi:
#irys#jagrys#kleks#kot#choinka#chwalesie
środa, 17 listopada 2021

Czarny jak Irys albo: Jagrys na występach c.d.

Szczęście wywlókł  drogą połówkę do centrum handlowego w poszukiwaniu utensyliów dla siebie.

Po grzyba mu do tego był potrzebny Jagrys - pojęcia nie mam, ale ok, chce, to jedziemy. I - jak to w galeriach handlowych bywa - łazikując po sklepach weszliśmy na znajomych. 

Im się nie spieszyło, nas czas też gonił umiarkowanie, przemieściliśmy się więc w rejony lokalnego zagłębia spożywczego, by tam, przy kawce z herbatką posiedzieć i pogadać. 
Znajomi ostatni raz widzieli Jagrys  na początku sierpnia, w charakterze wyplutego zombi. Od tego czasu Jagrys tak jakby odżył i zaczął wyglądać lepiej. Wykazywał nawet coś na kształt chęci do życia. Koleją rzeczy padło taktownie zadane pytanie o nowego domownika. Czy mamy już w domu następcę Merlina?

Ależ oczywiście, że tak! Od bardzo niedawna, ale jednak. Co prawda, zdarza nam się nazywać Irysa Merlinem i młody w ostatnim czasie przeczołgał był on nas niewąsko, ale kryzys udało się zażegnać i dalsza integracja przebiega bez większych zgrzytów.  W tym miejscu Szczęście wyciągnął telefon i rozpoczął prezentację zdjęć z galerii małego łobuza.

Znajomych "wzięło" mniej więcej tutaj:

 

 

Netoperek

Irys znękany kroplówkami i dopalaczami w zastrzykach. Oj, dał nam on naonczas do wiwatu...! 

 

Młody wypłosz, który jeszcze się boi ale już obczaił najlepszą miejscówkę

 

Śniąca słodycz.

 

I już teraz widać, że Irys ma jeszcze jakieś znaczenia, ale można przyjąć, że jak go się wyleczy i wysiuda kolonie świerzbowców z uszu - od czubka nosa po koniec ogona będzie czarny jak smoła. Czarny diaboł z żółtymi ślepiami. Prawdziwy kot czarownicy.

W tym miejscu, przez odgradzającą nas od reszty świata dekorację z badyli przechylił się młodzian w dredach i tykając Jagrys w mankiet ozwał się w ten deseń:

- Przepraszam panią,  nie wiem, czy pani wie, ale nie wypada mówić o kimś, że jest czarny. Mówi się "afroamerykański".

I zrobiło się niefajnie.

Jagrys zaniemówił. Roześmiana znajoma przycichła. Jej mąż jakoś dziwnie poczerwieniał, Szczęście spęczniał w sobie i już miał coś powiedzieć, gdy w Jagrys przecknął się Jagrys. Spojrzał na typa spod metki "JestĘ HipsterĘ" i nastroszył kolce. Gwałtownie przebudzona furia wcisnęła czerwony przycisk.

- Irys nie jest AFROAMERYKAŃSKI -  wycedził przez zęby, akcentując zgłoski. - To kot BOMBAJSKI.  On JEST czarny. Proszę sprawdzić w Google.

Salwa poszła. Młodzian wrócił na swoje krzesełko, ale nastrój szlag trafił. 

- Bombajski...? - zamruczał znajomy do Szczęścia unosząc brew, gdy opuszczaliśmy przybytek.

- Gdzie tam...! - odmruczał Szczęście. - Dostała od  babki z PZU razem z ubezpieczeniem.

- Czarny, cholera jasna! - fuknął Jagrys, stukając TŻ o kafelki. - Irys jest czarny! 

Tagi:
#irys#jagrys#kleks#kot#przypadki
sobota, 16 października 2021

Kawa suszona albo Jagrys na występach c.d.

Zostaliśmy zaproszeni do kumplostwa na inaugurację ich nowego, mega-wypasionego ekspresu do kawy. Kumpel-kawosz, kumpela w podobie - równa się okazja do obalenia winiasza.
Siedzimy, gadamy, śmichy-chichy. Kumpel celebruje czynności właściwe czyli preparowania espresso czemu Jagrys przyglądał się z zainteresowaniem. Kumpel ubijał kawę w łyżce z filtrem, gdy Jagrys nie wytrzymał. Otworzył dziób.
- A ta kawa jest dzisiejsza czy suszona? - zapytało Jagrysiątko z  miną niewiniątka i całą powagą, na jaką akurat było ją stać. 
Kumpela buchła śmiechem. Szczęście dziwnie prychnął i zakrztusił się swoją kawą po turecku.
Kumpel spojrzał na Jagrys jak na pieprzniętą i w sumie miał rację...
To stary numer, który Jagrys wywinie wcześniej czy później. O co biega?

...Działo się to dawno temu, gdy Jagrys parał się logistyką, czyli nie był do końca normalny.
Szefa też miał Jagrys z piekła rodem, więc z punktu stroszył kolce i dziabał kłem. Dla opowieści ważne jest, że: Szef wciągał kawę jak Hummer wachę, nasz "działowy" przelewowy ekspres do kawy  stał na stoliku obok grzejnika, jakieś dwa-trzy tygodnie wcześniej wódz uznał, że należy się nam jedna paczka kawy 250g miesięcznie, co nie przeszkadzało mu przychodzić do nas ją spijać. 
Godzina 7:30. Jagrys zmienia filtr w ekspresie. Dla wygody ustawił tackę z zużytym filtrem na grzejniku, gdy do naszej dziupli wparował szef.
- Jagrys! Kawa! Już! - zarządził.
- Dziesięć minut. - wycedził Jagrys, świadomy możliwości ekspresu "za pięć złotych" i sięgnął po zużyty filtr z kawą. 
Wodzu spojrzał Jagrysowi na ręce.
- A ta kawa to świeża jest?
Jagrys otaksował wzrokiem wilgotny filtr z nie mniej mokrą zawartością.
- Jakby wczorajsza... - bąknął bez przekonania a złe zaczęło w nim kiełkować.
-  Gdzie jest dzisiejsza?!? - ryknął szefo już czerwony na paszczy.
Furia w Jagrysie doznała zwarcia. 
- Sam zarządziłeś, że przysługuje nam jedna paczka kawy na miesiąc. - wyartykułował równym głosem Jagrys, choć w dzika furia w środku eksplodowała z mocą kwazaru. - Suszymy na grzejniku ostatnią kawę z poprzedniego dnia a rano parzy się ją od nowa. Na dzisiaj jest świeża.
Współpracownik Jagrys chyba zasłabł, bo zsunął się pod biurko i tam dziwnie charczał. Spieniony wódz przycichł i sklęsł w sobie. Prawie słyszeliśmy, jak pracują mu trybiki.
- Słuchaj...  - rzekł był już jak człowiek - Ja wiem, że macie limity i w ogóle, ale czy mogłabyś jednak zaparzyć świeżą kawę? Dziękuję. 
- Za dziesięć minut. - odparł Jagrys pstrykając ekspresem.
Szef opuścił wariatkowo zamykając za sobą drzwi. Jagrys łypnął ślipiem w stronę komilitona wciąż charczącego pod biurkiem.
- Dla twojego i mojego dobra: Melisa na biegu, razy dwa. 


Kumpel wysłuchał przypowieści. Kiwnął głową.
- U nas w firmie mówią: Po czym poznać logistyka? Bo ma zrytą psyche.
Jagrys wyszczerzył kły i uniósł kieliszek.
- Za wasz nowy ekspres! Żeby go nie suszyło. 
Ale wiecie... W firmie kumpla mają rację. 

Tagi:
#jagrys#przypadki#kawa#ekspres
środa, 13 października 2021

Teściowa kuzyna c.d.

Zobaczyłam ją rano. Minęłyśmy się na ulicy. Nawet mnie nie widziała. Wystarczyło, że ja widziałam ją.
I co? Pojechałam do mechanika zmienić opony. Przy zdejmowaniu koła wylał amortyzator. Amortyzatory wymienia się parami.
Mówiłam: Nie dość, że urok to jeszcze ruina finansowa. 

Tagi:
#jagrys#przypadki#kuzyn#pech
czwartek, 30 września 2021

Teściowa kuzyna

Gwoli prawdy to teściowa kuzyna mojego Szczęścia, ale unikamy z nią kontaktu każdym sposobem i za wszelką cenę. Tak bardzo, że omijamy szerokim łukiem tę część miasta, w której teściowa kuzyna mieszka, aby tylko jej nie zobaczyć i nie spotkać. Nie wiem, co takiego ma w sobie, ale dla nas, teściowa kuzyna to zapowiedź nieszczęścia. Nieszczęścia, które ciągnie za sobą pokaźne pokłady zasobów finansowych. Rozlany tusz, spalony najlepszy garnek, rozerwany suwak w wyjściowych spodniach czy złamany obcas to przy niej małe miki. Czarny kot na drodze w piątek trzynastego również. 
Tapirowany łeb schludnie upięty w koczek dojrzany gdziekolwiek, choćby kątem oka, jest żelaznym gwarantem katastrofy. Nie pecha, czy jakiegoś niefartu ale autentycznej biedy. Utrapienia, które rozplaska nas o glebę i wydrenuje kieszenie. 
Jak ona to robi - nie mam pojęcia, lecz wystarczy, by mignęła gdzieś w polu widzenia a jeszcze tego samego dnia a to jakieś przepięcie sieci spali płytę główną, a to sąsiad wiercąc coś w ścianach trafi w instalację elektryczną i zrobi nam wodę z prądem, a to w samochodzie - do tej pory sprawującym się bez  zarzutu - eksploduje miska olejowa, a to Szczęście otwierając cichaczem lodówkę zdejmie całe drzwi, bo rozpadł się zawias...
Tajemnicze fluidy emanujące z teściowej kuzyna generują sobą tego typu przypadki.
Jeśli to pech - to w rozmiarze XXXXL.
Nie inaczej było tą razą.
Jechaliśmy odebrać wiązanki na pogrzeb, gdy po drugiej stronie ulicy dojrzeliśmy znajomą sylwetkę. Szczęście zaklął, mnie zrobiło się ciemno w oczach, ale jedziemy jako goście na pogrzeb, do cholery! 
Co się może złego stać? Oprócz złamania kwiatkow w wiązance? Ha, ha. Otóż może. 
Uroczystość dobiegła końca. My ze Szczęściem zadowoleni, że jednakowoż nikomu nic i się udało - wyjeżdżamy z parkingu.
Szczęście zatrzymał Józefinę ustępując pierwszeństwa srebrnemu kombi. Samochód nas minął, odjechał, PYK...! Szczęście zgasił silnik i wyskoczył macać Józefinie twarz.
Tia... Teściowa kuzyna ma moc. Kamyczek spod koła trafił w przednią szybę.
Rozmawiałam z serwisem. Odprysk jest w miejscu nienaprawialnym. Szyba do wymiany.
I jak tu nie wierzyć w przesądy...

Tagi:
#jagrys#przypadki#kleks
czwartek, 16 września 2021

Bajka o dźwigu albo: Jagrys na wakacjach c.d.

W szale wczasowego urlopowania Szczęście załadował Jagrys w samochód i wywiózł do Winety - centrum Słowian i Wikingów na wyspie Wolin. 
Oficjalnie: Celem okazania, jak to się tamój od ostatniej tambytności Jagrysa pozmieniało. 
Najbardziej zaś jechaliśmy na przepysznościowe ciastka na miodzie według starożytnego przepisu wypiekane na miejscu. Są obłędne. 
Pochłaniając cukierniczy frykas Jagrys przyswajał miejscowe opowieści. Najbardziej zainteresowany był historią o dźwigu i kamieniu z wizerunkiem smoka, wyrytą czarnymi zgłoskami na tablicy informacyjnej w Jomsberg. Głaz ten waży szesnaście ton i stu mężów wspólnemi siłami próbowało go podnieść i pionowo osadzić w miejscu.
Stu chłopa stękało, sapało i choć każden jeden ile miał siły się natężał - nie dali rady. Taki to ciężar.
Aż przyjechał dźwig i sam jeden w kilka chwil jednym ramieniem głaz jak należy posadził. 
Morał, jak orzekł Szczęście, z tej bajki jest następujący: Wikingowie, choć nieustraszeni, nie wypracowali techniki podnoszenia kamieni.

Z domowego archiwum:

 
Widok na Jomsberg-Winetę


Bęben do bębnienia i amator słodyczy z lokalnej cukierni

 
Głaz, który stawiało stu chłopa i jeden dźwig

 

Tagi:
#jagrys#wakacje#przypadki#kleks
wtorek, 14 września 2021

Babka udana albo: Jagrys na wakacjach c.d.

Siedzi Jagrys na skalnym elemencie umocnienia wybrzeża i łapie dech po rajdzie do zabytkowych ruin w tę i nazad piechotą.
Ochwacone giczoły wystawił do słoneczka, gębę ukrył w cieniu kapelusza. Siedzi i regeneruje moce na powrót w hotelowe pielesze, kontemplując widoki, jednym uchem rejestrując dźwięki obok.
Źródłem dzięków było dziecko, dziewuszka, na oko: pięcioletnia, która coś tam szczebiocząc stawiała piaskowe babki wokół kocyka z mamusią.
"Babko, babko, udaj się, bo przyjdzie pies i ojszczy cię" - recytowała mała, pracowicie oklepując wiaderko plastikową łopatką. 
Jagrys wpierw osłupiał, chwilę przyswajał tekst, po czym ukrył twarz w kapeluszu maskując chichot, szczerze ubawiony, bo tej rymowanki akurat nie znał.
Ale spoko, już zna. Kto wie, może do końca życia. 😂

Z domowego archiwum:

 
Zabytkowe ruiny, do których się szło plażą


...ale można też dojść wygodnym  pasażem.


Widok z góry klifu, którym się wracało

Tagi:
#jagrys#przypadki#kleks#babka#wakacje
poniedziałek, 13 września 2021

Zaklinanie słońca albo: Jagrys na wakacjach

Jagrys zaczaił się na ostatni zachód słońca przed odjazdem. Wycelował obiektyw w niebo i...
Chmury, chmury, chmury... Chmury bliżej, chmury dalej. Słońce niby jest ale go nie widać.
- Słońce, słońce, pokaż ryja... -  zamruczał Jagrys zachęcająco, balansując zoomem między ujęciem horyzontu a włażącymi w kadr ludźmi.
Słońce: 😎

Efekt:

Tagi:
#jagrys#przypadki#wakacje#kleks
czwartek, 26 sierpnia 2021

Rozterki romansoholika c.d.

do: J
od: Jagrys
Temat: Tajemniczy lord Milcroft

do Szczęście: Wysiadujesz? 
od Szczęście: Jak na ciebie czekam, to tak.

Tagi:
#jagrys#romans#rozterki#przypadki
niedziela, 8 sierpnia 2021

O cycu i piórze albo Jagrys na występach c.d.

Sobotnie przedpołudnie w zagłębiu spożywczym. Jagrys zajmuje strategiczną (pierwszą) pozycję na dziale mięsnym. Przed nią prezentacja z lokalnych wędlin, za nią rządek chwackich seniorek.
Jagrys jednym okiem taksuje szynki i kiełbasy, drugim ćwiartowaną właśnie tuszkę drobiową, trzecim łypie na posapującą jejmość, która słaniając się na nogach ze zmęczenia (he, he)* prawie weszła Jagrysowi w koszyk, czwartym szuka Szczęścia, który wszedł między półki z kredkami i zaginął... 
- Mogę prosić o dwa cycki od tego chudego sępa? - zagaił uprzejmie Jagrys głośno i wyraźnie, by pani ćwiartująca usłyszała apel o żarcie. Kobieta za ladą uśmiechnęła się i obciachała żądaną część drobiu. Rządek siwowłosych dam zafalował zbulwersowany ordynarną odezwą. Wiew zgorszonych szeptów potargał wymodelowane grzywki. Jagrys łypnął ślipiem na świętojebliwe towarzystwo i już miał artykułować podobnie wulgarne życzenie względem wędlin, gdy spomiędzy regałów z artykułami papierniczymi wychynął Szczęście. 
- Kochanie, różne pióra macałem, ale takiego grubego jak to, co ci w ręcach wylało tutaj ni ma! - wygłosił  pełną piersią, przy okazji dobijając werbalnie emerytowane cnotki.
O co chodziło? Marker wodoodporny, choletra, miał znaleźć.
Jagrys wyszczerzył się niczym Kot z Chesire. Karma to sucz. I ma Szczęście. 

*) Kojarzycie ten rodzaj starowinki, który nie ustoi pięciu minut w autobusie, ale przestoi kilka godzin na plotach z sąsiadką i bije rekordy w biegu świńskim truchtem do kas? To był ten typ.

Tagi:
#jagrys
poniedziałek, 2 sierpnia 2021

36. ...jak jeden dzień.

Trzydziestego lipca roku dwa tysiące dwudziestego pierwszego Kleks(ja) podjął jedną z najtrudniejszych decyzji w życiu. 
Szesnaście lat, jeden miesiąc i czternaście dni. Całe życie. Lub jak mrugnięcie powieką.


z domowego archiwum:
Merlin 15.06.2005 - 30.07.2021

od lewej: Mój teść (V. 2021) i Merlin (VII. 2021)

 czyli narada techniczna kierownika obiektu z Inspektorem Nadzoru


... kto wie, może tych dwóch znowu razem coś tworzy?

Tagi:
#kleks#kot#merlin
czwartek, 29 lipca 2021

35. albo Jagrys na występach cd...

Wchodzi Jagrys do apteki  i patrzy. Z dwóch stanowisk jedno okupuje jakaś pani starsza model 70+, typ pioktanina-blond, wersja na pudla i coś truje. 
Przy drugim znajoma pani farmaceutka. Jagrys podbija do rzeczonej i uderza w te słowa: 
- Dzień dobry. Poproszę cewnik Foleya, nie znam rozmiaru, ale żeby na żanetę sześćdziesiątkę pasował. Chodzi o to, żeby nasadzić, zapuścić i nie pokaleczyć.. Zależy mi, żeby się nie zsuwał i nie trzeba go było paluchem wyciągać. Poproszę też dopalacz energetyczny typu glukoza, rozmiar na kota oraz jakieś coś, żeby nie pozwolić dziadkowi umrzeć z głodu. 
Farmaceutka obznajomiona z przypadkiem Merlina nie mrugnęła okiem. 
Mina fioletowego pudla - bezcenna.

Tagi:
#jagrys#kleks#kot#merlin
środa, 28 lipca 2021

34. Dni i później

Trzydziestego czwartego dnia odpowiednika psychozy dwubiegunowej afektywnej Kleks(ja) przyjął info, że jej kyć/duce/tygrys/księciuno odlicza czas do Wilekiej Podróży. Zabukował już bilet na tour za Tęczowy Most. Kleks(ja) co najwyżej może ugadać się z Edenem, by mały książę został podjęty jak ktoś ważny a nie byle jak. Czyli tyle, ile w przedeniu zrobić można, choć zdaje się, że nie dość, że wciąż za mało. Jest ciężko. 
Z tej to przyczyny Kleks doznaje emocjonalnej spiny i wyrzutów po mordzie. Że mógł lepiej, bardziej, inaczej, że ostatnia biochemia - choć wskazana - była błędem życia; Zaklina rzeczywistość, łazi z oczami królika i nosem jak trąba. Bo to, że Kleks przyjął, nie  oznacza, że się pogodził i wciąż się łudzi, choć ostatnia przytomna szara komórka pika, że im szybciej Kleks zaakceptuje tym lepiej  a jakaś inna kocia bida znajdzie przy Kleksie dom i wsparcie.
Ale Kleks akceptować nie chce. Wbrew logice i rozumowi trzyma się cienia nadziei, że Merlin ma gdzieś w zanadrzu niewkorzystany ticket na kolejne życie (z Kleksem). Z całej siły. 

Tagi:
#kleks#kot#merlin
poniedziałek, 19 lipca 2021

33. Woda zdatna do picia

Niedzielne popołudnie
Żar leje się z nieba, znękany upałem Merlin rozkłada się przed wentylatorem.
Kleks(ja) włóczy się po mapie w poszukiwaniu bogactw, częściej trafiając na oddziały wroga niż skarby.
Szczęście postawił przed sobą plastikowy zbiornik z chłodziwem i z westchnieniem ulgi wstawił kulasy do miski. Pogrążając się w nirwanie zapluskał w wodzie paluchem. W tej samej chwili przy nogach Szczęścia zmaterializował się Merlin. Wsadził pycho do miski i pił, pił, pił....
Poziom wody w misce wyraźnie opadł a Merlin wciąż pił, pił, pił...
- Kleksie... Na pomoc! - zakwilił Szczęście - I co ja mam teraz...?!
Kleks(ja) łypnął na monitor  obliczając punkty ruchu do posterunku nieprzyjaciela, równocześnie zezując na osobliwą scenkę rodzajową obok.
- Coś ty do tej wody dołożył...?!?
- Ja? Nic...! Sama woda. Prosto z kranu.
- Żebyś mi się nie ważył kulasów z michy wyciągać! - zarządził twardo Kleks. -  Widać lura w rurach nabrała oryginalnych właściwości smakowych.
- Ale on mi całą wodę z miski wypije ...!
Kleks(ja) włączył tryb rozpierduchy automatycznej i zafokusował jedno oko na ukontentownym księciu a drugie na mniej szczęśliwym Szczęściu. 
- Upał jak skurczysyn, ludzie jaja na betonie smażą a ty kotu wody żałujesz...? - nastroszył kolce. 
Szczęście jakby się zachłysnął. Merlin, nieświadomy starcia bogów nad swoją głową pił, pił, pił...
Poziom wody w misce opadł jeszcze bardziej.
Gdy już uznał, że ma dość, wielce zadowolony oblizał dziób i rozłożył się przed wentylatorem.
Szczęście wyciągnął nogi z wody i sięgnął do michy. Kleks drgnął.
- Żebyś mi się nie ważył tej wody nigdzie wylewać! - zarządził głosem Hiacynty Bukiet. - Postaw gdzieś, żeby nie wejść przypadkiem, ale micha zostaje!

Tydzień później. Niedzielne popołudnie.
Złachany zaprawą kardio Szczęście ciężko klapnął na siedziszczu przed telewizorem.
Kleks(ja) przytargal do pokoju miskę z zimną wodą i ceremonialnym gestem postawił przed Szczęściem.
- Tu! - zarządził twardo. - Kulasa zamoczyć. Już! Żeby kot miał co pić! 
Szczęście zamoczył stopę w misce. Plusnął paluchem. Merlin, do tej pory obojętny na dźwięki świata, wsadził pycho do wody i pił, pił, pił....
- Słuchaj, ja mu może jutro do tej wody jakąś swoją skarpetkę wrzucę, czy coś...? - zaszemrał Szczęście nieśmiało.
- Nie wiem, jak to zrobisz, ale jutro pod skarpetkę zakładasz foliówkę. - odszemrał Kleks(ja). - Chcę mieć zapas. Z moich mu tak nie smakuje... 

Ktoś coś  o chodzi? Bo ja nie kaman.

Tagi:
#kleks#kot#merlin#woda

Archiwum

O nas Kontakt Pomoc
Polityka prywatności Regulamin
© 2022 nakanapie.pl