Avatar @Chassefierre

@Chassefierre

Trickster & Wasz Szeryf
107 obserwujących. 57 obserwowanych.
Kanapowicz od ponad 2 lat. Ostatnio tutaj 40 minut temu.
chassefierre
Napisz wiadomość
Obserwuj
107 obserwujących.
57 obserwowanych.
Kanapowicz od ponad 2 lat. Ostatnio tutaj 40 minut temu.
wtorek, 29 grudnia 2020

#50 O adopcji psa słów kilka, tym razem ode mnie i z innej, niż @ziellona strony

Zainspirowana wpisami @ziellony (Nie kupuj. Adoptuj oraz Adopcja psa) postanowiłam napisać kilka słów o tym na co człowiek powinien się psychicznie przygotować biorąc zwierzaka ze schroniska.

Otóż... Po pierwsze: to nie będzie wyglądało tak, jak w filmach, internetowych gifach i zdjęciach na 9gagu. Pies niekoniecznie od razu zrozumie, że jesteście jego nową rodziną ,,na dobre i na złe'', niekoniecznie będzie uradowany wizją wpakowania się do samochodu/autobusu i przejażdżką w zupełnie nieznane miejsce, i niekoniecznie będzie wyglądał na zachwyconego, uśmiechniętego od ucha do ucha i merdającego ogonkiem czworonoga.

To odkrycie może być w pewien sposób rozczarowujące, ale... Ale musimy postawić się na miejscu psa, żeby choć trochę zrozumieć to, co on w chwili adopcji przeżywa.
No więc wyobraźcie sobie, że... Wasza rodzina Was porzuciła, nie wiecie dlaczego, ale bardzo tęsknicie, w dodatku trafiliście do bardzo głośnego, strasznego miejsca (schroniska), inne psy są tak samo smutne i zestresowane jak Wy, w określone dni pojawiają się różni ludzie, ale do Was nikt nie przychodzi i oto nagle zjawiają się jacyś nieznajomi, którzy wyciągają Was z boksu i zabierają... gdzieś.
W sumie nie wiecie gdzie i na jak długo, wychodziliście czasem na spacery z wolontariuszami, więc podejrzewacie, że zaraz wrócicie do schroniska, ale... Ale jakoś tak już daleko jesteście? I wszystko pachnie inaczej? I jak macie wrócić do swojego boksu?
Ale oto okazuje się, że nie wracacie do boksu, tylko idziecie z tymi nowymi ludźmi do ich mieszkania, miejsca, gdzie wszystko pachnie nimi, i oni pokazują Wam tam jakieś posłanko (fu, jeszcze pachnie sklepem! a tak w ogóle to leży w jakimś dziwnym miejscu w którym nigdy-przenigdy nie będziecie chcieli spać) i jakieś piszczące zabawki na które zupełnie nie macie ochoty, a w ogóle to może wypadałoby oznaczyć teren?

Po drugie: po pewnym czasie, kiedy Pies już przyzwyczai się do nowego otoczenia i zrozumie, że to jego nowy domek (u Regisa trwało to około tygodnia, w pewnym momencie po prostu się odblokował i zaczął dawać nam buziaczki z taką częstotliwością, że ledwo mogliśmy złapać oddech), to i tak będzie musiał uporać się ze swoimi traumami.
A te mogą być różne. Począwszy od lęku separacyjnego (który jest bardzo poważną sprawą), skończywszy na lęku przed miotełką albo gwałtownymi ruchami, albo konkretnymi ludźmi.

Przepracowanie traumy z psem jest o tyle trudne, że nie usiądziecie z nim na kanapie i nie wytłumaczycie mu w prosty sposób, że teraz, owszem, wychodzicie do pracy, ale za osiem godzin wrócicie i przytulicie, i weźmiecie na spacerek. Do tego potrzeba konsekwencji i cierpliwości.

Konsekwencji, bo w przypadku lęku separacyjnego trzeba psu uświadomić, że fakt wyjścia z domu nie jest niczym specjalnym (ja wiem, Pies będzie patrzył w ten sposób i będzie się chciało jeszcze trzy albo cztery razy wrócić, żeby go przytulić) i że powrót do domu też nie jest specjalny (co wiąże się z chwilowym ,,ignorowaniem'' skaczącego wariacko szczęśliwego Psa, będziecie się wtedy czuć jak ostatni dranie).

Cierpliwości, bo proces wychodzenia z lęku separacyjnego może zająć sporo czasu. Na pewno więcej, niż tydzień.

Po trzecie: musicie uprzedzać wypadki. Biorąc psa ze schroniska tak naprawdę często nie wiecie, jaka była jego przeszłość, czy będzie cierpiał na lęk separacyjny, czy będzie potrafił utrzymać czystość w domu i czy w przypływie chwili nie postanowi pożreć Waszych ulubionych kapci.
Dlatego najlepiej jest planować. Pochować wszystkie rzeczy, których zniszczenia się obawiacie, przygotować się psychicznie na potencjalnie obsikany dywan, ukryć odpadki organiczne (tego, akurat, zapomnieliśmy zrobić i kiedy wróciliśmy ze sklepu naszym oczom ukazał się Bardzo Dumny z Siebie Pies siedzący pośrodku rozwłóczonych po przedpokoju odpadków) i uprzedzić sąsiadów, że macie psa schroniskowego, który może (ale nie musi!) szczekać i że gdyby szczekał za bardzo pod Waszą nieobecność, to prosicie o informacje.

To dość upierdliwe, wiem, ale z czasem wchodzi w krew. Już rutynowo przed wyjściem sprawdzamy, czy nie zostawiliśmy czegoś w zasięgu ciekawskich szczęk Regisa, a i tak czasem uda się mu nas zaskoczyć (ostatnio upolował przyjemnie szeleszczące i pachnące chusteczki do czyszczenia samochodu, ciecierzycę w paczuszkach [którą poroznosił po różnych, strategicznych dla Psa punktach mieszkania] i karton przecieru pomidorowego, który był ,,fuj'', bo Pies tylko go napoczął i porzucił na dywanie).
#pies#adopcja#wartowiedziec#psipunktwidzenia#lekseparacyjny#nacosieprzygotowac#zrozumiecpsa#mojepsiekochanie
× 16
Komentarze
@ClaryyDarkk
@ClaryyDarkk · ponad rok temu
Mój ojciec przyprowadził pierwszego psa ze schroniska - Guffiego. Mały, rudy wredny mieszaniec jamnika skradł mi serce od razu. Ale strasznie bał się dzieci. Cały czas gryzł moją młodszą siostrę (ja miałam wtedy chyba z 6 lat, a ona 3). Pamiętam jedną śmieszną sytuację. Miał tylko dwa lata, a ja go nauczyłam spać na łóżku. Nienawidził zostawać sam, ale niestety rodzice pracowali a my chodziliśmy do szkoły i przedszkola. Gdy kiedyś wróciłam do domu ze szkoły, Guffi sprzątnął kołdrę i poduszkę z mojego łóżka, ułożył sobie kokon na podłodze i szczęśliwy leżał na środku...

Przez kolejne lata cały czas spał ze mną i gdy tylko mama chciała mnie obudzić do szkoły - bronił mnie. Niestety w październiku musiałam się z nim pożegnać :((. Staruszek przeżył 17 lat. Dorastałam przy nim, pokochałam go z całego serduszka, dzieliłam z nim łóżko. A teraz... Czasem w nocy tęsknota nie daje mi spać
× 1
@Chassefierre
@Chassefierre · ponad rok temu
Wiem, jak to jest pożegnać się z ukochanym Psem. Powiem Ci więc to, co ja usłyszałam, kiedy moje pierwsze psie odeszło: psy żyją tak krótko dlatego, że ich życie jest skompresowaną miłością. Guffi doskonale wiedział, że go kochasz i miał swoje miejsce na Twoim łóżku, i teraz po prostu biega z innymi psami za tęczowym mostem i czeka tam na Ciebie. Kiedyś jeszcze się spotkacie.
<tula mocno>
× 1
@ClaryyDarkk
@ClaryyDarkk · ponad rok temu
Aż mi łzy stanęły w oczach... Dziękuję
@rozgadanaania
@rozgadanaania · ponad rok temu
Piszesz o bardzo ważnych rzeczach. Ludzie biorąc ze schroniska często mylą gify z rzeczywistością. Przecież nawet jak masz od maleńkości pieseła, to on ma różne swoje strachy i straszki. Nasz owczarek niemiecki, którego mamy od szczeniaka do dzisiaj jak dajemy mu nowy przysmak, to wypluje, powącha nieufnie, a potem zje. Jak był mały - ale fizycznie już duży, to gryzł wszystko dopóki nie skończył 2 lat i zaakceptował, że człowieki będą alfami. Trzeba pokazywać prawdziwą rzeczywistość brania zwierząt zarówno ze schroniska, jak i z hodowli. Szczeniaki i kocięta gryzą, sikają, chorują, miewają alergię, miewają biegunki (kiedyś na próbę daliśmy szczeniakowi serek wiejski - dzisiaj po latach oboje mamy dalej wizje schodów pełnych w .....). Boją się fajerwerek, tęsknią. Mają swoje charaktery. Kochajmy, adoptujmy -ale rozważnie. Im więcej rozsądku przy adopcji, tym mniej złamanych serc w schronisku.

Pozdrawiam serdecznie!
@Airain
@Airain · ponad rok temu
Oj tak. Przygarnięta psica już na pozór wszystko rozumiała, już lubiła siedzieć na kolankach (była taka bardziej mikro), a wystarczyło przy niej podnieść nogę - na przykład poprawiać sobie pasek od sandałów - a pies zaczynał się trząść i chował się pod stół albo kanapę. Doszliśmy do wniosku, że chyba ktoś ją kopał. :(
@Chassefierre
@Chassefierre · ponad rok temu
Regis reagował w podobny sposób na widok miotły i mopa - wciskał się pod łóżko i tylko patrzył czy już skończyłam zamiatać/myć.
Ale muszę nasz dream-team domkowy pochwalić, bo po miesiącach tłumaczeń do czego naprawdę służy miotła (a wyglądało to tak, że go ,,odczulałam'' - wołałam Regisa trzymając miotłę, żeby widział, że nie dzieje się nic złego i chwaliłam go, jak wylazł spod łóżka i patrzył nieufnie, i chwaliłam, jak podchodził bliżej, ale wciąż nieufnie, a już najbardziej chwaliłam jak nie uciekał kiedy ostrożnie zamiatałam) Pies przestał na nią zupełnie reagować. :)
@jagodabuch
@jagodabuch · ponad rok temu
Pięknie opisane, ja co prawdę psa nie zaadoptowałam tylko królika ale historia podobnie wygląda, i fakt nim się przyzwyczai zwierzęcej to trochę trzeba popracować samemu i przyzwyczaić do nowego miejsca i nowych członków rodziny. Ale warto ;)
@Chassefierre
@Chassefierre · ponad rok temu
Zdecydowanie warto! :)

Archiwum

2020

O nas Kontakt Pomoc
Polityka prywatności Regulamin
© 2022 nakanapie.pl